Dodaj do ulubionych

ZŁA tylko dla bliskich....

IP: *.elblag.dialog.net.pl 26.08.02, 21:21
Tak brzmi zarzut. "Wyżywasz się w domu, pozwalasz sobie, nie zalezy Ci...." A
ja... czuję się oszukana. Bo zawsze pocieszał, rozumiał. Długo. Latami. I
teraz nagle zmęczenie materiału. Ma dość. Odpłaca pięknym za nadobne.
A jak nagle miałabym być inna? Jak można starać się WCIĄŻ, prywatnie, w
pieleszach. Nie robić brzydkich min, nie mówić brzydkich słów, nawet nie nie
odzywać się.
Pomóżcie bo zwariuję.
Obserwuj wątek
    • Gość: Melba Re: ZŁA tylko dla bliskich.... IP: *.tpnet.pl / *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.08.02, 21:55
      Życie sypie na nas tyle toksyn, że jeśli dostajemy to jeszcze w domu...oj,
      można mieć dość :( To powinien być azyl, gniazdko, ciepły kłębek włóczki, a nie
      pole kolejnej bitwy...
    • Gość: Ola Re: Zmien cos w sobie....... IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 26.08.02, 23:50
      Sluchaj dziewczyno ty sie naprawde wez w garsc i zacznij cos w sobie zmieniac.
      To ze moglas sobie z nim pozwolic na wiele nie znaczy ze mu sie nie ulalo.....
      Zmien cos w sobie bo on tez nie musi chyba cie znosic taka jaka jestes do
      konca swoich dni .... Chcialabys aby odszedl??????
    • kwieto Re: ZŁA tylko dla bliskich.... 27.08.02, 07:05
      Przepraszam, TY sie czujesz oszukana?
      A jak sie ma czuc on, liczac na domowa milosc, a spotykajac brak starania sie,
      brzydkie miny, brzydkie slowa (cytujac wprost z Twego postu) ??

      Czego wlasciwie oczekujesz od zwiazku? Nie milosci przypadkiem?
      A co dajesz w zamian? Jak piszesz - humory, podle traktowanie bliskich -
      myslisz ze oni nie beda mieli kiedys dosc?
      Myslisz, ze ich uczucia sie nie licza?
      Ech....
      • Gość: zoe5 Re: ZŁA tylko dla bliskich.... IP: *.elblag.dialog.net.pl 27.08.02, 09:08
        Kwieto, ale on mnie ZNAŁ. Zawsze byłam taka. Po prostu jestem trochę
        opryskliwa, mam taką skorupę, ale zawsze chciało mu sie pod nią wdzierać.
        • kwieto Re: ZŁA tylko dla bliskich.... 27.08.02, 18:55
          Zgoda, ale nie win go, jesli ktoregos dnia bedzie zmeczony, i przestanie mu sie
          chciec.
          Nie znam relacji miedzy wami, nie chce sie zbyt autorytatywnie wypowiadac.
          Ale kazdy predzej czy pozniej sie meczy, jesli ciagle natyka na skorupe, ciagle
          natyka na opor.

          Swoja droga - pytanie - dlaczego nie chcesz sie tej skorupy pozbyc, skoro
          przeszkadza Ci ona w kontaktach z bliskimi?
          Chyba bedziesz musiala wybrac - albo skorupa, albo bliscy.
    • Gość: zoe5 Re: Mała(?) egoistka IP: *.elblag.dialog.net.pl 27.08.02, 09:12
      Czy naprawdę nie spotykacie się z zarzutami, że gdy Was np. boli głowa,
      jesteście zmęczone, zestresowane, nie wiem, cokolwiek zakłoca Wasz wewnętzrny
      spokój, to jesteście niemiłe dla otoczenia? Boże, jacy Wy wszyscy dojrzali. To
      jest impuls. Chyba kobiety są bardziej podatne na te nastroje. A co ja poradzę,
      że On akurat jest tak wrazliwy, że moje nieodzywanie się albo smętna mina
      powoduje awantury? A gdzie mam mieć smętną minę jeśli nie w domu?
      • Gość: inka_sama Re: Mała(?) egoistka IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 27.08.02, 11:57
        Gość portalu: zoe5 napisał(a):
        > Czy naprawdę nie spotykacie się z zarzutami, że gdy Was np. boli głowa,
        > jesteście zmęczone, zestresowane, nie wiem, cokolwiek zakłoca Wasz wewnętzrny
        > spokój, to jesteście niemiłe dla otoczenia? Boże, jacy Wy wszyscy dojrzali. To
        > jest impuls. Chyba kobiety są bardziej podatne na te nastroje. A co ja
        >poradzę, że On akurat jest tak wrazliwy, że moje nieodzywanie się albo smętna
        >mina powoduje awantury? A gdzie mam mieć smętną minę jeśli nie w domu?

        Jestem normalnym człowiekiem. I kobietą. Tez miewam zmienne nastroje. Tez
        zdarzało mi sie byc niemiłą dla męża, delikatnie mówiąc.
        Ale na litość Boską! Nie usprawiedliwiam się "że tak juz mam"!!!
        Takie stwierdzenie to tylko wymówka - żeby nie starać się pracowac nad sobą.
        Każdy czasem złamie własne zasady, czasem mu wstyd że nie wytrzymał nerwowo.
        Ale uważać że to norma?!
        Masz anioła a nie męża.

        Gdzie masz mieć smętna minę? W domu. W lesie. W sklepie.
        Gdzie masz robić awantury? Nigdzie.
        Znajdź sobie inna metode na odreagowanie stresu. Ni erób worka treningowego z
        męża. Bo znajdzie kobiete która go zrozumie. Może brzydsza, starszą - ale
        cieplejsza. Nie rób sobie - i jemu krzywdy.
        A z minami zamykaj sie w sypialni zapowiadając że masz zły nastrój i musisz
        dojść do równowagi. Nie wiem: ćwicz, słuchaj muzyki, weź kąpiel, czytaj, módl
        sie, śpij, rób na drutach - odpręż się. A nie znęcaj nad najbliższymi.
      • kwieto Re: Mała(?) egoistka 27.08.02, 19:00
        Pytanie - smetna mina - raz, dwa razy w miesiacu, czy prawie zawsze?
        Nastroje - z rzadka, czasem, kiedy jest zle, czy niemal zawsze?

        I co mowisz jak masz nastroj - czy po prostu prychasz cos w stylu "daj mi
        spokoj, odczep sie" czy po prostu mowisz, ze jest Ci zle?

        Jak zachowujesz sie podczas tych nastrojow i jak czesto je miewasz?
        • Gość: zoe5 Re: I tu mnie masz :( IP: *.elblag.dialog.net.pl 27.08.02, 22:10
          Chyba dość często. Bo On powiedziałby że wciąż. Ale podobno kobiety narzekają,
          tylko po to żeby je pocieszać. Ja też tak robię.
          A co powiedziałbyś o tym, że dla obcych znacznie łatwiej mi się wysilić? W
          pracy na przykład. I nie tylko. Ale w domu już sobie odpuszczam. Looz. :(
          • kwieto Re: I tu mnie masz :( 27.08.02, 23:22
            Byc moze kobiety narzekaja, by je pocieszac. Ale z drugiej strony, on przeciez
            nie zdecydowal sie byc z Toba wylacznie po to, by sluchac Twoich narzekan?
            Prawdopodobnie liczyl tez na Twoja milosc, cieplo - i teraz gdy dostaje tych
            rzeczy bardzo malo, ma juz powoli dosyc?

            Mam wrazenie, ze zachowujesz sie jak upadajaca spolka skarbu panstwa
            (przepraszam za porownanie, skrzywienie "zawodowe" :"P). Otoz takie
            przedsiebiorstwo dostaje szanse - dotacje, subwencje, okres ochronny ktory
            pozwala mu sie zrestrukturyzowac i stac rentownym. Najczesciej nie robi jednak
            w tym czasie nic, a okres ochronny kiedys sie konczy (bo nikt nie chce wciaz
            dokladac do bankruta) i wtedy firma dziwi sie, ze nagle, tuz po zabraniu
            dotacji stwierdza ze jest bankrutem i upada.

            Chyba bardzo podobnie jest z Twoim mezem - on dal Ci szanse zrobic cos z tymi
            humorami. Postanowil je znosic, liczac (ocene czy mial prawo i czy byl naiwny
            liczac na to ze sie zmienisz zostawiam na boku) ze Ty bedziesz starala sie
            swojej skorupy pozbywac.
            Ty jednak nie wykorzystalas tego czasu, po prostu pozwolilas mu przeciec przez
            palce. On widzi, ze jego wysilek, czas, cierpliwosc, ida na marne.
            Czy Ty nie mialabys w takiej sytuacji dosyc?

            Byc moze on nie powinien skladac zadnych deklaracji, nie bedac pewnym czy uda
            mu sie z Toba wytrzymac, (tak naprawde nie napisalas, czy takowe skladal). Moze
            przeliczyl sie z silami.
            Pamietaj, ze kazdym takim "humorem" i okazywaniem skorupy go ranisz. I kazdy,
            nawet superman nie wytrzyma, jesli tych ran zbierze sie dostatecznie duzo.

            Pytanie - dlaczego na codzien utrzymujesz ta "skorupe" i humory? Dla mnie
            naturalnym stanem jest raczej radosc, optymizm, okazywanie ciepla - dlaczego
            (jak piszesz) musisz sie "wysilac" by nie okazywac humorow a byc odrobine
            bardziej przystepna dla innych? Napisalas przeciez, ze dla innych "latwiej Ci
            sie wysilic" - dlaczego cos, co powinno byc naturalnym stanem traktujesz w
            kategoriach wysilku? Dlaczego jest to takie trudne?
            • Gość: zoe5 Re: I tu mnie masz :( IP: *.elblag.dialog.net.pl 27.08.02, 23:28
              też szukam tej odpowiedzi.
              On twierdzi, że właśnie to jest najgorsze: że muszę się wysilać, a powinno to
              być naturalnym stanem. Ale strasznie wygodnie być takim Uruk-haiem :) jak ja. A
              przecież wszyscy nie możemy być tacy sami.
              • kwieto Re: I tu mnie masz :( 27.08.02, 23:56
                Tacy sami - oczywiscie ze nie. Ale czlowieka nie okresla jeden tylko parametr.
                Mi sie wydaje, ze czlowiek, na tej najbardziej podstawowej plaszczyznie jest
                istota naturalnie czyniaca dobro.
                Tak czy siak, cenna umiejetnoscia jest przykladanie pewnej uwagi do tego, by
                nasze dzialania nie ranily i nie krzywdzily innych. Przy powyzszym zalozeniu
                (ze czlowiek jest z gruntu dobry) taka uwaga powinna byc jak najbardziej
                naturalna. Nie jest Ci przykro gdy kogos niechcacy zranisz, skrzywdzisz?

                A przeciez zachowujac sie oschle w stosunku do partnera, jego tez ranisz, tak
                samo jak kazda inna osobe. Tak na prawde nie wazne, czy on deklaruje, ze te
                rany zniesie, czy nie, wazne ze go ranisz.

                Zastanawialas sie kiedys takimi kategoriami - co on mysli, co czuje, gdy
                odburkujesz mu na pytania, gdy chowasz sie w swojej skorupie?
                Jesli nie - sproboj, sproboj wczuc sie w JEGO sytuacje i JEGO uczucia. I byc
                moze nagle zrozumiesz, ze swoim zachowaniem sprawiasz ze JEGO sytuacja wcale
                nie jest zbyt wesola - i on ma tego zwyczajnie dosc.

                Stajesz przed problemem co jest dla Ciebie wazniejsze - czy utrzymanie swojej
                skorupy, zajmowanie sie soba bez ogladania sie na to co mysla i czuja Twoi
                bliscy (ryzykujac utrate owych bliskich - to wcale nie jest tak nierealne jak
                sadzisz) czy cieple, pelne uczucia relacje z tymi bliskimi (ale kosztem pracy
                nad soba i powstrzymywania swoich "nastrojow).

                Co wybierasz?
                • Gość: zoe5 Re:Analize this IP: *.elblag.dialog.net.pl 28.08.02, 11:48
                  Boże, a czy ja chcę taka być? Wiem, że to skrajny determinizm, ale u mnie
                  zawsze wszystko "robi się samo", ja za nic nie odpowiadam. Jedyna korzyść dla
                  innych, to że ich też nie oskarżam. Cokolwiek zrobią. Wiem, wiem wydaje mi się,
                  ale tak to z grubsza wygląda. Jak mogę odpowiadać za swoje życie? Jak
                  ktokolwiek może? Co się dzieje to się dzieje, czym jesteśmy wobec okoliczności,
                  któe nas spotykają...
                  Proszę o wyrozumiałość.
                  T.
                  • agniecha3 Re:Analize this 28.08.02, 15:45
                    jaką mnie panie boze stworzylej, taką mnie masz...

                    Wybacz, zoe, ale rece opadaja, jak sie czyta Twoje wypowiedzi. Chcesz
                    otrzymywac nie dajac nic w zamian. Nic, nawet odrobiny checi do wspolpracy...

                    Wiesz, dawanie siebie innym moze dawac sporo satysfakcji. To naprawde mile,
                    kiedy widzisz, ze potrafisz wywolac czyjs usmiech, ze potrafisz sprawic, ze
                    ktos sie z Toba dobrze czuje... Probowalas tego kiedys?

                    I wbrew pozorom, okolicznosci to tylko niewielka czesc tego, co determinuje
                    Towje zycie. Przede wszystkim ukladasz je sobie sama

                    pozdr
                    Aga
                    • Gość: zoe5 Re:Analize this IP: *.elblag.dialog.net.pl 28.08.02, 15:51
                      Nie, nie znam tego. Robić coś dla czyjejś przyjemności? Chyba inni mnie nigdy
                      nie interesowali. Tylko tyle mogę o sobie stwierdzić na podstawie Waszych
                      wypowiedzi.
                      Aha, i nie sądzę bym różniła się zbytnio od całej reszty świata.
                      Pozdrawiam
                      T.
                      • agniecha3 Re:Analize this 28.08.02, 15:58
                        Gość portalu: zoe5 napisał(a):

                        > Nie, nie znam tego. Robić coś dla czyjejś przyjemności? Chyba inni mnie nigdy
                        > nie interesowali. Tylko tyle mogę o sobie stwierdzić na podstawie Waszych
                        > wypowiedzi.

                        nie rozumiesz - nie dla CZYJEJS przyjemnosci, ale dla WLASNEJ przyjemnosci
                        dawania. Ale jak sadze nie wiesz, na czym ta roznica polega.

                        > Aha, i nie sądzę bym różniła się zbytnio od całej reszty świata.

                        Z calym szacunkiem, jestes JEDYNA osoba z takim podejsciem do zycia, o jakiej w
                        zyciu slyszalam.

                        pozdr
                        Aga

                        ps. gdzies napisalas, ze jestes z nim 11 lat, prawda? az cud, ze tyle z Toba
                        wytrzymal. I nie chce tym wyrazic zlosliwosci, tylko najszczersze zdziwienie.
                        Po prostu ta sytuacja nie chce mi sie zmiescic w glowie.
                  • kwieto Robi sie samo 28.08.02, 18:39
                    Gość portalu: zoe5 napisał(a):

                    > u mnie
                    > zawsze wszystko "robi się samo", ja za nic nie odpowiadam. Jedyna korzyść dla
                    > innych, to że ich też nie oskarżam. Cokolwiek zrobią. Wiem, wiem wydaje mi
                    > się,
                    > ale tak to z grubsza wygląda.

                    To dlaczego czujesz sie oszukana, gdy Twoj maz mowi, ze ma Ciebie dosc?
                    Nie jest to co prawda (jeszcze) oskarzenie, ale juz blisko...



                    > Jak mogę odpowiadać za swoje życie? Jak ktokolwiek może?

                    Zwyczajnie, po prostu. nie da sie wplynac na wiele rzeczy, ale akurat na swoje
                    zachowania mozna


                    > Co się dzieje to się dzieje, czym jesteśmy wobec okoliczności, któe nas
                    > spotykają... Proszę o wyrozumiałość.

                    Z tym poddawaniem sie okolicznosciom o ktorym mowisz to jakies oszustwo.
                    Ubierasz sie kiedy jest zimno, kupujesz jedzenie gdy jestes glodna, Wsiadasz do
                    autobusu gdy musisz pojsc gdzies daleko... Wiec ciagle adaptujesz te
                    okolicznosci do siebie. Przystosowujesz sie do nich a zarazem oswajasz je w
                    jakis sposob. Tylko dlaczego z jednymi okolicznosciami swietnie sobie radzisz
                    (jak np. z dopasowaniem odzienia do temperatury) a z drugimi nie?

                    Mozna takze popatrzec na to z drugiej strony - umiejetnosc zycia z innymi
                    ludzmi, to takie okolicznosci do ktorych sie trzeba przystosowac. Pytasz -
                    "czym jestesmy wobec okolicznosci?" Masz zatem prosty wybor - albo sie do
                    okolicznosci dostosowac i stac sie nieco mniej zapatrzona w siebie i swoje
                    nastroje, albo stanac okoniem (nie zmieniac sie), ale wtedy najprawdopodobniej
                    owe okolicznosci Cie pokonaja (maz odejdzie)
                    • Gość: zoe5 Re: Robi sie samo IP: *.elblag.dialog.net.pl 28.08.02, 19:32
                      Kiedy ja nie wierzę, że można wpływać na swoje zachowania! Pewnie, że na
                      niektóre potrafię,ale na niektóre nie (np. nie decyduję nawet o tym kiedy, ile
                      i co jem, po prostu robię coś czego nie chcę.) Impuls. A za minutkę jest już
                      czasami za późno.
                      T.
                      Ktoś jest taki, ktoś jest siaki, jeden sobie z tym poradzi, inny nie. i nie
                      jego wina.

                      Przeczytałam to teraz i ...
                      od innych wymagam żeby się kontrolowali. Ot i logika... :(
                      • kwieto Re: Robi sie samo 28.08.02, 19:54
                        No wlasnie - a tu powinna byc rownosc, prawda? "Jak Ty komu tak on Tobie".
                        Tak naprawde - zmienianie sie, to niekoniecznie postepowanie wbrew sobie.
                        Czasem wystarczy tylko zmienic nieco perspektywe patrzenia, popatrzec szerzej,
                        sprobowac wczuc sie w sytuacje innych - i zmiana dzieje sie sama, po prostu nie
                        chcesz robic dalej tego co robilas, bo uswiadomilas sobie niezbyt ciekawe
                        efekty pewnych czynow...
                        I nie ma co liczyc, ze od razu sie totalnie zmienimy, potkniecia na poczatku
                        drogi to rzecz normalna i naturalna
                        Bardziej liczy sie, czy po takim "potknieciu sie" potrafimy wstac i isc dalej
      • Gość: Melba Re: Mała(?) egoistka IP: *.tpnet.pl / *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.08.02, 01:10
        Gość portalu: zoe5 napisał(a):

        Boże, jacy Wy wszyscy dojrzali.

        Taak, chyba Ty rzeczywiscie jesteś podatna na nastroje...I nie zwracasz uwagi
        na takt i dyplomację. Prosisz tu o radę, a potem...szydzisz? I po co? Teraz
        będziesz wyżywać się w sieci?
        • Gość: zoe5 Re: takt i dyplomacja??? IP: *.elblag.dialog.net.pl 28.08.02, 11:52
          Chyba powinno się stawiać na naturalność. Pech tylko, że moja jest właśnie
          taka. Ale sprawę trzeba zmieniać od korzeni a nie maskować.
          I czemu jesteś taka wydelikacona, szyderstwo to wielkie słowo.
          Pozdrawiam.
          T.
    • Gość: ela Re: ZŁA tylko dla bliskich.... IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 27.08.02, 13:37
      Twoja wypowiedź to taka "mała" przestroga dla tych, którzy dają wiele dobrego
      swoim bliskim, mając nadzieję, że kiedyś bliscy to docenią. A tu niespodzianka,
      zamiast wsparcia i miłości kiedy tego potrzebują otrzymują garść pretensji i
      wymówek. Pewnie Ci nie przyszło do głowy, że Ty też mogłabyś nad waszą miłością
      trochę "popracować". Wydaje mi się, że Twój "ukochany" wyczerpał swoją energię
      i nie stać go na doładowywanie Twojej. Było by miło (Jemu) gdybyś doceniła Jego
      dotychczasowy wysiłek i trochę Go jakoś dopieściła.
      Pozdrowienia
    • Gość: ela Re: ZŁA tylko dla bliskich.... IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 27.08.02, 13:40
      Twoja wypowiedź to taka "mała" przestroga dla tych, którzy dają wiele dobrego
      swoim bliskim, mając nadzieję, że kiedyś bliscy to docenią. A tu niespodzianka,
      zamiast wsparcia i miłości kiedy tego potrzebują otrzymują garść pretensji i
      wymówek. Pewnie Ci nie przyszło do głowy, że Ty też mogłabyś nad waszą miłością
      trochę "popracować". Wydaje mi się, że Twój "ukochany" wyczerpał swoją energię
      i nie stać go na doładowywanie Twojej. Było by miło (Jemu) gdybyś doceniła Jego
      dotychczasowy wysiłek i trochę Go jakoś dopieściła.
      Pozdrowienia
    • Gość: ela Re: ZŁA tylko dla bliskich.... IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 27.08.02, 13:41
      Twoja wypowiedź to taka "mała" przestroga dla tych, którzy dają wiele dobrego
      swoim bliskim, mając nadzieję, że kiedyś bliscy to docenią. A tu niespodzianka,
      zamiast wsparcia i miłości kiedy tego potrzebują otrzymują garść pretensji i
      wymówek. Pewnie Ci nie przyszło do głowy, że Ty też mogłabyś nad waszą miłością
      trochę "popracować". Wydaje mi się, że Twój "ukochany" wyczerpał swoją energię
      i nie stać go na doładowywanie Twojej. Było by miło (Jemu) gdybyś doceniła Jego
      dotychczasowy wysiłek i trochę Go jakoś dopieściła.
      Pozdrowienia
      • ja_nek Re: ZŁA tylko dla bliskich.... 27.08.02, 14:15
        Facet w końcu nie wytrzymał Twoich powtarzajacych się złych humorów. On się
        starał i wszystko znosił, ale w końcu przestało mu się to podobać. Za jakiś
        czas znajdzie sobie koleżankę, która stanie się przyjaciółką a w końcu kochanką.

        Pozdrawiam
        Janek
        • Gość: zoe5 Re: i znowu odwrócę kota ogonem... IP: *.elblag.dialog.net.pl 27.08.02, 22:07

          ale jedyną myślą na Twój komentarz jest u mnie "Taaaak? To bardzo proszę, nie
          chcę, nie potrzebuję,jesli On nie potrzebuje, jak chce to niech sobie znajdzie,
          będzie to świadczyło tylko Nim i jego "miłości" do mnie. Ale nie piszę tego
          zupełnie poważnie. Bo w realną możliwośc jego odejścia po prostu nie wierzę.
          • Gość: eva07 Re: i znowu odwrócę kota ogonem... IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 27.08.02, 22:29
            Droga Zoe... ludzie tak czasem maja, że robią coś, niby ot tak, a w gruncie
            rzeczy licza na wzajemność... Miałam tak nie z mezem, z przyjaciółką.
            Najblizszą. Nie mowie, że sytuacja była podobna, chodzi mi o jedną tylko
            analogię - utratę cierpliwości. Ona jest młodsza ode mnie. Zawsze się mi
            zwierzała, radziła. Nawet jak była daleko pisała codziennie i o wszystkim.
            Lubiłam dawać rady,wspierać, troszczyc się o nią. Pochlebiało mi, że tak sie ze
            mną liczy, że jestem dla niej tak ważna. Czasem jednak zaczęło mi przeszkadzac,
            ze ilekroć ja mówię (pisze) coś o sobie, ona odpowiada zdawkowo i dalej swoje.
            Ale wiedzialam, że na nie liczy i dalej się strałam. "Czara się przelała" kiedy
            mnie spotkało bardzo poważne zyciowe niepowodzenie i juz nie miałam siły
            pomagac, radzic, być autorytetem. Chciałam zeby ktos wreszcie zainteresował sie
            mną. Pytał, doradzał, pocieszał. I wiesz,że wsciekłam sie nie na żarty...Do
            tego stopnia,ze nasza wieloletnia przyjaźń (a naprawdę byla - jest mi bliska
            jak siostra) zawisła na włosku. Bo nagle pomyslalam sobie, że po prostu jej nie
            obchodzę. Jestem jej potrzebna, ale jej nie obchodzę tak naprawdę. Ona mi
            tłumaczyła,ze "taka jest". Itrowertyczna,o trudnym kontakcie, że nie umie pytać
            wtedy kiedy trzeba, jedynaczka, ze nigdy jej nie nauczono troszczyć się o
            drugiego człowieka... Ale ja byłam wściekła. Dopiero gdy wyjeżdżając (mieszka
            za granicą), choć awantura ucichła wiele dni wcześniej, powiedziała ni stąd ni
            z owad, że bedzie duzo myslec o tym co jej powiedzialam, to jednak pomyslałam,
            że jednak może nie jest tak źle, że ona jest introwertyczna, ale ją obchodze...
            I tę opowiastke dedykuje ci. Mysle, ze i tu nie jest tak, źle bo ty myslisz o
            tym co on ci powiedział i to nie jest ci obojetne. Trudno i darmo. Musisz
            popracowac. E.
          • Gość: inka_sama Re: i znowu odwrócę kota ogonem... IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 27.08.02, 22:40
            Gość portalu: zoe5 napisał(a):
            > ale jedyną myślą na Twój komentarz jest u mnie "Taaaak? To bardzo proszę, nie
            > chcę, nie potrzebuję,jesli On nie potrzebuje, jak chce to niech sobie
            znajdzie,
            > będzie to świadczyło tylko Nim i jego "miłości" do mnie. Ale nie piszę tego
            > zupełnie poważnie. Bo w realną możliwośc jego odejścia po prostu nie wierzę.

            Lepiej uwierz!
            Wiesz ty masz chyba do niego ztosunek "posiadacza". To co opisujesz jest
            odwróceniem typowego schematu - żona znosi przez lata humory męża bo "on tak
            ma" a gdy wreszcei nie wytrzymuje to zdziwienie u tegoż osobnika nie ma miary.
            Strasznie męski z ciebie typ... Zartuje. Ale to juz na początku rzuciło mi sie
            w oczy...
            W ogóle - wybacz- jak przeczytałam ten ostatni tekst, to przed oczami stanęła
            mi moja córka z naburmuszona mina gdy powiem że cos robi "nie tak".
            Tylko ze ona ma sześć lat!!!!!!

            Pomyśl jeszcze nad tym co sama o sobie piszesz.
            Dlaczego przestałaś się wysilać dla ukochanego? Napisałaś ze zawsze taka
            byłaś , że on wiedział. Może on przez te lata czekał z miłościa i cierpliwością
            aż dorośniesz - i nie doczekał się! I ma dość! Uważaj! Pomyśl co będzie gdy go
            stracisz?
            Kiedyś polecałąm w takich chwilach komuś - wyobraź sobie że on znika na zawsze
            z twego życia. Ni eodchodzi do innej. Znika. Umiera.
            Czego bys żałowała? Może właśnie tego jaka dla niego byłaś nieczuła?....
          • Gość: carduus Re: i znowu odwrócę kota ogonem... IP: 10.30.1.* 28.08.02, 08:51
            Czasami zastanawiam się jak to jest, że ludzie są do tego stopnia bezmyslni,
            że potrafią bardzo dokładnie spaprać swoje a przy okazji także czyjeś życie. A
            potem się dziwią jak do tego doszło.
            Ja rozumiem, że po ciężkim dniu w pracy nie zawsze można się usmiechac i
            ćwierkać do małżonka. Rozumiem, że czasem człowiek ma powyżej uszu starania
            się, bycia miłym i uprzejmym, Rozumiem, ze czasem chce się tylko zamknąc w
            sypialni i wyć ze złości, bo coś nie wyszło. Ale na litość Boską trochę
            zrozumienia dla tego biednego faceta, który ma nieszczęście być twoim mężem i
            na dodatek jeszcze cię kocha (chociaż, jeśli zachowa zdrowe zmysły, to lepiej
            będzie dla niego, jeśli to już niedługo potrwa). Przecież po iluś tam latach
            ciągłych dąsów, niezadowolenia, wiecznie skwaszonej miny, pretensji do całego
            świata, sam Archanioł Gabriel straciłby cierpliwość, a co dopiero chłop z krwi
            i kości! Może czegoś nie wiem, ale z tego co napisałaś wynika jednoznacznie, że
            wasz związek polega na tym, że on się stara a ty JESTEŚ. I to wszystko. Na tym
            rola księżniczki przecież się kończy, prawda? I nikt nie może wymagać od niej,
            żeby się starała.
            A może księżniczka nie kocha księcia? W takim razie lepiej, żeby zabrała
            manatki i poszła szukać drugiego (choć wątpię czy znajdzie, bo ascetów i
            samoumartwiaczy jakby w społeczeństwie mniej się zrobiło, wyginęli chyba, albo
            wykończyły ich inne harpie).
            Dobra, dość drwin.
            Ludzie często myślą, że jest tak jak w liście św. Pawła do Koryntian. Że
            "miłość wszystko przetrzyma". A to pięknie brzmi, ale z rzeczywistością
            niestety ma niewiele wspólnego. Bo miłość to nie pokrzywa czy inny oset, który
            wzejdzie gdzie bądź i nie tylko pięknie wyrośnie, ale rozpleni się tak, że inne
            rośliny zginą. O miłość trzeba dbać, pielęgnować ją i troszczyć się o nią.
            Pozostawiona sama sobie nie pożyje długo. Zwłaszcza, jeśli na dodatek będziemy
            ją deptać i niszczyć, tak to robisz swoim zachowaniem.
            Odpowiedz sobie na pytanie na czym bardziej ci zależy. Na tym, żebyś mogła
            wracać do domu naburmuszona, bez obaw, że to się komuś nie spodoba, czy na
            związku z twoim mężem. Jeśli to drugie to niestety musisz się postarać. Jeśli
            to pierwsze to dla poprawy humoru zaśpiewaj sobie "Wymienię ciebie na lepszy
            model" (zepsuł się wszak, nie chce już tolerować twoich humorów, czyż nie?) i
            rozstań się z nim, bo tak będzie lepiej i dla niego i dla Ciebie.
            Mimo wszystko: powodzenia.
            Carduus
            • Gość: zoe5 Re:powierzchowność i głębia IP: *.elblag.dialog.net.pl 28.08.02, 11:58
              Sama już nie wiem, może trudno mi po prostu to wszystko wytłumaczyć, a może
              macie rację wszyscy, od początku do końca.
              Kiedy zrobię coś przykrego, zawsze się dziwię, że wywołuje to w ogóle reakcję.
              Wydaje mi się, że ja takie rzeczy po prostu ignoruję. Dlaczego ktoś nie może?
              Czy to w ogóle jest istotne? Daleka jestem od tzw. "sweetów", ostentacyjnej
              uprzejmości dla ludzi, może dlatego, że zbyt często odkrywałam w niej fałsz.
              Bądźcie sobą. I nie wymagajmy od innych by się zmieniali.
              Przecież On wie co jest w moim sercu...
              • xkropka Re:powierzchowność i głębia 28.08.02, 12:11
                Jestes pewna, ze wie? wiem, ze to obrzydliwie amerykanskie, takie mowienie
                sobie co chwile o uczuciach itpd, ale zwykle to jest potrzebne. Panowie mowia o
                sobie, ze sa prosci i nie wiedza, jak odczytywac te babskie fochyn astroje,
                niuanse... Raz na jakis czas trzeba im dac mala podpowiedz.
                • Gość: zoe5 Re:powierzchowność i głębia IP: *.elblag.dialog.net.pl 28.08.02, 12:34
                  Ja to rozumiem. I tak też czynię. Od 11 lat. :)
                  • xkropka Re:powierzchowność i głębia 28.08.02, 12:49
                    No to teraz jeszce sprobuj popracowac nad soba.
                    Znam malzenstwo z 25 letnim stazem, sporo osiagneli w zyciu, dzieci dorosle i
                    samodzielne, szanuja ich sasiedzi, z reszta rodziny zyja w zgodzie, tylko ze
                    zauwazyli, ze cos w tym ich zyciu zaczelo sie sypac. I doszli do wniosku, ze to
                    wszystko przez to, ze nie potrafia sie cieszyc tym, co osiagneli, co im sie juz
                    udalo - zabraklo prostej radosci zycia. Zaczeli to powoli zmieniac i mysle, ze
                    sa szczesliwsi, naprawde. Trzeba tylko chciec...
                  • kwieto Re:powierzchowność i głębia 28.08.02, 18:43
                    kiedy ostatni raz powiedzialas mezowi, ze go kochasz? Wystarczy dokladnosc do
                    1-go miesiaca
                    • Gość: zoe5 Re:powierzchowność i głębia IP: *.elblag.dialog.net.pl 28.08.02, 18:58
                      Nie wiem. Chyba nie tak dawno, musze zapytać - jeśli odpowie. Nie jesteśmy
                      zwolennikami częstego mówienia dwóch czarodziejskich słów, co chyba powinienieś
                      wywnioskować z tych kilku rzeczy, któe napisałam o sobie. Chyba że właśnie
                      wywnioskowałeś i dlatego pytasz. A to takie ważne?
                      Dziękuję za odpowiedź.
                      T.
                      Czy Ty też uważasz, że jestem strasznie męskim typem?
                      Tym bardziej dziwi mnie to, że fizycznie uchodzę za kwintesencję kobiecości dla
                      wielu mężczyzn. No, ale co to ma do rzeczy...
                      • Gość: inka_sama Re:powierzchowność i głębia IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 28.08.02, 19:02
                        No włąśnie - co to ma do rzeczy?
                        Dla obcych wszak się starasz...

                        Może mąż dla ciebie to nie-mężczyzna?

                        Powłoka powłoką - ale zawartość...
                        Czytasz dalsze wypowiedzi???
                        • Gość: zoe Re:Aliens IP: *.elblag.dialog.net.pl 28.08.02, 19:45
                          Czy ja wiem jak to jest z tymi obcymi.... Obcy z definicji jest daleko i żadne
                          pociski do niego nie dolatują...
                          Pozdrawiam
                          T.
                          Czytam, czytam, a o co chodzi?
                      • kwieto Co to jest meski typ? 28.08.02, 19:09
                        Co to jest "meski typ"? To Ty napisalas ze nie chcesz ulegac stereotypom,
                        dlaczego wtlaczasz sie akurat w ten?

                        Dlaczego pytam? Wiesz, jesli na kims nam zalezy, to najczesciej staramy sie mu
                        to okazac. najprosciej powiedziec "kocham Cie".

                        najpiekniej - gdy widzimy, ze ta druga osoba bierze nas pod uwage. Tak,
                        wlasnie: "bierze nas pod uwage". Nie stara sie specjalnie ukladac nam zycia
                        platkami roz, nie stara sie dopasowac do naszych oczekiwan.
                        Ale - widac, ze cokolwiek robi, mysli o nas, i ze w tym co robi znajduje dla
                        nas cieple miejsce. Poswieca nam swoj CZAS i UWAGE.

                        Z tego co piszesz Twoj maz taki byl - pomagal przetrwac trudne chwile, otaczal
                        Cie troska i dbal o Ciebie. Czy mogl liczyc na to samo z Twojej strony? tak
                        samo czesto, czy tylko w przyplywie dobrego humoru?
                        • Gość: zoe5 Re: Co to jest meski typ? IP: *.elblag.dialog.net.pl 28.08.02, 19:22
                          No, jakaś babka pisząc w tym wątku rzuciła coś takiego - męski typ tzn. chyba
                          egoista, miała na myśli, że całe to moje zachowanie jest jakby męskie, można je
                          obserwować u facetów, i chyba coś w tym jest, obserwuję to w zyciu, a i tu w
                          tym wątku - patrz posty mika.
                          Pozdrawiam.
                          Dziękuję. Za nierzucanie kamieni.
                          T.
                          • kwieto Re: Co to jest meski typ? 28.08.02, 19:29
                            Kazdy jest "jakis". Meski/kobiecy to zbior cech ktore w jakis sposob da sie w
                            miare jednoznacznie przypisac danej plci.
                            Ale jesli mamy sie zastanawiac nad cechami charakteru, to pomagnie sobie
                            okresleniami "meski/kobiecy" chyba niewiele pomoze - czy ma jakiekolwiek
                            znaczenie dla problemu?
                            • Gość: zoe5 Re: no pewnie nie IP: *.elblag.dialog.net.pl 28.08.02, 19:34
                              Tak mnie to tylko zastanawia...
                              Pozdro -T.
                        • Gość: zoe5 Re: skąd to wziąć? IP: *.elblag.dialog.net.pl 28.08.02, 19:25
                          Ale jak mam przestac zyć tylko dla siebie? Pomyśl, jeśli piszesz, że to takie
                          naturalne ta chęć czynienia komuś dobrze :) i tak dalej, to jesli ja tego w
                          sobie nie mam to mam to po prostu wyczarować?
                          • kwieto Re: skąd to wziąć? 28.08.02, 19:39
                            Na prosta recepte raczej nie licz. Na co warto zwracac uwage?
                            Moim zdaniem:

                            - zainteresowac sie nim, jego problemami, jego sprawami (ale nie nachalnie)
                            - okazac mu troche ciepla, czulosci
                            - ZAWSZE zastanowic sie jak on moze odebrac to w jaki sposob sie zachowuje? Co
                            on czuje widzac Cie rozdrazniona, "wyzywajaca sie" na nim, raniaca go? - i
                            zastanowic sie, czy chcesz by to czul...

                            Mik (dobrze cytuje nicka?) napisal tu gdzies o egoizmie. I mial racje, choc ja
                            bym slowo egoizm zmienil na egocentryzm. Bo egoizm jednoznacznie kojarzy mi sie
                            zle, natomiast egocentryk - moze i jest to dobra osoba, tylko ze tak
                            skoncentrowana na sobie, tak zajmujaca sie soba samym, tym co ona czuje, co jej
                            dolega, ze zupelnie nie starcza jej czasu na to, by dostrzec to co dzieje sie
                            wokolo.
                            Moze Ty tez jestes taka osoba? Niekoniecznie nieczula i nieliczaca sie z
                            innymi, po prostu tak bardzo absorbuja Cie Twoje emocje, Twoje sprawy, Twoje
                            mysli, uczucia, urazy, ze zupelnie nie myslisz o tym co dzieje sie wokolo, co
                            czuja i mysla bliscy?
                            Moze dlatego bycie "milym" i interesowanie sie ludzmi jest dla Ciebie
                            wysilkiem, bo wymaga pewnej pracy, by oderwac sie od siebie i zwrocic uwage na
                            kogos innego?
                            Slowem - wiecej dystansu do siebie i swoich problemow, im naprawde nic sie nie
                            stanie, jesli na chwilke odwiesisz je na kolku i zajmiesz sie kims innym.
                            • Gość: zoe5 Re: bingo IP: *.elblag.dialog.net.pl 28.08.02, 19:50
                              Z tym egocentryzmem jest dokładnie tak jak mówisz. Mam to. I nie bardzo wiem
                              jak się to obsługuje tzn. jak odwiesić swoje brudy na kołek.
                              A co do reszty... Brakuje mi chyba źródła, a bez niego wskazówki techniczne na
                              nic się nie zdadzą.
                              Dzięki
                              T.
                              • kwieto Re: bingo 28.08.02, 20:01
                                Co masz na mysli mowiac "brakuje mi zrodla"?

                                Co do odwieszania na kolek - po prostu trzeba troszke wiecej zwracac uwagi na
                                innych (niekoniecznie bliskich, nawet na pania w sklepie), a troszke mniej sie
                                przejmowac soba. Uswiadomic sobie, ze nie wszystko czego chcemy dostaniemy od
                                razu, nie wszystko dostaniemy w ogole. Uczyc sie poprzestawac na malym,
                                niekoniecznie w sensie materialnym - ambicja, "chciejstwo" - to tez dobre
                                miejsca do powstrzymywania rozbuchanego egocentryzmu.
                                Uczyc sie cieszyc swiatem takim, jaki on jest, z tymi wszystkimi ludzmi, ktorzy
                                nas wkurzaja (rzadko kiedy robia to specjalnie, najczesciej tez sa niezle
                                zagubieni), z tym wszystkim co nam nie wychodzi, co nie jest tak jakbysmy
                                chcieli - nigdy nie bedzie, wiec po diabla sie z tego powodu wsciekac?
                                Wiecej otwartosci, docenic to, ze swieci slonce, usmiechnac sie do padajacego
                                deszczu...

                                I powoli samo pojdzie :")
                                • Gość: zoe5 Re: cisza po burzy IP: *.elblag.dialog.net.pl 28.08.02, 20:44
                                  Życz mi powodzenia. Dziękuję.
                                  T.
                                  • kwieto Re: cisza po burzy 28.08.02, 21:07
                                    Zycze :"))))
    • Gość: mik Re: ZŁA tylko dla bliskich.... IP: *.elsat.net.pl 28.08.02, 13:06
      mam tyle do napisania i nic nie umie wykrztusić-ma zona tak mi sie wydaje to
      twoj mąż -cirpliwa,ciepła,wyrozumiała,sprawiedliwa pełna miłości do mnie
      zresztą pielegniarka z powołania wiec nie tylko w domu musi a raczej jest dobra
      bo nie sprawia jej to kłopotu być takim człowiekiem-jeszcze by można długo
      pisać jaka jest wspaniała i ile ze mną zniosła--teraz ja totalny egoista ktory
      tylko bierze ktoremy sie wydaje że mu sie nalezy bo właśnie JEST i teraz
      właśnie też przyszedł ten momet-żona ma już tego dość kociec cierpliwości
      zaczyna wołać o swoje o miłość ktorej ja nie okazuje ktora wygasła chyba a ja --
      tylko potrafie ryczeć i bać sie by nie zostać sam-taki mały robak ktorym trzeba
      sie opiekować by go nie rozdeptano,ktory nie potrafi nic z siebie dać--ale....
      właśnie teraz nie wiem czy ze strachu czy z czystego rachunku czy z poczucia
      winy dochodze do wniosku że chciałbym kochac chciałbym kochać bo miłości we
      mnie dostatek to wiem napewno--chciałbym spłacić ten dług ktory zaciągnołem u
      żony przez te lata i znowu paradoks boje sie że nie wystarczy chcieć
      • Gość: zoe5 Re: mik, napisz coś jeszcze IP: *.elblag.dialog.net.pl 28.08.02, 13:28
        Dzieki za list. Czy powinno mi dac do myślenia to, że jesteś facetem? Bo pewnie
        według stereotypu to ja, jako kobieta powinnam być miła, usłużna, dobra,
        cierpliwa... W takim razie jestem przeciwieństwem tego stereotypu. I generalnie
        chrzanię wszystkie stereotypy.
        Jak Ona z Tobą wytrzymała? Musiała widzieć coś poza Twoją ciemną stroną.
        Pozdrawiam
        T.
        • Gość: mik Re: mik, napisz coś jeszcze IP: *.elsat.net.pl 28.08.02, 14:29
          coś tam we mnie z człowieka jest(było kiedyś wspaniale-są dobre chwile) i ona o
          tym wie tylko ja usilnie swym egoizmem to przysłaniam(powiedzcie jak z tym
          walczyć) i ona ma już tego dosyć-pytasz jak ona ze mną wytrzymała --zadaj to
          pytanie twemu mężowi--oni poprostu kochaja i to jest wielka moc-ja też bym tak
          chciał
      • agniecha3 Re: ZŁA tylko dla bliskich.... 28.08.02, 16:02
        mik, wystarczy chciec, bo chciec to moc :-)
        sprobuj jej o tej checi powiedziec, a jesli slowa trudno przychodza, napisz i
        wsun jej kartke do kieszeni. Tutaj potrafiles - z nia tez bedziesz sie potrafil
        porozumiec :-)
        Zycze powodzenia z calego serca
        Aga
    • Gość: oak Re: ZŁA tylko dla bliskich.... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 28.08.02, 15:10
      No tak mąż to ma być taki niezatykalny zlew. Można w niego NATURALNIE lać żółć,
      złość, przekleństwa ile wlezie bo tak NATURALNIE wygląda najNATURALNIEJSZA na
      świecie miłość. A on NATURALNIE nie ma prawa się przytkać, bo NATURALNIE
      inaczej musi objawiać się miłość męska, od żeńskiej. Oczywiście zupełnie
      NATURALNYM zjawiskiem jest, że jak sie kogoś kocha to się go obrzuca
      przeklenstwami i robi złe miny, natomiast wobec obcych, których nie kochamy
      potrafimy się mizdrzyć, usmiechać i włazić w tyłek. NATURALNIE miłość nie
      wymaga takich poświęceń bo przecież nie od tego jest miłość by coś z siebie dać
      lecz brać całymi garściami ile wlezie. Zupełnie natomiast nieNATURALNE jest to
      że facetowi zbrakło sił by dłużej liczyć na coś tak NIENATURALNEGO jak poczucie
      bycia kochanym. W związku z czym z niezrozumiałych zupełnie przyczyn odejdzie.
      Za co NATURALNIE należy do ukamienować. Howgh. !!!!
      • Gość: zoe5 Re: bądź sobą - wybierz sprite'a IP: *.elblag.dialog.net.pl 28.08.02, 15:28
        Naturalnie masz rację.
        Pozdrawiam. T.
        A może jakaś rada? Np. JAK dorosnąć mimo zaawansowanego wieku.
        T.
        • Gość: oak Re: bądź sobą - wybierz sprite'a IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 28.08.02, 15:47
          Trzeba trochę pobiegać pośród kropel deszczu .... łez ..... niekoniecznie
          swoich i jeszcze parę takich tam drobnostek i już ....

          ... tylko po co Ci ta dorosłość .... bądź sobą nie wysilaj się ... przecież to
          Cię usprawiedliwia.
          Po czytaj sobie inne wątki, zrobi Ci się raźniej, nie takie grzechy tu
          tłumaczono siłą wyższą ... ot natura, na nią nie ma mocnych. ))))
          pozdr.
          oak
          • ja_nek Re: bądź sobą - wybierz sprite'a 28.08.02, 16:10
            Zoe kochaj go codziennie tak, jakby to miał być Wasz ostatni dzień.
            Jakbyś miała go już nie ujrzeć.
            Bo kiedy go stracisz, bardzo będziesz żałować, że nie zdążyłas mu tak wiele
            dać, ile chciałaś.
            Spieszmy się kochać ludzi.....

            Pozdrowienia
            Janek
            • Gość: zoe5 Re: bądź sobą - wybierz sprite'a IP: *.elblag.dialog.net.pl 28.08.02, 16:57
              Dziękuję Janeczku. To na razie jedyne słowa, któe nie wpędziły mnie w depresję.
              Pozdrawiam T.
    • Gość: zoe5 Re: ja i reszta świata IP: *.elblag.dialog.net.pl 28.08.02, 17:06
      Dlaczego mam wrażenie, że nie jesteście ze mną szczerzy? Że chcecie się tylko
      wybielić, pozkazać z dobrej strony? Że nie macie odwagi szczerze powiedzieć o
      sowim egoizmie?
      Co to za relacja, gdy ze złym humorem zamykam się w sypialni? Jakoś nigdy nie
      była moim ideałem. Gdy jest dobrze to jest dobrze, gdy jest cudownie to jest
      cudownie, a gdy warczę to warczę. Powinno się to chyba jakoś bilansować. I ja
      przez cały czas myslałam, że się bilansuje.
      A teraz nie potrafię znieść najmniejszego braku troski, zainteresowania, po
      prostu tej zmiany. Jeśli mamy tak żyć, wychodzić na stronę i chować emocje,
      albo w ogóle być obok siebie to chrzanię to. Ja się wypisuję. To nie jest
      pełnowartościowy związek.
      Zabijcie mnie, w końcu i tak nieźle na mnie jeździcie.
      Pozdrawiam
      T.
      • Gość: inka_sama nie wierze IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 28.08.02, 17:52
        No nie moge uwierzyc że ktoś taki istnieje!
        Tp naprawdenie jest podpucha???
        Bo z każdym kolejnym postem mam coraz większe wrażenie że tu cos nie gra.

        W życiu nie spotkałam tak zapatrzonej w siebie osoby. Dzieki Bogu.

        My się nie wybielamy zoe. Tylko w głowei sie nie mieści taka postawa godna
        kilkulatka - wyrażana prze zbyło nie było osobę dorosłą! Masz co najmniej 29
        lat jak przypuszczam??? (11 po ślubie, tak?)

        Mamy świadomość naszych wad - o których wspminaja niektórzy - ale nie
        rozgrzeszamy się z naszego głupiego i egoistycznego postępowania takim "taka
        jestem i już".

        Rany Boskie!
        Ale dla obcych ponoć jesteś milsza i się "wysilasz"?
        Jestes wiec chyba zakłamana?

        I tak mam teraz wrazenie że to podpucha...
        • Gość: zoe5 Re: niestety, to nie podpucha IP: *.elblag.dialog.net.pl 28.08.02, 19:04
          Nie wiem, wychodziłoby na to, że życie mnie rozpieszczało, ale nigdy przedtem
          nie przyszło mi to do głowy. Z całą pewnością rozpieszczał mnie natomiast On.
          I co teraz? Jak nagle zrezygnnować z przekonania, że jestem jedyna, wyjątkowa,
          nie dotyczą mnie żadne reguły, nawet grawitacji ani sił fizycznych, bo gdy się
          uderzę to zawsze mogę mieć do Niego pretensję? I teraz zostałam z ręką w
          nocniku, koniec zabawy maleńka, dalej baw się sama.
          CO MAM ZROBIĆ?
          T.
      • kwieto Re: ja i reszta świata 28.08.02, 19:01
        Gość portalu: zoe5 napisał(a):

        > Dlaczego mam wrażenie, że nie jesteście ze mną szczerzy? Że chcecie się tylko
        > wybielić, pozkazać z dobrej strony? Że nie macie odwagi szczerze powiedzieć o
        > sowim egoizmie?

        A czy ktokolwiek tutaj powiedzial, ze ZAWSZE i WSZEDZIE jest "piekny i
        wspanialy"? Jakos nie zauwazylem. Sek w tym, ze wielu ludzi jako naturalne
        traktuje troske o druga osobe - nawet jesli sami sie zapominaja, jesli nie
        zawsze potrafia powsciagnac swoj egoizm i chciejstwo, pytajac siebie samych
        "czy ja tego kogos nie krzywdze?" - to wiekszosc ludzi czesto sobie takie
        pytania zadaje. I jest im zwyczajnie glupio, gdy okazuje sie ze kogos
        skrzywdzili. To taka inna odmiana egoizmu - nie krzywdze innych, bo pozniej nie
        moglbym wytrzymac ze samym soba. A jesli juz skrzywdze, to staram sie naprawic
        blad.


        > A teraz nie potrafię znieść najmniejszego braku troski, zainteresowania, po
        > prostu tej zmiany. Jeśli mamy tak żyć, wychodzić na stronę i chować emocje,
        > albo w ogóle być obok siebie to chrzanię to. Ja się wypisuję. To nie jest
        > pełnowartościowy związek.


        Pomysl co przez te lata czul Twoj maz: czy okazywalas mu troske? czy okazywalas
        mu zainteresowanie? Jesli tak - to moze nie jest tak zle, jesli nie - to on
        przez jedenascie lat nie mogl zniesc braku trosi i zainteresowania, i przez 11
        lat myslal ciagle to co w tej chwili kolacze sie w glowie Tobie: "Jeśli mamy
        tak żyć, wychodzić na stronę i chować emocje, albo w ogóle być obok siebie to
        chrzanię to. Ja się wypisuję. To nie jest pełnowartościowy związek."

        Dziwisz sie, ze ma dosc?


        > Zabijcie mnie, w końcu i tak nieźle na mnie jeździcie.

        Nikt tu nie ma zamiaru sie na Tobie wyzywac. Moze niektore posty sa ostre, ale
        wszystkie one chca Ci cos pokazac, cos Ci wytlumaczyc. Tyle ze zamiast
        opiekunczej matki, natykasz sie tu raczej na surowych nauczycieli - coz, tak
        tez sie czasami zdarza.
        Swoja droga, Twoj post, pytanie swiadczy chyba o tym, ze cos gdzies masz szanse
        dostrzec, zaczac troche wiecej myslec o tym czlowieku z ktorym spedzilas 11
        lat. wyciagnij z tych postow nauke, i postaraj sie nie zmarnowac tej szansy,
        ktora jeszcze masz.
        On przeciez daje Ci szanse, gdyby jej nie dawal, to juz by spakowal walizki i
        odszedl. Tyle, ze najpewniej jest to szansa jedyna, ostatnia.
        • Gość: zoe5 Re: bezsilność IP: *.elblag.dialog.net.pl 28.08.02, 19:19
          Ale co ja mam zrobić? Jestem wściekła kiedy mnie ignoruje. Kiedy wyrażę jakąś
          swoja opinię On się irytuje, potem mnie ignoruje, chodzi swoimi drogami, potem
          ja się wściekam. Zły tydzień? Zły miesiąc?
          Wstydzi się za mnie. To prawda, jestem specyficzna, a jego pogaduchy ze
          znajomymi często przyprawiaja mnie o ból głowy. To On przejawia wszelką
          inicjatywę towarzyską, ale kiedy Mu się znudzi to ja jojczę, że nie robimy nic
          ciekawego itd.itd.
          Nie wiem co mam zrobić. On nawet nie chce mojego przepraszam, bo wie że
          człowiek nie zmienia się na zawołanie. A mnie zna dostatecznie długo, żeby nie
          wierzyć, że się zmienię.
          Pozdrawiam
          T.
          Jestem potworem. :(
          • kwieto Re: bezsilność 28.08.02, 19:49
            Nie jestes potworem. Nikt przeciez nie jest idealny i nie zawsze potrafi byc
            "mily i grzeczny"
            Problem tylko, gdy nasze slabosci zaczynaja brac nad nami gore, sprawiajac, ze
            ranimy innych i, co tu duzo mowic - rowniez siebie samych.
            Przeciez gdyby Tobie nie przeszkadzala ta sytuacja, nie uwierala Cie, to nie
            pisalabys tutaj, na forum?

            Na razie upewniam sie w tym, co sobie mysle - najprawdopodobniej jestez po
            prostu tak intensywnie skoncentrowana na sobie, ze nie starcza Ci zwyczajnie
            energii i czasu, by zajac sie swoim otoczeniem - liczysz, ze samo zatroszczy
            sie o siebie. Tylko - nie zdajesz sobie sprawy, jak duzo sil w ten sposob
            tracisz! O ile latwiej i prosciej mozna by bylo zyc, gdybys nie myslala az tak
            bardzo o sobie!
            Myslenie o sobie nie jest zle samo w sobie, w koncu jestesmy dla siebie
            najwazniejsi, i mniej nas czesto obchodzi glod w Etiopii niz to, ze dzis nie
            bedzie lososia na kolacje.
            Ale jesli przesadzi sie z tym - wtedy mozna wpasc w bledne kolo - coraz
            bardziej zaczynamy zyc w "swoim" swiecie, coraz dalej nam do rzeczywistosci
            (choc z pozoru wszystko ok). Az w koncu zmeczeni nami znajomi, bliscy - powoli
            zaczynaja miec dosyc i odchodza.

            Tak sobie gdybam, moge sie oczywiscie mylic, ale - zastanow sie, czy to co
            mowie nie pasuje jakos do Ciebie.
            • Gość: zoe5 Re: You are right IP: *.elblag.dialog.net.pl 28.08.02, 19:52
              Niestety.
              Może jakąś wskazóweczkę, please....
              T.
              • kwieto Re: You are right 28.08.02, 20:12
                Napisalem juz wyzej. Niestety jednoznacznych wskazowek nie ma, kazdy jest inny,
                wiec kazdy musi sobie sam wypracowac co musi zrobic :((

                Na pewno zdystansowanie sie do siebie bardzo pomaga. nie chodzi o wmawianie
                sobie "czym sa moje problemy wobec tylu innych cierpiacych na swiecie" ale
                raczej o zapytanie siebie samego - czy tak naprawde jesli nie osiagne czegos,
                czegos nie zrobie, to stanie sie cos strasznego? Czy musze wszystko co mnie
                otacza brac az tak bardzo do siebie? Czy sprawa, ktora dzis jest dla mnie
                najwazniejsza na swiecie, bedzie miala jakiekolwiek znaczenie za miesiac, rok,
                kilka lat? Czy to co spedza mi sen z powiek jest az tak bardzo potrzebne do
                szczezscia?
                Warto postarac sie tez o troche wyrozumialosci, szczegolnie dla tych
                wszystkich, ktorzy nas wkurzaja - oni tez przeciez nie sa doskonali, oni tez sa
                zajeci swoimi problemami - i nas byc moze nawet nie dostrzegaja.

                Trudno mowic cos konkretnego, moze warto znalezc kogos, z kim mozna by bylo
                szczerze porozmawiac na to co w nas siedzi i co nas gryzie, tak zeby staral sie
                obiektywnie spojrzec na sprawe i powiedziec rowniez rzeczy bolesne?
                Moze warto sprobowac psychoterapii?
              • Gość: Sar Re: You are right IP: 144.139.175.* 29.08.02, 03:33
                Gość portalu: zoe5 napisał(a):

                > Niestety.
                > Może jakąś wskazóweczkę, please....
                > T.


                Oj, oj,.. ktos tu sobie chyba robi jaja..
                Dobrze sie bawisz???
                A tak w ogole, portret psychologiczny osoby ktora tu probujesz wykreowac jest
                zbyt jednowymiarowy. Jest po prostu nieprawdziwy. Stworzylas/les PAPIEROWY
                charakter...

                A jesli ja sie myle, to znaczy, ze nie piszesz
                calej "spontanicznej/naturalnej" prawdy o sobie. Tylko cos sciemniasz.
                Produkujesz, kolezanko, produkujesz raczej... baw sie dalej

                Sar
                • Gość: zoe5 Re: You are right IP: *.elblag.dialog.net.pl 29.08.02, 06:35
                  ?
                • Gość: zoe5 Re: Sar, o co Ci biega? IP: *.elblag.dialog.net.pl 29.08.02, 06:41
                  Oczywiste, że jest to jakiś wycinek mnie, niekonsekwencji też jestem świadoma,
                  mówię tylko jak czuję, nie pokuszę się o analizę tego i wnioski. To Wy mi
                  dajecie. Ale żeby zaraz podpucha...
                  Pozdrawiam
                  T.
                  • Gość: eva07 Re: Sar, o co Ci biega? IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 30.08.02, 02:30
                    Te podejrzenia o podpuchę biorą się stąd, że jestes bardzo samokrytyczna, a to
                    niezmiernie rzadka cecha. Raczejludzie lubia pisac o sobie, że są swietni tylko
                    sie im nie układa... Pozdr. E.
                    • Gość: zoe5 Re: :) IP: *.elblag.dialog.net.pl 30.08.02, 15:17

                      Jest pewien gatunek ludzi, którzy zawsze mają coś lepszego od innych - ich
                      samochód - chociaż tej samej marki co znajomego - jest oczywiście lepszy i tak
                      dalej i tak dalej, jeśli wiecie o co mi chodzi. Jestem skrajnym biegunem, na
                      swoje nieszczęście.
                      Pozdrawiam wszystkich ceniących siebie w zdrowy sposób i zazdroszczę.
                      T.
      • Gość: eva07 Czy można się zmienić?Próba praktycznej odp. IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 30.08.02, 02:22
        Oczywiście, że wszyscy co tu piszą nie są idealni. TYlko, ze maja różne wady -
        jedni takie, drudzy inne... Mnie na przykład nauczono, że "emocje" prawdziwe
        to jedno, a "humory" to drugie. Nie ma najmniejszego powodu by ktoś musiał
        znosić nasze humory (choć nie ma sytuacji idealnych i większość mężów i zon cos
        tam znosi). Nie oszukuj się, że "przecież on wie, że mam do niego pozytywne
        uczucia".. Ludzie mają wstrzasająca umiejętność interpretowania zachowań inych
        na SWOJĄ NIEKORZYŚĆ. Nawet wbrew rozsądkowi. Ona nie zadzwoniła? Pewnie ma mnie
        dość, on zapomniał o mojej prosbie? No tak ja go nic nie obchodzę i td. To jest
        prosty efekt tego, że zależy nam, żeby było odwrotnie.
        Kolejna sprawa: zycie składa się z małych rzeczy. Z tego czy ktoś się rano do
        kogos przyjaźnie usmiechnął przy sniadaniu czy nie, czy miło powiedział "hej
        dobrywieczór, już jestem!" gdy wraca.. Ja na przykład jestem na to okropnie
        wrażliwa. Zadręczam mojego męża, gdy cos burknie: "jesteś na mnie o coś zły?"
        On mówi, ze nie, tylko to czy tamto... A ja na to: to wsciekaj się na tego
        faceta albo innego a nie na mnie, dobrze?" AKCEPTACJA jest dla kazdego
        człowieka jak powietrze. Dla twojego męza też.
        A teraz o "braku źródła". Otóz to nie chodzi o to, ze ty masz teraz czerpać
        radość z tego że rozdzielasz ciepło i promienne blaski. Chodzi o to żebyś się
        ZMUSIŁA, jesli ci zalezy na twim męzu, do poswięcenia mu odrobiny uwagi i
        pohamowania swoich humorów. Calkowicie sztucznie. A potem się robi coraz
        łatwiej. Zaden alkoholik nie lubi na poczatku przestac pić. Pozdrawiam cię
        serdecznie. Ewa
    • Gość: niedzwiedziczka Re: ZŁA tylko dla bliskich.... IP: *.odlew.agh.edu.pl 28.08.02, 17:10
      Zastanow się, co dla Ciebie znaczy miłość. Bo z tego, co
      czytam to łatwiej Ci być miła dla obcych niż dla
      najbliższej osoby. A przecież jak się kogoś kocha, to
      chce się dla niego czegoś najlepszego. Mój mąż czasem też
      ma złe humory, ale wtedy go pytam, czy naprawdę mnie
      kocha, skoro traktuje mnie najgorzej ze wszystkich ludzi.
      I to pomaga.
      Pomyśl, czy gdyby on był lepszy dla innych niż dla
      Ciebie, to też by Ci się podobało. Mój mąż umiał dla mnie
      wyjść ze skorupy. I nie pozwalam mu tam wracać. I nie mów
      mi, że nie można się zmienić. Znam ludzi, którzy nie
      takich rzeczy dokonali. Trzeba tylko CHCIEĆ SIĘ ZMIENIĆ.
      Jeśli kochasz, to się przynajmniej postarasz, a on to na
      pewno zauważy.
    • Gość: mik Re: ZŁA tylko dla bliskich.... IP: *.elsat.net.pl 28.08.02, 17:50
      Dzieki Aga nawet nie wiesz ile mi daja takie wypowiedzi rośnie moja nadzieja że
      sie uda--Zoe sorry ze zajmuje twoj temat chyba bede musiał swoj założyć pt."czy
      wystarczy chcieć by pokochać żone bedąc egoista " co Wy na to?
      • ja_nek Re: ZŁA tylko dla bliskich.... 28.08.02, 21:48
        Po pierwsze musisz chcieć coś zmienić w sobie.
        Po drugie powiedz mu, że chcesz zmienić Waszą relację. Powiedz, że prosisz go o
        wyrozumiałość, że starasz się wyeliminować swoją szorstkość. Ale że to potrwa,
        żeby był cierpliwy i żeby się nie oddalał. Zyskasz potrzebny czas.
        Zwolnij trochę tempo i postaraj się dawać to samo, co on dawał Tobie. Stopniowo
        coraz więcej.
        Okaż facetowi trochę więcej ciepła niż zwykle. On to doceni.

        Pozdrawiam
        Janek
    • Gość: aati Re: ZŁA tylko dla bliskich.... IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 29.08.02, 00:10
      Zoe - czego Ty naprawdę chcesz?Rozumiem , że powrotu do Twoich warunków - ma
      być jak było.Do tego powrotu już nie ma.On to pokazuje wyrażnie.Możesz tylko
      próbować się zmienić.Zresztą - czy wymaga tak wiele?Poza tym - wszyscy się
      wciąż zmieniamy.Dlaczego nie Ty?
      Ciekawi mnie jedno - skąd ten zły humor? Nie lubisz siebie , jego , świata? A
      jaka jesteś w waszych relacjach? Wybuchowa , despotyczna , narzucająca własne
      zdanie?Co on lubi w Tobie? Przecież nie powiesz mi , że kochał Ciebie właśnie
      za to , że jesteś opryskliwa i wredna? Co jest prócz tego? Chyba Twoja
      kwintesencja kobiecości to nie tylko uroda i niewątpliwa inteligencja?Ciekawi
      mnie to bardzo.
      • Gość: zoe5 Re: ZŁA tylko dla bliskich.... IP: *.elblag.dialog.net.pl 29.08.02, 06:38
        To że jestem kobieca nie znaczy jeszcze że urodziwa, szczególnie w dzisiejszych
        czasach ten typ nie na topie, o inteligencji nie wspomnę...
        Skąd humory? Bo ja wiem, na nadmiar samooakceptacji nie narzekam... Pewnie coś
        to ma do rzeczy.
        Pozdrawiam
        T.
        A co On we mnie widział? Nie ja jedna się zastanawiałam...
        • Gość: aati Re: ZŁA tylko dla bliskich.... IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 29.08.02, 22:04
          Może właśnie tę skromność? Podajesz siebie bez hipokryzji - i wady i zalety.Po
          tym poście jestem pewna , że zalet masz wiele i może specjalnie przedstawiasz
          siebie w super niekorzystnym świetle. A co to znaczy , że Twoja uroda nie jest
          na topie? Jest coś takiego - kanon bycia ładną? Moim zdaniem kobieta po prostu
          się podoba.Mam kilka koleżanek , według mnie bardzo ładnych , które jednak nie
          wzbudzają męskiego aplauzu.Coś nie tak z ich sposobem bycia.Mam też puszystą
          znajomą średniej urody , co to nigdy nie podpiera ścian.Ona ma za to dużo
          ciepła i umie słuchać.
          Tego ciepła Ci życzę.
          • Gość: zoe5 Re: wow IP: *.elblag.dialog.net.pl 30.08.02, 15:12
            Aati, dziekuję za dobre słowo. :)
            Pozdrawiam
            T.
        • Gość: eva07 Re: ZŁA tylko dla bliskich.... IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 30.08.02, 02:36
          I jeszcze jedno. Dla siebie to ty też najlepsza ni jesteś. Ale masz tylko jedno
          życie więć warto znajdować w nim dobre strony.Choćby "przez rozum". E
          • Gość: zoe5 Re: o sobie IP: *.elblag.dialog.net.pl 30.08.02, 15:14
            Wiesz, siebie nie lubię chyba najbardziej....
            Pozdrawiam
            T.
            • xkropka Re: o sobie 30.08.02, 15:22
              Oj, to ty sie musisz strasznie ze soba meczyc. moze to wlasnie jest problem -
              skoro nie lubisz siebie, to jak inni maja cie lubic? Dopoki starcza ci sil i
              ochoty, zeby byc dla nich mia, wszystko jest ok, jak tylko ci sie odechciewa -
              zaczynaja sie schody.
              Jest tu taki watek o lubieniu siebie - poczytaj sobie. Ludzie lubia siebie z
              powodu zupelnych drobiazgow lub bez powodu. Dopoki nie znajdziesz w sobie
              czegos, co warto polubic i nie zaczniesz tego eksponowac, zwlaszcza na codzien
              w domu, sytuacja bedzie sie pogarszac.
    • kamfora MILOSC i koniec milosci 30.08.02, 15:36

      Wydaje mi sie, ze Zoe pisze o koncu milosci.
      Ktos kochal - a teraz kochac przestal.
      Kochal ja taka, jaka byla - a teraz mowi, ze ma dosyc.
      Dosyc czego?

      Rady forumowiczow to: Zmien sie.
      Inaczej: Zmien sie, to ZASLUZYSZ na jego milosc.
      Czy na czyjas milosc mozna "zasluzyc"?
      A wlasciwie na milosc "tego konkretnego" czlowieka?

      Ba.

      • Gość: zoe5 Re: MILOSC i koniec milosci IP: *.elblag.dialog.net.pl 01.09.02, 05:19
        "Miłość nigdy nie ustaje..." :)
        Pozdrawiam
        T.
      • Gość: oak Re: MILOSC i koniec milosci IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 02.09.02, 09:01
        kamfora napisała:

        >
        > Wydaje mi sie, ze Zoe pisze o koncu milosci.
        > Ktos kochal - a teraz kochac przestal.
        > Kochal ja taka, jaka byla - a teraz mowi, ze ma dosyc.
        > Dosyc czego?
        >
        > Rady forumowiczow to: Zmien sie.
        > Inaczej: Zmien sie, to ZASLUZYSZ na jego milosc.
        > Czy na czyjas milosc mozna "zasluzyc"?
        > A wlasciwie na milosc "tego konkretnego" czlowieka?
        >
        > Ba.
        >

        Jak Kali ukraść krowę to jest dobry uczynek,
        jak Kalemu ukraść krowę to jest to zły uczynek.

        Jak miłość drze mordę z miłości na swą miłość to jest to normalne (pod
        warunkiem że Pani wydziera się na.Pana w relacji odwrotnej jest to patologia w
        rodzinie, żeby nie powiedzieć przemoc słowna)
        Jak na skutek nadmiernego hałasu miłość ustaje,bo ktos wykrzywił jej znaczenie
        dla własnej wygody i dobrego samopoczucia, to jest to wredne i godne potepienia.

        Ukrzyżuj go Kamforo. Powodzenia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka