Gość: 24ka
IP: *.clan.pl
28.08.02, 09:19
Historia wygląda tak: w bloku mojej mamy rozpętała się sąsiedzka awantura.
Rzekomo jeden sąsiad klepnął dziecko drugiego, ten oburzony (i nietrzeźwy)
przyszedł o 22:00 szukać "sprawiedliwości", zbiegli się inni sąsiedzi,
także oburzeni... Nie wiem czy lanie miało miejsce czy nie, ale faktem jest
że oskarżony i jego żóna są ludźmi którzy głośno mówią, że np. nie podoba im
się jak dzieciaki śmiecą na klatce i zaistniała awantura pozwoliła całej
reszcie dokonać aktu "zemsty". Ale do rzeczy - feralnego wieczoru moja mama
wyszła na klatkę i widząc bandę rozwrzeszczanych ludzi wycofała się do
mieszkania, nie włączając się. Jednak za parę dni znów w późnych godzinach
usłyszała hałasy i znów wyszła. Trzech gości wrzeszczało na tych rzekomo
bijących, były groźby typu "pożałujesz" "jak pójdziesz na ryby to cię
zabiję..." itp. No i moja odważna rodzicielka wyskoczyła z buzią do oprychów
że nie życzy sobie krzyków na klatce o tej godzinie itp. Coś tam jej głupio
odpowiedzieli ale poszli. Teraz cała klatka nie odzywa się do niej (co akurat
mam w głębokim powżaniu, mama też) ale na dodatek wczoraj wieczorem ktoś
grzebał jej w zamku (była w domu). Zaczynam się bać... Ojciec "pobitego"
dziecka ma kupę szmalu i obraca się w dziwnym towarzystwie prowadząc nie do
końca legalne interesy. Tylko nie piszcie o policji bo po pierwsze nie ma
czego zgłaszać, po drugie ja w nią zupełnie nie wierzę. A najgorsze jest to
że moja mama w swojej naiwności w ogóle się nie boi i opowiada mi o tym
wszystkim jak o jakiejś ciekawostce przyrodniczej. No bo "co oni jej mogą
zrobić...?"