Dodaj do ulubionych

czy tak jest, czy tak się wydaje?

09.05.02, 14:33
Ostatnio miałam do czynienia z psychologiem, m.in. rozmawiałam o moim związku z
facetem. I nagle zaczęłam sobie uświadamiać, że układ między nami jest inny niż
to sobie wmawiałam przez lata. Właśnie - wmawiałam, nawet o tym nie wiedząc!
Uwierzyłam kiedyś, przyzwyczaiłam się do myśli, że jesteśmy idealną parą, a na
wszystkie niedociągnięcia przymykałam oczy. Nie chcę przez to powiedzieć, że
przestaliśmy się kochać, że chcemy (czy jedno z nas) się rozstać. Ale np.
zawsze wydawało mi się, że jestem niezależna, że nie dałam się udupić w kuchni
przy garach - a teraz widzę, że moja "niezależność" ma ściśle wyznaczone
przez "Pana" ramy. Których nauczyłam się trzymać - też nieświadomie, przestałam
widzieć co jest "poza". To co nazywałam "troską i dbałością o męża" - teraz
jawi mi się jako strach przed niewywiązaniem się z obowiązków wobec niego. To
co było "wylewnym okazywaniem miłości" przez niego - teraz widzę jako
demonstrację "prawa własności". Nie szłam na kompromis - ale tchórzliwie
rezygnowałam ze swojego zdania - "dla świętego spokoju".....itd.
Rozmawiałam z mężem o tym - pierwsza reakcja - "to ty już mnie nie kochasz!"
Znowu terror psychiczny? Chciałabym coś zmienić w naszym związku, żeby stał się
prawdziwszy, bardziej szczery...A może tak jak jest, jest wygodniej?
Obserwuj wątek
    • pastwa Re: czy tak jest, czy tak się wydaje? 09.05.02, 14:49
      Rzeczywiście zaszkodziła Ci ta wizyta, bo z tego co widzę to było Wam lepiej
      wcześniej, teraz natomiast próbujesz sie wczuć w uświadomioną Ci postawę( którą
      zapewne popiera sam psycholog, ale jak widzę bardziej w jego przypadku, niz w
      Twoim jest to porządane), która była Ci wczesniej obca.
      Pytanie tylko, dlaczego poszłaś do psychologa, jesli opisujesz swój
      dotychczasowy zwiazek jako wyidealizowany, zatem satysfakcjonujący ?

      Postępuj tak, jak podpowiada Ci Twoje własne poczucie wygody,a nie jak widzi
      udany związek pan/pani psycholog.Zauważ, że to co wcześniej Cie nie dotykało w
      jego wypowiedziach, teraz nazywasz "terrorem psychicznym" to troche głupie.
      • default Re: czy tak jest, czy tak się wydaje? 09.05.02, 15:02
        Nie poszłam do psychologa z powodu problemów w związku, ten kontakt był w
        pewnym sensie przypadkowy. Też się zastanawiam, czy nie dałam się po
        prostu "nabuntować", ale jednak pewne rzeczy zaczęły mi doskwierać. Poza tym
        trochę ostatnio zmieniłam tryb życia (odchudzam się, chodzę na aerobic, mniej
        siedzę w domu) - i przy tej okazji wyszło na jaw, jak bardzo go to drażni, że
        mogę mieć jakieś sprawy nie związane bezpośrednio z domem, gospodarstwem itp.
        On to przedstawia jako swoje obawy, że odsunę się od niego, ja to widzę jako
        zaborczość i brak zaufania.
        • pastwa Re: czy tak jest, czy tak się wydaje? 09.05.02, 15:44
          Nic dziwnego, skoro przyzwyczaiłaś go do pewnego stanu rzeczy, by teraz z nagła
          się odmienić, minie troche czasu nim się oswoi z nową Ty.Ciebie zapewne tez
          zastanowiłoby , gdyby od jutra zaczął regularnie wyjeżdzać w góry, by samotnie
          zmierzyć się ze skałkami i poczuć ryzyko, którego do tej pory było mu mało, a
          dodatkowo podjął kurs modela, by zwiekszyć atrakcyjność swego ciała.
        • masaker Re: czy tak jest, czy tak się wydaje? 09.05.02, 15:48
          Przeczytaj jeszcze raz dokładnie, co sama napisałas. Przecież tu aż bije w oczy cała sytuacja. Ty w tej
          chwili na dobrą sprawę zastanawiasz wręcz, czy w ogóle masz prawo rozważać istotę waszego związku.
          Masz pewne wątpliwosci, cos chciałabys wyjasnić, cos nie daje ci spać. A co w zamian? Szantażyk, że go
          już nie kochasz. Odpowiedź na postawione w tytule wątku pytanie brzmi: "tak jest".
          Twoja sytuacja w prostej linii prowadzi do tego, że z czasem będziesz musiała wyrzec się coraz więcej, a
          twój mąż będzie cię coraz mniej szanował. Tak już to jest skonstruowane. Zresztą, próbkę braku
          szacunku masz już teraz, skoro piszesz, że jego drażnią twoje zajęcia nie związane bezposrednio z
          domem (w domysle - z nim). Kiedy zapytasz go dlaczego, pewnie ci odpowie, że go to drażni i już, a ty
          masz uwzględnić jego życzenie i przestać chodzić na aerobic itp. Albo spróbuj inaczej - jeżeli on ma
          jakies hobby albo zajmuje się czyms poza domem albo zwyczajnie cos cię wkurza, powiedz o tym i
          zobacz, jaka będzie reakcja. Jeżeli jest tak, jak myslę, to usłyszysz, że jestes zaborcza albo że to co
          innego albo wręcz, że masz kogos na boku.

    • Gość: zoska Re: czy tak jest, czy tak się wydaje? IP: *.mg.gov.pl / 158.66.100.* 09.05.02, 14:51
      >Nie szłam na kompromis - ale tchórzliwie
      > rezygnowałam ze swojego zdania - "dla świętego spokoju".....itd.
      > Rozmawiałam z mężem o tym - pierwsza reakcja - "to ty już mnie nie kochasz!"
      > Znowu terror psychiczny? Chciałabym coś zmienić w naszym związku, żeby stał się
      > prawdziwszy, bardziej szczery...A może tak jak jest, jest wygodniej?

      wydaje mi sie, ze nie bedzie ci 'od teraz' nadal tak wygodnie. bedzie ci
      trudniej, o wiele trudniej... bo dla swietego spokoju rezygnowalas jak gdyby z
      siebie... a teraz ocknelas sie ze snu, zobaczylas siebie i jego od nowa... twoj
      maz moze tego calego ukladu nie postrzegac tak jak ty. dla niego on byl od
      poczatku taki jak teraz. ewentualne zmiany moze wiec odebrac jako zagrozenie...
      ale nie wiem, czy tak naprawde jest, czy tylko tak ci sie wydaje. na to pytanie
      musisz odpowiedziec sobie sama.
      pozdrawiam cie serdecznie,
      zoska
    • debe Re: czy tak jest, czy tak się wydaje? 09.05.02, 17:15
      Piszesz, ze chcialabys cos zmienic w swoim zwiazku. Skoro chcialabys, tzn. ze
      jest w nim cos, co Ci nie odpowiada.
      I to najlepsz wskaznik, ze nie tylko Ci sie wydaje.
      A nawet gdyby Ci sie wydawalo, to przeciez o jakiekolwiek obawach czy "widzi-mi-
      sie" masz prawo pogadac z mezem/facetem i ostatnia rzecza, jaka powinnas wtedy
      uslyszec, to "juz mnie nie kochasz".
      Trudno niegodzic sie masaker-em/a, rezygnacja z siebie kosztuje utrata szacunku.

      Inna sprawa czy tak jest wygodniej. Dla Twojego faceta wygodniej jest z
      pewnoscia. Dla Ciebie? Zalezy jakiego zwiazku chcesz, czego oczekujesz.
      A na to jedynie Ty mozesz sobie odpowiedziec.
    • Gość: ya-cek Re: czy tak jest, czy tak się wydaje? IP: *.stream.pl 09.05.02, 18:11
      Kurczę, mam ostatnio niski poziom wytrzymałości na niektóre tzw. RADY.
      Wydaje mi się, że może spróbowalibyście/byśmy mniej kategoryzować, oceniać,
      doradzać...bo w większości przypadków to tylko powielanie schematów.


      Człowiek, jak wiecie jest inny, jest jak,...jak - cebula. Cebula ma warstwy i
      człowiek ma warstwy :)
      Default, odkryłaś dopiero pierwszą - ważną, ale nie najważniejszą warstwę w
      drodze DO . Poczuj, że stoisz na początku drogi, nie traktuj tego, co odkrywasz
      na niej jak absolutne, ostateczne prawdy.

      Wychodzisz wcześnie rano z zaplutej mieściny - brud, szpetota i wszechobecna
      mgła. Mijasz rogatki, mgła się nieco rozwiewa i Twym oczom ukazuje się rząd
      starych drzew, rosnących przy drodze. Wydają się być brzydkie, straszne,
      groźne...Ale to dopiero początek drogi, niedługo wzejdzie słońce i przydrożne
      drzewa wydadzą się może, jeżeli nawet nie piękne, to może ciekawe ? Ale na
      Ciebie czekają przecież inne krajobrazy, a przydrożna aleja starych drzew wyda
      się kiedys z dalekiej perspektywy interesującym motywem Twego wewnętrznego
      krajobrazu.
      Masz szczęście, wyruszasz w tę drogę sama, z własnej inicjatywy.
      Wielu z nas rusza w nią z głębokich, ciemnych wąwozów, do których wrzucono ich
      nocą. A są też tacy, którzy uciekli ze swych mieścin codzienności na skróty,
      przez most z Munchowskim skowytem na ustach...ilu z nich trafiło do lodowego
      zamku-więzienia, a ilu udało się rozpocząć podróż ?

      Obudź w sobie ciekawość i ruszaj w tę podróż

      Pozdrawiam
      • masaker Re: czy tak jest, czy tak się wydaje? 10.05.02, 10:01
        Gość portalu: ya-cek napisał(a):

        > Kurczę, mam ostatnio niski poziom wytrzymałości na niektóre tzw. RADY.
        > Wydaje mi się, że może spróbowalibyście/byśmy mniej kategoryzować, oceniać, doradzać...bo w
        > większości przypadków to tylko powielanie schematów.
        >
        > Człowiek, jak wiecie jest inny, jest jak,...jak - cebula. Cebula ma warstwy i człowiek ma warstwy :)
        > Default, odkryłaś dopiero pierwszą - ważną, ale nie najważniejszą warstwę w drodze DO. Poczuj, że
        > stoisz na początku drogi, nie traktuj tego, co odkrywasz na niej jak absolutne, ostateczne prawdy.
        > Wychodzisz wcześnie rano z zaplutej mieściny - brud, szpetota i wszechobecna mgła. Mijasz rogatki,
        > mgła się nieco rozwiewa i Twym oczom ukazuje się rząd starych drzew, rosnących przy drodze. Wydają
        > się być brzydkie, straszne, groźne...Ale to dopiero początek drogi, niedługo wzejdzie słońce i przydrożne
        > drzewa wydadzą się może, jeżeli nawet nie piękne, to może ciekawe ? Ale na Ciebie czekają przecież
        > inne krajobrazy, a przydrożna aleja starych drzew wyda się kiedys z dalekiej perspektywy interesującym
        > motywem Twego wewnętrznego krajobrazu.
        > Masz szczęście, wyruszasz w tę drogę sama, z własnej inicjatywy.
        > Wielu z nas rusza w nią z głębokich, ciemnych wąwozów, do których wrzucono ich nocą. A są też tacy,
        > którzy uciekli ze swych mieścin codzienności na skróty, przez most z Munchowskim skowytem na
        > ustach...ilu z nich trafiło do lodowego zamku-więzienia, a ilu udało się rozpocząć podróż ?
        > Obudź w sobie ciekawość i ruszaj w tę podróż
        >
        > Pozdrawiam

        Szanowny Panya-cek wręcz organicznie nie cierpi powielania schematów, a RADY innych uważa mlenie
        ozorem i wciskanie kitu. A co w zamian? Cebula, droga, krajobraz, ciemne wąwozy, lodowy
        zamek-więzienie, a na dobranoc zamiast buzi w czółko: "Obudź w sobie ciekawość i ruszaj w tę podróż."
        Człowieku, przecież banał aż się wylewa hektolitrami z twoich wypocin. Nasze rady są może głupie, ale
        odnoszą się do konkretnej sytuacji, staramy się podać default jakies wskazówki, chcemy, żeby zobaczyła,
        jak jej sytuacja osobista wygląda oczami obcych ludzi, niezaangażowanych bezposrednio w jej konflikt. A
        dlaczego to robimy? Bo default nas o to poprosiła. Ani jej, ani nam, ani tobie, nikt nie kazał udzielać się
        na forum. Wolna wola.
    • kamfora Re: czy tak jest, czy tak się wydaje? 09.05.02, 20:46

      Psycholog powiedział, że nie jesteście idealną parą,
      chociaż Wy za taką się uważaliście? I teraz Tobie
      zaczęło przeszkadzać to, co kiedyś sprawiało radość?

      Naprawdę życzę dużo dystansu!
    • Gość: Mart@ Re: czy tak jest, czy tak się wydaje? IP: *.acn.pl / 10.135.130.* 09.05.02, 23:00
      default napisał(a):

      > Ostatnio miałam do czynienia z psychologiem, m.in. rozmawiałam o moim związku z
      >
      > facetem. I nagle zaczęłam sobie uświadamiać [...]

      Jeżeli psycholog powoduje, że zaczynasz sobie uświadamiać (to czy owo), to jest
      to dobry kontakt z drugim człowiekiem.
      Popieram każdego, nawet psychologa ;-), kto wspomaga budzenie się świadomości.
      Odwagi.
      Marta
      • Gość: maly.k Re: czy tak jest, czy tak się wydaje? IP: 139.57.24.* 09.05.02, 23:04
        Czy zawsze pierwszym objawem budzenia sie swiadomosci jest szukanie winy w kims
        innym? Pytam, bom ciekaw...

        Pozdrawiam,

        mk.
        • Gość: Mart@ Re: czy tak jest, czy tak się wydaje? IP: *.acn.pl / 10.135.130.* 09.05.02, 23:16
          Gość portalu: maly.k napisał(a):

          > Czy zawsze pierwszym objawem budzenia sie swiadomosci jest szukanie winy w kims

          Czy ja dobrze widzę?
          Mnie pytasz o takie uogólnienia?
          No nieeee...

          Mój drogi m.k.:
          "zawsze" - to ja nie wiem.
          "pierwsze objawy budzenia się świadomosci" - jeszcze bardziej nie wiem jakie mogą
          być, a tym bardziej skutki...
          Ale jeśli kobietka czuje to co czuje, to najwyższy czas zebrać materiał jaki
          niesie jej życie, przemyśleć tę kwestię, moim skromnym zdaniem.
          I najlepiej wszechstronnie, w miarę możliwości bez określania winy, bo to zdaje
          się nie rozwód... :-)
          Wnioski potem.
          Może będą konstruktywne. Czego życzę.

          Kłaniam się i uśmiecham całkiem pogodnie (nic złego się nie dzieje).
          Marta
        • kamfora Re: czy tak jest, czy tak się wydaje? 09.05.02, 23:17
          Gość portalu: maly.k napisał(a):

          > Czy zawsze pierwszym objawem budzenia sie swiadomosci jest szukanie winy w kims
          >
          > innym? Pytam, bom ciekaw...

          Na podstawie roznych filmow moge stwierdzic, ze pierwsze slowa
          psychologa do delikwenta sa: to nie twoja wina.
          Moze chodzi o to zeby wyprzedzic tego drugiego w kolejce?
          • maly.ksiaze Czy jestem genialny? 09.05.02, 23:28
            O Ulotna,

            Nie nalezy informacji o pracy psychologa (jak rowniez szpiega, archeologa,
            zolnierza czy kogokolwiek innego) szukac w filmach. To jednak - na strone.

            Otoz drzemie we mnie takie przekonanie, ze jestem niezwykly, nieprzecietnie
            uzdolniony - ba! wrecz genialny. Niestety, fakty wskazuja, ze jestem geniuszem
            niespelnionym. Nie zrobilem nic naprawde wybitnego (oprocz jednego naprawde
            niecodziennego swinstwa, ale to inna historia).
            Zwykle zyje sobie spokojnie, godzac fakty z moimi snami o potedze. Czy jesli
            jednak jakis psycholog (albo jakis lizus) powie mi, ze musze swoj ogromny
            potencjal dla dobra ludzkosci wyzwolic, to czy wyzwolenie to ma polegac na
            oblozeniu wina za moja nijakosc mojej zony i dzieci?
            Czy na jej zdziwienie faktem, ze zamiast jak co wieczor zmyc gary pracuje w
            garazu nad kieszonkowym reaktorem atomowym powinienem zareagowac oburzeniem i
            stwierdzic, ze juz dosc strachu przed jej tyrania. Ze musimy znalezc nowy sposob
            zycia, bo oto jam jest nowy JA!

            Budzenie sie swiadomosci to fajna rzecz, ale proponuje spojrzec na sprawe
            chlodno. Rewolucje podobno najlepiej smakuja na zimno, jak chlodnik. Rowniez
            domowe rewolucje. By default.

            Pozdrawiam,

            mk.

            PS1. Copyright za chlodnik nalezy wiecie-do-kogo.
            PS2. Juz od jakiegos czasu planuje napisac cos o szalbierstwach psychologow.
            • olek13 Moje trzy grosze: 10.05.02, 07:36
              maly.ksiaze napisał(a):

              > Otoz drzemie we mnie takie przekonanie, ze jestem niezwykly, nieprzecietnie
              > uzdolniony - ba! wrecz genialny.

              Ponoć (i ja się z tym zgadzam) w każdym tkwią zalążki geniuszu.

              > Niestety, fakty wskazuja, ze jestem geniuszem
              > niespelnionym. Nie zrobilem nic naprawde wybitnego (oprocz jednego naprawde
              > niecodziennego swinstwa, ale to inna historia).

              Taki jest Twój wybór. Widocznie bardziej pragnąłeś czegoś innego.

              > Zwykle zyje sobie spokojnie, godzac fakty z moimi snami o potedze. Czy jesli
              > jednak jakis psycholog (albo jakis lizus) powie mi, ze musze swoj ogromny
              > potencjal dla dobra ludzkosci wyzwolic, to czy wyzwolenie to ma polegac na
              > oblozeniu wina za moja nijakosc mojej zony i dzieci?

              Po pierwsze nic nie musisz. Masz prawo robić ze swoim życiem, co Ci się podoba. Oczywiście też Ty ponosisz konsekwence tego. A co do winy: nikt nie jest "winny". Każdy tylko ma to co chciał. Ty uważałeś, że jest Ci potrzebna taka żona i dzieci, więc nie wiń ich za to, że Cię ograniczają.

              > Czy na jej zdziwienie faktem, ze zamiast jak co wieczor zmyc gary pracuje w
              > garazu nad kieszonkowym reaktorem atomowym powinienem zareagowac oburzeniem i
              > stwierdzic, ze juz dosc strachu przed jej tyrania. Ze musimy znalezc nowy
              > sposob zycia, bo oto jam jest nowy JA!

              Znowu: nikt niczego nie musi. Ty masz prawo się zmienić. Żona może to zaakceptować lub nie. Przecież nie musicie być dalej razem. A co: że to jest świństwo po iluś tam latach małżeństwa zrobić taki numer? Chwileczkę, przecież każdy wybiera to, co chce. W pewnym momencie żona wybrała Ciebie po to, aby zrealizować swoje wyobrażenia o świecie i życiu. Jeśli oczekiwała, że spotka ją coś tak paskudnego, to właśnie to następuje. Nie da się dokopać komuś, jeśli ten ktoś nie oczekuje tego (przeważnie nieświadomie).
              Inna rzecz, że nie ma potrzeby dokopywać. Decydujące są intencje. Jeśli mam prawo się zmieniać, to pozwalam sobie robić to z miłością do siebie i partnerki (żony). Miłość i akceptacja polega również na tym, że pozwalam patnerce (w potocznym pojęciu porzuconej) doświadczyć bólu. Bóg pozwala nam doświadczać ból po to, abyśmy zrozumieli, że coś jest nie tak - a chyba nie posądzimy Boga o intencje czynienia krzywdy.

              > Budzenie sie swiadomosci to fajna rzecz, ale proponuje spojrzec na sprawe
              > chlodno. Rewolucje podobno najlepiej smakuja na zimno, jak chlodnik. Rowniez
              > domowe rewolucje. By default.

              Fakt. Budzenie się świadomości, to naprawdę fajna rzecz. I zupełnie inna od tego, czego się można spodziewać. Absolutnie zaskakująca. A że czasami przerażająca dla otoczenia... To już problem otoczenia.

              Pozdrawiam świadomie
              • kwieto Re: Moje trzy grosze: 10.05.02, 08:12
                Problem w tym, ze niektorym swiadomosc budzi sie za bardzo, i anim sie obejrza,
                staja sie samotnymi, zagubionymi frustratami. Zycie to sztuka kompromisow, czy
                konsensusow jesli ktos woli. Jesli budzenie sie swiadomosci ma polegac na
                forsowaniu mojej wizji swiata z impetem buldozera, to ja dziekuje, wole byc
                nieswiadomy.
                • olek13 Re: Moje trzy grosze: 10.05.02, 08:17
                  Przepraszam, mylisz pojęcia. Świadomość pozwala widzieć rzeczy takimi, jakimi są. Pomyliło Ci się z nagłym zalewem nowych, wspaniałych urojeń.
                  Życie świadome, to życie w dostatku, spełnieniu i miłości - i to jest ostateczna weryfikacja co jest prawdziwe, a co nie.

                  Pozdrawiam jeszcze bardziej świadomie.
                  • kwieto Re: Moje trzy grosze: 10.05.02, 09:18
                    olek13 napisał(a):

                    > Przepraszam, mylisz pojęcia. Świadomość pozwala widzieć rzeczy takimi, jakimi s
                    > ą. Pomyliło Ci się z nagłym zalewem nowych, wspaniałych urojeń.
                    > Życie świadome, to życie w dostatku, spełnieniu i miłości - i to jest ostateczn
                    > a weryfikacja co jest prawdziwe, a co nie.
                    >
                    A ja nie rozumiem, jak w tym kontekscie wyglada Twoje zdanie: "Fakt. Budzenie się
                    świadomości, to naprawdę fajna rzecz. I zupełnie inna od tego, czego się można
                    spodziewać. Absolutnie
                    zaskakująca. A że czasami przerażająca dla otoczenia... To już problem
                    otoczenia."
                    Jest tu mocna sugestia, ze cokolwiek sie bedzie dzialo, jakkolwiek zareaguje
                    otoczenie na moje "budzenie sie swiadomosci" to juz jest sprawa otoczenia, ktora
                    owa "swiadoma" osobe nie powinna obchodzic.

                    To w takim razie powiedz mi, jak odroznic budzenie sie swiadomosci od zalewu
                    nowych, wspanialych urojen? Moze jakis samouczek, chocby 10 punktow?

                    Ska wiesz, ze to co przezywa Default jest budzeniem sie swiadomosci, a nie
                    zwyklymi urojeniami? Nawet jej nie znasz!

                    Poza tym, jesli budzac swoja swiadomosc odcinam sie od ludzi ktorzy sa w okol
                    mnie (cytuje ponownie: "...A że czasami przerażająca dla otoczenia... To już
                    problem otoczenia.") to mi sie wydaje, ze taka "swiadomosc" nie ma zbyt wiele
                    wspolnego ze swiadomoscia, a wiecej z urojeniami. Najprosciej - kazde zdziwienie
                    czy szok wywolany wsrod ludzi nas otaczajacych, skwitowac stwierdzeniem "to
                    sprawa otoczenia". W ten sposob mozna robic absolutnie wszystko, konsekwencje
                    przerzucajac na owo otoczenie wlasnie.

                    Jakos nie jestem przekonany do takiego modelu "swiadomosci".
                    • olek13 Re: Moje trzy grosze: 10.05.02, 10:01
                      kwieto napisał(a):

                      > Jest tu mocna sugestia, ze cokolwiek sie bedzie dzialo, jakkolwiek zareaguje
                      > otoczenie na moje "budzenie sie swiadomosci" to juz jest sprawa otoczenia,
                      > ktora owa "swiadoma" osobe nie powinna obchodzic.

                      Nie bardzo wiem, dlaczego mam odpowiadać za odczucia ludzi. Czy np. dezaprobata dla farbowanych na zielono włosów ma być argumentem za potępianiem takich ekstrawagancji? I co, mam prawo się zmieniać, czy nie?

                      > To w takim razie powiedz mi, jak odroznic budzenie sie swiadomosci od zalewu
                      > nowych, wspanialych urojen? Moze jakis samouczek, chocby 10 punktow?

                      wystarczy 1 punkt: po skutkach ich poznacie. Faktem jest, że na niektóre z nich trzeba poczekać. Trzeba być uważnym i otwartym na siebie, na swoje odczucia. Często potrzebne jest coś, co się nazywa "świadomością rozróżniającą" co jest szkodliwe, a co nie. Nie każdy ją posiada - przyda się wtedy kompetentny przewodnik. Zapytasz jak znaleźć kompetentnego przewodnika. Cóż, należy mieć czyste intencje względem siebie (np. modlić się o oczyszczenie intencji), wówczas wybór będzie właściwy.

                      > Ska wiesz, ze to co przezywa Default jest budzeniem sie swiadomosci, a nie
                      > zwyklymi urojeniami? Nawet jej nie znasz!

                      Nie wiem. Odnosiłem się do postu małego księcia.

                      > Poza tym, jesli budzac swoja swiadomosc odcinam sie od ludzi ktorzy sa w okol
                      > mnie (cytuje ponownie: "...A że czasami przerażająca dla otoczenia... To już
                      > problem otoczenia.") to mi sie wydaje, ze taka "swiadomosc" nie ma zbyt wiele
                      > wspolnego ze swiadomoscia, a wiecej z urojeniami.

                      Żyjąc w otoczeniu ludzi podobnych sobie, a więc nieświadmych, napewno moja zmiana nie spotka się ze zrozumieniam (bo niby jak?). Skutkiem zmiany świadomości jest zmiana otoczenia: zaczynasz kontaktować się z innymi ludźmi. Przykład: jestem bezrobotny, znajduję zrozumienie u innych bezrobotnych, narzekających na kapitalistów, rząd, globalizację itd. Gdy zmieniam swoje spojrzenie na rzeczywistość, dostrzegam, że nie mam pracy z powodów tkwiących we mnie. Dawne towarzystwo narzeka, jak dawniej, a ja w końcu mobilizuję się i znajduję pracę. Jak wyglądają moje nowe poglądy w konfrontacji z dawną kompanią?

                      > Najprosciej - kazde zdziwienie
                      > czy szok wywolany wsrod ludzi nas otaczajacych, skwitowac stwierdzeniem "to
                      > sprawa otoczenia". W ten sposob mozna robic absolutnie wszystko, konsekwencje
                      > przerzucajac na owo otoczenie wlasnie.

                      Czego konsekwencje? Ich szoku?
                      Ja nie chcę nikogo szokować. Chcę tylko robić swoje. A jeśli kogoś szokuje, że zaczynam być lojalny względem siebie, a nie względem oczekiwań rodziny, znajomych, księdza, to nic na to nie poradzę. Jestem niewinny!

                      > Jakos nie jestem przekonany do takiego modelu "swiadomosci".

                      Rozumiem.
                      A ja mam dosyć nieświadomości, trosk, przekonania o trudach życia, lęku przed zagrożeniami i brzemieniem mnóstwa obowiązków względem rodziców, rodziny, ojczyzny i kogo tam jeszcze. Wybieram SIEBIE. I wszystkim radzę to samo.
                      • kwieto Re: Moje trzy grosze: 10.05.02, 10:10
                        AD. Dezaprobaty - jest takie powiedzenie - "jesli jedna osoba powie Ci, ze
                        jestes oslem, zignoruj ja. Ale jesli to samo powie Ci 10 osob, kup sobie worek
                        siana na wszelki wypadek". Budzac swiadomosc, zapewne natknales sie na zasade
                        Zen, ktora w skrocie nazywa sie "ufaj, ale sprawdzaj" - bardzo warto o niej
                        pamietac...

                        AD. wypowiedzi malego ksiecia - widac po prostu nie zalapales dowcipu...
                        • olek13 Re: Moje trzy grosze: 10.05.02, 10:24
                          kwieto napisał(a):

                          > AD. Dezaprobaty - jest takie powiedzenie - "jesli jedna osoba powie Ci, ze
                          > jestes oslem, zignoruj ja. Ale jesli to samo powie Ci 10 osob, kup sobie worek
                          > siana na wszelki wypadek".

                          Pewnie. A w naszym kraju ok. 20 milionów ludzi głosuje na tych, co obiecują zdrowie, szczęście i pomyślność i równość pod ich rządami. I co z tym workiem?

                          > Budzac swiadomosc, zapewne natknales sie na zasade
                          > Zen, ktora w skrocie nazywa sie "ufaj, ale sprawdzaj" - bardzo warto o niej
                          > pamietac...

                          Przecież o tym pisałem "po skutkach ich poznacie".

                          > AD. wypowiedzi malego ksiecia - widac po prostu nie zalapales dowcipu...

                          Niezależnie od formy mały książę wyraził tu tzw. powszechne przekonanie i do tego
                          się odniosłem.

                          Nie bardzo rozumiem cel Twoich wypowiedzi. Jeśli chodzi Ci o uważność i przytomność - to w porządku, zgadzam się. Ale jeśli chcesz mi przywalić rozsądkiem i doświadczeniem życiowym, to wybacz, mam te pojęcia gdzieś...

                          Pozdrawiam nierozsądnie
                          • kwieto Re: Moje trzy grosze: 10.05.02, 10:46
                            Nie chce Ci dowalic rozsadkiem i doswiadczeniem zyciowym, natomiast dziwi mnie
                            nieco, ze osoba ktora akcentuje swoja swiadomosc nie bierze pod uwage
                            podstawowych problemow tej swiadomosci dotyczacych. Takich jak mozliwosc
                            wykreowania sobie fikcji (o tym pisal maly ksiaze) a nastepnie odciecie sie od
                            jakiejkolwiek krytyki zgodnie z zasada "co mnie obchodzi zdanie innych". Jesli
                            nie przywiazujesz uwagi do wlasnych interakcji z otoczeniem, nie zwracasz uwagi
                            na wzajemne relacje, na ich zmiany - to ciezko mowic, ze jestes osba swiadoma
                            po prostu.
                            • olek13 Re: Moje trzy grosze: 10.05.02, 11:11
                              kwieto napisał(a):

                              > Nie chce Ci dowalic rozsadkiem i doswiadczeniem zyciowym, natomiast dziwi mnie
                              > nieco, ze osoba ktora akcentuje swoja swiadomosc nie bierze pod uwage
                              > podstawowych problemow tej swiadomosci dotyczacych. Takich jak mozliwosc
                              > wykreowania sobie fikcji (o tym pisal maly ksiaze) a nastepnie odciecie sie od
                              > jakiejkolwiek krytyki zgodnie z zasada "co mnie obchodzi zdanie innych". Jesli
                              > nie przywiazujesz uwagi do wlasnych interakcji z otoczeniem, nie zwracasz uwagi
                              >
                              > na wzajemne relacje, na ich zmiany - to ciezko mowic, ze jestes osba swiadoma
                              > po prostu.

                              Zupełnie nie możemy się porozumieć. Przecież ja się nie odcinam od rzeczywistości. To, że zdanie innych ludzi na mój temat niewiele mnie interesuje wcale nie dowodzi, że się odcinam od świata. Chodzi mi o to, że nie jest istotna treść krytyki, a jedynie jej fakt.
                              Ludzie sobie mogą myśleć, co chcą - ich sprawa. Dla mnie ważne jest co innego: na ile mnie to dotyka. Informacją zwrotną dla mnie jest co dostaję od świata. Otoczenie jest zwierciadłem umysłu. Jeśli spotykają mnie przykrości, odrzucenie, choroby, nieszczęścia - to jest informacja, że coś jest nie tak.
                              Jeśli ktoś uważa, że zwariowałem i traktuje mnie jak wariata (tzn. zamyka do wariatkowa), to dowodzi, że gdzieś zbłądziłem. Ale jeśli ktoś mnie postrzega za zbzikowanego, jednocześnie mnie akceptując - to chyba zupełnie coś innego. Nie zgadza się z moimi poglądami i vice versa. Ale żyjemy bez wojny. I o to chodzi. No chyba, że się przestajemy znosić - wtedy nie ma co się męczyć z sobą.
                              Dobry przykład: przekonania religijne. Mam kolegę, gorliwego katolika. Lubimy się, spotykamy, rozmawiamy. I on wie, że mam głębogo w ... jego przekonania o grzechu, roli człowieka, niebie i piekle. I dokładnie nic z tego nie wynika.
                              Gdybym stanął na rogu ulic i zaczął prawić: ludzie doktryna katolicka to jedna wielka bzdura, a tłum by mnie wygwizdał, to by wcale nie znaczyło, że tłum ma rację (w sensie doktrynalnym), tylko to, że moim problemem jest wyalienowanie i brak akceptacji w związku z chorą misją walki lub oświecania.
                              A tak szczerze: mam bardzo starą misję oświecania i wreszcie chyba dojrzałem do tego, żeby się od niej uwolnić. Moja obecność na tym forum to też element pracy nad tym problemem.

                              Pozdrawiam serdecznie
                  • pastwa Do olka 13 10.05.02, 14:52
                    olek13 napisał:

                    Świadomość pozwala widzieć rzeczy takimi, jakimi są. Życie świadome, to życie w
                    dostatku, spełnieniu i miłości - i to jest ostateczna weryfikacja co jest
                    prawdziwe, a co nie.

                    Hola hola, dobry człowieku, dla kogo rzeczy są takimi, jakimi są?
                    Świadomość zawsze pozwala nam pojmować świat na swój własny indywidualny sposób i
                    nie znaczy to przecież, że odmienne spojrzenie od naszego na daną sprawę jest
                    oznaką czyjejś nieświadomości.
                    Dlaczego z samej świadomości życia, ma na nas spływać dostatek, spełnienie
                    łącznie z miłością, a co w przypadku, gdy jestem świadom braku owych?
            • masaker Re: Czy jestem genialny? 10.05.02, 09:51
              maly.ksiaze napisał(a), m.in.:

              > Otoz drzemie we mnie takie przekonanie, ze jestem niezwykly, nieprzecietnie
              > uzdolniony - ba! wrecz genialny. Niestety, fakty wskazuja, ze jestem geniuszem
              > niespelnionym. Nie zrobilem nic naprawde wybitnego (oprocz jednego naprawde
              > niecodziennego swinstwa, ale to inna historia).
              > Zwykle zyje sobie spokojnie, godzac fakty z moimi snami o potedze. Czy jesli
              > jednak jakis psycholog (albo jakis lizus) powie mi, ze musze swoj ogromny
              > potencjal dla dobra ludzkosci wyzwolic, to czy wyzwolenie to ma polegac na
              > oblozeniu wina za moja nijakosc mojej zony i dzieci?

              Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, ale tak się jakos złożyło, że geniuszom wszystko w dziedzinie objętej
              ich geniuszem przychodzi łatwo. Również swiadomosć tego, kim są. Problem polega na tym, że wielu
              ludzi jest przekonanych o swoich wybitnych umiejętnosciach - niestety, genialne mają tylko dobre
              samopoczucie.
              Dlaczego dla dobra ludzkosci trzeba krzywdzić żonę i dzieci? A oni to co - wyłączeni poza nawias owej
              ludzkosci? Poza tym, może się zdarzyć, że dopiero rozmowa z kims pozwoli ci własciwie ukierunkować
              swoje zdolnosci, a to, że wczesniej tego nie widziałes, nie musi być niczyją winą. Po prostu tak się złożyło,
              że trochę później niż inni geniusze rozpoczniesz swoją genialną działalnosć.

              > PS2. Juz od jakiegos czasu planuje napisac cos o szalbierstwach psychologow.

              Oj, trąci urojeniami i manią wielkosci.

              PS. Jak w ogóle twój post ma się do tematu?
            • Gość: kamfora Re: Czy jestem genialny? IP: 195.216.121.* 10.05.02, 10:23
              maly.ksiaze napisał(a):

              > O Ulotna,
              >
              > Nie nalezy informacji o pracy psychologa (jak rowniez szpiega, archeologa,
              > zolnierza czy kogokolwiek innego) szukac w filmach. To jednak - na strone.

              O, Książę! (mały, ale zawsze...)
              Jak zwykle po zapisaniu kolejnego jaktotambyło? bon motu?,
              śpieszę z zapytaniem: czy mogą jako źródło informacji służyć filmy,
              które na początku mają zapewnienie, ze to "TRUE STORY"? czy też nie?...

              A co do drzemiącego geniuszu...jest takie przysłowie (czy ze skarbnicy madrości
              ludowych mogę czerpać, czy tez nie za bardzo?) no więc jest takie przysłowie,
              albo powiedzenie..."Nie budzić licha". Ale nie wiem, czy to na temat...
              (to tak na wypadek, jakby przypadkiem masaker zapytał: "a co to ma do rzeczy"?)
              Ot, chciałam sie pochwalić, ze znam niektore powiedzenia...;-)
              • masaker Re: Czy jestem genialny? 10.05.02, 11:17
                Ależ kamforo! W życiu przenigdy nie zapytałbym, co ma do rzeczy to, co napisałas. Cholera, a może
                jednak?
                W każdym razie znajomosć przysłów ci się chwali.
    • Gość: ePSON Re: ZMIEN PSYCHOLOGA IP: *.eyrkonaeac12.dialup.ca.telus.com 10.05.02, 01:13
    • ecri Re: czy tak jest, czy tak się wydaje? 10.05.02, 09:03
      Myślę, że po prostu zmieniasz się jako osoba. Każda zmiana
      rodzi różnego rodzaju lęki i niepokoje i to zupełnie normalne,
      że szuka się wtedy jakiegoś sprzymierzeńca. Czy może być nim psycholog?
      Nie wiem. Co do twojego partnera. Wydaje mi się, że możesz trafnie
      odbierać to jak postrzega Cię w waszym związku. Przyzwyczaił się
      po prostu to twojej opieki i sądził, że zawsze jest na 1 miejscu. Teraz
      dowiedział się, że myślisz także o sobie. Może myśli, że Ci już nie wystarcza
      i że szukasz jakiegoś innego rozwiązania, np. innego mężczyzny.

      • default Re: Dziękuję za Wasze wypowiedzi 10.05.02, 10:20
        Wiele z nich ma w sobie dużo słuszności. Rzeczywiście, czuję się trochę tak jak
        na początku jakiejś drogi, a może na rozstajach dróg? Wiem na pewno, że kocham
        mojego męża i chcę z nim zawsze być, ale jakaś zmiana jest potrzebna - i też
        wolę, aby była to rewolucja "na chłodno", czyli powoli i stopniowo. Nie
        obarczam winą mojego męża, że coś mi przestało pasować. To wspólnie dorobiliśmy
        się takich układów, jakie mamy. On jest osobą mającą trudności z artykułowaniem
        swoich odczuć, a ja nigdy nie próbowałam go tego nauczyć. Stąd biorą się u
        niego takie reakcje jak: bo ty już mnie nie kochasz. On przez to może chcieć
        wyrazić całą masę różnych obaw, zastrzeżeń, wątpliwości, ale nie umie. Zawsze
        było tak, że domyślałam się o co mu chodzi - i niby to umiem, ale chcę móc z
        nim rozmawiać bez tych domysłów, bez zastanawiania się : skoro powiedział to i
        to, to znaczy, że tamto i owo.
        • otryt Początek wspólnej drogi 10.05.02, 10:55
          default napisał(a):

          > Rzeczywiście, czuję się trochę tak jak na początku jakiejś drogi, a może na
          rozstajach dróg? Wiem na pewno, że kocham
          > mojego męża i chcę z nim zawsze być, ale jakaś zmiana jest potrzebna - i też
          > wolę, aby była to rewolucja "na chłodno", czyli powoli i stopniowo. Nie
          > obarczam winą mojego męża, że coś mi przestało pasować. To wspólnie dorobiliśmy
          >
          > się takich układów, jakie mamy.


          Według mnie Małżeństwo nie jest i nie powinno być tworem statycznym, niezmiennym.
          I Ty i On cały czas się zmieniacie, w związku z tym i Wasze małzeństwo powinno
          ewoluować. W jakim kierunku? O tym musicie zadecydować wspólnie. On musi
          zrozumieć Twoje potrzeby i musicie zastanowić się wspólnie, jak praktycznie
          wprowadzić je w życie. Uważam,tak jak Ty, że zmiany powinny następować drogą
          powolnej ewolucji, a nie nagłych , rewolucyjnych zmian, stawiania drugiej osoby
          przed faktami dokonanymi. Musicie o tym rozmawiać.

          Chciałbym jeszcze zapytać Ciebie, dlaczego jesteś w domu. Czy z powodu dzieci.
          Nic o tym nich nie piszesz, a myślę, że jest to bardzo ważne.


          On jest osobą mającą trudności z artykułowaniem


          I tu jest pewna trudność, ale dobrze, że Ty rozumiesz Jego słowa, które nie
          wyrażają dokładnie tego, co by chciał.


          Pozdrawiam i życzę powodzenia i szcęśliwego, wspólnego dojścia do końca tej
          drogi, na początku której teraz jesteście.

          Otryt
          >


          • default Re: Początek wspólnej drogi 10.05.02, 12:23
            otryt napisał(a):

            > Chciałbym jeszcze zapytać Ciebie, dlaczego jesteś w domu. Czy z powodu dzieci.
            > Nic o tym nich nie piszesz, a myślę, że jest to bardzo ważne.
            >
            >
            Nie jestem w domu w sensie, że nie pracuję. Owszem, pracuję, ale moja praca jest
            mało absorbująca, tzn. niby pełnoetatowa, ale lekka i łatwa. On pracuje na własny
            rachunek (sklep i hurtownia) więc ma tej roboty po beret. I tym sposobem
            jestem "pracującą zawodowo kurą domową". A dziecko mamy stare - 18 lat.
            • otryt Re: Początek wspólnej drogi 10.05.02, 13:43
              default napisał(a):

              A dziecko mamy stare - 18 lat. :-)))))

              Czyli macie już niezły wspólny staż. Podobnie jak my. Moja żona też chodzi na
              aerobik i przychodzi z niego szczęśliwa, odstresowana, sprawniejsza, zdrowsza i
              bardziej kochająca. Któryż z mężczyzn by tego nie chciał? Daje to jakiś powiew
              nowości, zmienia relacje między nami oraz relacje żony z dziećmi i moje z
              dziećmi. Teraz żona zamierza ćwiczyć jogę. Może mnie czegoś z tej jogi nauczy?

              Pozdr





              • default Re: Początek wspólnej drogi 10.05.02, 13:59
                otryt napisał(a):

                > default napisał(a):
                >
                > A dziecko mamy stare - 18 lat. :-)))))
                >
                > Czyli macie już niezły wspólny staż. Podobnie jak my. Moja żona też chodzi na
                > aerobik i przychodzi z niego szczęśliwa, odstresowana, sprawniejsza, zdrowsza i
                >
                > bardziej kochająca. Któryż z mężczyzn by tego nie chciał? Daje to jakiś powiew
                > nowości, zmienia relacje między nami oraz relacje żony z dziećmi i moje z
                > dziećmi. Teraz żona zamierza ćwiczyć jogę. Może mnie czegoś z tej jogi nauczy?
                >
                > Pozdr
                To Twoja żona ma fajnie z Tobą! Mimo że ja podobnie czuję się po ćwiczeniach jak
                Twoja żona, to mój mąż widzi w tym nie korzyść, a zagrożenie dla siebie - nawet
                kiedyś mu się coś takiego wypsnęło, że "za bardzo się będziesz podobać" -
                oczywiście chodzi mu o innych mężczyzn :((
                • otryt Shirley Valentine 10.05.02, 14:58
                  Jeśli mieszkacie w Warszawie wybierzcie się wspólnie do Teatru Powszechnego na
                  sztukę Willy'ego Russela "Shirley Valentine". Sztuka mówi o problemach
                  podobnych do tych , o których piszesz. Krystyna Janda swoim 2-godzinnym
                  monologiem daje widzom wiele do myślenia i pozwala nieźle się zabawić. W czasie
                  400 przedstawień obrała 200 kilo ziemniaków i usmażyła ponad tysiąc jajek.


                  A oto fragment wywiadu Krystyny Jandy o tej sztuce:

                  Tych kobiet, które przyszły mi podziękować za zmianę życia, wcale nie było tak
                  mało. Mówiły, że ten wieczór w teatrze był kroplą przepełniająca ich puchar,
                  bodźcem do jakieś decyzji, rozmowy z mężczyzną - towarzyszem życia - początkiem
                  innego myślenia o sobie i swoim życiu. Za każdym razem moje zdumienie nie ma
                  granic i biorę to za żart.
                  Najczęściej jednak przychodzą ludzie, którzy mówią, że kiedy jest im źle, kiedy
                  mają chandrę i są zmęczeni, przychodzą na "Shirley", żeby poprawić sobie
                  nastrój.

                  Pozdrawiam




                  • default Re: Shirley Valentine 10.05.02, 15:04
                    Dzięki, bardzo mnie zachęciłeś do obejrzenia tej sztuki - ale na pewno obejrzę
                    ją sama (ewentualnie z córką), moj mąż nawet w kinie ze mną nie był już ho, ho,
                    albo i dłużej. U niego dzień wygląda tak: praca, budowa, praca, jedzenie (albo
                    już nie zdąży),budowa, spanie. I od nowa. A w niedzielę - spanie, budowa,
                    spanie. Gdzie tu teatr? On przy telewizji zasypia po 5 minutach.
                    • otryt Re: Shirley Valentine 10.05.02, 15:16
                      default napisał(a):

                      U niego dzień wygląda tak: praca, budowa, praca, jedzenie (albo
                      > już nie zdąży),budowa, spanie. I od nowa. A w niedzielę - spanie, budowa,
                      > spanie. Gdzie tu teatr? On przy telewizji zasypia po 5 minutach.

                      Musi chłop przystopować z tą pracą, bo się wykończy. A z drugiej strony wiadomo,
                      jak się nie dopilnuje wszystkiego, to interes upadnie...
                      A swoją drogą tak bardzo zmęczony człowiek nie widzi normalnie rzeczywistości
                      wokół siebie, najbliższych mu osób i na pewno zachowuje się inaczej niż wtedy
                      gdyby był wypoczęty...

                      Pzdr

    • fnoll Re: czy tak jest, czy tak się wydaje? 10.05.02, 11:19
      zeby cos nowego wybudowac - to trzeba wpierw stare nieco zburzyc

      i zawsze jest pytanie - gdy zaczniemy burzyc, to czy bedzie nam sie chcialo
      potem jeszcze razem budowac?

      to wybor miedzy rozwojem a bezpieczenstwem, dylemat na ktory w wielu sprawach
      natykamy sie nieustannie

      watpie w to, ze z wiedza ktora uzyskalas na temat swojego zwiazku mozesz
      pozostac "bezpieczna" - gdy krolewicz okazal sie byc tyranem (a zaklecie "ty
      juz mnie nie kochasz" jest tego doskonalym swiadectwem) to jak dlugo zniesiesz
      role niewolnika?

      moze gdy i twoj partner zda sobie sprawe, ze nie jest pieknym krolewiczem lecz
      brzydkim tyranem, to zapragnie sie zmienic? i zbudujecie na nowo swoj zamek

      zestaw czarow zwany "terapia malzenska" moze wam w tym pomoc

      powodzenia

      fnoll

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka