09.02.05, 19:59
Nie wiem, czy ten wątek już pojawił się na forum. Chciałabym zapytać co
sądzicie o czymś, co na swój własny użytek nazywam "marzeniem na jawie" -
nieustannym przetwarzaniem w myślach, wyobraźni rozmaitych sytuacji, zdarzeń,
których byłam świadkiem, o których słyszałam lub które sobie wymyśliłam?
Dotyczących zwykłych, codziennych sytuacji - spotkań ze znajomymi, związków z
mężczyznami (ale nie erotyki), pracy, studiów? Czy to jest normalne, czy to
próba ucieczki przed rzeczywistością (bo w tych "mnj" jestem inna niż w
rzeczywistości - otwarta, dowcipna, towarzyska i nie-nieśmiała)?
Obserwuj wątek
    • marybellows Re: marzenia 09.02.05, 20:02
      Myślę, że brak w twych marzeniach erotyki jest baaaardzo alarmującym sygnałem..!
    • hubkulik Re: marzenia 09.02.05, 20:07
      Moze byc ucieczka, ale moze byc takze np. normalnym, niezbednym trawieniem
      informacji przez mozg.
      Przeszkadza Ci to?

      Pozdrawiam Hubert
      • dreamer111 Re: marzenia 09.02.05, 21:13
        Może źle nazwałam to, o co mi chodzi. Bardziej o kotłujące się w głowie myśli, a
        nie marzenia. Rzeczywiście czasami mi to przeszkadza. Czasem mam wrażenie, że to
        zbędna strata czasu i coś, co przeszkadza mi w normalnych kontaktach z ludźmi -
        że zamiast w kółko "trawić te informacje" mogłabym częściej z kimś porozmawiać,
        podyskutować, po prostu lepiej poznać - a nie wyobrażać sobie, jaki jest
        naprawdę. Czasami też wydaje mi się, że to taki rodzaj obrony przed zranieniem
        przez innych (jako dziecko byłam wręcz chorobliwie nieśmiała, teraz jest bez
        porównania lepiej, ale i tak źle czuję się w większych grupach i niekiedy nadal
        powraca do mnie takie (zdaję sobie, że niedorzeczne) uczucie z dziecińswa, że
        wszyscy dookoła dziwnie na mnie patrzą, śmieją się i co najgorze mają o coś (np.
        o wygląd, zachowanie), w dodatku w pełni usprawiedliwione, pretensje.
        Ja też pozdrawiam:)
        • hsirk dedykacja o/t 09.02.05, 22:33
          queen

          dreamers ball



          Oh I used to be your baby
          Used to be your pride and joy
          You used to take me dancing
          Just like any other boy
          But now you've found another partner
          And left me like a broken toy

          Oh it's someone else you're takin'
          Someone else you're playin' to
          Honey though I'm aching
          Know just what I have to do
          If I can't have you when I'm wakin'
          I'll go to sleep and dream I'm with you

          Oh take me take me take me
          To the dreamer's ball
          I'll be right on time and I'll dress so fine
          You're gonna love me when you see me
          I won't have to worry
          Take me take me
          Promise not to wake me 'till it's morning
          It's all been true

          What you say about that hey honey?
          You gonna take me to that dreamer's ball?
          I'd like that
          Right on down forty-second street
          Way down down town dreamer's town

          Oh take me take me take me
          I'm your plaything now
          You make my life worthwhile with the slightest smile
          Or destroy me with a barely perceptible whisper
          Gently take me remember I'll be dreamin' of my baby
          At the dreamer's ball

          Take me hold me
          Remember what you told me
          You'd meet me at the dreamer's ball
          I'll meet you at the dreamer's ball
        • isabar Re: marzenia 10.02.05, 03:02
          dreamer111 napisała:

          > Może źle nazwałam to, o co mi chodzi. Bardziej o kotłujące się w głowie
          myśli,
          > a
          > nie marzenia. Rzeczywiście czasami mi to przeszkadza. Czasem mam wrażenie, że
          t
          > o

          Cześć
          Jak piszesz, że to Ci przeszkadza to pewnie tak jest, odpowiedź dałaś sobie
          sama.
          Ja mam to na porządku dziennym,łącznie z bardzo silnymi emocjami no i czuję, że
          żyję, jest fajnie, szasem pewnie głupawo wyglądam idąc ulicą i śmiejąc się do
          siebie, teraz tak kieruję tymi wyobrażeniami żeby mi sprawiały przyjemność,
          Taki publiczny, umysłowy onanizm.
          Niezły perwers ze mnie, a co

          --
          kobieta osiągnęła doskonałość
          Jej nagie ciało...S.Plath
          > zbędna strata czasu i coś, co przeszkadza mi w normalnych kontaktach z
          ludźmi -
          > że zamiast w kółko "trawić te informacje" mogłabym częściej z kimś
          porozmawiać,
          > podyskutować, po prostu lepiej poznać - a nie wyobrażać sobie, jaki jest
          > naprawdę. Czasami też wydaje mi się, że to taki rodzaj obrony przed zranieniem
          > przez innych (jako dziecko byłam wręcz chorobliwie nieśmiała, teraz jest bez
          > porównania lepiej, ale i tak źle czuję się w większych grupach i niekiedy
          nadal
          > powraca do mnie takie (zdaję sobie, że niedorzeczne) uczucie z dziecińswa, że
          > wszyscy dookoła dziwnie na mnie patrzą, śmieją się i co najgorze mają o coś
          (np
          > .
          > o wygląd, zachowanie), w dodatku w pełni usprawiedliwione, pretensje.
          > Ja też pozdrawiam:)
          • renkaforever Re: marzenia 10.02.05, 06:21
            Ja lubie marzyc i wyobrazac sobie rozne historie."Zmieniam" sobie otoczenie i
            jade z gorki na nartach albo plywam w oceanie pelnym kolorowych ryb (to na
            basenie, gdzie plywam samotnie, bo jest dosyc maly)albo siedze pod palmami i
            nogi mocze w oceanie( to, jak nogi mocze w misce, w mojej nieciekawej z racji
            wieku kuchni z obdrapanym kaloryferem :) Albo wyobrazam sobie dyrygenta na
            koncercie tylko w marynarce, bez majtek, a reszte orkiestry w strojach
            prowokujacych erotycznie :) Sala jest nieciekawa dekoracyjnie, nie ma w niej
            tzw klimatu, wiec wyobrazam sobie Teatr Wielki w Warszawie wraz z ta orkiestra.
            W tych marzeniach jestem obserwatorem. Mnie jest ciagle brak koloru albo
            humoru :)Co moge, to sobie w realu upiekszam, ale w marzeniach to jest tansze i
            nie ma granic w pomyslach :)))
            Powiem szczerze, ze czesto zdarza mi sie niechetnie wracac ze swiata, ktory
            kreuje, do realu, gdzie jest szaroburo i ludzie sa "skwaszeni" i zatroskani.
            Zycie tylko w realu to koszmar!
    • psychoguru Marzenia nieerotyczne 10.02.05, 07:49
      dreamer111 napisała:

      > Dotyczących zwykłych, codziennych sytuacji - spotkań ze znajomymi, związków z
      > mężczyznami (ale nie erotyki), pracy, studiów? Czy to jest normalne, czy to
      > próba ucieczki przed rzeczywistością (bo w tych "mnj" jestem inna niż w
      > rzeczywistości - otwarta, dowcipna, towarzyska i nie-nieśmiała)?

      Prawie na pewno przyczyna jest nieprawidlowe nastrojenie systemu aktywnosci
      zyciowej w mozgu (ktorego znaczna czesc dziala w warstwie podswiadomej).
      Marzenia to dzialanie systemu aktywnosci w stanie testowania lub planowania.
      Normalnie wieksza czesc aktywnosci tego systemu jest skierowana na zewnatrz, w
      strone aktywnego dzialania a u ciebie jest na odwrot. Pytanie skad to sie
      bierze. Jest zbyt malo informacji ale mozna sadzic ze twoj system samooceny
      jest nastrojony na niski poziom (stad niesmialosc, skrytosc itd).

      Interesujace jest tez twoje zastrzezenie ze marzenia o zwiazkach z mezczycznami
      nie dotycza erotyki. Podsuwa to sugestie (oczywiscie tylko sugestie!) o silnym
      tlumieniu erotyki. Czy wobec tego jest rzeczywiscie tak ze sfera erotyki
      realnej jest u ciebie bardzo ograniczona? Czy sfera autoerotyki realnej jest
      silnie rozwinieta (np. masturbacja)? Czy moze w ogole nie ma zadnej erotyki?
      Te pytania sa wazne bo silne stlumienie erotyki moze byc tropem dla ustalenia
      zrodel niskiego poziomu samooceny. Wtedy nalezaloby ustalic czy ma ono jakies
      konkretne przyczyny na przyklad w historii zycia.

      • dreamer111 Re: Marzenia nieerotyczne - długie 10.02.05, 10:47
        No tak, ze swojej niskiej samooceny zdaję sobie sprawę. Chociaż niby nie powinno
        tak być, zawsze byłam prymuską, skończyłam świetne studia, mam dobrą pracę. W
        dzieciństwie zawsze otrzymywałam od rodziców sprzeczne sygnały - mama raz po raz
        powtarzała mi jaka to jestem wspaniała - śliczna i mądra, ale od czasu do czasu
        zmieniała front, "tak szczerze" mówiąc mi, że na przykład mogłabym być
        szczuplejsza (chociaż nigdy nie byłam gruba, raczej normalnej budowy, za to
        bardzo szybko urosłam i przewyższałam rówieśników co najmniej o głowę -
        oczywiście tylko do czasu). Ojciec był i jest alkoholikiem, ale z długimi
        przerwami w ciągach, awantury i bicie były na porządku dziennym, kiedy pił,
        kiedy nie pił - matka bezustannie wierzyła, że już zawsze będzie ok i tępiła
        wszystkie objawy niechęci do niego. Nigdy nie było wiadomo, czy jego dobry humor
        nie pryśnie w jednej chwili i nie zacznie się awantura o nic - krzywy uśmiech,
        zbyt późny obiad etc. Odkąd pamiętam bardzo przeżywałam te pijackie awantury
        (ojciec często wracał po nocach, budził wszystkich wrzaskiem, czasami rzucał
        różnymi rzeczami po domu)- bardzo płakałam, prosiłam rodziców, by już nie
        kłócili się i byłam silnie przeświadczona, że to wszystko z mojej winy, że to ja
        jestem odpowiedzialna za to co się dzieje. Potem przestałam reagować, a jako
        nastolatka potrafiłam już wykrzyczeć ojcu, co o nim myślę, co kończyło się
        biciem (nie takim, które pozostawiałoby siniaki, ale "raniącym duszę"). Ostatni
        raz uderzył mnie (w twarz, gdy siedzieliśmy przy stole, tylko dlatego, że
        ośmieliłam się wyrazić swoje zdanie) gdy byłam na studiach, a ja byłam na tyle
        głupia, że dałam się przekonać mamie, że to moja wina i pobiegłam go przeprosić.
        Przeprosiny oczywiście zostały odrzucone. Matka od kiedy skończyłam może 10-11
        lat wtajemniczała mnie w swoje kłopoty - finansowe i zdrowotne. Do dziś pamiętam
        takie obezwładnaiające poczucie bezradności - nic, zupełnie nic nie mogłam na to
        poradzić. Przeciwstawiłam się jej (mówiąc, że nie chcę już dłużej tego słuchać)
        dopiero, kiedy psycholog (raz się wybrałam) uświadomiła mi, miałam już wtedy
        ponad 20 lat, że to chore, że tak nie powinno być.
        Plus nadwaga w okresie dojrzewania, prawie anoreksja w liceum i potem - do dziś
        - kłopoty z kompulsywnym objadaniem się.
        Brak akceptacji własnego ciała.
        Niechęć do związków z mężczyznami - fakt - bardzo szybko spławiam każdego, kto
        się mną zainteresuje. Stąd i niewielkie doświadczenie w kwestiach erotyki, ale
        nie mam fobii na tym punkcie, tzn. nie uznaję tej sfery za coś chorego,
        grzesznego, etc.
        Niby przyczyny znane, tylko jak się z tej niskiej samooceny wyzwolić?
        Psycholog powiedziała mi, że moje problemy wynikają z braku kontaktów z ludźmi,
        z chęci "wyjścia do ludzi", ale tak do końca chyba się z nią nie zgadzam. Ja
        lubię - od dziecka lubiłam - być sama, coś tam sobie czytać, pisać, uczyć się
        języków, iść na spacer. Stała obecność innego człowieka denerwuje mnie, po
        godzinnych plotach z przyjaciółką mam dość, chcę zająć się czymś innym.
        • psychoguru Rozstrojone systemy 10.02.05, 18:03
          dreamer111 napisała:

          > No tak, ze swojej niskiej samooceny zdaję sobie sprawę. Chociaż niby nie
          > powinno tak być, zawsze byłam prymuską, skończyłam świetne studia, mam dobrą
          > pracę.

          To nie ma znaczenia. Nastrojenie systemu samooceny jest w warstwie podswiadomej
          i dotyczy bardziej podstwowych spraw, glownie pozycji w otoczeniu. Moze byc
          tak ze twoje dzialania swiadome takie jak nauka i praca sluzyly stlumieniu
          sygnalu samooceny. Cena za to byl brak wlasciwych relacji z otoczeniem.

          >W dzieciństwie zawsze otrzymywałam od rodziców sprzeczne sygnały - mama raz po
          >raz powtarzała mi jaka to jestem wspaniała - śliczna i mądra, ale od czasu do
          >czasu zmieniała front, "tak szczerze" mówiąc mi, że na przykład mogłabym być
          > szczuplejsza (chociaż nigdy nie byłam gruba, raczej normalnej budowy, za to
          > bardzo szybko urosłam i przewyższałam rówieśników co najmniej o głowę -
          > oczywiście tylko do czasu). Ojciec był i jest alkoholikiem, ale z długimi
          > przerwami w ciągach, awantury i bicie były na porządku dziennym, kiedy pił,
          >...

          Tu widac jasno ze nastrojenie twojego systemu samooceny zostalo dokonane przez
          matke. Rzecz jasna fatalne zachowanie ojca moglo miec duzy wplyw na relacje
          z mezczyznami.

          > Plus nadwaga w okresie dojrzewania, prawie anoreksja w liceum i potem - do
          > dziś - kłopoty z kompulsywnym objadaniem się.

          To swiadczy o tym ze zostaly rozstrojone wszystkie systemy od najnizszego
          poziomu kontrolujacego zachowania automatyczne.

          > Brak akceptacji własnego ciała.

          Pasuje idealnie to roli matki w nastrojeniu samooceny.

          > Niechęć do związków z mężczyznami - fakt - bardzo szybko spławiam każdego, kto
          > się mną zainteresuje. Stąd i niewielkie doświadczenie w kwestiach erotyki, ale
          > nie mam fobii na tym punkcie, tzn. nie uznaję tej sfery za coś chorego,
          > grzesznego, etc.

          Nie ma opisanych powodow zeby cos takiego bylo. Z drugiej strony wszystko
          pasuje do glebokiego zaklocenia relacji z mezczyznami. Tak jakby az za bardzo
          pasuje bo zly wzorzec mezczyzny wpojony poprzez ojca plus brak akceptacji
          wlasnego ciala idealnie zestawiaja sie do reakcji splawiania facetow.

          > Niby przyczyny znane, tylko jak się z tej niskiej samooceny wyzwolić?

          Sprawa zawsze jest nielatwa jesli zrozumie sie ze nastrojeniu systemu samooceny
          jest bardzo stabilne (po to by miec stabilne zachowania). Gdzies gleboko w
          mozgu chemicznie utrwalone sa poziomy sygnalow ktore ustalaja sie w mlodosci.

          U ciebie doszlo poza tym do powaznego rozstrojenia systemow. Takie sprawy jak
          tiki nerwowe czy anoreksja lub obzarstwo swiadcza o tym ze zaklocone zostaly
          drogi przeplywu sygnalow i sygnaly wyzszego poziomu (samooceny) oddzialywuja
          na systemy nizszego poziomu (obzarstwo).

          Sprawy nie sa wiec proste i ich korekcja wymaga solidnej terapii.

          > Psycholog powiedziała mi, że moje problemy wynikają z braku kontaktów z
          > ludźmi, z chęci "wyjścia do ludzi", ale tak do końca chyba się z nią nie
          > zgadzam. Ja lubię - od dziecka lubiłam - być sama, coś tam sobie czytać,
          > pisać, uczyć się języków, iść na spacer. Stała obecność innego człowieka
          > denerwuje mnie, po godzinnych plotach z przyjaciółką mam dość, chcę zająć się
          > czymś innym.

          Pani psycholog o tyle nie miala racji ze twoje problemy nie wynikaja z braku
          kontaktow bo to jest skutek nieprawidlowego nastrojenia systemow w mozgu.
          Ale kontakty z ludzmi bylyby najlepsza metoda terapii. Z kolei jezeli osobowosc
          masz nastrojona tak ze nie potrzebujsz kontaktow z ludzmi to z twojej sytuacji
          wyjscia nie ma lub prawie nie ma.

          To prawie nie ma oznacza ze byc moze gleboka autoterapia moglaby doprowadzic do
          zmiany nastawienia. Autoterapia moze polegac na projekcji w przyszlosc czyli
          jak mozesz widziec siebie w dlugim okresie czasu. Nie wiemy w jakim jestes
          wieku ale latwo widziec ze przy takim stulu jak dotychczas czeka sie samotnosc
          plus bardzo prawdopodobnie poglebiajace sie problemy psychiczne. Samotnosc
          poczynajac od wieku sredniego staje sie coraz bardziej smutniejsza co w
          polaczniu z problemami psychicznymi moze byc wrecz tragiczne.

          A wiec pomimo wielu atutow ktore posiadasz (doskonale wyksztalcenie, dobra
          praca) mozesz ujrzec rysujaca sie przyszlosc jako wciaganie w destrukcyjna
          pulapke przez nieprawidlowo nastrojone podswiadome systemy samooceny i
          aktywnosci zyciowej. Mozna to w ogolnym sensie porownac do sytuacji w ktorej
          ktos piekny, zdrowy i bogaty dowiaduje sie ze ma poczatki raka. Czyli poza
          wszelka swiadomoscia w jego ciele toczy sie cos co moze miec tragiczne
          konsekwencje. Jedyna metoda by temu zapobiec jest skoncentrowane swiadome
          dzialanie.

          I tak jest w twoim przypadku, nie ma raka ale sa fatalnie nastrojone i
          rozstrojone systemy. Trzeba sie za to swiadomie wziac by im nie ulec. W twoim
          przypadku oznacza to (wbrew sygnalom z tych systemow) kontakty z ludzmi i to
          jest absolutnie niezbedny klucz, innej drogi nie ma. A szczegolnie potrzebne
          bylyby kontakty damsko-meskie. Gdzies w tym wszystkim musi byc stlumiona
          potrzeba takich kontaktow, chocby poped seksualny. Na przyklad to moze byc
          zrodlo dodatkowego rozstrajania systemow objawiajace sie w zakloceniach
          zwiazanych z jedzeniem.
          • dreamer111 Re: Rozstrojone systemy 10.02.05, 19:12
            Bardzo dziękuję za rzeczową odpowiedź. Teraz dopiero zdaję sobie sprawę, jak
            bardzo potrzebowałam tego, żeby ktoś spojrzał na mnie z boku i powiedział mi
            prawdę - już dawno pojawiały się u mnie przebłyski takiej świadomości, że brnę w
            jakąś ślepą uliczkę, że pewnego dnia mogę obudzić się stara i bardzo, bardzo
            samotna. A z drugiej strony ucieczka w marzenia wydawała się zawsze o tyle
            łatwiejsza - przeciez skoro nie kontaktuję się z ludźmi, to i nie mogę zostać
            zraniona, nieprawdaż? Nikt mnie nie odrzuci, nie skrytykuje, nie wyśmieje. Wiem,
            że muszę spróbować się zmienić. Będę próbować, może jeszcze nie jest za późno,
            do trzydziestki mi daleko. Ale - jeszcze jedno pytanie - jak mam postępować w
            stosunku do matki, skoro to z jej osobą w jakiś tam sposób związany jest
            początek moich problemów? Dodam, że nie mieszkam z rodzicami - w innym, dość
            odległym mieście, odwiedzam ich od czasu do czasu, tak weekendowo. I kocham
            matkę, chociaż często się nie dogadujemy, ja próbuję się bronić przed jej
            zaborczością, ona czuje się odrzucona, bo przecież zawsze byłam jej małą
            córeczką. Jak dać jej do zrozumienia, że moze na mnie liczyć w trudnych
            chwilach, ale nie może zagarnąć dla siebie mojego życia? Będę wdzięczna za
            odpowiedź. I pozdrawiam.
            • psychoguru Zmienic zyciorys 10.02.05, 21:24
              dreamer111 napisała:

              > Bardzo dziękuję za rzeczową odpowiedź. Teraz dopiero zdaję sobie sprawę, jak
              > bardzo potrzebowałam tego, żeby ktoś spojrzał na mnie z boku i powiedział mi
              > prawdę - już dawno pojawiały się u mnie przebłyski takiej świadomości, że
              > brnę w jakąś ślepą uliczkę, że pewnego dnia mogę obudzić się stara i bardzo,
              > bardzo samotna.

              Takie przeblyski oczywiscie beda sie pojawialy. Ale tu chodzi o absolutnie
              swiadome i zdecydowane dzialanie. Mozna to wlasnie sobie wyobrazic na
              przykladzie raka. Powiedzmy ze wykrywaja u ciebie raka jajnika, wczesne
              stadium. To jest wstrzas ale jedynym wyjsciem jest ostra i zdecydowana akcja,
              nie ma czasu na medytacje czy fantazje, trzeba dzialac.

              >A z drugiej strony ucieczka w marzenia wydawała się zawsze o tyle
              > łatwiejsza - przeciez skoro nie kontaktuję się z ludźmi, to i nie mogę zostać
              > zraniona, nieprawdaż? Nikt mnie nie odrzuci, nie skrytykuje, nie wyśmieje.

              To sa nieprawidlowe sygnaly z systemu samooceny. Zauwaz ze system samooceny
              stawia opinie innych wysoko, bez szczegolowej analizy kto rani, krytykuje
              czy wysmiewa. Moze wiec to robic jakis idiota a na twoj system bedzie to i
              tak wywieralo silne dzialanie. To jest absurd, nie?

              Musisz sobie zdac sprawe ze to rozstrojony podswiadomy system aktwnosci
              zyciowej wciaga cie w pulapke. Po prostu blokuje dzialanie co powoduje ze
              system swiadomy dziala tylko w stanie testowania lub planowania

              >Wiem, że muszę spróbować się zmienić. Będę próbować, może jeszcze nie jest za
              > późno, do trzydziestki mi daleko.

              Jezeli jestes w tym wieku to wszystko jeszcze moze byc przed toba. Chodzi wiec
              o konkretne planowanie dzialania. Jedna z najwazniejszych spraw jest dzialanie
              na polu damsko-meskim. Postep w tej dziedzinie moze byc bardzo uzdrawiajacy.

              > Ale - jeszcze jedno pytanie - jak mam postępować w
              > stosunku do matki, skoro to z jej osobą w jakiś tam sposób związany jest
              > początek moich problemów? Dodam, że nie mieszkam z rodzicami - w innym, dość
              > odległym mieście, odwiedzam ich od czasu do czasu, tak weekendowo. I kocham
              > matkę, chociaż często się nie dogadujemy, ja próbuję się bronić przed jej
              > zaborczością, ona czuje się odrzucona, bo przecież zawsze byłam jej małą
              > córeczką. Jak dać jej do zrozumienia, że moze na mnie liczyć w trudnych
              > chwilach, ale nie może zagarnąć dla siebie mojego życia? Będę wdzięczna za
              > odpowiedź. I pozdrawiam.

              To by sie samo rozwiazalo jesli znajdziesz bliskie towarzystwo. Zaborcza matka
              jest tym bardziej zaborcza im mniej masz swojego wlasnego zycia. Bedac samotna
              jest oslabiona psychicznie i bardziej na to podatna.

              W koncy terapia dla ciebie to haslo: Zmien zyciorys zeby nie byl pusty.
              • artinka5 Re: Zmienic zyciorys 11.02.05, 15:56
                A ja chciałabym dodać, że wydaje mi się, że te marzenia, takie śnienie na jawie
                pomaga Ci tkwić w uzależnieniu-w kompulsywnym objadaniu. To silne systemy,
                które nie pozwalają zdrowieć, spojrzeć na uzależnienie z boku. "Marzac
                nakręcasz się na żarcie". Myslę, że przydałaby się teoria uzależnienia. Bo
                kiedy nazwie się pewne rzeczy, to łatwiej sobie z nimi poradzić.
                Zobacz właściwie twórczo spedzasz czas, bo zajmujesz się czymś co Ciebie
                interesuje. ALe jednak to pozwala Ci odpływać. Nie masz tak, że czytasz ksiązkę
                albo uczysz się jezyka i raptem budzisz sie. Okazuje sie, że prześniłaś połowe
                czasu. MAsz tak? Ja miałam kiedyś bardzo czesto. Może inni ludzie potrafiliby
                na tyle przykuć uwagę, że takie ucieczki w marzenia, nie byłyby już tak nęcące.
                POZDrawiam Cię
                • dreamer111 Re: Zmienic zyciorys 12.02.05, 15:24
                  To prawda, czasem "tak mam", ale częściej takie chwile śnienia na jawie zdarzają
                  mi się wtedy kiedy nie jestem w nic szczególnie zaangażowana, np. podczas
                  słuchania muzyki, spaceru. Kiedy rzeczywiście coś przykuje moją uwagę - nie.
                  "Wyzwoliłam się" z tego podczas epizodu z anoreksją. A teraz jestem wolna, tak
                  jak napisałam, tylko wtedy, gdy coś mnie bardzo zajmie, albo wtedy, gdy jem
                  kompulsywnie, niestety.
                  Dzięki za rady i zainteresowanie,pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka