chmurka813
02.11.04, 08:39
Od kilku tygodni regularnie czytam to forum i przyznam, ze poczatkowo
sadzilam, ze to wystarczy zeby wyzdrowiec, nawet zauwazylam pewne zmiany w
moim zachowaniu. W swej naiwnosci sadzilam,ze powoli zaczynam wyzwalac sie ze
szpon tego paskudnego chorobska. Jakze sie mylilam... Udalo mi sie wytrzymac
prawie 2 tygodnie bez napadow, owszem kilka razy mialam wielka ochote, ale
mimo wszystko udalo mi sie ja przezwyciezyc... Do wczoraj (i przedwczoraj):(
Znow sie zaczelo, dzis mam zamiar zrobic sobie dzien oczyszczajacy, same
owoce i woda, tylko czy wytrwam...
Najbardziej boli mnie to, ze wiem jak strzaszne jest uczucie po napadzie i za
kazdym razem obiecuje sobie: "nigdy wiecej", "juz ostatni raz tak sie
upodlilam" i co... placze cala noc, wyladowuje swoja zosc na bliskich...
Potem mam pretensje juz nie tylko o to, ze jadlam, ale rowniez o to, ze ich
ranie...
Powoli mam tego dosc, mecze sie z tym juz od 4 lat. Niby powtarzam sobie, ze
niewazne ile razy upadniesz, wazne ze sie podnosisz, ale czasem brakuje juz
sil... Choc mimo wszytko ciagle wierze, ze w koncu pokonam swa slabosc,
zaczne jesc jak normalny czlowiek...
Przepraszam, ze ta moja wypowiedz jest taka nieuporzadkowana, ale tyle mysli
klebi mi sie w glowie i tak trudno wszytko zebrac, kiedy w srodku wszytko
peka z bolu...
Pozdrwiam Was wszystkie!!!!