Dodaj do ulubionych

Duże miasta

18.07.05, 21:42
Dlaczego w nich tyle oziębłości ze strony ludzi tam mieszkających?Każdy niby
anonimowy, gdzieś spieszący.Nikt nie zwraca uwagi na to,że na ulicy może
leżeć chory człowiek ,który zemdlał i potrzebuje pomocy.Każdy przechodzi
obojętnie udając,że nie widzi drugiego człowieka...Żyjemy z dala nawet od
naszych sąsiadów w tej samej klatce nie potrafiąc się zdobyć choćby na chwilę
rozmowy z nimi bo każdy się spieszy.
Żyjemy niby razem ale obok siebie.Tacy zamknięci na drugiego
człowieka,nieufni,z dystansem,pochłonięci swoimi sprawami.
Według mnie takie są duże miasta.W jednym takim żyłam teraz jestem w małym
mieście i tu życie jest wolniejsze,na ulicy spotyka się znajomych z którymi
można pogadać a gdy na chodniku leżał jakiś człowiek zaraz wokół skupiło się
kilka ludzi zainteresowanych jego losem.To tylko kilka drobnych spostrzeżeń.
Nie chcę w tym wątku osądzać nikogo ani uogólniać ludzi z dużych i małych
miast.Jestem ciekawa waszych spostrzeżeń jednocześnie zadając pytanie:czy
duże miasta muszą być takie "chłodne"?Dlaczego tak musi być?
Obserwuj wątek
    • wykrywacz.klamcow Re: Duże miasta 18.07.05, 21:44
      Mowisz pewnie o Warszawie...
      • bluean Re: Duże miasta 18.07.05, 22:03
        Nie tylko a czemu tak uważasz?Chyba nie ma raczej znaczenia jakie są nazwy tych
        dużych miast bo zbytnio pod tym względem raczej się nie różnią.
        • wykrywacz.klamcow Re: Duże miasta 18.07.05, 22:10
          Oj roznia sie, oj roznia...
          Wlasnie siedze w Monachium, miasto wielkosci Warszawy. A zycie kompletnie inne.
          • bluean Re: Duże miasta 18.07.05, 22:13
            A w jakim sensie? W sumie też co kraj to i obyczaj...
            • wykrywacz.klamcow Re: Duże miasta 18.07.05, 22:16
              W takim, ze zyje sie spokojnie, dosc beztrosko. Mieszkam w 11pietrowym budynku,
              dzis gadalem przez chwile z sasiadem w windzie...
              Wszystko spokojnie, na luzie.
              • procesor Re: Duże miasta 18.07.05, 22:38
                ale cię poniosło! :)

                cześć, miło cie znowu zobaczyc :)
                • wykrywacz.klamcow Re: Duże miasta 19.07.05, 21:48
                  Tzw. "wakacje z rodzina" :"P

                  I tylko na chwile, jak wroce to nie bede mial czasu bywac :")
                • zigzaur Re: Duże miasta 20.07.05, 09:39
                  "Jeśli masz kogoś zabić, to najpierw się do niego uśmiechnij!"

                  "Akwarium", Wiktor Suworow
        • bluean Re: Duże miasta 18.07.05, 22:12
          Żeby było jasne to prostuję : nazwy miast dużych miast się oczywiście różnią
          ale nie koniecznie ich mentalność.Oto chodziło.
          • wykrywacz.klamcow Re: Duże miasta 18.07.05, 22:17
            Krakow jest kompletnie inny niz Warszawa, Wroclaw jeszcze inny... wiecej sie
            nie wypowiadam, bo za malo bywalem.
            • nom73 Re: Duże miasta 18.07.05, 22:27
              wykrywacz.klamcow napisał:

              > Krakow jest kompletnie inny niz Warszawa

              Ale na Nową Hutę nie wybrałbym się sam po 22:00. :-)
              • wykrywacz.klamcow Re: Duże miasta 19.07.05, 21:47
                > Ale na Nową Hutę nie wybrałbym się sam po 22:00. :-)

                Za to mi w Warszawie zdarza sie zostawiac na noc otwarty samochod na parkingu
                pod domem :"P
                Kiedys wypadl mi z kieszeni portfel i przelezal cala noc na przednim fotelu...
        • blakecarrington Re: Duże miasta 19.07.05, 13:44
          pisze tak bo w Polsce nie ma innych dużych miast. Tak naprawdę to jest jedno
          miasto a reszta to miejscowości.
          BC
          • luksok Re: Duże miasta 19.07.05, 20:14
            blakecarrington napisał:

            > pisze tak bo w Polsce nie ma innych dużych miast. Tak naprawdę to jest jedno
            > miasto a reszta to miejscowości.
            > BC
            Jezeli Katowice, Kraków, Szczecin, Gdańsk, Wrocław to "miejscowości" a nie
            miasta to ja jestem sniety mikolaj,. te miasta maja wieksza tradycje nz
            niejedna swiatowa metropolia, i zapisane miejsca w historii na wieczne czasy!
      • hans_2000 Dlatego , ze w miastach zyja ludzi , ktorzy maja 19.07.05, 22:20
        • hans_2000 Re: Dlatego , ze w miastach zyja ludzi , ktorzy m 19.07.05, 22:21
          aja swoje wlasne sprawy i nie musza zyc czyims zyciem i wtykac nosa w czyjes
          sprawy ... Proste , prawda ?
    • dupek.jak.kazdy.facet Re: Duże miasta 18.07.05, 23:11
      W mieście Łodzi raczej mało jest takich ludzi co gdzieś spieszą. Życie się toczy
      powoli, jak w małym miasteczku, żeby nie powiedzieć na wsi. Ale ładnie tu wcale
      nie jest, w małych miasteczkach jest ładniej.

      A co do ludzi - kiedyś przechodziłem przez ulicę na czerwonym świetle i uderzył
      mnie samochód. Parę osób się znalazło, które nie pozwoliły mi odejść z miejsca
      wypadku, tylko zadzwoniły po pogotowie i kazały czekać na przyjazd.
      Prześwietlenie kolan nie wykazało złamania, a z ambulatorium odwieźli mnie do
      domu mili panowie policjanci. Skończyło się nawet bez mandatu.
      • baba2005 Re: Duże miasta 18.07.05, 23:16
        No bo miasta, to ludzie....
        Wszedzie bywaja rozni.
        Jestem dobrej mysli :)
      • j_ar hihihi.... niezle ;) <n/t> 19.07.05, 13:53

    • czarna_porzeczka Re: Duże miasta 19.07.05, 13:55
      pochodze ze sredniego miasta (200 tys mieszkancow). i w tym srednim miescie rok
      temu napadl na mnie dres na przystanku autobusowym, na ktorym stalo kilka
      innych doroslych osob (ja mam troche powyzej 20). wyrwal mi plecaki zaczal
      uciekac. bylam strasznie zla wiec nie namyslajac sie dlugo zaczelam go gonic.
      mimo, ze wiele osob widzialo cala sytuacje, nikt nawet nie probowal dresa
      zatrzymac, kiedy przebiegal obok. na moje krzyki, zeby go zatrzymac
      przechodzacy faceci reagowali: "a co to, my go znamy?". dogonilam tego dresa,
      zabralam mu plecak, swaidkiem naszej szamotaniny przy klatce bloku byla cala
      rodzina przechodzaca na spacerze i paru facetow i nikt nawet nie spojrzal na
      mnie bijaca sie z dresiarzem. odebralam swoj plecak, wrocilam na ow przystanek
      z placzem, dopiero wtedy wszyscy mi wspolczuli i pytali. jedyne co mi pozostalo
      z tego zajscia, to satysfakcja, ze nie dalam sie okrasc i spuszczone glowy
      doroslych facetow, ktorych prosilam o pomoc, a odmowili mi. szczeny im opadly,
      jak mnie zobaczyli wracajaca z tym plecakiem.
      teraz natomiast mieszkam w warszawie na osiedlu-blokowisku, mimo, ze mieszkam
      tu tylko od 7 miesiecy, znam swoich sasiadow, zagadujemy ze soba czesto w
      windzie czy przed klatka, kazdy sobie pomaga, a jak ostatnio zostwilam przez
      przypadek otwarty samochod przed blokiem, to sasiadka zadzwonila do mnie i
      szybko mnie poinformowala.
      • kixi Re: Duże miasta 19.07.05, 14:36
        Mnie próbowano okraść w autobusie przy Nowym Świecie w W-wie.Autobus nie był
        przepełniony a ja stałam na przeciwko drzwi bo miałam zaraz wysiadać.Za mną
        jakiś koleś stał i mimo braku tłoku nachalnie pchał się na mnie co zaczęło mnie
        powoli denerwować i gdyby nie to,że miałabym wysiadać to kolesiowi bym odpaliła
        jakiś tekst.Za tym gościem stały inne osoby.Co się okazało.Koleś się pchał bo
        dobierał się do mojego plecaka co zauważyłam wychodząc z autobusu bo miałam
        rozpięty plecak.Na szczęście nic nie ukradł bo portfel i dokumenty miałam gdzie
        indziej.Zadziwiające jest to,że nikt nie zauważył tego,że ktoś się dobiera do
        mojego plecaka i nikt nie dał mi tego znać.
      • jarososik Re: Duże miasta 19.07.05, 15:28
        No właśnie, mysle że najpierw trzeba spróbować się otworzyć na sąsiada z
        piętra, pogadać, a potem zna sie nagle wiele osób z klatki. Mi sie udało w
        nowej dzielnicy. Problem jest fakt, iz każdy mysli że to inni sa zamknięci w
        sobie a nigdy nie zaczyna od siebie .
        • luksok Re: Duże miasta 19.07.05, 20:08
          jarososik napisał:

          > No właśnie, mysle że najpierw trzeba spróbować się otworzyć na sąsiada z
          > piętra, pogadać, a potem zna sie nagle wiele osób z klatki. Mi sie udało w
          > nowej dzielnicy. Problem jest fakt, iz każdy mysli że to inni sa zamknięci w
          > sobie a nigdy nie zaczyna od siebie .


          Tak jest pelna racja, trzeba sie otworzyc na innych, a oni odwdziecza sie z
          wzajemnoscia zdwukrotniona :-)
    • zkhanna Re: Duże miasta 19.07.05, 14:38
      Na mojego 12-letniego syna wracającego ze szkoły napadło dwóch dresiarzy.
      Grozili mu pobiciem, a chodziło o komórkę. Oczywiście zrabowali mu ją. Syn tak
      się przestraszył, zaczął płakać i mimo tego nikt z przechodniów nawet nie
      spytał co się stało. Jego droga do domu wiodła przez ruchliwie miejsca: ulica,
      pętla tramwajowa. Wszędzie pełno ludzi, nikt nie zareagował, ilu ludzi nosi
      przy sobie telefony, z których można zadzwonić pod darmowy numer 112, aby
      policja przyjechała na miejsce zdarzenia. NIKT MU NIE POMÓGŁ !!!
      To działo się w Poznaniu.
    • luksok Re: Duże miasta 19.07.05, 20:03
      Racja pelna, ak wlasnie jest w duzych miastach ale nic z tego, bo ne mozna miec
      tysiecy przyjaciol i byc z nimi na ty, po prostu nie ma na to czasu, a krag
      przyjaciol (w przeciwienstwie do malego miastecza) jest rozproszony w dosc
      duzych odleglosciach, bo przeciez nie da sie zeby akurat wszyscy twoi bliscy
      tobie ludzie mieszkali na jednej ulicy albo nr domu, a co do nieszczesc
      przylpadkow losowych to sie nie zgadzam bo jezeli ktos upadnie lub cos mu sie
      zlego przydarzy, kazdy pomoze (moga sie zdarzyc wyjatki jak zbiorowa
      znieczulica ale to sie zdarza tez w malych msiedlach.

      pozdrawia gosc w temacie...!-)
    • rysiowa Re: Duże miasta 19.07.05, 21:21
      Ja mieszkam w małym mieście (ok 20 tys.mieszkańców) i zgodze się z tym, że nie
      jest się takim anonimowym. Wychodząc z domu zawsze zobaczę kogoś znajomego i
      wiele, wiele twarzy zna się z widzenia i nie tylko ze swojego osiedla.Właściwie
      z każdego kąta w mieście. Ale co z tego? Miasta tworzą ludzie. Kiedyś kuzynka
      zobaczyła gościa leżącego na ławce, nikt się nim nie interesował (miał pecha bo
      nikt go nie znał ;)), zadzwoniła po pogotowie, chyba to był zawał. Ja widziałm
      faceta leżącego przed knajpą, wokół kupa ludzi, gdy podchodziłam zobaczyłam,że
      pochyla się nad nim zakonnica i woła coś do tych ludzi. Nikt się nie ruszył z
      miejsca , ale wszyscy nadal patrzyli. A zakonnica "Ludzie! Przecież to
      człowiek!" Wtedy ktoś się ruszył. Facet był pijany, brudny, obrzygany i
      pokrwawiony. NIE CHCĘ zapomnieć tego okrzyku zakonnicy...
      Chodzę do szkoły na wywiadówki, wiele twarzy jest znajomych, ale gdy
      podchodziłam i zagadywałam w odpowiedzi dostawałam krzywy uśmiech. Teraz te
      mamuśki olewam. A co do sąsiadów to myśle, że każdy kombinuje ta: jak się
      odezwę to pomyślą,że jestem wścibski-a przecież nikt nie chce wyjść na takiego.
    • kixi Re: Duże miasta 19.07.05, 21:48
      A ja miałam taką historię.Kiedyś pracowałam w sklepie w dużym
      mieście.Przychodziła tam często pewna klientka,która zresztą kupowała drogie
      rzeczy.Kiedyś gdy już tam nie pracowałam a byłam przypadkiem w okolicy mojego
      miejsca pracy spotkałam tę Panią.Ona pierwsza mnie zauważyła i przywitała się z
      delikatnym uśmiechem na twarzy zwykłym >dzień dobry<.Jakież było moje
      zdziwienie zresztą bardzo miłe,że potrafiła mnie można powiedzieć zwykłą
      ekspedientkę rozpoznać w tym anonimowym tłumie ludzi.To był niestety pojedynczy
      przypadek ale jakże miły.I chyba to nie koniecznie chodzi zaraz o przyjażń
      tylko o dostrzeganie drugiego człowieka,życzliwość,dostrzeganie ewentualnej
      krzywdy drugiej osoby i odpowiedniej reakcji.
      • 01agata Re: Duże miasta 19.07.05, 22:27
        a moze inny rodzaj znieczulicy... w komunikacji miejskiej widnieja naklejki nad
        miejscami dla inwalidow, osob starszych i matek(rodzicow) z dzieckiem itp..mam
        4ro latka z ktorym jezdze ciagle autobusami itd i BARDZO rzadko sie zdarza ze
        maly moze skorzystac z miejsca. Tu przeciez nie chodzi o wygode lecz o
        bezpieczenstwo! taki maly czlowiek naprawde nie jest w stanie sie utrzymac
        poreczy lub reki mamy! Raz, akurat jechalam bez malego, wsiadla pani z malym
        (ok.3 lata) dzieckiem. Dziecko powiedzialo do mamy ze chcialby usiasc. I
        zaczela sie dyskusja pan ktore siedzialy obok niego "...pomyslec, tyle maja
        energii by latac po podworku a w autobusie nagle nogi bola...". Mama malucha az
        sie zaczerwienila, stwierdzilam ze powinnam cos powiedziec. I
        powiedzialam "moze i maja sile biegac, ale utrzymac sie w tak ostro hamujacym
        autobusie to nie potrafia!" Bez slowa jedna z pan wstala dla mamy z dzieckiem.
        Ale czesto mi sie przytrafia ze nie ustepuja, jak bylam w ciazy tez nie
        ustepowali...a kolzanka w 8mym miesiacu ciazy zostala przerzucona przez caly
        tramwaj gdy ostro hamowal i dziecko zmarlo....Czyz to nie znieczulica??? Ile
        razy ludziom zwracalam uwage i prosilam o miejsce dla ciezarnej gdy widzialam
        ze jakas biedna ledwo stoi i ludzie sie obijaja o jej brzuch...i ile razy
        siedzialam z dzieckiem na kolanach i MNIE babcie prosily o ustopienie
        miejsca...ile razy pomagalam kobietom z wozkami i staruszkom z tobolami wsiasc
        do tramwaju gdyz inni na sam widok wozka, tobolkow uciekali do tylnych
        drzwi...ile razy widzialam mlodych o kulach stojacych bez slowa...pomagac nie
        kosztuje! Jedynie zyskamy. Mi, przynajmniej, wystarczy usmiech i "dziekuje" i
        wiem ze komus jest lepiej bo okazalam zainteresowanie!
    • madda_m Re: Duże miasta 19.07.05, 22:25
      Co do pochylania się nad nieprzytomnym, cuchnącym alkoholem itd. człowiekiem –
      mam mieszane uczucia. Niestety – obrzydzeni bierze górę nad litością –
      przyznaję się. Ilość zapijaczonych na naszych ulicach sprawia, że w każdym
      leżącym upatrujemy takiego zaplutego pijaka. Niedawno uświadomiłam sobie, że
      byłabym skłonna jednak przejść obok. Straszne.... Inna sprawa - pamiętam, że
      kiedy robiłam prawo jazdy, podczas wykładów z pierwszej pomocy wręcz odradzano
      nam prób udzielania takiej pomocy polegającej na sztucznym oddychaniu usta-
      usta w stosunku do obcych, nieprzytomnych ludzi, jeśli nie dysponujemy na
      przykład! w braku innych narzędzi – choćby plastikową torebką jako
      zabezpieczeniem przed ewentualnym zarażeniem się mnóstwem chorób łącznie z
      gruźlicą i żółtaczką. Poważnie. A gdzie w tym wszystkim miłość bliźniego i
      pośpieszanie na ratunek kosztem własnego życia? Nie wiem ... A teraz o
      sąsiadach – kiedy mój sąsiad z lewej przekręca się na łóżku w salonie ( nie
      mówiąc o innych rzeczach) ja to słyszę. Wiem też, kiedy ten z góry robi siusiu
      w łazience. Sąsiad z prawej codziennie ok. 23.30 włącza alarm, który robi
      cichutkie pik,pik. Za to przyznam się, że nie mam nic przeciwko doborowi
      repertuaru muzycznego przez dzieci sąsiada z lewej, nawet, kiedy śpiewają do
      taktu– jest super! Za wyjątkiem wyjących imprezek w weekendy (na szczęście
      rodzice rzadko wyjeżdżają). Kiedy ostatnio było u mnie parę osób i po 23
      jeszcze sobie gadaliśmy, sąsiad z góry walił w kaloryfer aż iskry szły!
      Reasumując - kiedy widzę na żywo sąsiada z góry, z prawej albo lewej mam
      ochotę udać, że to złudzenie fotooptyczne. I przyznam się, że to samo
      dostrzegam w ich oczach. Niestety, człowiek (no dobrze, niektórzy ludzie) aby
      jakoś funkcjonować psychicznie, jeśli ostatnie kilka-kilkanaście godzin spędził
      otoczony przez tłum w korkach, komunikacji miejskiej, i „dogęszczonym”
      pomieszczeniu w pracy, jak ryba wody potrzebuje odrobinę przestrzeni na
      wyłączność. Jeśli w realu nawet w domu nie ma szans na taką przestrzeń, to
      przynajmniej udaje, że ona istnieje... Mimo wszystko uwielbiam duże miasta,
      poczucie swobody i możliwość rozpłynięcia się w tłumie. I to, że mogę wybrać -
      czy sąsiedzi będą sąsiadami, tylko ludźmi, którzy mieszkają obok. Przyznacie,
      że nie jest to możliwe w takim stopniu w mniejszej społeczności....
    • r.richelieu Bot 19.07.05, 22:49
      Dlaczego? A tu historyjki jacy to przechodnie brzydcy.
      Jeśli widzę w mieście swoje wartości to łatwej mi zaakceptować moje w nim
      życie. I nie złoszczę się, bo plakaty mojej ogranizacji wiszą drugi dzień bez
      popisania. I spotykam ludzi, których też cieszy ten spokój. W małych miastach
      jest prościej, łatwiej tworzy się społeczność jednolita, i nie ma
      wyróżniających się. Byś w tym miasteczku oponowała przeciw powiedzmy ich
      religijności to wywieźliby Cię na taczkach. W dużym mieście jest do wybory do
      koloru postaw, sęk teraz w wartościach prezentowanych przez przedstawicieli
      miasta, przez symbole miasta. Ponadlokalne, ogólnonarodowe, czy w ogóle
      absolutne jednoczą. Postaw jednak prezydenta faworyzującego którąkolwiek ze
      społeczności, np. bogatych mieszkańców kondominiów albo zwolenników praskiej
      ulicy. Albo takiego, który wyznaje zasadę po trupach do celu i bez
      patyczkowania się ze zboczeńcami, niesnaski wzrosną, bo zwolennik prezydenta na
      własnego sąsiada-geja będzie teraz krzywym okiem patrzył. Symbole miasta nei
      mogą być kontrowersyjne, bo inaczej ludzie wściekać się będą wzazajemnie, a
      przez złość zauważą i to, co wcześniej im nie przeszkadzało. Dwumetrowy mur
      wielgich państwa z pieskami za 3 tysiące, żebrak pod kościołem co "wstydu nie
      ma" i leżący z niewiadomo jakiego powodu na przystanu, ale gó.. mnie chlejus
      obchodzi
    • lzygan Re: Duże miasta 19.07.05, 23:34
      >Nikt nie zwraca uwagi na to,że na ulicy może
      > leżeć chory człowiek ,który zemdlał i potrzebuje pomocy.Każdy przechodzi
      > obojętnie udając,że nie widzi drugiego człowieka...
      > Według mnie takie są duże miasta

      z mojego doświadczenia nie jest tak źle,
      tak się złożyło, że jestem chory na epilepsję, zdarzyło mi się niestety 2 albo
      3 razy zemdleć na przystanku autobusowym, mówię tu o Wrocławiu, ocknęłem się za
      każdym razem w szpitalu, nic mi nie zginęło, łącznie z komórką i forsą, może
      dlatego, że było w miarę duzo ludzi na przystanku...
      z tego co widzę w autobusach i tramwajach młodych ludzi raczej nie trzeba
      zachęcać do ustępowania miejsc siedzących starszym ludziom, początkowo byłem
      rzeczywiście zaskoczony, że tak się sprawy mają, bo nie mieszkam we Wrocławiu
      od urodzenia, ale potem się po prostu do tego przyzwyczaiłem, może to kwestia
      tego, że przyjmujemy pewne rzeczy tak jak przedstawiają nam to masmedia
      • kawusia76 Re: Duże miasta 20.07.05, 08:43
        w duzych miastach zyje sie szybko.mnie to odpowiada,czuje sie w w-wie jak ryba
        w wodzie,tu sie urodziałam i ja i kilka pokoleń mojej rodziny.ludzmi
        spotykanymi na ulicy sie nie interesuje i nie zyczę sobie zainteresowania
        np.wścibskich lub nazbyt towarzyskich sąsiadów,rozmów na ulicy z ledwo co
        znanymi ludzmi itd.mam swoje życie,duzo spraw,rodzine - tym żyje.i dziwi mnie
        to pragnienie kolektywizacji - juz raz udało sie przerwać to słynne ,,pomożecie-
        pomożemy" i działania zespołowe.moim zdaniem dzisiejsze czasy nie sprzyjają
        podtrzymywaniu przypadkowych znajomości,obowiązuje zasada bardzo ograniczonego
        zaufania.
    • sensej Re: Duże miasta 20.07.05, 11:09
      Pośpiech jest dzisiaj modny, trzeba się spieszyć , bo to dobrze wyglada, że
      jesteśmy tacy zaradni. Kończy się to najdłuzszym tygodniem pracy i niską
      efektywnością jak pokazują statystyki. Smutne, ale nie bierzy pod uwagę, że w
      złożonych społecznościach w długim okresie więcej korzyści jest ze współprapacy
      niż rywalizacji. ZAWSZE.
    • jmwaw Re: Duże miasta? 20.07.05, 11:25
      Taki obrazek. Zdecydowanie male miasto albo duza wies, gdzies w okolicach
      Radzynia Podlaskiego. Zjezdzam z mostu przez Wieprz, wjezdzam do miejscowości i
      co widze? Pijany czlowiek spi na srodku ulicy. Rozbawieni mieszkancy (?)
      przygladaja sie z przystanku na rozwoj wydarzeń. Nikt nie ruszy się żeby znieść
      go z ulicy i połozyć w bezpiecznym miejscu jak juz upodobał sobie wypoczynek na
      swiezym powietrzu.
      Czym to sie rozni od Warszawy? Raczej Warszawy tylko, bo w innych miastach
      polskich jest mniej znieczulicy, wiecej serdecznosci, bezinteresownej pomocy.
      Warszawa to skupisko dawnych fornali z po wojnie rozparcelowanych majątków z
      całej Polski i ich dzieci, wnuków. Czegóz wymagać?
      • bielinka Znieczulica i ustępowanie miejsc w autobusach 20.07.05, 11:52
        Jak byłam w ciąży to stałam się "nieiwidzialna" - miasto Warszawa. Od momentu
        kiedy ciąża stała się widoczna bez skrupułów podchodziłam do miejsc dla
        uprzywilejowanych i spokojnie - BEZ PRETENSJI prosiłam o ustąpienie miejsca. Z
        reguły na tych miejscach siedzieli młodzi zdrowi mężczyźni. Jeśli miejsce było
        zajęte przez starsza osobę lub podobną do mnie prosiłam o jakiekolwiek miejsce.
        NIGDY NIKT MI NIE ODMÓWIŁ i nikt nie był nieuprzejmy. Ja ze swojej strony z
        uśmiechem dziękowałam. Wyszłam z założenia, że może rzeczywiście ludzie są
        zamyśleni i nie dostrzegają nie ze złej woli. Może wyjdźmy z takiego założenia?
      • ziemiomorze Re: Duże miasta? 20.07.05, 12:07
        jmwaw napisał:

        > Czym to sie rozni od Warszawy? Raczej Warszawy tylko, bo w innych miastach
        > polskich jest mniej znieczulicy, wiecej serdecznosci, bezinteresownej pomocy.
        > Warszawa to skupisko dawnych fornali z po wojnie rozparcelowanych majątków z
        > całej Polski i ich dzieci, wnuków. Czegóz wymagać?

        Ale co, jakies kompleksiki sie odzywaja?
        Wiesz - mysle, ze gdyby wawa byla istotnie cala z plebsu, to temu pijanemu
        rzucilyby sie na pomoc setki rak (w koncu kto jak kto, ale chlop zywemu
        pomoze). Rozumiem, ze jestes uprzedzony do stolicy, ale moglbys poprzec swoja
        wypowiedz chocby polowa argumentu zamiast garscia stereotypowych przesadow?

        Rozparcelowany Fornal
    • xy2 jak to fajnie szufladkować... 20.07.05, 12:17
      w małych miastach i na wsi, gdzie jest największe skupisko biedy, ciemnoty,
      alkoholizmu i awanturnictwa sąsiad sasiadowi uzyczy cukru czy bimbru. Leje
      stara w 4 ścianach, dzieci z przymieraja głodem...
      to jest życie i ciepło rodzinne
    • brynika Re: Duże miasta 20.07.05, 12:38
      To nie oziębłość, ale psychologia. Też się nad tym zastanawiałam i jedyne
      wyjaśnienie które mi przychodzi na myśl to to, że w dużych miastach panuje
      "zasada rozmytej odpowiedzialnośći" nikt nie reaguje bo wszyscy myślą że
      zareaguje ktoś inny. Dobrze to widać na przykładzie pijaczka leżącego na
      chodniku. Koleś leży i się nie rusza, ale wszyscy go mijają myśląc ze wstydem
      :pewnie ktoś inny zadzwoni, nie mam czasu, nie mam kompetencji, nie wiem co
      zrobić...
    • ja-ninka Re: Duże miasta 24.08.05, 22:49
      Jeśli chodzi o tych sąsiadów w bloku o których wspominasz...Hmm, mieszkam w
      bloku i tak, jak piszesz, nie zdobywam się na chwile rozmowy z sąsiadami z
      klatki. Poza "dzień dobry". Akurat moi sąsiedzi są ode mnie znacznie starsi,
      ale wiem, że to nie jest powodem...
      Z sąsiadami jesteśmy "skazani na siebie". Mieszkam w takim bloku, że słyszę,
      gdy ktoś do sąsiadów wchodzi, gdy dzwoni u nich domofon, albo telefon, w nocy
      słysze nawet odgłosy z łazienki...Czuję zapach tego, co ugotowali na obiad, gdy
      ide po schodach. Słyszę podniesione głosy, gdy się kłócą. I oczywiście wiem, że
      oni to samo słyszą ode mnie. I to dlatego, ja zachowuje dystans. Bo i tak,
      wiedzą o moim życiu więcej, niż bym chciała aby wiedzieli obcy ludzie.
      • vlad-srollovnik Re: Duże miasta 24.08.05, 22:53
        a w cholere z sasiadami, dzien dobry wystarczy
      • impatiens.noli.tangere Re: Duże miasta 25.08.05, 17:38
        ja-ninka napisała:

        > Jeśli chodzi o tych sąsiadów w bloku o których wspominasz...Hmm, mieszkam w
        > bloku i tak, jak piszesz, nie zdobywam się na chwile rozmowy z sąsiadami z
        > klatki. Poza "dzień dobry". Akurat moi sąsiedzi są ode mnie znacznie starsi,
        > ale wiem, że to nie jest powodem...
        > Z sąsiadami jesteśmy "skazani na siebie". Mieszkam w takim bloku, że słyszę,
        > gdy ktoś do sąsiadów wchodzi, gdy dzwoni u nich domofon, albo telefon, w nocy
        > słysze nawet odgłosy z łazienki...Czuję zapach tego, co ugotowali na obiad, gdy
        >
        > ide po schodach. Słyszę podniesione głosy, gdy się kłócą. I oczywiście wiem, że
        >
        > oni to samo słyszą ode mnie. I to dlatego, ja zachowuje dystans. Bo i tak,
        > wiedzą o moim życiu więcej, niż bym chciała aby wiedzieli obcy ludzie.

        Dokładnie. Również nie odczuwam potrzeby rozmawiania z ludźmi, z którymi mnie
        łączy jedynie tyle, że mieszkamy w jednym bloku.
        Mieszkam w dużym mieście ponad 3 lata i podoba mi się o niebo bardziej niż w
        50tysięcznej rodzinnej mieścince :/
    • itsmeagain Re: Duże miasta 25.08.05, 00:15
      Moi sasiedzi w bloku to maja pewnie mnie dosyc :))) Ostatnio siedze sobie do
      pozna i przesluchuje sobie cos podspiewujac oczywiscie od czasu do czasu :D Ale
      z drugiej strony nie moja wina, ze mamy taka dobra akustyke.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka