kvinna
26.10.04, 15:16
Co o tym sądzicie?
Znana aktorka (please, nawet jeśli ją rozpoznajecie, to bez nazwiska) na
siedzeniach dla publiki zostawia ulotki dla tejże przed swoim monodramem.
Ulotka zachęcająca do kupna cudownego specyfiku za jakieś skromne 170 zeta.
Ludzie podobno kupują. Część z tych 170 zasila jej własną fundację, część dla
sponsora jej przedstawień.
Nie jestem pięknoduchem, uznaję, że aktor też człowiek i musi z czegoś żyć,
ale, kurczę, idę do teatru i znajduję ulotkę z nazwiskiem aktora zachęcająca
do kupna jakiegoś "cudownego" g****?
Jeśli ktoś ma ochotę na zakupy, to niech uderza do super-hiper-marketu od
razu...
Po co na sztukę...
Bo to marketing?
S p o n s o r i n g?
Mecenat sztuki?
IMO, żenada.
Przecież można inaczej...
Inna sprawa, że naiwnych nie sieją.