Dodaj do ulubionych

Jak wyjsc z samotnosci?

    • _ewa Re: Jak wyjsc z samotnosci? 24.08.02, 20:33
      Witam wszystkich moich netowych Rozmowcow :-)

      Chcialabym moc napisac, ze cos sie zmienilo, ze jestem okropnie zajeta, bo
      jakis "on" wtargnal w moje zycie... Ale tak nie jest. Na brak zajec nie
      narzekam, bo w pracy mam co robic. Zagladam na to forum regularnie, ale
      obiecalam sobie, ze nie bede wskrzeszac dyskusji, jesli nie bede miala nic
      waznego do powiedzenia. Oczywiscie miewam dni, gdy chcialabym sie Wam (znow)
      pozalic, ze jest mi samej zle. Bo jest, a moze raczej bywa, zalezy od dnia, od
      nastroju, od pogody. Dzis widzialam slub i przez chwile pomyslalm o sobie, ze
      jakos mnie to ominelo... Za 10 lat pewnie stwierdze, ze glupia bylam, ze sie
      tak tym wszystkim przejmowalam, majac zaledwie 30 lat, bo 30 to wcale nie tak
      duzo, ale 30 to jednak nie 20...

      Mam znajomego z internetu - a jakze! – i on mi napisal, ze dobrze mu sie ze mna
      rozmawialo na czacie, ale w mailach jestem osoba niezbyt optymistycznie
      patrzaca na swiat. Moze w tym tkwi wlasnie przyczyna mojej samotnosci. Obnosze
      swoje smutki - bo tak bywa/jest - przyznaje, a to przeciez odpycha. Ja sama
      tez wole ludzi pogodnych, bo przy nich zapominam o swoich prawdziwych i
      wydumanych zmartwieniach. Ok, to by bylo na tyle w tonacji melancholijnej...

      Co sie u mnie ostatnio dzialo? Zrobilam sobie krotkie, kilkudniowe wakacje.
      Pojechalam z kolezanka w gory, dobrze sie bawilam, wypoczelam. Niczyjego serca
      jednak nie podbilam. Ten wyczyn udaje mi sie tylko w relacjach via internet.
      Czasem wymieniam sie z kims fotka i bywam komplementowana (choc nie za kazdym
      razem), ale boje sie kontaktow internetowych, bo trudno je osadzic w realnym
      zyciu. Sa chyba pozbawione korzeni. Wiem, co mowie, bo probowalam. Głownie
      udaje mi sie utrzymac kontakty z tymi osobami, z ktorymi sie nie spotkalam na
      zywo. Czasem ja rozluzniam kontakt, ale czasem ta druga strona. Szkoda.

      Dziekuje za wszystkie posty, takze te, w ktorych wytykacie mi biernosc czy
      zbytnie koncentrowanie sie na sobie. Cholera, chyba jestem egocentryczka i
      smutaska. To juz chyba nawet do mnie dotarlo, tylko jak wprowadzic skuteczny
      program naprawczy? To mi na razie tak srednio wychodzi, ale wierzcie mi, ze
      chwilami bardzo sie staram. Nie jestem jakims odludkiem, tylko czasem brak mi
      spontanicznosci. Chyba za bardzo sie kontroluje. Chyba... ;-)

      Pozdrawiam serdecznie
      Ewa
      • Gość: 007wc Re: Tylko do Ewy IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 24.08.02, 23:14
        A ja się cieszę że znowu jesteś.Jakoś tak mi z Tobą fajnie na tym forum.

        pozdrawiam
        • _ewa Re: Tylko do Ewy 24.08.02, 23:56
          :-)))))))
      • Gość: kasik Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: 194.196.228.* 11.12.03, 17:05
        Wlaczam sie do tej dyskusji,bo to chyba najmadrzejsza jaka dotad spotkalam na
        forum i wypowiadaja sie tu dorosli ludzie.Ewo,samotnosc nie jest straszna,a
        zwiazywanie sie z kims na sile moze bys 100 razy gorsze.Ja byla kiedys
        wesola,pewna siebie osoba,towarzyska itd.Teraz jestem zakompleksiontm
        smutasem,z wiecznym poczuciem winy,za rzeczy,ktore wmawia mi moj facet.To jest
        toksyczny zwiazek,kocham go,on mnie,jest nam z reguly fajnie,ale psychicznie
        jestem wykonczona po kazdej sprzeczce,zamykam sie
        sobie,ludzie,najblizsi,rodzina mnie nie poznaja!A mam przyjaciolke i
        siostre,one tez sa same od wielu lat i mimo,ze czaasem dopada je dolek,wydaja
        mi sie ogolnie rzecz biorac szczesliwsze.
        A mysle,ze jestes wspaniala osoba,to co piszesz mnie wzrusza do lez.
        Pa
    • Gość: Magda Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.net 26.08.02, 11:36
      Droga Ewo!!!
      Czytając Twój list odniosłam wrażenie, jakby ktoś napisał o moim życiu.
      Wiem i doskonale rozumiem co przeżywasz. Nie będę Cię pocieszać, bo sama nie
      wiem jak mam sobie poradzić z tym co sama czuję. Ja również nie mam dużego
      doświadczenia z mężczyznami. Ze mną jest tak jak w powiedzeniu: "I chciałabym i
      się boję".
      Kilka miesięcy temu poznałam wspaniałego mężczyznę przez Internet.
      Rozpoczęliśmy niewinne pogaduszki w necie na początku tego roku. Uwielbiałam
      to. Na początku wydawał mi się trochę wyniosły. Jednak z czasem zmieniłam o nim
      zdanie. Jest otwartym na ludzi i wesołym człowiekiem. Ma wiele zalet, które
      sama chciałabym posiadać. Pewnego dnia przysłał mi swoje zdjęcie. Wyglądał
      inaczej niż go sobie wyobraziłam, ale bardzo mi się spodobał. Z biegiem czasu
      zaczęłam nawet myśleć, że fajnie byłoby gdybyśmy się spotkali. I nadszedł
      pewnego dnia e-mail z propozycją takiego właśnie spotkania. Szalałam ze
      szczęścia – oczywiście w tajemnicy przed całym światem. Bardzo przeżywałam,
      przygotowałam się skrupulatnie i poszłam zobaczyć mojego znajomego z netu. Było
      bardzo sympatycznie. Potem były kolejne randki, – bo tak ON zaczął to nazywać.
      Biegałam na nie jak na skrzydłach. Świat wydał mi się nagle taki wspaniały,
      problemy, które mnie do tej pory otaczały – takie błahe i nie warte
      przejmowania się nimi. Kiedy wyjechał, poznałam znaczenie tęsknoty za ukochaną
      osobą – bo zakochałam się w nim bez pamięci. Zakochałam się, ale wiedziałam o
      tym tylko ja i mama, której nie wtajemniczałam w nic, ale ona ma nosa i
      doskonale wiedziała co się dzieje obserwując moje zachowanie. Wiedziałam, że ON
      chce czegoś więcej niż tylko zwykłych spotkań dwójki znajomych. Jego
      zachowanie, gesty, słowa......mówiły o tym dobitnie. Ale ja...tradycyjnie,
      bałam się przyznać przed samą sobą do tego co czuję, a tym bardziej bałam się
      aby ON się tego domyślił. Taka moja przewrotna natura. Utrudniam sobie rzeczy,
      które wydają się banalnie proste. Nie wiem z czego to wynika.....albo inaczej –
      wiem jakie są tego przyczyny...ale to już trwa tak długo, że nie wiem czy można
      tak z dnia na dzień zmienić, poprawić, ukierunkować na inny tor.
      I ostatnie nasze spotkanie....miłe jak zwykle, a jednak inne. Pierwszy
      raz rozmawialiśmy o naszych wzajemnych relacjach. Nie była to długa rozmowa, a
      jednak strasznie mnie zabolała, przeryczałam całą noc.
      Zapytał mnie czy boję się go. Jest wyśmienitym obserwatorem. W ciągu tych
      kilku spotkań, zwrócił uwagę na te cechy mojego charakteru, które ja odkryłam
      dopiero niedawno i niedawno też uświadomiłam sobie na czym tak naprawdę
      polegają moje problemy w kontaktach z ludźmi. On też to wiedział. Pierwszy raz
      także powiedział, że bardzo mu się podobam i że myślał nawet o trwalszym
      związku. Postanowiliśmy jednak, a raczej to była moja decyzja, że na razie
      pozostaniemy przyjaciółmi. Dlaczego właśnie tak? Oczywiście znowu mój strach,
      aby powiedzieć, przyznać się do tego co czuję. Nie wiem czy nie zrobiłam przez
      to jakiegoś fatalnego błędu. Było cudownie, ale teraz nagle uświadomiłam sobie,
      że to co żyło do tej pory w mojej wyobraźni, może w niej pozostać na zawsze.
      Nie było już pocałunku na pożegnanie....nie było tak pogodnie.....było
      nijak.....i tylko rzucone na koniec słowa „do następnego spotkania...”
      Dziwnie się czuje
      Rano pokłóciłam się z mamą. Chciała koniecznie się dowiedzieć, jak było na
      spotkaniu. A co ja jej miałam powiedzieć? Przecież widziała moje oczy, powinna
      się domyśleć, że coś jest nie tak i dać mi święty spokój. Nie miałam ochoty na
      opowiadania jak genialnie potrafię palić za sobą mosty.

      Pozdrawiam - pamiętaj, że nie jesteś sama :)

      • Gość: ogast Re: do Magdy IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.08.02, 12:31
        Droga Magdo!
        O ile dobrze Cie zrozumiałam żałujesz, że byłaś powściągliwa, nie deklarowałaś
        się od razu słowem i czynem, ze chcesz wejsc z nowo poznanym w internecie
        czlowiekiem w staly zwiazek. To oczywiste i zrozumiałe, ze masz marzenia o
        byciu z kims, ale moze poznaj najpierw tego kogos w miare dobrze zanim
        rozpoczniesz zwiazek. Z tego punktu widzenia Wasza rozmowa i jego zachowanie
        przed i po niej sa niczym więcej jak informacjami dla ciebie na jego temat. Nie
        ma wiec narazie o co ronic lez.
        Pozdrawiam Cie serdecznie.
        • Gość: Magda Re: do ogast IP: *.net 29.08.02, 15:45
          Gość portalu: ogast napisał(a):

          > Droga Magdo!
          > O ile dobrze Cie zrozumiałam żałujesz, że byłaś powściągliwa, nie
          deklarowałaś
          > się od razu słowem i czynem, ze chcesz wejsc z nowo poznanym w internecie
          > czlowiekiem w staly zwiazek. To oczywiste i zrozumiałe, ze masz marzenia o
          > byciu z kims, ale moze poznaj najpierw tego kogos w miare dobrze zanim
          > rozpoczniesz zwiazek. Z tego punktu widzenia Wasza rozmowa i jego zachowanie
          > przed i po niej sa niczym więcej jak informacjami dla ciebie na jego temat.
          Nie
          >
          > ma wiec narazie o co ronic lez.
          > Pozdrawiam Cie serdecznie.


          Dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak
          ja takich słów potrzebowałam.

          Pozdrawiam serdecznie
          Magda
          • ja_nek Re: do ogast 29.08.02, 21:06
            Powściągliwość jest zawsze wskazana, ale...
            Nie ma co gratulować. Bo czego? Ukrywania swoich uczuć, zamknięcia w sobie???

            Pozdrawiam
            Janek
      • Gość: eva07 DO MAGDY - o ryzyku IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 02.09.02, 05:50
        Magda! Do licha -przełam się bo będziesz żałowała pól zycia. Czego tu sie bać?
        Ze cię nie chce? Ze się wygłupisz? Najstraszniejszy jest sam strach. A kiedy
        nawet okaże się, że tobie na nim zalezy, a jemu nie (choc z tego co piszesz
        wyglada, że jest odwrotnie)to co z tego? No tak bywa. Wiem,bo to przezywałam.
        Bardzo przykre, boli, ale ludzkie. I wierz mi najlepiej jest po prostu
        przyznawac sie do swoich słabosci. Obawiasz się czegoś - powiedz. Nie wiesz co
        masz powiedzieć? I to powiedz."Czuje sie troche niepewnie, nie wiem co mam
        powiedzieć..." Nie narzucaj się ale nie uciekaj!!!!! Ludzie o wiele bardziej
        żałuja w zyciu niewykorzystanych szans niż błednych decyzji (były takie
        badania). Wiem, ze jeden post cie pewnie nie przekona, ale jesli moge cos
        zrobic to proszę: daj sobie (i jemu) szansę. Nie musisz nic obiecywać - daj
        szansę. Raz w zyciu się nie bój. Jak się nie uda na koniec, rozpadnie się to
        trudno. Ale bedzie jakies fajne wspomnienie. Coś. Acha, czy ty sie boisz seksu?
        Jestes dziewicą? Może to o to chodzi, że boisz sie co on pomysli, jak ty się
        zachowasz? Nie bój sie. Najlepiej sie po prostu przytulic i powiedziec o swoich
        obawach. POzdrawiam ciepło. E.
    • Gość: Wiesiek Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: 217.153.84.* 26.08.02, 16:38
      Mój pomysł jest z pewnościa zaskakujący, ale przebija go jego skuteczność. A o
      co chodzi? Chodzi o neurolinglistyczne programowanie i wykorzystanie go do
      zjednania sobie ludzi lub tej jednej drugiej części. Sam tak zrobiłem i jestem
      zadowolony. Polecam strone www.nlp.net.pl i trenera Pawła Sowe.
      Pozdrawiam Serdecznie
    • afiana Re: Jak wyjsc z samotnosci? 01.09.02, 20:13
      Mój serdeczny przyjaciel 007wc prosił mnie abym w jego imieniu zawołała

      Ewo,Ewo gdzie znowu jesteś i co u Ciebie słychać. Przekazuję

      • _ewa Re: Jak wyjsc z samotnosci? 01.09.02, 21:00
        :-)))
        W pracy, dzis, a takze wczoraj, wiec sa chwile, gdy nie mysle o swojej
        samotnosci, bo musze sie koncentrowac na czym innym. U mnie bez zmian, dlatego
        nie pisze. Odezwal sie moj znajomy, ten o ktorym wspominalam, ten, ktory nie
        chcial ze mna byc. Spytal, czy kogos mam. Stwierdzil tez, ze zawsze bedzie o to
        pytal, bo jestem mu bliska. No i to juz wszystko.
        • Gość: Olrunn Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.szeptel.net.pl 02.09.02, 13:48
          Witajcie Wątkowicze!
          Uff, ale się naczytałam. Temat fantastyczny i bardzo mi bliski. Wy też
          jesteście wspaniali.
          Aleś Ty Ewo maruda ;) przypominasz mi mą przyjaciólkę. Polubiłam Cię.
          Również jestem sama.
          Co jakis czas daję kosze po prostu i vice versa- co jakiś czas i ja je dostaję.
          Teraz np. boli mnie serducho, "dym wściekłości ulatnia się mi z uszu, nosa i
          ust, a z oczu błyskawice" , bo ktoś do tej pory mi bliski ignoruje mnie
          totalnie i boi mi się wprost powiedzieć o co chodzi. Ale to inna kwestia, tak
          na marginesie. Mimo to staram sie zachować pogodę ducha, lubię się z siebie
          śmiać, a humor wisielczy to też fajna sprawa.
          Ewo patrząc na mężczyzn wyobrażaj sobie jaką mają bielizne pod ubrankiem,
          pomyśl, jaki moga mieć wzór bokserki i wyobraź. Niech to będzie zabawne, na
          pewno uśmiechniesz sie w ten sposób do siebie i tym samym inni zobaczą Twój
          uśmiech. Nie trzeba być w życiu aż za bardzo serio. Nie bój się ludzi, toż
          my "swoi" ;) Nikt nie chce Cię specjalnie krzywdzić lub śmiać się z Ciebie.
          Powodzenia.
          P.S.Chaotycznie napisałam, głodna czekam na obiad ;)
          • _ewa Re: Jak wyjsc z samotnosci? 02.09.02, 19:10
            Gość portalu: Olrunn napisał(a):

            > Witajcie Wątkowicze!
            > Uff, ale się naczytałam. Temat fantastyczny i bardzo mi bliski. Wy też
            > jesteście wspaniali.
            > Aleś Ty Ewo maruda ;) przypominasz mi mą przyjaciólkę. Polubiłam Cię.

            Jak mnie polubilas, to juz sie tak bardzo nie martwie, ze jestem marudna ;-)
            Kurde, masz troche racji. Wiem, ze bywam maruda, rodzina mi to tez od czasu do
            czasu wytyka. Ale, i musisz mi uwierzyc na slowo, potrafie byc bardzo wesola.
            Moze problem polega na tym, ze ja najwiecej mowie, gdy cos tam mnie boli, gdy
            cos idzie nie po mojej mysli. Kiedy wszystko jest ok, nie opowiadam o tym
            specjalnie, zeby nie bylo, ze sie chwale.
            Pozdrawiam ;-)

            • Gość: Olrunn Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.szeptel.net.pl 02.09.02, 22:20
              _ewa napisała:

              > Gość portalu: Olrunn napisał(a):
              >
              > > Witajcie Wątkowicze!
              > > Uff, ale się naczytałam. Temat fantastyczny i bardzo mi bliski. Wy też
              > > jesteście wspaniali.
              > > Aleś Ty Ewo maruda ;) przypominasz mi mą przyjaciólkę. Polubiłam Cię.
              >
              > Jak mnie polubilas, to juz sie tak bardzo nie martwie, ze jestem marudna ;-)
              > Kurde, masz troche racji. Wiem, ze bywam maruda, rodzina mi to tez od czasu
              do
              > czasu wytyka. Ale, i musisz mi uwierzyc na slowo, potrafie byc bardzo wesola.
              > Moze problem polega na tym, ze ja najwiecej mowie, gdy cos tam mnie boli, gdy
              > cos idzie nie po mojej mysli. Kiedy wszystko jest ok, nie opowiadam o tym
              > specjalnie, zeby nie bylo, ze sie chwale.

              > Pozdrawiam ;-)

              Wiem, ze jestes wesoła, to sie mimo wszystko czuje w Twych wypowiedziach:)
              Chwal się i dziel sie swą radością i sukcesami :) Pozdrawiam serdecznie
              >
            • Gość: eva07 Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 03.09.02, 01:36
              Wiesz imienniczko, od wczoraj zastanawiam sie czy coś ci napisać. Tyle osób
              wypowiadało sie i niektóre nawet calkiem niegłupio. Padło tyle dobrych rad... W
              koncu się zdecydowałam. Nie dla tego,ze moge powiedziec "ja tez tak jak ty"
              tylko wręcz przeciwnie. Ja własciwie odkąd skończyłam 16 lat nigdy nie byłam
              sama dłuzej niz rok, półtora. Nie żeby mi tak świetnie w zyciu szło, zrobiłam
              pare głupstw, nie zawsze umiałam wybrac, nie zawsze umiałam tez "ułozyc"
              wszystko tak zeby wszystkim było dobrze, ale na brak faceta nigdy nie
              narzekałam. I zaczełam sie zastanawiac czemu. Nie jestem bardzo piekna, nie.
              Mysle, ze niewielu z moich facetów okresliłoby mnie jako ładną.
              Może "interesująca" to tak, ale nic więcej. Nie jestem tez
              przesadnie "kontaktowna". Zadna "dusza towarzystwa". I z tych moich rozważań
              urodziły sie dwie rady dla ciebie (jesli masz cierpliwośc jeszcze czytac rady).
              PO pierwsze (o tym juz troche chyba było) trzeba polubic siebie jako kobietę.
              Nie tylko jako człowieka. (Swoja droga ta siłownia, gimnastyka, ruch to niezły
              pomysł).Trzeba lubic to, że się ma ekstra biust, albo niezłe nogi, albo zgrabna
              pupę, albo zmysłowe usta. Trzeba czuć swoją seksualnośc i sie jej nie
              wstydzić.Nie upuszczac idiotycznie chusteczki, ani nie krecic kosmyków jak
              nastolatka, ale cały czas pamiętać, że w tobie jest cos co może sie podobać, co
              może ekscytowac faceta. I pamiętac to także patrząc w oczy takiemu,który ci sie
              podoba. Warto tez jednak popracowac nad wygladem. PO co straszyc męzczyzn
              widokiem skrepowanej "grzecznej dziewczynki".
              PO drugie pamietac cały czas, że faceci takze sa ludżmi.I ponad wszystko inne
              boja sie złej oceny i odrzucenia. Ty myslisz, ze on cie lekcewazy, a on mysli,
              że ty z ta swoja powsciagliwoscia masz go w nosie. Boi się, że nie da rady
              pokonac twojego skrepowania, że może dlatego zachowujesz się tak
              nieprzystepnie, albo tak milcząco, bo cie nudzi, bo ci kompletnie nie zalezy...
              PO trzecie nie bać sie ośmieszenia. (Wiem,że to okropnie trudne)Sa naprawde
              gorsze rzeczy (na przykład depresja,samotność,czy jeszcze gorzej - fizyczna
              ułomnośc)niz to, że on sobie pomysli, ze ty pomyslalaś, że on pomyslał... i
              wyjdziesz na idiotkę.I co z tego? On tez się boi, że wyjdzie na idiotę. A i ty
              i on za jakis czas o tym zapomnicie. Życie się nie kończy. A ten naprzeciwko to
              też tylko człowiek. Spróbuj więcej myslec o tym z kim sie spotykasz lub własnie
              spotkałaś, niz o o sobie. Jaki jest? Czego chce? Czego się boi?
              PO czwarte: nie bój sie seksu nawet jesli z tego nie wyjdzie slub. Nie masz 15
              lat i przyznaj sie przed soba, a także przed nim(jak ci sie bedzie podobał), że
              ci tego brak, ze pragniesz męzczyzny. To bardzo podniecające dla faceta.KObiety
              od seksu nie ubywa. Jak sie cos bardzo głupio robi to potem może troche
              bardziej boleć "dusza", ale w koncu juz nie jestes dzieckiem.
              A ze nie możesz znaleźc nikogo bo po prostu fizycznie - NIE MA - Wybacz - nie
              wierzę. POszukaj. Nie wstydź się, bo w tym nie ma nic złego. Internet nie jest
              najgorszy (to z doswiadczeń koleżanki), choc trzeba miec duzo cierpliwosci i
              wyrozumiałości. NIe szukaj odrazu kogos "na zawsze" tylko najpierw takiego co
              go możesz troche polubic. Bez wielkich oczekiwań. I to by chyba było na tyle.
              Pozdrawiam i mam nadzieje, że nie zniecierpliwiły cie kolejne "rady". E.
    • Gość: Ewa Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.09.02, 19:34
      Też czułam się okropnie samotna, dokładnie przeżywałam to, co Ty teraz, tylko,
      że ja miałam kogoś na oku. Przystojny, inteligentny nad wyraz, wrażliwy,
      ciepły, szczery, po prostu taki ktoś o jakim marzyłam. Był zajety, a ja tkwiłam
      w czymś co nawet trudno nazwać związkiem. Dowiedziałam się pewnego dnia, że
      dziewczyna jakiś czas temu go zostawiła. I zadzwoniłam do niego, rozmawialiśmy
      chwilkę o studiach, egzaminach o pogodzie, znaliśmy się trochę, więc nie było
      niezręcznie. Potem napisałam do niego o swoich uczuciach, spotkaliśmy się
      (ponoć też mu się podobałam), i dziś jesteśmy jednością. Wiem, że na zawsze.
      Kiczowate??? Ale prawdziwe. Po prostu zanim byliśmy razem wiedziałam, że to
      TEN. I życzę także Tobie spotkania takiego kogoś. Pamietaj, nic na siłe.
      • Gość: kris Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.compower.pl / 192.168.1.* 03.09.02, 19:08
        Ewo jestes 31-letnią dziewicą?
        • otryt Re: Jak wyjsc z samotnosci? 10.09.02, 13:58
          Kris, czy jesteś 13-letnim gimnazjalistą?
          Proponuję przejść na forum Quake.
          • Gość: Olrunn Ewo! Ewo! Co u Ciebie? IP: *.szeptel.net.pl 12.09.02, 08:02
    • 007wc Re: Też się kurde martwię? 12.09.02, 15:15

    • Gość: vincenta Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 12.09.02, 19:31
      Czesc Ewa :)
      Ze wszystkich wypowiedzi, najbardziej ujął mnie list Alli. Tylko ona
      zapomniala napisac jedna rzecz. Mezczyzna,ktorego poznala poza tym, ze jest
      przystojny, madry, elegancki itp. ma jeszcze wady, A ONA UMIALA JE
      ZAAKCEPTOWAC.
      Kiedys przeczytalam, ze jesli kobieta wejdzie do pokoju w ktorym jest 30
      mezczyzn, to powinna najdalej uciekac od tego, ktory najbardziej jej sie
      podoba. Podobno, on mialby byc urzeczywistnieniem naszych marzen i w
      bezposredniej konfrontacji nigdy nie spelni zalozen o naszym ideale :)

      Pozdrawiam Vincenta
    • 007wc Re: No ładnie Ewy nadal brak? 13.09.02, 00:58

      • Gość: Olrunn Re: No ładnie Ewy nadal brak? IP: *.szeptel.net.pl 13.09.02, 08:57
        W każdym bądź razie ja na ten wątek często zaglądam, licząc na reakcję Ewy.
        Również będę czekać.
        Pozdrawiam
        Olrunn :)
        • qw5 Re: No ładnie Ewy nadal brak? 13.09.02, 12:10
          Choroba Ewo, ale Ci zazdroszczę - i Ty niby nie potrafisz zjednywać facetów, ja
          tu naliczyłam kilku w tym 1 jest na 100% zaangażowany uczuciowo :-)
          I jeszcze jedno - choć mam kochającego męża i dziecko - uwierz mi że bywają
          chwile kiedy czuję się bardzo samotna , kiedy jest mi cholernie żle i nie mam
          się nawet komu poskarzyć.....
          • _ewa Juz jestem z powrotem 13.09.02, 19:05
            Witam ponownie ;-)
            To naprawde bardzo mile, ze o mnie nie pamietacie i pytacie, co slychac ;-)
            Milczalam, bo nie bylo mnie chwilowo w kraju. Swietnie sie bawilam, choc w
            sumie byl to wyjazd sluzbowy. Poznalam tez troche nowych ludzi. W srode
            zajrzalam tutaj na chwile i widzialam, ze Olrunn mnie szuka, ale nie mialam jak
            napisac, ze u mnie wszystko ok. Tyle ze nadal jestem w pojedynke. Przyznam sie
            Wam, ze bylam tam nawet, za granica, podrywana. Od dwoch obcych mezczyzn
            uslyszalam mile slowa, choc moze dlatego, ze mezczyzni ci naleza do nieco innej
            kultury. Ale tak czy inaczej bylo to bardzo mile i dowartosciowujace. Problem w
            tym, ze wciaz mysle o tym, ktory lubi mnie tylko jako kolezanke. Gdybysmy sie
            chociaz spotykali, ale niestety mamy sporadyczny kontakt sms'owo-telefoniczny.
            A teraz kilka słow na temat tego, co napisala "qw5":
            > choć mam kochającego męża i dziecko - uwierz mi że bywają
            > chwile kiedy czuję się bardzo samotna , kiedy jest mi cholernie żle i nie mam
            > się nawet komu poskarzyć.....
            Wiem, ze w prawdziwywm zyciu nie jest az tak dobrze, ze jak sie juz kogos ma,
            to zyje sie u boku tej drugiej osoby dlugo i szczesliwie. Wiem, ze i wtedy moze
            czlowieka dopasc samotnosc. Ja mowie tylko o tym, jak nieznosna bywa samotnosc
            w pojedynke, bo ten stan znam po prostu (i niestety) najlepiej.
            Pozdrawiam serdecznie
            _ewa
            • Gość: Olrunn Re: Juz jestem z powrotem IP: *.szeptel.net.pl 13.09.02, 19:19
              Witaj ewo!
              Cieszę się, że się odezwałaś. Muszę Ci się przyznać,że Twoja sytuacja
              poruszyła mnie w jakiś sposób. Wszystkie opinie i odpowiedzi na Twój wątek
              czytałam bardzo uważnie, niektóre wzięłam sobie nawet do serca. Często o tym
              myślałam.
              Trzymam za Ciebie kciuki cały czas. Pozdrawiam serdecznie - Olrunn

              • _ewa Re: Juz jestem z powrotem 13.09.02, 20:06
                Gość portalu: Olrunn napisał(a):

                > Witaj ewo!
                > Cieszę się, że się odezwałaś. Muszę Ci się przyznać,że Twoja sytuacja
                > poruszyła mnie w jakiś sposób. Wszystkie opinie i odpowiedzi na Twój wątek
                > czytałam bardzo uważnie, niektóre wzięłam sobie nawet do serca. Często o tym
                > myślałam.
                > Trzymam za Ciebie kciuki cały czas. Pozdrawiam serdecznie - Olrunn
                >

                Hej Olrunn,
                Pamietam Twojego pierwszego maila do mnie, jak mna potrzasnelas za marudnosc.
                Niedawno uslyszalam od takiego sobie znajomego, ze:
                - jestem straszna gadula,
                - jeste uparta i zawsze probuje postawic na swoim,
                - wszystkie wypowiedzi zaczynam od "nie".
                W pierwszej chwili jak zwykle chcialam zripostowac, ze tak NIE jest, co tylko -
                jego zdaniem - potwierdzalo slusznosc jego obserwacji. Moglam mu przyznac
                slusznosc co do gadulstwa, bo tej wady jestem swiadoma, ale pozostale uwagi...
                Czesto uwazam, ze jestem zbyt ulegla, a on zarzucil mi, ze wymuszam na innych
                okreslone zachowania. Troche sie w tym wszystkim pogubilam, choc od
                najblizszych - i bynajmniej nie zlosliwie - slysze czasem, ze potrafie byc
                tyranem. Moze ja mam faktycznie paskudny charakter i stad moja samotnosc. Wiem,
                ze jestem kiepska w podnoszeniu innych na duchu, a sama lgne do osob, ktore
                maja taki dar, ze ludzie w ich otoczeniu czuja sie fajni i sympatyczni. Bywam
                czasem strasznie zasadnicza, nosze chyba maske takiej ulozonej, grzecznej
                osobki (zasadniczo jestem grzeczna, ale czy az tak?) i chyba to powoduje, ze
                choc ludzie zasadniczo mnie lubia, to jednak nikt nie ma ochoty zblizyc sie do
                mnie bardziej. Chcialam pogadac ;-)
                Pozdrawiam serdecznie
                _ewa
                • Gość: Olrunn Re: Juz jestem z powrotem IP: *.szeptel.net.pl 16.09.02, 08:49

                  Dzień dobry Ewo! :)

                  Nie sądzę, żeby te cechy charakteru, o których wspomniałaś musiały Cię
                  skazywać na samotność, determinować Twoją sytuację.
                  Ludzie są przecież tak różni... :)
                  Ostatnio zastanawiałam się nad tym najczęściej zadawanym pytaniem: "Dlaczego
                  jestem sam(a)?", "dlaczego jesteśmy samotni?". Ciekawe co byłoby, gdyby to
                  pytanie odwrócić. Jak to jest, że nie jestem sam(a)?

                  Pozdrawiam serdecznie :)
                  Olrunn
            • _ewa Re: Juz jestem z powrotem 14.09.02, 19:00
              _ewa napisała:

              > Witam ponownie ;-)
              > To naprawde bardzo mile, ze o mnie nie pamietacie i pytacie, co slychac ;-)

              Oczywiscie mialo byc tak:
              "To naprawde bardzo mile, ze o mnie pamietacie..." ;-)
    • _ewa Re: Jak wyjsc z samotnosci? 13.10.02, 17:06
      Zalozylam watek w lipcu, a tu nagle (a moze wcale nie nagle) jesienia taki
      wysyp watkow dotyczacych tego samego, ze smutno zyc w pojedynke. Ja nadal
      jestem sama. Sa dni, gdy sobie z tym radze, nie dopuszczam czarnych mysli, sa
      dni, gdy jednak nerwy puszczaja. Mam sporo zajec: praca, kursy, szkolenia, wiec
      czas zdawaloby sie szczelnie wypelniony, ale to nie zaspokaja wszystkich moich
      potrzeb. Bywam czasem na czacie. Ostanio ktos zaproponowal spotkanie, ale ja
      nie chce sie spotkac. Po pierwsze on mieszka w innym miescie, wiec nie byloby
      latwo umowic sie na spotkanie. Ale tak naprawde chyba nie chce sie z nim
      spotkac. Boje sie kolejnego rozczarowania, mam juz na koncie kilka takich
      spotkan. Ktos tu pisal chyba wczoraj, ze pewien "on", poznany przez net
      swietnie sie bawil na spotkaniu z "nią", nalegal na kolejne, a potem zamilkl na
      amen. Ona nie rozumie, on milczy. Jakis absurd, ale znam podobna sytuacje, wiec
      juz sie takiemu obrotowi sprawy dziwie mniej niz kiedys. Nie spotkam sie chyba
      tez dlatego, ze czuje ze to nie to. To irracjonalne i sama sie juz kilkakrotnie
      przekonalam, ze czasem warto zrobic cos wbrew sobie, ale... Ale na dwoje babka
      wrozyla. Chcialam pogadac. Aha, ktos zapropnoal singlom z Lodzi wspolne
      spotkanie, wspolne wyjscie - to bardzo fajny pomysl, szkoda, ze mieszkam
      zupelnie gdzie indziej.
      • Gość: Mimi Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.bielsko.sdi.tpnet.pl 13.10.02, 20:06
        JA też mieszkam gdzie indziej i żałuję ,bo to naprawdę fajny pomysł.TO zupełnie
        co innego niż spotkania ,które przeżyłyśmy i mamy w związku z nimi przykre
        doświadczenia. JA też jestem raczej samotna-teraz coś niby się zmienia ,ale
        wolę nastawić się do tego sceptycznie.Boję się rozczarowania,cierpienia
        itd.MOże nie powinnam tak do tego podchodzić ,ale niestety tak jest.
        Twój wątek pomógł mi poczuć się mniej samotną-napisałaś to ,co ja napisałabym
        zakładając taki wątek.JEstem taka sama i tak samo samotna!
    • tao27 Re: Myślcie pozytywnie dziewczyny 13.10.02, 20:49

      Witam Cię Ewo i nadal się cieszę że jesteś, życzę Ci wszystkiego najlepszego
      i radosnego uśmiechu.
      Pozdrawiam w tym miejscu także Mimi,powodzenia i pogodniejszych dni dla
      samotnych, myśl pozytywnie dziewczyno.
      A najlepiej "Zostańmy razem"na sieci jak śpiewa Stachurski.

      Pozdrawiam 007wc
      • _ewa Re: Myślcie pozytywnie dziewczyny 13.10.02, 21:12
        tao27 napisał:

        >
        > Witam Cię Ewo i nadal się cieszę że jesteś, życzę Ci wszystkiego najlepszego
        > i radosnego uśmiechu.
        > Pozdrawiam w tym miejscu także Mimi,powodzenia i pogodniejszych dni dla
        > samotnych, myśl pozytywnie dziewczyno.
        > A najlepiej "Zostańmy razem"na sieci jak śpiewa Stachurski.
        >
        > Pozdrawiam 007wc

        Czasem sie usmiecham, choc chyba za rzadko. A co do piosenek, to lubie piosenke
        Myslovitz, tyle ze nie pamietam tytulu, o jednym jedynym zyciu, jakie mamy. W
        jednym z kobiecych pism tez pojawil sie ostatnio artykul w podobnym tonie, jak
        ton tej piosenki. Radza, by zyc tak, jak by sie mialo przed soba jeszcze tylko
        rok zycia. Nieglupie, chco troche straszne, gdyby by mialo sie okazac prawda.
        Pozdrawiam

        PS. Widze, ze dokonala sie mala zmiana wizerunku.
        • Gość: Anahita Re: Myślcie pozytywnie dziewczyny IP: *.acn.pl / 10.128.128.* 13.10.02, 22:15
          Ewo,
          kibicuje Ci po cichu od jakiegos miesiaca i trzymam kciuki,
          zwlaszcza, ze bardzo bardzo przypominasz mi mnie sama :)

          bede tu wpadala czasem w oczekiwaniu na wiadomosci, co u Ciebie.
          tymczasem zycze pogodnego usmiechu - nic nie kosztuje, a dziala!

          pozdrawiam serdecznie
          Anahita
        • 007wc Re: Zapominalska 14.10.02, 17:51

    • Gość: jaro Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.auth-el-0209568.acn.pl 13.10.02, 22:13
      Zacznij sie usmiechac do ludzi, wyjdz do nich, otworz dzrzwi, a inni je otworza
      dla Ciebie. Powodzenia!
      • eva07 Re: Jak wyjsc z samotnosci? 14.10.02, 19:20
        To chyba jeden z najdłuższych watków na tym forum. Nie wątpię więc, że bardzo
        aktualny. Co do spotkan na czacie a potem "w realu", to Ewo, nie zrażaj się. Bo
        to jest tak, jak w zyciu: czasem zapierwszsym razem spotyka sie kogoś super
        ciekawego (ale to sie zdarza bardzo rzadko), czasem za trzecim lub czwartym, a
        czasem za dziesiatym. To jest zupełnie tak jak w zyciu. Trzeba poznawać ludzi i
        nteresowac się nimi, żeby oni interesowali się nami. A w sprawie tych spotkan -
        nie jestem gołosłowna. Znam (blisko) przykład bardzo udanego i interesującego
        spotkaniaprzez sieć.Jeśli wolno mi cos radzić: nie przejmuj się zbytnio tym jak
        wyjdzie, traktuj to w kategoriach rozrywki,spedzenia wolnego czasu, zabawy i w
        trakcie spotkania mów naprawde to co myslisz. Jesli jest ci trochę głupio, albo
        czujesz sie niezręcznie - mów to. Warto pozanwac ludzi i tyle. POzdrawiam
        serdecznie ciebie i inych forumowiczów. E.
    • nulla Re: Jak wyjsc z samotnosci? 13.10.02, 22:22
      Ja mam podobny problem, tyle tylko, ze w przeciwnieństwie do Ewy i pozostalych
      samotnych nawet nie liczę na to, ze ten stan rzeczy kiedykolwiek uda się
      zmienić. Nawet jeśli stałoby sie inaczej, to nie wierzę, aby udalo mi się taki
      zwiazek utrzymać - nie mam przeciez praktycznie żadnych doświadczeń, żadnej
      wiedzy, jak to jest w związku, jak sobie radzić z konfliktami itd. Nie dążę
      więc do znalezienia drugiej połówki (a choćby nawet i "ćwiarteczki"), bo...
      boję się też, ze ja "Jemu" nie będę miała nic do zaoferowania, no bo co bedę
      umiała dać po nieprzerwanej niemal samotności (damsko - męskiej) - ani
      czułości, ani ciepła, zostaje tylko niepewność, moje kompleksy, obawa, że "On",
      jak tylko się zorientuje, że ma do czynienia z taką nieudacznicą, to raz, dwa
      ten związek zakończy, a minie dojdzie kolejny powód od frustracji. To tak
      jakby jakieś drzwi byłby dla mnie na zawsze zamknięte. Dlatego zazdroszczę Ci,
      Ewo, że masz w sobie tyle siły, aby przynajmniej mysleć o zmianie "status quo"
      i próbujesz znaleźć partnera - ja nawet nie myślę o szukaniu, usztywniam się na
      samą myśl o tym , że gdzieś coś mogłoby zakiełkowac. I wydawałoby się, że
      wszystko jest OK, tylko dlaczego często jest mi tak cholernie smutno..., tak
      przeraźliwie pusto
      • Gość: Anahita Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.unused.zigzag.pl 14.10.02, 09:40
        o, matko, dziewczyno!
        takim podejsciem niszczysz sobie zycie...
        kazdy przeciez ma cos do zaoferowania, a skad mozesz wiedziec, czego oczekuje
        ktos, kogo jeszcze nawet nie poznalas?
        los ma to do siebie, ze bywa zlosliwy i absolutnie nieprzewidywalny, cos
        przydarzy Ci sie, kiedy calkiem stracisz nadzieje, co nie znaczy, ze masz
        machnac reka i przestac wierzyc, ze jeszcze czeka Cie cos dobrego!
        przede wszystkim uwierz w siebie i w to, ze na pewno masz cos do zaoferowania,
        cos, czym mozesz zaintrygowac, zaciekawic.
        radze poczytac dokladnie caly watek Ewy, dopasowac go do Twojej sytuacji i
        ZMIENIC PODEJSCIE.

        Pozdrawiam serdecznie
        Anahita
        • Gość: nulla Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 14.10.02, 19:52
          Dziekuję Anahito za slowa otuchy. Tylko widzisz, jak już prawie na 100 %
          uwierzyłam, że reyzgnacja jest najlepszym wyjściem w mojej sytuacji. Na nic nie
          czekam, bo dzięki temu nie przeżyję rozczarowań, żalu,że nie wyszło itd. ( no
          bo takie rozczarowania na pewno bedą , na pewno niemożliwe, zeby mnie udało się
          stworzyć coś trwałego - błędne koło i samospełniająca się przepowiednia !). Co
          jednak ciekawe, gdyby ktoś z przyjaciól opowiedział mi o takim problemie, to ja
          dawalaby te same rady, co Ty mnie i byłabym przekonana o ich sluszności. Tak
          wiec w teorii jestem dobra, gorzej z praktyką...
          Poza tym dochodzi jeszcze obawa, ze gdyby - o cudzie ! - przytrafił mi się
          jednak jakiś związek, to ja zwyczajnie "przeinwestowałabym" tę relację i po tak
          dłuuuugim "poście" moje rozbuchane nadzieje i oczekiwania moglyby nie spotkać
          równie mocnego odzewu drugiej strony. Tak wiec - byłyby to powód od kolejnej
          frustracji, a poczucie własnej wartości (i tak juz słabiutkie), leciałoby na
          łeb, na szyję . Więc właśnie w obawie przed tym wmawamiam sobie, że ja nic dla
          siebie nie chcę. Do tego dochodzi jeszcze poczucie ( i wstyd) ,że takie
          dylematy mogą być udziałem co najwyżej naiwnej nastolatki, a nie kobiety od
          dawna pełnoletniej. Ktoś na tym bodajże forum napisał: "ilu psychologów
          potrzeba do zmiany żarówki ? Jednego, ale żarówka sama musi chcieć sie
          zmienić" Dobrze chociaż, ze Ewa chce takiej zmiany.

          Pozdrawiam

          Nulla
          • _ewa Re: Jak wyjsc z samotnosci? 14.10.02, 21:38
            Gość portalu: nulla napisał(a):

            > Dziekuję Anahito za slowa otuchy. Tylko widzisz, jak już prawie na 100 %
            > uwierzyłam, że reyzgnacja jest najlepszym wyjściem w mojej sytuacji. Na nic
            nie
            >
            > czekam, bo dzięki temu nie przeżyję rozczarowań, żalu,że nie wyszło itd. ( no
            > bo takie rozczarowania na pewno bedą , na pewno niemożliwe, zeby mnie udało
            się
            >
            > stworzyć coś trwałego - błędne koło i samospełniająca się przepowiednia !).
            Co
            > jednak ciekawe, gdyby ktoś z przyjaciól opowiedział mi o takim problemie, to
            ja
            >
            > dawalaby te same rady, co Ty mnie i byłabym przekonana o ich sluszności. Tak
            > wiec w teorii jestem dobra, gorzej z praktyką...
            > Poza tym dochodzi jeszcze obawa, ze gdyby - o cudzie ! - przytrafił mi się
            > jednak jakiś związek, to ja zwyczajnie "przeinwestowałabym" tę relację i po
            tak
            >
            > dłuuuugim "poście" moje rozbuchane nadzieje i oczekiwania moglyby nie spotkać
            > równie mocnego odzewu drugiej strony. Tak wiec - byłyby to powód od kolejnej
            > frustracji, a poczucie własnej wartości (i tak juz słabiutkie), leciałoby na
            > łeb, na szyję . Więc właśnie w obawie przed tym wmawamiam sobie, że ja nic
            dla
            > siebie nie chcę. Do tego dochodzi jeszcze poczucie ( i wstyd) ,że takie
            > dylematy mogą być udziałem co najwyżej naiwnej nastolatki, a nie kobiety od
            > dawna pełnoletniej. Ktoś na tym bodajże forum napisał: "ilu psychologów
            > potrzeba do zmiany żarówki ? Jednego, ale żarówka sama musi chcieć sie
            > zmienić" Dobrze chociaż, ze Ewa chce takiej zmiany.
            >
            > Pozdrawiam
            >
            > Nulla

            Witaj Nulla,
            Ten nick, jak sadze, nie jest przypadkowy, prawda? Nullo, nulla... Czy ja
            wierze? Moze chwilami tak, jak wczoraj. Tylko w co ja mam wierzyc... Chociaz z
            drugiej strony, nie pozostaje mi chyba nic poza wiara, bo biorac to rozumowo,
            na logike, wychodzi, ze bede sama. Skoro zawsze bylam sama. Z jakimis
            epizodami, ktore na dobra sprawe sa niczym. Niczym.
            Chcialabym Ci napisac, ze Twoje zycie sie zmieni, chcialabym moc napisac ze
            moje sie zmienia. Wczoraj wieczorem moj brat ze swoja dziewczna, moja siostra z
            chlopakiem i ja sama. Oni sa mlodsi, bywam dla nich ta, ktora pytaja o to czy
            tamto, ale to ja nigdy nie umialam sobie ulozyc zycia. Przejrzalam dzis niemal
            wszystkie zamieszczone tu posty, takze swoje. Czasem czytajac to, co napisalam,
            bylam poirtowana. Chwilami pisze jak mala dziewczynka, ktora tupie, gdy nie
            dostaje tego, co chce. Kilka osob pisze, ze powinnam uatrakcyjnic swoje zycie,
            by stac sie atrakcyjna dla otoczenia. Jestem zmeczona, nie chce mi sie, mam
            dosc. Mam dosc analizowania, stawiania pytan i odgadywania, dlaczego tak jest.
            A tak po prostu jest. Jedni sa madrzy, inni glupi, jedni sa szczesliwi w
            milosci, inni nie, jedni sa odwazni, inni tchorzliwi. Ja jestem tchorzliwa,
            itd. Kiedys w takim jednym filmie, jednym z moich ulubionych, bohaterka,
            profesorka literatury (stara panna, choc pogodna) pyta swoich studentow,
            dlaczego my-ludzie sie zakochujemy. Padaja rozne bardziej lub niej wydumane
            odpowiedzi. W koncu pani profesor kwitue to mniej wiecej takim
            stwierdzeniem, "bo wtedy czujemy sie kurewsko (tak bylo na kasecie video, slowo
            honoru) szczesliwi". Chcialabym sie tak poczuc. Z niektorych postow, pisanych -
            tak sadze - w jak najbardziej dobrej wierze, wynika, ze swoim zachowaniem nie
            zasluzylam na milosc. No coz, jesli milosc nawiedza ludzi podle zaslug, to moze
            faktycznie tak jest.
            Pozdrawiam wszystkich, samotnych i niesamotnych.

            PS. Nie potrafie pocieszac, przykro mi.
            • eva07 Re: Jak wyjsc z samotnosci? 14.10.02, 22:35
              Ja też już kiedys przeczytałam twoje posty i wyszło mi z nich, ze jesteś
              zdecydowanie interesująca jednostką. Powsciagliwą, mało histeryczną, pełną
              godności.
              Nie chce ci się nic zmieniać w sobie? Szkoda.Masz jeszcze tyle zycia przed
              soba.Zycie bez zmian i niespodzianek jest nudne. A jak mówił z krzaku
              gorejacego Bóg do Mośka, który prosił o wygraną na loterii: Mosiek daj mi
              szansę! Kup los! Acha,jeszcze jedno. Zewnetrzne zmiany sa fajne, bo daja
              rozrywkę w zyciu, ale to wewnętrzne przynoszą zmianę zycia. I myslę sobie, ze
              chyba ty musialabyś trochę sobie i inym "odpuscić", poluzować. Może sie
              oczywiście mylę, ale tak mi się wydaje. BYłoby dobrze gdybys umiała nie bać się
              byc śmieszną, nie wstydzić własnych slabości. Byc ciekawą innych. Wtedy pewnie
              i pocieszać byś umiała lepiej. A
              • Gość: Anahita Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.unused.zigzag.pl 15.10.02, 09:51
                Dziewczeta moje drogie,

                moje zdanie jest takie, ze NIE WOLNO pod zadnym pozorem dopuszczac
                do siebie mysli w stylu "moze faktycznie nie zasluzylam na milosc" -
                Chryste, a kto zasluzyl? i to wlasnie jest wspaniale - bez wzgledu na to,
                jakie posiadamy cechy, czy jestesmy chodzaca dobrocia czy lamiemy wszystkie
                istniejace zasady moralne, zawsze moze znalezc sie ktos, kto odnajdzie
                w nas cos do kochania...

                trzeba po prostu dac innym szanse, obnizyc poprzeczke, bo raczej niewiele
                jest osob, ktore sa w stanie spelnic WSZYSTKIE wymagania.
                trzeba dac sobie wiecej luzu, nauczyc sie cieszyc drobiazgami, usmiechem
                obcego mezczyzny na ulicy, nowa fryzura etc.

                poza tym Ewo droga, to nie jest kwestia zmiany czegos w Tobie, po to, abys
                mogla zainteresowac soba innych, bo jak zdazylam sie zorientowac, JESTES
                wlasnie taka, nieprzecietna osoba, tylko dania szansy innym na zainteresowanie
                soba Ciebie!
                jak pisalam wczesniej, nigdy nie wiesz, co ma w sobie drugi czlowiek - moze
                sie okazac, ze ma 10 cech, ktore Ci sie nie podobaja, ale kolejne 5 sprawia,
                ze to bedzie wlasnie TO...

                o, matko, nie wiem czy ktos zdola przebrnac przez ten wywod :)
                Anahita
                • Gość: pom Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: 1ProxyWebServer:* 15.10.02, 10:53
                  Ja zdołałam.:))) Nie był takie straszny, nie przesadzaj.
                  Dorzucę coś od siebie, jeśli pozwolicie, bo problem w jakiejś części i mnie
                  dotyczy. Moge o sobie powiedzieć tyle, że ani nie zamykam sie na innych ani
                  inni na mnie. Mam wokół siebie mezczyzn, czuję sie podziwiana i dowartościowana
                  jako kobieta. Mam z kim wychodzić na spacery, do kina, mam z kim spędzać
                  wieczory. Ale jestem sama. I nie zgodzę sie do końca, że to jest wyłącznie brak
                  akceptacji tego, co dostaję, że nie jest doskonałe, a przynajmniej takie, ze
                  może mnie zadowolić.
                  Bo czy mam się zadowalać kimś, kogo nie kocham i pokochać nie jestem w stanie?
                  Moge kogoś lubić, szanować ale nie chcę zamykać oczu na wady, które by
                  przeszkadzałyby mi w zyciu i o tym jestem głęboko przekonana. Dla ścisłości, to
                  nie sa błahostki ale pryncypia.
                  Co innego nie czuć się samotnym w tym znaczeniu, że mamy wokół siebie oddanych
                  i kochających ludzi a co innego być z kimś, kogo kocham.
                  Kobieta po 30, wrażliwa, przymyślana, wykształcona, świadoma siebie, wie czego
                  chce. Nie powierzy swego życia komuś tylko dlatego, że komuś się spodobała.
                  Nie zrozumcie mnie źle - to nie jest hymn kobiety w wygórowanymi oczekiwaniami.
                  Gdyby zapytać: kogo szukasz? większość kobiet odpowie: kochający, dobry,
                  wierny, zaradny, rodzinny, dający oparcie i bezpieczeństwo... no i konia z
                  rzędem temu, kto go znajdzie dla każdej z nas. Bo prawda jest dla nas dość
                  okrutna: popyt jest większy od podaży i na to wpływu nie mamy.
                  I przestańmy o wszystko obwiniać tylko siebie.
                  • Gość: Mimi Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.bielsko.sdi.tpnet.pl 15.10.02, 11:41
                    Czasami poczucie niskiej wartości sprawia ,że boimy się "wchodzić"głębiej w
                    jakiś związek.TAk jest u mnie.Na wszelki wypadek wolę zachować dystans i
                    wiem ,że powodem jest strach przed odrzuceniem.Nigdy nie jestem pewna co ta
                    druga osoba o mnie myśli ,czy zalezy jej na mnie itd.A może spotyka się ze nmą
                    tylko tak...I choć czasami mam dowody na to ,że tak nie jest ciągle dręczą mnie
                    te obawy. I zauważyłam jeszcze jedno.JAk wielką siłę daje mi świadomość ,że
                    ktoś jest -mimo tych wszystkich obaw czuję się
                    silniejsza ,pewniejsza,weselsza.Gdyby nie ten lęk,że może się to skończyć
                    czułabym sie naprawdę szczęśliwa.
                    • Gość: Anahita Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.unused.zigzag.pl 15.10.02, 11:58
                      obawiam sie, ze chyba troche niepotrzebnie wrzucamy do jednego worka rozne
                      odmiany jednego problemu...
                      jest przeciez samotnosc i samotnosc,
                      sa kobiety, ktore jak nulla, postanowily zrezygnowac z marzen, zeby potem sie
                      nie rozczarowac, ale inne, jak nasza Ewa, nadal maja w sobie ducha walki :)

                      chodzi mi o to, ze u czesci z nas ten problem wynika z jakiegos wewnetrznego
                      niedopasowania do rzeczywistosci - mamy glowe napakowana wyobrazeniami o
                      idealnym facecie, z ktorym sila rzeczy normalny mezczyzna z krwi i kosci nie
                      jest w stanie wygrac...w takim wypadku trzeba po prostu stuknac sie w glowe i
                      zaczac wreszcie zyc w realnym swiecie, wsrod normalnych ludzi - to mialam na
                      mysli piszac o obnizaniu poprzeczki :)
                      druga sytuacja jest troche bardziej skomplikowana, bo ja niestety nie potrafie
                      odpowiedziec na pytanie co sprawia, ze inteligentna, mloda, mniej lub bardziej
                      atrakcyjna, interesujaca NORMALNA kobieta (ze zdrowym podejsciem do mezczyzn)
                      jest samotna...

                      zreszta zeby nie bylo, ze ja tak pisze sobie z ksiezyca, powiem, ze sama jestem
                      w podobnej sytuacji, co Pom ;)duzo znajomych, w tym mezczyzn, nie narzekam na
                      brak zainteresowania, ciagle poznaje nowych ludzi, ale ostatni zwiazek
                      zakonczylam jakies 1,5 roku temu i od tamtej pory borykam sie z problemem
                      samotnosci...jestem wiec takze egoistycznie zainteresowana calym tym watkiem :)

                      pozdrawiam
                      Anahita
                  • zeb Re: Jak wyjsc z samotnosci? 15.10.02, 14:40
                    Nie doczytałem do końca watku, troszke sie pogubiłem.
                    Chce powiedziec jedynie, ze nie wolna sie zmieniac, ani tez dokonywac zmian pod
                    jakas presja, niby dostosaowania sie do partnera - gdyz to i tak jest na
                    krótką mete - czasami trwajaca miesiac moze i 7 lat. Najlepiej byc soba, dawac
                    siebie i brac to co jest dawane. Trzeba byc otwartym, nie mozna zakladac
                    skorupy i czekac nie wiadomo na co. Mowiac inaczej trzeba wziac los w swoje
                    rece.
                    Sam obecnie przechodze zalamanie i wiem jak ciezko jest samemu, ale zmierzam
                    do tego zeby sie podniesc, pozbierac. Siedzenie w domu i klikanie w czat nie
                    daje rozwiazania, no moze na chwile - ucieczka nic wiecej, a co pozniej?
                    Wszystkie obawy, leki pryskaja, jak przestajemy wciaz o nich myslec, trzeba
                    myslec zawsze pozytywnie.
                    Co do ideałow to faktycznie zdarzaja sie tylko w kinach na ekranie filmowym, w
                    zyciu bywa roznie, zazwyczaj trzeba patrzec przez "rozowe okulary". Mozna o ile
                    są checi i wola kompromisu pominać drobne wady.
                    Ewo trzymaj się i otworz się troche na swiat, widac, ze zmian nie musisz
                    dokonywac, troche pewnosci siebie i bedzie sukces.
                    To tyle w wielkim skócie.
                    To moj mail, jakby co proszę wykorzystać: zeb@gazeta.pl

                    ------------------------------------------
                    ("`-''-/").___..--''"`-.__
                    `6_ 6 ) `-. ( ). `-.__.`)
                    (_Y_.)' ._ ) `._ `. ``-..-'
                    _..`--'_..-_/ /--'_.' ,'
                    (il),-'' (li),' ((!.-'

                    ps. pom, sa tacy faceci jak piszesz, są. pozdrawiam
    • Gość: PMS Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.pspeng.cz 15.10.02, 11:48
      Preczytałem pare twoich postów, bo więcej nie miało sensu, bo stwierdziłem, że to tak jak bym sam napisał.
      Jestem troszeczke młodszy od ciebie i mam ten sam problem. Najlepszym sposobem na samotność jest chyba praca, kiedy to nie masz czasu o niej myśleć. Ale po pracy przychodzisz do domu i ... nic. Poszedł bym gdzieś, do baru, na spacer, ale samemu? Najgorsze są weekendy a zwłaszcza kiedy jest ładna pogoda, bo musisz siedzieć w domu i słuchać rodziców "dlaczego ciągle siedzisz w domu, może byś gdzieś wyszedł". Wtedy to też trzeba znaleźć se jakąś robotę, żeby zapomnieć. Nie ma sensu się zbytnio rozpisywać, bo nie jest mi to miłe znowu sobie uświadamiać, że nie ma dla kogo żyć.
      Może tam gdzieś daleko jest i czeka na nas ta druga połówka, która nadejdzie w odpowiednim czasie, albo po prostu takie jest nasze przeznaczenie i trzeba się z tym pogodzić.
      Za bardzo ci nie pomogłem, ale współczuję ci, bo wiem co to jest.
      Pozdrawiam
      • Gość: Mimi Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.bielsko.sdi.tpnet.pl 15.10.02, 12:22
        A już najgorsze jest to ,kiedy po długiej samotności spotkamy kogoś i parę
        weekendów mamy "zapełnionych",a potem to się kończy i znowu trzeba uczyć się
        być samemu.OKROPNE!!!
        CHyba to trochę pesymistyczne :( .Przepraszam.
        Wiecie co? Wydaje mi się ,że jeśli raz uda nam się uwierzyć w
        siebie,przekonać sie ,że nie jest tak źle...to potem jest coraz łatwiej.DUżo
        zależy od naszego nastawienia.A żeby zmienić nastawienie trzeba czasami się
        przełamać ,zrobić coś wbrew sobie.Ja też dopiero uczę się tego i mam
        nadzieję ,że nie jest za póno.
        • onnanohito Ja wiem jak, naprawdę. 15.10.02, 14:29
          No cóż. Czytam, czytam i czytam.
          I wreszcie postanowiłam, że musze napisać. MUSZĘ, bo ja wyszłam z samotności,
          naprawdę wiem co to znaczy i ... to trzeba opowiedzieć po kolei.
          NULLA! To Ty spowodowałaś, że piszę!!! Nie wolno Ci tak mysleć, Jezu, tak mi
          smutno. Proszę Cię, pzreczytaj mój post. Też jestem z Gdańska, pozdrawiam Cię
          serdecznie. I Ciebie Ewo_ i Was wszystkich.
          Opisałam już tu gdzies moja historię, chciałan znaleźć, ale jakoś mi nie
          wyszło. Opowiadam i proszę wszystkich tych, którzy to czytali o wybaczenie.
          Zacznijmy od dnia dzisiejszego. Mam 31 lat i 2 miesiące. Wyższe wykształcenie,
          pracę, Ukochanego Męża i 2 koty. Dwa i pół roku temu - Męża nie miałam i nawet
          Go nie znałam.
          Zawsze byłam sama. W sensie - bez faceta - w pierwszej klasie ogólniaka
          poznałam Moja Przyjaciółkę i chyba tylko dzięki Niej przetrwałam to wszystko.
          Dziewczyny samotne, które tu pisałyście i któe potrzebujecie Tego Kogoś do
          życia jak powietrza - rozumiem WAS!!! No więc tak - imprezy klasowe w
          ogólniaku - czasem z kimś zatańczę i nic więcej. Jestem bardzo lubiana, wszyscy
          lubią moje towarzystwo, tylko jakoś nikt się nie chce ze mną umówić. No dobra,
          kogoś wreszcie spotkam. Raz po raz zakochiwałam się platonicznie, życie
          nabierało rumieńców, może uśmiechnie się do mnie na korytarzu? Zresztą wtedy
          wszystkie moje koleżanki też były same - nie było tak źle, razem się z tego
          śmiałyśmy. Studia. Wyjazd do innego miasta. Wielka przygoda - tak o tym
          myslałam. I ... pierwsze miesiące to był po prostu najkoszmarniejszy okres
          mojego życia. SAMA. Pamiętam pewien deszczowy wieczór. Wracałam do domu z kina,
          mieszkałam na stancji. I pomyślałam sobie, że gdyby ktos mnie teraz zabił -
          NIKT by sie tym nie zaniepokoił. Przecież nie gospodyni! A Rodzice daleko! Nikt
          by mnie od razu nie szukał. Czułam się fatalnie. No nic - to wtedy właśnie
          nauczyłam się chodzić sama do kina, na spacery, z książką do parku itd. - w
          Gdańsku miałam od tego Moją Przyjaciółkę, a tam trochę potrwało, zanim
          znalazłam znajomych. Generalnie studia - strasznie dużo nauki, strasznie dużo
          imprez, strasznie dużo znajomych i .... SAMOTNOŚĆ, coraz bardziej widoczna i
          coraz bardziej doskwierająca. Wszystkie przyjazdy do domu ... kolejno wszystkie
          koleżanki i Przyjaciółka łączyły się w pary, a ja .... Nie. Święta: Życzymy Ci
          fajnego chłopaka - to jak miałam 20 lat. Życzymy Ci fajnego Męża - to jak
          miałam 25 lat. Życzymy Ci zdrowia - to jak byłam starsza - machnęli na mnie
          ręką - męża juz nie będzie miała, może chociaż zdrowie jej dopisze. I tak to
          się kręciło. Pamietam taki czas w moim życiu, niedługo po studiach - koleżanki
          jedna po drugiej wychodzą za mąż a ja nawet nie mam z kim iść na ich wesele ...
          Nie było to przyjemne. Miałam wtedy straszne dołki, nie mogłam pic alkoholu, bo
          jak mi tylko w głowie zaszumiało robiłam występ pt.: spowiedź z mojego
          samotnego życia :-(. Powoli z osoby smutnej zaczynałam się robić wściekłą - co
          jest, cholera, życie ucieka, a ja tak wiecznie będę marudzić i utyskiwać nad
          własnym losem??? Koniec tego!!! Pamiętam taki czas (miałam własną działalność
          gosp., wstawałam kiedy chciałam) jak cały dzień siedziałam w pidżamie, cos tam
          jadłam, paliłam, czytałam dużo książek. Ale zewnętrze jakoś nie istniało. I w
          końcu miarka się przebrała. Trafiał mnie coraz większy szlag!Postanowiłam, że w
          d.... mam to wszystko, nie będę się całe życie zamartwiac, ma byc fajnie!!!! I
          że będę szczęśliwa SAMA!!!! Dziewczyny, przysięgam Wam, że robiłam to na siłę.
          Zapisałam się na basen, chociaż nie cierpię wysiłku fizycznego - wiedziałam, że
          mi to dobrze zrobi - i to jak!!!! Po basenie człowiek czuje się taki lekki i
          czysty i zadowolony! Polecam. Chodziłam na wszystko na co miałam ochotę do
          kina, wstawałam rano, puszczałam sobie moją ulubioną muzykę, gotowałam sobie
          odjazdowe żarcie. Przysięgam!!! Na początku to było trudne, bo : dla siebie
          samej, tak będe gotowac??? Ale odkryłam coś, z czym powinnismy sie rodzić: otóż
          zdałam sobie sprawę z tego, że mam tylko to jedno życie i że nikt tak o mnie
          nie zadba, jak ja sama. Bo nikt mnie tak dobrze nie zna. I że powinnam robić
          wszystko, co dla mnie najlepsze - naprawdę dziewczyny - pomyślcie tak o tym!
          Przygotowujecie kolację uroczystą dla gości - bo ich lubicie i chcecie ich
          jakoś uszanowac itp. To tym bardziej Wy same zasługujecie na to!!! Przygarnęłam
          dwa Koty - to najmądrzejsza rzecz, jaką wtedy zrobiłam, tez polecam. No i
          polubiłam siebie, naprawdę. Rysowałam sobie co nieco, działalność jakoś się
          kręciła, koty mnie kochały a ja je, mieszkanko sobie czasem remontowałam,
          zmieniałam kolory, przemeblowywałam. Było fajnie. Ale to nie zmieniło faktu, że
          bardzo chciałam kogos kochać, a jeszcze bardziej, żeby on mnie kochał :-) Po
          drodze zdarzyła się 8-miesięczna znajomość - w zasadzie szkoda na nią słów -
          była na odległość i po prostu mnie rzucił. Ale też na coś się przydała, bo jej
          koniec zmobilizował mnie do działania. Bo ja wreszcie chciałam być z kimś,
          naprawdę, w słońcu i w deszczu i w chorobie i w szczęściu i na wszystkie złe i
          dobre chwile, tak bardzo chciałam z kimś być. I żeby ten ktoś mnie potrzebiował
          i ... żeby nie był kotem, tylko facetem :-)
          Dziewczyny!!!! Trzeba "brać sprawy w swoje ręce"!!!!
          Co zrobiłam? Niektórzy wiedzą, a Ci co nie wiedza a chcą - musza poczekać na
          część drugą.
          Nullo, Ewo_ proszę Was. Napiszcie do mnie, jeżeli chcecie. Ja naprawdę rozumiem
          Was w 100% i wydaje mi się, że mogłabym Wam pomóc, wysłuchać, wesprzeć. Czekam
          na znak.
          Ach, tyle wątków przy okazji do opisania - i to o poprzeczkach i to o lęku
          strasznym - że po co, że lepiej niech Go w ogóle nie poznam, bo jak Go potem
          stracę, to będzie jeszcze gorzej ... Nullo! Prawie rok mój Ukochany czekał,
          żebym Mu uwierzyła, że On jest naprawdę i że zawsze będzie przy mnie rano, gdy
          się budzę i że mnie nie opuści. Bo po prostu mnie kocha.
          I EWO_ - rozumiem Cię, że nie chce Ci się zastanawiać - a dlaczego ja jestem
          sama, a co powinnam zmienić, mi też tak radzili, analizowaliśmy razem - o co
          chodzi? Przecież fajna ze mnie dziewczyna - a tu nic. No i wymyślili znajomi,
          że ... ja jestem za inteligentna i każdemu facetowi na wstępie przeprowadzam
          test na inteligencjję. Co czytał, co sądzi o tym i tamtym itd. No i facet
          ucieka, bo ... nie wiem co, i w d... mam takie analizy. Bo - nie będę przed
          nikim udawać innej osoby, a jak dla kogos jestem za inteligentna, no to chyba i
          tak nic by z tego nie wyszło.
          Wszyscy, którzy to przeczytaliście - wiem, że to strasznie chaotyczne, ten list
          powinien być ze 4 razy dłuższy, żebym przekazała część tego, co chciałam. Mam
          nadzieję dziewczyny, że jednak cos Wam dał ten list. Takie wywnętrznienie się
          naprawdę mnie sporo kosztowało, prosze napiszcie.
          Czekam na odzew i ściskam Was mocno.
          M.
          • anahita_jedyna Re: Ja wiem jak, naprawdę. 15.10.02, 14:47
            takie wlasnie historie sprawiaja, ze nie opuszcza mnie wiara
            w happy-end :))
            serio...
            zebys kochana wiedziala, jak mnie podbudowalas...
            mam nadzieje, ze zarowno Ewa jak i Nulla przeczytaja Twoj post
            i usmiechna sie, bo zycie naprawde plata figle :)

            pozdrawiam serdecznie
            Anahita
          • eva07 Re: Ja wiem jak, naprawdę. 17.10.02, 03:13
            Onnanohito! Zawiesiłaś historię w najciekawszym momencie.. Umieram z
            ciekawości. No i wreszcie coś pozytywnego, bo taki wątek o samotności ma to do
            siebie,że najwięcej w nim piszą samotni i robi się coraz bardziej
            beznadziejnie. Bardzo mi się podba twoja postawa, bo była szalenie sensowna.
            Jakoś tak intuicynie sensowna... Mnie jest trudno dawać rady, bo nie jestem i
            własciwie prawie nigdy nie byłam samotna (nie licze tu takich wypadków,jak ktoś
            napisał, że "od 1,5 roku jestem sama.." oojjj!!!! To akurat mi się zdarzało.)
            Ale tak sobie mysle, że może warto napisać, w czym widzę sekret tego,że samotna
            nie jestem i nie byłam. Oczywiście poza szczęśliwym trafem (co też należy
            uwzględnić i Panu Bogu podziękować).
            Otóz jakos tak mi się zdarzało, że kiedy pasjonowalam się i interesowałam czymś
            bardzo (wcale nie mężczyznami) - zazwyczaj bywały to rozmaitego rodzaju prace i
            zaangażowania społeczne, to znajdowali się mężczyźni,którzy bardzo
            zainteresowani byli mną. To jest sekret nr.1.
            Sekret nr.2 jest taki, ze zawsze ogromnie ciekawa byłam ludzi. Uwielbiałam ich
            poznawać, otwierać. To dotyczyło także mężczyzn. Raczej nie grałam, nie
            kokietowałam, (co nie znaczy,że nie starałam się być zadbana i atrakcyjna).Ale
            po prostu naprawdę szczerze się nimi interesowałam, jako ludźmi, kandydatami na
            przyjaciól. I to zainteresowanie było odwzajemniane.Sekret 3. W pewnym momencie
            przestalam sięprzejmować tak bardzo "despektem" jaki mnie spotka, jesli ktoś
            się zorientuje, ze mi sie podoba, a na przykład nie odwzajemni mojego
            zainteresowania. Wytłumaczyłam sobie,ze nie ma się czego wstydzić. Nie robię
            nic złego - a tylko tego by się można wstydzić. Po prostu boli jesli ktoś nas
            nie chce i tyle. Mam prawo czuc ten ból. Ale to nie ma związku z godnościa,
            honorem itd. BYłam więć szczera. Przestałam się bawić z ludxmi, a zwłaszcza z
            męzczyznami w podchody. Przestałam się BAĆ. I to tyle. Na koniec wkroczył i łut
            szczęścia, który sprawil, że poznałam odpowiedniego faceta. Ale gdyby się tak
            nie stało byłabym pewno z innym. Byc może nie tak idealnie do mnie
            dpasowanym,ale też ciekawym,tez mogącym mi dać wiele. Bo tu jest sekret 4 i
            ostatni: nie jest tak, że mozemy być tylko z tym jednym,wymyslonym. Jest wielu
            niegłupich, pragnących miłości, wrażliwych mężczyzn. Naprawdę.Miłość nie
            zawsze "jak złoczyńca wypada zzaułka".Czasem przychodzi powoli,wzajemną
            sympatią, zrozumieniem i zaufaniem. To by było na tyle. E.
    • Gość: mikowhy(juwo@o2.pl Badz obok samotnosci i podlewaj podsw pozyt myslam IP: *.artkom.lublin.pl / 192.168.1.* 15.10.02, 15:16
      _ewa napisał(a):
      czesc droga Ewo
      Pytasz sie o rade kobiety ale postanowilem Ci cos napisac.
      Moja sytuacja zyciowa wygladala podobnie do twojej .mam 24 lata i do niedawna mialem sfrustrowane zycie.
      do 23 roku zycia z nikim sie nie spotykalem pozniej bylem z kims kogo poznalem w anglii ale okazalo sie ze bylo nie tak choc wtedy bylem niedojrzaly emocjonalnie.pozniej bylem 2 razy z dziewcz poznanymi przez net i ciagle cierpialem a to majac watpliwosci czy ktos chce byc ze mna czy to bedzie trwac dawalem sie wykorzystywac.Od czerwca bylem sam i bylo mi z tym coraz lepiej. hatha yoga duzo mi dawala i medytacja dzieki temu mialem jakis cel.w sierpniu bylem na warsztacie yogi i poznalem w normalny sposob Sylwie ktora tez cwiczy yoge i jestem z nia od ponad tygodnia .jestem naprawde szczesliwy a jush myslalem ze nie znajde osoby mi tak bliskiej.jest troche ode mnie starsza ma 31 lat ale dzieki temu moze mi przekazac wiele rad i staje sie przy niej naprawde dorosly.
      Radze Ci bardziej otworzyc sie do ludzi podjac 1 krok(nie patrz na stereotypy ,jak ktos ci sie podoba podejdz do niego i np.spytaj o ulice nawet jak ja znasz:)pozniej rozmowa sie jakos potoczy)
      nie mysl duzo o tym ze nie mozesz kogos znalesc podswiadomosc przyjmuje wszystkie zle mysli i rodzi rosliny nieszczescia.podlewaj ja pozytywnymi myslami i nie mysl o smutkach a zobaczysz zmiany.
      mozesz sprobowac koncentracji na oddechu co daje spokoj umyslowi.
      siedzisz po turecku skupiasz sie na dzwiekach a pozniej liczysz oddechy.wazny prosty kregoslup barki do tylu klatka do przodu zamkniete oczy,miednica do przodu.
      odnajdziesz spokoj i wewnetrzna sile co umozliwi ci nie targac sie w zyciu.
      zycze wytrwalosci w wewnetrznym rozwoju napisz maila jak postepy jak bedziesz ciekawa szczegolow pisz: juwo@o2.pl
      > Wkrotce skoncze 31 lat. 31 samotnych lat. Bez nikogo. Nie wiem, co jest ze mna
      > nie tak. Wiem tylko, ze od blisko roku ten stan wyprowadza mnie z rownowagi.
      > Jedyne, a i tak niemal sladowe znjomosci z mezyzczynami, jakie udalo mi sie
      > nawiazac, to znajomosci przez internet. Kilka nieudanych randek, kiedy albo on
      > mnie, albo ja jemu nie przypadlam do gustu. Jedna znajomosc, ktora miala, jak
      > mi sie wydawalo, sznase na bycie czyms wiecej niz internetowa znajomoscia.
      > Uslyszalam komlementy i slowa "zakochuje sie w tobie, a tego nie chce". Ta
      > znajomosc trwa, ale ma chcarakter kolezenski. Mysle, ze powinnam ja jednak
      > zerwac, bo po kazdym jego i tak sporadycznym telefonie, ja wszystko przezywam
      > od nowa. Potem z jego milczeniem jakos sie wyciszam, a potem znow to samo: jego
      >
      > kurtuazyjny mail i moje emocje znow sa na wierzchu.
      > Jak wyrwac sie z samotnosci? Nie mam wielu znajomych, wiec nie "bywam", bym
      > mogla poznawac ludzi. Nie umiem podrywac. Czuje jak zycie przecieka mi przez
      > palce. Czuje sie coraz bardziej sfrustorwana i zgorzkniala. Nie jestem brzydka,
      >
      > choc nie jestem tez laska z okladek kobiecych magazynow. Wiem, ze czasem
      > podobam sie mezczyznom, problem w tym, ze nie tym, ktorym chce sie podobac, a
      > nie porafie zmusic sie do spotkan z kims, kto nie wzbudza we mnie pozytywych
      > wrazen.
      > Jestem zalamana, placze rano, w ciagu dnia. Na widok ludzi, ktorzy sie obejmuja
      >
      > czy caluja, odwracam glowe. Zazdroszce im. Ludzie zwyczajni jak ja, ale maja
      > kogos, a ja wcaz jestem w pojedynke. Trace nadzieje w odmiane losu. No bo ten
      > wiek i moj brak jakiegokolwiek doswiadczenia z mezczyznami.
      > Jak to zmienic? Moze ktoras z Was byla w podobnej sytuacji i cos zmienila w
      > swoim zyciu, i to poskutkowalo. Ja juz po prostu tego ne wytrzymuje. Drazni
      > mnie wszystko, od piosenek w radiu (to zaskakaujace, jak wiele jest o
      > uczuciach), po filmy i prase.
      > Jest weekend, kolejny, ktory spedze sama. Potem tydzien pracy, gdy juz na nic
      > nie starcza mi czasu. Sprawdzam tylko poczte, odpisuje na maile wirtualnych
      > znajomych i tak uplywa mi zycie. Czuje sie parszywie.
    • _ewa Re: Jak wyjsc z samotnosci? 15.10.02, 19:14
      Dzis mialam mozliwosc pojsc na kawe z kims, kto mi sie podoba. Udalam, ze nie
      moge. A potem oczywiscie bylam na siebie zla.
      Bardzo dziekuje wszystkim za posty. Tylko ze ja jestem chyba niereformowalna.
      • Gość: Mmi Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.bielsko.sdi.tpnet.pl 15.10.02, 19:28
        Nie poszłaś i juz! Ale następnym razem idź!!!
      • eva07 Re: Jak wyjsc z samotnosci? 17.10.02, 03:25
        _ewa napisała:

        > Dzis mialam mozliwosc pojsc na kawe z kims, kto mi sie podoba. Udalam, ze nie
        > moge. A potem oczywiscie bylam na siebie zla.
        > Bardzo dziekuje wszystkim za posty. Tylko ze ja jestem chyba niereformowalna.

        NO pewno, jak nie chcesz "się reformować" to jesteś niereformowalna. Lubisz to
        czy jak? To jak z alkoholikiem. Lekarz pyta: no dobrze, ale tak naprawde czy
        pan chce przestac pić? Na to pacjent: tak szczerze, to chyba nie.
        "Czego się boisz głupia?" (w razie czego - to cytat)Boisz się, że nie
        sprostasz, boisz się odrzucenia, prawda? Ale czemu u licha? Przecież ci nic ale
        to nic od tego nie ubędzie. Nie spodobasz mu się. OK.I co z tego? Czy twoje
        zycie się skończy? Umrzesz od tego? Czy jest coś wstydliwego w tym, że ktoś ci
        się podoba? przeciez ten ktoś podobnie, jak ty boi się odrzucenia, tez pragnie
        akceptacji.Też jest niepewny. Serio. Dramat w zyciu to jest jak umiera ktoś
        najbliższy, albo jak tracimy zdrowie i stajemy się cięzarem, albo jak nie mamy
        za co utrzymac rodziny... ale nie to że ktoś zorientuje się, że się nam podoba,
        nawet jak nie podziela tych emocji.BO co w tym, powtarzam, złego????? NO co?
        jesli jesteś miła,życzliwa, nie narzucasz się,to czy cię pokocha czy nie,
        będzie do ciebie czuł szacunek,a twoje zaiteresowanie będzie mu pochlebiać. Weź
        się w garść! Pozdrawiam. E.
    • _ewa Re: Jak wyjsc z samotnosci? 16.10.02, 00:36
      Zastanawiam sie, jak Wam podziekowac za wszystkie posty, za przyklady z
      wlasnego zycia, ktorymi probujecie nie tylko mi, ale takze pozostalym samotnym
      dac nadzieje, ze nie wszystko stracone. To naprawde jest mile i chwilami
      bardzo budujace ;-) Dzieki.
    • _ewa Re: Jak wyjsc z samotnosci? 24.11.02, 18:40
      No wiec skonczylam 31 lat i to chyba jedyna zmiana. Tkwie w swojej samotnosci.
      W tygodniu idzie wytrzymac, mam troche zajec, wiec chwilami nie starcza czasu,
      zeby ja dostrzegac. Czekam na weekend, zeby odetchnac (a nie kazdy weekend mam
      wolny), a wtedy samotnosc mnie dopada. Niemal fizyczny bol - mdli mnie z
      samotnosci. Rozmawialam niedwno z tym mezczyzna, ktory mnie nie chcial.
      Poryczalam sie po rozmowie. Chodze czasem na basen. Plyne tam i z powrotem iles
      tam basenow. Zjezdzam na zjezdzalni, ale to mi nic nie daje w sferze psychiki.
      Milcze sobie w tej wodzie, milcze, gdy wracam do domu. Czasem wyjde z kims z
      pracy na kawe. Kolezenskie wyjscia. Ciesze sie, ze jutro poniedzialek, bo
      zacznie sie cotygodniowy kolowrotek, bedzie mniej czasu na smutek, a z drugiej
      stronu kolejny tydzien zycia, ktory przeleci ot tak. Myslalm o wiycie u
      psychologa. Moze podpowie, co jest nie tak. Bo cos musi byc nie tak, skoro
      przez 31 lat tylko 1 osoba zaistniala na krotko w moim zyciu.
      • eva07 Re: Jak wyjsc z samotnosci? 24.11.02, 19:09
        Może z tym psychologiem to niezły pomysł? Zalezy oczywicie na kogo trafisz.Ale
        spróbuj. Naprawdę warto próbować wszystkiego,bo zeby nie wiem jak okolicznosci
        były niesprzyjające to coś z przyczyn tej samotności tkwi w tobie. I chyba
        wszystko zalezy od tego czy będziesz chciała nad soba popracowac czy nie.
        Problem z "praća nad sobą" polega na tym, że choc czasem ona jest swietna i
        daje ekstra rezultaty, to częściej człowiekowi sie nie chce i nie ma do niej
        przekonania... Bo taka juz jestem i trudno mówi sobie. Tak mi się zdaje, że ty
        nalezysz do tych upartych, skrytych o dosyc silnym chrakterze...POzdrawiam cię
        serdecznie i idź dalej w zycie bez strachu i z podniesionym czołem!. E.
      • Gość: Krzysztof Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.pila.cvx.ppp.tpnet.pl 24.11.02, 19:29
        Droga Ewo
        Czytalem wiekszosc postow dotyczacych Twojego problemu.
        Zgadzam sie z tym co napisalas na koncu, warto pojsc do psychologa, nie
        zaszkodzi a moze naprawde pomoc.
        Wiesz, mam podobny problem. Jestem troszke mlodszy, ale bardzo brakuje mi
        wlasnie bliskiej osoby. Moim dodatkowym problemem jest to, ze mieszkam na wsi,
        a co za tym idzie mam o wiele mniej osob do poznania, do spedzania czasu z nimi.
        Probowalem bywac w roznych miejscach, ale niestety to nie pomoglo.
        Odezwij sie jesli chcesz na adres krzysztof76pila@gazeta.pl
        Pozdrawiam
      • kkk30 Re: Jak wyjsc z samotnosci? 25.11.02, 16:15
        _ewa napisała:

        > No wiec skonczylam 31 lat i to chyba jedyna zmiana. Tkwie w swojej
        samotnosci.
        > W tygodniu idzie wytrzymac, mam troche zajec, wiec chwilami nie starcza
        czasu,
        > zeby ja dostrzegac. Czekam na weekend, zeby odetchnac (a nie kazdy weekend
        mam
        > wolny), a wtedy samotnosc mnie dopada. Niemal fizyczny bol - mdli mnie z
        > samotnosci. Rozmawialam niedwno z tym mezczyzna, ktory mnie nie chcial.
        > Poryczalam sie po rozmowie. Chodze czasem na basen. Plyne tam i z powrotem
        iles
        >
        > tam basenow. Zjezdzam na zjezdzalni, ale to mi nic nie daje w sferze
        psychiki.
        > Milcze sobie w tej wodzie, milcze, gdy wracam do domu. Czasem wyjde z kims z
        > pracy na kawe. Kolezenskie wyjscia. Ciesze sie, ze jutro poniedzialek, bo
        > zacznie sie cotygodniowy kolowrotek, bedzie mniej czasu na smutek, a z
        drugiej
        > stronu kolejny tydzien zycia, ktory przeleci ot tak. Myslalm o wiycie u
        > psychologa. Moze podpowie, co jest nie tak. Bo cos musi byc nie tak, skoro
        > przez 31 lat tylko 1 osoba zaistniala na krotko w moim zyciu.


        Czytam Twoje posty. Wiem jak się czujesz. Od dwóch miesięcy znam dokładnie ten
        stan. Ponoć są dobre strony bycia "singlem", ale ja ich jeszcze nie zauważam. A
        najgorsze są rzeczywiście weekendy. Trudno jest polubić tą samotność i polubić
        siebie samotnego.
        pozdrawiam Cię
        K.
        • _ewa Re: Jak wyjsc z samotnosci? 25.11.02, 20:56
          kkk30 napisał:

          > Czytam Twoje posty. Wiem jak się czujesz. Od dwóch miesięcy znam dokładnie
          ten
          > stan. Ponoć są dobre strony bycia "singlem", ale ja ich jeszcze nie zauważam.

          Ponoc... tak mowia tutaj niektorzy. Ja juz nie znajduje w tym zadnych plusow.
          Moze ktos, kto jest singlem, ale miewa jakies przelotne zwiazki lubi ten stan.


          > A najgorsze są rzeczywiście weekendy. Trudno jest polubić tą samotność i
          polubić
          > siebie samotnego.
          > pozdrawiam Cię
          > K.

          Rowniez pozdrawiam.
      • tao27 Re: Ewa ty łobuziaku 25.11.02, 19:53

        Wiesz co Ewa powiem krótko SŁÓW MI DO CIEBIE BRAK.
        A kto to powiedział to pewnie się od razu połapiesz.Przypomnij sobie Aiciland.
        Czy wiesz że wkrótce obchodzić będziemy kolejne święta,a ja tu ciągle zaglądam
        dlatego że jesteś łobuziaczek i nadal Cię lubię.

        pozdrawiam cieplutko
        • _ewa Re: Ewa ty łobuziaku 25.11.02, 21:45
          tao27 napisał:

          >
          > Wiesz co Ewa powiem krótko SŁÓW MI DO CIEBIE BRAK.
          > A kto to powiedział to pewnie się od razu połapiesz.Przypomnij sobie Aiciland.
          > Czy wiesz że wkrótce obchodzić będziemy kolejne święta,a ja tu ciągle zaglądam
          > dlatego że jesteś łobuziaczek i nadal Cię lubię.
          >
          > pozdrawiam cieplutko

          Juz mowilam, ze ludzie mnie raczej lubia ;-) Mi tez juz slow brak. Z tego zycia
          w pojedynke, juz powoli zapominam ludzkiej mowy ;-)
          Pozdrawiam :-)
    • Gość: Krzysztof Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.pila.cvx.ppp.tpnet.pl 24.11.02, 19:34
      Droga Ewo
      Czytalem wiekszosc postow dotyczacych Twojego problemu.
      Zgadzam sie z tym co napisalas na koncu, warto pojsc do psychologa, nie
      zaszkodzi a moze naprawde pomoc.
      Wiesz, mam podobny problem. Jestem troszke mlodszy, ale bardzo brakuje mi
      wlasnie bliskiej osoby. Moim dodatkowym problemem jest to, ze mieszkam na wsi,
      a co za tym idzie mam o wiele mniej osob do poznania, do spedzania czasu z nimi.
      Probowalem bywac w roznych miejscach, ale niestety to nie pomoglo.
      Odezwij sie jesli chcesz na adres krzysztof76pila@gazeta.pl
      Pozdrawiam

      • _ewa Re: Jak wyjsc z samotnosci? 25.11.02, 21:32
        Gość portalu: Krzysztof napisał:

        > Droga Ewo
        > Czytalem wiekszosc postow dotyczacych Twojego problemu.
        > Zgadzam sie z tym co napisalas na koncu, warto pojsc do psychologa, nie
        > zaszkodzi a moze naprawde pomoc.
        > Wiesz, mam podobny problem. Jestem troszke mlodszy, ale bardzo brakuje mi
        > wlasnie bliskiej osoby. Moim dodatkowym problemem jest to, ze mieszkam na
        wsi,
        > a co za tym idzie mam o wiele mniej osob do poznania, do spedzania czasu z
        nimi
        > .
        > Probowalem bywac w roznych miejscach, ale niestety to nie pomoglo.
        > Odezwij sie jesli chcesz na adres krzysztof76pila@gazeta.pl
        > Pozdrawiam
        >

        Witaj Krzysztofie,
        Brakuje mi bliskiej osoby. Boli mnie, ze gdy sie w kims zadurze, to bez
        wzajemnosci. Jestem lubiana, ale na tym koniec. Gdy ktos czasem chce sie do
        mnie zblizyc (az tak czesto znowu to sie nie zdarza), ja nie chce. Niemal dwa
        lata temu odkrylam internet. W pierwszej chwili euforia, ze tak latwo kogos
        poznac. Ciekawe rozmowy na necie, ale proby przeniesiena tych znajomosci do
        swiata realnego konczyly sie fiaskiem. Na kilka takich prob, tylko dwie uwazam
        za pozytywne. Ja dwukrotnie chcialam podtrzymywac nawiazane w ten sposob
        kontakty, ale tak to juz u mnie jest, oni... postrzegali te znajomosc mniej
        entuzjastycznie niz ja. Probuje poznawac ludzi w realu, ale na razie nic z tego
        nie wynika.
        Pozdrawiam
        K.
    • Gość: JOJO Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.junisoftex.pl / *.solar.silesianet.pl 24.11.02, 20:17
      Droga Ewo,
      Dokladnie wiem co przeżywasz.Jestem pewna,że powiedzie Ci sie.Ja tez 30
      urodziny świętowałam sama,ale juz 31 świętowałam z tym Kimś,na kogo czekałam.
      Codzienne frustracje związane z samotnościa łagodziły czeste wizyty u
      przyjaciólki i jej męża-traktowali mnie jak członka rodziny.Pogodziłam sie
      poniekad z brakiem mężczyzny,przestałam opłakiwać dawne miłości...zapomniałam
      jak to jest być dla kogoś całym światem.Pocieszające było,że mialam samotne
      koleżanki,z którymi wyjeżdzałam,spotykałam sie.
      Znalazłam mojego X w internecie (strona randkafuture czy coś takiego).Napisałam
      tylko do niego.Moje 2 samotne koleżanki tez znalazły tam narzeczonych(jedna
      jest juz mezatką)Obie chodziły na wiele randek ale udało się.
      Długotrwała samotność powoduje cos jakby obawe przed jej utratą-porzucenie
      stanu który tak dobrze sie zna nie jest łatwe.Dzieki wytrwałości i cierpliwości
      X przuciłam obawy i pierwszy raz w życiu PRAWDZIWIE się zaangazowałam.
      Ty też to przeżyjesz -wykaz cierpliwość i działaj.Z każda minuta samotności
      jestes blizej miłości.
      pozdrawiam
      • nom73 Re: Jak wyjsc z samotnosci? 24.11.02, 21:54
        Gość portalu: JOJO napisał:


        > Znalazłam mojego X w internecie (strona randkafuture czy coś takiego).

        to chyba chodzi o www.randka.future.pl/

        no to ja tez sprobuje :)

        Pozdrawiam
        • eva07 Re: Jak wyjsc z samotnosci? 24.11.02, 23:24
          Kiedy dziś siedzialam i gawędziłam z dawno niewidzianym znajomym z innego
          miasta przyszła mi do głowy jeszcze jedna rzecz. Tak mi sie wydaje, że ty słabo
          chcesz próbować, a jak juz się zdecydujesz zrobic coś innego niz zwykle, a się
          raz nie uda to rezygnujesz. Nie mam racji? A znaleźć kogoś, kto będzie do
          ciebie pasował nie jest niemozliwe, ale nie jest tez łatwo. Tak to bywa z
          internetem i randakami przez internet. Pogawędzisz z jednym, dwoma, trzema
          panami, może i z pięcioma czy szescioma...ale trzeba się zdecydowac na
          spotkanie a tu... rozczarowanie..cos znów sie nie udało. I tak jest
          skonstruowany swiat. Trzeba spróbowac i drugi raz i trzeci, a może i piąty i
          szósty... Nie miec zbyt wielkich oczekiwań tylko ciekawość drugiego człowieka.
          Wtedy się udaje. Spróbuj prosze nie przejmowac się tyle tym co wyjdzie głupio,
          a co kto o tobie pomysli -zastanów się lepiej jakie to drobne wydarzenie czy
          gest, którego się dzisiaj boisz, będzie miało znaczenie za 10 lub 15 lat? Albo
          jesli staniesz przed sytuacją naprawde trudną (na przykład powazna choroba
          kogos bliskiego) czy będziesz się zastanawiała nad tym, że kiedyś tam w zyciu
          sie wygłupiłaś? Nie. To juz nie będzie się liczyć. POmyślisz raczej: Panie Boże
          gdyby to tylko miało przywrócić mu (jej) zdrowie gotowa jestem jeszcze raz iśc
          do tego palanta co sie na mnie tak ironicznie i z lekceważeniem popatrzył i
          zaprosic go na randkę... nie raz ale dwa razy i trzy...Gotowa jestem zrobic
          wiele...bo to nie jest to co najważniejsze... Jeszcze raz pozdrawiam cię
          serdecznie i zchęcam: próbuj - chodź na internetowe randki, do psychologa,
          zgłos sie jako wolontariuszka do schroniska dla dzieci ulicy, albo osrodka dla
          uchodźców z Czeczenii, ubierz sie wreszcie seksy,kup buty na szpilkach, skróć
          spódnicę, naucz robić dyskretny i elegancki makijaż (choc doskonale wiesz, że
          to całkiem nie dla ciebie i już...), spraw sobie kota... jednym słowem - zrób
          coś. Bądź aktywna. To oczywiście wszystko takie moje fantazje, ale sens jest
          bardzo pradziwy. E.
          • _ewa Re: Jak wyjsc z samotnosci? 25.11.02, 20:40
            eva07 napisała:

            > Tak mi sie wydaje, że ty słabo chcesz próbować, a jak juz się zdecydujesz
            zrobic coś innego niz zwykle, a się
            > raz nie uda to rezygnujesz. Nie mam racji?...

            Czasem, przyznaje, poddaje sie niezwykle szybko, ale wiem tez, ze potrafie byc
            uparta jak osiol i bronic, nawet skutecznie, spraw - zdawalo by sie - nie do
            obronienia. Ale musze czuc, ze to jest wazne. Zrezygnowalam, przyznaje, z kilku
            meskich znajomosci (bedacych jednak w bardzo wczesnym stadium), ale dlatego, ze
            ich podtrzymywanie bylo dla mnie raczej obowiazkiem, niz przyjemnoscia. A w
            sprawach uczuc nie potrafie sobie wytlumaczyc, ze uczucie z rozsadku to jest
            to. Wiem, ktos mi moze zarzuci, ze wierze w ksiecia z bajki. Ale to nie tak.
            Nie wierze w idealnego mezczyzne. Takich nie ma. Tak samo jak ja nie jestem
            idealna kobieta.

            > Wtedy się udaje. Spróbuj prosze nie przejmowac się tyle tym co wyjdzie
            głupio,

            Tu masz racje. Bardzo czesto mysle, co oni sobie pomysla. Niby opinia "Iksa"
            czy "Igreka" nie ma dla mnie znaczenia, a jednak ma. Nigdy nie wystapilabym
            w "Randce w ciemno" czy jakimkolwiek innym programie tego typu. W sumie to nic
            takiego, ale dla mnie to nie do przeskoczenia ;-)

            Czasem mysle, zeby wyslac maila temu mezczyznie i powiedziec, ze nadal za nim
            tesknie. Kiedy stwierdzil, ze nasza znajomosc musi sie zmienic, zaakceptowalam
            to. Przeciez gdyby chcial... Wiec najwyrazniej nie chce. Nie przekonam go, by
            chcial ze mna byc, tak samo jak mnie nikt by nie naklonil do pokochania kogos,
            na kim by mi nie zalezalo.

            > serdecznie i zchęcam: próbuj - chodź na internetowe randki, do psychologa,
            > zgłos sie jako wolontariuszka do schroniska dla dzieci ulicy, albo osrodka
            dla
            > uchodźców z Czeczenii,

            Na to nie mam po prostu czasu. Nie siedze z zalozonymi rekoma. Z pracy wracam
            pozno, mam tez dodatkowe zajecia, wiec...

            > ubierz sie wreszcie seksy,kup buty na szpilkach, skróć
            > spódnicę, naucz robić dyskretny i elegancki makijaż (choc doskonale wiesz, że
            > to całkiem nie dla ciebie i już...)

            Co do seksownych ubiorow... staram sie dobrze wygladac, ale nie epatuje
            glebokim dekoltem (popracuje nad soba ;-), natomiast co do makijazu - alez ja
            sie maluje i to naprawde calkiem dobrze. Maluje tez czasem kolezanki ;-)

            Dziekuje Ci za post. Twoje uwagi, nawet jesli nie ze wszystkimi sie zgadzam, sa
            dla mnie wazne.
    • winniepooh życie solo ma istotne plusy! 25.11.02, 00:02
      naucz sie czerpać frajdę z własnego towarzystwa, a zrobisz poważny krok w
      kierunku bycia z kimś innym

      a życie solo naprawdę ma wiele zalet - sprawdziłam i paru moich znajomych też






    • nulla Re: Jak wyjsc z samotnosci? 25.11.02, 22:10
      Rację mają ci, którzy twierdzą, że najpierw trzeba polubić siebie i swoją
      samotność, a dopiero później można szczęśliwie z kimś być. Tylko trzeba
      uważać, zeby w tej swoje samotności się nie zasklepić, a ja jestem tego
      najlepszym przykładem. Tak już się przyzywczaiłam do samotnych (w większości)
      wypadów do kina czy teatru, samotnych wyjazdow na wakacje, samotnych wieczorów
      i organizowania sobie czasu na własną rękę (typu basen, gminastyka itp), że nie
      potrafię sobie nawet wyobrazić sobie siebie w innej sytyuacji. Owszem ,
      oataczją mnie ludzie , i nie jest tak, ze nikt ie pamięta o moich urodzinach.
      Jestem zapraszana u i ówdzie, w zasadzie tak "po wierzchu", to cały czas cos
      się u mnie dzieje. Ale ja nie dążę w żaden spsoób do poglębienia tych
      znajomości - czy to tych nowych, czy starych, na już chyba nie czuję potrzeby
      związania się z kimś. Tak wiec rady - "wyjdź do ludzi, otwórz się na świat",
      mimo że są dawane w najlepszej wierze, nie zawsze prowadzą do przełamania
      samotności. dają skutek. To w gruncie rzeczy kwestia chęci - Ewa chce, więc to
      w końsu się uda, zwlaszcza, ze tyle żylczliwych rad tutaj usłyszała.
      Ja -przyznając slusznośc ich autorom - mówię pas.


      Tak więc Ewo - Ja jestem sama, nikogo nie szukam, bo jak gdzies wyzej
      pisałam - w
      moim wyskuteczność
      • Gość: ??? Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.visp.energis.pl 26.11.02, 01:45
        Zgadzam sie z Nulla. Zeby byc z kims najpierw trzeba sie nauczyc byc w
        pojedynke. Znam ten stan bardzo dobrze, wlasciwie dobrze mi z nim. Nie znam
        innego, nie wiem jak to jest gdy mezczyzna interesuje sie kobieta, gdy mu
        zalezy na niej, jak to jest gdy kocha, troszczy sie itp. I wlasciwie wszystko
        byloby w porzadku gdyby nie jeden szczegol, to ze jestem sama to nie wybor
        swiadomy, tak naprawde to nikt sie mna nigdy nie interesowal. I tak naprawde to
        mi przeszkadza a nie brak faceta. U mnie to kwestia nie braku faceta ale chyba
        ambicji. Ze nikt nigdy nie chcial. Wydaje mi sie, ze ze mna jest cos nie tak,
        bo skoro do tego czasu nic sie nie wydarzylo.... Nawet sie nie calowalam. Nie
        siedze w piwnicy i znam roznych ludzi wiec nie wiem. Cudak jaki czy co? Ale juz
        sie przyzwyczailam, samotne kino, spacer, wyjscie z kolezankami to nie problem.
        Jeszcze czasem sobie tylko mysle, dlaczego wlasciwie nie ja? Chyba rzeczywiscie
        cos ze mna jest nie tak. Dlatego troszeczke Ci zazdroszcze ;)))), Ewo. Toba
        przynajmniej ktos sie interesowal, tylko Tobie nie odpowiadal. Ja bym sie tym
        zadowolila w zupelnosci, moja ambicja zostalaby zaspokojona ;)))))

        Pozdrawiam i zycze szczescia w poszukiwaniach :))) "Szukajcie a znajdziecie" -
        jestem pewna, ze odnajdziesz swoja druga polowe.
        Trzymaj sie :))))
        ???
        • Gość: JOJO Do ??? IP: *.junisoftex.pl / *.solar.silesianet.pl 26.11.02, 11:14
          Zastanawiam się jak to możliwe,że to Ty -???-nigdy nie czułaś zainteresowania
          kimś,chęci okazania,że to Ty uważasz go za specjalnego. Zamiast biernie
          czekać,możnaby zrobić kilka dyskretnych kroków.Poza tym myślę ,że zbytnie
          przyzwyczajenie do samotności trzeba zwalczać.Bycie tylko ze sobą i wieloletnia
          stagnacja w tym stanie po części wzbogaca ,ale też i zubaża o
          przeżycia ,których samemu się nie doświadczy.W samotności strona intelektualna
          moze i ma więcej szans na rożwój, strona emocjonalna jest jednak zaniedbana.
          Warto zdobywać nowe doświadczenia.Pozdrawiam!
          • Gość: ??? Re: Do JOJO IP: *.visp.energis.pl 27.11.02, 01:54
            Alez czulam takie checi, zapewniam Cie, bylam zakochana ;)))). Ale tak sie
            akurat skladalo, ze oni mna - zupelnie nie. Traktowali mnie jak powietrze.
            Blad - powietrze jest niezbedne do zycia, po prostu mnie nie zauwazali, jakbym
            byla przezroczysta. Czasem tak sie zdarza. Takie juz moje szczescie ;))))).
            Moze to kwestia rodziny, wychowania, nie wiem. Jakies przyczyny takiego stanu
            rzeczy na pewno istnieja.

            Juz kiedys wypowiadalam sie tutaj na temat samotnosci, w innym watku, nie
            pamietam tytulu. Wydaje mi sie, ze tak czasem po prostu jest - jedni sa
            stworzeni do zycia w pojedynke a inni do zycia w parach. Jedni maja kilku
            (nastu) partnerow w ciagu zycia a inni zadnego. Tacy ludzie byli i beda.
            Dlatego trzeba, wg mnie, taki stan zaakceptowac a nie miotac sie w
            poszukiwaniach partnera "na sile" i byc z kims dla samego bycia, bo wszyscy
            maja to ja tez chce. Mnie to nie interesuje.

            Ale w sty procentach sie z Toba zgadzam, to rzeczywiscie zubaza emocjonalnie,
            mysle, ze niektore rzeczy sa chyba juz nie do przeskoczenia. I naturalnie,
            zawsze warto zdobywac nowe doswiadczenia ;). Ale do takich doswiadczen potrzeba
            dwoch osob.

            Pozdrawiam rowniez :)
            ???
        • _ewa Re: Jak wyjsc z samotnosci? 26.11.02, 18:11
          Gość portalu: ??? napisał:

          > Zgadzam sie z Nulla. Zeby byc z kims najpierw trzeba sie nauczyc byc w
          > pojedynke. Znam ten stan bardzo dobrze, wlasciwie dobrze mi z nim. Nie znam
          > innego, nie wiem jak to jest gdy mezczyzna interesuje sie kobieta, gdy mu
          > zalezy na niej, jak to jest gdy kocha, troszczy sie itp. I wlasciwie wszystko
          > byloby w porzadku gdyby nie jeden szczegol, to ze jestem sama to nie wybor
          > swiadomy, tak naprawde to nikt sie mna nigdy nie interesowal. I tak naprawde
          to
          >
          > mi przeszkadza a nie brak faceta. U mnie to kwestia nie braku faceta ale
          chyba
          > ambicji. Ze nikt nigdy nie chcial.
          Wydaje mi sie, ze ze mna jest cos nie tak,
          > bo skoro do tego czasu nic sie nie wydarzylo.... Nawet sie nie calowalam.
          Nie
          > siedze w piwnicy i znam roznych ludzi wiec nie wiem. Cudak jaki czy co? Ale
          juz
          >
          > sie przyzwyczailam, samotne kino, spacer, wyjscie z kolezankami to nie
          problem.
          >
          > Jeszcze czasem sobie tylko mysle, dlaczego wlasciwie nie ja? Chyba
          rzeczywiscie
          >
          > cos ze mna jest nie tak. Dlatego troszeczke Ci zazdroszcze ;)))), Ewo. Toba
          > przynajmniej ktos sie interesowal, tylko Tobie nie odpowiadal. Ja bym sie tym
          > zadowolila w zupelnosci, moja ambicja zostalaby zaspokojona ;)))))


          Kiedy poznalam tego mezczyzne, o ktorym wciaz nie moge i nie chce zapomniec,
          czulam sie naprawde wspaniale. Po raz pierwszy w zyciu, czulam, ze komus na
          mnie zalezy. Dzis nie wiem, ile bylo gry i udawania z jego strony. Nie wiem,
          moze jestem niesprawiedliwa, moze on jednak nie udawal, ale z czasem po prostu
          mu przeszlo. Mi nie. Nie do konca. Wiem, ze byloby mi latwiej, gdyby ktos sie
          pojawil w moim zyciu. JOJO pyta ???, dlaczego jest bierna. Ja tez jestem
          bierna. Moja aktywnosc to bylo powiedzenie sobie: ok, moge sie spotkac z kims
          poznanym na necie. Boje sie jednak okazywac uczucia innym. Jedynym wyjatkiem
          byl ten mezczyzna. On nie mial watpliwosci, czy mi na nim zalezy. On to
          wiedzial. Ale... W pracy jest 1 kolega i choc mi sie podoba, nie potrafie mu
          tego okazac. Jestem tylko kolezanka. Rozmawiamy, zartujemy, ale ja sie nie
          wychylam. Czemu? Bo boje sie odrzucenia i osmieszenia.
          Pozdrawiam.
          • Gość: ??? Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.visp.energis.pl 27.11.02, 02:08
            _ewa napisała:

            > Kiedy poznalam tego mezczyzne, o ktorym wciaz nie moge i nie chce zapomniec,
            > czulam sie naprawde wspaniale. Po raz pierwszy w zyciu, czulam, ze komus na
            > mnie zalezy. Dzis nie wiem, ile bylo gry i udawania z jego strony. Nie wiem,
            > moze jestem niesprawiedliwa, moze on jednak nie udawal, ale z czasem po
            prostu
            > mu przeszlo. Mi nie. Nie do konca.

            Dziewczyno, czemu tego z nim nie wyjasnisz? Nie zapytasz? Moze on mysli
            dokladnie to samo co Ty w tej chwili? Ze nie ma szans u takiej kobiety albo ze
            Ci sie znudzil. Moze nie byl tak do konca pewny Twoich uczuc wobec niego. Nie
            masz z nim zadnego kontaktu teraz, nawet mailowego? Moze warto napisac skoro
            caly czas o nim myslisz i tesknisz. Nie szukaj klina, najpierw trzeba
            zalatwic "stare" sprawy a potem myslec o tworzeniu nowego zwiazku.


            > Wiem, ze byloby mi latwiej, gdyby ktos sie
            > pojawil w moim zyciu. JOJO pyta ???, dlaczego jest bierna. Ja tez jestem
            > bierna. Moja aktywnosc to bylo powiedzenie sobie: ok, moge sie spotkac z kims
            > poznanym na necie. Boje sie jednak okazywac uczucia innym. Jedynym wyjatkiem
            > byl ten mezczyzna. On nie mial watpliwosci, czy mi na nim zalezy. On to
            > wiedzial. Ale... W pracy jest 1 kolega i choc mi sie podoba, nie potrafie mu
            > tego okazac. Jestem tylko kolezanka. Rozmawiamy, zartujemy, ale ja sie nie
            > wychylam. Czemu? Bo boje sie odrzucenia i osmieszenia.

            "No risk no fun"... to zart, ale moze warto sprobowac w jakis delikatny sposob
            okazac mu, ze nie jest jednym z wielu znajomych. On tez Cie lubi, zartujecie,
            rozmawiacie. Mysle, ze warto na poczatek sie z nim zaprzyjaznic a moze rozwinie
            sie z tego cos wiecej. Przypuszczam, ze ten kolega bedzie zachwycony i nie w
            glowie mu bedzie smiac sie z Ciebie ani tym bardziej odrzucac. Sprobuj!

            Pozdrawiam
            ???
            • _ewa Re: Jak wyjsc z samotnosci? 28.11.02, 00:07
              Gość portalu: ??? napisał:

              > Dziewczyno, czemu tego z nim nie wyjasnisz? Nie zapytasz? Moze on mysli
              > dokladnie to samo co Ty w tej chwili? Ze nie ma szans u takiej kobiety albo
              ze
              > Ci sie znudzil. Moze nie byl tak do konca pewny Twoich uczuc wobec niego. Nie
              > masz z nim zadnego kontaktu teraz, nawet mailowego? Moze warto napisac skoro
              > caly czas o nim myslisz i tesknisz.

              To on zerwal, a mi nie pozostalo nic innego, jak uznac jego racje. Bolalo. Byly
              lzy i on o nich wiedzial. Czasem rozmawiamy. Pyta, czy kogos mam. Ja nie pytam.
              Nie chce wiedziec. Czasem kusi mnie, zeby mu powiedziec, ze tesknie, ze mysle o
              nim, choc nie stale. On nie jest moja obsesja, ale nie odzalowalam tego jeszcze.


              > "No risk no fun"... to zart, ale moze warto sprobowac w jakis delikatny
              sposob
              > okazac mu, ze nie jest jednym z wielu znajomych. On tez Cie lubi, zartujecie,
              > rozmawiacie. Mysle, ze warto na poczatek sie z nim zaprzyjaznic a moze
              rozwinie
              >
              > sie z tego cos wiecej. Przypuszczam, ze ten kolega bedzie zachwycony i nie w
              > glowie mu bedzie smiac sie z Ciebie ani tym bardziej odrzucac. Sprobuj!

              Probuj. Naprawde ;-) Dzis podjelam kolejan probe, ale... nie chce zapeszyc ;-)

              Pozdrawiam :-)

              • Gość: ??? Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.visp.energis.pl 28.11.02, 01:36
                _ewa napisała:

                > To on zerwal, a mi nie pozostalo nic innego, jak uznac jego racje. Bolalo.
                Byly
                >
                > lzy i on o nich wiedzial. Czasem rozmawiamy. Pyta, czy kogos mam. Ja nie
                pytam.
                >
                > Nie chce wiedziec. Czasem kusi mnie, zeby mu powiedziec, ze tesknie, ze mysle
                o
                >
                > nim, choc nie stale. On nie jest moja obsesja, ale nie odzalowalam tego
                jeszcze.

                Hm, a powiedzial czemu? Moze myslal, ze tak bedzie lepiej dla Ciebie? Moze
                wstydzi sie zmienic zdanie. Skoro w dalszym ciagu utrzymujecie kontakt ze
                soba... Pyta czy jestes sama... Chyba w jakims stopniu interesuje sie Toba, tak
                mysle.


                > Probuj. Naprawde ;-) Dzis podjelam kolejan probe, ale... nie chce zapeszyc ;-)

                Trzymam kciuki!! :))))))))))
                ???
              • angrzel Re: Jak wyjsc z samotnosci? 29.11.02, 23:07
                Witam wszystkich,
                troche czasu zajelo mi przeczytanie wszystkich postow, ale dokladnie je
                czytalam. To co napisaliscie jest o mnie. Ewa, ja to samo moge powiedziec, a
                mam juz 32 lata. I jakos nadal sama.... Wiem, dlugo bylam bardzo zablokowana -
                niesmiala, balam sie bliskosci, ale kilka lat nad tym pracowalam, bo bardzo
                chcialam cos z tym zrobic, przelamac te leki..... i czuje, ze w duzym stopniu
                udalo mi sie, chociaz mam czesto jakis dystans do ludzi, zwlaszcza nowo
                poznanych, ale nie.... z cala szczeroscia moge powiedziec, ze nie boje sie ich.
                Faceci..... wiem, ze podobam sie facetom, jak ja nie bylam gotowa, powiedzmy,
                to duzo bylo fajnych kolegow. Zreszta studia itp., sa okazja to poznawania
                wielu osob, czestych imprez, chociazby andrzejki. Wtedy bylam odludkiem (na co
                nalozylo sie duzo problemow). Istniala wtedy tylko dla mnie nauka. Ja wiem, ze
                cos za cos - zrobilam wymarzony doktorat - co takze odizolowalo mnie troche od
                towarzystwa, bo odkladalam kontakty, czasem imprezy z powodu.... "oj, bo ja
                musze..... egzamin, artykul, poster na zjazd itp." Tak towarzysko jestem
                pogodna i slysze, ze sympatyczna, ale..... czasem nie mam po prostu ochoty na
                towarzystwo. Do konca studiow moje milosci byly tylko platoniczne. Potem byl
                facet - chyba moja milosc zycia - skonczylo sie na romansie, bo .... ujrzalam
                jak bardzo jest niedojrzaly i chyba dzieki niemu dostrzeglam to w sobie... Moze
                bardzie chodzilo o lek przed bliskoscia.... A potem, gdzies rok temu, po
                doktoracie, odkrylam internet.... Wiele spotkan, mimo fajnych rozmow e-
                mailowych bylo rozczarowaniem. Ale byl jeden - naprawde zakochalam sie w
                nim....ale, trwalo to chyba cztery miesiace... spotkania, wspolny wyjazd w
                gory.... Nie wyszlo, bo.... mielismy inne oczekiwania - tak chyba to moge
                okreslic. I wychodzi na to, ze jestem singlem, ale stan ten juz wlasnie od roku
                zaczyna mi nie wystarczac. Chcialabym miec kogos bliskiego, a chyba nie mam juz
                sily poznawac kogos. I ja to wszystko wiem - otwartosc, trzeba czasem samemu
                wyjsc.... i naprawde staram sie wychodzic.... tylko...., nawet na jakiejs
                imprezie generalnie wszyscy sa sparowani.... Jak pojedynczy to mlodsi i jak
                uslysza ile mam lat to.... znika zainteresowanie (wygladam ladnych pare lat
                mlodziej). To co mowiliscie o uczuciach chyba wszystko moge o sobie
                powiedziec... I co? Gdzie mam poznac kogos? Zostaje mi chyba tylko internet :(
                Ostatnio na silowni jakis facet przygladal mi sie. Byl zwyczajny, moze nie
                oszalamiajaco przystojny, ale mily z wygladu. Wiedzialam co ten wzrok wyraza i
                bez leku odpowiadalam wzrokiem. Tylko jak sie ubralam i wyszlam z szatni..... i
                spotkalam go przy drzwiach (wydaje mi sie, ze chcial mnie zaczepic i celowo
                pilnowal mnie kiedy wychodze) to..... przeszlam nie patrzac na niego. A
                przeciez moglam zagadac np. czy sie zmeczyl albo cos tak, ale... nie przyszlo
                mi nic do glowy, moze troche sie speszylam i jakos tak nie pomyslalam, aby moze
                sie usmiechnac.... Nie iwem, nie podobal mi sie bardzo, ale przeciez moglam
                nawiazac z nim kontakt.... Takich sytuacji zdarza mi sie czy zdarzalo mnostwo
                (czesciej chyba zdarzalo), ale ja wlasnie reaguje w taki jak napisalam sposob.
                Wczesniej towarzyszyl temu lek, teraz juz nie, ale jakos tak sie dzieje....
                Moze jak on by cos zagadnal..... I czy ja mam siebie z tego powodu zabic,
                zmienic sie... Jak? Tyle lat sie zmienialam, juz nie mam sily. Czy nie moge byc
                po prostu soba? Moge, tylko chyba mam styl bycia "zasiedzialego" singla. Znam
                na pamiec: byc otwarta, polubic swoja samotnosc, polubic siebie, nie szukac na
                sile itp. Nie jest mi zle samej, nie "ssie" mnie z samotnosci, jestem raczej
                towarzyska, usmiechnieta do ludzi, ale np. dzis, jutro, pojutrze mam czas dla
                siebie. Tylko i wylacznie. Moge zadzwonic i pogadac z kolezanka. Zaprosic ja do
                siebie, namowic aby gdzies wyjsc, posprzatac w domu, zrobic wielkie pranie. Ale
                to nie to do konca. Mam czekac? To latwe, aby wejsc chociaz na jakas strone
                internetowa, ale.... ja juz to znam. Moze ktos podobnie sie tu czuje.....
                Marudze dzis chyba troche :))) Ale, jesli za duzo, to wybaczcie, wokolo ktos
                gdzies idzie na andrzejki, a mnie jakos smutno. Nic to, wygadalam sie.
                Ewus, pozdrawiam Cie serdecznie i wszystkich tutejszych watkowiczow :)
                • _ewa Re: Jak wyjsc z samotnosci? 02.12.02, 21:14
                  Angrzel,
                  Piszesz o blokadzie. Znam to. Mam wrazenie, ze to moje zablokowanie to jedna z
                  glownych przyczyn bycia w pojedynke. Mam wrazenie, ze na zewnatrz, poza domem
                  jestem zupelnie inna niz np. w pracy. W domu jestem prawdziwsza, bardziej
                  naturalna. Probuje byc bardziej spontaniczna takze na zewnatrz, ale roznie z
                  tym bywa.
                  Wiem, ze ja takze podobam sie czasem mezczyznom, choc nie zawsze. Pracuje w
                  srodowisku, w ktorym jest wielu mezczyzn. Czasem slucham ich rozmow o kobietach
                  i bywa, ze robi mi sie przykro. Mam wrazenie, ze najwazniejsze jest mlode
                  cialo, wtedy bolsnie odczuwam moje 31 lat. I wtedy tez zaczynam sie bac, ze juz
                  nigdy nikogo nie spotkam, ze jestem za "duza".
                  Ale w piatek bylam na bardzo udanej imprezie andrzejkowej. Z kolega z kursu.
                  Swietnie sie bawilismy (ja w kazdym badz razie na pewno). Tanczylismy jakis
                  wolny taniec (moj pierwszy wolny taniec od 2 lat) i choc to tylko kolega czulam
                  sie b.fajnie w meskich ramionach.
                  Pozdrawiam cieplo.
                  • angrzel Re: Jak wyjsc z samotnosci? 04.12.02, 22:46
                    Dziekuje Ci za odpowiedz. Ciesze sie, ze fajnie sie bawilas :) Jakbys chciala o
                    czyms pogadac to napisz do mnie na priv :)
                    Pozdrawiam Cie serdecznie :)
                  • laura_1 droga ewo 27.12.02, 00:06
                    przestudiowałam pracowicie cały wątek i jak wiele osób przede mną odnalazłam w
                    nim cząstkę siebie(zresztą co tam cząstkę, ja tu znalazłam cały wielki kawał
                    odnoszący się do mnie ;)))
                    co więcej jest tu co najmniej 10 osób, które bardzo chciałabym poznać. miło
                    jest wiedzieć, że ludzie nadal się starają, że piszą do siebie i dbają o
                    wcześniej nawiązane kontakty. w związku z tym jestem trochę zaniepokojona ciszą
                    jaka zapanowała tu w grudniu. mam nadzieję, że wątek nie umrze... ewo odezwij
                    się!!! w końcu tu wszystko zależy od ciebie.
                    pozdrawiam serdecznie i ciepło wszystkich wątkowiczów, licząc, że jeszcze się
                    odezwą
                    zapraszam też na priva. (ostatnio widzę wszystko w cieplejszych barwach, więc
                    może uda mi sie kogoś tym zarazić)
            • nom73 Do ??? 28.11.02, 22:48
              Gość portalu: ??? napisał(a):

              > "No risk no fun"... to zart, ale moze warto sprobowac w jakis delikatny
              sposob
              > okazac mu, ze nie jest jednym z wielu znajomych. On tez Cie lubi, zartujecie,
              > rozmawiacie. Mysle, ze warto na poczatek sie z nim zaprzyjaznic a moze
              rozwinie
              >
              > sie z tego cos wiecej. Przypuszczam, ze ten kolega bedzie zachwycony i nie w
              > glowie mu bedzie smiac sie z Ciebie ani tym bardziej odrzucac. Sprobuj

              Bardzo fajnie, że dobradzasz _ewie, ale dlaczego Ty nie zaryzykujesz i nie
              umówisz sie z jakimś fajnym kolegą??:)
              Wiem, że można być szczęśliwym w pojedynkę, ale we dwójkę szczęście jest
              podwójne :)

              Pozdrawiam ciepło, buziaki :)


              • Gość: ??? Re: Do nom73 IP: 62.29.232.* 29.11.02, 00:35
                Odpowiedz jest banalnie prosta: nie mam zadnego fajnego kolegi, uprzedzajac
                kolejne pytanie - niefajnego tez nie mam. W moim otoczeniu nie ma zadnego
                człowieka, ktory wykazywalby chocby sladowe zainteresowanie moja osoba.
                Samotnego, zonatego, rozwiedzionego... kogokolwiek. Nie mam takiego problemu
                jak Ewa: chcialabym i boje sie, ktos jest a ona mu odmawia. Gdyby byl ktos taki
                to skorzystalabym z okazji bo, mowiac w skrocie, nie mam nic do
                stracenia :)))).

                Pozdrawiam serdecznie :))))
                ???
                • nom73 Re: Do nom73 29.11.02, 16:38
                  Gość portalu: ??? napisał(a):

                  > Odpowiedz jest banalnie prosta: nie mam zadnego fajnego kolegi, uprzedzajac
                  > kolejne pytanie - niefajnego tez nie mam. W moim otoczeniu nie ma zadnego
                  > człowieka, ktory wykazywalby chocby sladowe zainteresowanie moja osoba.

                  Czyli w Twoim otoczeniu nie ma żadnych kolegów? Przepraszam, że zadam Ci
                  niedyskretne pytanie, czy Ty nie jesteś przypadkiem w zakonie?? :)

                  A tak poważnie, to że ktoś nie wykazuje Ci żadnego zainteresowania nie znaczy,
                  że się Tobie nie przygląda. Niektórych onieśmielają inteligentne kobiety, z
                  góry zakładają, że u takich nie mają żadnych szans. Ze mną było podobnie,
                  podobała mi się koleżanka z pracy, ale stwierdziłem, że nie mam u niej szans.
                  No i po jakimś czasie to ona się ze mną umówiła i okazała się naprawdę fajna.

                  Więc do dzieła i nie przejmuj się jak ktoś Ci odmówi, nie traktuj tego jako
                  randkę, ale jako koleżeńskie spotkanie.

                  Pozdrawiam cieplutko
                  • Gość: ??? Re: Do nom73 IP: *.visp.energis.pl 30.11.02, 00:42
                    nom73 napisał:

                    > Czyli w Twoim otoczeniu nie ma żadnych kolegów? Przepraszam, że zadam Ci
                    > niedyskretne pytanie, czy Ty nie jesteś przypadkiem w zakonie?? :)

                    Nie, nie jestem, ale to fakt, przebywam glownie w zenskim gronie. Jesli mam
                    znajomych mezczyzn to sa zonaci. Chyba rozumiesz, ze nie bede im sie narzucac
                    ani zapraszac. Tym bardziej, ze tez nie sa mna w jakimkolwiek stopniu
                    zainteresowani, ot - dzien dobry, co slychac, to wszystko.


                    > A tak poważnie, to że ktoś nie wykazuje Ci żadnego zainteresowania nie
                    znaczy,
                    > że się Tobie nie przygląda. Niektórych onieśmielają inteligentne kobiety, z
                    > góry zakładają, że u takich nie mają żadnych szans. Ze mną było podobnie,
                    > podobała mi się koleżanka z pracy, ale stwierdziłem, że nie mam u niej szans.
                    > No i po jakimś czasie to ona się ze mną umówiła i okazała się naprawdę fajna.

                    :))))))) nie doceniasz kobiet. Jestem w stu procentach przekonana, ze ta
                    kolezanka widziala, ze sie nia "starasz" nie interesowac ;)).
                    Moge Cie zapewnic, ze gdyby byl w moim otoczeniu ktos kto np. zachowywalby sie
                    podobnie jak Ty, to dostrzeglabym go. To nie jest tak, ze faceci umieraja u
                    moich stop a ja ich nie widze bo caly czas marze o rycerzu na bialym koniu ;)))
                    nie dostrzegajac tego przyslowowego "chlopaka z sasiedztwa".


                    Pozdrawiam rowniez
                    ???
                    • nom73 Re: Do ??? 02.12.02, 21:12
                      Gość portalu: ??? napisał(a):

                      > Nie, nie jestem, ale to fakt, przebywam glownie w zenskim gronie. Jesli mam
                      > znajomych mezczyzn to sa zonaci. Chyba rozumiesz, ze nie bede im sie narzucac
                      > ani zapraszac.

                      Tak doskonale rozumiem, zonatym nie nalezy sie narzucac, bo oni sa juz zajeci.
                      Ja najlepszy kontak mam z mezatkami, chyba wynika to stad, ze mi na nich nie
                      zalezy i moge sie zachowywac "normalnie", ale nawet mi przez mysl nie przeszlo,
                      aby sie z nimi umawiac.
                      No coz, jest jeszcze internet, wiem, sporo tam oszustow i wykorzystywaczy, ale
                      moze trafi sie ktos interesujacy, zdaj sie na kobieca intuicje, nie daj sie
                      nabierac na czule slowka :)

                      Pozdrawiam cieplutko

        • Gość: gościówa Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.interecho.com / *.interecho.com 08.12.05, 23:01
          Mam dla Ciebie i dla wszystkich dziewczyn radę, może nieco trudną do
          zrealizowania dla większości, ale dla niektórych... Mozna sobie poćwiczyć
          umiejętność flirtowania, roztaczania kobiecych wdzięków na facetach z innej niż
          nasza kultury. Niedawno byłam w Maroku. Tamtejsi faceci są zachwyceni urodą
          Polek i w ogóle Europejek. Zaczepiają (calkiem miło i kulturalnie) przy każdej
          możliwej okazji i zupelnie bez okazji. Znając jakikolwiek język obcy choć
          trochę, można się poczuć jak gwiazda. Cudowna terapia... Tylko powrót do
          naszego smutnego i nie spontanicznego kraju jest tym boleśniejszy. W życiu nie
          spotkalam się z taką ilością holdów, jak tam, naprawdę można zregenerować swoje
          poczucie własnej wartości i kobiecej siły! To były cudne wakacje. Pozdrawiam i
          zyczę powodzenia!
    • Gość: Tomcio Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.fish.ar.szczecin.pl 26.11.02, 11:29
      Jak czytalem Ewo Twoja wypowiedz to tak jak bym sam to napisal...
      i wlasciwie nie wiem nawet co wiecej napisac:(

      Pozdrawiam bardzo serdecznie!
      Trzeba nadal wierzyc,ze bedzie dobrze....

      T.
      • lezkapieska Re: Jak wyjsc z samotnosci? 21.01.03, 17:13
        Co do samotności... była. Okropna. i to nie to, ze nie znalazł sie nikt koło
        mnie. byli... ale jednak nie potrafiłam pokochać.... tak przez dwa lata. Wcale
        nie tak dawno poznałam kogoś w necie... i cóz... jedna, znacząca iskierka....
        to "coś"... nie wiem jak to się ułoży.... moze dodam jeszce że ta kochana
        osóbka siedzi czasem na tym forum... dzieki, ze sie pojawiłes skarbie.
    • Gość: kasia Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 27.11.02, 19:27
      Ja jestem w tym samym położemiu. Jak sobie radzę Stram sobie wmówić iż jestem
      wartościowa, pomagam innym. Ja też jak ty mam faceta i też go wyczekuję. Myslę
      że nie mozna sie poddać racjom być czy nie być z nim. Ja sobie daję sznsę. Ale
      jak się nie uda to i tak będę dalej szukać. Warto zyć chociażby dla malutkiej
      chwili szczęścia.
    • Gość: JOJO Blokada IP: *.junisoftex.pl / *.solar.silesianet.pl 02.12.02, 22:15
      Myśle,ze faktycznie samotnośc to często kwestia blokady.Ja popełniłam tak wiele
      błedów w relacjach międzyludzkich(a w damsko-męskich szczególnie)że mogłabym
      obdzielić nimi kilkanaście osób.Po kolejnej b.bolesnej lekcji przeżyłam tak
      wiele samotnych dni,ze przeanalizowałam dość dogłebnie moja blokadę.
      Gdy odzywają się moje "komplikatory" ,włącza mi się też "sygnał alarmowy",zebym
      je powstrzymała.
      Choć obecnie nie jestem samotna, ciagle jest we mnie coś z samotnika.
      Kibicuje wszystkim samotnym(a ??? polecam randki internetowe jeśli nie ma wokół
      niej samotnych mężczyzn interesujących dla niej)
      pozdrawiam
      • Gość: ??? Re: Do Jojo i Nom73 IP: *.visp.energis.pl 04.12.02, 01:12
        Dzieki za rady. Internet.... sama nie wiem. Wlasciwie to dobrze mi tak jak
        jest. Oczywiscie, mogloby byc lepiej ale... teraz tez nie jest najgorzej. Chyba
        nie jestem tak zdeterminowana jak Ewa, zeby sie z kims zwiazac. Tez jestem
        samotnikiem, tylko ta moja ambicja... Ale to zly powod szukac kogos z powodu
        niezaspokojonych ambicji. Pozdrawiam wszystkich samotnych, nie samotnych tez, i
        zycze Ewie i innym samotnym odnalezienia szczescia z druga osoba. Jak na razie,
        dla mnie, to chyba niemozliwe. Coz.... widac nie kazdy jest stworzony do zycia
        w parze. Moze jestem osobnikiem, ktory powinien byc sam.
        • laura_1 Do Ewy i wszystkich Wątkowiczów 27.12.02, 00:09
          przestudiowałam pracowicie cały wątek i jak wiele osób przede mną odnalazłam w
          nim cząstkę siebie(zresztą co tam cząstkę, ja tu znalazłam cały wielki kawał
          odnoszący się do mnie ;)))
          co więcej jest tu co najmniej 10 osób, które bardzo chciałabym poznać. miło
          jest wiedzieć, że ludzie nadal się starają, że piszą do siebie i dbają o
          wcześniej nawiązane kontakty. w związku z tym jestem trochę zaniepokojona ciszą
          jaka zapanowała tu w grudniu. mam nadzieję, że wątek nie umrze... ewo odezwij
          się!!! w końcu tu wszystko zależy od ciebie.
          pozdrawiam serdecznie i ciepło wszystkich wątkowiczów, licząc, że jeszcze się
          odezwą
          zapraszam też na priva. (ostatnio widzę wszystko w cieplejszych barwach, więc
          może uda mi sie kogoś tym zarazić)
      • kazaa Re: Blokada 02.01.03, 20:03

        B. ciekawy temat.
        Ewa daj znac co sie u Ciebie zmienilo.
        Zyjesz w ogole ??

        Pozdr. K.
        • Gość: JO Gdzie Ewa?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.03, 00:13
          Ewus! co u ciebie???
          • _ewa Re: Gdzie Ewa?? 16.01.03, 18:54
            Witam ;-)
            Dzieki za zainteresowanie. Zagladam tu kontrolnie, ale obiecalam sobie, ze nie
            bede marudzic bez potrzeby. Czuje sie jednak wywolana do odpowiedzi.
            Na razie w sumie bez zmian... Jestem sama. Choc czasem kolega z pracy mnie, a
            wczoraj kolege z pracy ja wycignelam na kawe ;-) Bylam z siebie dumna. Ale
            kolega nadal jest tylko kolega, choc chcialabym, zeby byl kims wiecej. Tylko
            boje sie, ze to moje mrzonki.
            Poznalam takze kogos, kto mi czasem zadaje trudne pytania, potrzasa i probuje
            popchnac do przodu. Pozdrawiam ;-)
            _ewa
            • Gość: jo Re: Gdzie Ewa?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.03, 18:58
              skoro kolega ciebie tez wyciaga.... hmmm- to juz duzy plus! Ewcia- badz
              odwazna. czasem warto sprobowac, aby sie porzekonac,ze nie warto o kims
              marzyc. :)
              • Gość: donjuan Re: Gdzie Ewa?? IP: 212.191.70.* 19.01.03, 14:52
                Ewo ! A moze Ty zbytnio przebierasz w ofertach lub
                prowadzisz poszukiwania w niezbyt odpowiednich kregach
                znajomych ? Mna zainteresowala sie pani mlodsza az o 38
                lat i oboje jestesmy z tego powodu bardzo zadowoleni .
            • Gość: do Ewy do Ewy IP: 212.160.235.* 21.01.03, 20:51
              Hej,
              Mam 27 lat, od kilku mieszkam w Warszawie. Chętnie poznałabym jakąś dziewczynę,
              z którą można byłoby porozmawiać, czasem gdzieś wyjść (na tzw. podryw :::)))).
              Znajomych mam najczęściej z pracy, a to nie jest dobre miejsce na zawieranie
              znajomości opartych na zaufaniu. Jestem wesoła, interesuję się psychologią,
              skończyłam studia w zeszłym roku, teraz szukam pracy
              Napisz proszę: pracus5@gazeta.pl
              Pozdrawiam....
              • _ewa Re: do Ewy 23.01.03, 19:23
                Gość portalu: do Ewy napisał(a):

                > Hej,
                > Mam 27 lat, od kilku mieszkam w Warszawie. Chętnie poznałabym jakąś
                dziewczynę,
                >
                > z którą można byłoby porozmawiać, czasem gdzieś wyjść (na tzw.
                podryw :::)))).
                > Znajomych mam najczęściej z pracy, a to nie jest dobre miejsce na zawieranie
                > znajomości opartych na zaufaniu. Jestem wesoła, interesuję się psychologią,
                > skończyłam studia w zeszłym roku, teraz szukam pracy
                > Napisz proszę: pracus5@gazeta.pl
                > Pozdrawiam....

                Witaj,
                To zaproszenie do wspolnych eskapad w celu usidlenia jakichs sympatycznych
                przedstawicieli tej brzydszej plci ;-), pozostanie bez odzewu, przynajmniej z
                mojej strony. Moze jednak ktoras z pan wypowiadajacych sie w tym watku chetnie
                sie z Toba wspolnie gdzies wybierze. Ja musze odmowic: nie jestem warszwianka.
                Mieszkam jakies 300 km od stolicy.
                Pozdrawiam
                _ewa
                • _annie Re: do Ewy 05.02.03, 21:20
                  Ewo!!!!
                  Wzbudziłas ogromne zainteresowanie swoim wątkiem, nie znikaj, daj od czasu do
                  czasu znać , co u Ciebie;-)
                  • Gość: reks Re: Jak wyjsc z samotnosci IP: *.comm.pl 09.02.03, 12:18
                    Witam wszytkich
                    Śledze ten watek od samego poczatku, od dluższego juz
                    czasu zbieralem sie do napisania kilku slow. Robie to dzis.
                    Odwołam sie do historii założycielki wątku - jestem w identycznej
                    sytuacji, w zasadze mógłbym się podpisac pod Twoimi, Ewo słowami.
                    Od zawsze sam i bez wyraźnych perspektyw na zmianę tego stanu.
                    Niestety, tak bywa, tylko czemu akurat mnie to spotyka?
                    Nie godze sie na taki stan rzeczy, jakos
                    próbuje to zmienic, na razie bez skutku, ale to wlasnie
                    nadzieja na zmiany wyzwala chec do zycia. Wierze, ze
                    moja obecna sytuacja nie jest ostateczna, ze to sie zmieni.
                    Zresztą, nawet w tym wątku pojawiły się pozytywne przykłady.
                    I to mnie jakos motywuje do w miarę normalnego zycia.
                    Najpierw były studia, 5 lat to mnóstwo czasu. Nic z tego,
                    nie tym razem. Po studiach powrót do domu, pourywane
                    wszelakie kontakty, rozpoczynam praktycznie zycie od nowa.
                    Praca, coś tam po pracy, i tak schodzi dzien po dniu.
                    Najgorsze jest to poczucie totalnej pustki, swiadomosc
                    samotnosci, czasami wrecz ból fizyczny. Co pomaga?
                    Czasami alkohol, duzo alkoholu. Mozna sie upic i zapomniec.
                    Przynajmniej raz, dwa razy w tygodniu, w weekendy, bo te
                    są najgorsze. Dwa nieskonczenie długie dni. Niekiedy
                    jakoś mijają na spotkaniach z przyjaciółmi, znajomymi.
                    Ale tez bywają takie, kiedy nie cieszy nic,
                    żadne z kilku zainteresowań nie potrafi przykuć
                    uwagi, robi sie nudne po kilku chwilach. Wtedy mysle tylko
                    o jednym-zapomnieniu. I się zapominam. Wiem, wiem, to
                    droga donikąd, tyle ze przynosi ulge, przynajmniej
                    chwilową. Później jest kac i poczucie winy. Świadomosc
                    straconego weekendu, który mozna było wykorzystac znacznie
                    lepiej. I tak odbijam sie od sciany do sciany. Czasami
                    myslę sobie, ze gdyby ludzie wsród których przebywam
                    wiedzieli co sie chwilami ze mną dzieje "w środku" chybaby sie
                    przerazili.
                    Nie, nie jestem Mr Jeckyl i dr Hyde (nie wiem,
                    czy tak to się piszę), nie mam obsesji na
                    punkcie samotności, czasami po prostu sobie z
                    nią nie radzę.
                    Paradoksalnie, jestem uważany
                    za dość wesołkowatego i rozrywkowego gościa. I nie
                    udaję, naprawdę jestem optymistycznie nastawiony
                    do rzeczywistości, a paradoksem podwójnym jest fakt,ze
                    od kilku kobiet zdarzyło mi się usłyszeć,
                    ze nie moga pojąć dlaczego jestem sam.
                    Momentami moja samotność wywołuje u mnie wręcz
                    poczucie braku własnej wartości. Dość często
                    jest tu przywoływana jedna z piosenek Myslovitz,
                    pt. Acidland. Zgadzam sie w 100% w zawartych
                    w niej słowach. Ale na tej płycie jest też
                    utwór pt. "Szklany człowiek". Oto on:

                    "Jeszcze noc się wokół tli, a już wiem, że dzień jest zły
                    Zdjęcia gwiazd, w gazecie chleb
                    I jak zwykle moja twarz byle jaki wygląd ma
                    A na włosach jakiś spray

                    Palę w piecu, ciepło jest, moje wiersze - trochę wstyd
                    Gdzieś na ścianie dyplom mam - trzecie miejsce w skoku w dal
                    Znowu na nic przydam się, lepiej chyba pójdę spać
                    Nie oglądaj moich zdjęć

                    Bo nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart
                    A czerwień mojej krwi to tylko jakiś żart
                    I zapominać chcę tak często jak się da
                    Że nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart

                    Ty pilnuj moich snów i przychodź kiedy chcesz
                    Te chwile z moich dni do jednej dłoni zbierz
                    I nie pocieszaj mnie i tak tu będę stał
                    Bo nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart"

                    Tak wlasnie sie chwilami czuje. Pustka, pustka, pustka....,
                    nic więcej.

                    Przepraszam, ze tak smutno wyszło, ale wlasnie mija
                    kolejny "zły"weekend, jeszcze tylko kilka godzin
                    i będę mógł pójść do pracy. I jakoś to będzie.
                    Ale wiem i wierze w to co już powiedzaiłem
                    na początku, ze to tylko stan przejściowy i się
                    zmieni. Bardzo budujące, opiasne wyżej przykłady
                    utwierdzają mnie w tym mocniej. Bo tak to już
                    jest, ze jednym jest łatwiej, a innym ciągle
                    pod górkę. Ale pokonanie tej górki lezy
                    w zasiegu możliwości każdego.
                    pozdrawiam.









                    • _ewa Re: Jak wyjsc z samotnosci 09.02.03, 13:42
                      Gość portalu: reks napisał(a):

                      Czesc,
                      Przeczytalam Twoj post. Znam ten smutek. Ale alkohol to nie jest dobre wyjscie.
                      Sam zreszta wiesz.
                      Pozdrawiam cieplo
                      _ewa
                    • Gość: przemek Re: Jak wyjsc z samotnosci IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.03, 22:25

                      Ja jestem w podobnej sytuacji, choc po studiach nigdzie nie przenosilem sie.
                      Najgorsze jest to, ze kobiety uwazaja mnie atrakcyjnego faceta, mowia mi to
                      czesto wprost. Bywalo nawet, ze potrafily podrywac mnie na ulicy. Ale te, w
                      ktorych ja sie zakochiwalem (a bylo ich kilka) nigdy mnie nie chcialy.
                      Paranoja, teraz znow jestem zakochany i juz wiem, ze nic z tego nie bedzie. Po
                      prostu ze strony tej kobiety nie ma zainteresowania. Jestem tym juz tak
                      sfrustrowany, ze nie mam pojecia co w tej sytuacji zrobic. Nie chodzi o
                      niesmialosc, brak kontaktow. Wyglada na to, ze zupelnie nie dopisuje mi
                      szczescie. Los sobie ze mnie kpi.
                  • _ewa Re: do Ewy 09.02.03, 13:37
                    _annie napisała:

                    > Ewo!!!!
                    > Wzbudziłas ogromne zainteresowanie swoim wątkiem, nie znikaj, daj od czasu do
                    > czasu znać , co u Ciebie;-)

                    Milo mi. Zagladam tu bardzo czesto, ale nie pisze, bo na razie wszystko jest po
                    staremu. Byl kolega, z ktorym poszlam kilkakrotnie na kawe, ale na tym sie
                    skonczylo. Kolega jest tylko kolega. Nie jestem odludkiem, ale wciaz jestem
                    sama.
                    Pozdrawiam
                    _ewa
                    • Gość: starsza pani Re: do Ewy IP: *.ny5030.east.verizon.net 09.02.03, 23:50
                      "przelecialam" pobieznie ten watek. Troche rozszyfrowalam Twoje osobowosc,
                      jestes interesujaca osoba, ale podchodzisz do wszystkiego z rezerwa i jestes
                      bardzo serio. To dobrze, ale nie do konca - najgorzej widziec w kazdym
                      kandydata na meza. Najpierw zaloz skromniej - chcialabym miec kolege na lepsze
                      i gorsze dni, nawet przed soba sie nie przyznawaj, ze masz lepsze i gorsze dni.
                      Czy znasz jakis jezyk? Na swiecie jest miliony singli po 30-stce, ktorzy
                      uwazaja, ze maja najlepsze lata. Nie znasz za dobrze angielskiego? To pomecz
                      sie troche ze sformulowaniem ogloszenia np. do "Yahoo",chociaz cos mi sie
                      wydaje, ze jest ono teraz platne. No to masz zadanie - znajdz odpowiednie
                      strony internetowe, gdzie mozesz sie zaanonsowac, uloz po angielsku
                      ogloszenie. "Jestem atrakcyjna, wyksztalcona,lubie to i to i chcesz nawiazac
                      znajomosc z kims co chcialby i bla, bla, bla... musisz miec wymagania, moze
                      najmniej co do urody" Nie miej zahamowan. Jestes lepsza niz polowa, albo wiecej
                      tych na "miedzynarodowym rynku". Zobaczysz ile dostaniesz odpowiedzi od
                      naprawde milych ludzi, nie martw sie odlegloscia. A jak sie podciagniesz w
                      angielskim. Nie starczy Ci weekendu na odwalenie roboty. A jaka zabawa! Znam
                      nawet przypadki( dwa), ze zakonczylo sie miloscia. Nie poluj specjalnie,
                      traktuj jako "fun". Good luck.
                      • _ewa Re: do Ewy 10.02.03, 19:36
                        Gość portalu: starsza pani napisał(a):

                        > "przelecialam" pobieznie ten watek. Troche rozszyfrowalam Twoje osobowosc,
                        > jestes interesujaca osoba, ale podchodzisz do wszystkiego z rezerwa i jestes
                        > bardzo serio.

                        Owszem, trzymam sie na dystans i jestem serio, ale czy bardzo serio?


                        > To dobrze, ale nie do konca - najgorzej widziec w kazdym
                        > kandydata na meza. Najpierw zaloz skromniej - chcialabym miec kolege na
                        lepsze
                        > i gorsze dni, nawet przed soba sie nie przyznawaj, ze masz lepsze i gorsze
                        dni.

                        Nie szukam meza, choc istotnie szukam kogos na dluzej, na blizej. Rozdzielam
                        niestety pojecia typu "kolega" i "przyjaciel". Mam kolegow. Mam kolegow w
                        pracy, ale nie chce sie do nich zblizac. Nie czuje potrzeby. Jest jedna osoba,
                        do ktorej mnie "ciagnie". Czasem gdzies razem idziemy, ale ja chcialabym
                        wiecej. Bo on mi sie podoba. Nie chce, zeby byl tylko moim kolega, bo on nim
                        juz jest. Chcialabym, by byl mi blizszy, chcialabym, by laczyla nas relacja
                        kobieta-mezczyzna. Nie moge zrozumiec jednej rzeczy, a mianowicie dlaczego np.
                        mojemu bratu udalo sie poderwac dziewczyne, ktora mu sie podobala, dlaczego
                        taki wyczyn udal sie mojej przyjaciolce, czemu jednak nigdy nie udalo sie to
                        wlasnie mnie?


                        > Czy znasz jakis jezyk? Na swiecie jest miliony singli po 30-stce, ktorzy
                        > uwazaja, ze maja najlepsze lata. Nie znasz za dobrze angielskiego? To pomecz
                        > sie troche ze sformulowaniem ogloszenia np. do "Yahoo",chociaz cos mi sie
                        > wydaje, ze jest ono teraz platne. No to masz zadanie - znajdz odpowiednie
                        > strony internetowe, gdzie mozesz sie zaanonsowac, uloz po angielsku
                        > ogloszenie. "Jestem atrakcyjna, wyksztalcona,lubie to i to i chcesz nawiazac
                        > znajomosc z kims co chcialby i bla, bla, bla... musisz miec wymagania, moze
                        > najmniej co do urody" Nie miej zahamowan. Jestes lepsza niz polowa, albo
                        wiecej
                        > tych na "miedzynarodowym rynku". Zobaczysz ile dostaniesz odpowiedzi od
                        > naprawde milych ludzi, nie martw sie odlegloscia. A jak sie podciagniesz w
                        > angielskim. Nie starczy Ci weekendu na odwalenie roboty.

                        Tak sie sklada, ze jestem z wyksztalcenia filologiem. Studiowalam pewien jezyk
                        obcy, przy okazji uczylam sie innego. Ale to nadal bylyby znajomosci
                        internetowe, ze wszystkimi plusami i minusami, jakie sie z tym wiaza. Inna
                        rzecz, ze ja nie mam na to czasu. Pracuje, chodze na zajecia jezykowe, zaczelam
                        studia podyplomowe. Zreszta ja mam znajomych z internetu. To fajne,
                        wzbogacajace, ale nie w tym rzecz. Swiadomie nie dawalam nigdzie anonsu
                        towarzyskiego. Nie znaczy to, ze zdania nie zmienie, ale nie o to mi chodzi.
                        Pozdrawiam
                        _ewa
                    • _kreska_ Re: Jak wyjść z samotności 10.02.03, 12:17
                      Ewo, bardzo dziękuje za Twój list i za zainicjowanie tego tematu.
                      Jestem twoją rówieśniczką i dobrze rozumiem to, o czym piszesz, bo żyje tym na
                      co dzien.
                      Tak jak Ty nie chce pogodzić się z samotnością i tak jak Ty nie potrafię się z
                      niej wyrwać. Wręcz przeciwnie, pogrążam się coraz bardziej.
                      Dostałaś od Forumowiczow wiele cennych rad, które i dla mnie są bardzo ważne
                      (dzięki Wam wszystkim :-) ). Próbuje wprowadzać je w życie, ale w naszym
                      wieku ;-) , z ukształtowanym już charakterem i nawykami, bywa to trudne.
                      Przyszedł mi, jednak pewien pomysł do głowy. Nie wiem czy dobry, ale może warto
                      byłoby się o tym przekonać.
                      Powiem wprost. Ewo, czy chciałabyś wyjechać ze mną na wakacje? Nie na podryw
                      czy polowanie na facetów, ale po to, żeby złamać schemat, według którego
                      zachowujemy się i żyjemy.
                      Ja też za mało się uśmiecham, jestem zbyt grzeczna i usztywniona, gdy wchodzę w
                      nowe środowisko. Wycofuje się w milczenie, gdy w rzeczywistości chciałabym
                      gadać i bawić się. Mało tego, wiem, że potrafię, a właściwie potrafiłam, być
                      inna.
                      Pomyślałam, ze mogłybyśmy wyjechać gdzieś w Polskę lub za granice. Może na
                      narty, kurs języka, jazdy konno, czy czegoś tam, i spróbowały przez ten czas
                      żyć inaczej. Nawet do przesady. Do ośmieszenia, tak jak ktoś już wcześniej
                      napisał.
                      Piszesz, ze w twoim środowisku jest ktoś, kto Ci się podoba, ale boisz się i
                      nie potrafisz mu tego okazać. Ja jestem w podobnej sytuacji. Na jego (chyba)
                      zainteresowanie odpowiadam niemal wrogim spojrzeniem albo udaje, ze on mnie
                      zupełnie nie obchodzi. Chciałabym to zmienić, ale nie jestem jeszcze gotowa.
                      Nie potrafię.
                      Ewo, przemyśl to co napisałam. Może taki wspólny wyjazd byłby dobrym początkiem
                      końca naszej samotności.

                      Pozdrawiam serdecznie
                      K.
                      • _ewa Re: Jak wyjść z samotności 10.02.03, 19:16
                        Ciekawa propozycja, ale musze to przemyslec, spontanicznosc nie jest moja
                        najmocniejsza strona ;-) Do wakacji powinnam jednak zdazyc, bo jest jeszcze
                        troche czasu. Napisze wkrotce. Obiecuje!
                        Pozdrawiam
                        _ewa
                        • Gość: starsza pani Re: Jak wyjść z samotności IP: *.ny5030.east.verizon.net 12.02.03, 06:38
                          Odpowiedzialac na moj entuzjastyczny post, w ktorym chcialam Cie obudzic do
                          zycia a nastepnie na post Twojej rowiesnicy, ktora zapraszla Cie na wakacje, w
                          sposob grzeczny oblalas nas kublem zimnej wody. Pozwol, ze jako starsza pani od
                          wielu lat obserwujaca losy mlodych dziewczat, potem kobiet powiem ci to co
                          czuje. Czarno widze Twoja przyszlosc na polu damsko - meskim. Bez watpienia
                          jestes inteligentna, pracowita, uczciwa zapewne wystarczajaco urodziwa - jednym
                          slowem: wartosciowy czlowiek. Niestety w relacjach miedzyludzkich masz kilka
                          wad: jestes zimna i zasadnicza , tym mrozisz ewentualnych partnerow. Nie masz
                          luzu, radosci zycia, zapatrzona jestes w siebie i swoja chec znalezienie
                          powaznego partnera. To sie wyczuwa jeszcze bardziej w bezposrednim kontakcie.
                          Znalam i znam ( z powodu moich dzieci mlodszych i starszych od Ciebie) wiele
                          mlodycvh kobiet - juz 10 lat kiedy 8 z nich nie mialo faceta ( a wszystkie byly
                          dobrze po dwudziestce) powiedzialam, ktora nie wyjdzie za maz - i nie wyszla.
                          Piszesz, ze nie interesuje Cie internet, bo kolegow to masz. A moze poznalabys
                          kogos interesujacego ? Bliska mi osoba poznala niewidomego pracownika naukowego
                          z Harvardu, zajmujacego sie etyka genetyki. Jaki to wspanialy mlody czlowiek,
                          juz trzy lata koresponduja ze soba, w miedzyczasie obydwoje zalozyli rodziny.
                          Wejdz na strony "depresantow" - ja tak weszlam i moze uratowalam zycie mlodemu
                          chlopakowi z Londynu. Moglabym tak dlugo, ale wiem, ze Ty sie nie zmienisz bez
                          pomocy dobrego terapeuty. Wiele osob w sposob bardziej lub mniej delikatny
                          mowilo Ci w tym watku - obudz sie, zyj , a nie oczekuj. Acha, jesli ktos w
                          jednym miejscu pisze, ze nie ma czasu na internet a w drugim rozpacza, nad
                          pustymi weekendami - to co tu nie gra. A kiedy w takim razie miaaby czas na
                          randki? Traktuj swoje obecne zycie jako normalne a nie jak poczekalnie do
                          szczesliwosci z mezczyzna skrojonego wg Twoich wymiarow.
                          • _ewa Re: Jak wyjść z samotności 12.02.03, 20:42
                            Gość portalu: starsza pani napisał(a):

                            > Odpowiedzialac na moj entuzjastyczny post, w ktorym chcialam Cie obudzic do
                            > zycia a nastepnie na post Twojej rowiesnicy, ktora zapraszla Cie na wakacje,
                            w
                            >
                            > sposob grzeczny oblalas nas kublem zimnej wody. Pozwol, ze jako starsza pani
                            od
                            >
                            > wielu lat obserwujaca losy mlodych dziewczat, potem kobiet powiem ci to co
                            > czuje. Czarno widze Twoja przyszlosc na polu damsko - meskim. Bez watpienia
                            > jestes inteligentna, pracowita, uczciwa zapewne wystarczajaco urodziwa -
                            jednym
                            >
                            > slowem: wartosciowy czlowiek. Niestety w relacjach miedzyludzkich masz kilka
                            > wad: jestes zimna i zasadnicza , tym mrozisz ewentualnych partnerow. Nie masz
                            > luzu, radosci zycia, zapatrzona jestes w siebie i swoja chec znalezienie
                            > powaznego partnera. To sie wyczuwa jeszcze bardziej w bezposrednim kontakcie.
                            > Znalam i znam ( z powodu moich dzieci mlodszych i starszych od Ciebie) wiele
                            > mlodycvh kobiet - juz 10 lat kiedy 8 z nich nie mialo faceta ( a wszystkie
                            byly
                            >
                            > dobrze po dwudziestce) powiedzialam, ktora nie wyjdzie za maz - i nie wyszla.
                            > Piszesz, ze nie interesuje Cie internet, bo kolegow to masz. A moze
                            poznalabys
                            > kogos interesujacego ? Bliska mi osoba poznala niewidomego pracownika
                            naukowego
                            >
                            > z Harvardu, zajmujacego sie etyka genetyki. Jaki to wspanialy mlody czlowiek,
                            > juz trzy lata koresponduja ze soba, w miedzyczasie obydwoje zalozyli rodziny.
                            > Wejdz na strony "depresantow" - ja tak weszlam i moze uratowalam zycie
                            mlodemu
                            > chlopakowi z Londynu. Moglabym tak dlugo, ale wiem, ze Ty sie nie zmienisz
                            bez
                            > pomocy dobrego terapeuty. Wiele osob w sposob bardziej lub mniej delikatny
                            > mowilo Ci w tym watku - obudz sie, zyj , a nie oczekuj. Acha, jesli ktos w
                            > jednym miejscu pisze, ze nie ma czasu na internet a w drugim rozpacza, nad
                            > pustymi weekendami - to co tu nie gra. A kiedy w takim razie miaaby czas na
                            > randki? Traktuj swoje obecne zycie jako normalne a nie jak poczekalnie do
                            > szczesliwosci z mezczyzna skrojonego wg Twoich wymiarow.


                            W pierwszym poscie npisalas, ze pobieznie czytalas ten watek. Wiec Twoja ocena
                            mojej osoby tez musi byc pobiezna. Uwazasz ze potrafisz mnie trafnie
                            scharakteryzowac, czytajac iles tam postow? Jest takie przyslowie o beczce
                            soli... W niektorych sprawach masz racje, ale Twoje sformulowanie, ze jestem
                            zimna... Coz, uwazam, ze sie mylisz. Owszem jestem skoncentrowana na sobie,
                            niespecjalnie ciesze sie zyciem. Przykro mi, ze nie jestem dosc "funny".
                            Piszesz, ze fajnie miec znajomych z internetu. Owszem, fajnie. Poznalam tak
                            kilka osob. Cenie sobie te znajomosci, ale zaluje, ze nie sa rzeczywiste. W
                            internecie nie mozna poznac ludzi naprawde. Poznajemy sie tylko przez slowa, im
                            lepiej je ktos formuluje, tym lepszym, tym ciekawszym sie wydaje. Skad ta
                            pewnosc, ze jestem pracowita i uczciwa? I skad to przekonanie, ze jestem zimna?
                            W tym watku wypowiadaly sie tez osoby, ktorym moje doswiadczenia nie sa obce,
                            bo tez byly samotne. Masz racje, i tak nie mam czasu na randki.
                        • _kreska_ Re: Jak wyjść z samotności 12.02.03, 09:47
                          Hej, to ja, specjalistka od ciekawych pomysłów ;-)

                          _ewa napisała:

                          > spontanicznosc nie jest moja
                          > najmocniejsza strona

                          Ha, no to ja właśnie do tego próbuje Cię przekonać. Ale nie naciskam.
                          Zrozumiem, jeśli odmówisz. Feel free. W końcu wakacje ma się tylko raz w roku i
                          muszą być udane!
                          Właściwie przyszedł mi jeszcze jeden pomysł do głowy. Równie ciekawy :-). Jeśli
                          obawiasz się, że nie załapiesz ze mna kontaktu, to proponuje takie spotkanie
                          probne. Na dzień lub dwa, gdzieś w Polsce. I jeśli zadziałamy na siebie jak
                          płachta na byka, albo co gorsze woda na ogień, to po prostu powiemy sobie do
                          widzenia i zapomnimy o sprawie. Ewo, chcę Ci pomóc. I sobie.

                          Serdecznie pozdrawiam.

                          Aha, wcale nie czuję, żebym była mokra. To tak a propos kubła zimnej wody ;-)
    • Gość: lena Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.chello.pl 22.02.03, 12:53
      Minęło pare miesięcy , czy coś zmieniło sie w twoim życiu
      Prosze napisz
      • _ewa Re: Jak wyjsc z samotnosci? 23.02.03, 22:36
        Zagladam tu czasem, nawet dosc czesto. Nadal wiode zycie w pojedynke. Czy cos
        sie zmienilo? Cos na pewno, choc oczekiwalam nieco innych zmian ;-) Jesli moje
        zycie zmieni sie diametralnie, z mila checia to obwieszcze.
        Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka