domismutna
19.05.21, 23:03
Nawet nie wiem od czego zacząć. Każdego dnia coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu,że moje życie powinno wyglądać zupełnie inaczej. Nie powinnam mieć męża,nie powinnam mieszkać tu gdzie mieszkam. Jedyne czego bym nie zmieniła to,to,że posiadam dwa cudowne psy. Nie wiem co się ze mną stało przez ostatnie 10lat. Dekadę temu byłam pewna siebie, przebojową dziewczyna. Wiedziałam czego chce w życiu. Jakieś 15lat temu weszłam w pierwszy poważny związek,który okazał się toksyczny. Ale nie zniszczył mnie,wręcz przeciwnie sprawił,że stałam się super pewna siebie i silną psychicznie. Kilka lat temu poznałam mojego obecnego męża. Wierzyłam,że to facet na całe życie,ale rok w rok przekonuje się,że popełniłam błąd. Lata wspólnego życia sprawiły,że zmieniałem się o 180stopni. Totalne przeciwieństwo tamtej mnie. Nienawidzę spotykać się z innymi ludźmi,nie wliczając członków mojej rodziny. Mąż ma do mnie pretensje,że nie chce nigdzie wychodzić,spotykać się ze znajomymi. Kłócimy się często przez to. I jest coraz gorzej między nami. Skąd się to wzięło? Zanim zostaliśmy małżeństwem wierzyłam,że on jest tym jedynym. Wmawial mi,że on nie jest jest jak typowy facet,że nigdy mnie nie skrzywdzi, nigdy mnie nie oszuka. Rzeczywistość okazała się jak zwykle. Oszukiwał mnie,obrażał,stracił moje zaufanie. I pewnie nigdy go nie odzyska. Lubił,i pewnie nadal lubi oglądać porno. Ja przez to nie czuje się kobieco. Bo wiem,że on porównuje mnie do tych wywlok z porno. Że chciałby żebym tak się zachowywała jak w filmach. Jestem totalnie zakompleksiona. Nie mam odwagi patrzeć ludziom w oczy. Kiedy jesteśmy w towarzystwie jak zwyczajnie cierpię. Chce być jak najszybciej w domu. Mecze się w tym od lat. Mąż oczywiście problemu w tym co robił i robi problemu nie widzi. Twierdzi,że wymyślam. I znowu się kłócimy. Szczęście znalazłam u boku moich dwóch psów. Szczęśliwa jestem kiedy jestem w domu z psami,mąż w pracy. Żyje w swoim świecie i jest dobrze. Psy dają mi to czego mi w życiu brakuje. Spokój,miłość,szczęście. Nic więcej mi nie potrzeba gdy jesteśmy razem. Tak bardzo je kocham,że boję się o ich życie. Boję się,że ktoś mi je otruje,zabije czy ukradnie. To są fobie które towarzyszą mi 24h na dobę 7 dni w tygodniu. Umarłaby gdyby coś im się stało. Być może wielu to śmieszy,ale jestem szczera. Mąż śmieje się,że mnie,że na głowę dostaje,że wolę towarzystwo psów niż ludzi. No cóż,w życiu ludzie wiele razy mnie oszukiwali,ranili i obrażali. Nawet mój mąż. A psy??? Kochają bezwarunkowo. Dlatego wolę ich towarzystwo niż ludzi. Być może jestem przerwazliowna na ich punkcie,ale to one tak naprawdę są moją rodzina. Często jestem sama,bo mąż pracuje w delegacji. Nie mamy dzieci. Więc całymi tygodniami jestem z psami. Nie pracuje obecnie. Zajmuje się domem. I kiedy jestem sama w domu z psami wtedy jestem szczęśliwa. Bo jest cisza i spokój. Żyje po swojemu. Z psami. Moje relacje z mężem są marne. I ja nie wiem czy chce je zmienić. Coraz częściej myślę,że popełniłam błąd wychodząc za mąż. Bo teoretycznie uwiazalam się na całe życie. Ale znowu gdyby nie mąż nie miałabym psów. Jednak ja chyba powinnam i żyć sama. Najchętniej gdzieś w lesie, ze zwierzętami z dala od ludzi. Ludzie to zło. Żałuję,że czasu cofnąć nie mogę. Często myślę o rozwodzie. Mąż ma do mnie pretensje,że nigdzie nie wychodzimy,że gości nie zapraszamy,że jestem antyspołeczna. I ma rację. Nie znoszę być w towarzystwie. Ja umieram wtedy. Ale znowu gdzieś tam głęboko chce żeby mąż był szczęśliwy. I już myślę,żeby zaprosić kogoś specjalnie dla niego. Ale na myśli się kończy. A sex??? Robię wszystko,żeby go nie uprawiac. Nie czuję się seksowna,nie znoszę być nago,mimo,że otyła nie jestem. Po prostu w głowie mam "te" z porno. Wyglądać tak nigdy nie będę. Niby mąż mnie zapwenia,że ciągle mu się podobam,ale ja w to nie wierzę. I już nigdy nie uwierzę. To po prostu siedzi mi w głowie i wyjść nie chce. W tym roku kochaliśmy się może 3razy!!! Tragedia,prawda? Ale nie znoszę z nim seksu. Za to kiedy jestem sama w domu często zaspakajam się wibratorem. Brakuje mi porządnego seksu,brakuje mi czułości. Wiem,że moja niechce związana jest też z tym,że mój mąż nie jest zbyć dobrze wyposażony. Ja go właściwe nie czuje gdy jest we mnie. I to też wpływa na to,że nie mam ochoty na seks. Muszę udawać zadowolenie za każdym razem. Tragedia. Zmęczona jestem takim życiem. Naprawdę. Wiem,że powinna mieć inne życie. Ale nie mam możliwości finansowych aby odejść i żyć dla siebie i moich psów. Co robić? Czy ktoś mi może pomóc???