Dodaj do ulubionych

jas :) hehehe o/t

14.09.04, 08:47
Jas byl madrym chlopcem, moze nie tak madrym jak duzym, ale zawsze to lepiej
niz byc malym i madrym jak Jas. Czegos w zyciu mu brakowalo, "no czego kurwa,
czego mi brakuje" - nieraz dumal filozoficznie otwierajac kolejna puszke
piwa? Moze fajek? moze ..moze kolejnej puszki? "nieee.. to nie to,
chyba..chyba chce byc silny"... To zdecydowane postawienie sprawy, jasno
wylozona mysl, upewnila naszego Jasia w postanowieniu aby cwiczyc. "Miszcz
nad miszczami - treningi-prawie gratis - 100 zl za godzine -pokaz w srode" -
to ogloszenie przykulo spragniony umysl bohatera. "Tak, to jest to, musze
zobaczyc, naumiec sie, chyba"... Ale ta sroda, sroda to nie jest dobry
poczatek tygodnia, mozg (mozg-oczywiscie to nie jest kolega z podworka tylko
pasozyt glowy) nie jest w stanie nabrac swojej wydajnosci. Ale co tam,
twardym trzeba byc, tak sadze, raczej.... Jak postanowil, tak zrobil.

Budynek sprawial wrazenie okazalego, cale 2,5 m wysokosci, sniany pamitajace
powstanie, to sie podobalo Jasiowi, z westchnieniem wciagnal powietrze i
poczul mily, znajomy zapach starego moczu. Tak to tutaj, wchodze! wchodze?
tak, raczej tak.....

W rzedzie siedzialo moze z 10 moze z 12 wysporotowanych adeptow (Jas nie mial
czasu aby dokladnie policzyc, zreszta i tak ta umiejetnosc nigdy mu nie byla
potrzebna, w koncu mogl wypic tylko 9 piw..kto by tam do 12 stu liczyl).
Kazdy z bialym pasem na brzuchu (to chyba zawodowcy- blysnelo w glowie, jak
ninja albo cos gorszego. Przed nimi prezyl sie dziadek, w wieku trudnym to
ogarniecia przez Jasia, ale musial miec pewnie ze 150 lat, nawet dziadek
Jasia byl mlodszy. Miszcz usmiechnal sie na widok nowej ofiary, wskazal
delikatnie reka aby usiadl. Jas zdjal buty, chyba niepotrzebnie, ale wszyscy
byli na bosaka, to jakos i jemu sie udzielo to niecodzienne zjawisko, "w
koncu nie codzien zdejmuje buty" - pomyslal. Usiadl. 2 minuty pozniej
towarzysz siedzacy z boku Jasia zachwial sie, kaszlnal i..zemdlal. "Pewnie
medytuuje, albo cos?" - kolejna mysl Jasia (to juz 5 ta tego dnia, umysl
jednak nawet i we srode jak widac, przy odrobiinie dobrej woli, potrafi
wykrzesac z siebie nieludzki wysilek.). Wszyscy znaczaco popatrzyli na
naszego artyste, jakby z duma, ze to niby on tak sprytnie zadzialal. Co
tam... miszcz burknal pod nosem, wytarl gila i chrychnal cos nieludzko.
Wskazal glowa w kierunku chetnych do nauki tajemnic walki, wszyscy z
wdziecznoscia poklonili sie do miszcza. Kolejny, stojacy najblizej Jasia, juz
nie wstal z poklonu.

"A teraz mordercze chwyty, tajemnica miszczow sprzed wiekow, chetny do mnie" -
przetlumaczyl jeden z bialych pasow. Jas podskoczyl zlapal tlumacza za
glowe, druga reka za jaja, podniosl i rzucil. "Chyba dobrze mi wyszlo? -
blysnelo cos w sprawnie juz pracujacej glowie. Mjszcz sie zerwal przykustykal
kaczym chodem do chlopca i machnal z calej sily w kark, tak, ze az ropien
poszedl. "UUUUaaauuu..."- wyrwalo sie z duszy. JAs z podziwem popatrzyl ponad
glowa miszcza, trudno inaczej bylo popatrzec biorac pod uwage, ze miszcz
siegal co najwyzej do pepka naszemu bohaterowi. "Tyle lat bolal mnie kark i
nawet nie wiedzialem czemu, a tu jedno poglaskanie i prosze, maly pikus, juz
nie boli". Z czuloscia i wdzecznoscia objal miszca. Miszcz odwzajemnial
uscisk, dodatkowo poklepujac nogami i wesolo charczac.

a dalej to mi sie nie chce hehehe;)

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka