carduus
18.09.02, 09:44
Rozmawiałam z osobnikiem zaprzyjaźnionym. Ma 30 lat i jest szczęśliwym
singlem. Ostatnio jednak poznał kogoś. Spotyka się z tą dziewczyną nieco
ponad miesiąc z częstotliwością kilka razy na tydzień. Twierdzi, że ma silne
podstawy, żeby przypuszczać, że ona również jest zainteresowana
kontynuowaniem związku w celach nie tylko przyjacielskich. Ale dotąd stosunki
między nimi nie wykroczyły poza standard "bliższego koleżeństwa", nie można
nawet powiedzieć, że są na etapie przyjaźnienia się. Spotykają się, idą do
kina, kawiarni, rozmawiają. I żadnych pocałunków, żadnego przelotnego dotyku,
żadnych rozmów "na temat". Czysta i bezwzględna poprawność. Zapytałam go jak
on to sobie dalej wyobraża, czy w ogóle mu na niej zależy. Odpowiedział, że
tak, jasne, ale czeka na bardziej sprzyjające okoliczności, żeby mógł
"uregulować tę sprawę". Nie wytrzymałam. Zaczęłam się śmiać. Na szczęście zna
mnie na tyle długo i dobrze, że nie obraził się. Zapytałam go czy nie uważa,
że dla tej dziewczyny sytuacja jest dwuznaczna? Był autentycznie zdziwiony.
Nie wiedział o co mi chodzi.
Kobiety! Wypowiedzcie się, bo może to rzeczywiście to ze mną jest coś nie
tak. Dla mnie powyższa sytuacja byłaby dość frustrująca (zakładam, że jej na
nim również zależy). No bo facet przychodzi, wychodzi, zabiera do kina, na
spacer i... nic. W żaden sposób nie daje do zrozumienia, że to dla niego coś
więcej. Ja bym pewnie nie wytrzymała i sprowokowała rozmowę, albo sytuację
wymagającą od niego jakiejś nieco jaśniejszej deklaracji. Ale ludzi są różni.
Czy was nie denerwuje takie czajenie się?
On nazwał mnie kosmitką. A może to on jest nie z tej planety?