Dodaj do ulubionych

era przed-psychologiczna

IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 11.05.02, 10:42
Czytam tak sobie różne wątki, widzę ile razy udzielana jest rada: porozmawiaj o
tym z psychologiem, idź do psychologa.... Skąd właściwie w nas taka wiara że
psycholog - jakby nie patrzeć człowiek na ogół nam nie znany - sprawi że nasz
stan ducha i umysłu sie poprawi?
Zastanawiam się jak to było w czasach "przed-psychologicznych" - ludzie nie
mieli problemów??? Mieli, mieli... A jak sobie z nimi radzili? Ano "domowymi"
sposobami...
Czy my nie przesadzamy z ta wiara w specjalistów?
Wiem , wiem, chirurga nie zastapi sąsiadka, a speca od komputerów ekspedient.
Tyle że poddajac się operacji i tak nie wiem do końca jakim specjalista jest
ten lekarz (no może troche wiem...) ale na pewno nie wiem czy mu reka tego dnia
nie drgnie....
A psycholog operuje na czymś duzo bardziej delikatnym niz ciało. Moze jemu
tez "drgnie reka" akurat przy operowaniu mnie???
Obserwuj wątek
    • kwieto Re: era przed-psychologiczna 11.05.02, 11:05
      Ale psychologowi nie oddajesz sie bezwolnie w rece, przeciez bierzesz swiadomy
      udzial w terapii.
      A problem z psychologami jest taki, jak zuwazyla to Zuzanna31 (watek "cos we
      mnie peklo") - przyjaciele sa fajni, ale oni maja bardzo subiektywny punkt
      widzenia na Twoje sprawy. Po prostu brakuje nam w srodowisku osob z tak zwana
      "madroscia zyciowa" - osob ktore moga z dystansem spojrzec na wiele spraw, nie
      opowiadajac sie po zadnej ze stron (jesli jest to konflikt dotyczacy wzajemnych
      relacji), a starajac sie dotrzec do rzeczywistych podstaw problemow.
      Piecdziesieciolatkowie zachowuja sie jak nieodpowiedzialne nastolatki - gdzie w
      takim razie szukac porady czlowieka, ktory zamiast krzyczec od razu "rzuc go!"
      postara sie wniknac w konflikt i zrozumiec problem? Skoro sami nie potrafimy
      poswiecic czasu na troche refleksji, analize swoich zachowan i ich skutkow -
      zarazem tych natychmiastowych, jak i rozlozonych w czasie, dotyczacych
      bezposrednio nas, jak i siegajacych bliskich, przyjaciol... - nic dziwnego, ze
      nie radzimy sobie zupelnie ze soba, jak i z relacjami z innymi. Zwroc uwage, ze
      "psycholog" pojawia sie zawsze wtedy gdy chodzi o jakies zalamanie. Depresje,
      nerwice, rozpacz po rozstaniu... Wtedy juz jest nieco zapozno na nauke
      swiadomego i uwaznego zycia, wtedy trzeba najpierw choc troche odbudowac to co
      zostalo zburzone. Chyba lepiej, zeby bral w tym udzial specjalista bo wtedy
      mamy wieksze szanse, ze nie spartaczymy tego procesu. Choc pewnosci nie ma
      nigdy :"))
      • trzcina Re: era przed-psychologiczna 11.05.02, 14:57

        Najlepszą terapią życie samo, uważne, oczywiście i przyjaciele - ludzi mądrych
        nie tak mało, mam szczęście takich spotykać.
        Czasem jednak albo mur za wielki, albo sił za mało, przyjaciół warto trochę
        przyoszczędzić;), mądrzy akurat na urlopie i dobrze jest sięgnąć po fachową
        pomoc, choćby po to, by ktoś znający nieźle mechanizmy i "przebiegi" bycia ze
        sobą i z innymi, skrócił nam drogę wychodzenia na prostą. Nie - załatwił za
        nas, ale pomógł dostrzec dla nas chwilowo zakryte. I dobrze, że mamy erę
        psychologiczną. Że jest ta deska, której w razie czego można się uchwycić.
        • Gość: Kulka Re: era przed-psychologiczna IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 11.05.02, 17:03
          Dobrze że ta deska jest, fatalnie ze czasem okazuje się całkiem spróchniała :(
      • Gość: inka_s mądrość życiowa IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 13.05.02, 14:14
        Czy to nie świadczy i naszej słabości jako społeczeństwa że brak nam ludzi
        z "mądrością życiową"? W pogoni za dobrami doczesnymi (jak to staroświecko
        brzmi...) gubimy gdzieś wartosci duchowe - i gubimy samych siebie. Czemu
        inwestowanie w siebie nie oznacza dania SOBIE czasu - na pobycie z samym soba,
        na rozmowy z przyjaciółmi, na przemyslenie tego co w nas siedzi.
        Samotność jest coraz boleśniej odczuwana przez wielu ludzi. Nie tylko przez
        tych którzy nie maja partnerów - także przez tych co mają rodziny.

        I czemu właściwie tak bardzo boimy sie samotności? Ludzie którzy zapełniaja na
        siłę swój czas byle tylko nie zostać sam na sam ze soba i swymi myslami. Nie
        potrafią przyjaźnić sie z soba samym. Potem jeszcze krok dalej - nie potrafia
        przyjaźnic się z innymi. Nie potrafia pokochać. I choć czuja się z tym źle nie
        potrafia tego zmienić. Szukaja pomocy u psychologów.
        Może to czy ktoś jest dobrym psychologiem nie zależy od jego wiedzy ksiażkowej
        ale właśnie od mądrości życiowej? Bez tego nie pomoga doktoraty.... Pytanie czy
        te osoby i bez tych studiów nie byłyby wystarczajaco dobre w tym co robia.
    • roseanne ni do rymu, ni do sensu 11.05.02, 17:56
      a ja mam takie wrazenie, ze kiedys (tak z 10-15 lat temu) ludzie byli bardziej
      otwarci i mnie zabiegani.
      Byl czas na herbatke, byl czas na slawetne "u cioci na imieninach".
      Wszyscy wygadywali co im lezy na watrobie, grono sie naradzalo i cos sie tam
      wymyslalo.
      tesknie do tych czasow
      np takie Andrzejki - 18 osob najblizszej rodziny (wujki, ciocie i kuzynostwo)
      • kamfora Teraz tez tak jest ;-) 11.05.02, 18:12

        U Borejkow...
        • roseanne Re: Teraz tez tak jest ;-) 11.05.02, 18:27
          Ale ja niestety nie mieszkam w Poznaniu, na ul. Roosvelta.

          chyba sobie zamowie u przyjezdzajacej chrzesnicy nastepne tomy. Skonczylam na
          tomie z Baltona, wstyd przyznac, nie pamietam tytulu
          • Gość: inka_s ech Jeżycjada! IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 11.05.02, 21:26
            Roseanne - to pewnie była "Noelka" - jak chcesz to zamów resztę tomów z
            księgarni internetowej www.merlin.com.pl - za granicę też chyba wysyłaja? A
            jest po co - zwłaszcza ostatni tom "Kalamburka" dla wielbicieli mamy
            Borejkowej. To dzieje Polski w wymiarze jednostki i w retrospekcji... I do
            śmiechu i łez, tyle wzruszeń. Te książki są tak ciepłe...
            A jak trzeba - to i ja ci moge wysłać! :o)
            • roseanne Re: ech Jeżycjada! 11.05.02, 23:03
              nie pamietam niestety ,czy "noelka" - to bylo o niezdanej maturze Pulpecji, bo
              sie biedactwo zakochala.
              za chec wspolpracy dziekuje, ale mamy miec goscia na wakacje, wiec pewnie
              przewiezie - koszty wysylki sa straszne
              pozdrawiam
    • kwieto Dopisek "na goraco" 11.05.02, 18:47
      Tak sobie pomyslalem, ze my jestesmy przyzwyczajeni do dyskusji, ktora
      przebiega nie na zasadzie rozmowy, ale raczej meczu - ktos musi wygrac. A
      rozmowa z psychologiem polega wlasnie na wspolnym szukaniu przyczyn, w ktorym
      zamiast (jak zwykle) starac sie powiedziec jak najmniej, by nie dopuscic do
      obrocenia slow przeciwko sobie - "pacjent" stara sie powiedziec o sobie jak
      najwiecej. Szuka kontaktu, szuka wiezi, bo wie, ze od tego zalezy rozwiazanie
      jego problemow.
      Psycholodzy - ostatnia ostoja tworczych i prawdziwych rozmow?
      • trzcina Nie jest tak źle 11.05.02, 19:51

        Na litość, Kwieto, nie ostatnią. Są ludzie, ludzie się spotykają, kawkę piją
        porankiem, słońce oglądając nad dachami, spacerują , słuchają razem muzyki,
        czytają sobie Mrożka dla uciechy, nocami gadają, gadają z sensem i bez
        pośpiechu, kiedy tylko się da. Może nie wszyscy, może nie tak często...
        Moze tylko w Krakowie;)?
    • otryt Re: era przed-psychologiczna 13.05.02, 12:20
      Często odnoszę takie wrażenie, że psycholog wkracza w te wszystkie sfery życia
      z których został wyparty ksiądz lub Kościół. Nie znam dobrych psychologów, na
      pewno gdzieś są. Ale większość to zwykli wyrobnicy, którzy potrafią powiedzieć
      człowiekowi tylko sprawy dla niego oczywiste.

      Nie podoba mi się , że wkraczają w stosunki między pracodawcami i pracownikami,
      organizują proces pracy. Często bywa tak , że psycholog patrzy z góry na
      specjalistów w firmach a nawet próbuje ustawiać szefa, albo mierzyć jego IQ.
      System okresowych ocen pracowników w firmach, który psycholodzy starają się
      wprowadzać to jakaś paranoja.

      Psycholodzy , którzy zaangażowali się w program "Big Brother" mają moją jak
      najgorszą opinię. Jest to zwykłe prostytuowanie zawodu, swoich talentów i
      wiedzy. Zamiast pomagać ludziom cierpiącym z powodu różnych problemów zgarniają
      niezłą kasę za organizowanie prymitywnej rozrywki.

      Ci najbardziej znani psycholodzy z TV i z gazet często są awangardą
      wprowadzającą różne wątpliwe nowinki oraz są głosicielami przemian
      obyczajowych, nie zawsze tych dobrych, wprowadzają tylną furtką różne
      ideologie.

      Wydaje mi się,że za często mówią nam , jak mamy żyć, co powinniśmy, jak mamy
      myśleć. Chcą ingerować w naszą prywatność, poznać kod genetyczny naszych dzieci
      i nas.
      Organizują nam życie w różnych jego przejawach. Rozpanoszyli się w wielu
      miejscach. Można im stawiać większość tych samych zarzutów , jakie stawiane są
      księżom.

      Proszę mnie źle nie zrozumieć. Doceniam pracę psychologów w poradniach i
      szpitalach i widzę to ,że rzeczywiście pomagają ludziom. Nie podoba mi się to ,
      że chcą czegoś więcej.

      Pozdrawiam
    • Gość: Gabi Re: era przed-psychologiczna IP: *.sympatico.ca 13.05.02, 15:42
      Gość portalu: inka_s napisał(a):

      > ?
      > Zastanawiam się jak to było w czasach "przed-psychologicznych" - ludzie nie
      > mieli problemów??? Mieli, mieli... A jak sobie z nimi radzili? Ano "domowymi"
      > sposobami...
      >owszem zastanowilam sie i najlepiej z obserwacji swoich domownikow starszych
      wiekiem,otoz siegam pamiecia do moich wspanialych Dziadkow,ktorzy juz nie zyja
      wiele wiele lat.
      Zapewne tak jak i my mieli wiele problemow a jak sobie z tym radzili?
      moja wspaniala babcia szukala konteplacji w modlitwie
      a moj zacny dziadzio chodzil odreagowywac sie np do lasu czy nad rzeczke
      sluchajac glosow natury
      ot i to byly te naturalne formy
      Musze przyznac,ze i teraz jest nawrot do naturalnych form pomocy sobie
      psychicznej a to wlasnie medytacje, zycie tu i teraz
      a porady psych sa jedna z form pomocy sobie a na ile ta pomoc jest potrzebna
      kazdy indywidualnie to sobie okresla ,przeciez nikt nie jest w stanie wejsc w
      twoja psychike jezeli na to nie zezwolisz
      Modlitwa jest swietna sprawa ..rozaniec dziala na zasadzie wypowiadanej
      mantry,uspokaja,wycisza
      Wogole praca nad soba jest czyms cudownym ale zaznaczam trzeba byc swiadomym
      tego i nie uciekac od siebie.
      Sluchac siebie trzeba stale na kazdym kroku sam organizm podpowiada nam co i jak
      powinnismy robic
      Cudowna sprawa wlasnie zapatrzylam sie na slicznie rozwijajace sie
      kwiaty..przystanelam,pomedytowalam,powachalam i tj relaks
      pozdrawiam
    • czarodziejka to niby nie na temat 13.05.02, 16:54
      to niby nie na temat, ale cisna mi sie na usta trzy cytaty z obejrzanego
      ostatnio filmu (K-PAX, polecam):

      kosmita do psychiatry:
      "kazde stworzenie ma zdolnosci samouzdrawiania, wiemy o tym od milionow lat"
      "pacjent, doktor - co za dziwne rozroznienie"
      "u nas dzieci ucza sie od wszystkich"

      zeby nie bylo watpliwosci: nie mam nic przeciwko psychologom, psychoterapeutom,
      psychiatrom itp., a nawet wrecz przeciwnie ;o)
      ale - moim zdaniem - te cytaty warte sa przemyslenia

      pzdrwm ;o)


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka