kamfora
05.11.04, 08:13
Zastanowiło mnie nawoływanie (słuszne skądinąd, ale nie o to chodzi)
do "powstrzymywania się od": czytania cudzej korespondencji/trzymania na siłę
drugiej osoby przy sobie w imię danej przysięgi/komentarzy mogących zostać
odczytanymi jako hołd złu...
Skąd przeświadczenie, że (na przykład) powstrzymywanie się od czytania cudzej
korespondencji jest łatwiejsze od powstrzymania się od pójścia do łóżka
"w celu zdradzenia" współmałżonka?
Skąd ta pewność w osądzaniu innych, pozwalająca tolerować a nawet akceptować
niektóre złe czyny(bo tak trudno, wręcz niemożliwe, jest nie zrobić tego)
przy jednoczesnym piętnowaniu innych zachowań (bo na pewno wynikają jedynie ze
złej woli i chęci "dokopania" tym biedakom, którym trudno? ;-)
Czy chodzi o zwyczajne prawo Kalego?