lalili
14.02.05, 15:49
Takich wątków jest na forum mnóstwo. Przyznaję że czytam je z uwagą już kilka
lat.Dotąd nie pisałam bo zdawało mi się że to zbyt osobiste żeby tak na
forumie!!!
Mam jednak pewien problem który boli do trzewi i radzę sobie z nim jak
zwykle tzn omijam awantury! Kopniaki bolą mnie jak pewnie każdego ale
przyjmuję je na stwardniały już tyłek i w ostateczności odchodzę. Umiem
postawic się w sytuacji tak idiotycznej jak naprzykład wczoraj. Mój mąż
ukochany (jesteśmy parą po jego zdradzie 2 lata temu) znów zaczyna jakiś
romans moim zdaniem (zdjęcia pięknej panny znalazłam przypadkiem w jego
rzeczach)i co ... No otórz nic! Oczywiście się zdenerwowałam do porzygania w
nocy ale nie zrobiłam awantury, niczego nie wyjaśniłam, poszłam spać we
wspólnym łóżku.Musi zawsze minąć jakiś czas żebym mogła wypowiedzieć słowo
czy zadać pytanie. Okropnie się męczę w tym czsie ale w żaden ludzki sposób
nie potrafię explodować, krzyczeć, tłuc talerzy. Jest raczej pewne że mój mąż
(od 20 lat) jest fiutem i zupełnie niepotrzebnie męczę się w tej podłej
sytuacji całe dwa lata jednak mimo jakby "mózgowej" świadomości spraw
emocjonalnie zachowuję się jak debil jakbym występowała w 2 osobach. Jednej
świadomej, obserwującej "prawdziwą" rzeczywistość kobiety i drugiej idioty
kompletnej, oszukanej małej dziewczynki!!! Jestem krańcowo wyczerpana tym
rozdwojeniem! Czy ja mam tę wściekłość odgrywać, bo jak się już oswoję z
problemem to mogę wszystko ale naogół wybieram wersję nic nie tłumaczącą
i "rozwiązuję " problem we własny sposób np.ty się wyprowadz, kredyty po
połowie. Może się teatralnie wściec zostawić głupka z tym całym bałaganem.
Choćby tylko dla treningu zrobić awanturę!Poroszę o przepis na awanturę. Może
jakaś mądra babka wie jak to zrobić żeby nie było śmiesznie tylko strasznie!