Dodaj do ulubionych

zyciowy "koszmar"

04.03.05, 17:30
Czuje sie fatalnie, dlatego pisze o tym, zeby wyrzucic to z siebie bo nie mam
moznosci opowiedziec o tym komus w realu.
Moj maz bardzo pije a ja nie umiem mu pomoc. Probowalam roznych sposobow,
wizyty wspolne u lekarzy, rozmowy wewnatrz rodziny, nadzorowanie jego wyjsc i
czekanie co bedzie dalej czy sie zmieni. Dzis wiem ze nic z tego nie bedzie.
On zamiast byc z rodzina jest z kolegami, wraca do domu jak juz nie jest na
silach stac... potem jest czas na oczekiwania kiedy zasnie, zebym mogla
spokojnie sie polozyc. I tak wkolko......
Nie mam juz sily, pracuje zawodowe na powaznym stanowisku , wymagajacym
skupienie, ciaglego myslenia. Nikt nie wiem co nosze w srodku, bol i stres co
bedzie jak wroce do domu.... On spedza cale dnie pod sklepem, z lumpami albo
w melinie. Nie przejmuje sie rodzina, tym co inni sadza o tym..... Wprost
mowi ze ma to gdzies..... kazda wolna chwile wykorzystuje na wypad z
kolegami... Co robic??? Niby sprawa jest prosta rozwod ale jak uratowac
czlowieka.... czy to sie moze jeszcze udac mimo wielu usilnych prob!!!

Moze to jest uzaleznienie od niego .... czytalam duzo o tym, jednak jestem
bardzo silna kobieta psychicznie i fizycznie. Zauwazam ostatnio jak sie
poglebiam w tym, jak bardzo sie wypalam. Bardzo mi brakuje
wszystkiego ...doslownie wszystkiego... rozmowy, normalnego
zycia .......tesknie za spokojem i jakims celem zyciowym.
Nie umiem juz tak zyc. Nie chce zeby ktos mnie do niego upodabnial. Moze ktos
mial podobne sytuacje chetnie porozmawiam.


Obserwuj wątek
    • chaos0 Re: zyciowy "koszmar" 04.03.05, 17:46
      Zagubiona, nie wiem za bardzo jak Ci pomoc, bo nigdy nie bylam w takiej
      sytuacji. Ale z tego co widze, jest tu sporo madrych ludzi, na pewno ktos Ci
      dobrze doradzi. Mysle ze ty nie mozesz za duzo z tym zrobic, bo to nie zalezy od
      Ciebie. To jest jego problem, i dopoki on sam nie bedzie chcial przestac pic, to
      Twoje rozmowy, prosby i proby kontrolowania nic nie dadza. Mysle ze moze
      powinnas sprobowac rozmowy z psychologiem, isc chociaz raz i porozmawiac o tym.
      Poczytaj troche ksiazek na temat toksycznych zwiazkow, czemu w nich jestesmy
      itd, ktos mi wczoraj polecil ksiazki Pia Mellody, i faktycznie sa swietne.
      Nie jestes sama, masa ludzi przechodzi przez to co Ty! Trzymaj sie cieplo :))
      Chaos
      • coffee1 Re: zyciowy "koszmar" 04.03.05, 17:51
        Zagubiona, myślę, że w tytule postu możesz śmiało opuścić cudzysłów, bo to co
        przeżywasz to najprawdziwszy koszmar.
        Czy myślałaś o terapii dla osób współuzależnionych? Myślę, że spotkania z
        psychologiem i w grupie ludzi, którzy borykają się z podobnymi problemami
        pomogłyby Ci stanąć na nogi. Życzę Ci dużo wiary w siebie i lepsze jutro.
        Serdecznie pozdrawiam :-)
      • zagubionaaa Re: zyciowy "koszmar" 04.03.05, 17:54
        Dzieki, bylam u psychologa z nim ... rozmwialam juz z wieloma osobami. Wiem ze
        sama nie jestem ale jak kazdy a bynajmniej wiekszosc chociaz marze o spokojnym,
        normalnym zyciu. I chce zeby ktos byl dumny z tego co osiagnelam, co robie itd
        zebym miala z kims sie cieszyc i smucic a nie tylko smucic i dolowac, rozkladac
        rece i nie widziec mozliwosci wyjscia z sytuacji.
        Pzdr.
        • chaos0 Re: zyciowy "koszmar" 04.03.05, 17:59
          Czy on chce to zmienic? Czy chce zebys mu w tym pomogla?
        • trzydziestoletnia Re: zyciowy "koszmar" 06.03.05, 18:58
          zagubionaaa napisała:

          > Dzieki, bylam u psychologa z nim ... rozmwialam juz z wieloma osobami.

          Jak wiekszosc wspoluzaleznionych kobiet chcialabys meza gdzies zaprowadzic,
          zeby cos zrobili, aby przestal pic.. chciaalbys zmieniac ludzi, zmieniac
          swiat.. A zupelnie zaniedbujesz czesc, na ktora masz najwiekszy wplyw i nad
          ktora tak naprawde nalezaloby popracowac - czyli nad sobą.
      • ms_34 Re: zyciowy "koszmar" 07.03.05, 11:54
        zagubiona napiszę parę słów choć nie wiem czy powinienem, ponieważ sam jestem
        alkoholikiem, tyle tylko że trzeźwiejącym. TY NIE MOŻESZ ZROBIĆ NIC !!!!!, w
        sprawie która cię tak bardzo nurtuje, jedynie pomóc sobie poprzez wizytę u
        specjalisty, lub ośrodku dla osób współuzależnionych, a on - no cóż dopóki sam
        nie będzie chciał to nikt mu na siłe nie pomoże. Ja byłem na terapii 6 tygodni w
        ośrodku zamkniętym, gdzie dostałem ostro w dupę, musząc przelewać na papier
        wszystko to co zrobiłem pijąc, jakie krzywdy wyrządziłem najbliższym i sobie,
        ile strat poniosłem nie tylko prywatnych ale i zawodowych, ile domów przepiłem
        to był koszmar, a zarazem tylko początek tej ciężkiej walki z chorobą jaką
        niewątpliwie jest alkoholizm. współczuję ci bardzo bo wiem co przeżywasz wiem co
        przeżywała moja rodzina, żona, dzieci, wszyscy z mojego bliskiego otoczenia,
        wszyscy wiedzieli że jestem alkoholikiem tylko nie ja, nie dopuszczałem tej
        myśli do siebie.
        Pozostaje ci tylko spróbować namówić go aby się stawił na takie leczenie a tam
        mu zrobią pranie mózgu a raczej jego resztek i może coś do niego dotrze, choć
        musisz wiedzieć że po takich terapiach ponad 70 % ludzi wraca do picia, bo po
        terapii nic z soba dalej nie robią, a to prowadzi tylko do jednego..., możesz mi
        naprawdę wierzyć bo przez to przeszedłem
        a ty ratuj siebie i nie wstydź się nie myśl o swoim stanowisku, wykształceniu
        idź do specjalisty, tam wszyscy są jednakowi, bez względu na status społeczny,
        pozycję zawodową, wykształcenie itd.
        jak masz jakieś pytania, to napisz postaram się coś napisać

        pozdrawiam, trzymaj się

        maciej
    • illona Re: zyciowy "koszmar" 04.03.05, 17:51
      Witaj Zagubiona,
      Czujesz się fatalnie, to naturalne ...
      przyczyną jest uzależnienie Twojego męża i ... Twoje współuzależnienie.
      Możesz wypróbować tysiące sposobów,
      nic nie pomogą, dopóki on nie będzie chciał się leczyć.
      Jeśli bardzo go kochasz, wskaż drogę i spróbuj wspierać.
      Ale zanim to zrobisz idź na spotkanie Al-Anon,
      dostaniesz "instrukcję" na dalsze postępowanie.
      Jeśli nic nie zrobisz z sobą i nadal będziesz tak żyć,
      bądź pewna, że kiedyś i tak odejdziesz...
      ale będziesz tak "wypalona",
      znerwicowana, że ....
      przepraszam, wolałabym abyś nie przerabiała tego czarnego scenariusza.
      Pozdrawiam.
      Ilona
    • psychoguru Koszmar ale wskutek czego? 04.03.05, 18:11
      zagubionaaa napisała:

      > Nie mam juz sily, pracuje zawodowe na powaznym stanowisku , wymagajacym
      > skupienie, ciaglego myslenia. Nikt nie wiem co nosze w srodku, bol i stres co
      > bedzie jak wroce do domu.... On spedza cale dnie pod sklepem, z lumpami albo
      > w melinie. Nie przejmuje sie rodzina, tym co inni sadza o tym..... Wprost
      > mowi ze ma to gdzies..... kazda wolna chwile wykorzystuje na wypad z
      > kolegami... Co robic??? Niby sprawa jest prosta rozwod ale jak uratowac
      > czlowieka.... czy to sie moze jeszcze udac mimo wielu usilnych prob!!!

      To sa sprawy niezwykle trudne. Moze najpierw trzeba by zapytac o historie
      twojego zycia i malzenstwa. Kiedy i w jakich okolicznosciach pojawil sie w
      problem alkoholizmu u meza? Jak doszlo do tego ze ty pracujesz na powaznym
      stanowisku a maz nie pracuje? Skad bierze kase na alkohol?

      > Moze to jest uzaleznienie od niego .... czytalam duzo o tym, jednak jestem
      > bardzo silna kobieta psychicznie i fizycznie. Zauwazam ostatnio jak sie

      Wiele wskazuje na to ze tu chodzi o inny schemat. Ale bez odpowiedzi na pytania
      powyzej i dodatkowych informacji na temat historii i stanie zwiazku nie ma co
      spekulowac. Majac calosciowy obraz sytuacji mozna pokusic sie o porade.

      Alkoholizm jest potworna choroba, niestety nie da sie nic zrobic jesli przede
      wszystkim sam chory nie jest zdecydowany na wyjscie z tego. A nawet jesli jest
      to i tak jest to koszmar.
      • illona Re: Koszmar ale wskutek czego? 04.03.05, 18:25
        Drogi Psychoguru,
        czy historia życia i małżeństwa Zagubionej plus inne informacje mają
        rzeczywiście znaczenie?
        Przecież na Forum nie znajdzie Ona rozwiązania swojego problemu.
        Może znaleźć bodziec, wskazówkę...
        Nie musimy tu jej życia rozkładać na czynniki pierwsze,
        jest problem,choroba... przypominam, że alkoholizm jest chorobą.
        przyczyny są naprawdę drugorzędne.
        Pozdrawiam.
        Ilona
        • psychoguru Illona to nie to 04.03.05, 18:45
          illona napisała:

          > Drogi Psychoguru,
          > czy historia życia i małżeństwa Zagubionej plus inne informacje mają
          > rzeczywiście znaczenie? Przecież na Forum nie znajdzie Ona rozwiązania
          > swojego problemu. Może znaleźć bodziec, wskazówkę...
          > Nie musimy tu jej życia rozkładać na czynniki pierwsze,
          > jest problem,choroba... przypominam, że alkoholizm jest chorobą.
          > przyczyny są naprawdę drugorzędne.

          Autorka pyta o co innego: Czy to ze tkwi w tym zwiazku jest wynikiem
          uzaleznienia? Na to pytanie mozna sprobowac odpowiedziec jesli beda dodatkowe
          informacje. To sa istotne informacje bo pomoga wyjasnic jak to sie stalo ze
          ona pracuje na powaznym stanowisku a maz jest lumpem. Tego rodzaju sytuacje
          nie zdarzaja sie nagle, raczej wskazuje to ze maz mial sklonnosci alkoholowe
          dobrze zakorzenione. A to z kolei musi byc jakos zwiazane z historia zwiazku.
          Tyle mowi inituicja ale lepiej byloby miec wiecej informacji niz spekulowac.

          Nie chodzi wiec tutaj o sam alkoholizm ktory jest oczywiscie potworna choroba.
          • illona Re: Illona to nie to 04.03.05, 19:35
            Gdzie wyczytałeś,
            że on jest lumpem?
            Po prostu stoi przed kioskiem z lumpami,
            tak napisała Zagubiona,
            to była nadinterpretacja z Twojej strony,
            nie sądzisz?
            Pozdrawiam.
            Illona

            > Autorka pyta o co innego: Czy to ze tkwi w tym zwiazku jest wynikiem
            > uzaleznienia? Na to pytanie mozna sprobowac odpowiedziec jesli beda dodatkowe
            > informacje. To sa istotne informacje bo pomoga wyjasnic jak to sie stalo ze
            > ona pracuje na powaznym stanowisku a maz jest lumpem.

            Tego rodzaju sytuacje
            > nie zdarzaja sie nagle, raczej wskazuje to ze maz mial sklonnosci alkoholowe
            > dobrze zakorzenione. A to z kolei musi byc jakos zwiazane z historia zwiazku.
            > Tyle mowi inituicja ale lepiej byloby miec wiecej informacji niz spekulowac.
            >
            > Nie chodzi wiec tutaj o sam alkoholizm ktory jest oczywiscie potworna
            choroba.
            • psychoguru Illona podinterpretujesz 04.03.05, 20:38
              illona napisała:

              > Gdzie wyczytałeś,
              > że on jest lumpem?
              > Po prostu stoi przed kioskiem z lumpami,
              > tak napisała Zagubiona,
              > to była nadinterpretacja z Twojej strony,
              > nie sądzisz?

              Hmmm, ona napisala tak:

              >>On spedza cale dnie pod sklepem, z lumpami albo
              >>w melinie. Nie przejmuje sie rodzina, tym co inni sadza o tym..... Wprost
              >>mowi ze ma to gdzies..... kazda wolna chwile wykorzystuje na wypad z
              >>kolegami.

              Spedza cale dni z lumpami i w melinie, nie pracuje..., ale nie jest lumpem?
              To kto jest lumpem? Moze to jednak ty podinterpretujesz?
              • kropekuk Sam znam b.zdolnego naukowca, ktory spelzlznal do 06.03.05, 03:04
                poziomu lumpow, menelikow...Ba, jest nawet bezdomny, bo po awanturze domowej
                sad dal mu "ban" na zblizanie sie do rodziny (to UK, tu sie pijacego alkoholika-
                awanturnika nie chroni - jego sprawa, gdy z wlasnego domu wyladuje na smietniku)
      • nangaparbat3 Nie sądziłam, ze z Ciebie taki padalec, psychoguru 06.03.05, 15:35
        Moze najpierw trzeba by zapytac o historie
        > twojego zycia i malzenstwa. Kiedy i w jakich okolicznosciach pojawil sie w
        > problem alkoholizmu u meza? Jak doszlo do tego ze ty pracujesz na powaznym
        > stanowisku a maz nie pracuje? Skad bierze kase na alkohol?

        Przeciez pisząc tak, zwalasz odpowiedzialność za to, że facet pije, na jego
        zonę.
        To zreszta typowy objaw choroby alkoholowej, na pewno małzonek zagubionej ma
        tysiąc powodow, żeby pić, a połowa, to zawinione przez żonę.


        • psychoguru Padalcowatosc????? 06.03.05, 19:40
          nangaparbat3 napisała:

          > Moze najpierw trzeba by zapytac o historie
          > > twojego zycia i malzenstwa. Kiedy i w jakich okolicznosciach pojawil sie
          > w
          > > problem alkoholizmu u meza? Jak doszlo do tego ze ty pracujesz na powazny
          > m
          > > stanowisku a maz nie pracuje? Skad bierze kase na alkohol?
          > Przeciez pisząc tak, zwalasz odpowiedzialność za to, że facet pije, na jego
          > zonę.
          > To zreszta typowy objaw choroby alkoholowej, na pewno małzonek zagubionej ma
          > tysiąc powodow, żeby pić, a połowa, to zawinione przez żonę.

          Odczytujac to jako padalcowatosc popelniasz zasadniczy blad. Przeciez chodzi
          tutaj o okolicznosci alkoholizmu co wiaze sie z szansami leczenia!!!

          Na przyklad ktos byl niepijacy az w wieku srednim wpadl a alkoholizm pod
          wplywem ciezkich przezyc: np. byly stresy w pracy, zwolnili go, i nie mogac nic
          znalezc rozpil sie i stoczyl. A ktos inny pil od zawsze, od wczesnej mlodosci
          mial problemy alkoholowe (a sa jeszcze kobiety ktore wiaza sie z takimi osobami
          wierzac naiwniutko ze to przejdzie!).

          Ten pierwszy przypadek jest "lekki" w stosunku do drugiego w ktorym mozna
          podejrzewac ze geny alkoholowe sa aktywne (co nie koniecznie znaczy ze jest
          dziedziczny). W drugim przypadku raczej nic sie nie da zrobic. W pierwszym byc
          moze choc sprawa tez jest trudna.
          • nangaparbat3 Re: Padalcowatosc????? 06.03.05, 20:56
            Dalej bedę się upierać, że - może nie do końca świadomie - swoimi pytaniami
            przerzucasz odpowiedzialność na żonę pijącego.
            Jak nie wierzysz, to jeszcze raz sobie przeczytaj, co napisaleś:
            Moze najpierw trzeba by zapytac o historie
            > > > twojego zycia i malzenstwa. Kiedy i w jakich okolicznosciach pojawi
            > l sie
            > > w
            > > > problem alkoholizmu u meza? Jak doszlo do tego ze ty pracujesz na p
            > owazny
            > > m
            > > > stanowisku a maz nie pracuje? Skad bierze kase na alkohol?
            Przecież Ty nawet nie pytasz o historię JEGO życia,czy chocby ICH życia, tylko
            jej! To wg Ciebie historia zycia zony zadecydowała o tym, że jej mąż pije?
            • psychoguru Nie wiesz co sie tu moze kryc 07.03.05, 11:52
              nangaparbat3 napisała:

              >stanowisku a maz nie pracuje? Skad bierze kase na alkohol?
              >Przecież Ty nawet nie pytasz o historię JEGO życia,czy chocby ICH życia,
              >tylko jej! To wg Ciebie historia zycia zony zadecydowała o tym, że jej mąż
              >pije?

              Mozna ci wybaczyc bledne rozumowanie bo nie jestes himalaistka w psychoterapii
              wiec nawet nie mozesz sobie wyobrazic co sie kryje za takimi sprawami.
              Na przyklad pewnie ci nie przechodzi przez mysl ze sa kobiety dreczone przez
              alkoholikow ale jednoczesnie dajace im kase na picie bo zyja w dewiacyjnym
              ukladzie sado-maso z ktorego nie moga sie wyzwolic. Nie przechodzi ci przez
              mysl ze sa kobiety o wysokiej inteligencji i pozycji spolecznej ktore maja
              niska samoocene swojej kobiecosci i biora sobie za mezow alkoholikow. I tak
              dalej.

              Tu chodzi o wyjasnienie zrodel. I zdaje sie za zaczniemy do czegos dochodzic
              ponizej.
    • triss_merigold6 Re: zyciowy "koszmar" 04.03.05, 18:30
      Jeśli jemu nie zależy na własnym życiu to Ty nie sprawisz, że nagle zacznie.
      Jesli chodziłaś do terapeutów od uzależniem to powinnaś wiedzieć.
      Rozwiedź się, odżyjesz a on sobie poradzi lekkim twistem: nareszcie będzie miał
      prawdziwy powód żeby pić.
    • lunar1978 to naprawdę koszmar 04.03.05, 19:23
      zagubionaaa napisała:

      > Moj maz bardzo pije a ja nie umiem mu pomoc. Probowalam roznych sposobow,
      > wizyty wspolne u lekarzy, rozmowy wewnatrz rodziny, nadzorowanie jego wyjsc i
      > czekanie co bedzie dalej czy sie zmieni. Dzis wiem ze nic z tego nie bedzie.

      Cóż mogę napisać: jest mi naprawdę przykro. Próbowałaś już wszystkiego
      co tylko mogłaś ... nie widzę specjalnej możliwości byś mogła coś jeszcze
      zrobić dla niego. Teraz już musisz myśleć wyłącznie o sobie, by nie przegrać
      reszty życia ... On jest moim zdaniem stracony. Alkohol jest dla niego
      najważniejszy i tylko ON SAM może zmienić swój system wartości i SAM
      zdecydować co jest ważniejsze,Ty czy "przyjaciółka" butelka.
      Daj sobie już z nim spokój ... jesteś poważna, masz poważne stanowisko
      to i życiowego partnera powinnaś mieć poważnego. Nie myśl już o tym
      by go zmienić - nie warto. POMYŚL O SOBIE. Teraz TY jesteś NAJWAŻNIEJSZA.

      Pozdrawiam
      Lunar
    • jmx Re: zyciowy "koszmar" 04.03.05, 20:23

      Zajrzyj tutaj:
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=176
      Powodzenia.
    • witch-witch Re: To tobie jest potrzebna pomoc. 04.03.05, 20:33
      Twojemu mężowi nikt nie da rady nic mądrego doradzić. Człowiek w oparach
      alkoholu nie istnieje. Jego życie uczuciowe i moralne jest na dnie. Oczywiście
      człowiek chce pomóc ale takim ludziom się pomaga omijając ich z daleka. To jest
      najlepsza pomoc. Jednak pod wpływem wielkich wydarzeń życiowych jeżeli taka
      osoba się zdecyduje na leczenie to trwa to latami i jest bardzo trudne. Tobie
      należy się terapia ponieważ jestes żoną człowieka, który pije nałogowo. To nie
      nad nim, miej litość tylko zacznij się litować nad sobą samą. Czy przypadkiem
      ktoś w twojej najbliższej rodzinie nie pił np. ojciec, matka? Czy nie posiadałaś
      kogoś w swojej rodzinie komu musiałaś pomagać i zajmować się od wczesnych lat
      dzieciństwa co skróciło twoją młodść, a może pochodzisz z rodziny wielodzietnej,
      gdzie miałas wiele rodzeństwa, którym musiałaś się zajmować. Coś dawno temu
      spowodowało i zmusiło cię do zapomnienia o swojej osobie i poświęcaniu się
      innym. Co to było ty sama najlepiej wiesz.
      • czarnycharakter Re: To tobie jest potrzebna pomoc. 05.03.05, 14:10
        Alkoholikowi pomoc mozna jedynie przez mocne kopniecie w d...
        Jesli ma szanse na wyjscie, najpierw musi znalezc sie na absolutnym dnie.
        Pierwszym krokiem musi byc Twoj absolutny brak zainteresowania, zero empatii,
        "wspolczucia" etc. etc. Tylko tego typu terapia skonic go moze (ale nie musi !)
        do - mozliwej w przeblysku trzezwosci - refleksi nad swoim zyciem. Jesli to tego
        doprowadzisz - bedzie to pierwszy krok na ciernistej jeszcze drodze.
        Zycze Ci duzo wiary w siebie ! (nie w niego, to wazne).
        czch
    • hubkulik Re: zyciowy "koszmar" 05.03.05, 11:29
      Moze poprzez odejscie mu pomozesz?

      Pozdrawiam Hubert
    • alina66 Re: zyciowy "koszmar" 05.03.05, 13:23
      Cześć

      mam na imię Alina i byłam przez 13 lat żoną alkoholika i osobą współuzależnioną
      (jestem także DDA). Byłam w takiej samej sytuacji jak Ty.
      Alkoholizm to cieżka i podstępna choroba, postaraj się dowiedzieć o niej jak
      najwięcej. Wejdź na forum akcjasos. alkoholizm - tam znajdziesz ludzi w takiej
      samej sytuacji, także takich ktorzy sobie z nią poradzili.

      Niestety pomoc w tej chorobie polega na tzw. twardej miłości, dopóki Twój mąż
      nie będzie chciał się leczyć, Twoja pomoc nie będzie możliwa.

      Moje doświadczenia nie są optymistyczne - mój eks był 4 razy na odwyku, stracil
      dom, rodzinę pracę i pije nadal. Ale już nie na mój koszt (przy czym koszt nie
      oznacza tutaj pieniedzy, aczkolwiek TAKŻE pieniądze).
      Niezależnie od tego, co zrobi Twój mąż, Ty możesz wyleczyć się ze
      współuzależnienia.
      Dobrze znam to uczucie, kiedy świat składa się tylko z obsesyjnej myśli- wypije
      czy wróci trzeźwy, na końcu mojego małżeństwa myślałam tylko o piciu mojego
      męża. I byłam na skraju obłędu.

      Zrób coś - najpierw ze sobą, potem może i on coś ze sobą zrobi.
      Jeśli chcesz pogadać- moje gg 4894607
    • kropekuk Chcesz mu pomoc? Zostaw go, niech dosiegnie dna. 06.03.05, 02:59
      Wielu wlasnie dopiero z tej pozycji sie odbija, powraca do siebie, rodziny,
      spoleczenztwa. Zostaw go - niech wie, co stracil. Nb. kazda awanture domowa
      wykorzystaj przeciwko niemu, nie chron go - na milosc Boska - bo oboje was
      zgubisz!
    • spokojny4 Re: zyciowy "koszmar" 06.03.05, 03:41
      witaj
      Mam na imie andrzej ,Mam duze doswiadczenie i praktyke jak nalezy postepowac w
      Twojej sytuacji .Sam kiedys pilem nalogowo i wiem co przzywala wtedy moja
      rodzina.Wspaniale jest to co piszesz ze chcesz pomoc czlowiekowi w jego
      problemach . Sprawa nie jest przegrana,ale musisz aczac od siebie, tylko tyle
      moge napisac w tej chwili
      pozdrawiam serdecznie
    • ewka5 Re: zyciowy "koszmar" 06.03.05, 05:28
      Zagubiona, dobrze Ci tu ludzie radza, posluchaj, warto - nie zajmuj sie nim.
      Zajmij sie soba.
      • paszczak11 Re: zyciowy "koszmar" 06.03.05, 07:04
        sam jestem alkoholikiem i nie piszcie takich bzdur bo trzeba zapytac dlaczego
        nie mam nic innego do roboty
    • jmwawer Re: zyciowy "koszmar" 06.03.05, 07:31
      napisz. Mam kontakt z psychologami, ktorzy zajmuja sie leczeniem uzaleznien,
      niektorzy maja w swojej rodzinie przyklady takich problemow i cos doradza.
      j.
    • megxx Re: życiowy koszmar!!!!! 06.03.05, 08:17
      Popieram to, co juz tu było napisane. Zajmij się sobą, w ośrodkch leczenia
      alkoholizmu jest również pomoc dla członków rodzin. Każdy, kto ma alkoholika w
      domu staje się współuzależniony! A ta moc jest jednym z tego objawów.
      Najlepsza rada dla Ciebie: poszukaj fachowej pomocy dla siebie(i być może
      dzieci), zacznij nowe życie, bez balastu.
      Twój mąż tylko pije, potem przychodzi do domu i sobie cichutko śpi, czy jest
      jeszcze coś więcej do dodania?
      Myśl o sobie!
    • brillo Re: zyciowy "koszmar" 06.03.05, 10:31
      Jak on woli swoich kolesi od Ciebie to go zostaw!Myśl o sobie i rodzinie bo się
      zadręczysz dziewczyno.
      Pozdrawiam
    • kaja_ Re: zyciowy "koszmar" 06.03.05, 11:32
      jak uratować człowieka? piszesz
      uratuj siebie, zostaw go i żyj własnym życiem i nie baw się w poświęcającą się
      matkę Polkę z misją zbawienia świata
    • onaaa Re: zyciowy "koszmar" 06.03.05, 11:43
      Wnies pozew o rozwód, uprzedzajac o tym małzonka. A nawet wczesniej, stawiajac
      ulitimatum. Sprawdzone. Malzenstwo sie rozpadlo, maz przestal pic. Leczy sie.
      Pozdrawiam
      b.
    • grzegorzaa odstaw go pilnie. 06.03.05, 11:50
      Jestem alkoholikiem i nie piję od 7 lat. Stało się tak dlatego. że osiągnąłem
      swoje dno i chciałem przestać pić. Aby jednak tak się mogło stać oba wymienione
      warunki muszą wystąpić łącznie!!! Dlatego musisz odstawić tego Misia od piersi
      i dać mu kopa. To się nazywa surową miłością i jest dla niego konieczne aby
      znalazł się bliżej dna. No chyba, że mu na Tobie całkiem nie zależy i będzie
      to dla niego bez znaczenia. Ale w takiej sytuacji tym bardziej zasługuje na
      kopa. NIE MA INNEJ METODY ABY MU POMÓC. Naprawdę!!!
      A dla Ciebie polecam Al Anon. Tam takie pokiereszowane istotu odzyskują wiarę w
      siebie i uczą się żyć inaczej. Ratuj się Dziewczyno.
    • knurow35 Re: zyciowy "koszmar" 06.03.05, 12:10
      Niestety wyjście masz jedno- zostawić go. Wiem z autopsji,że moment gdy Ktoś
      znalazł się na dnie może byc dla niego momentem uzdrowienia. Póki ma wszystko
      nie ma motywacji do zmian, po za tym wiesz,że to jest choroba, on nie myśli w
      sposób logiczny i taki jak my. A Ty niestety masz symptomy uzależnienia dlatego
      warto się zastanowić czy nie chcesz pomagając Jemu pomóc również sobie?
    • masza10 Re: zyciowy "koszmar" 06.03.05, 12:16
      zajrzyj na forum uzależnienia (w dziale ZDROWIE)

      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=176
      tam znajdziesz rady ludzi, którzy są w podobnej sytuacji

    • jblpro Re: zyciowy "koszmar" 06.03.05, 12:43
      Spakuj swoje rzeczy i wyjedz z miasta. Nie dawaj znaku przez kilkanascie dni. Nie mow nic znajomym, rodzinie. Zostaw kartke "Jestem na wkacjach". Zadzwon po dwoch tygodniach. Jesli uslyszysz, ze jest pijany to chyba nic mu juz nie pomoze. Mozesz zaczynac od nowa.
      • azoorek Re: zyciowy "koszmar" 06.03.05, 13:07
        Popieram. Im dluzej bedzie przy nim tym trudniej bedzie odejsc. Moze wtedy
        zrozumie, co stracil i wemie sie za siebie. Nie trac swojego zycia, masz tylko
        jedno. I czy warto tak je spedzic?. Czy to jest milosc i wspierajaca rodzina?.
        Jezeli teraz sobie radzisz, tym bardziej poradzisz sobie sama i nie bedzie cie
        zzerac nerwica. A bedzie tylko gorzej, znam to z wlasnego przykladu. Potem
        bedzie nerwica, ogromny zal do meza, nawet jak przestanie pic. Moze jak
        zostanie sam i sie stoczy juz zupelnie, to przejzy na oczy. Teraz wykorzystuje
        cie, wie, ze zawsze moze na ciebie liczyc i bedziesz naprawiac jego bledy.
        Chcesz takiego zycia. Uratuj siebie, zeby nie wciagnal cie w to bagno jakie
        jest zycie z alkoholikiem. Zrob cos dopoki jeszcze jestes w stanie.
    • zenon29 Re: zyciowy "koszmar" 06.03.05, 13:01
      Szanowna Pani. Z powodu iż znam podobną sytuację i to nie jedną proponuję i to
      w trybie pilnym.
      1. Nie czytać głupich książek i nie słuchać durnych porad - to nic nie da tylko
      pogrąży Panią w problemach

      2. Jest Pani silnie silnie współuzależniona
      3. Niech Pani szuka pomocy w ośrodkach specjalizujących się w tego typu
      sprawach np: CENTRUM INTERWENCJI KRYZYSOWYCH, OSRODKI TERAPII ITP.

      4. Jeżeli nie chce Pani zostawić męża, to w takich miejscach nauczą Panią jak
      sobie radzić i nie cierpieć z powodu czyjegoś alkoholizmu.

      5. Jest to jedyna metoda ponieważ sama nic Pani nie zrobi.

    • rauchen Re: zyciowy "koszmar" 06.03.05, 13:21
      1. przejdz na forum zdrowie - uzaleznienia, a takze na forach prywatnych sa
      bodajze dwa fora o alkoholizmie
      2. wejdz na strone alkoholizm.akcjasos.pl i sprobuj jak najwiecej dowiedziec
      sie na temat alkoholizmu - im wiecej bedziesz wiedziala o wrogu, tym latwiej
      sie obronisz, i nie probuj walczyc z choroba meza, tylko walcz o siebie i
      dzieci (jesli macie dzieci). Zapewne bedziesz miala poradzone zeby udac sie do
      grup wsparcia, zreszta tam zapewne dostaniesz to wsparcie o ktore ci chodzi.
      3. zapewne musisz sobie uswiadomic ze ta bajka w sensie twoje malzenstwo jest
      skonczone i im szybciej to sobie uswiadomisz tym wczesniej zaczniesz zyc
      normalnym zyciem, bo wszystko potrzebuje czasu zeby sie wyleczylo, takze i ty
      zeby wyleczyc sie z tego malzenstwa. Takie rzczy sa trudne, ale wyobraz sobie
      ze jestes wspaniala tancerka i robisz ogromna kariere, ale w pewnym momencie w
      wypadku tracisz nogi - musisz teraz zyc inaczej, i albo zaczniesz poglebiac sie
      w zalobie ze twoje zycie sie skonczylo, albo znalesc inny srodek na zycie.

      Alkoholizm w ogromnej czesci jest schematem i nie jestes ani jednyna w niego
      uwiklana, ani szczegolna pod wzgledem sily - jestes jedna z wielu. Ale zawsze
      pozostaje to ze jestes i powinnas zostac szczegolna i jednyna dla siebie. I w
      tym ma tkwic twoja sila pozbierania sie w tym calym koszmarze.
      Powodzenia.
    • natar jestem z Tobą 06.03.05, 15:25
      Łatwo jest napisać i poradzić komuś "zostaw go", trudniej to wykonać zwłaszcza
      w sytuacji gdy sie kogoś kocha i chce się zrobić wszystko,zeby mu pomóc.Po to
      by zobaczyc w nim na nowo tego człowieka z czasów gdy nie pił, gdy był dla nas
      cudowny,kochany,całował i tulił.Doskonale rozumiem co czujesz.To nie
      jest"współuzależnienie" jak piszą inni ale miłość do drugiej osoby.W tym
      przypadku nie jest tak łatwo powiedzieć sobie: "mam go dość, skoro on tak
      postępuje to ja odchodzę, już o nim nie myślę" i zająć sie nowym własnym
      życiem.Na pewno też nie raz o tym myślałaś.Nie wiesz,jak pozbyć sie tych
      uczuć,jak nie myśleć, jak.... czy jest na to rada?
      Może spróbuj z nim dużo rozmawiać(spokojnie i tylko wtedy, gdy jest trzeźwy)i
      namówić go na leczenie.Musisz wierzyć w to,ze można mu pomóc.Ale on też musi
      tego chcieć.Musi miec silna wole!
      Bardziej potrzebujesz(i słusznie!)szczerej rady od tych którzy już nie piją
      kilka lat.Chcesz wiedzieć ,jak oni sobie poradzili z tym problemem.
      Pozdrawiam i życzę powodzenia.
      • megxx Re: jestem z Tobą-do natar 06.03.05, 15:45
        Nie wciskaj kobiecie, że można coś rozmową zmienić, ona już rozmawiała, nic nie
        dało. A lata lecą. Mądra miłość polega na tym, że jeżeli chcesz kogoś uratować,
        to musisz podjąć radykalne środki(gdy nic nie skutkuje).
        Nie wiesz co znaczy mieć alkoholika w domu, to nie zabieraj głosu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka