Dodaj do ulubionych

Beznadziejnie zakochana od lat...co robić?

IP: *.tele2.pl 11.06.02, 19:36
Jestem obecna na forum dość długo- do tej pory tylko czytałam zamieszczane tu
posty- wydawało mi się, że jestem za młoda by zabierać głos w poruszanych tu
sprawach. Moja niepełnoletność niesie za sobą także mały bagaż doświadczeń...
Jednak teraz ja nie wiem, co robić...:-(
Zakochałam się sześć lat temu w pewnym chłopaku. Było to dziecięce uczucie,
choć wiem, że była to właśnie miłość. On mnie olewał, ignorował, długo dla
niego nie istniałam. Potem coś drgnęło- zaczęłam przyjaźnić się z jego
najlepszym kumplem, z nim też zaczęłam rozmawiać... Po jakimś czasie wszyscy
wzięli nas za parę, my jednak byliśmy tylko kolegami... Trzy lata po tym jak go
poznałam nasze stosunki uległy nagłej poprawia- codziennie gadaliśmy godzinamy,
telefonu nie odkładałam z rąk... jednak nic nie wyszło poza przyjaźń. Taki stan
trwał rok, potem pokłóciliśmy sie i dość długo się ignorowaliśmy. Rok temu w
wakacje odebrałam smsa... "co u Ciebie". Od takiej treści zaczął się nasz
wakacyjny flirt- całe dwa miesiące przesyłaliśmy sobie romantyczne smsy, parę
razy spotkaliśmy się... Przyszedł wrzesień znów spotkaliśmy sie w jednej
klasie. I on ponownie mnie olał. Zdobyłam sie na odwagę, zapytałam, czemu się
nie odzywa, na co w odpowiedzi usłyszałam, że jestem przewrażliwiona i że on
zachowuje się jak zwykle... Po tym stwierdzeniu próbowałam sobie go wybić z
głowy, szukałam kogoś innego, ale z miłości nie da się tak po prostu wyleczyć.
Przez parę miesięcy nasze stosunki były czysto przyjacielskie- nie raz i nie
dwa byliśmy w kinie, w pubie itd, ale zawsze jako kumple. Miesiąc temu
spotkaliśmy się na imprezie. Nie wiem, czym to było spowodowane, ale od
poczatku nie rozstawaliśmy się. cały wieczór spędziłam tańcząc w jego
ramionach, potem juz tylko świat wirował wokół, kiedy on mnie całował...
wydawało mi się, że wreszcie to jest to. A teraz? Nie wróciliśmy do tamtego
wydarzenia, owszem- nadal flirtujemy- głownie dzięki internetowi, a przy
ludziach zachowujemy sie nadal tylko jak przyjaciele.
Nie wiem teraz co zrobić, nie wiem, co oznaczał tamten wieczór. Próbuję
zrozumieć tą zabawę w przyciąganie i odpychanie... Ten facet mnie wykończy- w
jednej chwili dotykam gwiazd, jest bosko, potem on mnie odtrąca, a ja łapię
doła... Wiem, że on nie ma nikogo... Poza tym- przynajmniej wg moich znajomych-
jestem całkiem ładną, zgrabną dziewczyną i (tego akurat jestem pewna)-
inteligentną. Zresztą ON też to docenia i zdaje sobie z tego sprawę- często
gadamy na rózne tematy, potrafimy przegadać ze trzy godziny... Dlaczego więc ON
mnie nie chce??? Co ja mam zrobić? Ja nie umiem bez niego zyć, wiem że go
kocham- jestem w stanie, bez zastanowienia, oddać mu całą siebie- duszę, serce,
umysł... ON nawet nie pozwala się kochać- odrzuca to uczucie, raniąc mnie
nieustannie... Niedługo szykuje się kolejna impreza- z jego słów wnioskuję, że
oczekuje powtórki z poprzedniej, tylko że- może trochę staroswiecko- nie lubię
całowania się z facetem, który nic do mnie nie czuje... po prostu nie mam
zamiaru być kolejną- przepraszam za wyrażenie- "przelizaną"... A za dwa
tygodnie jedziemy ze znajomymi na wakacje... Co ja mam zrobić- każde spojrzenie
w jego stronę boli... Jestem też zazdrosna, bo widzę, jak inne dziewczyny krążą
wokół niego, jednak z rzadną chyba nie jest tak blisko jak ze mną... mimo to
mnie też odrzuca...
Nawet miałam zamiar zapytać go, co jest między nami. ale boję się. boję się
odpowiedzi- nie wiem, co bym zrobiła, gdybym usłyszała, ze to wszystko to moje
urojone marzenia, że między nami nic nie ma i nie będzie. chyba dlatego
pozostaje przy marzeniach... ale to nie jest wyjście. Co ja mam zrobić? Może
ktoś ma pomysł...
Obserwuj wątek
    • kwieto Re: Beznadziejnie zakochana od lat...co robić? 11.06.02, 19:40
      Tak zwana taktyka "usmiechnietego gestapowca" - raz jestes oziebly, potem na
      chwile goracy a potem znowu oziebly... Wbrew pozorom bardzo uzalezniajace, bo
      dziewczyna ktorej na zwiazku zalezy zrobi wszystko, by znowu bylo dobrze, choc
      wie, ze to "dobrze" zalezy wylacznie od kaprysu pana i wladcy. Jesli chcesz
      stac sie jego maskotka, pieskiem palacowym na kazde skinienie...
      • Gość: samotna Re: Beznadziejnie zakochana od lat...co robić? IP: *.tele2.pl 11.06.02, 19:51
        kwieto napisał(a):

        > Tak zwana taktyka "usmiechnietego gestapowca" - raz jestes oziebly, potem na
        > chwile goracy a potem znowu oziebly... Wbrew pozorom bardzo uzalezniajace, bo
        > dziewczyna ktorej na zwiazku zalezy zrobi wszystko, by znowu bylo dobrze, choc
        > wie, ze to "dobrze" zalezy wylacznie od kaprysu pana i wladcy. Jesli chcesz
        > stac sie jego maskotka, pieskiem palacowym na kazde skinienie...


        nie chcę być maskotką, ale nie umiem z tym walczyć. Tak bardzo mi zależy na byciu
        z nim- na dzieleniu każdej chwili, na rozmowie, na słuchaniu jego głosu, na
        milczeniu...Chciałabym po prostu być kochaną... Czy ja nie zasługuje na jego
        uczucie? Czy jestem wystarczająca dobra by być pieskiem, ale nie partnerem...?
        Nie wiem, jak mam to zmienić...

        • kwieto Re: Beznadziejnie zakochana od lat...co robić? 11.06.02, 20:07
          Pytanie - czy zalezy Ci na byciu z nim, takim jak jest w tej chwili? Jesli nie,
          to (z przykroscia) musze powiedziec, ze nie zalezy Ci na byciu z nim, ale ze
          swoim wlasnym wyobrazeniu o nim. Albo tylko z jego "lepsza" polowa. W obu
          przypadkach nie chodzi o bycie z nim, ale tylko i wylacznie jakas wydumana
          (przepraszam za slowo) kombinacja jego cech, przy calkowitej negacji innych,
          tych mniej pozadanych.

          Wiec - albo pokochaj go takiego jakim jest, CALEGO, a nie tylko niektore
          kawalki, albo... poszukaj sobie kogos, kto lepiej przystaje do Twoich oczekiwan
          • Gość: Melba Re: Beznadziejnie zakochana od lat...co robić? IP: *.chello.pl 11.06.02, 20:21
            Samotna,bardzo mi się podobasz, wydajesz się bardzo mądrą i ciekawą osobą.
            Trudno jest Ci coś doradzić. Wyobrażam Was sobie jako powiedzmy 17sto latków i
            wiem, że macie zupełnie inne oczekiwania co do płci przeciwnej na tym etapie.
            Kwieto napisał Ci, że kochasz wyobrażenie faceta i chyba trochę tak właśnie
            jest. Nie wiem, co sądzi o Tobie i całej sytuacji ten chłopak, być może zdanie
            Kwieto (faceta) jest słuszne. A może on sam się w tym plącze, jest kapryśny,
            niezdecydowany? Jednym słowem - nie tak dojrzały, jak Ty.
            Samotna, to, co mogę Ci teraz doradzić, to skupienie się na sobie, swoich
            sprawach, kiedy okażesz się kobietą świadomą swojej wartości, nie uzależnioną
            od jego opinii, być może ten chłopak inaczej spojrzy na Ciebie. Idą wakacje,
            nie zatruwaj sobie tego wyjazdu smętnym i tęsknym patrzeniem w jego stronę. Baw
            się i to jak najlepiej. Poczujesz się mocniejsza a może zaintrygujesz tego
            faceta i wreszcie się zdeklaruje? A może właśnie gwiazdy rozbłysną w ramionach
            kogoś innego, choć teraz ciężko Ci w to uwierzyć?
            Może kiedyś spotkacie się ze sobą w tej drodze - poszukiwaniu drugiej
            osoby...może każde z Was spotka kogoś innego? Teraz tego nie wiadomo, ale nie
            więdnij, nie smuć się i nie określaj jako samotna!Bądź szczęśliwa, żeby
            szczęscie Cię odnalazło :)
          • Gość: samotna Re: Beznadziejnie zakochana od lat...co robić? IP: *.tele2.pl 11.06.02, 20:26
            zależy mi na nim- kocham go za całokształt, za jego wady też. wiem, że go nie
            zmienię- przynajmniej na razie- ale wiem też, że bez niego zycie traci sens...
            kazdy dzień bez niego to po prostu strata czasu, to chwile, które ciągną się w
            nieskończoność... Tylko, że problem to nie to, że ja go nie kocham, lecz na
            odwrót- to on mnie nie kocha... może źle wyraziłam się w pierwszym liście- cała
            zabawa polega na tym, że ja go kocham, a on mnie ignoruje. a mimo to od sześciu
            lat pragnę z nim być... było po drodze paru facetów, ze trzy romanse, ale
            zawsze czułam, że to nie to... dochodziło do tego, że chłopak mnie obejmował, a
            ja myslałam "co ja robię w tych raionach.czemu to nie ON?!"
            • Gość: Melba Re: Beznadziejnie zakochana od lat...co robić? IP: *.chello.pl 11.06.02, 20:30
              "Nie te oczy
              nie te dłonie
              nie te usta
              jestem dziwką"

              To wiersz nastolatki wyczytany lata temu w Filipince...
              Chyba wiem, o co chodzi...
              • Gość: samotna Re: Beznadziejnie zakochana od lat...co robić? IP: *.tele2.pl 11.06.02, 20:35
                Gość portalu: Melba napisał(a):

                > "Nie te oczy
                > nie te dłonie
                > nie te usta
                > jestem dziwką"
                >
                > To wiersz nastolatki wyczytany lata temu w Filipince...
                > Chyba wiem, o co chodzi...

                myślę, ze wiesz... ja po prostu "na siłę" starałam się zastąpić jego obecność
                kims innym... a tymczasem nie ma kogoś, kto by mnie tak samo silnie jak on
                pobudzał intelektualnie, fizycznie i duchowo... tylko nie wiem, czego mu we mnie
                brakuje, dlaczego mnie odrzuca, dlaczego nie daje temu szansy?
            • kwieto Re: Beznadziejnie zakochana od lat...co robić? 11.06.02, 20:41
              Alez ja o tym wlasnie mowie - jesli go kochasz takiego jakim jest, kochaj
              rowniez jego ignorancje, i to ze Cie odrzuca. Jesli jest Ci zle z ta jego
              ignorancja, to moim zdaniem - jednak nie kochasz go calego jako takiego. Nie
              kochasz ignorancji, przeplatanej krotkimi chwilkami bliskosci. A on wlasnie
              taki jest i tak dziala. Albo to zaakceptujesz i pokochasz (jak dla mnie - nie
              ma to sensu), albo musisz sobie poszukac kogos innego...

              I problemem wbrew pozorom nie jest to, ze on Cie nie kocha - problemem jest to,
              jaki masz do jego "niekochania" stosunek. Bo mam wrazenie, ze ta ignorancja
              jeszcze Cie "nakreca" - powoduje ze tym bardziej do niego lgniesz.
              I najpierw powinnas sie rozeznac w swoich uczuciach, a dopiero zajac sie nim.

              Swoja droga niedawno doszedlem do wniosku, ze mi wlasciwie jest wszystko jedno
              czy osoba ktora darze uczuciem mnie kocha czy nie. Jesli jest nam ze soba
              dobrze, tolerujemy sie, akceptujemy - to tak na prawde wszystko mi jedno, wazne
              ze wpasowuje sie w ten model milosci, w ktorym ja sie dobrze czuje. A czy robi
              to z milosci, czy z innych blizej niewyjasnionych powodow - to nie ma
              znaczenia.
              Podobnie mogloby byc z relacja z tym chlopakiem - tylko problem w tym, ze on
              sie nijak nie chce wpasowac w taki model bycia razem, ktory Ty bys akceptowala.
              A skoro nie chce - zastanow sie, czy chcesz akceptowac jego wizje, czy lepiej
              dac sobie spokoj. Bo to, ze go zmienisz mozesz od razu sobie "wybic" z glowy...
              • Gość: samotna Re: Beznadziejnie zakochana od lat...co robić? IP: *.tele2.pl 11.06.02, 20:45
                jak mogę kochać fakt, że mnie ignoruje, odrzuca??? kocham jego jako osobę, jego
                charakter, ale chyba nie muszę kochać go za to jak postępuje- czy w miłości
                trzeba bezkrytcznie akceptować?
                czy ja do niego lgnę tym bardziej, im bardziej on mnie odrzuca... może... chyba
                dlatego, że chcę być blisko niego- z nim dzielić moje i jego radości oraz
                smutki... I nie mogę pojąć czemu on tego nie przyjmuje? Nawet nie chce brać,
                nie chce po prostu przyjać tego uczucia- on je bezlitośnie oddala.
                • kwieto Re: Beznadziejnie zakochana od lat...co robić? 11.06.02, 20:53
                  No a jak wyobrazasz sobie milosc? Jesli kochasz kogos, to rowniez jego
                  zachowania. Takie jakie sa, a nie takie jak powinny byc wedlug Ciebie. Wyobraz
                  sobie, ze on Ci przedstawia teraz liste warunkow: Bede Cie kochac, ale pod
                  warunkiem, ze: a)..., b)..., c)..., d)..., ... Czy chcialabys spelniac te
                  wszystkie, czasem absurdalne warunki? takie jak - chodz zawsze w butach na
                  obcasie, nie nos nigdy spodni, zachowuj sie tak, nie zachowuj sie siak....
                  Watpie.

                  A czy to o czym Ty mowisz nie jest takim (wymuszanie to zle slowo) liczeniem na
                  to, ze on sie bedzie zachowywal zgodnie z Twoimi oczekiwaniami? Przeciez jego
                  zachowanie to czesc jego osobowosci! Jesli tego akurat fragmentu nie kochasz,
                  nie kochasz rowniez go w pelni, nie kochasz go calego. A czy mozna kochac kogos
                  "do polowy"?

                  "Kocham Cie za to, ze jestes" - to wedlug mnie jedna z najpiekniejszych
                  definicji milosci. Nie ma tu zadnego oczekiwania, ze ukochana/y bedzie sie
                  zachowywal tak, siak, bedzie robil to, tamto. Jest tylko pelna wolnosc i
                  akceptacja kogos takim, jakim jest. Nic mniej, nic wiecej.
                  • Gość: samotna Re: Beznadziejnie zakochana od lat...co robić? IP: *.tele2.pl 11.06.02, 21:08
                    kwieto napisał(a):

                    > No a jak wyobrazasz sobie milosc? Jesli kochasz kogos, to rowniez jego
                    > zachowania. Takie jakie sa, a nie takie jak powinny byc wedlug Ciebie. Wyobraz
                    > sobie, ze on Ci przedstawia teraz liste warunkow: Bede Cie kochac, ale pod
                    > warunkiem, ze: a)..., b)..., c)..., d)..., ... Czy chcialabys spelniac te
                    > wszystkie, czasem absurdalne warunki? takie jak - chodz zawsze w butach na
                    > obcasie, nie nos nigdy spodni, zachowuj sie tak, nie zachowuj sie siak....
                    > Watpie.
                    >
                    > A czy to o czym Ty mowisz nie jest takim (wymuszanie to zle slowo) liczeniem na
                    >
                    > to, ze on sie bedzie zachowywal zgodnie z Twoimi oczekiwaniami? Przeciez jego
                    > zachowanie to czesc jego osobowosci! Jesli tego akurat fragmentu nie kochasz,
                    > nie kochasz rowniez go w pelni, nie kochasz go calego. A czy mozna kochac kogos
                    >
                    > "do polowy"?
                    >
                    > "Kocham Cie za to, ze jestes" - to wedlug mnie jedna z najpiekniejszych
                    > definicji milosci. Nie ma tu zadnego oczekiwania, ze ukochana/y bedzie sie
                    > zachowywal tak, siak, bedzie robil to, tamto. Jest tylko pelna wolnosc i
                    > akceptacja kogos takim, jakim jest. Nic mniej, nic wiecej.

                    kocham go własnie za to że jest. za to, że mogę cieszyć się jego obecnością. ale
                    ja też chciałabym być kochaną. chciałabym usłyszeć od niego miłe słowo. czy to aż
                    tak dużo? kocham go całego, nie wybiurczo... ale chciałabym wiedzieć co mam
                    zrobić, by dotarło do niego to uczucie, by on się zdeklarował, by być może
                    odwzajemnił...
                    • kwieto Re: Beznadziejnie zakochana od lat...co robić? 11.06.02, 21:31
                      Ale dalej tlumacze - gdybys go kochala za to ze jest - jaki jest - nie
                      czekalabys na jakas wzajemnosc z jego strony.
                      Nie potrafisz zaakceptowac tego, ze on Cie olewa. Czyli nie kochasz go w pelni,
                      bo gdyby tak bylo - nie przeszkadzaloby Ci to. Jesli oczekujesz na to, ze on
                      zrobi jakis ruch - to postepujesz dokladnie tak, jakbys mu dyktowala warunki. A
                      milosc nie stawia warunkow?

                      Ja nie chce Cie przekonywac, zebys wbrew sobie zaczela sie godzic na takie
                      traktowanie. Chce Ci tylko uswiadomic, ze on inny nie bedzie, i jesli chcesz z
                      nim byc - to jedyne co mozesz zrobic, to zgodzic sie na ten olewczy sposob jego
                      bycia. Swoja droga - ja bym sobie po prostu odpuscil, i poszukal innej osoby.
                      Nie lubie wchodzic w role cierpietnika.

                      Natomiast jesli pytasz "co moge zrobic, zeby on zmienil swoj stosunek do mnie?"
                      To wedlug mnie - NIC. Chyba, ze chcesz wbrew sobie i wlasnemu szczesciu zmienic
                      sie pod jego dyktando. Czyli zaczac akceptowac to, co w tej chwili powoduje
                      Twoje rozterki - ten olewczy stosunek do Ciebie...
                    • Gość: herrrrje Re: Beznadziejnie zakochana od lat...co robić? IP: *.dip.t-dialin.net 11.06.02, 21:33
                      krotko: nie zmusisz go do kochania Ciebie. period

                      i chyba lepiej poczekaj na opinie dojrzalych kobiet tutaj
                      niz na logiczne zdania mezczyzn, jak widzisz on cie nie
                      rozumie.
                      • Gość: Melba Kwieto IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.06.02, 22:03
                        Kwieto, wywyody ok, ale nie dla Samotnej. Ona ma lat naście i oczekuje porady,
                        nie wywodów.
                        Poradź jej jak facet,który miał kiedyś te naście lat i napisz, jak taki facet
                        patrzy na taką sytuację.
                        pozdruufki
                        • kwieto Re: Kwieto 11.06.02, 22:11
                          Jak facet ktory ma nascie lat?
                          Prosze bardzo:
                          "Mi ten uklad odpowiada, poki panienka chce sie meczyc, nie widze powodu by sie
                          starac, skoro sama lgnie? Jesli pojdzie w diably, znajde sobie nastepna. Albo
                          postaram sie ja ulagodzic, a gdy wszystko wroci do normy, znowu sie zaczne
                          zachowywac jak wczesniej"

                          Ewentualnie:
                          "Nie wiem czy chce, no jest fajna, dobrze sie nam gada - ale ona jest swietna
                          przyjaciolka, milosc... e, to tylko wszystko popsuje, poza tym nie czuje do
                          niej niczego specjalnego"

                          Teraz lepiej? :")
                          • Gość: Melba Re: Kwieto IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.06.02, 22:18
                            A wiesz, że tak? Mnie by coś takiego pomogło te parę lat temu...:)
                            • Gość: samotna Re: Kwieto IP: *.tele2.pl 11.06.02, 22:31
                              mnie też chwilowo pomogło- wiem mniej więcej dlaczego on tak postępuje- to juz
                              przynajmniej tyle, że nie mam doła- przed chwilą stałam przed lustrem i
                              zastanawiałam się ile muszę schudnąć, żeby mu się podobać- jestem idiotką,
                              wiem, ale chwilowe przemęczenie odbiera mi zdolność logicznego myślenia. teraz
                              wiem, że problem niekoniecznie tkwi we mnie. może rzeczywiście cieszyć się
                              uczuciem, jego obecnością, a nie martwić się tym, że on tego nie odwzjemnia...
                              tylko, że to takie trudne, bo ja chcę kochać i byc kochaną. to taka potrzeba,
                              która nie jest zaspokajana- w życiu zdobywam wszystko- mam fajną rodzinę,
                              świetnych przyjaciół, w szkole- no cóż, średnia powyżej pięć, bo lubię poznawać
                              nowe rzeczy itd. a tego jednego uczucia ciągle brak...
                              nie wiem- moze sposób, żby przystopować i go olać jest dobry- moze rzeczywiście
                              gdy się zorientuje, że nie jest całym moim swiatem, to zorientuje się co
                              traci.. może... ciągle niepewność, która mnie dobija.
                              • kwieto Re: Kwieto 11.06.02, 22:35
                                Pewnosci nie bedziesz miala nigdy w zadnym zwiazku - trzeba sie do tego
                                przyzwyczaic...

                                A swoja droga, kiedys sie spotkalem ze stwierdzeniem, ze z dwojga zlego -
                                lepiej kochac i nie byc kochanym, niz byc kochanym i nie kochac. Bo kochajac -
                                masz mimo wszystko radosc uczucia, chec dawania innym itd. A jesli jestes
                                kochany a sam nie kochasz - to jest Ci glupio w stosunku do tej osoby i nie
                                wiesz jak masz sie wobec niej zachowac... Cos w tym jest :")

                                A swoja droga - jesli kochasz go prawdziwie - to pozwol mu byc soba, pozwol mu
                                nie kochac Ciebie. Skoro jest z tym szczesliwy? A przeciez milosc to pragnienie
                                szczescia drugiej osoby?
                                • rauser Re: Kwieto 12.06.02, 09:39
                                  Ja byłam w takiej sytuacji jak Samotna będąc w jej wieku. Kochałam ale byłam co
                                  najwyżej bardzo lubiana. Teraz jestem z kimś kto mnie kocha ale ja, hm...bardzo
                                  go lubię. Ironia losu, oczywiście to nie są tragedie, tylko mówię jak to się
                                  czasami plecie.
                                  Ja wtedy przegrałam tego faceta, bo nie byłam kobieca, urocza, zalotna, w końcu
                                  porwała go pewna siebie, atrakcyjna, starsza od nas dziewczyna. Nic dziwnego,
                                  to był wiek uderzających do głowy hormonów i ja się mu nie dziwię.
                                  Nie chcę Ci nic radzić, ja powiem tylko że wydawało mi się że to będzie trwac
                                  wiecznie, że jeszcze zdążę tak rozegrać sytuację by było dobrze, a wystarczyło
                                  kilka tygodni by sytuacja zmnieniał się na złą.
                                  Minęło sporo lat a ja to cały czas pamiętam. Jakbym teraz mogła cofnąć czas to
                                  bym zrobiła wszystko, żeby miec trochę realnych wspomnień z nim w roli głównej
                                  a nie wyobrażeń. To tyle.
                            • kwieto Re: Kwieto 11.06.02, 22:31
                              A teraz juz za pozno? Buuu.... :((
                      • Gość: ida Re: Beznadziejnie zakochana od lat...co robić? IP: *.csk.pl 11.06.02, 22:04
                        Gość portalu: herrrrje napisał(a):

                        >
                        > i chyba lepiej poczekaj na opinie dojrzalych kobiet tutaj
                        > niz na logiczne zdania mezczyzn, jak widzisz on cie nie
                        > rozumie.

                        kto kogo nie rozumie? I kto to jest dojrzała kobieta?
                        Ale jeśli chodzi o opinię jakiejkolwiek kobiety, to niestety ale Kwieto ma rację.
                        Sorry wszelkie próby nawracania faceta prędzej czy później obracają się przeciwko
                        nawracającemu...
                        Aha, ktoś mi kiedyś powiedział, że wprawdzie faceta nie należy "wychowywać", a
                        jedynie trochę "doprogramować", ale też tylko i wyłacznie na tej zasadzie, że to
                        będzie samoinstalacja :-)))))

                        Możesz go kompletnie olać i zobaczyć co się będzie wtedy działo.
    • Gość: Olka Re: Beznadziejnie zakochana od lat...co robić? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 11.06.02, 20:12
      Jestes po prostu w nim zakochana po uszy i on o tym wie. Jest ciebie pewny
      dlatego gra przed innymi ze mu na tobie nie zalezy. Stwarzaj pozory jakbys
      miala zamiar isc na te impreze, ale nic nikomu nie mowiac po prostu na nia nie
      idz. Zobaczysz wowczas jaka bedzie jego reakcja. Po imprezie rowniez sama
      pierwsza nie podchodz i nie pytaj jak bylo. Zachowuj sie przez jakis czas jakby
      ci na nim zalezalo bardzo malo albo wcale. Sprobuj moze zagrac na nucie jego
      ewentualnej zazdrosci i staraj sie kogos innego obrzucac milym usmiechem ,czy
      zainteresowaniem. Jesli nawet w tej chwili nie czuje nic wielkiego do ciebie to
      powinien byc troche zazdrosny ze przestal byc obiektem twoich westchnien. On
      tym chwilowym przyciaganiem chce wlasnie utrzymac cie blisko choc na dystans.
      • Gość: karasia Re: Beznadziejnie zakochana od lat...co robić? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.06.02, 10:27
        Olka ma racje. Facetetowi po prostu dobrze jest z tym, ze ma kolo siebie
        zakochana w nim dziewczyne. Jak ma ochote, to moze sie z nia obsciskiwac, a jak
        nie ma to ja olewa. Czyli zwykly wykorzystywacz sytuacji.Ja kilka lat temu
        bylam w bardzo podobnej sytuacji. Ja bylam zakochana jak glupia, wszystko
        podporzadkowane bylo jemu (nawet przychodzilam chora do pracy, zeby go
        zobaczyc!). On jak mial dla mnie czas (mniej wiecej raz na 2 miesiace), to
        owszem, poszedl ze mna do kina czy do knajpy, ale sam praktycznie nie wykazywal
        inicjatywy. Ja sie oczywiscie caly czas gryzlam - kocha mnie czy nie, czuje cos
        do mnie, czy ma mnie gdzies. Bylam tez na etapie, ze bylo mi wszystko jedno,
        czy on do mnie czuje, wazne bylo moje uczucie do niego. Ale po jakis dwoch
        latach miarka sie przebrala. Po prostu opdaly mi klapki z oczu i przerazilam
        sie, ze moje najlepsze lata (22-24) zmarnowalam warujac przy telefonie,
        spedzajac samotnie sylwestry czy inne imprezy. On byl chyba troche zdziwiony
        moja nagla zmiana, ale szybko sie z tym pogodzil i zachowywal sie tak, jakby
        nic sie nie stalo. Najgorsze jest tylko to, ze ciagle mam z nim kontakt (praca)
        i czasami az zwijam sie ze wstydu, jak sobie przypomne, jak sie zachowywalam. A
        na dodatek tera widze, ze on kompletnie nie byl wart tego mojego uczucia. Sama
        siebie teraz nie rozumiem! Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie. Trzymaj sie, bo to
        wszystko jest bardzo trudne.
        Karasia
        • Gość: libusza Re: Beznadziejnie zakochana od lat...co robić? IP: *.digest.com.pl 12.06.02, 11:11
          Alez kochani! O czym Wy piszecie! Piszecie ,facetowi
          jest tak wygodnie". Jakiemu facetowi! Przeciez to jest
          siedemnastoletni chlopak. Ja w tym wieku po raz pierwszy
          sie zakochalam i pojecia nie mialam co sie z takim
          uczuciem robi. Powoli sie dowiedzialam i on tez sie
          dowie. Nie musi tez kochac akurat Samotnej, tylko
          dlatego ze ona go kocha. Moze on jest szczesliwy ze ma
          taka fajna kolezanke. Ja tez mialam kolegow, z ktorymi
          mozna sie bylo poobsciskiwac, potanczyc, chociaz calowac
          sie to juz zadne z nas nie mialo zamiaru. Ale taka
          granice kazdy sam, a moze raczej we dwoje ustala.
          Dlatego wyobrazam sobie sytuacje, kiedy taki chlopak
          jest naprawde szczesliwy, bo jest taka dziewczyna z
          ktora mozna pogadac do bialego rana i sie poprzytulac.
          On moze nie miec pojecia ze ktos przez niego cierpi. Bo
          wcale nie cierpi przez niego, tylko przez swoje
          oczekiwania. Dlatego, Samotna, pomysl jeszcze o tym co
          napisal Kwieto. Dobrze gada. Dla Ciebie to ze z Toba
          tanczy oznacza, ze moze kocha. A dla niego, ze lubi z
          Toba tanczyc. Kiedy spotkamy sie z moja Przyjaciolka,
          mozemy sie obsciskiwac i gadac do rana. A potem nie
          widzimy sie dwa miesiace, mozemy do siebie nawet nie
          dzwonic, bo ciagle brak czasu, ale obie wiemy ze sie
          kochamy i gdzies tam jestesmy. Moze on tez tak ma? To,
          ze raz jest tak, a raz tak, to nie musi byc sprzecznosc.
          Opowiem Wam jeszcze o mojej kolezance. Zakochala sie w
          liceum, pewnie miala 17 lat. Chlopak byl cudny. Przez
          dwa lata chodzili sobie trzymajac sie za rece. Troche
          sie zastanawiala, pewnie troche cierpiala, dlaczego on
          jej nigdy nie pocaluje. Ale byl kochany wiec byla
          szczesliwa. Po dwoch latach powiedzial, ze jest
          homoseksualista. Sam sie miotal, na pewno nie jest latwo
          pogodzic sie z taka mysla. Z pewnoscia jej nie oszukal.
          (Dzisiaj kazde z nich ma swoja milosc, ale wspaniale
          jest patrzec na nich razem.) Wiec chyba nie nalezy
          oskarzac chlopaka o wyrachowanie czy niedojrzalosc. To
          jest wlasnie wiek na dojrzewanie. Pozdrawiam Was
          wszystkich. lib.
    • Gość: annka Re: Beznadziejnie zakochana od lat...co robić? IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 12.06.02, 10:51
      Może nie chce się jeszcze za bardzo angażować, a jednocześnie nie che cię
      utracić.Stąd jego zainteresowanie Twoją osobą na imprezie aby nie znalazł się
      konkurent. Albo też czuje się dobrze w Twoim towarzystwie ale zna Cię na tyle
      dobrze,że nie myśli o Tobie jak o potencjalnej dziewczynie. Jeśli się
      przyjaźnicie to może nie chce popełnić błędu, a nie jest pewien swoich uczuć. W
      tym wieku dziewczyny myślą - to ten na całe życie, a chłopcy głównie o tym aby
      znaleźdź dziewczynę do łóżka. Niektórzy chcą czuć się zdobywcami a nie
      zdobytymi. Spróbuj trzymać się trochę na dystans - na wakacjach traktuj
      wszystkich jako dobrych partnerów do zabawy zorientujesz się czy będzie szukał
      Twojego towarzystwa. Jesteś młoda i zapewne przeżyjesz jeszcze niejedną miłość
      choć bywają i te szkolne jedyne i na całe życie. Moja rada - jeśli Twoje
      marzenia się spełnią nie rezygnuj z siebie - miej swoje grono przyjaciół i
      własne zainteresowania. Nic nie niszczy tak uczuć i relacji jak całkowite
      podporządkowanie drugiej osobie. Życzę powodzenia i udanych wakacji.
    • zlakobieta Re: Beznadziejnie zakochana od lat...co robić? 12.06.02, 12:09
      Wszyscy maja racje.
      Szczegolnie Kwieto, ktory wspaniale przedstawil nam hipotetyczney punkt
      widzenia chlopaka ;)
      Samotna, jesli chodzi o technike postepowania w takiej sytuacji (ale to brzmi
      hy hy hy...) uwazam, ze powinnas odpuscic i wykonac dokladnie taki manewr, jak
      doradza Ci kolezanka powyzej - nie isc na impreze i zachowywac sie jakby nic
      sie nie stalo.
      Postepuj tak, jakbys byla jego lustrzanym odbiciem, a gdyby zapytal dlaczego
      sie zmienilas, odpowiedz naturalnie, ze przeciez zachowujesz sie normalnie.
      Pamietaj przy tym, zeby na moment zmieniac taktyke, jak zauwazysz, ze sie
      niepokoi ;)
      Nie mozesz dopuscic do tego, zeby nabral pewnosci, ze Ci na nim nie zalezy.
      Wyczuj granice i raz na jakis czas pokaz, ze jest jak dawniej z Twojej strony.
      Ciekawa jestem jak na niego taka hustawka podziala :)))
      Jesli nie pomoze, to znaczy, ze i tak nic by sie nie dalo zrobic i nie ma co
      rozpaczac. Przynajmniej sytuacja sie wyjasni.
      Pamietaj, ze mezczyzna (chlopak w tym wieku pewnie tez) lubi troche tego
      kroliczka gonic :)
      Posdroofki.
      • Gość: samotna Re: Beznadziejnie zakochana od lat...co robić? IP: *.tele2.pl 12.06.02, 21:55
        pewnie wszyscy macie rację...ba, nawet zastosowałam się do Waszych rad- nie
        poszłam dziś z nim i naszymi qmplami do pubu, niech zobaczy, ile traci jak mnie
        nie ma obok...:-) (mam wysokie mniemanie o sobie...).
        a dziś mam jakiś lepszy humor i to, co wczoraj czytałam- że kocha się za samą
        obecność, że kocha się za całokształt to rzeczywiście prawda.
    • gienia2 Re: Beznadziejnie zakochana od lat...co robić? 13.06.02, 17:30
      1. Nie jedz z nim na wakacje,
      2. Wybij go sobie z glowy.

      To nie zadna zabawa w przyciaganie - odpychanie, tylko facet sie bawi Toba,
      kiedy ma na to ochote. Przestan mu robic sceny, odpowiadac na sms-y (nawet te
      romantyczne).
      Za jakis czas Ci przejdzie. Na 100%.
      • Gość: marla Re: Beznadziejnie zakochana od lat...co robić? IP: *.siedlce.cvx.ppp.tpnet.pl 19.06.02, 08:14
        Samotna, odezwij się. I co?
        • Gość: podobnie Re: Beznadziejnie zakochana od lat...co robić? IP: *.abo.wanadoo.fr 19.06.02, 10:14
          popieram
          pokaz mu, ze nie jest jedynym, walcz o niego podstepem
          niech zobaczy co traci
    • Gość: FACET Re: Beznadziejnie zakochana od lat...co robić? IP: 5.2.1R1D* / 198.208.26.* 19.06.02, 12:15
      JA ZNAM ODPOWIEDZ. FACET CIE PO PROSTU WYKORZYSTUJE. ZAPOMNIJ O NIM JAK MASZ DO
      SIEBIE SZACUNEK.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka