bluean
18.07.05, 21:42
Dlaczego w nich tyle oziębłości ze strony ludzi tam mieszkających?Każdy niby
anonimowy, gdzieś spieszący.Nikt nie zwraca uwagi na to,że na ulicy może
leżeć chory człowiek ,który zemdlał i potrzebuje pomocy.Każdy przechodzi
obojętnie udając,że nie widzi drugiego człowieka...Żyjemy z dala nawet od
naszych sąsiadów w tej samej klatce nie potrafiąc się zdobyć choćby na chwilę
rozmowy z nimi bo każdy się spieszy.
Żyjemy niby razem ale obok siebie.Tacy zamknięci na drugiego
człowieka,nieufni,z dystansem,pochłonięci swoimi sprawami.
Według mnie takie są duże miasta.W jednym takim żyłam teraz jestem w małym
mieście i tu życie jest wolniejsze,na ulicy spotyka się znajomych z którymi
można pogadać a gdy na chodniku leżał jakiś człowiek zaraz wokół skupiło się
kilka ludzi zainteresowanych jego losem.To tylko kilka drobnych spostrzeżeń.
Nie chcę w tym wątku osądzać nikogo ani uogólniać ludzi z dużych i małych
miast.Jestem ciekawa waszych spostrzeżeń jednocześnie zadając pytanie:czy
duże miasta muszą być takie "chłodne"?Dlaczego tak musi być?