Dodaj do ulubionych

Czy ktoś na język polski

09.05.13, 12:33

zawiłość psychologii potrafi mi wytłumaczyć? Czym właściwie jest ona jest? Proszę o opinie w temacie ekspertów... mile widziane te pozytywne, ponieważ w ostatnim czasie targają mną poważne wątpliwości. Uffff tak, mną poniekąd dotychczas hobbistyczne zafascynowaną tą nauka, kilka pytań:

Czy po konsultacji u psychologa mamy prawo oczekiwać jasnych i przejrzystych wniosków końcowych, których oczekujemy aby podjąć dalszą właściwą terapię?
Czy psycholog wydaje zalecenia, tylko w sytuacji, kiedy są niezbędne?

Proszę nie mylić z zasadnością wydanej opinii lub z rozczarowaniem wywołanym u pacjenta postawioną diagnozą, raczej bardziej z jej niejasnością, brakiem. Zastanawiam się jak oswoić się z sytuacją, gdy po obserwacji, kompleksowym wykonaniu testów z wystawionych opinii w zasadzie nic nie wynika. Jednym słowem jest się w tym samym miejscu jak przed podjęciem konsultacji i z tym samym pytaniem. A może jednak w nienamacalnych sferach nie każdego metodami psychologicznymi można poddać diagnozie?

Zazwyczaj lanie wody i wykręcanie kota ogonem, niedopowiedzenia bardziej kojarzyłam z żargonem korporacyjnym, tymczasem zonk. Czy niemożność zdefiniowania kogoś prowadzi do takich sytuacji?

Proszę wszystkich mędrców i znawców psychologii o stanowiska:)

medycyna24.info/psychologia-jako-medycyna/
Obserwuj wątek
    • aqua48 Re: Czy ktoś na język polski 09.05.13, 13:21
      Nie jestem ani mędrcem, ani znawcą psychologii, natomiast z obserwacji rozmaitych działań medycznych wyciągnęłam wniosek, że medycyna NADAL jest nauką jak najbardziej w powijakach. Lekarze potrafią skutecznie leczyć parę prostych chorób, nie dających powikłań, natomiast w przypadkach nieco bardziej skomplikowanych, lub o zgrozo niejednoznacznych, postawienie właściwej diagnozy oraz znalezienie skutecznej metody leczenia, dopasowanej do chorego często jest niezwykle trudne. Najczęściej jak w serialu "House" robi się to metodą prób i błędów, pacjent "idzie" na taki lek, lub terapię, albo "nie idzie" i wtedy próbuje się następnego. Choroby neurologiczne stanowią bardzo ciężki orzech do zgryzienia i diagnozy w nich najczęściej są bardzo nieprecyzyjne, a lekarze unikają ich jak ognia, nawet po dokładnym przebadaniu chorego w warunkach szpitalnych, obawiając się błędu, jako że te choroby u każdego mogą objawiać się nieco inaczej.
      Przypuszczam zatem, że z psychologią jest podobnie.
      • 219nc Re: Czy ktoś na język polski 09.05.13, 14:06
        Choroby neurologiczne stanowią bardzo ciężki orzech do zgryzienia i diagnozy w nich >najczęściej są bardzo nieprecyzyjne, a lekarze unikają ich jak ognia, nawet po dokładnym >przebadaniu chorego w warunkach szpitalnych, obawiając się błędu, jako że te choroby u >każdego mogą objawiać się nieco inaczej.

        Błagam przy chorobach neurologicznych lekarze wspomagają się wynikami konkretnych namacalnych badań, rezonans w ostatnich latach podobno w diagnozie neurologicznej robi furorę, nie wspominając o badaniach genetycznych, nie żyjemy w czasach, w których diagnozę neurolog stawia z fusów po wypitej kawie:) Nie jestem po medycynie, więc o technologiach diagnostyki niewiele będę się rozwodzić.

        Psycholog praktycznie zdany jest na testy i obserwację nieprzewidywalnych zachowań jednostki, mówmy oczywiście o zrachowaniach w granicach normy . I jak to jest, w tym co badał nie czuje się wystarczająco pewnie i obawia się w przyszłości obalenia swojej tezy przez neurologa i lawiruje w wydanej opinii?
        • 219nc Re: Czy ktoś na język polski 09.05.13, 14:07
          zacytowałam pierwszy akapit wyśmienicie;)
        • aqua48 Tu nie ma błagam... 10.05.13, 14:25
          219nc napisała:

          > Błagam przy chorobach neurologicznych lekarze wspomagają się wynikami konkretny
          > ch namacalnych badań, rezonans w ostatnich latach podobno w diagnozie neurologi
          > cznej robi furorę, nie wspominając o badaniach genetycznych, nie żyjemy w czasa
          > ch, w których diagnozę neurolog stawia z fusów po wypitej kawie:)

          Wiesz, też tak mi się wydawało, badania-wyniki-diagnoza, cóż prostszego, dopóki nie spotkałam się własnie z chorymi neurologicznie u których stawianie diagnozy wygląda właśnie jak wróżenie z fusów.
          Czyli - ma pan prawdopodobnie to, będziemy leczyć tym i tym, po paru miesiącach leki nie działają? spróbujemy inne dawki, dalej nie działają tak jak powinny, to widocznie ma pan jednak tamto, zmienimy leki. Ooo, nadal nie jest dobrze, to wobec tego nie choroba, tylko "zespół", czyli objawy. I tak przez parę lat. Łącznie z pobytem w szpitalu, który jednak wykluczył(?) poprzednie diagnozy, ale nie do końca...bo widocznie choroba nie przebiega "książkowo" i wobec tego trudno przewidzieć jej przebieg.
          Inny przypadek - ma pani objawy tego, ale na tę chorobę jest pani za stara, ona objawia się tylko w młodym wieku, przebadamy szpitalnie, będziemy wiedzieć. O już wiemy, leczymy na coś innego. Leczymy rok, bez większego efektu, to może zrobimy dodatkowe badania, bez skutku, to wobec tego proszę sobie zrobić na własny koszt, ok, też bez jednoznacznego wyniku. Jest gorzej, to może znowu do szpitala, wyniki będą na pewno wiarygodne. No niby są, ale żaden z lekarzy nie napisze diagnozy czarno na białym bo choroba jeszcze jakby za mało zaawansowana.. A chora już obłędu chce dostać.
          Dwa przypadki z bliskiego otoczenia, plus moje błahe uszkodzenie kolana, na którym poznał się dopiero ÓSMY lekarz, którego odwiedziłam, po drodze fundując sobie na życzenie innych gips plus dwa turnusy rehabilitacji (NFZ płacił - pieniądze wrzucone w błoto), po której to usprawniającej nogę rehabilitacji przestałam w ogóle chodzić przy ogólnym cmokaniu ze zdziwienia wszystkich pań rehabilitantek. Zleciały się do mnie kuśtykającej jak pszczoły do miodu :) :)
          I jeszcze jedna moja choroba - wyniki fatalne, lekarz rozkłada ręce, nie wie co to, no, ale to przychodnia. Lekarz prywatny - pieniądze niemałe za wizytę zainkasował, wyniki oglądnął, powiedział: niewątpliwie jest pani bardzo chora, ale ja..nie jestem kompetentny, nie wiem co pani jest. Trzeci lekarz po badaniu USG - nie mam pojęcia co to, ale na pewno coś poważnego. Choroba przeszła po miesiącu sama. BEZ żadnych leków. Siąść i płakać, czy śmiać się?

          Czego więc oczekiwać od psychologa, który biedak i tak błądzi w sferze nie dającej się zbadać przy pomocy tak zaawansowanych technologii, jak np kolano :)


    • lifeisaparadox Re: Czy ktoś na język polski 10.05.13, 12:19
      Najprościej ujmując, jest to wyciąg z nurtów humanistycznych służący rozwiązywaniu problemów psychiki (psyche-dusza).

      Faktycznie że tak jak piszesz, jeśli potrzebujesz pozytywnego wsparcia, to nie diagnozy w której dostrzegła byś np. deficyty w sobie czy rzeczy które powodowały by negatywną atrybucję i potrzebę ich np. zwalczenia i sprowadzenia do postaci niezagrażającej Twojej spójności w tej chwili.
      Przez ten etap przechodzą tak samo osoby które idą na studia psychologiczne czy specjalizację z psychoterapii i wzbudza to w nich osobistą refleksję nad sobą, a często wchodzą tam z już jakoś ułożonym systemem wartości i spojrzeniem na siebie i otaczający ich świat.

      Pewnie niewiele różni się to od odczuć osoby idącej na terapię, mającej z tym styczność po raz pierwszy, zależnie od wrażliwości te odczucia będą się różniły w sposób mniej lub bardziej znaczący.
    • jedr-ek28 Re: Czy ktoś na język polski 10.05.13, 12:28
      Widzę, że z językiem polskim radzisz sobie całkiem nieźle, ale nie ma problemu, powiedz tylko jakich terminów nie rozumiesz.:)
      A tak na serio, to...serio? Tak trudno odpowiedzieć sobie na takie pytania? Jestem na 99% pewny, że znasz odpowiedź.
    • luwika1 Re: Czy ktoś na język polski 15.07.13, 13:55
      tylko medycyna chinska tłumaczy wygląd języka i stan zdrowia. Długo by opowiadać , Literatura lub lekarz med. chińskiej. Język mówi prawie wszystko o naszym zdrowiu. Pozdrawiam.
    • yadaxad Re: Czy ktoś na język polski 15.07.13, 14:34
      Psycholog przy pierwszym spotkaniu, ma z doświadczenia, pewien obraz osobowości i problemu. Ale jakby to na ciebie wysypał, to mu dasz w mordę i sobie pójdziesz. A jeśli chce tobie pomóc, to krąży wokól problemu, by znaleźć punkt zaczepienia, by wejść w temat, nie wywołując natychmiastowej reakcji obronnej, kończącej kontakt. Tak, że można mieć wrażenie, że nic się na temat nie mówi i samo pójście do psychologa nic nie dało. Dobry psycholog zneutralizuje atak, można na niego naciskać z problemem.
    • hansii Kropi, tesz sie podpinam z prosba o wytlumaczenie 15.07.13, 16:52
      co to jest psychologia - bo DEKADE wpadam na to foro i ni hollery nadal nie moge zrozumiec
      z czym to sie je.

      a z praktyki, to wiem tylko, ze mialem ciotke psycholozke - co to miala pomagac innym dojsc
      do rownowagi - a w koncu sama zbzikowala.

      • kropidlo5 Re: Kropi, tesz sie podpinam z prosba o wytlumacz 15.07.13, 22:58
        Skoro tak apelujesz...
        Wedlug mnie istotne jest rozriznienie w psychologii diagnostyki i terapii. To jest mam wrazenei dosc czeste niedopatrzenie. Diagnoza to oczywiscie fundament- az i tylko. Sama diagnoza nic nie daje, a bez terapii jeszcze pogarsza sytuacje delikwenta, bo ze stanu patologicznego ale poukladania przechodzi w stan chaosu.
        Problem ten szczegolnei widoczny wydaje mi sie w leczeniu nalogow. Czetso owo opiera sie na diagnozie, diagnozie i jeszcze raz diagnozie. A terapii nie ma. Cala terapia to diagnoza i zarazem oczywistosci. Ciekawe w tym jest to, ze objawy uzaleznien niemal calkowicie pokrywaja sie z objawami roznych innych zaburzen emocjonalnych, wiec czy cos zaszeregujemy tutaj czy tam nie ma znaczenia, jesli nie ida za tym dalsze kroki.

        W ogole wiele jak nie wiekszosc objawow rozmaitych dysfunkcji bardzo sie powtarza i pokrywa, wiec samo przyporzadkowanie czegos tu czy tam ma jak dla mnie wartosc wlasciwie formalna.
        • yadaxad Re: Kropi, tesz sie podpinam z prosba o wytlumacz 15.07.13, 23:17
          Raczej jest tak, że nałogi, czy zachowania kompulsywne, są efektem deficytów emocjonalnych, a aby dojść do sedna problemu, najpierw trzeba pokonać warstwę zewnętrzną, czyli delikwent, musi przyjąć, że nie radzi sobie z agresją, potrzebą kontroli, piciem, ćpaniem, a dopiero po tym, dlaczego.
          • kropidlo5 Re: Kropi, tesz sie podpinam z prosba o wytlumacz 16.07.13, 08:32
            yadaxad napisał(a):

            > Raczej jest tak, że nałogi, czy zachowania kompulsywne, są efektem deficytów em
            > ocjonalnych, a aby dojść do sedna problemu, najpierw trzeba pokonać warstwę zew
            > nętrzną, czyli delikwent, musi przyjąć, że nie radzi sobie z agresją, potrzebą
            > kontroli, piciem, ćpaniem, a dopiero po tym, dlaczego.

            Oczywiscie. Musi dowiedziec sie o tym i tyle, a glowna robota to nauka jak radzic sobie inaczej. Sama wiedza, ze sobie nie radzi, to malo.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka