_kasiulek
24.05.02, 07:24
Jestesmy w zwiazku dwie dziewczyny i mieszkamy razem na stancji. Obie sie
uczymy na tej samej uczelni z tym ze na roznych wydzialach. Wszystko bylo by
fajnie ale moja dziewczyna od pewniego czasu coraz czesciej chodzi do ksiedza w
sasiednim kosciele. Ona jest generalnie bardzo religijna i kazdy dzien zaczyna
od kosciola a i czasami jak idziemy ulica i przechodzimy obok kosciola to ona
prosi mnie o chwile dla siebie i wchodzi by zmowic pacierz. Wiem, ze pewnie
dziwicie sie, dzisiejsze czasy itd. ale to prawda. Ja zupelnie nie jestem
kosciolkowa i wlasciwie w ogole nie chodze ale to nie jest zaden zgrzyt miedzy
nami. Nigdy nie rozmawiamy o religii poza jakimis praktycznmi ustaleniami.
Ona chodzi takze na spotkania mlodziezowe wieczorami i wlasnie to jest tan
punkt, ktory daje mi do myslenia. Czasami zostaje wtedy w sali, w ktorej maja
spotkania, nawet do polnocy. Podobno rozmawiaja z ksiedzem. Wczoraj wrocila o
wpol do drugiej bo 'dobrze sie im rozmawialo'. Ja nie spalam i sie
denerwowalam. Kosciol wprawdzie jest przez ulica i nie chodzi o to, ze ktos ja
napadnie ale jakos nie moge calej tej sytuacji ogarnac. Ten ksidz jest mlody i
podobno zupelnie nie zainteresowany nia seksualnie. Takze wie, ze mieszkamy
razem w innym ukladzie niz wiele dziewczyn bo jestesmy blisko. Jednak cala ta
sytuacja jest dla mnie dokuczliwa choc nie wiem dlaczego. Jestem zwyczajnie
zazdrosna ale nie chodzi o sex bo pewnie nie uprawiaja - to bym poczula. Ale
ten ich zazyly kontakt? Nie wiem samo co myslec. Wczoraj, jak wrocila tak pozno
to okazalo sie, ze zostala z nim sama i byla w jego pokoju. On tam ma podobno
fajny sprzet audiovideo, mase ksiazek i w ogole fajna atmosfera. Tak
przedstawia mi sprawe moja przysjaciolka. A mnie to doprowadza do wscieklosci z
tym, ze nie okazuje tego inaczej jak tylko milczeniem no bo do czego wlasciwie
mozna sie przyczepic? Nasz zycie erotyczne jest caly czas w porzadku (nie to co
z panami, oni nie moga tak czesto :-) ale mimo to czegos mi brak. Teraz wkrotce
sie rozjedziemy do domow i choc mamy zaplanowane wspolne wakacje to troche mi
przechodzi na nie ochota. Pewnie bedzie to dobry czas by byc blizej ze soba ale
z drugiej strony jak pomysle o pazdzierniku i ze ona zacznie znowu latac do
tego ksiedza to mnie rusza. Areszta, ja tak dokladnie nie wiem, co znaczy dla
niej religia bo zaraz na poczatku ustalilysmy, ze o tym nie bedziemy rozmawiac
bo to jest prywana sprawa. Stad moze ja jej nie rozumiem? Kocham ja bardzo i
nie chce by sie wplatala w jakis uklady, ktorych nie bede w stanie akceptowac.