Dodaj do ulubionych

potrzebuje pomocy

17.03.05, 19:31
Mam 33 lata, od 7 lat jestem z mężem z którym mam 2 dzieci- 4 i 2 lata. Nigdy
w naszym małżeństwie sielanki nie było, jednak udawało nam sie przetrwać
trudne czasy. Po 3 latach małżeństwa doszło do zdrady- mąż zdradził mnie z
moją dobrą znajomą. Planowałam rozwieść sie, jednak rodzina zarówno moja jak
i męża przekonywała mnie zeby wstrzymać sie z ostateczną decyzją, skutecznie.
Jednak po tych wszystkich latach jest coraz gorzej. Od mniej wiecej roku
przeskadza mi sama obecność małżonka, nie rozmawiamy prawie w ogóle, jedynym
tematem są dzieci i to też żadko. Sam jego widok drazni mnie do tego stopnia,
że mam ochote wyjść z domu i więcej do niego nie wracać. Jednak są dzieci, z
którymi musze być. Ciesze sie ze nadchodzi wiosna, później będzie lato, więc
możliwości spędzania czasui poza domem wzrosną, wzrośnie razem z nimi mój
psychiczny komfort.
Doradźcie prosze, co mam zrobić. Nie mogę na niego patrzeć, uciekam z łóżka,
każdy jego dotyk wywołuje u mnie niechęć i złość. Nie jestem w stanie dłużej
sie męczyć.

Obserwuj wątek
    • witch-witch Re: To widać, że potrzebujesz pomocy. 17.03.05, 20:53
      Czasami dobrze jest się zastanowić 100 x zanim podejmie się tak ważną decyzję
      jaką jest rozwód. Wiele osoób o ile ma szanse w podobnej sytuacji jak twoja
      decyduje się na separację a dopiero później na chłodno podejmują decyzję w tę
      albo w drugą stronę.Albo dochodza do wniosku, że chcą być razem i zacząc od
      nowa. Twoja sytuacja jest o tyle skomplikowana, że masz dwoje małych dzieci,
      które i tak w tej sytuacji cierpią, wyczuwając cały stres związany z relacją do
      twojego męża. A gdy podejmiesz decyzję o rozwodzie tobie przyniesie to ulgę ale
      twoje dzieci przeżyją katusze. Jeżeli twój mąż jest dobrym człowiekiem i
      sprawdza się jako ojciec to musisz trochę przychamowac swoje żale i rozgorycznie
      i pomyślec kategoriami bardziej dojrzałymi.
      Zdrada jak przykra by nie była nie jest powodem do rozwodu! Zapewne twoja duma
      została urażona ale świat na tobie i twojej dumie nie zaczyna i nie kończy
      się.Pamiętaj że twoje dzieci zasłużyły sobie na szczęśliwy i pełny dom gdzie
      jest ojciec i matka. Nabierz trochę dystansu do sprawy tak błachej jak zdrada.
      Musisz głebiej się zastanowić co jest przyczyną rozdzwięku w twojej rodzinie i
      jaki ty i twoja osobowość ma w tym udział i co by należało naprawic w twojej
      rodzinie aby wszystko zaczęło od nowa funkcjonować. Czas abyś zaczęła zachowywać
      się w dojrzały sposób a nie jak urażona przerosnięta nastolatka. Dopuszczajac
      negatywne myśli do siebie ciągle jesteś ofiarą twojego męza i tego co się stało.
      Sprobuj myslec pozytywnie i moze zacznij od wybaczenia, bo sama też napewno nie
      jesteś bez winy.

      • alfika Re: To widać, że potrzebujesz pomocy. 19.03.05, 10:05
        jestem dzieckiem, które w wieku 3. lat przeżyło "katusze rozwodu rodziców" :)))
        tylko ich nie pamiętam, kurka...
        rozwód tak - ale katusze??????

        do autorki wątku - jeśli jest cień szansy ratować małżeństwo, próbuj - jak nie,
        powoli i spokojnie przemyśl, czego naprawdę chcesz - nie na parę miesięcy, ale
        na dłuuuuuugie lata
        trzymam kciuki!!
        • yoosh Re: To widać, że potrzebujesz pomocy. 19.03.05, 10:21
          Sądzę,że większe katusze przeżyją dzieci widząc i czując nienawiśc rodziców do
          siebie i lodowatą atmosferę domową.W wielu domach pokutuje zasada-będziemy
          razem dla dobra dzieci.Pytam: jakie to dobro? Co wyniosą dzieci z takiego domu?
          • xy2 Re: To widać, że potrzebujesz pomocy. 19.03.05, 12:00
            to co ja wyniosłam- jeden wielki strach przed małzeństwem
            • xy2 Re: To widać, że potrzebujesz pomocy. 19.03.05, 12:01
              ale też wiem jedno- wiem jak nie powinno wyglądać małżeństwo, wiem że nie
              należy słuchać "życzliwych"
    • psychoguru Pomocne pytania 17.03.05, 21:28
      ze_wsi_1000_i_1_nocy napisał:

      > Mam 33 lata, od 7 lat jestem z mężem z którym mam 2 dzieci- 4 i 2 lata. Nigdy
      > w naszym małżeństwie sielanki nie było, jednak udawało nam sie przetrwać
      > trudne czasy. Po 3 latach małżeństwa doszło do zdrady- mąż zdradził mnie z
      > moją dobrą znajomą. Planowałam rozwieść sie, jednak rodzina zarówno moja jak
      > i męża przekonywała mnie zeby wstrzymać sie z ostateczną decyzją, skutecznie.
      > Jednak po tych wszystkich latach jest coraz gorzej. Od mniej wiecej roku
      > przeskadza mi sama obecność małżonka, nie rozmawiamy prawie w ogóle, jedynym
      > tematem są dzieci i to też żadko. Sam jego widok drazni mnie do tego stopnia,

      Czyli po 3 latach on zdradzil. Potem minely dalsze 3 lata. I od roku masz
      na niego alergie.

      Ale sa takie pytania wynikajace z liczb ktore podalas:

      Jak ukladal sie wasz zwiazek w ciagu pierwszych 3 lat?
      Gdy on zdradzil to bylas w ciazy czy tuz po urodzeniu dziecka?
      Jak ukladal sie zwiazek przez 3 lata od zdrady?
      A po roku od urodzenia drugiego dziecka masz meza dosc?

      Jak wygladala jego zdrada: jakis dluzszy zwiazek na boku czy pojedynczy numer?
      Jak sadzisz co maz powiedzialby dlaczego zdradzil?
      • ze_wsi_1000_i_1_nocy Re: Pomocne pytania 18.03.05, 16:30
        jak zdradził chciałam sie rozwiesc ale okazało sie ze jestem w ciazy.

        trzeba było odejsc a nie decydowac sie na kontynuacje chorego małzenstwa i na
        drugie dziecko z tym człowiekiem, na którego nie moge patrzec.
    • josarna Re: potrzebuje pomocy 17.03.05, 22:23
      Odnoszę wrażenie, że starasz się utwierdzać w niechęci do męża, zamiast
      maleńkimi kroczkami budować bliskość. Nie twierdzę, że to się uda, ale warto
      spróbować (sprawdziłam). Czy mąż na pewno ma same wady?...
      • ze_wsi_1000_i_1_nocy Re: potrzebuje pomocy 18.03.05, 16:30
        ja juz nie widze jego zalet
        • josarna Re: potrzebuje pomocy 18.03.05, 20:25
          Sytuacja jest groźna. Bez pomocy psychologa nie dasz rady. Spróbuj na razie
          szukać porady w internecie - dla mnie to zbyt trudne, bo nie jestem fachowcem.
          Może tutaj ktoś się w końcu odezwie?
          Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że odnowa uczuć jest możliwa. U mnie
          problem był znacznie poważniejszy: alkoholizm i wielka niechęć. Nie widziałam
          szans, a jednak... Tyle, że trzeba było na to sześciu lat. Jednak Twój mąż
          również musiałby tego bardzo chcieć - jak mój.
          • ze_wsi_1000_i_1_nocy Re: potrzebuje pomocy 19.03.05, 08:52
            w tym przypadku jest niemożliwa
            • nomad79 Re: potrzebuje pomocy 19.03.05, 10:21
              wiesz bycie z mezem ktroego nie kochasz i nie widzisz sznas na dalszy zwiazek
              nie ma celu - tylko dla dobra dzieci ?? no dobrze ktos mi zarzuci ze to nie
              jest tylko - ale wiesz moja mama tak zrobila i sie meczyla az nie doroslem do
              wieklu ze poweidzialem dosc i dopiero wtedy odeszlismy . kiedy dzieci wychowuja
              sie w domu gidze rodzice sie nei kochaja to nie jest dla ich dobra ;

              jesli sie w sobie nie przelamiesz zeby zaczac od nowa - marnujesz kazdy
              nastepny dzien .
              pytanie tylko czy masz gdzie pojsc ? czy pracujesz i jak to wszystko pogodzic -
              sa to trudne pytania ale musisz wierzyc ze mozna wszystko rozwiazac - i nie
              sluchaj porad - szczegolnie jego rodziny - bo oni zamiast jeamu nakopac do dupy
              to mowia tobie zostac bo to nie az tak zle .
              • ze_wsi_1000_i_1_nocy wkleje posta z innego wątku 19.03.05, 11:26
                Coś ci powiem. Zanim poznałam tego, na którego nie mogę patrzeć bylam w
                naprawde cudownym, związku z mężczyzna, który był dla mnie dobry, kochał mnie
                bardzo. Obydwoje pracowaliśmy, on więcej bo był wyjątkowym pasjonatem tego co
                robił. Robilam mu kolecje jak wracał, piliśmy wieczorem dobre wino i mieliśmy
                gdzies czy gary są pozmywane czy nie. Wyjeżdżaliśmy prawie w każdy weekend,
                chodziliśmy w różne miejsca tylko we dwoje, planowalismy dziecko i nic nie
                trzeba było wiecej do szczęścia. Jednak byłam młoda i głupia. Słuchałam
                zawistnych koleżanek- "taki typ musi mieć mnóstwo kobiet, nie możliwe żeby było
                aż tak dobrze, to jest pozerstwo, taki nie może być facet, pewnie tylko gada
                że jest w pracy do późna", rodziców, którzy mówili że to "latawiec", ktory
                nigdy na tyłku nie usiądzie. Odeszłam w bardzo nieładny sposób nieładny, były
                próby powrotów, jednak nie udało sie- ten człowiek nigdy mi już nie zaufał.
                Poznałam obecnego- nigdy mi sie nie podobał, nie kochałam go a później sobie
                wmawiałam że go kocham. Typ faceta, dla którego kobieta ma być właśnie praczką,
                sprzątaczką, robiącego awantury jak naczynia niepozmywane, dla którego jedynym
                zajęciem kobiety mają być prace domowe. Nigdy mnie fizycznie nie pociągał. Dla
                niego nie powinnam o siebie dbać, bo mnie wiele rzeczy jest niepotrzebnych- nie
                wychodze tak czesto jak on. Nie musze mieć na fryzjera, kosmetyczke, makijaż. Z
                ładnej, zadbanej osoby zrobił ze mnie szarą mysze, wmawiając mi że jestem
                gorsza. Ale znajomi, rodzice- typ idealny, wie co w życiu ważne, domowy,
                rodzinny, on to o ciebie zadba. Później była zdrada, później powrót, a odkąd 2
                raz zaszłam z nim w ciaze zapomniałam co to uczucie, blsikość, seks, życie i
                przy nim na pewno sobie nie przypomne. I mam nadzieje, ze znajdzie sie jeszcze
                ktoś, kto mnie pokocha, zaakceptuje i polubi moje dzieci, z kim będę szczęśliwa.

    • ze_wsi_1000_i_1_nocy Re: potrzebuje pomocy 19.03.05, 11:34
      wy wiecie co on robi? mówi mi że jestem syfiarą, bo nie przeszkadza mi bałagan,
      a on. 3 dni chodzi w tych samych majtkach (nie to ze nie ma czystych), sciaga
      buty i zostawia w nich skarpety, ktore ubiera na drugi dzień, później na trzeci
      az nie zesztywnieją, w 1 podkoszulku potrafi chodzić tydzień.
      Kiedyś, jak jeszcze mi było wstyd za niego codziennie przynosiłam mu czyste
      rzeczy, bo nie mogłam na to patrzeć. Teraz mam to w gdzieś, ale pod jednym
      dachem taka świnia to cos okropnego. Potrafił wydrzec sie na mnie jak
      podkoszulek po 1 dniu wrzucalam do pralki- mówił ze ciuchy sie niszcza od
      czestego prania. Do szafy chowa przepocone podkoszulki i uklada je w
      kosteczke. Dobrze ze nie mamy wspólnej szafy. Czy sie myje nie wiem bo mnie to
      nie obchodzi.

      Juz chyba nie macie wątpliwości
      • witch-witch Re: potrzebuje pomocy 19.03.05, 12:06
        No w takiej sytuacji to rzeczywicie nie wytrzmaabym ani jednego dnai. Ale po co
        ty wychodzia za m za faceta, ktorego nigdy nie kochałaś? Teraz masz za swoją
        lekkomyślność.
        • ze_wsi_1000_i_1_nocy Re: potrzebuje pomocy 19.03.05, 12:11
          i nie wytrzymam ani dnia dłużej
    • psychoguru Zawinilas, masz konsekwencje, przyznaj sie 19.03.05, 12:07
      ze_wsi_1000_i_1_nocy napisała:

      >Poznałam obecnego- nigdy mi sie nie podobał, nie kochałam go a później sobie
      >wmawiałam że go kocham.
      >....
      > Nigdy mnie fizycznie nie pociągał.

      Jak widac zawarlas malzenstwo w najbardziej nieodpowiedzialny i oszukanczy
      sposob. Ponosisz za to konsekwencje.

      Nie wolno ci kontynuowac tego oszustwa zwalajac wine na meza. Jest oczywiste
      ze nie pasujecie do siebie, ze masz do niego niechec. Ale to jest z TWOJEGO
      powodu, on jest prawdopodoebnie tym oszukanym przez ciebie jezeli mial wobec
      ciebie gorace uczucia.

      Zamiast wypisowac jak czesto on zmienia majtki odpowiedz na pytanie jak moglas
      dopuscic sie tak prefidnej manipulacji na tym czlowieku? I jak to jest ze nie
      czujesz zadnego wstydu wobec siebie i nie masz ochoty go przeprosic zanim
      odejdziesz?

      Mowiac po prostu okazalas sie oszustka matrymonialna i na dodatek nie chcesz
      sie przyznac ze to ty zawinilas. Jeszcze bardziej odrazajace jest to ze
      konsekwencje twoich wyczynow poniosa dzieci.
      • ze_wsi_1000_i_1_nocy Re: Zawinilas, masz konsekwencje, przyznaj sie 19.03.05, 12:11
        on mnie tak samo kochal jak ja jego, z tym ze ja go psychicznie nie wykańczłam,
        ale teraz ma za swoje. Boi sie rozwodu bo co ludzie powiedza i mamusia która
        pierwsze dziecko ma z ksiedzem (urodziła w wieku niespełna 18 lat a teraz
        świeta)
        • psychoguru Dlaczego oszukane malzenstwo? 19.03.05, 12:50
          ze_wsi_1000_i_1_nocy napisał:

          > on mnie tak samo kochal jak ja jego, z tym ze ja go psychicznie nie
          > wykańczłam, ale teraz ma za swoje. Boi sie rozwodu

          No to oboje zachowaliscie sie nieodpowiedzialnie a cene za to poniosa dzieci.

          > bo co ludzie powiedza i mamusia która pierwsze dziecko ma z ksiedzem
          >(urodziła w wieku niespełna 18 lat a teraz świeta)

          Nie badz taka zlosliwa nawet wobec jego matki bo to nie ma nic do rzeczy.
          A nawet moze stawiac ciebie jeszcze w gorszym swietle bo jezeli dziecko
          bylo wynikiem milosci to bylo lepiej niz w twoim oszukanczym zwiazku.

          Nie okazalas sie w zaden sposob lepsza od meza. Ponosisz co najmniej taka sama
          wine. Zwalanie wszystkiego na niego i agresja z jaka jego opisujesz nie
          przesloni tego.

          Teraz mozna tez widziec ciebie jako nedzna oszustke ktora zaciemnia prawde
          chcac sie wybielic. Pisalas na poczatku ze maz cie zdradzal i przez to go
          nienawidzisz. A to ze maz cie zdradzal to nie byla przyczyna twojej nienawici,
          to byl skutek twojego matrymonialnego oszustwa.

          Nie pisz tutaj ohydztw na temat swojego meza. Pisz o sobie zeby zrozumiec kim
          naprwade jestes: Czy zdajesz sobie sprawe DLACZEGO zawarlas oszukane
          malzenstwo?
          • ze_wsi_1000_i_1_nocy Re: Dlaczego oszukane malzenstwo? 19.03.05, 17:50
            Ja nie jestem złośliwa w stosunku do jego matki, to ona jest złośliwa i
            wiecznie mi wspomina o kościele i o ślubie, w tym o sąsiadach i rodzinie. Jest
            fałszywa tak jak np. spiral_architect, który obraża i sugeruje jednej osobie
            złe prowadzenie sie. Dla niej tak samo wypad do kawiarni czy pubu kojarzy sie z
            pijaństwem i z dziwkarstwem.

            A jaki z ciebie psychoguru, skoro mówisz ze dziecko z ksiedzem to moze z
            miłości. Stary ksiądz pod 50, który sypia z 16-17 latką to jak dla mnie pedofil.

            Nie zwalam całej winy na męża, ja też nie byłam święta. Miałam przyjaciela, ale
            przez to że przez męża byłam zrażona do seksu przyjaciel nie chciał być tylko
            przyjacielem i odszedł.

            A zawarcie tego małżeństwa było oszustwem i muszę teraz sie rozwieść
            • witch-witch Re: Dlaczego oszukane malzenstwo? 19.03.05, 18:14
              ze_wsi_1000_i_1_nocy napisał:

              > A zawarcie tego małżeństwa było oszustwem i muszę teraz sie rozwieść
              ////////////////////////////////
              Wiesz to nie jest zła myśl sprobuj ułożyć to jak najdogodniej dla dzieci aby
              miały kontakt z ojcem dość czesty. A to z jego matka, cóż jesteśmy tylko ludzmi
              i każdy z nas popełnia życiowe błędy a matka rzeczywiście jest dziwna
              delikatnie mówiąc.
      • rybolog Fakt, to jest odrazajace... 19.03.05, 18:21
        Ale...trzeba w to wszystko troche glebiej wejsc. Rozumiem ze autorka wyszla za
        maz w wieku 26 lat, rozumiem rowniez ze pochodzi no powiedzmy z "obszarow mniej
        zabudowanych" (wydedukowalem to z nicka i tekstow autorki). Jezeli tak, to
        autorka mogla byc pod wielka presja rodziny zeby jak najszybciej wyjsc za maz,
        bo w tym wieku to mozna powiedziec ze, bali sie ze zostanie stara panna. Te
        wszystkie teksty "co sasiedzi powiedza" sugeruja ze autorka jest w jakis sposob
        kontrolowana przez rodzine i jej otoczenie. Czyli, wrodzi tu w rachube slaby
        charakter autorki. Chciala usatysfakcjonowac wszystkich innych oprocz siebie. I
        niestety, jeden powazny blad i jest to wrecz niesamowite, jaki sie zrobil z tego
        lancuszek nieszczesc. Bo to jest nieszczescie, dla niej, dla meza, dla dzieci,
        dla rodziny - bo w koncu odejdzie od meza -, no mozna powiedziec ze dla
        wszystkich. Oprocz otoczenia, ktore bedzie mialo z tego wszystkiego calkiem
        dobra zabawe...
        • witch-witch Re:Odrażająca jest rodzina,ktora się wtrąca.. 19.03.05, 18:31
          Jak tam naprwdę było to wie ona najlepiej. Faktem jest, że po jakims czasie
          człowiek w takim toksycznym związku psychicznzie nie wyrabia i rozwód jest
          najlepszym wyjsciem, z czasem i dzieci też zrozumieja tragedię człowieka
          potrafią ocenić matkę z innego punktu.
          • ze_wsi_1000_i_1_nocy Re:Odrażająca jest rodzina,ktora się wtrąca.. 19.03.05, 18:47
            Nawet dzieci go nie lubią, uciekają od niego a małe płacze jak sie tatuś
            zbliża. Podejrzewam ze kiedys mi podziekuja ze sie rozwiodłam. Starszy to już
            nawet rozumie ze tata jest brudasem i też sie krzywi
        • ze_wsi_1000_i_1_nocy Re: Fakt, to jest odrazajace... 19.03.05, 18:47
          Nie było to tak do końca. Mówiłam że byłam w udanym związku tylko mi go
          obrzydzili
        • psychoguru Fatalna autodestrukcja 19.03.05, 18:55
          rybolog napisał:

          > autorka mogla byc pod wielka presja rodziny zeby jak najszybciej wyjsc za maz,
          > bo w tym wieku to mozna powiedziec ze, bali sie ze zostanie stara panna. Te
          > wszystkie teksty "co sasiedzi powiedza" sugeruja ze autorka jest w jakis
          sposob
          > kontrolowana przez rodzine i jej otoczenie. Czyli, wrodzi tu w rachube slaby
          > charakter autorki. Chciala usatysfakcjonowac wszystkich innych oprocz siebie.

          Jezeli bawimy sie w spekulacje to fachowa analiza tego przypadku wykazuje na
          jego mechanizm jest o wiele bardziej perfidny.


          Otoz autorka miala jak sama pisze "cudowny" zwiazek z " cudownym" facetem. I
          zerwala ten zwiazek pod wplywem opinii usluznych "kolezanek" ze to " za wysokie
          progi na twoje nogi" czyli ze jest ona zbyt nisko w jakiejs hierarchii w
          stosunku do niego.

          A wiec jej system samooceny w mozgu otrzymal potezny sygnal negatywny z
          zewnatrz i ona na poziomie swiadomym nie byla w stanie powstrzymac
          destrukcyjnego planu z podswiadomego systemu planowania aktywnosci
          zyciowej ktory ten sygnal uruchomil: zerwala z tym cudownym facetem.

          To wywolalo ogromny wstrzas w systemie emocji i wskutek tego nastapilo
          przestrojenie systemu samooceny na kompletne zdolowanie. Rezulatatem tego bylo
          uruchomienie przez podswiadomy system planowania aktywnosci zyciowej planu
          awaryjnego: skoro jestem niegodna milosci to wyjde za byle kogo i beda miala
          mimo wszystko jakas rodzine (hormony i instynkty dzialaja) . I to zrobila a
          efekty jakie z tego wyszly sa takie jakie powinny wyjsc.

          Teraz oczywiscie sa zale na wszystkich dokola ale niestety tez zale sa
          nieuzasadnione. Swiadcza one tylko ze podswiadome systemy blokuja pelne
          swiadome ujwanienie co tu sie wydarzylo.
          • ze_wsi_1000_i_1_nocy Re: Fatalna autodestrukcja 19.03.05, 19:01
            A czy ja nie mam prawa dostać drugiej szansy od życia? Nie bądź taki surowy w
            ocenach.
            • psychoguru Druga szansa 19.03.05, 20:28
              ze_wsi_1000_i_1_nocy napisał:

              > A czy ja nie mam prawa dostać drugiej szansy od życia? Nie bądź taki surowy w
              > ocenach.

              Alez oczywiscie ze masz prawo do drugiej szansy. Surowa ocena dotyczy twojej
              przeszlosci, bo nie moze byc inna. I nie wolno ukrywac takiej oceny bo tylko
              gdy w pelni sie rozliczysz z przeszloscia twoja druga szansa moze byc udana.

              Przede wszystkim przestan zwalac na otoczenie wine za to co jest.To ze twoj
              maz jest brudasem a tesciowa miala dziecko z ksiedzem nie ma zadnego znaczenia.
              To ty sama wplatalas sie w ten uklad robiac oszustwo matrymonialne. Oszustwo
              byloby oszustwem nawet gdyby maz byl czysciochem a tesciowa zakonnica.
          • rybolog Re: Fatalna autodestrukcja 19.03.05, 19:09
            Fakt, pominalem "cudowny zwiazek". Byc moze dlatego, ze nie za bardzo uwierzylem
            ze taki byl. Pod presja kolezanek zrywac z "cudownym facetem"? Hmm. Moze teraz
            po kilku latach tak ten zwiazek osadza.
            Ale tak, wychodzi na to ze wszyscy inni sa winni oprocz niej. Uff, chyba mojej
            zonie kwiatki kupie :)
            • ze_wsi_1000_i_1_nocy Re: Fatalna autodestrukcja 19.03.05, 19:13
              Za rozpad udanego związku obwiniałam siebie nie innych. Powiedziałam tylko jak
              to sie stało.

              A może lepiej komplet ścierek dla żony zamiast kwiatów. Ona przecież jak
              mówiłes jest praktyczna i wybrała odkurzacz zamiast pierścionka.
              • rybolog Re: Fatalna autodestrukcja 19.03.05, 20:40
                super pomysl ale tym razem sam sie okaze praktyczny i kupie kwiatki. Doniczki
                juz ma.
              • rybolog Re: Fatalna autodestrukcja 19.03.05, 20:52
                Zreszta, juz Ci kiedys napisalem ze nie obwiniam Ciebie do konca za ta sytuacje.
            • qw5 Re: Fatalna autodestrukcja 19.03.05, 19:14
              rybolog napisał:

              > Ale tak, wychodzi na to ze wszyscy inni sa winni oprocz niej. Uff, chyba mojej
              > zonie kwiatki kupie :)

              Tak, kup, najlepiej sztuczne, będziesz miał kilka lat spokoju.
              • rybolog Re: Fatalna autodestrukcja 19.03.05, 20:42
                Nie lubie stucznych, te w doniczkach tez powinny kilka lat przetrwac.
    • witch-witch Re: No i cóz stało się, ludzie popełniają pomyłki. 19.03.05, 19:27
      Ale zyć z brudasem to żadna przyjemność.I tak jak piszesz masz prawo żyć tak
      jak chcesz i masz prawo do drugiej szansy. Zapłaciłaś ogromną cenę za wiedze o
      sobie i tego co wyniosłaś z twojego nieudanego związku. Ja bym ci radziła
      spróbować udać sie do psychoterapeuty dlatego, że nikt kto dobrze sie czuje ze
      sobą nie poełnia takiego szaleństwa, ze wychodzi za mąż za człowieka, ktorego
      nie kocha, ma z nim seksu, nie rodzi dzieci w takim związku.Dla twojego
      własnego dobra musisz pomóc sobie sama, bo coś jest nie tak jak powinno. Nie
      piszesz jaką rolę miała twoja własna matka w twoim wychowaniu,czy była
      dominująca, czy się jej bałaś?
      Coś jest nie tak u ciebie z twoją siła woli, samodzielnością, samokrytyką.
      Zrobisz oczywiście jak zechcesz ale dla twojego własnego dobra jest pomóc sobie
      i to w jak najlepszy sposób.
      • ze_wsi_1000_i_1_nocy Re: No i cóz stało się, ludzie popełniają pomyłki 19.03.05, 19:41
        Dziękuję za ciepłe słowa i za zrozumienie. Każdy popełnia w życiu błędy a ja
        zapłaciłam najwyższą cenę. Nawet zastanawiam sie nad tym czy jestem dobrą
        matką, a wszystko przez to że mam dzieci z człowiekiem na którego nie mogę
        patrzeć. Może jakbym miała dzieci z kimś kogo by, kochała byłabym lepsza, ale
        tego już nigdy sie nie dowiem.
        • witch-witch Re: No i cóz stało się, ludzie popełniają pomyłki 19.03.05, 20:02
          Ale co ci sie stało zanim podjęłaś decyzję o małżeństwie. Małzeństwo to zawsze
          oddanie części swojej wolności zarówno tej fizycznej jak i tej psychicznej,
          wychodząc w ten sposób za mąż to tak jakbyś mówiła nie mam nic do stracenia.
          Dlatego, ze tej osobistej wolności już wtedy miałaś bardzo mało. Intuicja mi
          podpowiada, że jest to związane z domem rodzinnym.I na to musisz szczególnie
          uważać aby ten ktoś czy oni, nie mieli zbyt dużego wpływu nie tylko na twoje
          decyzje ale i w ogóle całe życie. Jakby nie było masz w pobliżu siebie kogoś
          kto jest dość destruktywny dla twoich decyzji.

          W związku z tym co inni piszą tutaj na forum nie myśl, ze jesteś gorsza od
          innych każdy człowiek ma swoja lekcje do przerobienia i nauczenia się w swoim
          zyciu. Nikt nie jest lepszy ani gorszy od drugiego.
          Dlatego nie traktuj tych opini serio.
          Opowiedziałabym ci moje życie to byś nie dała wiary że jeden człowiek mógł tyle
          przeżyć...ale przybyło mi trochę szybciej niż innym...siwych włosów.))))

          • psychoguru Zwalanie winy 19.03.05, 20:31
            witch-witch napisała:

            > W związku z tym co inni piszą tutaj na forum nie myśl, ze jesteś gorsza od
            > innych każdy człowiek ma swoja lekcje do przerobienia i nauczenia się w swoim
            > zyciu. Nikt nie jest lepszy ani gorszy od drugiego.

            Zgadza sie. Ale najgorsze jest gdy czlowiek zwala wine na wszystko na otoczenie
            a prawda wychodzi na jaw przypadkowo

            > Opowiedziałabym ci moje życie to byś nie dała wiary że jeden człowiek mógł
            > tyle przeżyć...ale przybyło mi trochę szybciej niż innym...siwych włosów.))))

            Pytanie ile bylo w tym twojego udzialu i czy zwalasz wine na innych.
            • witch-witch Re: Zwalanie winy 19.03.05, 20:44
              psychoguru napisała:

              > Pytanie ile bylo w tym twojego udzialu i czy zwalasz wine na innych.
              ------------------------
              Czyli według twojej teori samą winą jest zwalanie winy na innych, nie ważne
              jaka jest prawda? Nie zawsze jest się WINNYM wszystkiego co człowiek w życiu
              zrobił.Ty chyba zdajesz sobie z tego sprawę, czy jak!?
              Za każdą decyzją, ktora podejmujesz stoi całe twoje doświadczenie, a za nim
              cała masa ludzi, ktorzy cię tym doświadczeniem obarczyli. Uważam w szukaniu
              tzw, winnych należy być obiektywnym dlatego, że nie będąc obiektywnym łatwo
              jest się minąć z prawdą, a ta jest chyba najbardziej istotna w kształtowaniu
              nowej drogi poczynań.
    • ze_wsi_1000_i_1_nocy Re: potrzebuje pomocy 04.08.05, 10:09
      rozwód to będzie najlepsze rozwiązanie:))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka