Dodaj do ulubionych

wazne-przesluchanie

21.08.04, 21:19
przesluchanie Araba:
- Name
- Abdul Jasir Nadzar
- Sex
- free, four times in week
- no, no Male or Female
- Male, Female sometimes Camel...
Obserwuj wątek
    • j_ar tez wazne oczywiscie 21.08.04, 21:28
      Szef firmy pojawil sie w biurze w laptopem. Mial wazna prace do
      zrobienia wiec rozlozyl sie w swoim gabinecie ze sprzetem. Nagle
      slysze jak mnie wzywa do siebie.
      Szef: Mam z tym problem. Jak sie wlacza Windows, to po kilku sekundach
      wszystko gasnie...
      Ja: Czy bateria jest naladowana?
      Szef: (tonem nie znoszacym sprzeciwu) Oczywiscie, ze jest! Ja ide, a
      Ty to napraw.
      Po czym szef wyszedl z gabinetu. No wiec zasiadlem do sprzetu, wlaczam
      i faktycznie, Winda sie laduje i wszystko znika. Mialem naprawde
      ciezki dzien, ale nic, próbuje dalej. Wciaz z tym samym rezultatem...
      Juz mialem zaplakac, gdy zauwazylem, ze kabel zasilajacy jest odlaczony.
      Podlaczylem do sieci i laptop smigal jak nowiutki, a wiec bateria nie
      byla naladowana, ha!. Zadzwonilem, powiedzialem, ze to potrwa jeszcze
      z 3 godziny i zabralem sie za ukladanie pasjansa (przeciez, to byl ciezki
      dzien), az w koncu zjawil sie szef. Zaskoczony, ze tak szybko sie uporalem
      spytal jak to zrobilem. Usmiechnalem sie i powiedzialem:
      Ja: Musialem shakowac Pana rejestr, poniewaz wirus spowodowal konflikt
      miedzy portem myszy, a UART w CONFIG.SYS. To byl ciezki kawalek
      roboty, ale udalo mi sie skonwertowac Panski kernel z binarnego na hexagonalny
      i wejsc przez furtke w IRQ do BIOSU...
      A on to kupil...
    • j_ar tez istotne 21.08.04, 21:35
      Dwóch znajomych rozmawia:
      - nuda, nic się nie dzieje... -mówi jeden
      - zróbmy orgię w sobotę wieczór u mnie .... -proponuje drugi
      - orgię? no dobra, ale kto będzie?
      - no ja... ty... no i twoja żona...
      -moja żona? to ja się nie zgadzam!
      - dobra... to ja ciebie wykreślam....
    • j_ar wspomnienia 21.08.04, 21:58
      Oberwujcie czy czasami wasz maluch po powrocie z przedszkola nie notuje
      sobie czegos po katach...
      Wydaje Ci sie, ze zycie przedszkolaka jest beztroskie? Jestes w duzym
      bledzie...
      Dzien pierwszy ..dzisiaj znów mama zaprowadzila mnie do przedszkola, chociaz
      cala
      droge musiala mnie ciagnac. Czy ci dorosli naprawde nie moga zrozumiec, ze
      czlowiek czasami pragnie odpoczac od tego wrzasku i ciezkiej harówki.
      Na przyklad wczoraj przez caly dzien robilismy bloto na podwórku, przez
      co dzisiaj czulem sie wykonczony. Ba, ale co to kogo obchodzi. Jak sie
      ma prawie piec lat to juz sie jest powaznym czlowiekiem, a starzy
      traktuja mnie ciagle jak dzieciaka. Jak sikam w majtki to wcale nie znaczy
      ze
      jestem dziecko! Po prostu czasami nie zdaze dobiec do kibla. No ale dosyc
      tych narzekan. Nie bylo ostatecznie tak zle, najpierw z mlodym Galazka
      rzucalismy klockami w dziewczyny. Ten kto trafil w glowe dostawal premie.
      Wygralbym, ale te glupie dziewuchy w ogóle nie znaja sie na sporcie: od razu
      polecialy na skarge do pani. Cale szczescie ze zaraz szlismy na obiad, bo w
      tym
      kacie chyba bym z nudów umarl. Po obiedzie pani pokazala nam alfabet. No
      ku***sko zajebista sprawa. Mozna sobie wszystko zapisac i potem nic nie
      trzeba
      pamietac. W praktyce jednak okazalo sie ze wcale nie jest to takie genialne.
      Pani pokazala nam litere to ja sobie zapisalem, no a skoro zapisalem to
      moglem ja zapomniec, tyle tylko ze jak juz zapomnialem to nie wiedzialem
      co zapisalem. Popieprzone to wszystko...
      Dzien drugi
      wczoraj mama znów zawiozla mnie w wózku do przedszkola. Dobra by z
      niej byla baba, tylko ma slabe przyspieszenie pod górke. Mlody Galazka sie
      chwali, ze jego mama jak sie spieszy, to wyprzedza nawet rowerowców.
      Co tam. Gruby Artur ma jeszcze gorzej. On juz musi chodzic do przedszkola
      piechota. Gruby Artur jest zreszta calkiem glupi. Przez cale dnie nic nie robi
      tylko zaglada dziewczynom pod sukienki. Naprawde nie wiem, co w tym
      ciekawego. Jak kiedys zajrzalem cioci Basi to zobaczylem tylko majtki. A pod
      nie juz
      nie zagladalem. Zreszta jak kiedys wujek Bogus próbowal zajrzec to dostal
      od cioci po pysku. Tata mówi ze jak sie ludzie bija to zawsze chodzi o
      pieniadze. Dziwne miejsce na przechowywanie portfela. No dobra, musze
      konczyc bo idzie pani, zeby zabrac mnie z kata...
      Dzien trzeci
      .i znowu siedze w przedszkolu jak ten palant, a za oknem sliczna
      pogoda. Juz bym tak nie narzekal, zeby chociaz pani pozwolila nam na 5 minut
      wyjsc, ale NIE!!! Na podwórku jest bloto i sie utaplamy. Mnie sie do tej
      pory zdawalo ze to zaleta. Mieszac bloto moge godzinami, chyba politykiem
      zostane bo ostatnio slyszalem jak ktos mówil, ze cala ta polityka to niezle
      bloto. Politykiem to bym chcial zostac jeszcze z jednego powodu. Mama
      mówila, ze oni caly dzien nic nie robia tylko pierdza w stolek, a maja z tego
      kupe forsy. Jako ze ostatnio moje kieszonkowe uleglo nadspodziewanemu
      zamrozeniu z okazji wylania do kibla mamy perfum zeby z butelki zrobic
      psiukawke, postanowilem z chlopakami troche podreperowac swój budzet. Mlody
      Galazka przyniósl stolek, Gruby Artur i ja objedlismy sie fasolówy i
      umówilismy sie u Grzesia Klapidupy. Pierdzielismy w ten stolek caly dzien, a
      jedyne
      cosmy zarobili, to Gruby Artur w tylek od swojej mamy bo tak si e nadal ze
      walnal baka z kleksem. Forsy tez zadnej nie dostalismy, tylko Grzesio przez
      tydzien musial wietrzyc pokój bo sie tam wejsc nie dalo. To chyba jednak
      tylko politycy tak potrafia. My mamy jeszcze za malo wprawy. Swoja droga to
      w tym sejmie musi byc niezly smród, jak tyle polityków w jednym miejscu.
      Zreszta co jakis czas slychac ze jest jaka s smierdzaca sprawa i ze rozszedl
      sie smród. Sie chlopaki poswiecaja.... No dobra, dosc tego lezakowania,
      trzeba sie troche pobawic...
      Dzien czwarty
      Zycie mlodego czlowieka jest naprawde ciezkie. Zawsze mozna dostac w
      tylek, nawet jak sie jest niewinnym. Inna sprawa ze troche winny bylem, ale
      to byl nieszczesliwy zbieg okolicznosci. Bylo to tak: tata byl w pracy a
      mama wyszla gdzies po zakupy. Przyszedl do mnie mlody Galazka, Gruby Artur
      i Maniek zwany Letkim (zupelnie nie wiem dlaczego). Bawilismy sie w
      kuchni w faraona, i mielismy zrobic mumie. Nikt nie chcial sie zglosic wiec
      wybralismy na mumie Manka. Maniek nie protestowal, bo on jeszcze nie
      bardzo umie mówic. Owijalismy go tasma samoprzylepna, az tu nagle, gdy juz
      bylismy w polowie Maniek zaczal sie drzec "mamatijakupaja". Mówil to zawsze
      wtedy kiedy chcial kupe, no to go zaczelismy rozwijac. Tyle ze ta tasma
      jakos nie bardzo chciala go puscic. Galazka wymyslil, ze skoro nie mozemy
      uwolnic go calego to chociaz rozkleimy mu spodnie i zaniesiemy do kibla zeby
      zrobil swoje. Tyle, ze jak juz zdjalem Mankowi gacie to on nagle zaczal. Nie
      zdazylibysmy go doniesc do kibla wiec wstawilismy go do zlewu. Ja
      zlapalem za szklanke i podstawilem ja przed niego zeby nie zasikal mamie
      garnków
      a Gruby Artur lapal klocki. No i pech chcial, ze jeden mu wypadl i
      wlecial wprost do grochówki która stala na kuchni. Próbowalismy go wylowic
      sitkiem do herbaty, ale sie nie udalo, chyba sie rozpuscil. Myslalem ze to
      bedzie najgorsze, ale nie, tata zjadl i nawet sie nie skrzywil. Wkurzyl sie
      o co innego: Artur po wszystkim wytarl rece w scierke. Nie wiedzialem co z
      nia zrobic wiec wrzucilem ja do kibla i spuscilem wode. W tym momencie
      sedes zamienil sie w wulkan. Chcialem go troche przetkac, najpierw reka,
      potem szczoteczka do zebów mamy, ale nic nie pomoglo. No to nawrzucalismy
      tam papieru zeby nie bylo widac scierki i wrócilismy do kuchni pelni
      nadziei ze tata i mama nic nie zauwaza. Niestety, cud sie nie zdarzyl.
      Nastepnym
      razem zaczne od pochowania mamie i tacie wszystkich pasków do spodni..
      Dzien piaty
      Dzis od samego rana postanowilem byc dobrym czlowiekiem. Chcialem
      zrobic cos dla ludzkosci. Jako ze najblizsza ludzkosc to moja mama i tata,
      postanowilem im zrobic sniadanie. Kroic chleba jeszcze nie umiem, do patelni
      nie
      dosiegam, ale cos jednak zrobic trzeba. Pogrzebalem w szafkach i
      znalazlem kisiel malinowy. Nie bardzo wiedzialem jak sie to robi wiec
      polecialem do mlodego Galazki, bo ten kujon juz sie troche nauczyl czytac i
      mógl
      przeczytac instrukcje. Okazalo sie ze wystarczy do kubka wsypac trzy
      czubate lyzki cukru i to co jest w torebce, a potem zalac wrzaca woda. Z woda
      bym sobie poradzil, ale przekopalem caly dom i okazalo sie ze nigdzie nie
      ma ani jednej czubatej lyzki. Inna sprawa ze ja nawet nie wiem jak taka
      czubata lyzka wyglada, wiec dalem sobie spokój. Swoja dobroc przenioslem na
      obiad. Chcialem troche pomóc mamie. Mama powiedziala ze na obiad beda ryby i
      moge jej pomagac obtaczac te ryby w mace. Wszystko szlo super dopóki nie
      wrócil z pracy tata. Strasznie sie gdzies spieszyl i powiedzial ze jesc nie
      bedzie. To po to ja sie tak dla tej ludzkosci me cze? Ze zlosci az mi lzy
      naplynely do oczu i zakrecilo mnie w nosie. Tata wlasnie podszedl w swoim
      nowym
      garniturze zeby pozegnac sie z mama, a ja w tym momencie kichnalem:
      prosto w talerz z maka! Chyba pobilem rekord szybkosci w zamykaniu sie w
      lazience, bo tato ostatnio to cos nerwowy, a jak sie zdenerwuje to bardzo
      szybko
      biega. No cóz, nie oplaca sie poswiecac, nikt tego nie ceni...
      Dzien szósty
      Chyba musze zmienic swój stosunek do Grubego Artura. Okazal sie
      bardzo madrym czlowiekiem. Zacz elo sie od tego jak mlodemu Galazce
      zaklinowalo sie gówno w tylku. Siedzial w kiblu z pól godziny i gdyby mu mama
      nie
      pomogla widelcem to chyba by tam siedzial do smierci. No wlasnie,
      teraz juz wiem jak wyglada usrana smierc o której tyle sie slyszy od
      doroslych. Tak mi sie wydaje ze to musi byc straszna choroba i duzo
      ludzi na nia zapada. Kiedys jak mi sie udalo sp
    • j_ar odwaga-warto byc coll 21.08.04, 23:54
      Facet u bram niebios. Św. Piotr mówi do niego:
      - Zanim wejdziesz opowiedz mi jakiś swój dobry uczynek.
      - Wiec to było tak. Jechałem do domu i przy drodze zauważyłem bandę
      motocyklistów znęcających się nad dziewczyną. Ona była przerażona, krzyczała o
      pomoc. Nie mogłem tego ignorować, zresztą nienawidzę takich brudnych typków,
      więc wziąłem łyżkę do opon i ruszyłem w ich stronę. Stanęli wokół mnie i jeden
      z nich krzyknął; "Zmiataj stąd, albo będziesz następny". Ja, nie bojąc się,
      przywaliłem z całej siły w twarz największemu z nich i krzyknąłem: "Zostawcie
      tą biedną dziewczynę w spokoju! Albo pokażę wam, co to jest prawdziwy BÓL, wy
      chorzy degeneraci!"
      - No, no, no! Twoja odwaga jest imponujące. A kiedy się tak popisałeś?
      - Jakieś trzy minuty temu.
    • Gość: krish Re: wazne-przesluchanie IP: 62.233.233.* 21.08.04, 23:57
      ładnie pan tańczy...
      bo ja, prosze pani w tancu sie nie pierdole...
      och...och... ale pan sie brzydko wyraza...

      i chuj, ale ladnie tancze
    • caorle Re: wazne-przesluchanie 22.08.04, 00:18
      zasłyszane w tramwaju:

      "Kocham cię" powtarzał chłopiec dziewczynie do ucha obejmując się z nią czule.
      "Kocham cię" szeptała dziewczyna.
      Nagle ręka chłopaka zaczęła zjeżdżać...niżej - no wiecie...
      "Jeb się!" wrzanęłą dziewczyna.
      • Gość: krish Re: wazne-przesluchanie IP: 62.233.233.* 22.08.04, 00:29
        moze nie polka?

        miala problem z odmiana przez osoby

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka