bornag
20.01.05, 12:54
Znają się od 2 lat. Przyjaźnią. Są dla siebie bardzo ważni. Ale nigdy między nimi nie zaiskrzyło. Tak wygląda to z zewnątrz. Prawda jest jednak inna. Po kilku miesiącach zdał sobie sprawę, kim Ona dla niego jest. Był zakochany. Ale nie mógł Jej tego powiedzieć. Czuł się przy niej nikim. Od zawsze hodował w sobie wszelkie kompleksy. A teraz jeszcze widział Ją - tak doskonałą. Każdego dnia coraz bardziej pogrążał się w swej małości. Z drugiej strony każdego dnia kochał ją bardziej. Nie wiedziała o tym.
Obudził się. Ponad rok ciężkiej pracy nad sobą. Po to, by podnieść się z kolan. Dla niej. Aby móc spojrzeć jej w oczy. Aby się przed nią siebie nie wstydzić. Aby móc wyznać jej, co czuje. Uwierzył, że potrafi, choć wiedział, że i tak go odrzuci. Ale już nie mógł tego przerwać. Udało mu się. Dziś jest silny jak nigdy przedtem.
Stanął przed nią z dumą i wszystko wyznał. Oczywiście go odrzuciła. Nadal nie wyleczyła się ze starej miłości. Tamten ma dziś inną, jest szczęśliwy. A Ona nadal nie może zapomnieć. Chce, ale nie potrafi...
Czy ich serca mają jeszcze szanse? Czy Ona zapomni o tamtym? Jeśli zapomni, to czy możliwym jest pokochać człowieka, obok którego żyło się 2 lata i który zawsze był tylko przyjacielem?
Nadal czekam na Nią, ponieważ wewnętrzny głos mówi że to właśnie Ona. Głęboko wierzę, że odpowiedzi brzmią: tak. Czy jestem naiwny?