Gość: vesna1
IP: *.torun.dialup.inetia.pl
17.09.02, 11:45
Bylam z chlopakiem 14 miesiecy, znam go, i to dobrze od lat czterech. Bylo
nam dobrze, az za dobrze, trudno mi wymarzyc sobie faceta ktory by bardziej
do mnie pasowal. Ale... (zawsze jest jakies ale)
Do tej pory bylismy razem w jednej klasie w liceum, spedzalismy ze soba caly
wolny czas (nawet nam sie nie nudzilo). On mi czasem wypominal moj poprzedni
zwiazek, byl potwornie zazdrosny, bo z poprzednim facetem poszlam do lozka
(blad). Byly klotnie, awantury, potem przechodzily.
Teraz dostalismy sie na studia, kazde na inny kierunek. Bylam na obozie
integracyjnym. Przez tydzien. Wrocilam i... zamiast stesknionego ukochanego -
zazdrosna bestia, zaborczy samiec, przesluchujacy ubek (!). Serio, zupelnie
serio pytal mnie, z iloma facetami tam spalam, zarzucil, ze na pewno wszyscy
ogladali mnie nago, wysmial kazde mile wspomnienie ktorym probowalam sie z
nim podzielic. Nie reagowal na moje lzy, prosby, nawet na wrzaski.
Powiedzialam mu, ze w takim razie to koniec - co bedzie, gdy przez wiekszosc
tygodnia nie bedziemy sie widziec (ja na studiach mam 13 godzin tygodniowo,
on 25 +16 szkoly muzycznej). Nie chce wiecej takich scen. Chce zaufania.
Niechetnie mnie przeprosil, powiedzial, ze musi sie przyzwyczaic, ze ja musze
go zrozumiec, ze z czasem bedzie lepiej.
Potem wyjechal do Anglii, nie bedzie go do konca wrzesnia. A ja mysle. Czy to
ma sens? Pod kazdym innym wzgledem jest super, nie chce mi sie wierzyc, ze ta
zazdrosc mu przejdzie. Ale jesli? Duzo strace. Nie wiem. Co mam zrobic?
Kocham go, ale zlosc po ostatniej awanturze nie chce mi przejsc, potraktowal
mnie jak zwierzatko. Moze ktos mi cos doradzi? Wiem, ze to moja decyzja,
ale...