Gość: samotna
IP: *.tele2.pl
11.06.02, 19:36
Jestem obecna na forum dość długo- do tej pory tylko czytałam zamieszczane tu
posty- wydawało mi się, że jestem za młoda by zabierać głos w poruszanych tu
sprawach. Moja niepełnoletność niesie za sobą także mały bagaż doświadczeń...
Jednak teraz ja nie wiem, co robić...:-(
Zakochałam się sześć lat temu w pewnym chłopaku. Było to dziecięce uczucie,
choć wiem, że była to właśnie miłość. On mnie olewał, ignorował, długo dla
niego nie istniałam. Potem coś drgnęło- zaczęłam przyjaźnić się z jego
najlepszym kumplem, z nim też zaczęłam rozmawiać... Po jakimś czasie wszyscy
wzięli nas za parę, my jednak byliśmy tylko kolegami... Trzy lata po tym jak go
poznałam nasze stosunki uległy nagłej poprawia- codziennie gadaliśmy godzinamy,
telefonu nie odkładałam z rąk... jednak nic nie wyszło poza przyjaźń. Taki stan
trwał rok, potem pokłóciliśmy sie i dość długo się ignorowaliśmy. Rok temu w
wakacje odebrałam smsa... "co u Ciebie". Od takiej treści zaczął się nasz
wakacyjny flirt- całe dwa miesiące przesyłaliśmy sobie romantyczne smsy, parę
razy spotkaliśmy się... Przyszedł wrzesień znów spotkaliśmy sie w jednej
klasie. I on ponownie mnie olał. Zdobyłam sie na odwagę, zapytałam, czemu się
nie odzywa, na co w odpowiedzi usłyszałam, że jestem przewrażliwiona i że on
zachowuje się jak zwykle... Po tym stwierdzeniu próbowałam sobie go wybić z
głowy, szukałam kogoś innego, ale z miłości nie da się tak po prostu wyleczyć.
Przez parę miesięcy nasze stosunki były czysto przyjacielskie- nie raz i nie
dwa byliśmy w kinie, w pubie itd, ale zawsze jako kumple. Miesiąc temu
spotkaliśmy się na imprezie. Nie wiem, czym to było spowodowane, ale od
poczatku nie rozstawaliśmy się. cały wieczór spędziłam tańcząc w jego
ramionach, potem juz tylko świat wirował wokół, kiedy on mnie całował...
wydawało mi się, że wreszcie to jest to. A teraz? Nie wróciliśmy do tamtego
wydarzenia, owszem- nadal flirtujemy- głownie dzięki internetowi, a przy
ludziach zachowujemy sie nadal tylko jak przyjaciele.
Nie wiem teraz co zrobić, nie wiem, co oznaczał tamten wieczór. Próbuję
zrozumieć tą zabawę w przyciąganie i odpychanie... Ten facet mnie wykończy- w
jednej chwili dotykam gwiazd, jest bosko, potem on mnie odtrąca, a ja łapię
doła... Wiem, że on nie ma nikogo... Poza tym- przynajmniej wg moich znajomych-
jestem całkiem ładną, zgrabną dziewczyną i (tego akurat jestem pewna)-
inteligentną. Zresztą ON też to docenia i zdaje sobie z tego sprawę- często
gadamy na rózne tematy, potrafimy przegadać ze trzy godziny... Dlaczego więc ON
mnie nie chce??? Co ja mam zrobić? Ja nie umiem bez niego zyć, wiem że go
kocham- jestem w stanie, bez zastanowienia, oddać mu całą siebie- duszę, serce,
umysł... ON nawet nie pozwala się kochać- odrzuca to uczucie, raniąc mnie
nieustannie... Niedługo szykuje się kolejna impreza- z jego słów wnioskuję, że
oczekuje powtórki z poprzedniej, tylko że- może trochę staroswiecko- nie lubię
całowania się z facetem, który nic do mnie nie czuje... po prostu nie mam
zamiaru być kolejną- przepraszam za wyrażenie- "przelizaną"... A za dwa
tygodnie jedziemy ze znajomymi na wakacje... Co ja mam zrobić- każde spojrzenie
w jego stronę boli... Jestem też zazdrosna, bo widzę, jak inne dziewczyny krążą
wokół niego, jednak z rzadną chyba nie jest tak blisko jak ze mną... mimo to
mnie też odrzuca...
Nawet miałam zamiar zapytać go, co jest między nami. ale boję się. boję się
odpowiedzi- nie wiem, co bym zrobiła, gdybym usłyszała, ze to wszystko to moje
urojone marzenia, że między nami nic nie ma i nie będzie. chyba dlatego
pozostaje przy marzeniach... ale to nie jest wyjście. Co ja mam zrobić? Może
ktoś ma pomysł...