marys_ofo
15.03.05, 09:31
na początek sie wyprowadźcie, choćby nie wiem jak ciężko było i jakby teścowa
nie bzdyczała...
a poza tym wychowywać, wychowywać i jeszcze raz wychowywać - stanowczo, bez
awantur, po swojemu życie układać (ale mąż musi Cię wspierać - bo jak nie to
lepiej jak uciekniesz i od niego) Moja baba-jaga też próbowała mne wrabiać w
różne czynności domowe - bo tu dla odmiany szantażem była jej własna
choroba. A to posprzątać, a to okna umyć a to ugotować... nigdy nie poszłam
jej nic zrobić, bo jestem pewna że i tak by mnie skrytykowała - no to po co ?
Mieszka z mężem i synem (kawaler i chyba nigdy się nie ożeni - żadna nie dość
dobra dla jej synów) ale wcale jej to nie przeszkadzało żeby dzwonić po
mojego męża żeby jej np. kran dokręcił (podejżewam że wcześniej sama go
zepsuła) i tak w kółko przez jakieś 2 lata (nie wspomnę już o
niezapowiedzianych z nagła wizytach o 22:00, o plotach, pierdołach i różnych
takich rzeczach , o których już myśleć mi się nie chce... ale książkę by
napisał.
Może to nie najlepszy sposób ale postanowiłam że jeśli nie umie mnie szanowac-
to niech się mnie boi. I tak na jej głupawe propozycje spędzenia np. razem
popołudnia odpowiadałam -NIE, DZIEKUJĘ ALE MAMY INNE PLANY. Z czasem ku
naszej uldze przestała nas zarzucać swoimi propozycjami. Potem jak
przychodziła z niezapowiedzianą wizytą (22:00 co to za godzina na odwiedziny
syna - rano do pracy idziemy ???) przestaliśmy otwierać drzwi - skuteczne
okazało się całowanie klamki...
I tak wypracowaliśmy sobie jakieś tam stosunki, które nam odpowiadają. Ona
miała swoje metody - my swoje. My konsekwetnie, a ona coraz bardziej
chaotycznie.... i to ją zgubiło.
ps. ale na jędzę wyszłam, ale dzięki temu mam cudowny dom i święty spokój i
teściowa już mi nie dokucza wprost - bo się boi. dalekie to od ideału
rodzinnej sielanki ale moje zdrowie psychiczne najważniejsze :-))))