Dodaj do ulubionych

Wątki o zdradzie

18.06.02, 12:25
Czytam sobie różne wątki o zdradzie. Wypowiadają się na nich i tacy co
zdradzają, i tacy którzy są czy byli zdradzani, i tacy którzy takich
doświadczeń nie mają.
To co mnie dziwi, to fakt, iż w wielu przypadkach osoby zdradzające podchodzą
to takiej sytuacji "na luzie". Ba, nie widzą w niej nic złego. Podobnie osoby,
które są "tymi drugimi". Przeraża mnie to, bo okazuje się, że coraz mniej osób
wierzy w słowo "wierność" i uczciwe postawienie sprawy. Okazuje się, że lepiej
jest być z kimś "na przychodne" mając świadomość że gdzieś tam spokojnie śpi
zdradzany mąż/żona podczas gdy my świetnie się bawimy.
Dla mnie jest to bardzo egoistyczne. Nie rozumiem tego. Moze mi ktoś spróbuje
wytłumaczyć?
Obserwuj wątek
    • Gość: frisky2 Re: Wątki o zdradzie IP: 62.233.139.* 18.06.02, 13:05
      Co gorsza, wiekszosc osob prezentuje filozofie kalego: "Jak kali zdradzic to
      dobrze, a jak kalego zdradzic, to zle".

      Na marginesie: Vicco, mysle, ze ci dla ktorych wiernosc jest wazna po prostu
      sie nie wypowiadaja, bo po co maja mowic o czyms oczywistym? Co z tego, jesli
      powiem, ze dla mnie zdrada nie wchodzi w gre, bo wiem, ze skrzywdzilbym tym
      zone, dzieci i siebie, nie mowiac o osobie, z ktora bym popelnil te zdrade.
      • Gość: annka Re: Wątki o zdradzie IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 18.06.02, 13:14
        Też zawsze tak myślę, ale czytając niektóre posty i obserwując ludzi wkoło mam
        wrażenie, że pewne wartości coraz częściej istnieją tylko na papierze ... (dla
        niektórych toaletowym). Przykre :(((
        • Gość: frisky2 Re: Wątki o zdradzie IP: 62.233.139.* 18.06.02, 13:17
          Coz, zludzen sie kiedys trzeba pozbyc. Ale jak sobie przypomnisz lektury XVIII,
          i XIX -wieczne to sie okaze, ze wcale dzis nie jest gorzej w tym temacie:)
          • iwa.ja Re: Wątki o zdradzie 18.06.02, 14:21
            No tak, myślę sobie, ale jak niegdyś pisałam, zdrada (mówimy o zdradzie
            fizycznej?) to skutek. Z całą pewnością. Wcześniej na ogół dochodzi do zdrady
            (ze strony później zdradzonego/zdradzonej fizycznie) pewnych wspólnych ideałów,
            obietnic, przysięg. Zdrada jest zdradą i zawsze boli. Zwracam jednak uwagę, że
            boli zdrada fizyczna (bo ją, jakby to powiedzieć, najbardziej widać), ale
            psychiczna dołuje nie gorzej. Dlatego też zawsze doradzam moim znajomym
            (zdradzonym fizycznie), żeby najpierw pogrzebali we wspólnej przeszłości. I ...
            może ...przebaczyli.
            • Gość: Melba Re: Wątki o zdradzie IP: *.chello.pl 18.06.02, 14:42
              Czy z malutkiej krostki musimy hodować wrzodzisko, które pękając zalewa nas
              ropą i wtedy spostrzegamy, że stało się coś złego? Czy nie można interweniować
              wcześniej, nie skutki, a przyczyny zaklejać plasterkami?
              • iwa.ja Re: Wątki o zdradzie 18.06.02, 14:50
                Dokładnie o to mnię się rozchodziło. Melba, gola!
                • vicca Re: Wątki o zdradzie 18.06.02, 15:01
                  Dobrze, ja nie zauważyłam żadnego znaku ostrzegawczego - żadnego czerwonego
                  światła, głuchych telefonów czy "życzliwych" przyjaciół. Swojego związku też
                  nie mogę określić jako porażki, szarpaniny, katorgi itp. Więc dlaczego?

                  Poza tym, czy naprawdę uważacie, że dobre czy złe stosunki między partnerami
                  (pomijam sytuacje ekstremalne) są "przyzwoleniem" na zdradę i jako takie
                  powinny być akceptowane? Dla mnie nie.
                  • Gość: frisky2 Re: Wątki o zdradzie IP: 62.233.139.* 18.06.02, 15:07
                    Ale, jak pisze Melba, zdrada to skutek czegos najczesciej. A ze nie zauwazalas
                    zadnych objawow, to nie znaczy, ze wszystko bylo OK.
                    • vicca Re: Wątki o zdradzie 18.06.02, 15:16
                      Dobrze, dla dobra dyskusji założmy, że nie było dobrze, a ja jestem ślepa
                      nasturcja, która niczego nie zauważyła.
                      Ale czy w związku z tym jego długotrwała zdrada była "usankcjonowana prawnie"?
                      Innymi słowy: było źle więc mnie zdradzał, ale jednocześnie był ze mną "na
                      pełen etat". Dlaczego? Czy to nie brak logiki? A może raczej wygodnictwo?
                    • iwa.ja Re: Wątki o zdradzie 18.06.02, 15:16
                      Vicca, patrz: poprzedni wpis. Jeżeli osoba zdradzana psychicznie i takoż
                      psychicznie tłamszona nie ma siły, po prośbach, blaganiach, próbach
                      porozumienia z drugą osobą? A na dodatek, jeżeli ten (partner poźniej fizycznie
                      zdradzony) zostawia ją/jego z całą kupą codziennych problemów i ma tylko złe
                      słowo albo pretensje, ani jednego komplementu, ani gestu, ani nic? Ta druga
                      osoba czuje się jak w więzieniu. Nie pochwalam zdrady fizycznej, jeżeli
                      poprzedzona jest jednak powyższą sytuacją, to ją jednak usprawiedliwiam. Ale
                      nie do końca. Osoba, ktora w rozpaczy znalazła kogoś i poszła z nim/nią do
                      łóżka, powinna mieć jeszcze tyle odwagi, żeby wysupłać się z poprzedniego
                      związku. Jakie to jest trudne w polskich warunkach, nie muszę chyba dodawać.
                      Ale trzeba. Zawsze trzeba grać fair. To się opłaca.
                      Jeżeli nie zauważyłaś, że coś było wcześniej nie tak w Twoim związku, to
                      znaczy, że trafiłaś na niedorostka emocjonalnego. Tak myślę. No, i trzeba z
                      tego związku się jak najszybciej desantować.
                      • vicca Re: Wątki o zdradzie 18.06.02, 15:54
                        Mojego związku nie ma już czas dłuższy, ale nie o to tu chodzi.
                        Masz rację, ze należy podchodzić do sprawy uczciwie - moim zdaniem nie można
                        ciągnąć "dwóch żyć" równolegle licząc na to, że się nic nie wyda.
                        Ale pozostaje drugi problem - przyzwolenia na zdradę. Czytając ostatnie wątki
                        uderzyło mnie jedno zdanie "sankcjonujące" "skoki na bok":
                        "nie przeszkadza mi że ma żonę. Nie chcę być z nim na codzień, ale dobrego
                        seksu nie wyrzeknę się za nic" (cytat niedokładny, ale taki sens wypowiedzi).
                        Wychodzi na to że zdrada to tania rozrywka bo "profesjonaliści" za
                        swoje "usługi" biorą większe pieniądze.
                        • iwa.ja bo po prostu lubię dobry seks?!!!! 18.06.02, 15:57
                          No nie, Vicca, to już jest patologia i, jak wcześniej powiedziałam, cholerna
                          niedojrzałość życiowa i brak odpowiedzialności. Z czymś takim nie zgodzę się
                          nigdy, żeby była jasność!!!
                          • Gość: frisky2 Re: bo po prostu lubię dobry seks?!!!! IP: 62.233.139.* 18.06.02, 16:00
                            Nie tylko patologia, ale mowiac wprost: korzystanie z uslug prostytutki,
                            niewazne czy meskiej czy damskiej. A kto wie czy tez nie prostytuowanie sie.
                          • vicca Re: bo po prostu lubię dobry seks?!!!! 18.06.02, 16:00
                            I o to mi chodzi Iwa moja droga! Coraz więcej tej patologii zauważam dookoła
                            (żeby daleko nie szukać - tu na forum aż się roi, pomijam 2 sporadyczne
                            wypadki). Mało tego - patologia ta cieszy się o ile nie uznaniem, to w każdym
                            bądź razie milczącym "zrozumieniem".
                  • Gość: Melba Re: Wątki o zdradzie IP: *.chello.pl 18.06.02, 15:20
                    Vicca, absolutnie żadnego przyzwolenia na zdradę. Dla mnie zdrada = koniec
                    związku. Bo wcześniej można mną potrząsać, krzyknąć, huknąć, napisać list i 4
                    maile, popłakać się, spakować walizkę, rozsypać cukier z rozbitej o ścianę
                    cukiernicy i mówić do mnie długo. A od razu wziąć dupsko, czy inne tam
                    atrybuty :) w troki i pomaszerować na skok w bok, to, przepraszam, łatwizna i
                    odpuszczanie sobie. Skoki to sobie można na bungee uprawiać.
                    • iwa.ja Re: Wątki o zdradzie 18.06.02, 15:25
                      I znowu gol, Melba. Właśnie. Zdrada fizyczna wymaga odwagi, ale homo
                      przynajmniej po podstawówce powinien wiedzieć, że powiedzenie "a" wymaga
                      powiedzenia "b" i następnych liter alfabetu. Zdradzający musi wyjść z tego z
                      resztką honoru. Powiedzieć i pożegnać.
            • maritsa Re: Wątki o zdradzie 18.06.02, 22:33
              A jeśli facet ci powie, że to się stalo tak po prostu, że ta druga po prostu
              była, podstawiła się, a on wypił... I że nie robiłaś nic żle, nie było
              wzrastających wrzodów w twoim związku, że to tylko jego kaprys i powinnaś mu
              wybaczyć? JA nie wybaczyłam. Zdrada to draństwo i nie ma dla niej wybaczenia.
              To krzywda wyrządzona drugiej osobie, dowód braku szacunku itd. I niekoniecznie
              musi być konkretny powód.
              • iwa.ja Re: Wątki o zdradzie 18.06.02, 22:40
                M., coś Ci tam napisałam, nie? Ale do rzeczy. Jeżeli ktoś popełnia przestępstwo
                po pijaku (zdrada, w dowolnym rozumieniu tego słowa, też jest przestępstwem),
                to, moim zdaniem, rozluźniają się hamulce czegoś tam, co i tak ma zakodowane.
                Czytaj: alkohol przyspiesza pewne reakcje. Ergo: dobrze, że nie wybaczyłaś, bo
                coś z niego wyszło. Coś, co tłamsił i skrywał. Przecież, przepraszam, takiej
                zdrady nie da się popełnić w stanie totalnego zamroczenia, tak poza tym.
                Napisz wreszcie.
    • trzcina Pozwalam sobie 18.06.02, 18:42
      Nie przerabiałam takiej jak wyżej zdrady na organizmie własnym, ale wokół coraz
      jej więcej. I pewnie dlatego dziwi mnie coraz mniej, że łatwiej ludziskom o
      nią, niż o uczciwe rozstanie (czyściej boli) i na nowo rozpoczynanie. Ze o
      próbie zawalczenia o związek i popracowania nad nim nie wspomnę.
      Dziwi mniej, ale poraża coraz bardziej. A najbardziej tanie przerabianie
      filozofii wolności i niezależności na wygodne i łatwe w użyciu "pozwalam sobie".
      Tam, gdzie pojawia się to słowo, a w grę wchodzi grubsza nieuczciwość i czyjas
      krzywda , włos mi się jeży. I chyba już nie przestanie.
      pzdr
      t.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka