Gość: vika
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
18.08.04, 19:59
słuchajcie,już na samym poczatku przepraszam za chaos mysli...,ale dziś
pragnęłam osiągnąć to co bardzo chciałam...dałam z siebie maksimum,przez 11
miesiecy pracowałam ,aby efekty byly zadawalające.nie wspomnę o kosztach
finansowych jakie poniosłam ,o poswięceniu całej rodziny,kótra mi dzielnie
asystowała....miałam cel, chciałam go osoągnąc...i nie udało się....zawaliłam
egzamin ...nerwy ,przekalkulowanie...i dziś jestem szczępkiem nerwow o
idealnej wadze...i rozstrojonym układzie nerwowym.I dziś nie wierzę w nikogo
i nic..nie wierze ,że coś lub ktoś zaprogramował nasze życie.,... nie wierze
w modlitwę,nie wierze w pomoc z góry...sorry ze bluźnię ,ale pisze to co
czuje....i co ,dalej poswiecac zycie tej jednej sprawie,podchodzić
ambicjonalnie?...dalej brnąć...w to co nie wychodzi mi najlepiej ....jedni
moze maja dar do szydełkowania ,inni do jazdy samochodem..jeszcze inni do
szybkiej nauki jezyków....a ja do "tego jednego "Podobnież Bog pomaga
przygotowanym to bzdura, jestesmy tylko zależni od innych ludzi,od ich
podejscia...jesli chca i tak znajdą na ciebie sposob...i nie pomoze ,ze
chamem moze okazac się i profesor na uniwersytecie,ktory uwali....oj zycie
życie Coehlo powiedział ,jesli czegoś naprawdę pragniesz -to cłąy swiat
pragnie tego razem z Tobą....ale to nieprawda....