Dodaj do ulubionych

Zarabiać na siebie

IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 16.08.02, 19:56
krotki cos ten artykulik...
Obserwuj wątek
    • Gość: nini Re: Zarabiać na siebie IP: *.dip.t-dialin.net 17.08.02, 09:30
      nie ma co pisac, skoro nawet ten watek o tym swiadczy - widocznie temat moze
      mial byc prowokacyjny, ale glosi tylko czysta prawde i nie bedzie dyskusji ani
      wrzawy wokol, niestety.
      ale ja bym tu sie troche poklocila (szkoda, ze tylko ja jedna). czy to sa
      polskie warunki?
    • Gość: Renka Re: Zarabiać IP: 5.3R* / *.home.cgocable.net 18.08.02, 05:49
      A kto powiedzial, ze maja jeszcze dodatkowo pracowac i zarabiac
      pieniadze, skoro JUZ wykonuja pelnoetatowa prace: wychowuja
      dzieci i prowadza dom.Za prowadzenie domu w Kanadzie zarobilaby
      taka kobieta cos z 1500 $, za wychowywanie dzieci drugie tyle.
      Jednym slowem jej praca w domu jest warta 3 tys dolarow
      miesiecznie.Ktos musi za to zaplacic. Z reguly jest to maz lub
      partner.Jak sama nazwa wskazuje, musi ON placic.
      • pastwa Re: Zarabiać 18.08.02, 11:23
        Gość portalu: Renka napisał(a):

        > A kto powiedzial, ze maja jeszcze dodatkowo pracowac i zarabiac
        > pieniadze, skoro JUZ wykonuja pelnoetatowa prace: wychowuja
        > dzieci i prowadza dom.Za prowadzenie domu w Kanadzie zarobilaby
        > taka kobieta cos z 1500 $, za wychowywanie dzieci drugie tyle.
        > Jednym slowem jej praca w domu jest warta 3 tys dolarow
        > miesiecznie.Ktos musi za to zaplacic. Z reguly jest to maz lub
        > partner.Jak sama nazwa wskazuje, musi ON placic.


        A czy szanowna Pani ma problemy z rozróznieniem "bycia utrzymywanym" od "bycia
        zarabiającym na siebie" ?

        I sęk w tym, że ON nie musi płacić, a ONA najprawdopodobniej wcale nie szukała
        z rozmysłem "męża pracodawcy" przed zajściem w ciążę, a jak wiadomo z takim
        partnerskim "pracodawcą" jest jak z miłoscią, czyli nic trwałego.

        Ps. Czyżbyć Renka pracowała na 2 etaty ?
        • Gość: Renka Re: Pastwo, IP: 5.3R* / *.home.cgocable.net 18.08.02, 15:33
          Ja pracowalam na te dwa etaty i nawet wiecej. Pracowalam, studiowalam i
          prowadzilam dom wraz z wychowywaniem dzieci. Moj maz w sumie tylko pracowal,
          dopoki tez nie zaczal studiowac, pracujac.Nie polecam tego modelu nikomu.To
          wykanczajace i frustrujace dla kobiety. To sie podobno nazywa partnerstwo :)
          Ale jakie partnerstwo, kiedy jedno z nas jest dobre w tym, a drugie w
          tamtym. Sila rzeczy, ktos za duzo moze wziasc na swoj grzbiet.
          Z reguly jest to kobieta.Musi miec duzo sily(milosci) w sobie, a nie kazda jest
          tak bogata. Stad bol i rozstania. I samotnosc w rodzinie. Smutno mnie to
          nastraja.
          • pastwa Re: Renko 18.08.02, 16:11
            Zatem sama widzisz, ze trud Twej pracy głównie brał się właśnie z tego, ze zbyt
            wcześnie "urodzinniłaś" swój związek, nie będąc przygotowana. Nie wiem tez,
            dlaczego to kobieta tylko Twoim zdaniem ma mieć obowiazek zajmowania się domem
            i wychowaniem dzieci( co znaczy "wychowanie" dla Ciebie, siedzenie z dziecmi na
            rękach az do momentu gdy zaczną pracować ? ) .
            Nie widzę tu jakis rażąco większych predyspozycji u tej płci( z wyjątkiem kilku
            pierwszych miesięcy, ale to nie jest przecież całe zycie). Swoją drogą z tym
            katorżniczym wychowywaniem maleństw,to też przesada, no chyba ze decyduje sie
            dana para na dziecko rok w rok,ale to właśnie jest wolność wyboru i nie ma co
            narzekać później.
            • Gość: Renka Re: drogi pastwo, IP: 5.3R* / *.home.cgocable.net 19.08.02, 23:24
              Zagrzmiales glosem rozsadku. Ja jestem kobieta nierozsadna, emocjonalnie
              niezrownowazona i rozkoszna. Dlatego mi sie przytrafilo troje dzieci, ktore ku
              ubolewaniu mojego szanownego malzonka wychowalam, jak umialam.Do prowadzenia
              domu tez sie nie kwapil, wiec ja sie musialam zajac. Teraz, juz po obiedzie.
              Pora na deser :)
              Nijak nie moge sie pogodzic z tym zarabianiem na siebie. To takie stalowe i
              zimne.Do mnie nie dociera.
              • proo Odwrotny rzeczy porządek 20.08.02, 00:38
                OOOOoo .. nie kochani! Przesegregujmy problem!
                Mówimy o czasie przeszłym. Tak było ale jest inaczej.Coraz częściej nie
                wybieramy ciąży i bycia kurą domową kosztem dobrego wykształcenia i kariery
                zawodowej. Czynimy odwrotnie!
                W czasach socjalizmu , kiedy wiadomym było że kariery prawdopodobnie nie uda się
                zrobić bo droga do niej zawsze wiodła przez szeregi pewnej partii a jeśli nasze
                poglądy nie rymowały się z "jedynie słusznymi" to nie było szans na jej
                zrobienie - najprostszą drogą do spokojnego żywota było wyjście za mąż tuż po
                maturze , urodzenie dziecka i zajęcie się jego wychowywaniem oraz prowadzeniem
                domu. Siłą rzeczy kobietę utrzymywał jej mężczyzna! Po odchowaniu dzieci
                , matka i żona , i tak znajdowała tę samą mało atrakcyjną pracę za słabo
                atrakcyjną płacę ktorą równie dobrze mogła podjąć po ukończeniu studiów , będąc
                panną bezdzietną. Po co więc miały sobie kobiety utrudniać życie?!
                Dużo prościej mieć za sobą najważniejszy obowiązek , wiedzieć że się już tego
                faceta ma , że dzieci są zdrowe , odchowane ... wtedy można udawać że się
                pracuje , robi karierę a nawet zaocznie kończy wybrany kierunek na wybranej
                uczelni. :-)
                Teraz warunki wymusiły na nas dokładnie odwrotne postępowanie!
                To zmieniło diametralnie styl naszego życia!
                Żeby zdobyć pracę , żeby móc robić karierę w wybranej dziedzinie MUSIMY
                po maturze iść na studia /najlepiej na liczącej się , prestiżowej uczelni/,
                jednocześnie perfekcyjnie opanować co najmniej dwa języki obce ,obsługę
                komputera , nauczyć się przebojowości i czuć że chce się tę karierę chce zrobić!
                To podstawowe warunki ktore mogą zapewnić sukces!
                A faceci ..?? A dzieci ..? A dom..?
                Nie mamy czasu na te głupoty!
                Mieszkamy wspólnie z PARTNEREM a kiedy nasza
                pozycja zawodowa ugruntuje się wg naszych wyobrażeń , WTEDY dopiero urodzimy
                dziecko i wychowamy je wspólnie /a może tatuś pójdzie na urlop macierzyński/!

                Tak więc omawiany przez Was wybór drogi życiowej przez kobiety to
                zamierzchła historia!!! :-)

                Swego czasu , moja przyjaciólka , na zarzuty swojej mamy jakoby sposob
                życia ktory wybrała /rozmowa odbyła się kiedy miała 29 lat/ doprowadzi ją
                niechybnie do staropanieństwa - odpowiedziała :
                "ależ mamusiu w twoich czasach funkcjonował odwrotny do obecnego ciąg wydarzeń
                ciąża, ślub , kąt u rodzicow ,praca , kariera zawodowa , zdobywanie
                wyksztalcenia i .... ewentualne poprawianie warunkow bytowych w wieku
                czterdziestukilku lat.
                W moim pokoleniu porządek rzeczy uległ dokladnemu odwróceniu.
                Solidne wykształcenie ,kariera zawodowa i dobra praca , własny kąt , ślub ,
                ciąża i wspólne z partnerem /mężem/ wychowywanie dziecka /dzieci/!"

                To znak naszych czasow! Coraz częściej , coraz więcej młodych kobiet
                tak właśnie postępuje. To ratunek przed stereotypem serwowanym przez faceta
                w omawianym artykuliku. Cytuję : "Wiele kobiet świadomie lub nieświadomie ...
                ląduje na utrzymaniu męża lub partnera."
                ... brrrrr ...! wrrrrrrr..!

                proo /z kobiecym uśmiechem/ :-)))
                • Gość: Renka Re: akurat, kula w plot,proo! IP: 5.3R* / *.home.cgocable.net 20.08.02, 04:27
                  Co za pierniczenie o starych, komunistycznych czasch.Dawno nie slyszalam czegos
                  podobnie bzdurnego.Kiedy i gdzie ty sie uchowalas, prooo???
                  Nowoczesna kobieta, wyemancypowana, bez wzgledu na czasy,w ktorych zyje,ZAWSZE
                  wie, ze w edukacji tkwi szansa na lepsze zycie.Ale nie oznacza to, ze ma
                  zarabiac na siebie, a on na siebie. To by nie mialo sensu w ogole, jako uklad.
                  Trzeba zawsze zalozyc sytuacje, ze jedno z jakichs wzgledow moze przestac
                  pracowac i wtedy to drugie ma OBOWIAZEK utrzymania go.
                  To ze dzieci najpierw, a potem dorabianie sie, czy odwrotnie, to raczej zalezy
                  od priorytetow. Jezeli w rodzinie przewaza MILOSC, napewno dzieci sie pojawia
                  pierwsze. Jezeli przewaza pieniadz i interesownosc, napewno pojawi sie dom.,
                  samochod itd, dzieci wejda do takiego gniazdka na koncu, jak ladne lub nieladne
                  zabawki.
                  Tak na marginesie chcialabym dodac, ze osobiscie uwazam, ze kobiety powinny
                  miec dzieci JAK NAJWCZESNIEJ. Chodzi o zatrucie srodowiska czlowieka i obecnosc
                  toksyn, ktore z biegiem lat w kazdym z nas sie gromadza. Ciaza ODSYSA toksyny,
                  czyli wszystko, co "zle" z matki przechodzi w dziecko.Najzdrowsze dzieci maja
                  mlode matki, chociaz nie przecze, zdarzaja sie wyjatki.
                  • proo Wqrzasz mnie Renko! 20.08.02, 09:44
                    To Twoja opinia , Renko. Wolno Ci ją mieć czy pierniczyć /co to za słowo!!?/ !
                    Mnie także pozwól wyrażać swoje zdanie i nie recenzuj moich wypowiedzi
                    /robiąc wycieczki osobiste w moim kierunku/
                    bo ja nie recenzuję Twoich choć wydają mi absolutnie bzdurne i zacofane ,
                    a Ty wydajesz się być z gatunku tych ktore zdania nie zmieniają! :-)))))))))

                    Ad rem.
                    Tak właśnie jest! Zmieniło się pokolenie które przyszło po Tobie.
                    Kobieta chce zarabiać na siebie! Dobre pieniądze za dobrą pracę.
                    CHCE realizować się na wielu płaszczyznach , pracować i zarabiać ,
                    kochać swojego faceta i urodzić - jemu i sobie - maleństwo ktore
                    chcą wspólnie wychować!

                    JA NIE CHCĘ być "żoną przy mężu" żeby potem nie napisać takiego postu
                    jak Twój powyżej , OK?
                    Ja nie chcę żeby mój mąż - cytuję Ciebie :
                    "..do prowadzenia domu tez się nie kwapił więc ja się musialam zająć.." , "..ja
                    pracowałam na dwa etaty.. "ku ubolewaniu mojego szanownego malzonka wychowalam,
                    jak umialam /DZIECI - przyp. mój/."

                    Pozwól mi Renko podążać własną drogą. Twoja mi nie odpowiada , zbyt wyboista
                    bo polna , pełna dziur i kamieni ..

                    proo /pozdrawiam cieplutko/ :-))
                  • Gość: ida Re: akurat, kula w plot,proo! IP: *.csk.pl / *.csk.pl 20.08.02, 16:11
                    Gość portalu: Renka napisał(a):

                    > Tak na marginesie chcialabym dodac, ze osobiscie uwazam, ze kobiety powinny
                    > miec dzieci JAK NAJWCZESNIEJ. Chodzi o zatrucie srodowiska czlowieka i
                    obecnosc
                    >
                    > toksyn, ktore z biegiem lat w kazdym z nas sie gromadza. Ciaza ODSYSA
                    toksyny,
                    > czyli wszystko, co "zle" z matki przechodzi w dziecko.Najzdrowsze dzieci
                    maja
                    > mlode matki, chociaz nie przecze, zdarzaja sie wyjatki.


                    :-))))))))))))))))))))))))))))))))

                    Skoro ciąza "odsysa toksyny", to z tego wynikałoby raczej, że najzdrowsze
                    dzieci rodzą nie młode matki, ale są to dzieci urodzone z drugiej w kolejności
                    ciązy (w możliwie najmniejszym odstępie czasowym od pierwszej, coby się znów te
                    toksyny za bardzo nie nagromadzilły, i niezaleznie od wieku matki, bo matka
                    nawet jak ma tylko 15 lat, to teoretycznie sporo tych toksyn zdażyła
                    nagromadzić;-)

                    No i z tym gromadzeniem toksyn i ich "przechodzeniem w dziecko" to zbyt
                    skomplikowana sprawa, żeby to można było aż tak uprościć...
    • Gość: kasia28 Re: Zarabiać na siebie IP: *.atol.com.pl 20.08.02, 11:28
      A ja się zastanawiam dlaczego kobieta, która nie pracuje, zajmuje się domem i
      dziećmi jest dzisiaj tak źle postrzegana. Kiedyś kobieta pracująca była zła,
      dziś-niepracująca. A ja nie widzę w tym nic złego. Co jest złego w tym, ze
      kobieta strzeże domowego ogniska, dba o rodzinę, która przecież jest
      najważniejsza, o miłość, i wiele innych rzeczy, które są niezbędne, by rodzina
      dobrze funkcjonowała i kochała się i współżyła dobrze ze sobą. A jak można to
      robić dobrze, gdy się połowę , albo i więcej dnia spędza poza domem, gdy się
      jest wiecznie zmęczoną i rozdrażnioną. Gdy z mężem widzi się tylko raz w
      tygodniu, nie ma pojęcia o tym, co on czuje, co przeżywa, jakie ma kłopoty i
      radości, nie zna świata własnych dzieci, dla których dawno stała się obca.
      Mozna by wiele pisać. Jeśli jakaś kobieta decyduje, że dla niej rodzina jest
      ważniejsza od pracy i pieniędzy, to dlaczego nie ma prawa zająć się nią "w
      pełnym wymiarze godzin"? I dlaczego nie ma prawa do szacunku?
      Ja od 10 lat nie pracuję. To była nasza wspólna decyzja z mężem: ja dbam o
      rodzinę, on na nią zarabia. Nikt nikogo nie zmuszał do niczego.
      Stwierdziliśmy, ze rodzina jest dla nas najważniejsza, a przede wszystkim my
      jako para. Bo co nam zostanie potem, gdy dzieci dorosną i odejdą? Rzeczywiscie
      wtedy tylko zadowolenie z pracy i pieniadze, bo małzeństwo będzie już tylko na
      papierze, a związków emocjonalnych z dziećmi dawno już nie będzie.
      I wcale nie czuję się gorsza od tych kobiet, które pracują, o siódmej lecą do
      pracy i wracają wieczorem zmęczone do domu, a ich dziećmi zajmują się obce
      osoby. Nadal mogę się rozwijać, skończyłam studia, uczę się języka, mam czas
      dla siebie, jestem uśmiechnięta i miła, a nie zrzędliwa i rozdrażniona i
      powoli przymierzam się do włąsnej działalności, bo synek coraz większy i mam
      coraz więcej czasu. Ale będzie to praca w domu, więc nikt na tym nie ucierpi.
      Kiedyś wołano o szacunek dla kobiet pracujących, dziś chyba należałoby
      nawoływać do szacunku dla tych, które nie pracują.

      Pozdrawiam
      niepracujaca Kasia
      • Gość: Renka Re: nie wolno mnie denerwowac, bo eksploduje :) IP: 5.3R* / *.home.cgocable.net 20.08.02, 15:39
        Proo, nie oddzielaj KIEDYS od DZISIAJ, bo to wciaz te same czasy. Kobieta taka
        jak ja zrobila wszystko, co potrzeba w kwestii wszystkiego, co jest zwiazane w
        funkcjonowaniem rodziny. Odradzam kobietom kariere za wszelka cene.Ped do
        wiedzy to wspaniale, ale nie zapominaj o biologii kobiet. Sa slabsze
        emocjonalnie, latwiej ulegaja depresjom. A taka depresja moze szybko zburzyc
        twoje wypielegnowane zycie, gdzie wszyscy graja swoje role jak nalezy.
        Kariera TAk, ale kobieta to przede wszystkim kochanka i matka i w ogole taki
        dobry duch rodziny, takie stworzenie, ktore ciagle czuwa, CZUJAC. No i czasem
        przecenia swoje mozliwosci.Kariera, zamiast zycia rodzinnego to wybor, ktory
        bardzo drogo kosztuje. Alkoholizm, narkotyki, depresje.Funkcjonowanie na
        prochach.We wszystkim konieczny jest BALANS, a wiec troche tego i owego.
        Moje przesmiewstwo z ciebie proo, wynika, ze reprezentujesz poglad, jakoby
        swiat stal w miejscu, tylko ostatnio w Polsce cos czknelo i nagle sie zmienila
        sytuacja polskich kobiet.Polskie kobiety zawsze mialy wybor, mniejszy lub
        wiekszy, ale zawsze on KOSZTOWAL. Chodzi mi o te koszty, czasem sa strasznie
        wysokie i dlatego WARTO sie zastanowic, czy PODOLASZ,czy masz ku temu
        predyspozycje, szanse na sukces, zanim pochopnie podejmiesz ryzyko postawienia
        na materializm i wygode wlasna, zarabianie na siebie.Warto zostawic miejsce na
        UCZUCIA, bo one najwiecej kosztuja.Sa bezcenne.
        • Gość: ida Re: nie wolno mnie denerwowac, bo eksploduje :) IP: *.csk.pl / *.csk.pl 20.08.02, 16:21
          Gość portalu: Renka napisał(a):

          Renka, czy Ty nie za bardzo upraszczasz? I czy nie kierujesz się przypadkiem
          jakimiś streotypami?

          Ja jestem kobietą i jakoś nie czuje sie słabsza emocjonalnie i nie mam
          skłonności do depresji... W dodatku obecnie w 100% zajmuje się karierą i w 0%
          zyciem rodzinnym i gdzie ten alkoholizm, narkotyki, depresje, funkcjonowanie
          na prochach? Bo jakoś tego u siebie nie widzę...
          Poza tym dlaczego stawiasz znak równości między zajmowaniem sie pracą zawodową
          a "postawieniem na materializm"? Jakoś nie moge uwierzyć, że kobiety, które
          pracują robia to tylko i wyłacznie dla pieniędzy...
          • proo Nie eksploduję , wytwarzam ciepło! :-))))))) 20.08.02, 22:26
            Oj , Renko!
            Ja nie czuję się słabsza emocjonalnie i nie ulegam łatwiej depresjom
            ale to nie niweluje mojej wrażliwości kobiecej i zupełnie nie wpływa na
            moją biologię! Zapewniam Cię że ciepła mam w nadmiarze i umiem je dawać.
            Wcale to nie przeszkadza w moim życiu zawodowym. Na tej płaszczyźnie rownież
            jestem doskonała! :-)
            I to jest trudne. Pogodzenie obu ról. Trudne ale nie niemożliwe!
            Samostanowienie o sobie , sukcesy zawodowe - wcale mnie nie frustrują ,
            nie wpędzaja w alkoholizm , narkotyki. Wręcz przeciwnie. Pozwalają mi
            czuć się w pełni spełnioną i niezależną. Sprawdzam się na każdym polu.
            Właśnie to powoduje że mam wiele optymizmu , jestem uśmiechnięta
            i zadowolona , kocham ludzi a ludzie kochają mnie i świat podoba
            mi się szalenie! :-)
            A materializm ..?? To słowo jest mi obce. Kariera ..?? W tej pogardliwej
            formie jaką serwujesz w swoim poście ... Nie ,Renko. My mówimy różnymi
            językami. Szkoda.

            proo

            PS.
            Dziękuję Ido. Rymujemy się. :-)))
            • Gość: Renka Re: ja lubie cieplo, zwlaszcza sloneczne IP: 5.3R* / *.home.cgocable.net 20.08.02, 23:54
              Masz racje, ja mowie innym jezykiem, niezrozumialym dla wiekszosci, za co
              przepraszam, tak sie jakos nauczylam, sama z siebie. Bo nauczyciele nie
              wglebiali sie za bardzo w to, czego ja sie tam gdzies na ostatniej lawce
              ucze.Typowa indywidualistka.Przepraszam, jezeli cie urazilam , proo.
              Prosze o wybaczenie :)
              • proo Renko! :-))) 21.08.02, 00:00
                Lubię Cię za trzeźwą ocenę rzeczywistości , za realizm i odwagę w mowieniu
                co myślisz. To rzadkie cechy! :-)

                Cieplusio pozdrawiam.
                proo :-)))
      • madlaine Re: Zarabiać na siebie 24.08.02, 17:41
        A cop jeśli kobieta siedzi z dzieckime cały czas, nie pracuje,
        mąz haruje a ona wiecznie niezadowolna, bo brak pieniędzy, bo
        dziecko niegrzeczne, bo on całe dnie w pracy i w weekedny. On
        odpoczywając wychodzi z kumplami, ona musi zostac w domu.....Co
        z tego, że ona skończyła studia, skoro nie chce dać dziecka do
        przedszkola ani zaczać pracy bo za 400 zł to się nie opłaca....
        Dobrze, że nie jestem w talkiej sytuacjo, tak ma moj
        kolega...Cóz wole byc wolna i dojrzewać do bycia matka.....a nie
        tak na siłe w wieku 22 lat....
      • Gość: Niunia Re: Zarabiać na siebie IP: 217.153.39.* 12.05.03, 15:39
        Zle jest to, ze jak maz od ciebie odejdzie- czego nie zycze-
        albo stiwerdzi ze nie musi juz cie utrzymywac, np. po odejsciu
        dzieci z domu- czego tez nie zycze, to kto Ci da pieniadze na
        przezycie? Opierajac swoja wartosc i ograniczajac funkcje tylko
        do rodziny, gdy zostaniesz sama- to logicznie rzecz biorac
        bedziesz "nikim"?- Przepraszama za te slowo, ale chyba
        rozumiesz o czym mowie? Faktem jest, ze ja nigdy bym sie na
        taki model niezdecydowala- za bardzo boje sie przyszlosci, a
        swiat nie jest przeciez idealny, zeby nie wiem jak idealizowac
        milosc.
    • Gość: ToeToe Re: Zarabiać na siebie IP: *.acct.co.nz / *.cust.maxnet.net.nz 25.08.02, 10:00
      Sa kobiety ktorym to pasuje i sa i takie, ktore za zadne skarby nie
      zrezygnowaly z wlasnych ambicji zawodowych..
      W sumie kazdy jest kowalem swojego losu... Ale najwazniejsze, zeby dziecko nie
      mialo sfrustrowanej, nespelnionej matki..
    • Gość: weronika Re: Zarabiać na siebie IP: *.kopernik.gliwice.pl 25.08.02, 11:47
      Ja tak zrobiłam. Zaraz pos tudiach zaszłam w ciąże i urodziłam dziecko. To była wspólna decyzja. Mąż posiadał dobrą pracę i był w
      stanie nas utrzymać. Nie widze w tym problemu i tragedii, nawet określenie że kobiety ląduja na utrzymaniu mężów jakos mnie
      denerwuje. Proponowałabym panu Eichelbegowi doczepic wielki brzuch, potem dac leki ktore powoduja nudnosci i isc do pracy.
      Nastepnie proponowałabym temu panu wstawac co pol odziny w nocy, potem isc do ciezkiej pracy i potem wrocic do tego domu i nie
      miec nawet pol godziny czasu dla sibie. Ciekawe czy wtedy okreslilby sibie jako osobe "ladujaca na czyims utrzymaniu".
      Ja poszłam do pracy kiedy dziecko miało roczek i dziękuje opatrzności ze nie musiałam wczesniej pracowac.
      Osobiscie uwazam ze najlepiej dla zdrowia psychicznego swego jak i dziecka przynjamniej rok powinno sie pozostac w domu.
      Ton wypowiedzi jest jakby oskazajacy dla kobiet. Czy wie pan ile kobiet po 30-stce ma klopoty z zajsciem w ciaze, z utrzymaniem
      ciazy?
      Sama padłam ofiara takiej propagandy. Jako jednya wsrod moich kolezanek miałam dziecko od razu po studiach. Na spotkaniu z
      kolezankami zostałam potraktowana jak powietrze bo przeciez bylam wtedy "tylko" matka i zona.
      Coż, zycie bywa przewrotne poniewaz moje kolezanki obecnie nie maja dziecka i nie widza nadal dogodnego momentu na ich
      posiadanie, nie robia zawrotnych karier, a ja mam cudowna córeczke i kierownicze stanowisko do ktorego nie potrafiły dotrzec moje
      bezdzietne kolezanki.
      • pastwa Re: Zarabiać na siebie 25.08.02, 12:27
        To wcale nie o to chodzi , by w ciąży chodzic do pracy, co za bzdura i tego tez
        z pewnością nie miał na mysli autor artykułu.Praca jest człowiekowi potrzebna,
        głównie po to, by w chwili, gdy przyjdzie mu liczyć tylko na siebie, co nie
        jest raczej rzadkością, a wręcz przeciwnie,mógł bez obciążeń psychicznych
        podołać samodzielnie kosztom zycia.
        Natomiast to, że zdarzają się pary którym dobrze w układzie, gdzie jedna ze
        stron pracuje a druga nie, jest tylko kwestia gotowości podjęcia takiego ryzyka
        wynikającego zapewne z dużego zaufania do człowieka, ktory będzie łożył
        pieniądze na wspólne zycie.
        Eichelberger zapewne nie tyle nawoływał do pracy, co do przemyslenia swej
        sytuacji i konsekwencji wynikających z takiego właśnie układu partnerskiego,
        przed dokonaniem ostatecznego wyboru, zwłaszcza w przypadku decyzji posiadania
        dzieci. Oczywiście, posiadanie dziecka nie przekresla szans na dobra pracę,
        choć bez wątpienia oddala ten moment( jesli jeszcze się nie pracuje)przykładowo
        o rok, a to, co kobieta zrobi dalej, to juz jej sprawa i wybór.

        Nie przekonują mnie natomiast tłumaczenia, ze ktoś nie pracuje tylko dlatego,by
        lepiej zając się prowadzeniem domu, czym jest bowiem to "prowadzenie" domu ?
        Lepiej powiedzieć wprost, nie pracuje, bo w tym czasie robić wolę co innego(
        wcale nie gorszego), a mojemu partnerowi(partnerce) to pasuje, a przy okazji
        zajmuję się sprzątaniem, gotowaniem domu, bo mam kupe czasu na to i lubie to.

        Pastwa


        • pastwa Re: poprawka 25.08.02, 12:30
          naturalnie miało być w ostatniej mysli " gotowaniem i sprzataniem domu"
          • Gość: Renka Re: cieplo, cieplo, Pastwo IP: 5.3R* / *.home.cgocable.net 25.08.02, 17:53
            No wlasnie, o to chodzi, zeby ludzie czuli sie HAPPY.Dlaczego stresowac
            kobiete "stworzona" do zajmowania sie mezem, dziecmi i rodzina oraz calym z tym
            zwiazanym ukladem ? Niech robi co lubi, a przeciez maz, czy partner napewno
            wie,ze dla niej to jest przyjemnosc i sens zycia.Jezeli ja kocha i chce zeby
            byla szczesliwa, to musi sie z tym pogodzic. Jezeli nie chce, to pora pomyslec
            o innym rozwiazaniu, ktore moze byc bardzo nieprzyjemne dla obu stron.I szkoda.
          • Gość: weronika Re: poprawka IP: *.kopernik.gliwice.pl 25.08.02, 21:04
            pastwa czy ty zdajesz sobie sprawe czym jest zajmowanie sie malym dzieckiem?
            Rzadko który pan bierze na siebie trud zajmowania sie mała istota ludzka, wiec chyba nie robi łaski facet zarabiajac na
            kobiete ktora calymi dniami i nocami opiekuje sie ich dzieckiem. Ja poszłam do pracy kiedy corka miala rok i nie raz
            prawie wyłam z przemeczenia kiedy przyszlo bawic chore dziecko w nocy albo co gorsza jezdzic po przychodniach
            i calkowicie bez snu zasuwac do pracy. Wczesniej jak nie pracowałam to przynajmniej maz sie wyspał a ja
            zajmowałam sie dzieckiem i wstawałam po nocach.
            Jasne po porstu uwielbiam zajmowac sie domem prac i sprzatac i wlasnie dlatego nie pracowałam w tym czasie.
            Jestem kobieta ambitna ktora po prostu pragnela miec dziecko i moc w tym czasie nie pracowac.
            Nie dlugo panowie beda oczekiwac zeby kobieta na nich zarobila , zajela sie domem i rodziła dzieci. Czy wy panowie
            uwazacie ze kobiea to cyborg? ze zniesie wszystko?
            Ja wskazałam panu Eilchelbergowi takze konsekwencje troszczenia sie tylko i wylacznie o wlasny interes i kariere.
            Kariera rzeczy ulotna i zalezy w duzej mierze od szczesliwego zbiegu zdarzen i okolicznosci. Ja sie nie zabijałam o
            forse i pozycje a sie udało a moje kolzeanki pracuja jako zwykle pracownice z aspiracjami na stanowisko kierowinicze
            i sa coraz starsze a wierz mi ze to nie sprzyja rodzeniu dzieci.
            Niedługo wszyscy będą mieć pretensje do kobiet że w ogóle rodza dzieci bo to taka kiepska inwestycja i zwiazki takie
            niestałe przeciez najpierw trzeba zarobic przynajmniej na dom i auto i odłożyc kupe fory na wszelki wypadek gdyby
            odszedl mąż. To jest śmieszne doprawdy.
            Nigy nie chciałam na stałe zostać w domu, ale szanuje kobiety które podjeły taki trud bo to jest bardzo cieżka praca i
            polecam to innym
            • essedaria Re: poprawka 03.07.03, 11:02
              ejze... czy my nie przesadzamy z tym przepracowaniem matek i zon? Czy to
              naprade jest az tak ciezkie?
              Zawsze musi byc idealnie posprzatane, a obiad domowy?
              Byc moze nie wiem jak to jest jak sie ma dwojke czy trojke dzieci, byc moze
              wtedy jest trudno. Poki co mam jedno, pracuje, nie czeka na mnie ugotowany
              przez mame obiad ani posprzatany dom, ale nie czuje sie szczegolnie umeczona.
              Mam czas dla siebie i dla dziecko. Czy wychowywanie dziecka to musi byc tylko
              obowiazek? To po co mamy dzieci? Wybieram zabawy, ktore i mi sprawiaja
              przyjemnosc. Zarazmy dzieci swoimi pasjami i bawmy sie razem z nimi a do prac
              domowych przyda sie kazdy czlonek rodziny. Nie tylko JA potrafie odkurzyc
              dywan, 6-latek tez to potrafi, a maz moze przygotowac lepszy obiad niz ja, a
              zreszta garmazerka tez jest smaczna i wcale niedroga. Rodzinne sprzatanie i
              kucharzenie moze byc dobra zabawa, o nie traktuje sie siebie w kategoriach
              wykorzystywanej, biednej kobiety.
              Pozdrawiam wszystkich
    • Gość: Maria Re: Zarabiać na siebie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.11.02, 23:12
      Myślę,ze kobiety nie miałyby tak wiele rozterek i
      dylematów,gdyby ich interesy chroniło prawo polskie. Praca
      związana wychowaniem dzieci nie jest wyłącznie jej prywatną
      sprawą - służy całemu społeczeństwu.Od tego jak wychowa dzieci
      zależy "jakość"społeczeństwa.A może by tak
      zagwarantować kobietom za ich ciężką pracę w domu
      np.pensję ,prawo do emerytury.Jaka jest wartość jej pracy w
      domu? Czy to można policzyć?
      • Gość: hmm! Re: Zarabiać na siebie IP: *.luzyckie.sdi.tpnet.pl 07.12.02, 18:49
        Jak byłam młoda, a było to dość dawno, koniecznie chciałam
        pracować, choć nie mówiło się wtedy o karierze. Chciałam być
        niezależną finansowo, tak na wszelki wypadek. Gdy zaszłam w
        ciążę cały czas pracowałam. Czułam się źle, ale nie miałam
        wyjścia. Lekarze, tak jak teraz, nie dawali łatwo zwolnień
        lekarskich(obecnie moje młode współpracowniczki od połowy ciąży
        są na zwolnieniu). Pracowałam do rozwiązania, aby potem mieć
        cały urlop macierzyński. To był błąd - byłam tak zmęczona, że
        przy porodzie nie miałam siły potrzebnej do rodzenia. Potem dość
        krótki urlop macierzyński i ciągłe zmęczenie.
        Długo trwało zanim to wielkie zmęczenie jakoś przeszło. Wiele
        dałabym wtedy, by móc być w domu , nie widzieć i słyszeć jak
        dziecko płacze i nie chce chodzić do żłobka i przedszkola.
        Lubiłam wtedy swoją pracę, ale trudno mówić o karierze. Ile
        kobiet może mówić o karierze w zawodzie? Ile ludzi w ogóle robi
        karierę?Na ogół nie lubią swojej pracy, bo nie daje ona ani
        satysfakcji, ani dobrych pieniędzy, wystarczających na godziwe
        życie, a i atmosfera panująca w zakładzie nie jest dobra.
        Pracowałam całe swoje życie, jestem przed emeryturą i żadnego
        zadowolenia, zwłaszcza obecnie, nie odczuwam. Na każdym kroku
        słyszę, choć nie do mnie bezpośrednio skierowane, że jest tylu
        chętnych młodych ludzi. Jestem tak bardzo zmęczona psychicznie,
        bo nawet nie fizycznie, że gdybym miała jakąś gotówkę, to
        natychmiast przestałabym pracować. Bardzo chciałabym być na
        utrzymaniu męża, ale mąż zarabia tyle, co ja. Dwa biedaki
        jesteśmy i tyle, ale się kochamy - to jest nasze bogactwo. Syn
        też nas kocha, ale będzie pewnie też biedakiem, bo teraz takie
        cechy, jak uczciwość, prawdomówność, wrażliwość nie są w cenie.
        Trzeba być przebojowym, a on takim - niestety - nie jest, tak
        zresztą jak i my. Czarno widzę jego przyszłość, choć jest
        wykształconym, mądrym i dobrym człowiekiem. A ja
        chciałabym "pomieszkać" w swoim domu, cieszyć się nim i nie
        spieszyć się ciągle. Chcę mieć czas na rozmowy z mężem i synem,
        na spacery, na nie zasypiać przy dzienniku TV, czytać książki i
        robić wrescie to na co mam ochotę! Pozdrawiam.
        • Gość: Malwina Re: Zarabiać na siebie - male dwa pytania IP: proxy / *.w.club-internet.fr 07.12.02, 21:03

          gdzie jest ta straszna trudnosc i znoj w wychowaniu dziecka (jednego bo jak
          wiecej to sie komplikuje ;-) ????

          I dalczego w dalszym ciagu dzieci maja tylko ...matki ?
          dlaczego nikt (i zwlaszcza same kobiety) nie skonczy z tym glupim i
          stereotypowym mysleniem wedle ktorego caly ale to CALUSIENKI problem
          wychowania, urlopu macierzynskiego i rezygnacji z kariery zawodowej dotyczy
          tylko kobiet (z ich przyzwoleniem :-(((
          Ci mezowie to wygladaja jak ozdobne breloki przy aferze pt rodzina :-(
        • Gość: kura domowa Re: Zarabiać na siebie IP: *.chello.pl 11.12.02, 00:56
          Gość portalu: hmm! napisał(a):


          CHce cie pocieszyc, jezeli to mozliwe;((
          Wiesz, ze ci zazdroszcze? I to pomimo tego, ze nie musze pracowac, nalezymy do
          tak zwanej sredniej klasy, (chcialam kiedys pracowac,mam wyzsze wyksztalcenie,
          nieudalo sie znalesc pracy, czesciowo dlatego, ze wolalam 3 lata opiekowac sie
          dzieckiem, bo bylo i jest oczkiem w glowie , czesciowo moze dlatego, ze mam
          zbyt wygorowane ambicje;( Wiec teraz sprzatam, gotuje 3-daniowe obiady,
          zawoze dziecko na angielski, basen, karate, lyzwy,pomagam odrabiac lekcje, nie
          liczac tego, ze naprawiam w domu sprzety, szpachluje, maluje sciany, odnawiam,
          stylizuje, kupuje (czyli przed tym szukam;) , no i oczywiscie mam swoje drobne
          przyjemnosci w rodzaju- internet, ksiazki, fotografika,joga, psychologia i
          rozne tam bzdury,,
          Wszystko pieknie wyglada ze strony, ale jest jedno No: nie mamy milosci z
          partnerem juz od dawna;((Wrecz nienawidzimy sie;((( Wierz mi, zamienilabym sie
          z toba rolami- miec biedniejsza rodzine,miec mniej zaradnego meza, byc zmuszona
          do pracy, ale za to miec to cieplo rodzinne, wspieranie sie na wzajem w
          ciezkich chwilach, czyli miec Przyszlosc i nie miec Samotnosci...
          Dziecko wychowane w milosci, bez widoku wiecznie klucacych sie, ublizajacych
          sobie rodzicow, nawet niewiadomo jak ma duzo zabawek i korepetytorow,
          uwazam ,ze ma lepsza pszyszlosc..... Umie pokonywac trudnosci i wie, ze na
          wszystko trzeba zapracowac.Przede wszystkim, jest psychicznie zrownowazone!!!
          Ja niestety nie potrafie teraz cofnac czasu;((((( Osobiscie przekonuje sie, ze
          uczciwosc i dobroc w zyciu bardziej poplacają, tego tez ucze swojego 10-latka.
          Wole, by byl biedny, ale uczciwy i szlachetny. Jak narazie tez jest wrazliwy i
          chorobliwie prawdomowny, przyszlosc pokaze, czy to sie oplacalo/

          Pozdrawiam, i zycze wam tej fortuny z calego serca, bo milosc i tak macie;) A
          miec i jedno i drugie, to chyba szczyt mazen dla wszystkich.
          • Gość: dodo czegos nie rozumiem :-( IP: *.sympatico.ca 11.12.02, 04:43
            nie rozumiem ukladow rodzinnym opisanych w wiekszosci
            postow powyzej. nie oceniem ale nie rozumiem, sorry.
            mam 3 dzieci, oboje z mezem wykonujemy dosc wymagajace
            zawody, gdybysmy mieli dzieci wczesniej i nie musieli ich
            ksztalcic, juz pewnie bylibysmy na emeryturze.
            prosze zwrocic uwage na plural wszystkich czasownikow -
            to, co robilismy i robimy, robimy razem!
            razem zdecydowalismy sie na 1 dziecko, potem razem
            cieszylismy sie z kolejnych, razem je wychowywalismy na
            kazdym etapie (karmilam piersia bardzo krotko wiec to
            byla jedyna czynnosc w jakiej nie mogl mnie wyreczyc moj
            maz), razem prowadzilismy i prowadzimy dom, razem
            sklejamy nasze zycie raz na jakis czas, gdy cos zaczyna
            szwankowac.
            inaczej nie wyobrazam sobie partnerstwa czy w ogole
            zwiazku z drugim czlowiekiem - ja tak juz 30 lat wiec
            musicie mi wybaczyc brak wyobrazni ;-)
            nie rozumiem ukladu, w ktorym on przynosi pieniadze a ona
            pierze albo on robi kariere a ona chowa dzieci - to jaka
            wtedy jest wspolnota dzialan i celow? on - swoje, a ona -
            swoje - po kiego diabla byc razem?
            i pisze to z perspektywy kobiety, ktora rzucila wszystko
            :-) i poszla za panem swojego serca przez pustynie. ale
            przeciez jak juz szlam to nie za nim, czy przed nim ,ale
            szlismy ramie w ramie (o rany, alez to patetyczne - sorry
            ;-D).
            skad sie bierze w niektorych parach ta potrzeba podzialow
            na jego swiat (praca) i jej swiat (dom)? naprawde tego
            nie rozumiem i nie akceptuje. czytam wasze posty - i
            mlodszych (kasia) i starszych (renka), i jak slowo daje -
            nie mieszcze sie w zadnym opisie.
            dodo - dziwadlo idzie wziac prysznic i zastanowic sie nad
            zyciem :-)
            • Gość: Renka Re: czegos nie rozumiem :-( IP: *.home.cgocable.net 12.12.02, 06:29
              Dodo, kazdy z nas jest inny, o czym wiesz.To, co dla jednych oznacza wolnosc,
              dla innych jest wiezieniem, a niektorzy to nawet lubia chodzic z kula u
              nogi.Maja lepszy balans, bo chybaby pofruneli bez niej.
              :))
          • Gość: hmm! Re: Zarabiać na siebie IP: *.luzyckie.sdi.tpnet.pl 12.12.02, 00:12
            Gość portalu: kura domowa napisał(a):

            Dzięki za wsparcie. Byłam w dołku, bo właśnie wtedy dowiedziałam się o
            kłopotach syna w zakładzie pracy. Teraz jest trochę nadziei, że może jej nie
            straci i już jest mi lepiej.
            Zgadzam się z Tobą, że dobra atmosfera w domu i panująca w nim miłość to wielka
            wartość. Nam się udało. Nie powiem, że nie trzeba było trochę nad tym
            popracować. Pracowaliśmy wspólnie i w tej dziedzinie chyba osiągnęliśmy sukces.
            Jestem szczęśliwa w mojej Rodzinie i dzięki mojej Rodzinie. Nigdy się na niej
            nie zawiołam. Spotkałam po prostu na swej drodze dobrego człowieka, który
            został moim mężem i przyjacielem zarazem. Wszystkie obowiązki domowe
            wykonujemy wspólnie, nie ma sztywnego podziału, po prostu robimy to, co trzeba
            zrobić i robi to wtedy ta osoba, która może. Często jest tak, że pracujemy we
            trójkę. Nigdy nie odczuwałam, że prace domowe są tylko moim obowiązkiem -
            zawsze wiedziałam, że to wspólny obowiązek. Był nawet taki okres w naszym
            małżeństwie, że to ja właściwie tylko pomagałam w tzw. pracach domowych, bo
            absolutnie przed ślubem nie garnęłam się do takich prac i po prostu byłam
            całkowicie zielona w tym względzie.
            Współczuję osobom, którym nie udało się trafić na odpowiedniego człowieka.
            Lubię nasz dom, lubię w nim być i z radością mogłabym zostać "kurą domową".
            Zresztą nie rozumiem i nigdy nie rozumiałam tej pogardy dla pracy domowej,
            zwłaszcza ze strony kobiet - praca jak każda inna, prawda? Ile pracujących
            kobiet jest po prostu "kurą pracującą"? Ty masz czas na tyle interesujących
            rzeczy, a te pracujące rozwijają się na ogół w jednym kierunku, a mianowicie
            zawodowym. Na inne dziedziny nie starcza czasu, bo doba ma tylko 24 godziny i
            nic na to nie można poradzić. Broń Boże, nie jestem za tym, aby kobiety zamknąć
            w domu, chciałabym tylko, aby miały wybór i żeby wyboru nie musiały dokonywać
            kierując się tylko powodami finansowymi. Mając pieniądze można wynająć
            opiekunki, ale to nie to samo, co wychowywanie przez rodziców, mam na myśli
            dobrych rodziców, rzadko bowiem zdarza się, by opiekunka mogła ich zastąpić.
            Wiem, że to utopia, ale czy nie można pomarzyć?
            A teraz o mojej pracy. Radość z niej straciłam wtedy, gdy okazało się, że
            obecnie nie są w cenie takie cechy, jak kompetencje, dokładność, uczciwość itp.
            Teraz liczy się tylko to, co można sprzedać mediom, czyli ile razy o nas
            napisano w prasie, ile razy pokazała nas telewizja, ile informacji zamieściło
            radio. Merytoryczna wartość pracy nie jest doceniana, przynajmniej u nas.
            Pracuję w kulturze, zawsze niedoinwestowanej, ale obecnie to już dno. I co
            najgorsze - brak nadziei na poprawę finansów mojej instytucji, a więc i mojej
            osobistej również.
            Miła Kurko! Może warto byłoby spróbować coś zmienić w Twoim małżeństwie, może
            jeszcze nie jest za póżno. Spróbuj rozmawiać, dużo rozmawiać ze swoim mężem,
            może on też chciałby coś zmienić. Życzę Ci powodzenia i dużo szczęścia.
    • Gość: Kika ojej IP: *.media4.pl / 10.5.14.* 15.04.03, 12:33
      A moja mama utrzymuje prawie samodzielnie cala rodzine (5
      osobowa), a wcale kokosow nie zarabia(ok. 1200). Ide o zaklad,
      ze gdyby sie ja spytano czy wolalaby siedziec w domu i czekac na
      meza i jego pieniadze to powiedzialaby ze tak. Niestety jej maz
      chyba czuje, ze jest w komfartowej sytuacji, kiedy zyje z pensji
      zony i czeka na jakis grosz od swoje matki. Dla mnie too jest
      przerazajace ze facet moze myslec w takich kategoriach-dzis jem
      za pieniadze mamy czy zony.Paranoja...
      Mam nadzije ze nie ma zbyt wielu takich nierobow...
    • Gość: nanette Re: Zarabiać na siebie IP: *.telpol.net.pl / 172.16.6.* 02.07.03, 13:53
      Psychoanalitycy zapewne posłużyliby się jakąś teorią, która
      miałaby tyle wspólnego z rzeczywistością, co stwierdzenie, że
      38 proc. pracujących zawodowo kobiet deklarujących wolę pracy
      tylko w domu "nie jest przy zdrowych zmysłach, albo padło
      ofiarą domowego zniewolenia, albo też stanowi piątą kolumnę
      patriarchatu". Również pogląd, że trwałe są tylko związki dwóch
      niezależnych psychicznie i finansowo podmiotów oparte na
      wzajemnym szacunku i adekwatnym poczuciu wartości każdego z
      partnerów i tylko takie związki potrafią wyprodukować względnie
      zdrowe psychicznie, autonomiczne dzieci obojga płci
      niekoniecznie znajduje potwierdzenie w życiu. [Zgadzam się
      jedynie co do szacunku i poczucia wartości partnerów :-)]

      Nie należę do tej grupy kobiet, które z zależności od rodziców
      od razu wpadły pod rynnę zależności finansowej od męża.
      Pozostawiłam roczne dziecko pod opieką teściowej i wróciłam do
      pracy. Dobrze rozwijająca się córka, dziecko niezwykle pogodne i
      śmiałe, przestała mówić, zaczęła panicznie bać się ludzi i
      zwierząt, nie cieszyły ją ulubione dotąd zabawy. Z dnia na
      dzień obserwowałam postępy choroby sierocej. Gdyby niezależność
      finansowa ważniejsza była dla mnie od dobra dziecka, nie
      zwracałabym na to uwagi; przecież babcia nie krzywdziła dziecka
      świadomie - taki miała sposób na wychowanie dzieci, a wychowała
      troje. Po kilku miesiącach zrezygnowałam z pracy i poświęciłam
      dwa lata na wyprowadzenie jej z urazu psychicznego, jakim był
      codzienny kontakt z dziadkami stosującymi idiotyczne metody
      wychowawcze.
      Jestem mężatką od 27. lat. Córka skończyła studia i utrzymuje
      się samodzielnie. Druga córka jeszcze studiuje. W tym czasie, w
      różnych okresach, przepracowałam zawodowo w sumie 10 lat. Jak
      widać wyraźnie przez większość lat byłam "kurą domową na
      utrzymaniu męża".
      Jedyną przykrością jaka się z tym faktem wiąże, była dla mnie
      (dla męża i dzieci zapewne też) ilość pieniędzy wystarczająca
      tylko na zaspokojenie podstawowych potrzeb rodziny, zmuszająca
      nieustannie do wielu rezygnacji. Może jeszcze przykre było
      to "odium hańby", które wciąż nakładają na mnie pracujące na swą
      emeryturę panie, utwierdzane w tym przekonaniu przez wypowiedzi
      przeróżnych teoretyków w mediach. Wiem jedno: praca zawodowa,
      wychowywanie dzieci, prowadzenie normalnie funkcjonującego domu
      bez niczyjej pomocy, jest dla kobiety morderczą harówą. Nawet
      jeśli część obowiązków przejmie mąż i dorastające dzieci,
      niewiele czasu pozostaje na zwyczajne bycie ze sobą - bez
      pośpiechu, nerwów, zmęczenia.
      Doskonale rozumiem kobiety, które pracując w tej chwili zawodowo
      wolałyby zajmować się tylko domem i dziećmi. Zapewne praca nie
      daje im żadnej satysfakcji (nie wszyscy przecież mogą robić tzw.
      karierę). Zarabiają dużo mniej od swych mężów, chociaż mają
      takie samo wykształcenie i porównywalne obowiązki w pracy
      (pojedyncze przypadki sytuacji odwrotnej to nie dowód, że tak
      nie jest). Matka, teściowa ani żadna inna babcia nie pomagają
      im - po powrocie z pracy nie czeka na nich ugotowany świeżo
      obiad i przyprowadzone ze szkoły dzieci. Czas, który poświęcają
      wyłącznie sobie, wykradają rodzinie. Może nawet mają świadomość
      tego, że nie są takimi żonami i matkami, jakimi chciałyby być.
      Zahamowanie naturalnego procesu rozwojowego kobiety od
      zależności ku autonomii? O jakim rozwoju można mówić, gdy
      dochody kobiety stanowią połowę dochodów męża, i nigdy nie
      wystarczą na samodzielne utrzymanie się nawet, gdy nie ma
      dzieci. Jeśli nie pracuje w zawodzie całkowicie sfeminizowanym,
      szanse na awans też ma mniejsze.
      Jakoś tak się dziwnie składa, że osoby w przykry sposób
      dyskredytujące moją wartość, jako człowieka wykonują pracę
      prostą, albo mało odpowiedzialną, albo dającą im taką
      satysfakcję, która rekompensuje kłopoty rodzinne, albo
      korzystają z pomocy matki (nawet jeśli jest staruszką). Lubimy
      popisywać się swoją zaradnością, pracowitością, zdolnościami,
      siłą charakteru. Jednak czasem zwykła przyzwoitość nakazywałaby
      przyjrzeć się szczegółom. Bo tak, jak praca pracy nierówna,
      tak też różnią się sytuacje i układy rodzinne. Dla mnie, męża
      i naszych córek lata mojej bezczynności zawodowej były
      najszczęśliwsze. To był normalny, dobry, ciepły dom (a wiem z
      własnego doświadczenia czym dla dziecka jest mieszkanie, do
      którego wieczorami wracają zmęczeni rodzice). I nie obawiam się
      o dalsze trwanie mojego małżeństwa, ani o to że partner mnie
      wykiwa, pozostawiając bez środków do życia. Raczej obawiam się,
      że wykiwa mnie państwo nie uznając tych 10 lat pracy, a w
      przypadku śmierci męża przyznając mi żebraczą rentę po nim. Bo
      przecież fakt, że mężczyzna mający niepracującą żonę i dwoje
      dzieci, nie musi sam zajmować się wieloma domowymi sprawami, ma
      więcej czasu na relaks, sport, hobby, omija go mnóstwo stresów,
      przez co jest bardziej wydajny w pracy - ten fakt nie ma dla
      naszego państwa żadnego znaczenia. A szkoda, bo gdzie indziej
      już dawno to odkryto i tam żon i matek, dla których kariera
      zawodowa i finansowa niezależność nie jest celem życia, nie
      piętnuję się mianem niedorozwiniętego emocjonalnie dziecka o
      intelekcie kury.
      Pozdrawiam serdecznie.
    • komandos57 Re: Zarabiać na siebie bysku. 02.07.03, 13:57
      Masz zajebisty nik.Do twarzy bedzie ci lepiej z odyncem.
    • Gość: aga Re: Zarabiać na siebie IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 07.09.03, 20:28
      Proszę pana... przerywa pan w najlepszym momencie.
    • melila Re: Zarabiać na siebie 11.09.03, 20:37
      "Gdy mężczyzna jest bez pracy, to wszystko ma ręce i nogi. Nie pracuje - to nie
      dostaje pieniędzy. Tak długo, jak bezrobocie nie jest jego winą, państwo daje
      mu zasiłki i odkłada na zasłużoną emeryturę."

      Niestety może w psychologii jest pan autorytetem, ale na prawie pracy i
      ubezpieczeń społęcznych się pan nie zna.
      - Bezrobotnemu absolwentowi nie płaci się zasiłku niezaleznie od jego płci
      - bezrobotni (niezależnie od pobierania zasiłku) nie podlegają ubezpieczeniu
      społecznemu
      - osoby na urlopie macierzyńskim i wychowawczym są ubezpieczone społęcznie
      - nie widzę powodów, dla których kobieta majaca małe dzieci nie miałaby się
      zarejestrować jako bezrobotna i być ubezpieczona zdrowotnie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka