Dodaj do ulubionych

ukryte urazy?

24.05.05, 01:23
Jak pomóc komuś kto schowal w sobie głebokie urazy z dziecinstwa i przekonal
siebie, ze wszsytko ok a to przeciez siedzi tam w srodku......i wylazi w
najmniej oczekiwanych momentach i stwarza problemy, ktorych moznaby uniknac.
Jak to sie mowi fachowo? odrzucenie, czy tak?
Ogolnie ujmujac - bardzo zle relacje rodzicow i atmosfera domowa odbily sie na
dziecku, a dzis doroslym mezczyznie.....
Nie chce wymuszac na nim rozmow i zwierzania sie, ale dowiaduje sie jakis
strzepek, powiedzianych czasem przypadkeim, czasem pod wplywem emocji i
ukladam sobie powoli jakis obraz. Nagle zdalam sobie sparwe, jak duzo jego
zachowan dziwnych dla mnie wynika wlasnie z tego, jest reakcja na schowane zle
wspomnienia, ze sa to jakies leki chyba podswiadome nawet. Ta chec obrony za
wszelka cene nawet wtedy kiedy nikt go nie atakuje....
Jest mi przykro, chce pomoc jemu, chce pomoc nam, zebysmy unikneli problemow
jakie wynikaja czasem z jego nastawienia do pewnych spraw.
Jak to zrobic zeby nie zepsuc? Nie mam pojecia.
Jak zrobic, zeby zrozumial, ze jesli krzykne to tak naprawde krzykne na dana
sytuacje jaka mnie wkurzyla a nie na niego tylko i wylacznie - to nie zmienia
moich uczuc wzgledem niego, szacunku, milosci. To tylko chwilowa sprzeczka,
mormalna rzecz wsrod ludzi a nie awantura z nienawiscia w tle. Jak pzrekonac,
ze jesli ktos kiedys zmuszal go do czegos to nie moze cale zycie osadzac
innych tym samym. Ze moze cos zrobic na co nie ma ochoty i nie jest to znowu
zmuszanie go sila tylko po prostu kompromis, a wlasnego zdania nikt mu
przeciez nie odbierze.



Obserwuj wątek
    • hubkulik Re: ukryte urazy? 24.05.05, 14:34
      > Jest mi przykro, chce pomoc jemu, chce pomoc nam, zebysmy unikneli problemow
      > jakie wynikaja czasem z jego nastawienia do pewnych spraw.
      > Jak to zrobic zeby nie zepsuc?

      Zachowywac sie wobec niego dojrzala partnerka, a nie np. jak jego mama.
      To powinno pomoc.

      Pozdrawiam Hubert
      • szfedka Re: ukryte urazy? 24.05.05, 14:57
        hubkulik napisał:

        > Zachowywac sie wobec niego dojrzala partnerka, a nie np. jak jego mama.
        > To powinno pomoc.

        A jak sie zachowuje "dojrzala" partnerka?

        Sam fakt ze sie chce dowiedziec jak postepowac jest dowodem ze jest dojrzala.

        Natallie, urazy z dziecinstwa zostawiaja glebokie slady. Wiesz jak jest z bitym
        psem, reaguje na kazdy gwaltowny ruch. To jest cos w srodku i zeby pies
        przestal sie bac nalezy podchodzic ostroznie, nie robiac tych gwaltownych
        ruchow.
        Jezeli on reaguje tak zle na krzyk to nie krzycz. Krzyk nigdy nie pomoze.
        Cale zaufanie ktore zdobywasz w milych chwilach, przekreslasz w tym momencie.
        To wraca nieswiadomnie ile bys tego nie tlumaczyla.
        Z drugiej strony, moze powinniscie sie zwrocic to jakiegos terapeuty?
        • hubkulik Re: ukryte urazy? 24.05.05, 15:26
          Dojrzala partnerka z szacunkiem podchodzi do drugiej osoby (partnera). Szanuje
          jego autonowmie i wolny wybor. Nie probuje nic zmieniac na sile, ani
          manipulowac druga osoba. Oznacza to, ze moze zaproponowac pomoc czy wsparcie,
          ale gdy ta druga osoba odmowi, to z szacunkiem podchodzi do tej decyzji.
          Dojrzale partnerstwo polega takze na zdrowej komunikacji. Osoba taka jest
          swiadoma siebie i swoich potrzeb. Gdy czegos oczekuje od drugiej osoby, to mowi
          jej o tym (a nie np. czeka oczekujac ze druga strona sie domysli). Tak jak
          pisalem powyzej, niezaleznie od tego jaka bedzie odpowiedz partnera, traktuje
          ja z szacunkiem. Ta druga osoba tez ma swoje potrzeby, czasami niezgodne z
          drugim partnerem i to jest dojrzale partnerstwo uszanowac to, a nie np.
          manipulowac oczekujac ze partner bedzie "idealnym partnerem" spelniajacym
          wszystkie zachcianki (jak tata czy mama w wieku dzieciecym).

          Pozdrawiam Hubert
          • forumromanum Re: ukryte urazy? 24.05.05, 15:31
            e! nie całkiem tak...
            byłem kiedyś w układzie, gdzie ja, wkurzony, nauczony odreagowywać, nie tłumić
            natrafiałem na tygodniowe tłumienie i obrażanie się drugiej strony.
            wszelkie próby podjęcia rozmowy, wyjasnienia co i jak kończyły się fiaskiem...
            na pewno nie należy być TERAPEUTĄ w zwiazku...
            jeśli są to jakies głębokie traumy, przeszkadzające w życiu codziennym,
            to należy poprosic o pomoc osobę trzecią...
            ale nic na siłę!!!!


            • natallie Re: ukryte urazy? 24.05.05, 20:56
              Dziękuję wszystkim za odpowiedż.
              Staram się byc "dojrzałą", czasem jednak trudno utrafić w sytuację. Przede
              wszsytkim dlatego, ze ja nigdy nie spotkalam sie z takim problemem. Moje zycie
              bylo dotychczas calkowicie bezproblemowe i "sielankowe". Nie zawsze widzę więc
              gdzie i dlaczego pojawia się jakiś zgrzyt. Dla mnie pewne sytuacje są zatem
              chwilowe i nieistotne, dla niego jednak mogą być czyms więcej.
              Moje zdanie np jest na tyle silne i nigdy nie bylo uporczywie olewane czy tez
              negowane przez kogos, ze teraz kiedy nawet cos musze zrobic z czym sie nie
              zgadzam nei jest to dla mnie czyms ponad sily. Po prostu pogadam sobie i
              powsciekam sie ale - swoje wiem. Nie czuje zagrozenia, przymusu itp. On jednak
              zdalam sobie sprawe traktuje to wlasnie z tej drugiej strony. To jakas obsesja
              obrony, lęk.
              Terapeuta - obiektywnie oczywiscie sluszne podejscie. Jednak wiadomo, jak
              większość reaguje na to - "ja nie potzrebuje sie leczyc" itp. Nie mozna wiec tym
              odtsraszyc czlowieka czy zniechecic do siebie, choc zaproponowac gdzies tam
              delikatnie oczywiscie nic zlego.
              Zmienic nikogo sie nie da ani przerobic to jasne. Ale mam jednak nadzieje, ze
              cos uda nam sie wspolnie osiagnac. Mysle, ze szansa jest skoro udalo sie pewne
              rzeczy juz zmienic. Np to, ze fakt bycia zyczliwym wobec niego nie jest jakims
              podstepem, checia uzyskania czegos w zamian tylko zwyklym, naturalnym odruchem,
              po ktorym nei nastapi cios ponizej pasa. To zajelo troche czasu ale udalo sie.
              Teraz nawzajem uczymy sie od siebie - ja poskramiac swoj "poludniowy"
              temperament i mniej krzyczec ;-) on z kolei rozumiec ze to tylko chwilowa
              nieistotna klotnia czy nieporozumienie i trzeba o tym szybko zapomniec.
              Problem w tym jednak, ze tych ukrytych rzeczy jest najwyrazneij wiecej, boje sie
              wiec czy i jak uda nam sie poradzic sobie z nimi.
              • szfedka Re: ukryte urazy? 24.05.05, 21:28
                Tak trzymaj :)
                Powodzenia
    • psychopata.z.borderline Re: ukryte urazy? 24.05.05, 21:31
      to moze pokaz mu w delikatny sposób, że może być inaczej
      nie wiem, ze mnie jest niedobry charakter, wiec nie powinnam chyba sie
      wypowiadac:))
      • natallie Re: ukryte urazy? 25.05.05, 00:42
        uhhh no ze mnie tez nie najlepszy charakter, no badzmy szczerzy :-)))))
        ale checi sa, z obu stron wiec......trzymajcie kciuki i piszcie kolejne rady!
        kazda moze sie przydac. bo ja sie na tym nie znam.
    • julsza Re: ukryte urazy? 25.05.05, 00:48
      a czy on nie jest DDA?
      • babcia_kasi Re: ukryte urazy? 25.05.05, 09:45
        <<Ogolnie ujmujac - bardzo zle relacje rodzicow i atmosfera domowa odbily sie na
        dziecku, a dzis doroslym mezczyznie.....>>
        Dziecinko, ładujesz się w fatalną sytuację.Jestem matką takiej jak Ty
        córki.Pełnej akceptacji, nadzieji, dobrej woli...Coś tam osiągniesz, ale
        wielotrotnie więcej kroków w tył zrobisz.Zamiast dojrzewać w związku, będziesz
        się starać jego problemy rozwiązywać, a i tak czeka Cię porażka i tylko strata
        czsu.On jest zranionym dzieckiem, które nigdy nie dojrzeje.Choćbyś mu ziemię
        różami usłała-to zranione dziecko nigdy z niego nie wyjdzie.To jak w
        powiedzeniu "chłop ze wsi wyjdzie, ale wieś z chłopa nigdy".On z domu wyszedł,
        ale dom nie wyjdzie z niego NIGDY.Chyba, że jakieś "trzęsienie ziemi" nastąpi-
        ale mężczyźni nie chcą sobie uświadomić potrzeby pomocy, zmiany...
        Za kilka lat, jeśli z nim zostaniesz, napisz, na jakim jesteś etapie.I w ogóle
        wyznacz sobie jakiś horyzont czasowy, w którym miałyby nastąpić widoczne zmiany.
        Chciałabym Ci życzyć powodzenia, ale życzę Ci tylko krytycznej, przytomnej, nie
        zakłóconej "wybaczającym uczuciem" oceny sytuacji.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka