Gość: dodo
IP: *.sympatico.ca
26.09.02, 01:53
tak mnie naszlo zeby wam to opowiedziec :-) zednych pytan, sugestii, wyzwan -
po prostu krotka historyjka z dzisiejszego poranka i nie tylko...
mam slabosc do meskich marynarek.
od dziecka tak mam. pamietam wciskanie nosa w marynarke taty, wywachiwanie
zapachow kurzu, potu, jakiejs wody po goleniu i tego czegos jeszcze...
zapach mezczyzny? to bylo schronienie, poczucie bezpieczenstwa i
przynaeznosci, moja wlasna wiara w czlowieka.
potem byly rozne marynarki roznych facetow napotykanych tu czy tam.
rekawy marynarek pod palcami, jakies szorstkie welny, milusinskie zamsze...
marynarki okrywajace mnie od zimna czy deszczu a majace byc jakims tam
wyznaniem, czasem moze nieporadnym, czasem na wyrost, czasem z przymusu...
no i jeszcze marynarki odswietne - na dobre i zle okazje, w ktore sama
wmuszalam moich ukochanych mezczyzn a potem patrzylam na nich z duma, ze tak
sie w tych szmatkach fajnie prezentuja.
dzis rano pilam sobie z moim szefem kawe na patio i bylo mi zimno. poniewaz
jednak rozmawialismy o czyms, co nalezalo omowic na patio, bez innych oczu
i uszu obok (taki zwyczaj w firmie - patio gwarantuje prywatnosc), marzalm
sobie dzielnie bez skargi, bo dodo sie skarzyc nie lubi;-)
i ten moj mlody szef, taki dzieciak jeszcze przed 40tka, wstal grzecznie
i okryl mnie swoja marynarka. pachnaca, a jakze... ciepla, czula, zyczliwa...
smieszne? moze, ale dla mnie w tym jest jakis symbol meskosci, tej
piekniejszej interpretacji "macho", tego dobra i opiekunczosci jaka przez
tyle lat przynosi mi wciaz ta czy inna meska marynarka.
jak to milo przekonac sie, ze mezczyzni naprawde sa wsrod nas.
i nosza marynarki :-)