mangozczekolada
14.05.14, 23:52
Chcialabym was jeszcze zapytac o jedna kwestie dotyczaca mojego zachowania. Odkad skonczylam studia calkowicie odsuwam sie od kolezanek, chce miec coraz mniejszy z nimi kontakt. Rozstalam sie z chlopakiem- pisalam w poprzednim temacie i jedyne czego potrzebuje to chlopak. Chcialabym miec rodzinę, dzieci. Na kolezankach przestalo mi w ogole zalezec. Az nie wiem czy to normalne. Kiedy juz gdzies ktos mnie wyciagnie(znajoma) odliczam tylko czas az skonczy sie nasze spotkanie. Naprawde nie interesuja mnie ich problemy, ktore uwazam za kompletne bzdurne i bez sensu. Karza mi oceniac ich sytuacje milosno- zwiazkowe, a ja jakos po pierwsze nie czuje sie na silach bo jestem sama, a one w kolko o jednym albo dolują "jestesmy juz takie stare, zostaniemy juz na zawsze same". Mamy 27lat. Ze spotkan wracam przygnebiona i wymeczona. Teraz zauwazam ich wady, jedna to manipulantka, ktora chce zebym tanczyla jak ona mi zagra. Moze juz przesadzam, ja tez wad nie mam. Jednak po prostu nie chce mi się. Powoli urywam kontakty ale codzinnie albo co kilka dni do mnie dzwonią. Jedna mam dobra znajomą. Ma swoje zycie, wychodzi za maz w przyszlym roku zycze jej wszystkiego dobrego, ona mi, na spotkaniach jakos nie zalamuje. Spotykamy sie raz na pol roku, czasami raz w roku i to nam wystarcza-ona ma swoje zycie, ja mam swoje jednak kiedy sie spotkamy potrafimy sie posmiac, naprawde milo porozmawiac. Nie rozumiem dlaczego te inne sa w stosunku do mnie takie nachalne. Skonczyly sie studia, kazda z nas powinna ukladac sobie zycie prywatne, a nie zyc tylko soba i spotkaniami z najlepszymi przyjaciolkami nierozlaczkami. Jak w jakiej podstawowce. A moze to ze mna dzieje sie zle, ze sie tak wycofuje z kontaktow towarzyskich? jednak mam dosc ich dolowania, oceniania kazdego, przy jednej zupelnie sie swobodnie nie czuje jakby mnie kontrolowala- czuje chyba psychiczna przewage wiec czuje jakby to wykorzystywala- moze moje zle odczucia. Czy ja juz jestem nienormalna? czy po prostu zaczynam od zycia czego innego oczekiwac po prostu meza, a nie kolezanek z ich garbem problemow, ktore mnie obciazaja dodatkowo- moze zachowuje sie jak egositaka? i nie mozna zyc tylko zyciem tej drugiej osoby jak juz bede w zwiazku tylko powinnam miec kolezanki?
Jednak moi rodzice mają to samo, przez cale zycie spotykali sie towarzysko tylko z rodzina i intensywnie- na stopie przyjacielskiej z kuzynką i jej mężem i wiecej towarzystwa nie potrzebowali. Na studiach po prostu czuje jakbym byla wtedy na innym etapie zycia. Wtedy liczyly sie dla mnie imprezy, dyskoteki, bylam troche niefajnie uzalezniona od kolezanek- co powiedzialy to robilam, popisywalam się i zle zazwyczaj na tym wychodzilam. Teraz juz nie mam ochoty na kontakty. Tylko czy mozna tak sie kompletnie wyizolowac? miec jedna znajoma z ktora spotykam sie raz w roku i tyle? wlasnie na takiej stopie chcialabym byc z pozostalymi...raz w roku kolezenskie spotkanie, co u nich slychac, kawa i tyle, nie czesciej.