Gość: Imagine
IP: *.unl.edu
13.09.04, 21:00
wydaje mi sie, ze nie mamy dostepu do tego co naprawde mysla samobojcy
w ostatnich sekundach zycia. Nawet jesli uratujemy jednego czy drugiego to i
tak, to czego doswiadczyli, nie ma swego odpowiednika w "zywym zyciu".
Podobnie mozemy sluchac opowiesci kogos, kto mial spotkania trzeciego stopnia,
przezyl swa wlasna smierc, mial widzenia zmarlych czy Chrystusa.
Dla mnie czlowiek popelniajacy samobojstwo to ani tchorz ani bohater ani
zadna inna kategoria wymyslona tu na ziemi. Nawet nazywanie tego choroba,
depresja, czy desperacja nie ma sensu.
Samobojcze mysli dzieja sie w umyslach ale nie sa tam powodowane. Decyzje
o samobojstwie podejmowane sa gdzies o wiele glebiej, w duszy ludzkiej.
To dusza (nazwijmy to jak chcemy) podejmuje decyzje pobytu na tej ziemi
albo powrotu do oceanu wszechrzeczy. Jej misja sie zakonczyla, a umysl, z
natury rzeczy bardziej przywiazany do ziemskich wartosci stara sie
pertraktowac z dusza jesli chodzi o termin wykonania wyroku na ciele,
warunkow, etc ... mysle, ze samobojstwo, aczkolwiek tragiczne z naszego,
ziemskiego punktu widzenia, jest uwolnieniem dla duszy, ktora tak czy inaczej,
jest dystrybutorem tzw. zycia na ziemi.
Imagine.