zastanawiajacaca_sie
06.11.18, 17:24
Pojawił się w moim życiu po mojej długiej pracy nad sobą, poczuciem wartości i wiary w to że jestem do "pokochania". Teraz musze budować to wszystko od nowa bo nie potrafiłam odejść wtedy kiedy były pierwsze objawy że coś jest nie tak w tym "związku".Zaczęło się wspaniale.Motylki, zakochanie, "jesteś kobietą mojego życia". Potem drobne sygnały i ' jeszcze delikatny" ochrzan za to ze jak mu się wydawało nie odpisuje mu tak szybko jak trzeba na komunik.Czy jednak powinniśmy być razem? Bo on nie chce sobie i mi tego robić. Nie wiedziałam o co chodzi. Zaczęłam mieć mętlik w głowie.Potem coraz większe awantury z jego strony, ze go nie wspieram, ze nie reaguje tak jak powinna reagować jego kobieta,że go"wkur...iam" tym i tamtym. To wszystko przeplatane spokojnymi rozmowami o tym jak to on chce mnie wspierać, kochać i stworzyć ciepły dom. Potem pierwsze wzmianki że ma duże dołki. Wzmianki o samobójstwie. Bardzo częste zmiany decyzji co do planów na życie, najbliższą przyszłość.Wściekanie się na mnie kiedy o coś pytam. Nadużywanie alkoholu, narkotyki. Huśtawki nastroju okazywane i "wyładowywane" na mnie.Fochy bez powodu i milczenie.Sprawdzanie czy zareaguję tak jak on by sobie życzył, jeśli nie "wiedziałem że tak będzie" Rzucanie słuchawką. Dewaluacja. Nazywanie ułomną. A przy tym wszystkim mówienie o wielkim uczuciu. Wtf? chciałby się zapytać. I już nie wiem czy to charakter taki i wiać gdzie się da czy choroba i zostać i wspierać, namawiać na terapię?