Dodaj do ulubionych

Wszystko na sprzedaż? Steczkowska w Vivie. Niesmak

IP: *.cracow.eu.org 31.05.02, 11:02
Aaaa, może to głupie ale mnie naszło. Kupiłam sobie Vivę, patrzę, ogladam.
Widzę stylizowane zdjęcia, cmentarne pozy, lilie, łzy w oczach, suknie
powłóczyste, egaltowane wygięcia,zaduma artystki. Myślę sobie, jaki sztab
stylistów, makijażystów, fotografów, ile póz przy pomnikach i tak dalej.
Czytam, wgłębiam się - a tu wspomnienie o zmarłym ojcu, jak umierał, jak
artystka przeżywała. Czytam -patrzę na zdjęcia, patrzę na zdjęcia - czytam. I
dusza mi jęczy. Ludzie, czy wszystko da sie zmerkantylizować, każdą rzecz? Mam
głęboki niesmak i poczucie duzego przekroczenia granic. Ja wiem, że gwiazdy to
muszą lśnić, reklamować się i takie tam. Ale...
Koleżanka Steczkowska już była stylizowana na Matkę Boską karmiącą i tak dalej -
można nie lubic, można przejśc nad tym. Tabliody jakie są takie są. Ale czy
wszystko jest na sprzedaż? Czy przy śmierci dziadka, artyści powiini zrobic
sobie sesję przy trumnie ze swiecami?
Czy ja się czepiam, czy co? Co o tym myślicie, jak to wytłumaczyć sobie,
zagubionej istocie, wgryzającej się w analizy motywacji innych ludzi?
Pozdrawiam, Mikka

Obserwuj wątek
    • Gość: fnoll Re: Wszystko na sprzedaż? Steczkowska w Vivie. Niesmak IP: *.bydgoska.krakow.pl 31.05.02, 11:09
      kupuje czlowiek kolorowy magazyn

      a potem sie dziwi, ze jest on na sprzedaz


      kupuje czlowiek cialo prostytutki

      a potem sie dziwi, ze ta sie sprzedaje


      ach, ta pokrecona moralnosc konsumenta... ;)
      • wredna2 Re: Wszystko na sprzedaż? Steczkowska w Vivie. Niesmak 31.05.02, 11:17
        fnoll jak zwykle w samo jadro

        bez pudła...

        wr.

        PS. pzdr
      • Gość: mikka Re: Wszystko na sprzedaż? Steczkowska w Vivie. Niesmak IP: *.cracow.eu.org 31.05.02, 12:00
        Eeeeee, masz racje Fnollu. Pewnie za rzadko kupuję te pisma i nie jestem
        uodporniona, stąd me zdumienie. Wiesz, takie zaskoczenie Alicji w Krainie
        Tabloidów. Ale już raczej do tej krainy ponownie się nie wybiorę, wiedząc, że
        nie spotka mnie tam nic przyjemnego.
        Pozdrawiam;)
    • poison1 Re: Wszystko na sprzedaż? Steczkowska w Vivie. Niesmak 31.05.02, 11:20
      Kupuję VIVĘ regularnie od ok. 2 lat. Ale ostatnio zdarza się mi się coraz
      częściej nie kupić. Przyznam, że duży wpływ ma na moją decyzję wcześniejsza
      reklama w TV. Tego numeru, o którym pisze Mikka, nie kupiłam i nie kupię, bo
      jak usłyszałam reklamę w TV to mnie aż zemdliło. Ojciec jej zmarł w zeszłym
      roku, a ona go opłakuje! Dobre sobie!
      Jakie 2 mce temu , też w VIVIE, był reportaż z pobytu Justynki z mamusią,
      synusiem i mężusiem w jakimś ciepłym kraju. Na pewno był to pobyt sponsorowany.
      Na zdjęciach roześmiane, opalone panie, w wystrzałowych kreacjach, ani śladu
      żałoby. Wiem, wiem. Żałobę nosi się w sercu ktoś powie. I owszem, odpowiem z
      kolei ja, bo coś na ten temat wiem. Ale żeby po roku robić z tego nr 1 w
      czasopiśmie? Przegięcie. Zresztą, czemu się tu dziwić. Życie coraz droższe, a
      notowanie p.Steczkoszkiej na rynku muzycznym spadają. To i handluje się
      śmiercią tatusia.
      • Gość: fnoll a bo ricky martin kupil sobie zloty nocnik... IP: *.bydgoska.krakow.pl 31.05.02, 11:42
        z jednej strony mamy np. madonne, ktora zwykla mawiac (i nie tylko ona): nie
        wazne czy zle czy dobrze, wazne zeby mowili

        z drugiej strony mamy rzesze "zwyklych" ludzi, z ktorych wielu odczuwa
        potrzebe obmawiania, nie wazne czy zle czy dobrze

        czysta wymiana :)

        interes sie kreci
        • poison1 Re: a bo ricky martin kupil sobie zloty nocnik... 31.05.02, 11:47
          Gość portalu: fnoll napisał(a):

          > z jednej strony mamy np. madonne, ktora zwykla mawiac (i nie tylko ona): nie
          > wazne czy zle czy dobrze, wazne zeby mowili
          >
          > z drugiej strony mamy rzesze "zwyklych" ludzi, z ktorych wielu odczuwa
          > potrzebe obmawiania, nie wazne czy zle czy dobrze
          >
          > czysta wymiana :)
          >
          > interes sie kreci


          Sorry, ale jaki ja mogę mieć w tym interes?
          • Gość: fnoll Re: a bo ricky martin kupil sobie zloty nocnik... IP: *.bydgoska.krakow.pl 31.05.02, 12:26
            poison1 napisał(a):

            > Sorry, ale jaki ja mogę mieć w tym interes?

            !?

            no, masz o kim pogadac, na kogo sie pozloscic, pokrytykowac czy popodziwiac,
            mowiac krotko: kupujesz kogos do wziecia na jezyki

            to jest twoja korzysc, za ktora placisz pieniedzmi, taka wymiana, proste?

            a jak nie jestes zainteresowana tym towarem, to nie i juz, nikt cie nie zmusza
        • Gość: ela Re: a bo ricky martin kupil sobie zloty nocnik... IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 31.05.02, 12:07
          A co będzie kiedy Madonna wypowie się w kolorowym piśmie Computerworld
          dobrze lub źle na temat Pentium 4

          I co wtedy z potrzebą rzeszy "zwyklych" ludzi (aczkolwiek branżowych), z ktorych
          wielu odczuwa potrzebe obmawiania, nie wazne czy zle czy dobrze


          ???

          • poison1 Re: a bo ricky martin kupil sobie zloty nocnik... 31.05.02, 12:11
            Gość portalu: ela napisał(a):

            > A co będzie kiedy Madonna wypowie się w kolorowym piśmie Computerworld
            > dobrze lub źle na temat Pentium 4
            >
            > I co wtedy z potrzebą rzeszy "zwyklych" ludzi (aczkolwiek branżowych), z ktoryc
            > h
            > wielu odczuwa potrzebe obmawiania, nie wazne czy zle czy dobrze
            >
            >
            > ???

            Ale chyba istnieje różnica pomiędzy wypowiadaniem się za pieniądze na temat
            komputera a śmierci najbliższej osoby? Czy ci to nie stani? Bo mi stanowi, tym
            bardziej jeśli tego wywiadu udziela zdeklarowana katoliczka (ja akurat tym
            najmniej wierzę).
            >

            • Gość: ela Re: a bo ricky martin kupil sobie zloty nocnik... IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 31.05.02, 12:40
              Jasne. Różnica jest i to zasadnicza. I nie tego dotyczyło moje pytanie.
              Chodziło mi o szerszy kontekst tego, kiedy nasze potrzeby nazywane są
              raz potrzebą obgadywania/plotkowania a innym razem np. zbierania
              informacji/opinii.


              • Gość: mikka jak to jest z tymi potrzebami, Fnollu i inni? IP: *.cracow.eu.org 31.05.02, 12:55
                bo ja się analitycznie wgryzłam we wnętrze swej duszy i odkryłam,ze po prostu
                kupiłam sobie Vivę do kąpieli w wannie,zeby było miło, lekko i
                przyjemnie,swiatowo i zagranicznie, i baaaaaaaardzo relaksowo, ploteczki jak
                bańki mydlane, ciuchy, kosmetyki. Czyli podeszłam do tego pogodnie nie wrednie,
                a efekt końcowy.......... Nie lubię, gdy przypisuje mi się intencji których nie
                posiadam. Ot, co.
              • Gość: trzcina Czy to Steczkowska?? IP: 212.244.186.* 31.05.02, 12:56
                Gość portalu: ela napisała:

                > Jasne. Różnica jest i to zasadnicza. I nie tego dotyczyło moje pytanie.
                > Chodziło mi o szerszy kontekst tego, kiedy nasze potrzeby nazywane są
                > raz potrzebą obgadywania/plotkowania a innym razem np. zbierania
                > informacji/opinii.
                >
                >

                Powstaje pytanie, czy tam jeszcze w ogóle mówi Steczkowska. D. Coupland pisał o
                denarracji życia mega-gwiazd, o "wyskakiwaniu" ze swojego właściwego zycia w
                życie plastikowo-medialne. Myślę, że to juz nie tylko megagwiazd dotyczy.
                Dlatego prędzej na obgadywanie mnie czasem weźmie takiego bytu medialnego, niż na
                sięganie po informację. Jaką? O kim?
                t. złudzeń wyzbyta
                • Gość: Ew Re: Czy to Steczkowska?? IP: 217.153.27.* 31.05.02, 13:02
                  Według mnie, to z Vivą jest tak jak z fenomenem I edycji big brothera. Moze
                  niektóre jednostki w łatwy sposób chcą sobie zapewnić ucieczkę od szarej
                  rzeczywistości...? Właściwie to nie jednostki tylko całe rzesze. Justyną
                  Steczkowską być może powodowało to samoco Manuelą(?) czy tam innymi...
                  Pieniądze? Popularność? Czy to tak fajnie być popularnym?
                • Gość: mikka Re: Czy to Steczkowska?? IP: *.cracow.eu.org 31.05.02, 13:03
                  Ona nie ona - ale nie zabierajmy jej odpowiedzialności za to co robi, za to co
                  się z nią dzieje. Nie wszyscy "stamtąd" są MacProduktami. Znajdzie się parę
                  osób z kręgosłupami i twarzą (a nie gębą).
                  pzdr
                  M
                  • pastwa Re: Czy to Steczkowska?? 31.05.02, 13:06
                    Każdy z Was pracujacych sprzedaje sie przecież, nie wydziwiajcie więc na
                    Steczkowską, że robi to samo.
                    • Gość: mikka Re: Czy to Steczkowska?? IP: *.cracow.eu.org 31.05.02, 13:11
                      Pastwa, upraszczasz. Mówimy tu o granicach. Każdy ma własne i do tego dochodzą
                      te społeczne. To co zrobiła JS, chyba wychodzi poza zakres jej obowiązków
                      służbowych, tak sądzę. Pzdr
                      • pastwa Re: Czy to Steczkowska?? 31.05.02, 13:18
                        Jakie to sa obowiazki służbowe i kto je ustala, jeśli nie sama Steczkowska, a
                        swoja drogą, jeśli każdy ma własną granicę, to Steczkowska zapewne tez,
                        martwcie sie zatem raczej o własną miast czyjąś.
                        • Gość: mikka Re: Czy to Steczkowska?? IP: *.cracow.eu.org 31.05.02, 13:29
                          Jako odbiorca granic Steczkowskiej troszkę poczułam się zaskoczona, zmartwiona,
                          ale włosów z głowy rwać nie zamierzam. Dobrze Pastwo, zacznę martwić sie
                          swoimi. Można sie dzielić refleksjami? Bo jak podzieliłam się refleksją o
                          Steczkowskiej to mi sie oberwało,że to nie mój interes i że była w mym
                          działaniu kupującym premedytacja.
                          Do premedytacji się nie przyznaję, a oceniam to, co mi zostało przedstawione do
                          oceny, niemniej, jak mniemam, nie miała ona być jednek negatywna, ino powinnam
                          pokwilić z Justynką we wspołczuciu i polecieć zakupić jej płytę. O losie.
                          • pastwa Re: Czy to Steczkowska?? 31.05.02, 13:39
                            Powiem krótko,wszystko to co robi Steczkowska powinno byc jej problemem, bo to
                            ona ponosi konsekwencje swoich działań, a nie my, a tak odebrałem Twoją
                            reflekję jakby to Steczkowska naruszyła Twoją "granicę" i to mnie zdziwiło.

                            Pozdrawiamm
                            • poison1 Re: Czy to Steczkowska?? 31.05.02, 13:52
                              pastwa napisał(a):

                              > Powiem krótko,wszystko to co robi Steczkowska powinno byc jej problemem, bo to
                              > ona ponosi konsekwencje swoich działań, a nie my, a tak odebrałem Twoją
                              > reflekję jakby to Steczkowska naruszyła Twoją "granicę" i to mnie zdziwiło.
                              >
                              > Pozdrawiamm

                              Owszem, ale oceniającymi jesteśmy właśnie my, bo to my kupujemy jej płyty (albo i
                              nie, rzecz gustu), to my płacimy za czasopisma, w których są z nią wywiady
                              (niekoniecznie z powodu, że to ona jest na okładce)i to ona nam wystawia się na
                              pikaz, a nie my jej. Więc mam prawo napisać własne zdanie.
                              • pastwa Re: Czy to Steczkowska?? 31.05.02, 14:02
                                Do własnego zdania masz jak najbardziej prawo, ale smiesznym są zarzuty, że
                                Steczkowska robi to, na co ma ochotę. Zarzuty powinny byc tutaj kierowane
                                raczej pod adresem czasopisma "VIVA", bo to przeciez je kupujecie z jakimiś tam
                                oczekiwaniami odnośnie jego zawartości. Co innego natomiast, gdyby szanowny
                                klient zapłacił Steczkowskiej za cos, czego później nie otrzymał, wówczas
                                mógłby poczuc się oszukany, natomiast wyobrażenia własne o tej pani, nie są jej
                                problemami, ale naszymi.
                                • poison1 Re: Czy to Steczkowska?? 31.05.02, 14:14
                                  pastwa napisał(a):

                                  > Do własnego zdania masz jak najbardziej prawo, ale smiesznym są zarzuty, że
                                  > Steczkowska robi to, na co ma ochotę. Zarzuty powinny byc tutaj kierowane
                                  > raczej pod adresem czasopisma "VIVA", bo to przeciez je kupujecie z jakimiś tam
                                  >
                                  > oczekiwaniami odnośnie jego zawartości. Co innego natomiast, gdyby szanowny
                                  > klient zapłacił Steczkowskiej za cos, czego później nie otrzymał, wówczas
                                  > mógłby poczuc się oszukany, natomiast wyobrażenia własne o tej pani, nie są jej
                                  >
                                  > problemami, ale naszymi.


                                  Są granice, których się nie przekracza. Nie wiem, i nie interesuje mnie czy Pani
                                  Steczkowska je przekroczyła, bo tego numeru wyjątkowo nie kupię (szkoda mi
                                  pieniędzy, zresztą to już jest trzeci wywiad z nią w tym czasopiśmie w tym roku,
                                  więc ile można). Do VIVY nic nie mam, bo nie kupię ja tego numeru to kupi ktoś
                                  inny, nie jestem jedyną czytelniczką tego pisma. A do Steczkowskiej właściwie mam
                                  tyle, że straciła klasę (jeżeli ją kiedykolwiek miała). I to by było na tyle.
                                  • pastwa Re: Czy to Steczkowska?? 31.05.02, 14:24
                                    Co do liczby wywiadów, to chyba pismo prosi o nie gwiazdę,a nie odwrotnie.
                                    No i pytanie, czy Steczkowskiej wolno "stracic" swoją klasę, bo moim zdaniem
                                    może z nia zrobic co tylko zechce, tak samo nam wolno z własną.
                                    • poison1 Re: Czy to Steczkowska?? 31.05.02, 14:29
                                      pastwa napisał(a):

                                      > Co do liczby wywiadów, to chyba pismo prosi o nie gwiazdę,a nie odwrotnie.
                                      > No i pytanie, czy Steczkowskiej wolno "stracic" swoją klasę, bo moim zdaniem
                                      > może z nia zrobic co tylko zechce, tak samo nam wolno z własną.

                                      No właśnie.Stąd krytyka, a nie pochwała.
                            • Gość: mikka owszem, naruszyło granice IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 31.05.02, 14:13
                              Jak mnie ktoś w tramwaju obruga i nadepnie - też mi narusza granice. Jak
                              przeczytałam o handlu skórami w Łodzi też mi to naruszyło granice. Są one zwane
                              różnie - wrażliwością, strefami społecznymi i takie tam. Owszem, zdaję sobie
                              sprawę jaką to moją granicę poruszył wywiad o śmierci ojca JS. Bo ja też mam
                              takie doświadczenie za sobą i może dlatego tak zareagowalam. Bo mam tu
                              pewność,ze ktoś mna manipuluje, uciekając się do współczucia, potrącania
                              pewnych strun i nie opowiada tak naprawdę o swoim bólu. Tłem jest sprzedaż
                              swego wizerunku, a co za tym idzie płyt i co za tym idzie - kasa. Chodzi o
                              to,że poczułam się głupio, chciałam co innego dostać od gazety (patrz wyzej),
                              nacięłam się jak idiotka, dałam z siebie zrobić barana konsumenta, no i mam za
                              swoje. Ocenić, oceniam, nie powtrzymam się,a jak sobie ocenię, zaożę wątek na
                              forum, przylepię łatkę, odniosę się i zdystansuję, może czegoś nauczę i
                              powtrzymam przed wyciągnięciem portfela przy kiosku następnym razem. O.
                              • poison1 Re: owszem, naruszyło granice 31.05.02, 14:19
                                Gość portalu: mikka napisał(a):

                                > Jak mnie ktoś w tramwaju obruga i nadepnie - też mi narusza granice. Jak
                                > przeczytałam o handlu skórami w Łodzi też mi to naruszyło granice. Są one zwane
                                >
                                > różnie - wrażliwością, strefami społecznymi i takie tam. Owszem, zdaję sobie
                                > sprawę jaką to moją granicę poruszył wywiad o śmierci ojca JS. Bo ja też mam
                                > takie doświadczenie za sobą i może dlatego tak zareagowalam. Bo mam tu
                                > pewność,ze ktoś mna manipuluje, uciekając się do współczucia, potrącania
                                > pewnych strun i nie opowiada tak naprawdę o swoim bólu. Tłem jest sprzedaż
                                > swego wizerunku, a co za tym idzie płyt i co za tym idzie - kasa. Chodzi o
                                > to,że poczułam się głupio, chciałam co innego dostać od gazety (patrz wyzej),
                                > nacięłam się jak idiotka, dałam z siebie zrobić barana konsumenta, no i mam za
                                > swoje. Ocenić, oceniam, nie powtrzymam się,a jak sobie ocenię, zaożę wątek na
                                > forum, przylepię łatkę, odniosę się i zdystansuję, może czegoś nauczę i
                                > powtrzymam przed wyciągnięciem portfela przy kiosku następnym razem. O.

                                Brawo Mikka, ujęłaś to idealnie. Ja tak nie potrafię, ale tak samo czuję.
                              • pastwa Re: owszem, naruszyło granice 31.05.02, 14:30
                                Nie do końca moge się zgodzic, poniewaz w tym przypadku naruszenie Twojej
                                granicy nastąpiło w wyniku Twoje własnej niewiedzy,a niewiedza nie
                                usprawiedliwia, tak samo jak nieznajomość prawa, nie zwalnia z
                                odpowiedzialnosci za swoje czyny.
                                Zatem całą odpowiedzialność ponosi tu czytelnik, który kupuje gazetę,bo
                                jak "chciał kota w worku", to go dostał.
                                • poison1 Re: owszem, naruszyło granice 31.05.02, 14:40
                                  pastwa napisał(a):

                                  > Nie do końca moge się zgodzic, poniewaz w tym przypadku naruszenie Twojej
                                  > granicy nastąpiło w wyniku Twoje własnej niewiedzy,a niewiedza nie
                                  > usprawiedliwia, tak samo jak nieznajomość prawa, nie zwalnia z
                                  > odpowiedzialnosci za swoje czyny.
                                  > Zatem całą odpowiedzialność ponosi tu czytelnik, który kupuje gazetę,bo
                                  > jak "chciał kota w worku", to go dostał.


                                  Tylko, że tu nie było mowy o żadnym kocie, bo ja na przykład już z reklamy TV
                                  dowiedziałam się , co zawiera ten numer i od razu mnie odrzuciło.
                                  • pastwa Re: owszem, naruszyło granice 31.05.02, 14:47
                                    No ale ten wątek założyła osoba, która kupiła jednak tą gazete. Natomiast ja
                                    przypuszczam, ze Ty tego nie zrobisz, więc nie będziesz raczej miała powodu do
                                    narzekań, na cos, co nie jest kierowane do Ciebie.
                                    • poison1 Re: owszem, naruszyło granice 31.05.02, 14:56
                                      pastwa napisał(a):

                                      > No ale ten wątek założyła osoba, która kupiła jednak tą gazete. Natomiast ja
                                      > przypuszczam, ze Ty tego nie zrobisz, więc nie będziesz raczej miała powodu do
                                      > narzekań, na cos, co nie jest kierowane do Ciebie.

                                      Owszem, wkurzyłam się, bo lubię to czasopismo i chciałam je kupić, ale jak
                                      usłyszałam, o czym mogę tam przeczytać to się wkurzyłam. Bo ja, jak już coś
                                      czytam to "od dechy do dechy", a mało jest takich czasopism na rynku polskim,
                                      które przeczytałabym w całości. W każdym razie, chyba VIVA schodzi na psy i
                                      Steczkowska też. Niedługo VIVE zacznie się kojarzyć ze Steczkowską, tak jej tam
                                      pełno.
                                      • pastwa Re: owszem, naruszyło granice 31.05.02, 15:01
                                        Miałem kiedys ową "Vivę" w rękach i muszę stwierdzić, ze tam wszystko jest w
                                        podobnym stylu jak ów "artykulik" ze Steczkowską, z tą tylko różnicą, ze te
                                        inne "Madonny" mniej się może Polakom opatrzyły.
                          • Gość: fnoll Re: Czy to Steczkowska?? IP: *.bydgoska.krakow.pl 31.05.02, 13:48
                            mysle, ze Steczkowska wywiazuje sie ze swojego obowiazku zwiazanego z jej
                            praca znakomicie: daje nam powod do rozmowy tematycznie nie zwiazanej z
                            bezposrednio doswiadczana przez nas rzeczywistoscia, co jest jedna z form
                            rozrywki

                            zamiast roztrzasac kwestie splaty zaciagnietego kredytu i grzyba w lazience
                            moge sie zatopic w rozne ploteczki, ekstrawagancje, historie wyraziste i inne
                            od mojej - jesli chce

                            taka chwilka zapomnienia wlasnie

                            a zeby bylo o czym gadac - to podany temat musi lamac jakis schemat,
                            stereotyp, inaczej bylby nudny i niewart obgadania

                            a ten watek znakomicie potwierdza, ze Steczkowska ze swojego naczelnego
                            obowiazku za posrednictwem Vivy wywiazala sie znakomicie - bylo i elegencko, i
                            prowokujaco

                            i znowu trudno bedzie o niej zapomniec (a coz cenniejszego u "artysty" od
                            marki, czyli slawy, czyli faktu, ze nawet jak ktos nie widzial i nie slyszal,
                            to wie o kgogo chodzi) - dajmy na to tacy Ich Troje: w zyciu ich nie
                            slyszalem, i nie widzialem na zywo czy w tv, a doskonale wiem jak wygladaja, i
                            ze wisniewski jest z domu dziecka, i ze wlasnie zostanie ojcem etc. - bo
                            czytam reklamy gazet na przystankach :)

                            pzdr

                            fnoll
                            • Gość: ela Re: Czy to Steczkowska?? IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 31.05.02, 14:48
                              A wracając do potrzeb. To jak określić Twoją potrzebę czytania
                              reklam gazet na przystanku. No i czy jak dowiedziałeś się o tym, że Wiśniewski
                              jest z domu dziecka to było to coś więcej/mniej niż to gdybyś się dowiedział,
                              że Twój sąsiad jest z domu dziecka.
                              • poison1 Re: Czy to Steczkowska?? 31.05.02, 15:01
                                Gość portalu: ela napisał(a):

                                > A wracając do potrzeb. To jak określić Twoją potrzebę czytania
                                > reklam gazet na przystanku. No i czy jak dowiedziałeś się o tym, że Wiśniewski
                                > jest z domu dziecka to było to coś więcej/mniej niż to gdybyś się dowiedział,
                                > że Twój sąsiad jest z domu dziecka.


                                Bo między sąsiadem a Wiśniewskim (nawet jeżeli sąsiad to też Wiśniewski) jest
                                spora różnica. Jeżeli sąsiad zostanie Takim Wiśniewskim (nawet jeśli jest zwykłym
                                Wiśniewskim) wtedy nim się zainteresujemy, skąd on i kim on.
                              • Gość: fnoll Re: Czy to Steczkowska?? IP: *.bydgoska.krakow.pl 31.05.02, 15:16
                                Gość portalu: ela napisał(a):

                                > A wracając do potrzeb. To jak określić Twoją potrzebę czytania
                                > reklam gazet na przystanku.

                                mysle, ze to sie miesci w bardzo atawistycznej reakcji orientacyjnej, ktora
                                dzielimy z wiekszoscia zywych istot - ja sie zawsze wszystkiemu przygladam w
                                swoim otoczeniu, a jak spedzam w jednym miejscu jakis czas, to juz szczegolnie
                                dokladnie, a ze jestem zwierzeciem kulturalnym, to szczegolnie przykuwaja moja
                                uwage literki i obrazki (jadac tramwajem nagminnie, po raz setny, czytam napisy
                                na sklepach, reklamy etc.)

                                siegniecie po czasopismo to juz inna bajka - jest to zachowanie znacznie
                                bardziej zlozone, choc z pewnoscia kolorowe pisma maja wiele wspolnego w swych
                                walorach np. z kolorowymi paciorkami, ktore swego czasu byly tak atrakcyjne dla
                                mieszkancow afryki; jesli chodzi o strone "informacyjna" pism, to moze ona
                                odpowiadac na chyba tysiace kombinacji potrzeb; w kontekscie steczkowskiej i
                                innych "slaw" nasuwa mi sie jedno skojarzenie: dawne teksty hagiograficzne -
                                takie obcowanie z obrazkiem swietego sprawia, ze nieco jego blasku spada na nas,
                                szare istotki; dzisiejsze gwiazdy to dawni bozkowie, i odpowiadaja na podobne
                                potrzeby moim zdaniem

                                > No i czy jak dowiedziałeś się o tym, że Wiśniewski
                                > jest z domu dziecka to było to coś więcej/mniej niż to gdybyś się dowiedział,
                                > że Twój sąsiad jest z domu dziecka.

                                to jest zupelnie cos innego; rownie dobrze moznaby zapytac: czy gdy dochodzisz
                                do momentu w ksiazce, w ktorym sie okazuje, ze glowna bohaterka zostaje
                                dotkliwie pobita przez kochanka, to czy jest to cos wiecej czy mniej niz gdybys
                                sie dowiedzial, ze to przytrafilo sie twojej znajomej

                                wisniewski nie jest dla mnie postacia bardziej realna od szopena, nerona czy
                                faraona cheopsa - to zupelnie inna klasa bytow niz "fizyczni" znajomi

                                pzdr

                                fnoll
                                • Gość: ela Re: to fnoll IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 06.06.02, 09:25
                                  Gość portalu: fnoll napisał(a):

                                  > sprawia, ze nieco jego blasku spada na nas > ,
                                  > szare istotki; dzisiejsze gwiazdy to dawni bozkowie, i odpowiadaja na podobne
                                  > potrzeby moim zdaniem

                                  Ciekawe ile blasku spadło na tych którzy przeczytali, że Steczkowskiej umarł
                                  ojciec, Wiśniewski jest z domu dziecka, Kukulska ma syna...a ostatnio Górniak
                                  nie wiadomo co zaśpiewała piłkarzom itp.itd.

                                  Gdybyście O Wy Szarzy Czytający (kolorowe pisemka) coś tu mogli o tym, choć
                                  ociupinkę z tego blasku nam uszczknąć.


                                  >rownie dobrze moznaby zapytac: czy gdy dochodzisz
                                  > do momentu w ksiazce, w ktorym sie okazuje, ze glowna bohaterka zostaje
                                  > dotkliwie pobita przez kochanka, to czy jest to cos wiecej czy mniej niz gdybys

                                  > sie dowiedzial, ze to przytrafilo sie twojej znajomej

                                  To zależy kto lepiej opisuje sytuację. Podejrzewam, że książka mogłaby przebić
                                  literacko opowieść znajomej. Samo założenie "pobita przez kochanka" już budzi
                                  wyobraźnię. Muszę przyznać, że fantazji Ci nie brakuje. Czyżby jednak przypadkowo
                                  jakieś kolorowe pisememczko się wzięło i przeczytało.

                                  Pozdr



                            • Gość: mikka no to zatopmy ten wątek IP: *.cracow.eu.org 31.05.02, 15:20
                              Jako jego założycielka, przyznaję rację Fnollowi,że tym samym podnosimi szum
                              wokół czegoś i kogoś, kto w zasadzie marzy o hałasie wokół swojej osoby, gdy
                              tymczasem o takim "występie" powinniśmy raczej litościwie milczeć. A ponieważ
                              fora są do dzielnia się myślami, to i podzieliłam się, i za wasze dzielenie się
                              i udział - dzięki. Ale, ale, jeszcze jedna myśl - a propos wypowiedzi Pastwy i
                              fnolla - na zasadzie "sama sobie babo biedy napytałaś, bo kupiłas durne
                              pismo", czy nie warto zastanowić się - a może powinniśmy trochę wymagać - i do
                              TV, i od pism, i od ludzi, i od siebie nawzajem pilnowania jakiś standardów..
                              Ja wiem,ż eżycie do sztuka wyborów, a czy nie dojdziemy do momentu w którym
                              przyjdzie nam wybierać pomiędzy Steczkowską, Wiśniewskim, Marylin Manson i
                              tyle? Moze jako tzw. odbiorcy moglibyśmy chcieć czegoś bardziej i mądrzej? Tak
                              sobie pytam w przestrzeń, idealistycznie. Ech...... Zawsze zostaje klasyka
                              literatury, prawda? ;))))
                              • Gość: fnoll Re: no to zatopmy ten wątek IP: *.bydgoska.krakow.pl 31.05.02, 15:28
                                w warunkach wolnego rynku i demokracji "pilnowanie" standardow odbywa sie
                                glownie poprzez prosty wybor tysiecy ludzi: kupic/nie kupic

                                interwencje ze strony panstwa maja ograniczona skutecznosc

                                jasne, jest cos takiego jak "ksztaltowanie popytu" - ale ten "popyt", czyli
                                my, zeby dal sie uksztaltowac, to musi najpierw chciec ;)
                                • Gość: mikka popyt a nazywanie rzeczy po imieniu IP: *.cracow.eu.org 31.05.02, 15:50
                                  Tu fnollu, nie chodzi o prawa rynku jako takie. Chodzi mi o pozostałe skłądowe
                                  czegoś takiego jak "postawa do". Oczywiście mogę swoim zachowaniem bezpośrednim
                                  wyrazić swoją dezaprobatę i nie kupić. Mogę też mieć prawo do swoich emocji i
                                  odczuć. mOgę się też wypowiedzieć i nazwać rzeczy po imieniu.
                                  Nie chodzi tez o to,że coś się rozmija z moimi oczekiwaniami (patrz wypowiedź
                                  o pomyłce koncertowej). Myślę,że może by tak skończyć z relatwizmem i pozorną
                                  demokracją. Pozorną - bo niedługo możemy powłujac sie na wolnosc jednpstek
                                  pozwalać na kradzież i nie nazywać tego kradzieżą, tylko realizacją potzreb
                                  jednostki w zakresie posiadania danego przedmiotu. Po cóż jednostka miałaby być
                                  sfrustrowana danego przedmiotu nie posiadając? NIech sobie wezmie moje autko.
                                  O.
                                  Do rzeczy - jak ktoś zachowuje sie durnowato, to ja mogę to ocenić. Jak ktoś
                                  kogoś zdradza, oczernia etc. - także. Jak daje popis hipokryzji,
                                  chciwości,narcyzmu - to mam udawać,że tego nie widzę, albo przepraszać,że
                                  zauważyłam, chocby tylko przypadkiem? Ej, jak to ma być?
                                  • Gość: fnoll Re: popyt a nazywanie rzeczy po imieniu IP: *.bydgoska.krakow.pl 31.05.02, 16:27
                                    o przepraszam - nie zajmuje sie to promocja relatywizmu, tylko chcialem
                                    podkreslic sile naszych konsumenckich wyborow w ksztaltowaniu otaczajacego nas
                                    swiata

                                    a ze wyboru dokonujemy na podstawie posiadanych informacji - to druga
                                    podstawowa sila ksztaltujaca nasz demokratyczny swiat jest wolnosc slowa,
                                    czyli ogolna dostepnosc informacji i swobodny jej przeplyw

                                    zatem twoja opinia na temat zakupionego produktu jest czyms bezwzglednie
                                    wartosciowym - staje sie jedna ze wskazowek dla innych konsumentow

                                    schodzac z tego poziomu abstrakcji pietro nizej, czyli do warstwy opinii,
                                    musze ci przyznac racje - przedstawiony przez ciebie produkt, przynajmniej tak
                                    jak go (niewatpliwie stronniczo, ale biore na to poprawke) przedstawilas, nie
                                    uwazam za wartosciowy, nie mam na niego ochoty, i choc zapewnie ladnie sie
                                    blyszczy, to zawarta w nim ilosc srodkow chemicznych (szczegolnie wzmacniaczy
                                    smaku na bezsmacznym podkladzie) pewnie by nie zrobila dobrze mojemu
                                    metabolizmowi informacyjnemu - podejrzewam, ze moze robic zle innym

                                    schodzac jeszcze pietro nizej do warstwy naszych potrzeb i motywow: czasami
                                    mowienie o kims zle robi nam dobrze, stad ktos zniesmaczony czestokroc siega
                                    po raz kolejny po zniesmaczajace go tresci, bo po prostu stan bycia
                                    zniesmaczonym i oburzonym jest dla niego korzyscia, ktorej pozyskania wlasnie
                                    poszukuje w srodkach wyrazu kultury masowej

                                    jest takie np. pismo antyklerykalne "mity i fakty", dostarczajace nieustannie
                                    swym czytelnikom niezapomnianych przezyc oburzenia na niecne praktyki kosciola
                                    wiadomo jakiego - co czyni je w praktyce pismem rozrywkowym

                                    bo jako homo ludens po prostu lubimy rozne "stany" niekoniecznie zwiazane z
                                    mysleniem i racjonalnym przetwarzaniem danych ;)

                                    pzdr

                                    fnoll
                                    • Gość: mikka Re: popyt a nazywanie rzeczy po imieniu IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 31.05.02, 16:40
                                      :) To i wszystko staje się prostsze, uffffffffff. NIemniej lekko mną potrzęsło,
                                      jak sobie pomyslalam,że mogłabym jako ten homo ludens i niezbyt sapiens,
                                      polecieć teraz do kiosku i wygrzebac ze stosów makulatury kolejne doniesienia
                                      o JS (czy inne NIE lub to pismo, które cytujes) w celach zaspokajania mych
                                      dziwnych instynktów. Brrrrrrrrrrrrr. Wizja okrutna i smutna. Cóż.
                                      Pozdrawiam,lecę pooglądać nasze piękne, Fnollu, miasto i nabędę sobie w celu
                                      odreagowania jakąś porządną książkę w księgarni. O.
    • kini Re: Wszystko na sprzedaż? Steczkowska w Vivie. Niesmak 31.05.02, 15:15
      Mikka, popieram. Mam dokładnie takie same odczucia. Niesmak i zażenowanie.
      • pastwa Kwestia wyboru 31.05.02, 15:30
        Problem jest tutaj podobny do sytuacji, w której koneser muzyki poważnej
        wybiera się przez przypadek na występ grupy z nurtu disco polo, oczekując
        wysmakowanych interpretacji zapisków dawnych geniuszów. Ku swemu zdumieniu
        stwierdza,ze kupiony w ciemno bilet dostarczył mu zupełnie innych "atrakcji",
        więc zaczyna krytykę disco polo, którego nigdy nie miał zamiaru słuchać.
        Podobnie wielbiciel "mydełka Fa" może poczuć sie zdegustowany koncertem
        organowym Bacha, na który się załapał "wbrew" swym gustom.
        Nie ma sensu moim zdaniem krytyka, czegoś, na czym nam nie zależy, bo po to
        jest różnorodność na rynku kultury, by znaleźć to, co nam odpowiada, miast
        krytykować rzeczy z założenia dla nas nieciekawe.


        Pastwa
        • kini Re: Kwestia wyboru 31.05.02, 15:32
          Ale ja przyjęłam inny punkt widzenia. A mianowicie zadałam sobie pytanie, czy JA
          bym coś takiego zrobiła.
    • Gość: joolz Re: Wszystko na sprzedaż? Steczkowska w Vivie. Niesmak IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.05.02, 18:48

      Steczkowska zaprzestala spiewac, teraz realizuje sie reklamujac rajstopy,
      chodzac po wybiegu z golymi, sztucznymi cycami i udziela niesmacznych wywiadow.
      ZALOSNE, troche wiecej wstydu, pani Steczkowska!!!!
      • Gość: afryk Re: Wszystko na sprzedaż? Steczkowska w Vivie. Niesmak IP: *.nettt.pl 05.06.02, 15:32
        Od kilkunastu miesięcy staram się nie kupować takich gazet - miałam
        interesujące przeżycia w kiosku. Otóż obok mnie stała sobie pewna aktorka
        której mąż zdradził ją z modelką (a potem kazał tejże się wyskrobać). Poczułam
        wielki niesmak swoją osobą - w końcu dla aktorki to był dramat a ja jak ten sęp
        kupuję tu takie gazety żeby zaspokoić swoją żądzę cudzej prywatności.
        Ktoś może powiedzieć że w końcu Steczkowska sama tego chciała i nikt jej nie
        zmuszał. Ale ja jestem na to wściekła - gdzie zwykły ludzki WSTYD. Czy
        rzeczywiście ten artykuł miał jakiś sens oprócz zwykłego publicity Pani
        Steczkowska? Następnym posunięciem będzie lekcja w jakiej pozycji spłodziliśmy
        nasze dziecko? Wszystko na sprzedaż?
    • Gość: rick Popyt, popyt !!!! IP: *.met.pl 31.05.02, 21:58
      jak jest popyt, to jest podaż
      każdy kto kupuje, przyłącza się do tego stanu rzeczy
      chcąc, nie chcąc, Ty także
      • noida Re: Popyt, popyt !!!! 01.06.02, 18:14
        Popyt, podaż, konsumpcja, marketing, reklama, wolny wybór? wolność słowa?
        swobodny przepływ informacji? babranie się w cudzym życiu osobistym, plotki,
        gwiazdy- bożki, money makes the world go round, kupcie, zobaczcie, tego
        jeszcze nie było, przekraczamy wszelkie granice, promocja, nowość,
        przyjemność, ekstaza, poczuj to, zobacz to, usłysz to, kup to, kup to, kup
        to...
        I to ma być życie w lepszym świecie demokracji.
    • Gość: Ada Re: Wszystko na sprzedaż? Steczkowska w Vivie. Niesmak IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 02.06.02, 17:02
      Mysle, ze mas racje. Bol , cierpienie nie trzeba reklamowac. Widac w drobnych
      szczegolach, w wyrazie twarzy, bez zbednych poz. Chyba ze chce sie pokazac jaka
      to " ludzka" artystka.
    • Gość: laura Re: Wszystko na sprzedaż? Steczkowska w Vivie. Niesmak IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.06.02, 19:44
      widzialam to w kiosku,czytalam ten naglowek pare razy,wierzyc sie nie chcialo
      ze mozna w tak obrzydliwy sposob sprzedawac tragedie rodzinna...
      ciekawe co zrobi jak jej nastepna plyta okaze sie jeszcze wieksza klapa??
      (bo powiekszenie biustu o jeszcze jeden rozmiar juz chyba nie wchodzi w gre...?)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka