Gość: bysiekp IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 16.08.02, 19:56 krotki cos ten artykulik... Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: nini Re: Zarabiać na siebie IP: *.dip.t-dialin.net 17.08.02, 09:30 nie ma co pisac, skoro nawet ten watek o tym swiadczy - widocznie temat moze mial byc prowokacyjny, ale glosi tylko czysta prawde i nie bedzie dyskusji ani wrzawy wokol, niestety. ale ja bym tu sie troche poklocila (szkoda, ze tylko ja jedna). czy to sa polskie warunki? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Renka Re: Zarabiać IP: 5.3R* / *.home.cgocable.net 18.08.02, 05:49 A kto powiedzial, ze maja jeszcze dodatkowo pracowac i zarabiac pieniadze, skoro JUZ wykonuja pelnoetatowa prace: wychowuja dzieci i prowadza dom.Za prowadzenie domu w Kanadzie zarobilaby taka kobieta cos z 1500 $, za wychowywanie dzieci drugie tyle. Jednym slowem jej praca w domu jest warta 3 tys dolarow miesiecznie.Ktos musi za to zaplacic. Z reguly jest to maz lub partner.Jak sama nazwa wskazuje, musi ON placic. Odpowiedz Link Zgłoś
pastwa Re: Zarabiać 18.08.02, 11:23 Gość portalu: Renka napisał(a): > A kto powiedzial, ze maja jeszcze dodatkowo pracowac i zarabiac > pieniadze, skoro JUZ wykonuja pelnoetatowa prace: wychowuja > dzieci i prowadza dom.Za prowadzenie domu w Kanadzie zarobilaby > taka kobieta cos z 1500 $, za wychowywanie dzieci drugie tyle. > Jednym slowem jej praca w domu jest warta 3 tys dolarow > miesiecznie.Ktos musi za to zaplacic. Z reguly jest to maz lub > partner.Jak sama nazwa wskazuje, musi ON placic. A czy szanowna Pani ma problemy z rozróznieniem "bycia utrzymywanym" od "bycia zarabiającym na siebie" ? I sęk w tym, że ON nie musi płacić, a ONA najprawdopodobniej wcale nie szukała z rozmysłem "męża pracodawcy" przed zajściem w ciążę, a jak wiadomo z takim partnerskim "pracodawcą" jest jak z miłoscią, czyli nic trwałego. Ps. Czyżbyć Renka pracowała na 2 etaty ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Renka Re: Pastwo, IP: 5.3R* / *.home.cgocable.net 18.08.02, 15:33 Ja pracowalam na te dwa etaty i nawet wiecej. Pracowalam, studiowalam i prowadzilam dom wraz z wychowywaniem dzieci. Moj maz w sumie tylko pracowal, dopoki tez nie zaczal studiowac, pracujac.Nie polecam tego modelu nikomu.To wykanczajace i frustrujace dla kobiety. To sie podobno nazywa partnerstwo :) Ale jakie partnerstwo, kiedy jedno z nas jest dobre w tym, a drugie w tamtym. Sila rzeczy, ktos za duzo moze wziasc na swoj grzbiet. Z reguly jest to kobieta.Musi miec duzo sily(milosci) w sobie, a nie kazda jest tak bogata. Stad bol i rozstania. I samotnosc w rodzinie. Smutno mnie to nastraja. Odpowiedz Link Zgłoś
pastwa Re: Renko 18.08.02, 16:11 Zatem sama widzisz, ze trud Twej pracy głównie brał się właśnie z tego, ze zbyt wcześnie "urodzinniłaś" swój związek, nie będąc przygotowana. Nie wiem tez, dlaczego to kobieta tylko Twoim zdaniem ma mieć obowiazek zajmowania się domem i wychowaniem dzieci( co znaczy "wychowanie" dla Ciebie, siedzenie z dziecmi na rękach az do momentu gdy zaczną pracować ? ) . Nie widzę tu jakis rażąco większych predyspozycji u tej płci( z wyjątkiem kilku pierwszych miesięcy, ale to nie jest przecież całe zycie). Swoją drogą z tym katorżniczym wychowywaniem maleństw,to też przesada, no chyba ze decyduje sie dana para na dziecko rok w rok,ale to właśnie jest wolność wyboru i nie ma co narzekać później. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Renka Re: drogi pastwo, IP: 5.3R* / *.home.cgocable.net 19.08.02, 23:24 Zagrzmiales glosem rozsadku. Ja jestem kobieta nierozsadna, emocjonalnie niezrownowazona i rozkoszna. Dlatego mi sie przytrafilo troje dzieci, ktore ku ubolewaniu mojego szanownego malzonka wychowalam, jak umialam.Do prowadzenia domu tez sie nie kwapil, wiec ja sie musialam zajac. Teraz, juz po obiedzie. Pora na deser :) Nijak nie moge sie pogodzic z tym zarabianiem na siebie. To takie stalowe i zimne.Do mnie nie dociera. Odpowiedz Link Zgłoś
proo Odwrotny rzeczy porządek 20.08.02, 00:38 OOOOoo .. nie kochani! Przesegregujmy problem! Mówimy o czasie przeszłym. Tak było ale jest inaczej.Coraz częściej nie wybieramy ciąży i bycia kurą domową kosztem dobrego wykształcenia i kariery zawodowej. Czynimy odwrotnie! W czasach socjalizmu , kiedy wiadomym było że kariery prawdopodobnie nie uda się zrobić bo droga do niej zawsze wiodła przez szeregi pewnej partii a jeśli nasze poglądy nie rymowały się z "jedynie słusznymi" to nie było szans na jej zrobienie - najprostszą drogą do spokojnego żywota było wyjście za mąż tuż po maturze , urodzenie dziecka i zajęcie się jego wychowywaniem oraz prowadzeniem domu. Siłą rzeczy kobietę utrzymywał jej mężczyzna! Po odchowaniu dzieci , matka i żona , i tak znajdowała tę samą mało atrakcyjną pracę za słabo atrakcyjną płacę ktorą równie dobrze mogła podjąć po ukończeniu studiów , będąc panną bezdzietną. Po co więc miały sobie kobiety utrudniać życie?! Dużo prościej mieć za sobą najważniejszy obowiązek , wiedzieć że się już tego faceta ma , że dzieci są zdrowe , odchowane ... wtedy można udawać że się pracuje , robi karierę a nawet zaocznie kończy wybrany kierunek na wybranej uczelni. :-) Teraz warunki wymusiły na nas dokładnie odwrotne postępowanie! To zmieniło diametralnie styl naszego życia! Żeby zdobyć pracę , żeby móc robić karierę w wybranej dziedzinie MUSIMY po maturze iść na studia /najlepiej na liczącej się , prestiżowej uczelni/, jednocześnie perfekcyjnie opanować co najmniej dwa języki obce ,obsługę komputera , nauczyć się przebojowości i czuć że chce się tę karierę chce zrobić! To podstawowe warunki ktore mogą zapewnić sukces! A faceci ..?? A dzieci ..? A dom..? Nie mamy czasu na te głupoty! Mieszkamy wspólnie z PARTNEREM a kiedy nasza pozycja zawodowa ugruntuje się wg naszych wyobrażeń , WTEDY dopiero urodzimy dziecko i wychowamy je wspólnie /a może tatuś pójdzie na urlop macierzyński/! Tak więc omawiany przez Was wybór drogi życiowej przez kobiety to zamierzchła historia!!! :-) Swego czasu , moja przyjaciólka , na zarzuty swojej mamy jakoby sposob życia ktory wybrała /rozmowa odbyła się kiedy miała 29 lat/ doprowadzi ją niechybnie do staropanieństwa - odpowiedziała : "ależ mamusiu w twoich czasach funkcjonował odwrotny do obecnego ciąg wydarzeń ciąża, ślub , kąt u rodzicow ,praca , kariera zawodowa , zdobywanie wyksztalcenia i .... ewentualne poprawianie warunkow bytowych w wieku czterdziestukilku lat. W moim pokoleniu porządek rzeczy uległ dokladnemu odwróceniu. Solidne wykształcenie ,kariera zawodowa i dobra praca , własny kąt , ślub , ciąża i wspólne z partnerem /mężem/ wychowywanie dziecka /dzieci/!" To znak naszych czasow! Coraz częściej , coraz więcej młodych kobiet tak właśnie postępuje. To ratunek przed stereotypem serwowanym przez faceta w omawianym artykuliku. Cytuję : "Wiele kobiet świadomie lub nieświadomie ... ląduje na utrzymaniu męża lub partnera." ... brrrrr ...! wrrrrrrr..! proo /z kobiecym uśmiechem/ :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Renka Re: akurat, kula w plot,proo! IP: 5.3R* / *.home.cgocable.net 20.08.02, 04:27 Co za pierniczenie o starych, komunistycznych czasch.Dawno nie slyszalam czegos podobnie bzdurnego.Kiedy i gdzie ty sie uchowalas, prooo??? Nowoczesna kobieta, wyemancypowana, bez wzgledu na czasy,w ktorych zyje,ZAWSZE wie, ze w edukacji tkwi szansa na lepsze zycie.Ale nie oznacza to, ze ma zarabiac na siebie, a on na siebie. To by nie mialo sensu w ogole, jako uklad. Trzeba zawsze zalozyc sytuacje, ze jedno z jakichs wzgledow moze przestac pracowac i wtedy to drugie ma OBOWIAZEK utrzymania go. To ze dzieci najpierw, a potem dorabianie sie, czy odwrotnie, to raczej zalezy od priorytetow. Jezeli w rodzinie przewaza MILOSC, napewno dzieci sie pojawia pierwsze. Jezeli przewaza pieniadz i interesownosc, napewno pojawi sie dom., samochod itd, dzieci wejda do takiego gniazdka na koncu, jak ladne lub nieladne zabawki. Tak na marginesie chcialabym dodac, ze osobiscie uwazam, ze kobiety powinny miec dzieci JAK NAJWCZESNIEJ. Chodzi o zatrucie srodowiska czlowieka i obecnosc toksyn, ktore z biegiem lat w kazdym z nas sie gromadza. Ciaza ODSYSA toksyny, czyli wszystko, co "zle" z matki przechodzi w dziecko.Najzdrowsze dzieci maja mlode matki, chociaz nie przecze, zdarzaja sie wyjatki. Odpowiedz Link Zgłoś
proo Wqrzasz mnie Renko! 20.08.02, 09:44 To Twoja opinia , Renko. Wolno Ci ją mieć czy pierniczyć /co to za słowo!!?/ ! Mnie także pozwól wyrażać swoje zdanie i nie recenzuj moich wypowiedzi /robiąc wycieczki osobiste w moim kierunku/ bo ja nie recenzuję Twoich choć wydają mi absolutnie bzdurne i zacofane , a Ty wydajesz się być z gatunku tych ktore zdania nie zmieniają! :-))))))))) Ad rem. Tak właśnie jest! Zmieniło się pokolenie które przyszło po Tobie. Kobieta chce zarabiać na siebie! Dobre pieniądze za dobrą pracę. CHCE realizować się na wielu płaszczyznach , pracować i zarabiać , kochać swojego faceta i urodzić - jemu i sobie - maleństwo ktore chcą wspólnie wychować! JA NIE CHCĘ być "żoną przy mężu" żeby potem nie napisać takiego postu jak Twój powyżej , OK? Ja nie chcę żeby mój mąż - cytuję Ciebie : "..do prowadzenia domu tez się nie kwapił więc ja się musialam zająć.." , "..ja pracowałam na dwa etaty.. "ku ubolewaniu mojego szanownego malzonka wychowalam, jak umialam /DZIECI - przyp. mój/." Pozwól mi Renko podążać własną drogą. Twoja mi nie odpowiada , zbyt wyboista bo polna , pełna dziur i kamieni .. proo /pozdrawiam cieplutko/ :-)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ida Re: akurat, kula w plot,proo! IP: *.csk.pl / *.csk.pl 20.08.02, 16:11 Gość portalu: Renka napisał(a): > Tak na marginesie chcialabym dodac, ze osobiscie uwazam, ze kobiety powinny > miec dzieci JAK NAJWCZESNIEJ. Chodzi o zatrucie srodowiska czlowieka i obecnosc > > toksyn, ktore z biegiem lat w kazdym z nas sie gromadza. Ciaza ODSYSA toksyny, > czyli wszystko, co "zle" z matki przechodzi w dziecko.Najzdrowsze dzieci maja > mlode matki, chociaz nie przecze, zdarzaja sie wyjatki. :-)))))))))))))))))))))))))))))))) Skoro ciąza "odsysa toksyny", to z tego wynikałoby raczej, że najzdrowsze dzieci rodzą nie młode matki, ale są to dzieci urodzone z drugiej w kolejności ciązy (w możliwie najmniejszym odstępie czasowym od pierwszej, coby się znów te toksyny za bardzo nie nagromadzilły, i niezaleznie od wieku matki, bo matka nawet jak ma tylko 15 lat, to teoretycznie sporo tych toksyn zdażyła nagromadzić;-) No i z tym gromadzeniem toksyn i ich "przechodzeniem w dziecko" to zbyt skomplikowana sprawa, żeby to można było aż tak uprościć... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia28 Re: Zarabiać na siebie IP: *.atol.com.pl 20.08.02, 11:28 A ja się zastanawiam dlaczego kobieta, która nie pracuje, zajmuje się domem i dziećmi jest dzisiaj tak źle postrzegana. Kiedyś kobieta pracująca była zła, dziś-niepracująca. A ja nie widzę w tym nic złego. Co jest złego w tym, ze kobieta strzeże domowego ogniska, dba o rodzinę, która przecież jest najważniejsza, o miłość, i wiele innych rzeczy, które są niezbędne, by rodzina dobrze funkcjonowała i kochała się i współżyła dobrze ze sobą. A jak można to robić dobrze, gdy się połowę , albo i więcej dnia spędza poza domem, gdy się jest wiecznie zmęczoną i rozdrażnioną. Gdy z mężem widzi się tylko raz w tygodniu, nie ma pojęcia o tym, co on czuje, co przeżywa, jakie ma kłopoty i radości, nie zna świata własnych dzieci, dla których dawno stała się obca. Mozna by wiele pisać. Jeśli jakaś kobieta decyduje, że dla niej rodzina jest ważniejsza od pracy i pieniędzy, to dlaczego nie ma prawa zająć się nią "w pełnym wymiarze godzin"? I dlaczego nie ma prawa do szacunku? Ja od 10 lat nie pracuję. To była nasza wspólna decyzja z mężem: ja dbam o rodzinę, on na nią zarabia. Nikt nikogo nie zmuszał do niczego. Stwierdziliśmy, ze rodzina jest dla nas najważniejsza, a przede wszystkim my jako para. Bo co nam zostanie potem, gdy dzieci dorosną i odejdą? Rzeczywiscie wtedy tylko zadowolenie z pracy i pieniadze, bo małzeństwo będzie już tylko na papierze, a związków emocjonalnych z dziećmi dawno już nie będzie. I wcale nie czuję się gorsza od tych kobiet, które pracują, o siódmej lecą do pracy i wracają wieczorem zmęczone do domu, a ich dziećmi zajmują się obce osoby. Nadal mogę się rozwijać, skończyłam studia, uczę się języka, mam czas dla siebie, jestem uśmiechnięta i miła, a nie zrzędliwa i rozdrażniona i powoli przymierzam się do włąsnej działalności, bo synek coraz większy i mam coraz więcej czasu. Ale będzie to praca w domu, więc nikt na tym nie ucierpi. Kiedyś wołano o szacunek dla kobiet pracujących, dziś chyba należałoby nawoływać do szacunku dla tych, które nie pracują. Pozdrawiam niepracujaca Kasia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Renka Re: nie wolno mnie denerwowac, bo eksploduje :) IP: 5.3R* / *.home.cgocable.net 20.08.02, 15:39 Proo, nie oddzielaj KIEDYS od DZISIAJ, bo to wciaz te same czasy. Kobieta taka jak ja zrobila wszystko, co potrzeba w kwestii wszystkiego, co jest zwiazane w funkcjonowaniem rodziny. Odradzam kobietom kariere za wszelka cene.Ped do wiedzy to wspaniale, ale nie zapominaj o biologii kobiet. Sa slabsze emocjonalnie, latwiej ulegaja depresjom. A taka depresja moze szybko zburzyc twoje wypielegnowane zycie, gdzie wszyscy graja swoje role jak nalezy. Kariera TAk, ale kobieta to przede wszystkim kochanka i matka i w ogole taki dobry duch rodziny, takie stworzenie, ktore ciagle czuwa, CZUJAC. No i czasem przecenia swoje mozliwosci.Kariera, zamiast zycia rodzinnego to wybor, ktory bardzo drogo kosztuje. Alkoholizm, narkotyki, depresje.Funkcjonowanie na prochach.We wszystkim konieczny jest BALANS, a wiec troche tego i owego. Moje przesmiewstwo z ciebie proo, wynika, ze reprezentujesz poglad, jakoby swiat stal w miejscu, tylko ostatnio w Polsce cos czknelo i nagle sie zmienila sytuacja polskich kobiet.Polskie kobiety zawsze mialy wybor, mniejszy lub wiekszy, ale zawsze on KOSZTOWAL. Chodzi mi o te koszty, czasem sa strasznie wysokie i dlatego WARTO sie zastanowic, czy PODOLASZ,czy masz ku temu predyspozycje, szanse na sukces, zanim pochopnie podejmiesz ryzyko postawienia na materializm i wygode wlasna, zarabianie na siebie.Warto zostawic miejsce na UCZUCIA, bo one najwiecej kosztuja.Sa bezcenne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ida Re: nie wolno mnie denerwowac, bo eksploduje :) IP: *.csk.pl / *.csk.pl 20.08.02, 16:21 Gość portalu: Renka napisał(a): Renka, czy Ty nie za bardzo upraszczasz? I czy nie kierujesz się przypadkiem jakimiś streotypami? Ja jestem kobietą i jakoś nie czuje sie słabsza emocjonalnie i nie mam skłonności do depresji... W dodatku obecnie w 100% zajmuje się karierą i w 0% zyciem rodzinnym i gdzie ten alkoholizm, narkotyki, depresje, funkcjonowanie na prochach? Bo jakoś tego u siebie nie widzę... Poza tym dlaczego stawiasz znak równości między zajmowaniem sie pracą zawodową a "postawieniem na materializm"? Jakoś nie moge uwierzyć, że kobiety, które pracują robia to tylko i wyłacznie dla pieniędzy... Odpowiedz Link Zgłoś
proo Nie eksploduję , wytwarzam ciepło! :-))))))) 20.08.02, 22:26 Oj , Renko! Ja nie czuję się słabsza emocjonalnie i nie ulegam łatwiej depresjom ale to nie niweluje mojej wrażliwości kobiecej i zupełnie nie wpływa na moją biologię! Zapewniam Cię że ciepła mam w nadmiarze i umiem je dawać. Wcale to nie przeszkadza w moim życiu zawodowym. Na tej płaszczyźnie rownież jestem doskonała! :-) I to jest trudne. Pogodzenie obu ról. Trudne ale nie niemożliwe! Samostanowienie o sobie , sukcesy zawodowe - wcale mnie nie frustrują , nie wpędzaja w alkoholizm , narkotyki. Wręcz przeciwnie. Pozwalają mi czuć się w pełni spełnioną i niezależną. Sprawdzam się na każdym polu. Właśnie to powoduje że mam wiele optymizmu , jestem uśmiechnięta i zadowolona , kocham ludzi a ludzie kochają mnie i świat podoba mi się szalenie! :-) A materializm ..?? To słowo jest mi obce. Kariera ..?? W tej pogardliwej formie jaką serwujesz w swoim poście ... Nie ,Renko. My mówimy różnymi językami. Szkoda. proo PS. Dziękuję Ido. Rymujemy się. :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Renka Re: ja lubie cieplo, zwlaszcza sloneczne IP: 5.3R* / *.home.cgocable.net 20.08.02, 23:54 Masz racje, ja mowie innym jezykiem, niezrozumialym dla wiekszosci, za co przepraszam, tak sie jakos nauczylam, sama z siebie. Bo nauczyciele nie wglebiali sie za bardzo w to, czego ja sie tam gdzies na ostatniej lawce ucze.Typowa indywidualistka.Przepraszam, jezeli cie urazilam , proo. Prosze o wybaczenie :) Odpowiedz Link Zgłoś
proo Renko! :-))) 21.08.02, 00:00 Lubię Cię za trzeźwą ocenę rzeczywistości , za realizm i odwagę w mowieniu co myślisz. To rzadkie cechy! :-) Cieplusio pozdrawiam. proo :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
madlaine Re: Zarabiać na siebie 24.08.02, 17:41 A cop jeśli kobieta siedzi z dzieckime cały czas, nie pracuje, mąz haruje a ona wiecznie niezadowolna, bo brak pieniędzy, bo dziecko niegrzeczne, bo on całe dnie w pracy i w weekedny. On odpoczywając wychodzi z kumplami, ona musi zostac w domu.....Co z tego, że ona skończyła studia, skoro nie chce dać dziecka do przedszkola ani zaczać pracy bo za 400 zł to się nie opłaca.... Dobrze, że nie jestem w talkiej sytuacjo, tak ma moj kolega...Cóz wole byc wolna i dojrzewać do bycia matka.....a nie tak na siłe w wieku 22 lat.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Niunia Re: Zarabiać na siebie IP: 217.153.39.* 12.05.03, 15:39 Zle jest to, ze jak maz od ciebie odejdzie- czego nie zycze- albo stiwerdzi ze nie musi juz cie utrzymywac, np. po odejsciu dzieci z domu- czego tez nie zycze, to kto Ci da pieniadze na przezycie? Opierajac swoja wartosc i ograniczajac funkcje tylko do rodziny, gdy zostaniesz sama- to logicznie rzecz biorac bedziesz "nikim"?- Przepraszama za te slowo, ale chyba rozumiesz o czym mowie? Faktem jest, ze ja nigdy bym sie na taki model niezdecydowala- za bardzo boje sie przyszlosci, a swiat nie jest przeciez idealny, zeby nie wiem jak idealizowac milosc. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ToeToe Re: Zarabiać na siebie IP: *.acct.co.nz / *.cust.maxnet.net.nz 25.08.02, 10:00 Sa kobiety ktorym to pasuje i sa i takie, ktore za zadne skarby nie zrezygnowaly z wlasnych ambicji zawodowych.. W sumie kazdy jest kowalem swojego losu... Ale najwazniejsze, zeby dziecko nie mialo sfrustrowanej, nespelnionej matki.. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: weronika Re: Zarabiać na siebie IP: *.kopernik.gliwice.pl 25.08.02, 11:47 Ja tak zrobiłam. Zaraz pos tudiach zaszłam w ciąże i urodziłam dziecko. To była wspólna decyzja. Mąż posiadał dobrą pracę i był w stanie nas utrzymać. Nie widze w tym problemu i tragedii, nawet określenie że kobiety ląduja na utrzymaniu mężów jakos mnie denerwuje. Proponowałabym panu Eichelbegowi doczepic wielki brzuch, potem dac leki ktore powoduja nudnosci i isc do pracy. Nastepnie proponowałabym temu panu wstawac co pol odziny w nocy, potem isc do ciezkiej pracy i potem wrocic do tego domu i nie miec nawet pol godziny czasu dla sibie. Ciekawe czy wtedy okreslilby sibie jako osobe "ladujaca na czyims utrzymaniu". Ja poszłam do pracy kiedy dziecko miało roczek i dziękuje opatrzności ze nie musiałam wczesniej pracowac. Osobiscie uwazam ze najlepiej dla zdrowia psychicznego swego jak i dziecka przynjamniej rok powinno sie pozostac w domu. Ton wypowiedzi jest jakby oskazajacy dla kobiet. Czy wie pan ile kobiet po 30-stce ma klopoty z zajsciem w ciaze, z utrzymaniem ciazy? Sama padłam ofiara takiej propagandy. Jako jednya wsrod moich kolezanek miałam dziecko od razu po studiach. Na spotkaniu z kolezankami zostałam potraktowana jak powietrze bo przeciez bylam wtedy "tylko" matka i zona. Coż, zycie bywa przewrotne poniewaz moje kolezanki obecnie nie maja dziecka i nie widza nadal dogodnego momentu na ich posiadanie, nie robia zawrotnych karier, a ja mam cudowna córeczke i kierownicze stanowisko do ktorego nie potrafiły dotrzec moje bezdzietne kolezanki. Odpowiedz Link Zgłoś
pastwa Re: Zarabiać na siebie 25.08.02, 12:27 To wcale nie o to chodzi , by w ciąży chodzic do pracy, co za bzdura i tego tez z pewnością nie miał na mysli autor artykułu.Praca jest człowiekowi potrzebna, głównie po to, by w chwili, gdy przyjdzie mu liczyć tylko na siebie, co nie jest raczej rzadkością, a wręcz przeciwnie,mógł bez obciążeń psychicznych podołać samodzielnie kosztom zycia. Natomiast to, że zdarzają się pary którym dobrze w układzie, gdzie jedna ze stron pracuje a druga nie, jest tylko kwestia gotowości podjęcia takiego ryzyka wynikającego zapewne z dużego zaufania do człowieka, ktory będzie łożył pieniądze na wspólne zycie. Eichelberger zapewne nie tyle nawoływał do pracy, co do przemyslenia swej sytuacji i konsekwencji wynikających z takiego właśnie układu partnerskiego, przed dokonaniem ostatecznego wyboru, zwłaszcza w przypadku decyzji posiadania dzieci. Oczywiście, posiadanie dziecka nie przekresla szans na dobra pracę, choć bez wątpienia oddala ten moment( jesli jeszcze się nie pracuje)przykładowo o rok, a to, co kobieta zrobi dalej, to juz jej sprawa i wybór. Nie przekonują mnie natomiast tłumaczenia, ze ktoś nie pracuje tylko dlatego,by lepiej zając się prowadzeniem domu, czym jest bowiem to "prowadzenie" domu ? Lepiej powiedzieć wprost, nie pracuje, bo w tym czasie robić wolę co innego( wcale nie gorszego), a mojemu partnerowi(partnerce) to pasuje, a przy okazji zajmuję się sprzątaniem, gotowaniem domu, bo mam kupe czasu na to i lubie to. Pastwa Odpowiedz Link Zgłoś
pastwa Re: poprawka 25.08.02, 12:30 naturalnie miało być w ostatniej mysli " gotowaniem i sprzataniem domu" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Renka Re: cieplo, cieplo, Pastwo IP: 5.3R* / *.home.cgocable.net 25.08.02, 17:53 No wlasnie, o to chodzi, zeby ludzie czuli sie HAPPY.Dlaczego stresowac kobiete "stworzona" do zajmowania sie mezem, dziecmi i rodzina oraz calym z tym zwiazanym ukladem ? Niech robi co lubi, a przeciez maz, czy partner napewno wie,ze dla niej to jest przyjemnosc i sens zycia.Jezeli ja kocha i chce zeby byla szczesliwa, to musi sie z tym pogodzic. Jezeli nie chce, to pora pomyslec o innym rozwiazaniu, ktore moze byc bardzo nieprzyjemne dla obu stron.I szkoda. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: weronika Re: poprawka IP: *.kopernik.gliwice.pl 25.08.02, 21:04 pastwa czy ty zdajesz sobie sprawe czym jest zajmowanie sie malym dzieckiem? Rzadko który pan bierze na siebie trud zajmowania sie mała istota ludzka, wiec chyba nie robi łaski facet zarabiajac na kobiete ktora calymi dniami i nocami opiekuje sie ich dzieckiem. Ja poszłam do pracy kiedy corka miala rok i nie raz prawie wyłam z przemeczenia kiedy przyszlo bawic chore dziecko w nocy albo co gorsza jezdzic po przychodniach i calkowicie bez snu zasuwac do pracy. Wczesniej jak nie pracowałam to przynajmniej maz sie wyspał a ja zajmowałam sie dzieckiem i wstawałam po nocach. Jasne po porstu uwielbiam zajmowac sie domem prac i sprzatac i wlasnie dlatego nie pracowałam w tym czasie. Jestem kobieta ambitna ktora po prostu pragnela miec dziecko i moc w tym czasie nie pracowac. Nie dlugo panowie beda oczekiwac zeby kobieta na nich zarobila , zajela sie domem i rodziła dzieci. Czy wy panowie uwazacie ze kobiea to cyborg? ze zniesie wszystko? Ja wskazałam panu Eilchelbergowi takze konsekwencje troszczenia sie tylko i wylacznie o wlasny interes i kariere. Kariera rzeczy ulotna i zalezy w duzej mierze od szczesliwego zbiegu zdarzen i okolicznosci. Ja sie nie zabijałam o forse i pozycje a sie udało a moje kolzeanki pracuja jako zwykle pracownice z aspiracjami na stanowisko kierowinicze i sa coraz starsze a wierz mi ze to nie sprzyja rodzeniu dzieci. Niedługo wszyscy będą mieć pretensje do kobiet że w ogóle rodza dzieci bo to taka kiepska inwestycja i zwiazki takie niestałe przeciez najpierw trzeba zarobic przynajmniej na dom i auto i odłożyc kupe fory na wszelki wypadek gdyby odszedl mąż. To jest śmieszne doprawdy. Nigy nie chciałam na stałe zostać w domu, ale szanuje kobiety które podjeły taki trud bo to jest bardzo cieżka praca i polecam to innym Odpowiedz Link Zgłoś
essedaria Re: poprawka 03.07.03, 11:02 ejze... czy my nie przesadzamy z tym przepracowaniem matek i zon? Czy to naprade jest az tak ciezkie? Zawsze musi byc idealnie posprzatane, a obiad domowy? Byc moze nie wiem jak to jest jak sie ma dwojke czy trojke dzieci, byc moze wtedy jest trudno. Poki co mam jedno, pracuje, nie czeka na mnie ugotowany przez mame obiad ani posprzatany dom, ale nie czuje sie szczegolnie umeczona. Mam czas dla siebie i dla dziecko. Czy wychowywanie dziecka to musi byc tylko obowiazek? To po co mamy dzieci? Wybieram zabawy, ktore i mi sprawiaja przyjemnosc. Zarazmy dzieci swoimi pasjami i bawmy sie razem z nimi a do prac domowych przyda sie kazdy czlonek rodziny. Nie tylko JA potrafie odkurzyc dywan, 6-latek tez to potrafi, a maz moze przygotowac lepszy obiad niz ja, a zreszta garmazerka tez jest smaczna i wcale niedroga. Rodzinne sprzatanie i kucharzenie moze byc dobra zabawa, o nie traktuje sie siebie w kategoriach wykorzystywanej, biednej kobiety. Pozdrawiam wszystkich Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maria Re: Zarabiać na siebie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.11.02, 23:12 Myślę,ze kobiety nie miałyby tak wiele rozterek i dylematów,gdyby ich interesy chroniło prawo polskie. Praca związana wychowaniem dzieci nie jest wyłącznie jej prywatną sprawą - służy całemu społeczeństwu.Od tego jak wychowa dzieci zależy "jakość"społeczeństwa.A może by tak zagwarantować kobietom za ich ciężką pracę w domu np.pensję ,prawo do emerytury.Jaka jest wartość jej pracy w domu? Czy to można policzyć? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hmm! Re: Zarabiać na siebie IP: *.luzyckie.sdi.tpnet.pl 07.12.02, 18:49 Jak byłam młoda, a było to dość dawno, koniecznie chciałam pracować, choć nie mówiło się wtedy o karierze. Chciałam być niezależną finansowo, tak na wszelki wypadek. Gdy zaszłam w ciążę cały czas pracowałam. Czułam się źle, ale nie miałam wyjścia. Lekarze, tak jak teraz, nie dawali łatwo zwolnień lekarskich(obecnie moje młode współpracowniczki od połowy ciąży są na zwolnieniu). Pracowałam do rozwiązania, aby potem mieć cały urlop macierzyński. To był błąd - byłam tak zmęczona, że przy porodzie nie miałam siły potrzebnej do rodzenia. Potem dość krótki urlop macierzyński i ciągłe zmęczenie. Długo trwało zanim to wielkie zmęczenie jakoś przeszło. Wiele dałabym wtedy, by móc być w domu , nie widzieć i słyszeć jak dziecko płacze i nie chce chodzić do żłobka i przedszkola. Lubiłam wtedy swoją pracę, ale trudno mówić o karierze. Ile kobiet może mówić o karierze w zawodzie? Ile ludzi w ogóle robi karierę?Na ogół nie lubią swojej pracy, bo nie daje ona ani satysfakcji, ani dobrych pieniędzy, wystarczających na godziwe życie, a i atmosfera panująca w zakładzie nie jest dobra. Pracowałam całe swoje życie, jestem przed emeryturą i żadnego zadowolenia, zwłaszcza obecnie, nie odczuwam. Na każdym kroku słyszę, choć nie do mnie bezpośrednio skierowane, że jest tylu chętnych młodych ludzi. Jestem tak bardzo zmęczona psychicznie, bo nawet nie fizycznie, że gdybym miała jakąś gotówkę, to natychmiast przestałabym pracować. Bardzo chciałabym być na utrzymaniu męża, ale mąż zarabia tyle, co ja. Dwa biedaki jesteśmy i tyle, ale się kochamy - to jest nasze bogactwo. Syn też nas kocha, ale będzie pewnie też biedakiem, bo teraz takie cechy, jak uczciwość, prawdomówność, wrażliwość nie są w cenie. Trzeba być przebojowym, a on takim - niestety - nie jest, tak zresztą jak i my. Czarno widzę jego przyszłość, choć jest wykształconym, mądrym i dobrym człowiekiem. A ja chciałabym "pomieszkać" w swoim domu, cieszyć się nim i nie spieszyć się ciągle. Chcę mieć czas na rozmowy z mężem i synem, na spacery, na nie zasypiać przy dzienniku TV, czytać książki i robić wrescie to na co mam ochotę! Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Malwina Re: Zarabiać na siebie - male dwa pytania IP: proxy / *.w.club-internet.fr 07.12.02, 21:03 gdzie jest ta straszna trudnosc i znoj w wychowaniu dziecka (jednego bo jak wiecej to sie komplikuje ;-) ???? I dalczego w dalszym ciagu dzieci maja tylko ...matki ? dlaczego nikt (i zwlaszcza same kobiety) nie skonczy z tym glupim i stereotypowym mysleniem wedle ktorego caly ale to CALUSIENKI problem wychowania, urlopu macierzynskiego i rezygnacji z kariery zawodowej dotyczy tylko kobiet (z ich przyzwoleniem :-((( Ci mezowie to wygladaja jak ozdobne breloki przy aferze pt rodzina :-( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kura domowa Re: Zarabiać na siebie IP: *.chello.pl 11.12.02, 00:56 Gość portalu: hmm! napisał(a): CHce cie pocieszyc, jezeli to mozliwe;(( Wiesz, ze ci zazdroszcze? I to pomimo tego, ze nie musze pracowac, nalezymy do tak zwanej sredniej klasy, (chcialam kiedys pracowac,mam wyzsze wyksztalcenie, nieudalo sie znalesc pracy, czesciowo dlatego, ze wolalam 3 lata opiekowac sie dzieckiem, bo bylo i jest oczkiem w glowie , czesciowo moze dlatego, ze mam zbyt wygorowane ambicje;( Wiec teraz sprzatam, gotuje 3-daniowe obiady, zawoze dziecko na angielski, basen, karate, lyzwy,pomagam odrabiac lekcje, nie liczac tego, ze naprawiam w domu sprzety, szpachluje, maluje sciany, odnawiam, stylizuje, kupuje (czyli przed tym szukam;) , no i oczywiscie mam swoje drobne przyjemnosci w rodzaju- internet, ksiazki, fotografika,joga, psychologia i rozne tam bzdury,, Wszystko pieknie wyglada ze strony, ale jest jedno No: nie mamy milosci z partnerem juz od dawna;((Wrecz nienawidzimy sie;((( Wierz mi, zamienilabym sie z toba rolami- miec biedniejsza rodzine,miec mniej zaradnego meza, byc zmuszona do pracy, ale za to miec to cieplo rodzinne, wspieranie sie na wzajem w ciezkich chwilach, czyli miec Przyszlosc i nie miec Samotnosci... Dziecko wychowane w milosci, bez widoku wiecznie klucacych sie, ublizajacych sobie rodzicow, nawet niewiadomo jak ma duzo zabawek i korepetytorow, uwazam ,ze ma lepsza pszyszlosc..... Umie pokonywac trudnosci i wie, ze na wszystko trzeba zapracowac.Przede wszystkim, jest psychicznie zrownowazone!!! Ja niestety nie potrafie teraz cofnac czasu;((((( Osobiscie przekonuje sie, ze uczciwosc i dobroc w zyciu bardziej poplacają, tego tez ucze swojego 10-latka. Wole, by byl biedny, ale uczciwy i szlachetny. Jak narazie tez jest wrazliwy i chorobliwie prawdomowny, przyszlosc pokaze, czy to sie oplacalo/ Pozdrawiam, i zycze wam tej fortuny z calego serca, bo milosc i tak macie;) A miec i jedno i drugie, to chyba szczyt mazen dla wszystkich. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dodo czegos nie rozumiem :-( IP: *.sympatico.ca 11.12.02, 04:43 nie rozumiem ukladow rodzinnym opisanych w wiekszosci postow powyzej. nie oceniem ale nie rozumiem, sorry. mam 3 dzieci, oboje z mezem wykonujemy dosc wymagajace zawody, gdybysmy mieli dzieci wczesniej i nie musieli ich ksztalcic, juz pewnie bylibysmy na emeryturze. prosze zwrocic uwage na plural wszystkich czasownikow - to, co robilismy i robimy, robimy razem! razem zdecydowalismy sie na 1 dziecko, potem razem cieszylismy sie z kolejnych, razem je wychowywalismy na kazdym etapie (karmilam piersia bardzo krotko wiec to byla jedyna czynnosc w jakiej nie mogl mnie wyreczyc moj maz), razem prowadzilismy i prowadzimy dom, razem sklejamy nasze zycie raz na jakis czas, gdy cos zaczyna szwankowac. inaczej nie wyobrazam sobie partnerstwa czy w ogole zwiazku z drugim czlowiekiem - ja tak juz 30 lat wiec musicie mi wybaczyc brak wyobrazni ;-) nie rozumiem ukladu, w ktorym on przynosi pieniadze a ona pierze albo on robi kariere a ona chowa dzieci - to jaka wtedy jest wspolnota dzialan i celow? on - swoje, a ona - swoje - po kiego diabla byc razem? i pisze to z perspektywy kobiety, ktora rzucila wszystko :-) i poszla za panem swojego serca przez pustynie. ale przeciez jak juz szlam to nie za nim, czy przed nim ,ale szlismy ramie w ramie (o rany, alez to patetyczne - sorry ;-D). skad sie bierze w niektorych parach ta potrzeba podzialow na jego swiat (praca) i jej swiat (dom)? naprawde tego nie rozumiem i nie akceptuje. czytam wasze posty - i mlodszych (kasia) i starszych (renka), i jak slowo daje - nie mieszcze sie w zadnym opisie. dodo - dziwadlo idzie wziac prysznic i zastanowic sie nad zyciem :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Renka Re: czegos nie rozumiem :-( IP: *.home.cgocable.net 12.12.02, 06:29 Dodo, kazdy z nas jest inny, o czym wiesz.To, co dla jednych oznacza wolnosc, dla innych jest wiezieniem, a niektorzy to nawet lubia chodzic z kula u nogi.Maja lepszy balans, bo chybaby pofruneli bez niej. :)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hmm! Re: Zarabiać na siebie IP: *.luzyckie.sdi.tpnet.pl 12.12.02, 00:12 Gość portalu: kura domowa napisał(a): Dzięki za wsparcie. Byłam w dołku, bo właśnie wtedy dowiedziałam się o kłopotach syna w zakładzie pracy. Teraz jest trochę nadziei, że może jej nie straci i już jest mi lepiej. Zgadzam się z Tobą, że dobra atmosfera w domu i panująca w nim miłość to wielka wartość. Nam się udało. Nie powiem, że nie trzeba było trochę nad tym popracować. Pracowaliśmy wspólnie i w tej dziedzinie chyba osiągnęliśmy sukces. Jestem szczęśliwa w mojej Rodzinie i dzięki mojej Rodzinie. Nigdy się na niej nie zawiołam. Spotkałam po prostu na swej drodze dobrego człowieka, który został moim mężem i przyjacielem zarazem. Wszystkie obowiązki domowe wykonujemy wspólnie, nie ma sztywnego podziału, po prostu robimy to, co trzeba zrobić i robi to wtedy ta osoba, która może. Często jest tak, że pracujemy we trójkę. Nigdy nie odczuwałam, że prace domowe są tylko moim obowiązkiem - zawsze wiedziałam, że to wspólny obowiązek. Był nawet taki okres w naszym małżeństwie, że to ja właściwie tylko pomagałam w tzw. pracach domowych, bo absolutnie przed ślubem nie garnęłam się do takich prac i po prostu byłam całkowicie zielona w tym względzie. Współczuję osobom, którym nie udało się trafić na odpowiedniego człowieka. Lubię nasz dom, lubię w nim być i z radością mogłabym zostać "kurą domową". Zresztą nie rozumiem i nigdy nie rozumiałam tej pogardy dla pracy domowej, zwłaszcza ze strony kobiet - praca jak każda inna, prawda? Ile pracujących kobiet jest po prostu "kurą pracującą"? Ty masz czas na tyle interesujących rzeczy, a te pracujące rozwijają się na ogół w jednym kierunku, a mianowicie zawodowym. Na inne dziedziny nie starcza czasu, bo doba ma tylko 24 godziny i nic na to nie można poradzić. Broń Boże, nie jestem za tym, aby kobiety zamknąć w domu, chciałabym tylko, aby miały wybór i żeby wyboru nie musiały dokonywać kierując się tylko powodami finansowymi. Mając pieniądze można wynająć opiekunki, ale to nie to samo, co wychowywanie przez rodziców, mam na myśli dobrych rodziców, rzadko bowiem zdarza się, by opiekunka mogła ich zastąpić. Wiem, że to utopia, ale czy nie można pomarzyć? A teraz o mojej pracy. Radość z niej straciłam wtedy, gdy okazało się, że obecnie nie są w cenie takie cechy, jak kompetencje, dokładność, uczciwość itp. Teraz liczy się tylko to, co można sprzedać mediom, czyli ile razy o nas napisano w prasie, ile razy pokazała nas telewizja, ile informacji zamieściło radio. Merytoryczna wartość pracy nie jest doceniana, przynajmniej u nas. Pracuję w kulturze, zawsze niedoinwestowanej, ale obecnie to już dno. I co najgorsze - brak nadziei na poprawę finansów mojej instytucji, a więc i mojej osobistej również. Miła Kurko! Może warto byłoby spróbować coś zmienić w Twoim małżeństwie, może jeszcze nie jest za póżno. Spróbuj rozmawiać, dużo rozmawiać ze swoim mężem, może on też chciałby coś zmienić. Życzę Ci powodzenia i dużo szczęścia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kika ojej IP: *.media4.pl / 10.5.14.* 15.04.03, 12:33 A moja mama utrzymuje prawie samodzielnie cala rodzine (5 osobowa), a wcale kokosow nie zarabia(ok. 1200). Ide o zaklad, ze gdyby sie ja spytano czy wolalaby siedziec w domu i czekac na meza i jego pieniadze to powiedzialaby ze tak. Niestety jej maz chyba czuje, ze jest w komfartowej sytuacji, kiedy zyje z pensji zony i czeka na jakis grosz od swoje matki. Dla mnie too jest przerazajace ze facet moze myslec w takich kategoriach-dzis jem za pieniadze mamy czy zony.Paranoja... Mam nadzije ze nie ma zbyt wielu takich nierobow... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nanette Re: Zarabiać na siebie IP: *.telpol.net.pl / 172.16.6.* 02.07.03, 13:53 Psychoanalitycy zapewne posłużyliby się jakąś teorią, która miałaby tyle wspólnego z rzeczywistością, co stwierdzenie, że 38 proc. pracujących zawodowo kobiet deklarujących wolę pracy tylko w domu "nie jest przy zdrowych zmysłach, albo padło ofiarą domowego zniewolenia, albo też stanowi piątą kolumnę patriarchatu". Również pogląd, że trwałe są tylko związki dwóch niezależnych psychicznie i finansowo podmiotów oparte na wzajemnym szacunku i adekwatnym poczuciu wartości każdego z partnerów i tylko takie związki potrafią wyprodukować względnie zdrowe psychicznie, autonomiczne dzieci obojga płci niekoniecznie znajduje potwierdzenie w życiu. [Zgadzam się jedynie co do szacunku i poczucia wartości partnerów :-)] Nie należę do tej grupy kobiet, które z zależności od rodziców od razu wpadły pod rynnę zależności finansowej od męża. Pozostawiłam roczne dziecko pod opieką teściowej i wróciłam do pracy. Dobrze rozwijająca się córka, dziecko niezwykle pogodne i śmiałe, przestała mówić, zaczęła panicznie bać się ludzi i zwierząt, nie cieszyły ją ulubione dotąd zabawy. Z dnia na dzień obserwowałam postępy choroby sierocej. Gdyby niezależność finansowa ważniejsza była dla mnie od dobra dziecka, nie zwracałabym na to uwagi; przecież babcia nie krzywdziła dziecka świadomie - taki miała sposób na wychowanie dzieci, a wychowała troje. Po kilku miesiącach zrezygnowałam z pracy i poświęciłam dwa lata na wyprowadzenie jej z urazu psychicznego, jakim był codzienny kontakt z dziadkami stosującymi idiotyczne metody wychowawcze. Jestem mężatką od 27. lat. Córka skończyła studia i utrzymuje się samodzielnie. Druga córka jeszcze studiuje. W tym czasie, w różnych okresach, przepracowałam zawodowo w sumie 10 lat. Jak widać wyraźnie przez większość lat byłam "kurą domową na utrzymaniu męża". Jedyną przykrością jaka się z tym faktem wiąże, była dla mnie (dla męża i dzieci zapewne też) ilość pieniędzy wystarczająca tylko na zaspokojenie podstawowych potrzeb rodziny, zmuszająca nieustannie do wielu rezygnacji. Może jeszcze przykre było to "odium hańby", które wciąż nakładają na mnie pracujące na swą emeryturę panie, utwierdzane w tym przekonaniu przez wypowiedzi przeróżnych teoretyków w mediach. Wiem jedno: praca zawodowa, wychowywanie dzieci, prowadzenie normalnie funkcjonującego domu bez niczyjej pomocy, jest dla kobiety morderczą harówą. Nawet jeśli część obowiązków przejmie mąż i dorastające dzieci, niewiele czasu pozostaje na zwyczajne bycie ze sobą - bez pośpiechu, nerwów, zmęczenia. Doskonale rozumiem kobiety, które pracując w tej chwili zawodowo wolałyby zajmować się tylko domem i dziećmi. Zapewne praca nie daje im żadnej satysfakcji (nie wszyscy przecież mogą robić tzw. karierę). Zarabiają dużo mniej od swych mężów, chociaż mają takie samo wykształcenie i porównywalne obowiązki w pracy (pojedyncze przypadki sytuacji odwrotnej to nie dowód, że tak nie jest). Matka, teściowa ani żadna inna babcia nie pomagają im - po powrocie z pracy nie czeka na nich ugotowany świeżo obiad i przyprowadzone ze szkoły dzieci. Czas, który poświęcają wyłącznie sobie, wykradają rodzinie. Może nawet mają świadomość tego, że nie są takimi żonami i matkami, jakimi chciałyby być. Zahamowanie naturalnego procesu rozwojowego kobiety od zależności ku autonomii? O jakim rozwoju można mówić, gdy dochody kobiety stanowią połowę dochodów męża, i nigdy nie wystarczą na samodzielne utrzymanie się nawet, gdy nie ma dzieci. Jeśli nie pracuje w zawodzie całkowicie sfeminizowanym, szanse na awans też ma mniejsze. Jakoś tak się dziwnie składa, że osoby w przykry sposób dyskredytujące moją wartość, jako człowieka wykonują pracę prostą, albo mało odpowiedzialną, albo dającą im taką satysfakcję, która rekompensuje kłopoty rodzinne, albo korzystają z pomocy matki (nawet jeśli jest staruszką). Lubimy popisywać się swoją zaradnością, pracowitością, zdolnościami, siłą charakteru. Jednak czasem zwykła przyzwoitość nakazywałaby przyjrzeć się szczegółom. Bo tak, jak praca pracy nierówna, tak też różnią się sytuacje i układy rodzinne. Dla mnie, męża i naszych córek lata mojej bezczynności zawodowej były najszczęśliwsze. To był normalny, dobry, ciepły dom (a wiem z własnego doświadczenia czym dla dziecka jest mieszkanie, do którego wieczorami wracają zmęczeni rodzice). I nie obawiam się o dalsze trwanie mojego małżeństwa, ani o to że partner mnie wykiwa, pozostawiając bez środków do życia. Raczej obawiam się, że wykiwa mnie państwo nie uznając tych 10 lat pracy, a w przypadku śmierci męża przyznając mi żebraczą rentę po nim. Bo przecież fakt, że mężczyzna mający niepracującą żonę i dwoje dzieci, nie musi sam zajmować się wieloma domowymi sprawami, ma więcej czasu na relaks, sport, hobby, omija go mnóstwo stresów, przez co jest bardziej wydajny w pracy - ten fakt nie ma dla naszego państwa żadnego znaczenia. A szkoda, bo gdzie indziej już dawno to odkryto i tam żon i matek, dla których kariera zawodowa i finansowa niezależność nie jest celem życia, nie piętnuję się mianem niedorozwiniętego emocjonalnie dziecka o intelekcie kury. Pozdrawiam serdecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
komandos57 Re: Zarabiać na siebie bysku. 02.07.03, 13:57 Masz zajebisty nik.Do twarzy bedzie ci lepiej z odyncem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aga Re: Zarabiać na siebie IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 07.09.03, 20:28 Proszę pana... przerywa pan w najlepszym momencie. Odpowiedz Link Zgłoś
melila Re: Zarabiać na siebie 11.09.03, 20:37 "Gdy mężczyzna jest bez pracy, to wszystko ma ręce i nogi. Nie pracuje - to nie dostaje pieniędzy. Tak długo, jak bezrobocie nie jest jego winą, państwo daje mu zasiłki i odkłada na zasłużoną emeryturę." Niestety może w psychologii jest pan autorytetem, ale na prawie pracy i ubezpieczeń społęcznych się pan nie zna. - Bezrobotnemu absolwentowi nie płaci się zasiłku niezaleznie od jego płci - bezrobotni (niezależnie od pobierania zasiłku) nie podlegają ubezpieczeniu społecznemu - osoby na urlopie macierzyńskim i wychowawczym są ubezpieczone społęcznie - nie widzę powodów, dla których kobieta majaca małe dzieci nie miałaby się zarejestrować jako bezrobotna i być ubezpieczona zdrowotnie. Odpowiedz Link Zgłoś