fioolka
02.08.04, 22:03
Jeszcze miesiac temu byłam najszczesliwszą kobietą pod słoncem.Jestem młoda
atrakcyjna.W zyciu osobistym ulozyło mi sie cudownie spotkałam męzczyzne
mojego zycia ktory został moim mezem , nosi mnie na rękach mam z nim
wspaniałą córkę .Zyje na poziomie gdyz zawodowo rowniez uklada nam sie super
mamy dobrą prace jestesmy z mezem spełnieni.Jednym słowem nic nie zakłocało
mojego szczescia az z dnia na dzien swiat sie zawalił. Robilam rutynowe
badania i okazało sie ze choruje na nowotwor złosliwy.Chorobe nosiłam w sobie
kilka lat nie majac o tym pojecia przebiegała bezobjawowo.Wydaje mi sie ze to
jakis zły sen ,to niemozliwe!!!!!!!Wpadłam w ogromną depresje w ogromny stres
nigdy wczesniej nie zaznałam w moim zyciu uczucia obawy o zycie.Nie chce
umierac jestem taka młoda mam małe dziecko ,dlaczego ja????Nie mam pojecia
jak sie uspokoic.Boje sie smierci.Wiem ze trzeba wierzyc ,ze wiara czyni cuda
ze nie moge miec czarnych mysli ze musze walczyc wiem!!!! Ale tak bardzo sie
boje, przed oczami widze siebie w trumnie i opłakująca mnie rodzinę.Jestem
prawie pewna ze to koniec miałam zaznac troche szczęscia dac zycie i
widocznie moja rola sie skonczyła.