kropidlo5
23.07.12, 10:53
Jako, ze widze ten problem u siebie, zostalo to tez wypunktowane, i mysle tez ze to dosc powszechny problem, szczegolnie wsrod osob 'z przeszloscia'- taki temat: gdzie lezą granice miedzy byciem wycieraczką a samoobroną a zarazem miedzy samobrona a przewrazliwieniem/nadreaktywnoscia.
Idealnie człowiek powinien bronic się, gdy jest zaatakowany i dostosowa siłę/ strategię obrony do rodzaju ataku. Mniej idealnie jest, gdy człowiek nie broni się i pozwala inym deptac swoje prawa i godnosc. Jednak w ramach zmany tego nawyku i praktyowania sztuki obrny moze pojawic sie wlasnie przesadne wyczulenie.
Szczególnie, gdy sa okolicznosci sprzyjajace (odpowiednie wychowaie czy historia bycia obiektem agresji/znęcania/nękania).
Problem byłby rozwiązywalny pstryknięciem palca gdyby ta granica była sztywna i wyraźna, gdyby dało sie powiedziec 'zachowanie A i B to agresja, zachowaie C i D to żart, zachowanie E i F to sluszna krytyka'. Niestety tak ie jest, z wielu powodow.
Po pierwze, rozni ludzie i rozne kregi spolczne/kulturowe inaczej definiuje te granice. Po drugie, w duzej mierze zalezy to od sytuacji osobistej i kontekstu, a takze od relacji miedzyludzkiej. No i trzy- a przede wszystkim trzy- i mój główy obiekt uwagi tutaj- to jest fakt, ze rzadko kiedy agresja, krytykanctwo czy nękanie odbywa sie w jawny sposób i z otwartą przyłbica.
Prawie zawsze osoby nekające innych czy agesywne, znęcajace sie czy wykorzystujące innych mają dla swych działan jakies uzasadnienie, ktore mozna nazwac czy to racjonalizacja czy manipulacja- w zaleznosci od tego, na ile to nękanie inych jest perfidne, a na ile wynika np z przyzwyczajenia.
I tutaj lezy głowny probem mój i pewnie wielu ludzi- bo tutaj w gre wchodzi juz intuicja, własny wybór, kwestia zaufania, a także pewności siebie (to ostatnie przede wszystkim). Jak mówię, rzadko ktos nęka otwarcie, z reguły ma jakies 'ale' i jakies usprawiedliwienia, a czsto jst nawet w tm biegły (praktyka czyni mistrza).
Opinie?