Dodaj do ulubionych

Motywacja do życia...

10.11.12, 12:12
Postaram się ten wątek streścić jak mogę, chociaż problem mam złożony.
W skrócie - mam problem z motywacją do dalszego życia. Z wielu powodów.
Po pierwsze - kwestia wiary. Zostałam wychowana w pewnej mniejszości religijnej, dzisiaj uważam ją za sektę. Moja rodzina i ja z biegiem czasu nabyliśmy pewnej wiedzy na temat struktur i funkcjonowania tej społeczności, co spowodowało, że nie byliśmy w stanie dłużej w niej być. Jednakże dopóki w niej byłam wierzyłam, że życie tu na ziemi jest przejściowe, że kłopoty są przejściowe, że Bóg wkrótce zrobi porządek i potem już będzie świetnie. Dzisiaj skłaniam się raczej ku agnostycznym przekonaniom.
Po drugie - życie osobiste - miałam męża, jednakże podczas gdy ja przejrzałam na oczy w sprawie wiary, on się sfanatyzował jeszcze bardziej. Uczucia się przez to skończyły, z obu stron. Rozwiedliśmy się. Miałam konkretne plany na przyszłość, teraz nie mam nic. Dzieci nie mieliśmy - zatem rozstaliśmy się i koniec. Niby się spotykam z jakimś facetem ale on w miłość nie wierzy, związku nie chce, jak jesteśmy razem jest super i wiele razy udowodnił że można na nim polegać i jest przyjacielem no ale brakuje mi jakiegoś choćby minimalnego zapewnienia, że on chce ze mną być i że to będzie trwało.
Po trzecie - kwestia pracy. Mam dwa zawody - jeden artystyczny i to jest moja wielka pasja, drugi językowy, też zainteresowanie ale mniejsze. Uczę w szkole artystycznej - ale nadchodzą reformy, rząd chce oszczędzać, wszystko likwidować, reformować, zmieniać, ograniczać, ja jestem najmłodsza stażem i nie mam w pracy układów - martwię się co będzie. Poza tym dorabiam jako lektor w firmie organizującej zajęcia z języka w przedszkolu i zerówce. Pierwsza praca nigdy mnie nie męczy, uwielbiam ją i bardzo się w niej spełniam, druga niesamowicie pochłania mi czas (żeby te małe dzieci jakoś czymś zainteresować, drukuję, zgrywam, organizuję materiały, nad konspektem każdej lekcji długo siedzę) i wykańcza psychicznie i fizycznie. Poza tym kontakt z dziecmi - lubię dzieci i zawsze lubiłam ale czasem jest mi przykro na myśl, że swojego mieć prawdopodobnie nigdy nie będę. Ostatnio mam też problemy zdrowotne, właściwie od połowy września aż do teraz. To wszystko razem powoduje, że na myśl o kolejnych 40-50 latach czegoś takiego po prostu nie chce mi się żyć. Nic mi się nie chce. No bo po co, skoro na końcu i tak śmierć.
Boję się przyszłości związanej z pracą, że w końcu ją stracę, bo i tak tendencje są jakie są a nie mam już siły zdobywać kolejnego wykształcenia... Boję się samotności (tak, wiem, praca nad sobą żeby człowiek żył sam dla siebie a nie wartościował się związkiem - tu nie o to chodzi bo ja lubię spędzać czas sama ale boję się samotnej starości)...
W grudniu będą moje 30 urodziny a ja naprawdę nie mam już siły...
Obserwuj wątek
    • jan_stereo Re: Motywacja do życia... 10.11.12, 13:03
      Bardzo dobrze opisalas swoja sytuacje, nie bedziesz miec problemow z praca, co najwyzej z kwestia jej wycenienia, tym bym sie wiele nie martwil, zwlaszcza ze nauczycieli jezykow obcych zawsze brakuje, przynajmniej w moim regionie jest mocny deficyt. Zajec artystycznych chyba tez nie zlikwiduja, zwlaszcza teraz, kiedy ci 'lepsi' chca miec dzieciaki wszechstronnie wyksztalcone, nawet jesli sami rodzicie tacy nie sa.

      Co do religii i zycia w rodzinie. Mnie swiadomosc ewentualnego zycia po smierci nigdy nie budowala ani nie pocieszala, z prostego powodu, to zycia przed smiercia mnie interesuje, tylko i wylacznie, potem jest mi to bez znaczenia. Poza tym, nie istnialem cala wiecznosc, wiec nie bede wybrzydzal ze dano mi przez chwilke sobie pobyc w stanie swiadomym, szybko minie i wroce do stanu wyjsciowego, wktorym nie ma zadnych dylematow, a czas plynie tak ze sie nic nie czuje ;'))

      Ja tez pewnie bede na starosc zyl sam, wsrod innych ludzi, ale nie bedzie to trwalo lat 500, tylko ledwie kilkadziesiat, i nie bedzie to w kamieniolomach czy na pryczy obozu koncentracyjnego. Nie ma sie co na zapas wpedzac w jakies ulotne dylematy. Zycie nie trwa wiecznie. Rob to co lubisz, szukaj nowych zajec, tematow, bodzcow i ciesz sie tym, czym potrafisz sie cieszyc, to samo tyczy sie smucenia jak i chwil nijakich.Te same pytania zadaja i przezywaja ludzie w zwiazkach, solo, rodzinnie, badz samotnie. Czlowiek jest jednostka z natury, no chyba, ze mowimy o blizniakach syjamskich zrosnietych mozgami.

      • aroden Nie pociesze, ale posluchaj... 10.11.12, 13:22
        Co jest celem zycia ?
        Nic - a tylko samo zycie.
        Ktos nas tu przyslal, a po hollere - nie wiadomo.
        Moze sie kiedys dowiemy - a moze i nie.

        Napewno nie jest nim praca, ani "zwiazek" (okropne slowo), ani dzieci, ani rodzina.
        To tylko szczebelki drabiny...

        Moze milosc...?
        Moze pasje...?

        Jedno juz masz. Pasje wlasnie.

        PS. Ja tam sie na ten swiat nie prosilem i sensu w tym cyrku tez nie widze
        (no bylo kilka przyjemnych chwil... np. Ave Maria...)
        jednakze niezaleznie od przekonan religijnych (lub ich braku)
        - Istnieje przeciez jakas sila sprawcza , ktora nas na ten padol przyniosla.
        Nie ma co wyrzadzac jej przykrosci, konczac ten cyrk przed zakonczeniem calego spektaklu...
        www.youtube.com/watch?v=vz_vMvVp9jc
    • shachar Re: Motywacja do życia... 10.11.12, 13:45
      Ludzie maja tendencje do antycypacji wydarzen katastroficznych, aby mniej bolalo jak juz nastapi, ale to jest bez sensu/ malo ekonomiczne z punktu widzenia kumulacji szczescia, bo zatruwa wieksza czesc zycia, a I tak bedzie co ma byc. Polozylabym tez nacisk na przyjacielskie zwrocenie sie do sasiadow, anie pomocnosc jakiegos boyfrienda przypadkowego. Ludzie wsrod krorych nie bedziesz sie czula samotna, nie musza byc twoja rodzina.
      • shachar Re: Motywacja do życia... 10.11.12, 14:05
        Nie wiem, czy to jeszcze na temat, ale wczoraj przeczytalam fajna rzecz, babka pisala o swoim strachu codziennym, kiedy jej maz wychodzi do pracy, ze cos sie stanie I ona go juz nigdy nie ujrzy. Czasami wrecz z tych nerwow zyczy mu smierci, zeby ten jej strach w koncu sie zakonczyl. Natomiast jej klienci/korespondenci, bardzo starsza juz para, tez zycza smierci wspolmalzonkowi, ale po to, zeby ten ktory zostanie, nie byl samotny na starosc. Dwie rozne motywacje.Potem babka mowi o tym ze wiekszosc lidzi nie zdaje sobie sprawy ze te wyobrazane katastrofy po prostu da sie przezyc, przejsc przez ich sam srodek, I tak naprawde niewiele sie zdarzy/ zmieni.
    • szaman.ka Re: Motywacja do życia... 10.11.12, 16:22
      Twój obecny stan jest całkiem dla mnie zrozumiały.Jesteś na zakręcie życia i przeżyłaś mnóstwo strat.
      Straciłaś oparcie we wspólnocie religijnej,zwątpiłaś w Boga,runął Twój dotychczasowy sposób patrzenia na życie,straciłaś męża.Trochę tego dużo.Ponadto ,znajomość ,z którą jak przypuszczam wiązałaś jakieś nadzieje, też stoi pod znakiem zapytania.
      Twój post zdradza ,że jesteś pogrążona w takim depresyjnym myśleniu i martwisz się o wszystko na zapas.Nie wiem nawet; czy nie masz początków depresji?
      Niepokoją mnie Twoje kłopoty zdrowotne,które mogą być objawem psychosomatycznym przeżywanego stresu,albo nawet objawami depresji.
      Nie daj sobie wmówić,że lęk przed samotnoscią i potrzeba posiadania partnera jest próbą dowartościowania się z Twojej strony. Oczywiście,że osoby samotne budują sobie różne teorie,które pomagają im zaakceptować swoją samotność.
      Te Twoje pragnienia i lęki wyrażają jedną z najgłębszych ludzkich potrzeb; potrzebę bliskości z drugim człowiekiem.Tylko w związku z drugim człowiekiem możemy realizować swoje potrzeby miłości,troski,zrozumienia,ciepła,wyrażania uczuć.Tego nam lekarz nie przepisze na receptę.
      Samotność jest jednym z pierwszorzędnych czynników ryzyka dla zdrowia .
      Każdy, kto czuje się samotny tak jak Ty, ma przed sobą dwa wyjścia:może się z tym pogodzić,lub starać się przezwyciężyć ten stan,co wcale nie jest takie trudne jak się wydaje osobie pogrążonej w depresyjnym myśleniu.
      Myślę,że powinnaś skorzystać z pomocy terapeuty,który pomoże Ci się na nowo odnaleźć i zmienić to swoje myślenie.To, czy będziesz w przyszłosci samotna ,czy nie,to zależy przede wszystkim od Ciebie;od Twojego myślenia,zachowania i postawy.
      Nie martw się na zapas o utratę pracy,bo jeszcze nic nie wiadomo,a sama pogarszasz swoją sytuację.Co będzie,to będzie.Jesli masz w ręku zawód,który sprawia Ci satysfakcję i jest Twoją pasją,to głęboko wierzę,że zawsze sobie poradzisz,i utrata pracy moze być nową sznasąą


    • to.niemozliwe Re: Motywacja do życia... 10.11.12, 18:36
      Wspolczuje Ci, ze tak to dotkliwie odczuwasz, z tym, ze widze, ze Twoje zmartwienia, to glownie to co bylo i leki, co byc moze.
      To pierwsze juz nie istnieje, poza Twoim wspomnieniem, to drugie wcale nie musi sie wydarzyc. Ten facet z ktorym sie spotykasz...cos mi tu nie pasuje - jestes zadowolona z tego ukladu? Rozumiem, ze glownie lozkowego?
    • jackulus Re: Motywacja do życia... 10.11.12, 22:56
      Ciekawy jestem, co kryje się za twoim nikiem... :-)

      Jeśli masz takie możliwości, polecałbym ci skorzystanie z pomocy terapeuty. Trudno jest w formie konsultacji internetowych określić powód twoich lęków, które materializują się w postaci obawy o przyszłość. Być może, jak w wielu przypadkach, jest to brak wiary we własne siły wyniesiony z twojej rodziny, która jak piszesz, funkcjonowała na dodatek w specyficznych warunkach.

      Od racjonalnej strony nie wygląda to źle, masz zawód który jest jednocześnie twoją pasją (a to unikat na skalę światową), masz drugi zawód, który też lubisz, też dobry - tu, być może nauka dorosłych pozwoliła by ci nie spalać się tak mocno na przygotowaniu fajerwerków dla dzieci. Wygląda to wręcz dobrze, w kontekście problemów zawodowych, których doświadcza wielu z nas.

      Atuty, które posiadasz, pozwolą ci dobrze żyć, jeśli rozwiążesz problem swoich obaw. Z tego co piszesz wynika, że nie wierzysz we własne siły, potrzebujesz gwarancji, że przyszłość będzie się układać po twojej myśli. Takich gwarancji nikt ci nie da, a jeśli da, to będą fałszywe i nie warto się na nich opierać. Przekonanie, że sobie poradzisz, że potrafisz, że jesteś wystarczająco dobra (choć może nie doskonała), powinno wykiełkować w tobie. Być może ma się całkiem dobrze, tylko trzeba je odnaleźć - to jest właśnie zadanie dla ciebie, z pomocą dobrego terapeuty.

      Obecny zły nastrój, może być wynikiem strat, których wiele poniosłaś. Może też przekładać się na dolegliwości, które odczuwasz. Dlatego warto zrobić badania aby wykluczyć (lub potwierdzić?) inne przyczyny i... jak najszybciej rozpocząć terapię.

      Będzie dobrze. Zobaczysz.
    • lifeisaparadox Re: Motywacja do życia... 11.11.12, 01:03
      Jak facet chce być na luźnej stopie, a Ty nie, to mu podziękuj za ofertę i znajdź takiego który chce tworzyć bliską więź. Idealiści na ogół tkwią w realiach które im nie odpowiadają i tłumaczą sobie na różne sposoby dlaczego jest jak jest.
      Podobnie z tą pracą, wszystko sobie jakoś obmyślasz, przygotowujesz się na zwolnienie bo niby idą ciężkie czasy. To jest jakieś pokrętne rozumowanie. Może nawet chcesz zmienić pracę na lepszą, nie wiem co się pod tymi Twoimi tłumaczeniami i historyjkami kryje. Rzeczywistość trzymamy we własnych rękach, ale mało kto lubi ten fakt. Ludzie chcą żeby nimi kierował Bóg, los, przeznaczenie, żeby spotykało ich w życiu to, co przewodnik wycieczki obmyśli dla nich. Trudy i radości - wszystko takie w rękach bogów życia, zwierzchników, partnerów, sytuacji gospodarczej i krajowej. Byle jak najdalej od własnego, często trudnego, realizowania tego co potrzebujemy.

      Psychologia też jest ucieczką w świat rozwiązywania problemów zastępczych. Ludzie najczęściej chodzą do psychologa nie po to, żeby przestać filozofować, ale po to właśnie żeby zaabsorbować się czymś innym, niż życie. Żeby znaleźć jakiś swój wewnętrzny świat z własną dynamiką. Leczyć zaburzenia których istnienie jest surrealizmem dzisiejszych czasów, tkwić w nerwicy braku działań w życiu. To jest laicka odmiana religii, na przetrzymanie, na przetrwanie bez kiwnięcia palcem.

      Jeszcze nikt niczego, w tym samego siebie, nie zmienił myśleniem.
    • bardzo.porzadna.dziewczyna Re: Motywacja do życia... 11.11.12, 09:13
      Dziękuję za odpowiedzi i za zainteresowanie moimi sprawami :)
      Jeśli chodzi o moje zdrowie, to nie jest to nic takiego strasznego, tylko wkurza, że się ciągnie. Najpierw brałam leki sterydowe i na krążenie, bo leczyłam pewien uraz. Sterydy załatwiły mi odporność, przeziębiłam się a potem niestety to już się zamieniło w taką infekcję, że musiałam wziąć antybiotyk. No i teraz po tym wszystkim już wyzdrowiałam ale leczę skutki uboczne :P przez to, że rozciąga się to w czasie, wkurza mnie. Ale na szczęście to de facto nic poważnego.
      Co do wizyt u psychologa - chodziłam w zeszłym roku, nie przekonuje mnie to. Sama, rozmowami z bliskimi i pracą nad myśleniem najwięcej dla siebie zrobiłam.
      Co do faceta - to jest skomplikowane i nie ma na to prostej recepty. Wy tu na forum na pewno wiecie, że co człowiek to inna historia i nawet ta sama osoba w związkach z różnymi osobami będzie kimś innym.
      Dlatego, że ja tak naprawdę dość długo mieszkałam z rodzicami, potem zaraz z mężem, nie zaznałam takiego samodzielnego dorosłego życia a od rozwodu zaznaję i podoba mi się to. Nie czuję się gotowa na mieszkanie z kimś i zajmowanie się nim. A tu mam taką relację, nie mieszkamy w jednym mieście, tylko w miarę blisko - ok. 80 km. Wiele razy myślałam nad tym po co mi to ale po prostu doszłam do wniosku, że jeśli mam przeżywać coś fajnego raz na miesiąc, 2 tygodnie albo wcale to wolę tę pierwszą opcję. I nie, to nie jest kwestia układu głównie łóżkowego. Dla jednych mogę być żałosna ale trudno, co człowiek to pogląd.
      Nie jest łatwo z facetem introwertykiem, chociaż jak poczytałam o tym jacy są introwertycy to mi pomogło. Do tego dochodzi jego ogólny sceptycyzm i skrzywienie (moim zdaniem) psychologią gestalt, której jest wiernym wyznawcą. Oczywiście nie będę w tym tkwiła wiecznie, jeśli dojdę do wniosku, że więcej tracę niż zyskuję. Problem w tym, że kiedy jesteśmy razem, on jest całkowicie skupiony na mnie, wyrywa mi z ręki każdą robotę, jest opiekuńczy i uważny, przez 10 miesięcy znajomości mam wrażenie dał mi więcej niż mój eksmąż przez 5 lat - i było kilka sytuacji gdzie jak trzeba było działać szybko to troska o mnie była na 1 miejscu i nie było wtedy czasu na grę i udawanie, więc wiem, że to było szczere. Zawsze mamy o czym rozmawiać. I to powoduje, że dalej chcę to "ciągnąć".
      Odnoszę wrażenie, że kwestią związku jednak przejmuję się mniej niż dość realnym zagrożeniem dla mojego zawodu - to nie są bajki, Centrum Edukacji Artystycznej już w necie zamieściło prezentację nt. redukcji zajęć które prowadzę w szkole i to jest kwestia dwóch trzech lat jak to wprowadzą. Więc nie piszcie mi, że mam bezzasadne lęki...

      Co do nicka - wziął się z sympatii dla filmów Barei...:)

      • to.niemozliwe Re: Motywacja do życia... 11.11.12, 11:08
        Obawy możesz miec uzasadnione, to jest OK. Tylko głupiec sie niczego nie boi. Z tym, ze tego rodzaju zmartwienia sa bliskie wiekszosci osob, w pewnym sensie nie jest to szczególnie oryginalne. Wszyscy mają na względzie relacje z bliską (bliskimi) oraz kwestię bezpieczenstwa materialnego. Bynajmniej, nie uwazam zebyś była załosna, raczej wydajesz mi sie osobą wrazliwą i oczekujacą wsparcia od parnera, codzienych uczuc, bycia razem. I w tym sensie ten układ jest dla Ciebie szkodliwy. Gdybys była osoba, ktora nie ma stresu utrzymując relacje erotyczne z kilkoma facetami, kazdego traktując doc luźno, to powiedziałbym, OK jestes wyzwolona i samodzielna. Robisz co chcesz, a tak, to on nie chce współbrać odpowiedzialnosci za Was razem. Mysle, ze ty na tym wiecej tracisz, bo Twoja zdolnosc do samodzielnosci i stawiania czoła wyzwaniom jest mniejsza. Np. masz rozterki co do motywacji do życia, gdyby ten facet dawal CI wyrazny sygnał, ze chce z Tobą byc, ze jest w stanie opiekowac sie Tobą, życjac z Tobą, a nie odgrywać show przez dwa dni w miesiacu....
        A te jego wizyty u Ciebie, to nie jest przejaw jego gestaltowego podejscia "tu i teraz"?
        Byc moze doszedł do wniosku, ze jego holistyczna wizja wlasnej osobowosci wymaga bycia z kims, i trafilas sie Ty z akceptacją dochodzenia raz w miesiacu. W takim sensie, to on CIę używa, a TY to akceptujesz, bo obawiasz się zadziałać bardziej samodzielnie i poszukać prawdziwego partnera, kogoś, kto będzie z Tobą, a nie okazyjnie.
        Mysle, ze jestes osoba, która jakosciowo inaczej zyje, kiedy ma ustrukturalizowane srodowisko: systemu wartosci, zawodowe i uczuciowe. Co jakis czas, w tych sferach bedą dokonywały sie zmiany, to naturalne, Natomiast nalezy unikac zmian w tych sprawach rownoczesnie w tym samym czasie.
        Piszesz, ze Ci dobrze samej, a rownoczesnie chcialabys miec wiecej wsparcia. Czy to znaczy, ze ten partner, podobnie, jak mą - równiez jest dominujacy? Czy Ty sie podporzadkowujesz w związku? Grasz te drugie skrzypce?
      • szaman.ka Re: Motywacja do życia... 11.11.12, 12:18
        Jeśli w Toim wieku brałaś sterydy i również leki na krążenie,to te dolegliwości nie są tak niepoważne jak to przedstawiasz.Długotrwały stres może przyczyniać się do powstania chorób i powodować spadek odporności.
        Ja nie twierdzę,że Twoje lęki związane z utratą pracy są nieuzasadnione,lecz,że Twoje zamartwianie się tym, tylko powoduje pogorszenie sytuacji.Jeśli się tego obawiasz to staraj się wyjść na przeciw tym lękom i rozeznaj możliwości np.założenia własnej działalności w tym kierunku.Nie wiem jaki to jest rodzaj działalnosci artystycznej i czy to możliwe byś działała na własną rękę ?Może trzeba się będzie przenieść gdzieś, gdzie są większe mozliwości zatrudnienia ?
        Szkoda,że się zraziłaś do psychoterapii.Widocznie nie miałaś szczęścia i trafiłaś na nieodpowiedną dla Ciebie osobę.Nie można na podstawie jednostkowych doświadczeń wyciągać ogólnych wniosków.
      • jackulus Re: Motywacja do życia... 11.11.12, 18:49
        Porządna, nie chodzi o to, że twoje lęki są bezzasadne, ja nie jestem specem od twojej branży, aby stwierdzić czy konkretne instytucje/projekty, z którymi jesteś związana przetrwają czy nie. Natomiast podobnie jak i inni piszący w twoim wątku zauważam, że masz potencjał, aby radzić sobie w życiu. I teraz od ciebie zależy, czy wierzysz w niego i wierzysz, że nawet jak CEA odpadnie z grafiku, to do tego czasu coś nowego zaczniesz robić, czy też martwisz się możliwością zaistnienia czarnego scenariusza. I pod tym kątem, być może, mogłabyś popracować. Tak jak pisze szamanka, szkoda, że zniechęcasz się po pierwszych nieudanych doświadczeniach - zakładam, że masz na myśli wizyty u psychoterapeuty, a nie psychologa, ponieważ różnica może być diametralna.

        A co do twojego faceta, to trochę się zgubiłem. Piszesz, że jest ci z nim dobrze, tyle, że nie deklaruje miłości do grobowej deski. Tymczasem sama też nie masz póki co ochoty na stały związek i wspólne życie. Więc nie kumam o co biega. Pomyślałem sobie, że to co o nim piszesz nie brzmi tak znowu najgorzej i że może dobry gestalt nie jest zły, ale to oczywiście kwestia gustu... ;-).
      • lifeisaparadox Re: Motywacja do życia... 11.11.12, 21:00
        Ty nie masz czasem jakiegoś magnesu na sekciarskich fanatyków? :> Gestalt to też taka niby-sekta w psychologii.

        Ja zawsze jestem gotowy na nowy scenariusz, gdy zaczyna się coś chrzanić z obecnym. Przejmowanie się jeszcze nigdy nie dało mi motywacji. Tak że głowa do góry z pracą.
        • bardzo.porzadna.dziewczyna Re: Motywacja do życia... 13.11.12, 10:07
          Oj faceci, faceci...
          Wy to zawsze jesteście gotowi na zmiany i rozglądanie się za nowym "towarem" jak wam stary nie odpowiada :P
          A ja sobie myślę - po pierwsze nie mam gdzie, po drugie... nie jestem już najmłodsza, po rozwodzie (wielu to odstrasza), artystka (wielu to odstrasza), wegetarianka (wielu to...etc.:), życzę sobie by facet nie nadużywał alkoholu, nie palił, żeby było z nim o czym kulturalnie pogadać i jeszcze żeby jakoś wyglądał ;-) No to trudno się chyba mi dziwić, że jak się taki egzemplarz znalazł, to kontynuuję... a ma swoje różne wady i zalety, jak każdy. Na razie to trwa jak zaznaczyłam niecały rok, na pewno wkrótce przyjdzie czas na poważne rozmowy i pytanie - co z nami dalej.
          W sprawie pracy to ostatnio mam odpowiedź (może "z góry") na moje rozterki... wciąż odzywają się przez internet chętni na lekcje języka - w odpowiedzi na zamieszczone na odpowiednich do tego celu portalach... zaczynam wierzyć w to, że jak się trochę postaram, to praca jednak się zawsze się znajdzie, inna rzecz, jak płatna, jak zaznaczył pierwszy rozmówca w tym wątku.
          • yoko0202 wiesz co, weź się dobra? 14.11.12, 00:01
            bardzo.porzadna.dziewczyna napisał(a):

            > A ja sobie myślę - po pierwsze nie mam gdzie, po drugie... nie jestem już najmł
            > odsza, po rozwodzie (wielu to odstrasza), artystka (wielu to odstrasza),

            przecież ty młoda d*pa jesteś, szczególnie jak na duże miasto, ogarnięta, pracująca, z zawodem z perspektywami itp itd.
            na męża, dziecko, i dom z białym płotkiem + 2 labradory masz jeszcze ładnych parę lat - proponuję te parę lat wykorzystać konkretnie, bo potem życie zmienia się o 180st. i wielu rzeczy już nie zdążysz zrobić, więc pomyśl co ewentualnie chciałabyś zrobić, gdybyś wiedziała, że masz te kilka lat zanim zacznie się domowa sielanka, pieluchy i rodzinne grille, i po prostu zacznij to robić.
            • bardzo.porzadna.dziewczyna Re: wiesz co, weź się dobra? 15.11.12, 16:43
              Ciekawy punkt widzenia...
              Moje rówieśnice mają po 2,3 dzieci nawet. I to koleżanki po fachu, artystki.
              Niby się człowiek tym nie powinien kierować, co inni... no ale się trochę kieruje :P
              • lifeisaparadox Re: wiesz co, weź się dobra? 15.11.12, 20:30
                Czyli co, czujesz się niedojrzała emocjonalnie, psychicznie?
      • paco_lopez Re: Motywacja do życia... 22.02.13, 22:29
        na problemach takich jak twoje to się nie znam, ale te bardzo porządne dziewczyny, to u Kondratiuka były, nie u Barei. Ewa i Reginka tak ?

        www.youtube.com/watch?v=3GMkx3-YIFU
    • bardzo.porzadna.dziewczyna Minęły 3 miesiące, z motywacją kiepsko albo gorzej 19.02.13, 16:46
      Z facetem-nie facetem się rozstałam. Było parę takich sytuacji że sobie uświadomiłam - JESTEM SAMA. Związek mi się uroił w mojej chorej głowie. I nie potrafię być szczęśliwa tylko DAJĄC miłość.
      Zawodowo - nawet gorzej niż było, mam realne przesłanki że jestem persona non grata dla nowego szefostwa, całe szczęście istnieją pewne prawa i kodeksy ale nie uśmiecha mi się walka w sądzie itd. oczywiście jestem taką osobą, że bez walki się nie poddam na pewno ale na myśl o tym odechciewa się żyć.
      Coraz częściej dochodzę do wniosku, że moje samobójstwo po prostu rozwiązałoby wiele problemów. Te wnioski przejmują grozą moich rodziców.
      Jedyne, co mi wychodzi to moje granie w zespołach, na razie niezbyt zarobkowe ale satysfakcjonujące pod względem wysiłku, bycia na estradzie, kontaktu z ludźmi. Niestety wszystkie pozostałe przeżycia zdają się tak bardzo mnie przytłaczać, że ostatnio nawet tym jest mi ciężko się cieszyć.
      Powiecie mi - depresja. A ja się boję. Nie chcę się leczyć, otumaniać, tyć od leków, wylądować w Kobierzynie...
      • aroden ustosunkuj sie moze 19.02.13, 17:45
        do mojego postu z 10.11.12
        • bardzo.porzadna.dziewczyna Re: ustosunkuj sie moze 19.02.13, 17:49
          Czytałam.
          Zycie dla samego życia? Nie rajcuje mnie to.
          • aroden Re: ustosunkuj sie moze 19.02.13, 18:05
            bardzo.porzadna.dziewczyna napisał(a):
            > Czytałam.
            > Zycie dla samego życia? Nie rajcuje mnie to.

            Mnie tez nie, chociaz jakies drobne przyjemnosci sie zdarzaja (jak i Tobie) ...
            dobre alkohole, podroze...
            Ty masz przynajmniej nadzieje... ze cos Cie jeszcze spotka.
            ja juz nie...
            mam ladna, madra, pracowita zone...
            do ktorej nic nie czuje. zyjemy razem, chociaz osobno.
            no i co ? - nie rzuce jej, bo mi jej szkoda. nie zniosla by tego.
            to wszystko w sumie bez sensu...

            ale samobojstwo ? - NIGDY.
            jaka krzywde wyrzadzilbym nie tylko dzieciom, juz doroslym, ale wlasnej matce.
            a przede wszystkim tej sile sprawczej, ktora mnie na ten Swiat powolala ?
            • kryska-etka Re: ustosunkuj sie moze 19.02.13, 21:09
              dlaczego do niej nic nie czujesz?..i co chcesz czuć?
              • aroden bez znaczenia 20.02.13, 05:20
                kryska-etka napisała:
                > dlaczego do niej nic nie czujesz?..i co chcesz czuć?

                bez znaczenia. nie wazne dlaczego
                i nic nie chce
                bylo. minelo.
          • leda16 Re: ustosunkuj sie moze 20.02.13, 17:51
            bardzo.porzadna.dziewczyna napisał(a):

            > Czytałam.
            > Zycie dla samego życia? Nie rajcuje mnie to.

            To może to Cię podrajcuje rozkapryszona, egocentryczna kobieto:
            vod.pl/dorastanie-bez-twarzy,115164,w.html
            Nie chcesz żyć, to się powieś, zamiast mazgaić się i biadolić jak wiejska baba, że życie po różach Ci nie płynie. Ta dziewczynka chciałaby mieć chociaż odrobinę Twojego bogactwa a nigdy nie będzie miała. O "facetach" mężu i dzieciach może zapomnieć. Dobrze, jak jakąś pracę na zapleczu z dala od ludzkich oczu dostanie. Jak już będziesz zdecydowana odmeldować się ze świata, zapisz rogówkę, serce, nerki, wątrobę podobnym nieszczęśnikom jak ona. Pożytek przynajmniej po śmierci z Ciebie będzie.
            • kropidlo5 Re: ustosunkuj sie moze 20.02.13, 18:26
              Co to za osesja z ta beztwarzowa?

              Moznaby sie klocic, ze beztwarzowa ma lepiej, bo przynajmniej wiadomo, ze ma pod gorke i nikt od niej nic nie bedzie wymagal, oczekiwal, a cokolwiek osiagnie to bedzie mega sukces. Zwykly czlowiek musi sie natryac a i tak bedzie 'nieudacznikeim'.

            • jeriomina Re: ustosunkuj sie moze 22.02.13, 09:12
              Takie wypowiedzi powinny być kasowane. Każesz zdołowanej dziewczynie popełnić samobójstwo? Argumentem ma być to, że ktoś nie ma twarzy a ona ma? Z każdym chorym na depresję tak byś zrobiła? Takie osoby jak Ty nie powinny się wypowiadać na forum Psychologia...
              • szaman.ka Re: ustosunkuj sie moze 22.02.13, 18:41
                Podzielam Twój pogląd.
              • leda16 Re: ustosunkuj sie moze 22.02.13, 20:02
                jeriomina napisała:

                > Takie wypowiedzi powinny być kasowane.


                A niby dlaczego?


                Każesz zdołowanej dziewczynie popełnić s
                > amobójstwo?


                Niczego jej nie "każę" Zrobi co zechce. To jej życie i tylko ona sama może mu nadać wartość. Jeśli własne życie postrzega jako pozbawione jakiejkolwiek wartości, to logiczny wniosek jest jeden - nie ma sensu go pielęgnować.


                Argumentem ma być to, że ktoś nie ma twarzy a ona ma?


                Argumentem jest brak chęci do życia.





                Z każdym chor
                > ym na depresję tak byś zrobiła?



                A skąd wiesz, że ona jest chora na depresję? Ot, podnudza jak każda skoncentrowana na czubku własnego nosa egoistka. O nikogo się nie troszczy a ja mam się o nią troszczyć A co to ja jestem Matka Teresa z Kalkuty?



                Takie osoby jak Ty nie powinny się wypowiadać n
                > a forum Psychologia...



                Bo co?
                • jeriomina Re: ustosunkuj sie moze 22.02.13, 23:43
                  Nie będę rozmawiać z bezdusznym trollem.
                  Adieu.
              • kryska-etka Re: ustosunkuj sie moze 22.02.13, 23:31
                jeriomina napisała:

                > Takie wypowiedzi powinny być kasowane. Każesz zdołowanej dziewczynie popełnić s
                > amobójstwo? Argumentem ma być to, że ktoś nie ma twarzy a ona ma? Z każdym chor
                > ym na depresję tak byś zrobiła? Takie osoby jak Ty nie powinny się wypowiadać n
                > a forum Psychologia...

                a ja uważam ze dobrze ten link z dziewczynka bez twarzy tu pasuje..


                tak samo jak ktoś narzeka bez przerwy ze w Polsce to bieda i syf....zapraszam do Afryki...mnie od razu przeszło narzekanie..i dziękuje Bogu każdego dnia ze mieszkam we wschodniej Europie.
      • szaman.ka Re: Minęły 3 miesiące, z motywacją kiepsko albo g 19.02.13, 18:27
        Nie dodawaj sobie sama problemów i zmartwień.Skąd Ci przyszło do głowy,że ktoś Cię będzie zamykał w Kobierzynie?
        Ty przecież nie masz psychotycznej depresji,by Cię tam miano zamykać.
        Nie wiesz o tym,że teraz istnieją leki antydepresyjne trzeciej generacji zgrupy SSRI zawierające fluoxetynę lub paroksetynę,które nie tylko nie powodują tycia,lecz można po nich schudnąć?
        Nie powodują też otępienia.
        Jeśli masz myśli samobójcze, to koniecznie się zgłoś do Poradni Zdrowia Psychicznego. Byłoby dobrze,gdyby psychiatra skierował Cię na psychoterapię,która pomoże Ci spojrzeć inaczej na swoje problemy i pomoże w ich rozwiązaniu.
      • to.niemozliwe Re: Minęły 3 miesiące, z motywacją kiepsko albo g 19.02.13, 21:05
        Czytalas cos o osobowosci zmiennej, borderline lub jej skrajnych odmianach, chad?
        • bardzo.porzadna.dziewczyna Re: Minęły 3 miesiące, z motywacją kiepsko albo g 19.02.13, 21:14
          Tak, czytałam. Nie pasuję. Ja ogólnie jestem normalna, mam po prostu trudniejszy okres - tak myślę.
    • kropidlo5 Re: Motywacja do życia... 19.02.13, 18:29
      To posluchaj mnie: nie mam pracy, mam bardzo slabe studia, pracowalem glownie w przypadkowych, slabo platnych pracach, wiec CV mam slabe. Nie mam i nigdy nie mialem dziewczyny na powazne, a mam niemal 40 lat, i na zlosc jestem wybredny w tym wzgledzie jak nikt i juz stary, wiec pewnei zostane sam. Mam bardzo trudne relacje z rodzicami. Problemy emocjonalne. I co- tylko strzelic sobie w leb.
      I co, ze znam sie na muzyce i gram na kilku instrumentach, co ze jestem lubiany przez znajomych, troche pracowalem w radio czy publikowalem w gazetach, objechalem kawalek swiata, znam dobrze angielski wiec mam drzwi nadal otwarte. Mam w koncu spory zasob oszczednosci (wzglednie spory, nie to ze jestem bogaczem, ale jakis komfort powinien byc).

      I jedna i druga liste moglbym pociagnac, ale zawsze stresuje mnie ta pierwsza a malo cieszy ta druga. Szklanka zawsze do polowy pusta. Sa ludzie, ktorzy pracuja a fabryce, zyja z miesiaca na miesiac, sa po rozwodzie i placa alimenty na dzieci ktorych nie widza i mieszkaja w wynajetym pokoiku a potrafia jakos dobrze sie w zyciu bawic. Nie wiem, od czego to zalezy.
      • bardzo.porzadna.dziewczyna Re: Motywacja do życia... 19.02.13, 18:33
        Nigdy mnie nie pocieszają życiorysy innych osób ...
        • kropidlo5 Re: Motywacja do życia... 19.02.13, 18:50
          bardzo.porzadna.dziewczyna napisał(a):

          > Nigdy mnie nie pocieszają życiorysy innych osób ...

          nawet tu potrafilas znalezc minus:)
          nie wiem, chyba nie chodzilo mi o pocieszanie, tylko o pewna identyfikacje.
          • bardzo.porzadna.dziewczyna Re: Motywacja do życia... 19.02.13, 19:05
            A mnie o to, że stwierdzenie, że inni mają gorzej/tak samo nie powoduje, że nagle zaczyna mi się bardziej chcieć żyć.
            Udane związki to kwestia szczęścia, że się akurat spotyka daną osobę w danym momencie.
            A potem następują jakieś wydarzenia, które pomagają to trzymać i scalać.
            • kryska-etka Re: Motywacja do życia... 19.02.13, 21:13
              ja ci proponuję takie rozwiązanie:
              -spotkaj sie w realu z Jankiem Stereo
              albo z Kropidłem...obaj mi do Ciebie pasują:)
              a co Ci szkodzi..
              • bardzo.porzadna.dziewczyna Re: Motywacja do życia... 20.02.13, 00:20
                Jestem dogłębnie rozczarowana związkami, więc to chyba nie najlepszy pomysł. W każdym razie nie w tym momencie. Zwłaszcza, jeśli twierdzisz, że oni do mnie "pasują". Nie potrzebuję koło siebie słabego frustrata tylko kogoś silnego (sorry chłopaki, no offense, ja się sama w tym momencie uważam za słabą frustratkę:).
                • kropidlo5 Re: Motywacja do życia... 20.02.13, 01:06
                  Slaby frustrat? W zeby chcesz?
                  Coz, frustratow jest w Polsce jakies 33 miliony a 'slaby' to pojecie wzgledne, niektorzy sa mocni glownie w gebie.
                  • bardzo.porzadna.dziewczyna Re: Motywacja do życia... 20.02.13, 09:29
                    kropidlo5 napisał:

                    > Slaby frustrat? W zeby chcesz?

                    Kobietę byś uderzył?
                    • kropidlo5 Re: Motywacja do życia... 20.02.13, 09:56
                      bardzo.porzadna.dziewczyna napisał(a):

                      > Kobietę byś uderzył?

                      'kobieta mnie bijeee!!'

                      'kobieta jest jak drzwi, jak nie trzasniesz to sie nie zamknie'

                      Ja sobie tak zartuje, raczej chyba nie grozi zebym kogokolwiek uderzyl chocbym nie wiem jak chcial, jestesmy anonimami w koncu.
                    • kobza16 Re: Motywacja do życia... 22.02.13, 00:55
                      bpd napisala:
                      "Udane związki to kwestia szczęścia, że się akurat spotyka daną osobę w danym momencie.
                      A potem następują jakieś wydarzenia, które pomagają to trzymać i scalać"

                      Z takim podejsciem do zycia nie dziwie Ci sie, ze nie chce Ci sie zyc, jestem zmeczona, wypalona. Przede wszystkim uwazasz ze zycie jakoś tam się dzieje i nic od Ciebie, albo prawie nic nie zalezy.
                      Związek udany to efekt ciezkiej pracy, a nie, ze "szczescie lub jakies (sic!) wydarzenie" - ciekawe o jakie wydarzenie Ci chodzi?
                      Ja z kolei uwazam, ze nic sie w zyciu bez powodu nie dzieje i czasami trzeba dostac po dupie aby cos zrozumiec, czegos sie nauczyc, albo aby inni sie na naszym przykladzie czegos nauczyli, cos zrozumieli. Szczerze mowiac, to jakby tak logicznie podejsc do zycia, to zycie to piekło, pelne pulapek, zakamarkow, problemow, a finalnie i tak wszyscy idziemy do piachu. Z drugiej strony, zycie to dar, bo mamy cząstke czasu dla siebie na tym podole, mozemy poczuc zmyslami czym jest szczescie, czym jest smak, czym jest rozpacz. Czyz to nie dar? Nie mowie o bogu, swoją drogą tutaj kłania sie konsekwencja Twojego dziadowskiego podejscia, ze "zycie to stan przejsciowy", gdyz rozpadlo ci sie cos, co bylo celem.

                      Nie chce sie w to babrac, bo to cale religizowanie jest funta klakow warte, po prostu nie umiesz cieszyc sie samym zyciem, nie widzisz, jak wiele spraw zalezy od Ciebie. Nie traktujesz zycia jak dar, ale jak jarzmo, to i tez jarzmem się staje....
                • kryska-etka Re: Motywacja do życia... 20.02.13, 16:06
                  to ze pasują to nie znaczy ze są tacy jak ty!!!
                  wręcz przeciwnie
        • aroden a szkoda... 20.02.13, 16:59
          bardzo.porzadna.dziewczyna napisał(a):
          Nigdy mnie nie pocieszają życiorysy innych osób ...


          jestes egocentryczka, skoncentrowana tylko na sobie i dazeniu do iluzorycznego sczescia, miast cieszyc sie tymi wszystkimi dostepnymi drobiazgami, jakie sa do wziecia.

          ja codziennie dziekuje Panu Bogu za to, ze mam dwie sprawne rece, dwie sprawne nogi
          i ze nie urodzilem sie Murzynem gdzies w afrykanskiej pustyni, czy buszu.
          • leda16 Re: a szkoda... 20.02.13, 17:53
            aroden napisał:
            > ja codziennie dziekuje Panu Bogu za to, ze mam dwie sprawne rece, dwie sprawne
            > nogi
            > i ze nie urodzilem sie Murzynem gdzies w afrykanskiej pustyni, czy buszu.


            A ja, że nie wyglądam tak: vod.pl/dorastanie-bez-twarzy,115164,w.html
    • kryska-etka tak powaznie kobieto 21.02.13, 15:02
      to potrzebujesz wsparcia...i to farmakologicznego
    • jeriomina Re: ustosunkuj sie moze 23.02.13, 09:19
      To Ty się kompromitujesz takimi wpisami i każdy, kto ma rozum, dostrzeże to w Twoich wypowiedziach. I w przeciwieństwie do Ciebie odpowiadam Ci spokojnie, natomiast Ty odczuwasz potrzebę obrażania mnie w każdym wpisie. Współczuję, musisz być bardzo nieszczęśliwa.
      • leda16 Re: ustosunkuj sie moze 23.02.13, 09:34
        jeriomina napisała:
        Współczuję, musisz
        > być bardzo nieszczęśliwa.


        Bardziej niż autorka wątku? Czemuż więc nie zakładasz, że to ja cierpię na depresję, zamiast na trollowanie? A Ty - jak widać - uwielbiasz kneblować i wywalać z forów dyskusyjnych posty osób nieszczęśliwych. Zastosuj więc własną miarkę przede wszystkim do siebie i spadaj z tego forum.
        • kropidlo5 Re: ustosunkuj sie moze 23.02.13, 21:35
          Twoj problem polega na tym, ze widzisz rzeczywistosc zer-jedynkowo. Dobry lub zly, szczesliwy lub nie. twoje dziecko z twarza, w mysl takiej logiki, tez mogloby otrzymac rade typu 'powiec sie'. Bo choc nie ma twarzy, ma rodzine, jedzenie i opieke. W Afryce sa dzieci, ktore nie maja nic z tego. Tak wiec dziecko bez twarzy jest szczesliwe?
    • jedr-ek28 Re: Motywacja do życia... 23.02.13, 23:34
      Hej, głowa do góry, nie po to masz dwa zawody, aby myśleć w kategoriach porażki;) Na pewno masz cechy, które sprawiają, że mężczyźni widzą Ciebie jako kobietę atrakcyjną, artystka i lektorka, kurcze! czego chcieć więcej:) Powiem Ci, że mnie osobiście w Tobie podoba się to bardzo i że kobiety takie jak Ty są dla mnie bardzo atrakcyjne. Może nie kwestie zawodowe mają największe znaczenie w związku, na pewno też inne, ale wierzę, że je masz! W końcu masz takie doświadczenie życiowe! Cieszy mnie to, że w końcu przejrzałaś na oczy kwestię wiary i Twojego otoczenia, równie dobrze przecież mogłabyś po dziś dzień tkwić w tej religijnej toksyczności. Ale nie tkwisz, zdobyłaś się na gotowość obrać inny kierunek. Jesteś już teraz w innym miejscu. Pasjonuje Cię praca z dziećmi, masz zdolności artystyczne, po prostu żyć nie umierać:) Nie układy świadczą o tym czy będziesz pracować czy nie, tylko sumienność i to, jak wykonujesz swoją pracę a skoro mówisz, że bardzo się starasz i pracujesz dziećmi, bo je lubisz, to dla mnie jesteś idealnym nauczycielem:) Takich mało w naszych szkołach. Moim zdaniem chyba jesteś dla siebie zbyt surowa i stawiasz sobie bardzo duże wymagania. Mówisz o zdobyciu kolejnego wykształcenia...Niepotrzebnie, przecież już masz... Uwierz w siebie i wierz w swoją wartość. A co do związków, to znajdź sobie takiego mężczyznę, przy którym będziesz czuła się chciana i kochana a z tym, z którym spotykasz się teraz, to sobie daj spokój, on nie jest dla Ciebie.
      • bardzo.porzadna.dziewczyna Re: Motywacja do życia... 24.02.13, 13:40
        Dziękuję za Twój post.
        Z facetem się już rozstałam.
        "Znajdź sobie" - to nie targowisko :) i cały w tym ambaras... itd.
        Ale jest odrobinę lepiej. Zaczęłam ostatnio pomagać rodzicom w pewnej sprawie i to mnie dość nakręca i oddala myśli od innych spraw. Po prostu trzeba mieć dużo roboty i mało czasu na myślenie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka