lena8
10.04.02, 21:48
Prawdziwie katolicka rodzina wygląda tak czy może inaczej?:))))))))))
Jestem kobietą szczęśliwą. Rano wstaję razem z moim mężem i gdy on goli się w
łazience, przygotowuję mu pożywne kanapki do pracy. Potem, gdy całuje mnie w
czoło i wychodzi, budzę naszą piątkę dzieciaczków, jedno po drugim, robię im
zdrowe śniadanie i głaszcząc po główkach żegnam w progu, gdy idą do szkoły.
Zaczynam sprzątanie. Odkurzam, podlewam kwiatki, nucąc wesołe piosenki. Piorę
skarpetki i gatki mojego męża w najlepszym proszku, na który nas stać dzięki
pracy mojego męża i rozwieszam je na sznurku, na balkonie. W międzyczasie
dzwoni często mamusia mojego męża i pyta o zdrowie swojego dziubdziusia.
Teściowa jest kobietą pobożną i katoliczką, znalazłyśmy więc wspólny punkt
widzenia. Po miłej rozmowie, jeśli już skończyłam pranie i sprzątanie, które
daje mi tyle radości i poczucie spełnienia się w obowiązkach, idę do kuchni i
przygotowuję smaczny obiad dla naszego pracującego męża i ojca, który jest
podporą naszej rodziny i dla naszych pięciu pociech. Kiedy już garnki wesoło
pyrkoczą na gazie, a mieszkanie jest czyste, pozwalam sobie na chwilę relaksu
przy płycie z Ojcem Świętym i robię na drutach sweterki i śpioszki dla naszej
szóstej pociechy, która jest już w drodze, a którą Pan Bóg pobłogosławił nas
mimo przestrzeganego kalendarzyka, co jest jawnym znakiem Jego woli. Nie
włączam telewizji, ponieważ płynący z niej jad i bezeceństwo mogłyby zatruć
wspaniałą atmosferę naszej katolickiej rodziny. Czasami haftuję, tak, jak
nauczyłam się z kolorowego pisma dla katolickich pań domu, albowiem kobieta nie
umiejąca haftować nie może się w pełni spełnić życiowo. Kiedy moje dzieci
wracają ze szkoły radośnie świergocząc, wysłuchuję z uśmiechem, czego dziś
nauczyły się w szkole. Opowiadają mi o lekcjach przygotowania do życia w
rodzinie, których udziela im bardzo miła pani z przykościelnego kółka
różańcowego. Córeczki proszą, abym nauczyła je szyć, ponieważ chcą być
prawdziwymi kobietami, nie zaś wynaturzonymi grzesznicami z okładek magazynów,
chłopcy natomiast szepczą na ucho, że na pewno nigdy nie popełnią tego
strasznego grzechu, który polega na dotykaniu samych siebie, ani nie będą
oglądać zdjęć podsuniętych przez samego Szatana. Karcę ich lekko za wspominanie
o rzeczach obrzydliwych, lecz jestem szczęśliwa, że wczesne ostrzeżenie uchroni
moich dzielnych chłopców przed zboczeniem i abominacją. Mój mąż wraca z pracy
po południu. Witamy go wszyscy u progu, po czym myje on ręce i zasiada do
posiłku, a ja podsuwam mu najlepsze kąski, aby zachował siłę do pracy. Potem
mój mąż włącza telewizor i zasiada przed nim w poszukiwaniu relaksu, a ja
zmywam talerze i garnki i zabieram jego skarpetki do cerowania, słuchając z
uśmiechem odgłosów meczu sportowego w telewizji. Wieczorem kąpię nasze pociechy
i kładę je spać. Kiedy wykąpiemy się wszyscy, mój mąż szybko spełnia obowiązek
małżeński, ja zaś przeczekuję to w milczeniu, ze spokojem i godnością
prawdziwej katoliczki, modląc się w myśli o zbawienie tych nieszczęsnych istot,
które urodziły się kobietami, ale którym lubieżność Szatana rzuciła się na mózg
i które w obowiązku szukają wstrętnych i grzesznych przyjemności. Zasypiam po
długiej modlitwie i tak mija kolejny szczęśliwy dzień mojego życia.:))))))