Gość: smutaska
IP: *.dip.t-dialin.net
15.10.02, 07:53
Umiescilam ten watek na forum "kobieta" ale tam niewiele mi to pomoglo. Moze
tutaj ktos powie co powinnam zrobic. Dodam, ze wlasnie obudzilam sie i snily
mi sie zwloki; w moim mieszkaniu z lazienki na balkon przenosilam reke, glowe
i tors jakichs pokrojonych zwlok, potem wylewalam do zlewu brudna wode z
krwia, z jakiejs miski. Tak mnie ten sen przerazil, ze boje sie isc na
zajecia, a zdolowalam sie jeszcze bardziej.
Pomozcie,
planuje zwerwac z ukochanym mezczyzna, przekreslic niemal 3 letni zwiazek, po
prostu wiem, ze chociaz On jest wspanialym idealem mezczyzny, oddany, wierny,
szczery, uczynny itd... - to ja sie jakos dusze sie w tym zwiazku, czuje, ze
nie moge sie zrealizowac, ze jakby on kocha ta moja lepsza czesc JA, a ja
caly czas ukrywalam swoje zapedy do roznych niecalkiem madrych i
przemyslanych decyzji.
Ja - 23 letnia zwariowana optymistka, nie zawsze rozsadna, popelnajaca bledy
ale szybko wychodzaca na swoje, kochajaca towarzystwo, wariacje, wielka
romantyczka
On - wywazony praktyczny inteligent, bardzo rzeczowy i powaznie podchodzacy
do zycia, baaardzo oddany, uczuciowy, traktowal mnie jak ksiezniczke, nie ma
znajomych, otwarty, znalam jego dusze i najskrytsze sekrety
Niby nas tyle rzeczy laczylo, ale tyle dzielilo. Mimo wspolnego podejscia do
wielu spraw, i podobnych celow zyciowych, czulam, jakbysmy szli innym tempem
i innymi krokami przez zycie. Ja chce bysmy oboje wyjechali w podroz, on
twierdzi, ze jeszcze nie mamy na to pieniedzy, ze pozniej, chce jechac do
Polski razem autem - nie, bo auto stare i nie mamy pieniedzy na wymiane opon.
Chce isc do disco - moge isc sobie sama. Chce zainwestowac czesc naszych
pieniedzy - nie, bo juz czesc zainwestowalam w akcje i akcje zle stoja, poza
tym ja jestem inteligentna ale nie mam pojecia o interesach i lepiej nie.
Odkak z nim jestem, nie nauczylam sie niczego nowego, jest mi latwo, wygodnie
ale czuje, ze jestem wyreczana - nawet nie bardzo wiem jak isc do banku i
wyplacic pieniadze, jak znalezc lekarza, jak wyslac pieniadze przelewem, jak
i gdzie sie placi rachunki za mieszkanie. Czuje sie jak ksiezniczka, ktora
wogole sie nie realizuje w zyciu, czuje jakbym utknela w martwym punkcie.
Nie wiem, ocencie prosze ile w tym mojej winy, i czy dwa tak odmienne
temperamenty moga byc razem szczesliwi, czy warto walczyc o mezczyzne, na
ktorym mi naprawde zalezy. Czy moze lepiej byc single i dac sobie spokoj.
Dodam, ze boje sie, iz strace kogos tak wspanialego, i nie spotkam na mojej
drodze nikogo takiego. Moj partner byl mi zawsze tak oddany, ze nawet
kolezanki mowily, ze mam szeczescie. Zawsze ja bylam jego najwazniejsza,
wiele rzeczy robil i robi pod moja modle, przy nim moge czuc sie szczesliwa,
bezpieczna i kochana, zarowno w chorobie, brzydocie i starosci jak i teraz
kiedy mam sie dobrze. Boje sie to stracic, widze mezczyzn na okolo, widze jak
wielu jest zboczencow, sex maniakow, niewiernych, egoistow i takich, ktorzy
majac 50 letnie zony ogladaja sie za mlodymi spodniczkami. Nie znioslabym
kogos takiego, boje sie zaczynac wszystko od zera, chociaz z drugiej strony
mam ochote byc single, pobawic sie, poszalec, poumawiac z wieloma mezczyznami
tak dla zabawy, pojechac w podroz marzen, czyli porobic te wszystkie rzeczy
bez zobowiazan i leku, ze moj ukochany tego nie akceptuje. A po takim roku
swobody chetnie bylabym z nim razem. Moze problem tkwi w tym, ze poznalismy
sie i spotykalismy kiedy ja mialam 19 lat ? Widze, ze ciagnie mnie do
mlodosci, beztroski. My zas mieszkamy razem jak malzenstwo, zyjemy jak 30
latkowie, tyle, ze ja chodze do szkoly on zas do pracy. Mam kochany dom,
czuje sie w nim pewnie i bezpiecznie, ale brak mi wlasnie pewnej swobody w
dzialaniu, tymbardziej, ze nie uklada nam sie czesto finansowo, a ja bym
wiele rzeczy inaczej zrobila. Nie wiem co robic... Moja rodzina Go uwielbia i
kazdy docenia, podobno na oko widac, jak jest mi oddany i zakochany, jak to
moja babcia powiedziala "zapatrzony jak w obrazek" i to od 3 lat nieustannie.
Prosze poradzcie, mam przekreslic te 3 lata, mezczyzne cudnego i oddanego, i
zaczac zyc niby swoim zyciem, ale za to jak pustym choc wesolym, czy warto ?
Czy jestem egoistka, a moze wystarcza niewielkie zmiany w codziennym zyciu
aby bylo lepiej ? Prosze poradzcie bo ja od miesiaca co wieczor rozmyslam co
dalej i nie wiem. Aha, dodam, ze czesto przed snem rozmyslam o innym
mezczyznie, jak flirtujemy, idziemy do lozka itd.. - czy to normalne, jestem
zla na siebie sama, ze jak tak moge.
Mam nadzieje, ze ktos z Was mi doradzi cokolwiek, mam chaos w glowie, miotaja
mna rozne mysli. Czuje sie jak ptak we wspanialej klatce, rwacy sie do
niebezpiecznej wolnosci... Pozdrawiam :-((((
p.s. dodam, ze choc wstepnie rozmawialismy, jeszcze nie podjelam decyzji.