wisienka154
18.01.05, 17:15
Od kilku lat cierpię na nerwicę lękową - najpierw zemdlałam w autobusie,
potem już bałam się gdziekolwiek sama chodzić/jeździć, psychoterapia, leki -
próby odstawienia, kolejne omdlenia... I tak ciągnę na lekach - najpierw
anafranil, potem fevarin... Skończyłam studia, wyszłam za mąż, pracowałam.
Zaszłam w ciążę, odstawiłam oczywiście leki, także na czas karmienia (ponad 9
mies.), od tych kilkunastu miesięcy jakoś sobie radzę - mogę się kręcić po
okolicy, byle nie były to zatłoczone miejsca (nie ma mowy o samotnych,
dłuższych zakupach itp.), ogromny stres przed jakimkolwiek wyjściem (także z
kimś znajomym) itp. itd. Kto zna problem, wie o co chodzi. Moje pytanie brzmi:
czy jest szansa, ze kiedykolwiek to minie? Czy sa jakies alternatywne sposoby
lecznia...czy do końca życia będe musiala brać leki? Bo jak dotąd na to się
zanosi, takie jest też zdanie mojego psychiatry (po tych nieudanych próbach
odstawiania). Przeraża mnie ta wizja (także finansowo :( ), zwłaszcza, że gdy
biorę leki to też nie zawsze czuję się tak "bezpiecznie"...
Nie szukam pocieszenia, ale może ktoś miał/ma/zna podobną sytuację i może mi
coś doradzić z własnego doświadczenia?...
Z góry dziękuję
Wisienka