Dodaj do ulubionych

zakochałem sie

21.09.05, 06:05
zakochałem sie nieszczesliwie. ona nie chce mnie znac. nie daje mi szansy :(
czy mam próbować dalej?
Obserwuj wątek
    • hatroha Re: zakochałem sie 21.09.05, 07:46
      wejdz na forumu"A może zdrada?"- przejdzie Ci jak poznasz parę osób
      • vikio Re: zakochałem sie 21.09.05, 22:18
        dzięki. w podobny sposób
        próbuje wskrzesić radość życia w sobie.
        troche pomaga, ale doraźnie tylko
    • getting_better Re: zakochałem sie 21.09.05, 10:13
      Czasem taka męska wytrwałość bardzo kobietom pochlebia... oczywiście nie mam na
      myśli narzucania się, czy natręctwa.
      Może Twoja luba znajdzie się wkrótce w sytuacji, gdzie wydasz jej się kimś, kogo
      właśnie potrzebuje.
      Trochę cierpliwości. A. I trochę się ostudź. Nie pokazuj jak bardzo CI na niej
      zależy, bo taka ostentacja ją osaczy i zniechęci.
      Powodzenia
      • vikio Re: zakochałem sie 21.09.05, 10:39
        gdzie jest granica miedzy wytrwałością, a natręctwem?
        bardzo uważałem, zeby tej granicy nie przekroczyć.
        mimo wszystko mam teraz kaca, bo sie odsłoniłem przed Nią :(
        • getting_better Re: zakochałem sie 21.09.05, 19:41
          Vikio, jeżeli się przed nią odsłoniłeś a ona Cię odrzuciła... i jezeli naprawdę
          Ci na niej zależy to teraz spróbuj znowu te uczucia ukryć. Spróbuj, nie
          zmieniając nic na siłę, po prostu sprawiać wrazenie, że Ci nie zależy. To
          działa, uwierz mi. Daj jej odczuć, ze jej odrzucenie Cię zniechęciło, że skoro
          nie chce to jej strata.
          Reakcja powinna być taka,że zacznie czuć się nieswojo, może pomyśli, że straciła
          na atrakcyjności a ta niepewność będzie jej kazała zwrócić oczy na Ciebie... Nie
          wierzę, że jej to nie pochlebia, że ma adoratora. Może zacznie to doceniać jak
          go straci!
          Najlepiej byloby pokazać jej, że interesuje Cię jeszcze ktoś inny... (oczywiście
          nie raniąc tamtej osoby). Zazdrość i te sprawy... dziecinada, ale skuteczna.
          Jednym słowem game of love, podchody! Życzę wygranej/.
          • vikio Re: zakochałem sie 21.09.05, 22:20
            to bardzo ciekawe, co piszesz.
            może przyniesie skutek... :)
            poczekam
            • kret-na-pustyni Re: zakochałem sie 25.09.05, 11:02
              to co ona pisze, to jest bardzo wygodne, dla ciebie
              niestety kolego, nie zdaje to egzaminu we wszystkich przypadkach
              i jak ta sytuacja ktora u mnie ma miejsce potoczylaby sie w ten wlasnie
              sposob
              to z pewnoscia ja i On juz nigdy sie nie zobaczymy, bo to bedzie przeciagac
              zabawe, teraz ja tobie, a potem ty mnie
              musisz delikatnie ale jednak pokazac, ze ci zalezy, tak zegby to nie
              pozostawialo cienia watpliwosci i miejsca na roznorodne interpretacje
          • fati02 Re: zakochałem sie 26.09.05, 09:53
            zgadzam sie. Oczywiscie, ze "interesujac sie" kims innym podkopujesz jej
            pewnosc siebie co do ciebie, ale... myslac strategicznie to jesli ona wpadnie
            na pomysl ze ty sie tylko nia bawisz, to bedzie sie starala tymbardziej pokazac
            ze wcale jej to nie obchodzi i bedzie cie zlewac jeszcze bardziej. Moim zdaniem
            biorac ja na zazdrosc to jestes pokonany pod warunkiem, ze masz do czynienia z
            inteligentna osobka. W jej interesie nie lezy ani zeby Cie o cos blagac, ani
            tymbardziiej zeby okazac zazdrosc. A jesli w ramach rewanzu zacznie krecic z
            kims innym to tylko Twoja przegrana, bo wtedy to juz zupelnie nie bedziesz
            wiedzial co jest grane.
            Dorosli ludzie ze soba rozmawiaja, a przynajmniej probuja...
    • oliszka Re: zakochałem sie 21.09.05, 10:44
      cóż najlepiej znaleźć się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie i
      działać...nie gadać...piękny stan zakochanie, a że nieszczęśliwie...lekarstwem
      na nieszczesliwe zakochanie jest szczęśliwe zakochanie ;-)
    • fati02 Re: zakochałem sie 21.09.05, 11:04
      Aczym sobie zasluzyles, ze cie znac nie chce?
      • vikio Re: zakochałem sie 21.09.05, 22:24
        niczym. poprostu inność w paru istotnych kwestiach.
        ona też inna niż wszyscy jest. wiec jest trudno.
        • kret-na-pustyni Re: zakochałem sie 25.09.05, 11:05
          no popatrz, u mnie jest dokladnie tak samo
          ale poniewaz juz od dawna zupelnie nie wiem na czym stoimy (niekoniecznie w
          kwestii bycia razem, ale nawet zwyczajnej znajomosci i traktowania siebie
          wzajemnie) postanowilam to przerwac
          i albo okaze sie ze jednak znajomosc jest warta zachodu, albo nie
          ale teraz wszystko zalezy od tego jak on postapi
    • witch-witch Re: zakochałem sie 21.09.05, 20:56

      Oj, trudna sprawa. Nie ma tak aby dwa serca chciały tego samego naraz.Co by tu
      zrobic, bo widzę,że ty fajny chłopak:)Moze poczekaj trochę, moze zmieni zdanie?
      Kto wie jak będzie za jakiś czas.
      __________
      • vikio Re: zakochałem sie 21.09.05, 22:21
        dzięki za fajnego chłopaka :)
    • spider28 Re: zakochałem sie 21.09.05, 22:28
      tak, az do skutku
    • jula09 Re: zakochałem sie 21.09.05, 23:04
      Nie wiemu jak długo byliście razem i czym ją zraniłeś że nie chce Cię znać.
      Może wystarczy przeprosić.
    • kuba1810 Re: zakochałem sie 21.09.05, 23:40
      ja tez jestem dokładnie w takiej samej sytuacji; przez całe liceum podobała mi
      sie tylko jedna, zakochałem sie w niej. Kiedys w lawce siedziala obok z
      kolezanka i zartowalismy, rozmawialismy, usmiechala sie do mnie,
      powtarzala "jakie masz fajne krecone wlosy". Ale to minelo, Przez 4 lata
      chodziłem jak w depresji i sie denerwowałem, ale ona była zawsze usmiechnieta i
      ładna. Po pewnym czasie wiedziała, że zrobiłbym dla niej wszystko, ale zawsze
      dla niej wazniejsze od tego by pogadac z chlopakiem byla nauka, zrobienie pracy
      domowej,dotarcie na przystanek aby czym predzej wrocic do domu, uczenie sie
      jezyka, wysmiewanie mnie na przerwie (myslala ze tego nie widze)wraz z
      kolezanka. Gdy jej kolezanki z jakiegos powodu zaczely mowic na mnie idiota i
      inne przykre rzeczy ona mnie nie bronila. Nieraz plotkowaly miedzy soba a ja
      bylem tylko posmiewiskiem.
      Owszem zdolalem kilka razy (w ciagu 4 lat liceum) namowic na spotkanie w
      kawiarni, ale to byly takie na siłę spotkania z jej strony i na odczep się. Im
      bardziej probowalem jej sie podobac, tym bardziej ona sie ze mnie smiala. Nie
      moglem sie nadziwic jak mozna tak egoistycznie do tego podchodzic nawet jesli
      sie jej nie podobam. Zawsze byla zadowolona i usmiechnieta. Zawsze wazniejsze
      byly rozmowy z kolezanka tylko nie ze mna, kolejna piatka nawet z tak durnego
      przedmiotu jak PO tylko nie ja, pojscie do sklepiku niz rozmowa ze mna, szybki
      powrot do domu niz spacer ze mna po parku. W ciagu tego okresy za kazdym razem
      (3 razy) jak sie pytalem czy zostanie moja dziewczyna teraz albo kiedys wogole
      czy jest jakas szansa odpowiadala ze nie, nigdy. Krotko mowiac jej sposob bycia
      byl taki: ladnie wygladac w szkole, caly czas sie usmiechac, szybko napisac
      klasowke, miec piatki od gory do dolu (nawet z religii za wszelka cene) i
      zdazyc szybko na autobus by wrocic do domu czym predzej). Kiedys przynioslem
      jej do szkoly roze (wywoalalo to zdziwienie calej klasy ze sie odwazylem)
      wziela, usmiechnela sie i to wszystko. Kilka razy udalo mi sie na temat pogadac
      ale zawsze mnie zbywala i wazniejsze byly kolezanki i rozmowa z nimi. W 3
      klasie 2 miesiace lezalem w szpitalu plulem krwią i marzeniem bylo zeby
      zadzwonila albo cos ale tak oczywiscie nie bylo. Gdy wrocilem wszyscy sie
      pytali jak sie czuje tylko nie ona. Gdy wrocilem do zywych jeszcze kilka razy
      udalo mi sie ja odprowadzic na autobus by pogadac i kilka razy do niej
      zadzwonic by spytac, co robi (odziwo chcialo jej sie rozmawiac ze mna
      kazdorazowo ze 25 min przez telefon). Ona nigdy do mnie nie zadzwonila. Jak
      studniowka sie zblizala dwa razy sie pytalem czy ze mna pojdzie - za pierwszym
      razem odpowiedz brzmiala nie (moze chciala znalezc kogos lepszego albo miala
      pewnie uprzedzenia do mnie) a za drugim tak. To znowu bylo na sile. Nic tym nie
      zyskalem. To co teraz?? Mam sie zabic?? - pytam siebie stanowczo jako
      zakompleksiony,nerwowy, jeszcze wtedy chudy po chorobie, z przecietnymi
      ocenami, bardzo wrazliwy, z alergia skorna, ktora czasami sie objawia
      (szczegolnie w szkole jak sie denerwuje), wysoki (gralem w siatkowke przez pare
      lat 3 razy w tygodniu), z lękiem w oczach i przestraszony ale otwarty, zdolny i
      sklonny do poswiecen, nieraz zmuszony do tego aby sie ponizac przed nia i przed
      innymi chlopak, ktory walczy o siebie i swoj charakter, ktory sie zmienia.
      Odpowiedz: Nie. To nie chodzi o to czy ona mnie chce czy nie chce, chodzi o to
      jak mnie traktowala przez te 4 lata liceum. Caly czas dla niej bylem obojetny.
      Cale wakacje siedzialem w domu i myslalem co moze teraz robic. Ona jezdzila po
      francjach, tunezjach i hiszpaniach i miala to gdzies czy o niej mysle czy nie,
      szla przed siebie, a gdy przyszla do szkoly i tak nie udalo mi sie nic zrobic
      zeby zrobic cokolwiek. Ani w wakacje ani w szkole nie dane mi bylo z nia nawet
      blizsze kolezenstwo tylko obojetnosc z jej strony, egoizm, jej wyrazny spokoj i
      subtelnosc, ogromny dystans do mnie, jej egocentryzm, czeste olewanie i
      zbywanie we wszystkim. Na 1 roku studiow studiuje w innym miescie) wyslalem
      jeszcze smsa (po co to zrobilem) napisalem ze ja kocham, ona wtedy napisala ze
      mozemy sie tylko spotkac, na drugi sms z zapytaniem czy bedzie moja dziewczyna
      znowu odpowiedziala "nie, nigdy".Koniec. Na nic sie zdalo tyle nerw i stresu
      przez te lata w liceum w walce o to by chodziaz raz odezwala sie do mnie jako
      pierwsza, by spojrzala na mnie inaczej i z szacunkiem do tego ze zycie jest
      zlosliwe i wazniejsze jest relacja z drugim czlowiekiem a nie to czy rowniez z
      PO lub religii dostane na swiadectiwe 5 i zdam na studia, zlosliwe bo jak
      studia sie skoncza jej podejscie do chlopakow pozostanie. Dotrze zal,smutek i
      samotnosc i usiadzie na srodku pokoju, przyklęknie i spojrzy na swiadectwo i na
      ocene 5 z przedmiotu PO i powie:Boże po co mi to, co ja zrobilam!!??
      Wtedy bedzie juz za pozno na wszystko.na wszystko...

      to tylko ja - chlopak, ktory chce rozmawiac z dziewczyną a potem z nią być ale
      MU NIE WOLNO, ale nadejdzie dzien...
    • fati02 Re: zakochałem sie 22.09.05, 12:04
      Czy ktos wie moze jak sie wlasnie takiego meczacego uczucia pozbyc?
      Mnie meczy mysl o Nim juz 5 roczek. Nie znamy sie wlasciwie... byly podchody,
      zrobilam kilka rzeczy zle, on zrobil troche wiecej zle, pogral mi na psychice.
      Sytuacja jest patowa. Unikam go bo uczucie sie nie skonczylo, nie chce go
      widziec, bo chce zapomniec. Ale wiem ze on nadal by sie staral. I to mnie
      irytuje: ta swiadomosc ze on chce, ja chce i ze nic z tego nie bedzie. To jest
      jak narkotyk...
      • taurus4 Re: zakochałam sie 22.09.05, 14:34



        ++++++++++++++++przeznaczenie++++++++++++++++++

        ja jednak myślę ,że nie należy robić nic na siłę ("kijem Wisły nie
        zawrócisz ")


        jeśli ma być to będzie ..pocieszające jest to ,że może nawet za kilka ,
        kilkanaście lat!


        jeśli nie .....trudno :((( intuicyjne przekonanie o niedopasowaniu !!


        nie warto zadręczać się tymi myślami i pozwolić na ich "samoistne"
        podpływanie , bo zapomnieć na siłę nie można :(((((


        warto wierzyć w pozytywną naturę przeznaczenia

        • kret-na-pustyni Re: zakochałam sie 25.09.05, 11:08
          nie ma czegos takiego jak "jesli jma byc to bedzie"
          nie ma czegos takiego jak przeznaczenie
          przeznaczenie tworzymy sami
          i sami tez w zyciu mozemyu sobie wszystko s p i e p r z y c
          • lora120 Re: zakochałam sie 25.09.05, 11:17
            Sęk/ jest drzewo a w drzewie dziura)/ w tym,że Przeznaczenie chciało by to
            spieprzyć.
      • kret-na-pustyni Re: zakochałem sie 25.09.05, 11:35
        moze by tak klub jakis?
        zalozyc?

        :]
    • solaris_38 Re: zakochałem sie 22.09.05, 17:35
      jezleli wierzysz że możesz dac jej szczęście i czujesz ze i ty przy mniej
      bedziesz lepiej funkcjonowal to próbuj

      ale tez patrz co ona na to
      bardzow azne jest patrzec na informacje zwrotne

      bo jesli ona bedzie czuła ze przy tobie nie będzie szcześliwa to twoje
      wyobrazenie o milosci do niej jet złudzeniem
      nie ejst miloscia chciec byc z kims kto się z nami żle czuje


      • czulaglista Re: zakochałem sie 26.09.05, 18:29
        hej, nie przejmuj sie - ja się kocham w kimś dosyć znanym...i on też nie chce
        mnie znać:((
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka