Dodaj do ulubionych

POMOZCIE - odejsc czy zostac ?

IP: *.dip.t-dialin.net 15.10.02, 07:53
Umiescilam ten watek na forum "kobieta" ale tam niewiele mi to pomoglo. Moze
tutaj ktos powie co powinnam zrobic. Dodam, ze wlasnie obudzilam sie i snily
mi sie zwloki; w moim mieszkaniu z lazienki na balkon przenosilam reke, glowe
i tors jakichs pokrojonych zwlok, potem wylewalam do zlewu brudna wode z
krwia, z jakiejs miski. Tak mnie ten sen przerazil, ze boje sie isc na
zajecia, a zdolowalam sie jeszcze bardziej.

Pomozcie,
planuje zwerwac z ukochanym mezczyzna, przekreslic niemal 3 letni zwiazek, po
prostu wiem, ze chociaz On jest wspanialym idealem mezczyzny, oddany, wierny,
szczery, uczynny itd... - to ja sie jakos dusze sie w tym zwiazku, czuje, ze
nie moge sie zrealizowac, ze jakby on kocha ta moja lepsza czesc JA, a ja
caly czas ukrywalam swoje zapedy do roznych niecalkiem madrych i
przemyslanych decyzji.
Ja - 23 letnia zwariowana optymistka, nie zawsze rozsadna, popelnajaca bledy
ale szybko wychodzaca na swoje, kochajaca towarzystwo, wariacje, wielka
romantyczka
On - wywazony praktyczny inteligent, bardzo rzeczowy i powaznie podchodzacy
do zycia, baaardzo oddany, uczuciowy, traktowal mnie jak ksiezniczke, nie ma
znajomych, otwarty, znalam jego dusze i najskrytsze sekrety

Niby nas tyle rzeczy laczylo, ale tyle dzielilo. Mimo wspolnego podejscia do
wielu spraw, i podobnych celow zyciowych, czulam, jakbysmy szli innym tempem
i innymi krokami przez zycie. Ja chce bysmy oboje wyjechali w podroz, on
twierdzi, ze jeszcze nie mamy na to pieniedzy, ze pozniej, chce jechac do
Polski razem autem - nie, bo auto stare i nie mamy pieniedzy na wymiane opon.
Chce isc do disco - moge isc sobie sama. Chce zainwestowac czesc naszych
pieniedzy - nie, bo juz czesc zainwestowalam w akcje i akcje zle stoja, poza
tym ja jestem inteligentna ale nie mam pojecia o interesach i lepiej nie.
Odkak z nim jestem, nie nauczylam sie niczego nowego, jest mi latwo, wygodnie
ale czuje, ze jestem wyreczana - nawet nie bardzo wiem jak isc do banku i
wyplacic pieniadze, jak znalezc lekarza, jak wyslac pieniadze przelewem, jak
i gdzie sie placi rachunki za mieszkanie. Czuje sie jak ksiezniczka, ktora
wogole sie nie realizuje w zyciu, czuje jakbym utknela w martwym punkcie.
Nie wiem, ocencie prosze ile w tym mojej winy, i czy dwa tak odmienne
temperamenty moga byc razem szczesliwi, czy warto walczyc o mezczyzne, na
ktorym mi naprawde zalezy. Czy moze lepiej byc single i dac sobie spokoj.
Dodam, ze boje sie, iz strace kogos tak wspanialego, i nie spotkam na mojej
drodze nikogo takiego. Moj partner byl mi zawsze tak oddany, ze nawet
kolezanki mowily, ze mam szeczescie. Zawsze ja bylam jego najwazniejsza,
wiele rzeczy robil i robi pod moja modle, przy nim moge czuc sie szczesliwa,
bezpieczna i kochana, zarowno w chorobie, brzydocie i starosci jak i teraz
kiedy mam sie dobrze. Boje sie to stracic, widze mezczyzn na okolo, widze jak
wielu jest zboczencow, sex maniakow, niewiernych, egoistow i takich, ktorzy
majac 50 letnie zony ogladaja sie za mlodymi spodniczkami. Nie znioslabym
kogos takiego, boje sie zaczynac wszystko od zera, chociaz z drugiej strony
mam ochote byc single, pobawic sie, poszalec, poumawiac z wieloma mezczyznami
tak dla zabawy, pojechac w podroz marzen, czyli porobic te wszystkie rzeczy
bez zobowiazan i leku, ze moj ukochany tego nie akceptuje. A po takim roku
swobody chetnie bylabym z nim razem. Moze problem tkwi w tym, ze poznalismy
sie i spotykalismy kiedy ja mialam 19 lat ? Widze, ze ciagnie mnie do
mlodosci, beztroski. My zas mieszkamy razem jak malzenstwo, zyjemy jak 30
latkowie, tyle, ze ja chodze do szkoly on zas do pracy. Mam kochany dom,
czuje sie w nim pewnie i bezpiecznie, ale brak mi wlasnie pewnej swobody w
dzialaniu, tymbardziej, ze nie uklada nam sie czesto finansowo, a ja bym
wiele rzeczy inaczej zrobila. Nie wiem co robic... Moja rodzina Go uwielbia i
kazdy docenia, podobno na oko widac, jak jest mi oddany i zakochany, jak to
moja babcia powiedziala "zapatrzony jak w obrazek" i to od 3 lat nieustannie.
Prosze poradzcie, mam przekreslic te 3 lata, mezczyzne cudnego i oddanego, i
zaczac zyc niby swoim zyciem, ale za to jak pustym choc wesolym, czy warto ?
Czy jestem egoistka, a moze wystarcza niewielkie zmiany w codziennym zyciu
aby bylo lepiej ? Prosze poradzcie bo ja od miesiaca co wieczor rozmyslam co
dalej i nie wiem. Aha, dodam, ze czesto przed snem rozmyslam o innym
mezczyznie, jak flirtujemy, idziemy do lozka itd.. - czy to normalne, jestem
zla na siebie sama, ze jak tak moge.
Mam nadzieje, ze ktos z Was mi doradzi cokolwiek, mam chaos w glowie, miotaja
mna rozne mysli. Czuje sie jak ptak we wspanialej klatce, rwacy sie do
niebezpiecznej wolnosci... Pozdrawiam :-((((

p.s. dodam, ze choc wstepnie rozmawialismy, jeszcze nie podjelam decyzji.

Obserwuj wątek
    • qw5 Re: POMOZCIE - odejsc czy zostac ? 15.10.02, 09:26
      A moze spróbuj wyprowadzić się na jakiś czas - nie wiem wrocić do rodziców - i
      pożyć sobie osobno, z tej perspektywy łatwiej ci będzie spojrzeć na wasz
      związek Absolutnie nie namawiam do rozstania , spróbuj tylko jak ci sie będzie
      żyło po swojemu Twoj chłopak jesli cię kocha to zrozumie i da ci ten czas. To
      powinno ci bardzo pomóc. Wcale się nie dziwię Twoim wątpliwościom - masz do
      nich pełne prawo, zwłaszcza że masz dopiero 23 lata i do niczego się jeszcze
      nie zobowiązałaś W tym przypadku nie patrz co myślą inni - bo to nie oni ale ty
      będziesz musiała przejść z tym przez życie
    • Gość: jak Re: POMOZCIE - odejsc czy zostac ? IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 15.10.02, 10:07
      A moze z nim porozmawiaj powaznie o waszym zwiazku. Powiedz mu to samo, co
      tutaj napisalas. Na pewno nie jest to latwe, bo jego te slowa moga zabolec.
      Moze on nie jest swiadomy, ze ty czujesz sie nie najlepiej. Wydaje mu sie, ze
      wszystko, co robi jest bardzo dobre i nie dostrzega tego, ze ty potrzebujesz
      czegos wiecej. Moim zdaniem rozstanie nie byloby najlepszym wyjsciem. Najpierw
      powinniscie porozmawiac i wyjasnic sobie pewne sprawy. Jesli cie kocha to
      zrozumie, bo jestem pewien, ze nie chcialby konczyc waszego zwiazku.
      Zostawianie tego w takim punkcie jest bez sensu. Zerwalabys z nim, a za kilka
      miesiecy pozalujesz, ze nie porozmawialas, nie sprobowalas rozwiazac problemu,
      poddalas sie bez walki. Jednak i tak decyzja nalezy do ciebie i cokolwiek
      ludzie napisza ci tutaj, to i tak wybor nalezy do ciebie. Pozdrawiam i zycze
      najwlasciwszych wyborow.
    • kamill_a Re: POMOZCIE - odejsc czy zostac ? 15.10.02, 11:52
      Patrząc z jednej strony: jesteście tak różni, że powinniście się wspaniale
      uzupełniać (ale co za dużo to też niezdrowo!). Ty szalona, on spokojny itd...
      Ale każde z was powinno się nieco sklaniac do tego drugiego np. On nawet jesli
      czegos nie lubi, nie uznaje, powinien tego z tobą spróbować i odwrotnie. Ale
      przede wszystkim rozmawiajcie. Mój 5-letni związek małżeński rozpadł się, bo
      nie rozmawialiśmy (podobno!). On - szalony: wyjazdy, wciąż próbowanie czegoś
      nowego; Ja - domator, rodzinna. I..., nie ma nas! Pomyśl o tym! A musze
      powiedzieć, że kochaliśmy się, ale uczucie zaczęło przemijać (tu trzeba dodać,
      że pewnie było za słabe) i brak wspólnych spraw sprawił, ze wszystko straciłam.
      Pozdrawiam
    • Gość: baccar Re: POMOZCIE - odejsc czy zostac ? IP: 213.231.15.* 15.10.02, 15:15
      Osiołkowi w żłoby dano.....Moim zdaniem niestety zbyt wczesnie wpadłaś na tego
      idealnego faceta i zbyt młodo rozpoczełaś życie jak 30 sto latka, a teraz za to
      płacisz i zapłacić możecie oboje. Chciałoby sie poradzić: "to ty mu powiedz, że
      troche poszalejesz i jak juz zakosztujesz życia w pedzie i niepewności i jak
      sie tym zmęczysz to do niego wrócisz", ale to niestety niewykonalne w tym
      przypadku i jeśli odejdziesz to on poszuka sobie kogos innego i pozostanie żal.
      A tak swoja droga to ten twój facet to z opisu bardziej jak twój tatuś a nie
      partner. Może spróbuj go rozruszać.....
    • Gość: mikowhy masz watpliwosci-odejdz.nie rob nic na sile IP: *.artkom.lublin.pl / 192.168.1.* 15.10.02, 16:03
      Gość portalu: smutaska napisał(a):

      > Umiescilam ten watek na forum "kobieta" ale tam niewiele mi to pomoglo. Moze
      > tutaj ktos powie co powinnam zrobic. Dodam, ze wlasnie obudzilam sie i snily
      > mi sie zwloki; w moim mieszkaniu z lazienki na balkon przenosilam reke, glowe
      > i tors jakichs pokrojonych zwlok, potem wylewalam do zlewu brudna wode z
      > krwia, z jakiejs miski. Tak mnie ten sen przerazil, ze boje sie isc na
      > zajecia, a zdolowalam sie jeszcze bardziej.
      >
      > Pomozcie,
      > planuje zwerwac z ukochanym mezczyzna, przekreslic niemal 3 letni zwiazek, po
      > prostu wiem, ze chociaz On jest wspanialym idealem mezczyzny, oddany, wierny,
      > szczery, uczynny itd... - to ja sie jakos dusze sie w tym zwiazku, czuje, ze
      > nie moge sie zrealizowac, ze jakby on kocha ta moja lepsza czesc JA, a ja
      > caly czas ukrywalam swoje zapedy do roznych niecalkiem madrych i
      > przemyslanych decyzji.
      > Ja - 23 letnia zwariowana optymistka, nie zawsze rozsadna, popelnajaca bledy
      > ale szybko wychodzaca na swoje, kochajaca towarzystwo, wariacje, wielka
      > romantyczka
      > On - wywazony praktyczny inteligent, bardzo rzeczowy i powaznie podchodzacy
      > do zycia, baaardzo oddany, uczuciowy, traktowal mnie jak ksiezniczke, nie ma
      > znajomych, otwarty, znalam jego dusze i najskrytsze sekrety
      >
      > Niby nas tyle rzeczy laczylo, ale tyle dzielilo. Mimo wspolnego podejscia do
      > wielu spraw, i podobnych celow zyciowych, czulam, jakbysmy szli innym tempem
      > i innymi krokami przez zycie. Ja chce bysmy oboje wyjechali w podroz, on
      > twierdzi, ze jeszcze nie mamy na to pieniedzy, ze pozniej, chce jechac do
      > Polski razem autem - nie, bo auto stare i nie mamy pieniedzy na wymiane opon.
      > Chce isc do disco - moge isc sobie sama. Chce zainwestowac czesc naszych
      > pieniedzy - nie, bo juz czesc zainwestowalam w akcje i akcje zle stoja, poza
      > tym ja jestem inteligentna ale nie mam pojecia o interesach i lepiej nie.
      > Odkak z nim jestem, nie nauczylam sie niczego nowego, jest mi latwo, wygodnie
      > ale czuje, ze jestem wyreczana - nawet nie bardzo wiem jak isc do banku i
      > wyplacic pieniadze, jak znalezc lekarza, jak wyslac pieniadze przelewem, jak
      > i gdzie sie placi rachunki za mieszkanie. Czuje sie jak ksiezniczka, ktora
      > wogole sie nie realizuje w zyciu, czuje jakbym utknela w martwym punkcie.
      > Nie wiem, ocencie prosze ile w tym mojej winy, i czy dwa tak odmienne
      > temperamenty moga byc razem szczesliwi, czy warto walczyc o mezczyzne, na
      > ktorym mi naprawde zalezy. Czy moze lepiej byc single i dac sobie spokoj.
      > Dodam, ze boje sie, iz strace kogos tak wspanialego, i nie spotkam na mojej
      > drodze nikogo takiego. Moj partner byl mi zawsze tak oddany, ze nawet
      > kolezanki mowily, ze mam szeczescie. Zawsze ja bylam jego najwazniejsza,
      > wiele rzeczy robil i robi pod moja modle, przy nim moge czuc sie szczesliwa,
      > bezpieczna i kochana, zarowno w chorobie, brzydocie i starosci jak i teraz
      > kiedy mam sie dobrze. Boje sie to stracic, widze mezczyzn na okolo, widze jak
      > wielu jest zboczencow, sex maniakow, niewiernych, egoistow i takich, ktorzy
      > majac 50 letnie zony ogladaja sie za mlodymi spodniczkami. Nie znioslabym
      > kogos takiego, boje sie zaczynac wszystko od zera, chociaz z drugiej strony
      > mam ochote byc single, pobawic sie, poszalec, poumawiac z wieloma mezczyznami
      > tak dla zabawy, pojechac w podroz marzen, czyli porobic te wszystkie rzeczy
      > bez zobowiazan i leku, ze moj ukochany tego nie akceptuje. A po takim roku
      > swobody chetnie bylabym z nim razem. Moze problem tkwi w tym, ze poznalismy
      > sie i spotykalismy kiedy ja mialam 19 lat ? Widze, ze ciagnie mnie do
      > mlodosci, beztroski. My zas mieszkamy razem jak malzenstwo, zyjemy jak 30
      > latkowie, tyle, ze ja chodze do szkoly on zas do pracy. Mam kochany dom,
      > czuje sie w nim pewnie i bezpiecznie, ale brak mi wlasnie pewnej swobody w
      > dzialaniu, tymbardziej, ze nie uklada nam sie czesto finansowo, a ja bym
      > wiele rzeczy inaczej zrobila. Nie wiem co robic... Moja rodzina Go uwielbia i
      > kazdy docenia, podobno na oko widac, jak jest mi oddany i zakochany, jak to
      > moja babcia powiedziala "zapatrzony jak w obrazek" i to od 3 lat nieustannie.
      > Prosze poradzcie, mam przekreslic te 3 lata, mezczyzne cudnego i oddanego, i
      > zaczac zyc niby swoim zyciem, ale za to jak pustym choc wesolym, czy warto ?
      > Czy jestem egoistka, a moze wystarcza niewielkie zmiany w codziennym zyciu
      > aby bylo lepiej ? Prosze poradzcie bo ja od miesiaca co wieczor rozmyslam co
      > dalej i nie wiem. Aha, dodam, ze czesto przed snem rozmyslam o innym
      > mezczyznie, jak flirtujemy, idziemy do lozka itd.. - czy to normalne, jestem
      > zla na siebie sama, ze jak tak moge.
      > Mam nadzieje, ze ktos z Was mi doradzi cokolwiek, mam chaos w glowie, miotaja
      > mna rozne mysli. Czuje sie jak ptak we wspanialej klatce, rwacy sie do
      > niebezpiecznej wolnosci... Pozdrawiam :-((((
      >
      > p.s. dodam, ze choc wstepnie rozmawialismy, jeszcze nie podjelam decyzji.
      >
      witam choc nie wiem jak masz na imie.
      Z jednej strony masz duzo szczescia ze poznalas taka osobe co troszczy sie o ciebie i traktuje jak ksiezniczke. Z drugiej widze ze meczysz sie w tym zwiazku ,brak mu spontanicznosci,tego pieprzyku.
      co do ciebie to widze plusy i mnusy.
      masz pewne oparcie masz wygode nie musisz duzo rzeczy sama zalatwiac i z tym bedzie ci trudno rozstac.z tzw. wygodnictwem.
      Jesli jednak meczy cie ta ciagla monotonia i czujesz ze zycie jest za proste i nie widzisz wyzwan musisz z tego zrezygnowac i zaczac nowa podroz w ktorej spotkasz kogos kto bedzie taki jaki naprawde zeby byl.
      Jesli myslisz o kims przed snem jak flirtujecie to nie wstydz sie tego ,to jest oznaka ze nie otrzymujesz od swego chlopaka tego czego pragniesz i nie zamartwiaj sie tym.wiem ze najciezej bedzie c ito jemu powiedziec wiesz ale to jest lepsze niz np.udawanie ze kochasz go i chcesz byc z nim(znam to z wlasn zycia,nie chcialem aby ktos udawal ze mnie kocha).
      wojtek pisz jak sytuacja sie rozwija na juwo@o2.pl
      ps.twoj sen mozna zinterpretowac w ten sposob ze te wynoszone cialo to twoj zwiazek ktory powoli zanika...
      fajnie jest pointerpretowac sny:)pozdrawiam hobbista psychologii
    • kamfora Re: POMOZCIE - odejsc czy zostac ? 15.10.02, 16:21
      Proponuję przetrzeć okienko miedzy kuchnią a łazienką.
    • Gość: Anita Re: POMOZCIE - odejsc czy zostac ? IP: *.umcs.lublin.pl 15.10.02, 16:27
      Też myślę, że te zwłoki to Twój związek, przynajmniej w takim kształcie, w
      jakim funkcjonował dotychczas. Potrzeba wam obojgu porządnej zmiany, wręcz
      trzęsienia ziemi, bo inaczej znienawidzicie się - Ty go za to, że Cię
      ogranicza, on Ciebie za to, że nie doceniasz jego wysiłków. Zastanów się czy na
      pewno go kochasz, i czy naprawdę chcesz walczyć o ten związek. Bo myślę sobie,
      że związek, w którym się dusisz, w którym czujesz się jak ptak w klatce, jest
      do niczego. Nie chodzi o to, żebys z nim była "bo to taki dobry człowiek".
      Mamusie i babcie przeważnie uwielbiają nudziarzy, którzy są akuratni w każdej
      sferze i na pewno nie wyrwą się z niczym niestosownym. Ale chodzi o to, żebyś
      Ty była szczęśliwa. Zgadzam się osobą, która napisała, że ten Twój facet jest
      raczej ojcem, nie partnerem. Czy na pewno chcesz takiego faceta???
      A z drugiej strony: może to przejściowy kryzys, moze wystarczy wyjechać,
      oderwać się. I jeszcze jedno: czemu nie próbujesz robić tych wszystkich rzeczy,
      których nie umiesz? Przecież jesteś sprawna fizycznie? Z wygody? A może on też
      ma dosyć dziewczyny, która pozwala traktować się jak księżniczkę, a z drugiej
      strony nie wie, czego chce?
      Moja rada: wyjedź lub przynajmniej zacznij się usamodzielniać. Może jeśli
      przestaniesz zachowywać się jak dziecko, on przestanie być Ci ojcem? Idź sama
      na dyskotekę, pobądź trochę ze sobą, wydoroślej. I poczekaj trochę, aż miną
      emocje. Nie gadaj z nim teraz o tym, bo po co, skoro nie wiesz, czego chcesz?
      Życzę powodzenia!!!
    • Gość: Anita Re: POMOZCIE - odejsc czy zostac ? IP: *.umcs.lublin.pl 15.10.02, 16:27
      Też myślę, że te zwłoki to Twój związek, przynajmniej w takim kształcie, w
      jakim funkcjonował dotychczas. Potrzeba wam obojgu porządnej zmiany, wręcz
      trzęsienia ziemi, bo inaczej znienawidzicie się - Ty go za to, że Cię
      ogranicza, on Ciebie za to, że nie doceniasz jego wysiłków. Zastanów się czy na
      pewno go kochasz, i czy naprawdę chcesz walczyć o ten związek. Bo myślę sobie,
      że związek, w którym się dusisz, w którym czujesz się jak ptak w klatce, jest
      do niczego. Nie chodzi o to, żebys z nim była "bo to taki dobry człowiek".
      Mamusie i babcie przeważnie uwielbiają nudziarzy, którzy są akuratni w każdej
      sferze i na pewno nie wyrwą się z niczym niestosownym. Ale chodzi o to, żebyś
      Ty była szczęśliwa. Zgadzam się osobą, która napisała, że ten Twój facet jest
      raczej ojcem, nie partnerem. Czy na pewno chcesz takiego faceta???
      A z drugiej strony: może to przejściowy kryzys, moze wystarczy wyjechać,
      oderwać się. I jeszcze jedno: czemu nie próbujesz robić tych wszystkich rzeczy,
      których nie umiesz? Przecież jesteś sprawna fizycznie? Z wygody? A może on też
      ma dosyć dziewczyny, która pozwala traktować się jak księżniczkę, a z drugiej
      strony nie wie, czego chce?
      Moja rada: wyjedź lub przynajmniej zacznij się usamodzielniać. Może jeśli
      przestaniesz zachowywać się jak dziecko, on przestanie być Ci ojcem? Idź sama
      na dyskotekę, pobądź trochę ze sobą, wydoroślej. I poczekaj trochę, aż miną
      emocje. Nie gadaj z nim teraz o tym, bo po co, skoro nie wiesz, czego chcesz?
      Życzę powodzenia!!!
    • Gość: Anita Re: POMOZCIE - odejsc czy zostac ? IP: *.umcs.lublin.pl 15.10.02, 16:28
      Też myślę, że te zwłoki to Twój związek, przynajmniej w takim kształcie, w
      jakim funkcjonował dotychczas. Potrzeba wam obojgu porządnej zmiany, wręcz
      trzęsienia ziemi, bo inaczej znienawidzicie się - Ty go za to, że Cię
      ogranicza, on Ciebie za to, że nie doceniasz jego wysiłków. Zastanów się czy na
      pewno go kochasz, i czy naprawdę chcesz walczyć o ten związek. Bo myślę sobie,
      że związek, w którym się dusisz, w którym czujesz się jak ptak w klatce, jest
      do niczego. Nie chodzi o to, żebys z nim była "bo to taki dobry człowiek".
      Mamusie i babcie przeważnie uwielbiają nudziarzy, którzy są akuratni w każdej
      sferze i na pewno nie wyrwą się z niczym niestosownym. Ale chodzi o to, żebyś
      Ty była szczęśliwa. Zgadzam się osobą, która napisała, że ten Twój facet jest
      raczej ojcem, nie partnerem. Czy na pewno chcesz takiego faceta???
      A z drugiej strony: może to przejściowy kryzys, moze wystarczy wyjechać,
      oderwać się. I jeszcze jedno: czemu nie próbujesz robić tych wszystkich rzeczy,
      których nie umiesz? Przecież jesteś sprawna fizycznie? Z wygody? A może on też
      ma dosyć dziewczyny, która pozwala traktować się jak księżniczkę, a z drugiej
      strony nie wie, czego chce?
      Moja rada: wyjedź lub przynajmniej zacznij się usamodzielniać. Może jeśli
      przestaniesz zachowywać się jak dziecko, on przestanie być Ci ojcem? Idź sama
      na dyskotekę, pobądź trochę ze sobą, wydoroślej. I poczekaj trochę, aż miną
      emocje. Nie gadaj z nim teraz o tym, bo po co, skoro nie wiesz, czego chcesz?
      Życzę powodzenia!!!
      • Gość: smutaska Re: POMOZCIE - jeszcze sie troche otworze.. IP: *.dip.t-dialin.net 15.10.02, 17:22
        Wieeelkie dzieki, pomogliscie mi chociaz tak czesciowo wyjsc za chaosu, choc
        nadal mam ochote skopac sobie tylek. Obwiniam sie, ze jestem nieczula, wstretna
        egoistka i oczekuje zbyt wiele od zycia. Z drugiej strony zastanawiam sie, czy
        nie ma na swiecie trwalej milosci, zaufania, ale takiej, ze czuje mocniejsze
        bicie serca kiedy Go widze ? Kiedy ide z nim do lozka, ze czuje dreszcze juz na
        sama mysl o tym, ze jego cialo uwielbiam, ze jak mamy jakis spontaniczny
        pomysl, to nie czekamy rok na podjecie decyzji tylko realizujemy marzenia, bo
        zyjemy raz ?
        Wlasnie z moim ukochanym, mam wrazenie, ze sie zestarzeje, bedac wciaz w jednym
        punkcie, bo we mnie sie bedzie cos rwalo, zas On mi to wybije z glowy bo cos
        jest nierozsadne/niebezpieczne/nieprzemyslane itd.. Gdybym byla sama, wiem, ze
        moj dzien, moj tydzien, ta chwila, wygladalyby inaczej. Mam wrazenie, ze
        stracilam kontrole nad swoim zyciem, juz nie ma moich celow, sa nasze. Tyle
        tylko, ze te nasze jakos sie nie spelnaiaja, i zawsze na cos czekamy. Wracam z
        zajec i drepcze po woli do domu - wiem, ze jutro ten dzien bedzie taki sam, ze
        nic nowego mnie nie czeka, wiem, ze jak powiem "zrobmy weekendowy wypad do
        Londynu, wydajmy troche oszczednosci" to uslysze godzinny wyklad, ze nasza
        sytuacja finansowa nie jest jeszcze na tyle pewna, ze poczekajmy jak bedzie
        lepiej, moze do wiosny itp.. Jak sie upre, to powie, zebym leciala sama. Juz 2
        razy bylam sama na urlopie, nie mam sumienia tak robic. Wiem, ze nie jest
        lekko, ale przeciez grunt aby oszczedzac i rezygnowac z zycia, znajdzie sie
        zawsze; na mieszkanie mozemy zbierac pare lat, moze parenascie, moze cos sie
        wydarzy, ze jednak nam sie nie powiedzie. I co wowczas, ja nie chce czekac i
        zaczac zyc po 50-ce. No ale po naszej rozmowie, on tak zawsze mnie przekona
        swoimi argumentami, ze przyznaje mu racje, i nawet w to wierze - z drugiej zas
        strony jestem rozczarowana i niespelniona.
        Co do odzielnego mieszkania - po roku jak zamieszkalismy wspolnie, byla taka
        niemal klotnia (On nigdy nie krzyczy, za to ja plakalam i krzyczalam jak durna)
        i chcialam sie wyprowadzic, prosilam, tlumaczylam, ze chce byc jego partnerka a
        nie zona, ze przeciez moze zawsze do mnie przyjsc, nocowac, dam mu klucze, moze
        dzwonic. Ale ukochany stwierdzil, ze to bedzie cofanie sie naszego zwiazku, ze
        pozniej wszystko nie bedzie tak jak wczesniej, ze jemu bedzie bardzo trudno
        rezygnowac z tego do czego doszlismy dzisiaj, ze wroci do rodzicow i ze on nie
        wie co bedzie potem. Kompletnie nie chcial zaakceptowac takiego rozwiazania,
        tzn powiedzial, ze moge przeciez postanowic jak uwazam, ale ze on w takim czyms
        widzi rozpad zwiazku; zachowywal sie tak jakbym chciala Go rzucic i zerwac
        wszelki kontakt. Tak wiec zostalo jak jest, czuje sie niezadowolona, ale nie
        chcialam Go stracic, zranic, no i tak tkwie w zastoju. Gdybym Go tak spotkala
        chociaz rok pozniej, gdybym miala szanse poznac wogole troche swiat, swobode,
        byc po prostu zwariowana nastolatka, umawiac sie z chlopakami, myslec o tak
        bzdurnych rzeczach jak: jaka bluzke kupic, gdzie spedzic sobotni wieczor itd-
        mysle, ze nie byloby problemu. Dla mnie zas ciezkie jest takie zycie, kiedy
        czuje sie tak potwornie zobowiazana, spada na mnie taka odpowiedzialnosc
        doroslej, statecznej kobiety, ze wszystkim musze sie liczyc, za kazdy blad nie
        zaplace tylko ja, ale my oboje. Nie moge juz podjac jakichs decyzji bez
        konsultacji z partnerem, wylaczajac takie bzdurne czynnosci jak kupno ciucha
        czy jakichs drobiazgow.
        Poradziliscie rozmowe - ale my juz rozmawialismy, powiedzialam mu niemal to
        samo co mowie Wam tutaj, nawet takie rozmowy powtarzaly sie 2-3 razy. On niby
        zrozumial, ze zostalam troche okradziona z mlodosci, ale co to dalo, skoro jak
        kochany stwierdzil, ze "zdecyduj sie teraz czego chcesz w zyciu, lepiej teraz
        niz pozniej" - jego stanowisko bylo takie, jakbym musiala wybrac przed byciem
        single a byciem z nim. Stwierdzil tez, ze nie musialam wcale sie decydowac na
        krok ku niemu, nie wiem czego chce, ze On cierpi przeze mnie gdy mam takie
        wahania nastroju. Juz mialam zamiar zamawiac wizyte u psychologa, ale z drugiej
        strony perspektywa gadania przed obca osoba, ktora bierze za to pieniadze i nie
        interesuje sie moja sytuacja wcale, byla niezbyt zachecajaca i nie poszlam.
        Jak widzicie po paru miesiacach rozterki wracaja i czuje sie zle, niby jest
        dobrze, w glebi serca czuje leki, niedosyt, coraz czesciej lezac w lozku marze,
        ze jestem gdzies indziej, albo z innym mezczyzna np spaceruje czy tancze, widze
        romantyczne scenerie, siebie wsrod znajomych, rodziny - tymczasem jestem razem
        ze wspanialym mezczyzna, ale czuje sie malo rozumiana, jakbysmy odbierali po
        czesci na innych falach, mimo, ze spojrzenie na zycie mamy takie samo, podobnie
        myslimy o wielu rzeczach, imponuje mi jego inteligencja, pracowitosc,
        opiekunczosc, charakter (nie jest lasy na kobiety, wierny, oddany- tego zawsze
        szukalam u mezczyzny moich marzen) - wiec pytam sie siebie dlaczego nie jestem
        zadowolona, dlaczego chce mi sie wciaz plakac, co jest nie tak ??
        Moze rzeczywiscie powinnam udac sie na jakas terapie... Wychowywalam sie bez
        ojca, od dziecia widzialam moja mame z kilkoma partnerami, niektorzy mieli
        zony, wiem, ze mam spaczone pojecie co do malzenstwa, bo nigdy nie mialam
        dobrego przykladu i wiary w mezczyzne. Widzialam jak moja mama byla zabawka w
        rekach tych na ktorych jej zalezalo. Moze tu tkwi sek ?
        Prosze napiszcie cos jeszcze, mi tak to pomaga...
        pozdrawiam..
        • Gość: Terry Re: POMOZCIE - jeszcze sie troche otworze.. IP: proxy / 217.153.50.* 15.10.02, 17:33
          Gość portalu: smutaska napisał(a):

          > Wychowywalam sie bez
          > ojca, od dziecia widzialam moja mame z kilkoma partnerami, niektorzy mieli
          > zony, wiem, ze mam spaczone pojecie co do malzenstwa, bo nigdy nie mialam
          > dobrego przykladu i wiary w mezczyzne. Widzialam jak moja mama byla zabawka w
          > rekach tych na ktorych jej zalezalo. Moze tu tkwi sek ?

          Masz rację, tu tkwi sęk. Tyle, że dążysz do tego samego.
        • Gość: Karo Re: POMOZCIE - jeszcze sie troche otworze.. IP: *.acn.pl / 10.129.137.* 17.10.02, 10:17
          Nie dawaj się dziewczyno !
          Przecież Ty stałaś się niewolnicą konwenwnsu, zewnętrznych opinii babć, ciotek
          i znajomych. Te osoby na pewno chcą dla Ciebie jak najlepiej, ale ONE NIE SĄ
          TOBĄ. Mówią to, co widzą z boku: "No ta, to szczęściara. Toż skarb jej się
          trafił. Zakochany, wpatrzony jak w obraz, zaradny, opiekuńczy, czuły. Same
          zalety."
          Ale na takiej bazie buduje się twoje poczucie winy i staje się silniejsze za
          każdym razem, kiedy tylko ośmielisz się zwątpić w idealność tego związku. "Wiem
          jestem okropna, co ze mnie za egoistka! On - taki skarb, a ja tu jakieś fochy"
          itd.
          Mam także obawy, sądząc po tym, co piszesz, że Twój idealny partner doskonale
          wie o Twoich rozterkach i ,mimo, że taki idealny nie próbuje Ci pomóc lecz
          wykorzystuje to. Czuje poparcie z zewnątrz, więc oplątuje Cię złotą nicią, aby
          na koniec zamknąć Cię w złotej klatce.
          Nie chcę nakłaniać Cię do zmany partnera lecz raczej do innego spojrzenia na
          samą siebie. Daj sobie prawo do tego egoizmu, bo jest Ci potrzebny (jak
          każdemu). Dbaj o siebie, myśl o sobie. To Ty musisz być przekonana, że jesteś w
          tym związku szczęśliwa i spełniona, nie wystarczy, że tak sądzi Twoja babcia.
          Ona wyrabia sobie opinię na podstawie tego, co czasem zobaczy (anioł nie
          mężczyzna), a jak jest naprawdę wiesz tylko i wyłącznie Ty, bo to Ty z
          tym "aniołem" żyjesz.
          Jestem pewna, że jest bardzo wartościowym człowiekiem, ale gdzieś w tym
          wszystkim zapominasz o fakcie, że sama masz całą masę zalet i jesteś bombową
          dziewwczyną. Może nie?
          To trudne. Wiem, bo mój związek bardzo podobnie wyglądał. Ale ja dopiero po
          kilku latach małżeństwa i ciągłego łamania głowy, co jest nie tak, pojęłam, że
          nie wolno dać się wpędzić w poczucie winy za to, że masz jakieś zastrzeżenia do
          rzekomo idealnego partnera. Po pierwsze nie ma idealnych. A po drugie kto Ci
          powiedział, że Ty nie jesteś (prawie) idealna? Ciągle tylko piszesz jaki on
          cudowny. A Ty? A gdzie Ty? Piszesz, że mu na Tobie bardzo zależy itd. A co,
          może nie ma powodu? Chyba jak taki doskonały, to wie co robi. Daj sobie prawo
          do odrobiny egoizmu. Na prawdę nie sprawiasz wrażenia osoby, która się w tym
          zapamięta i zamęczy bliskich swoim samouwielbieniem. SPOKO. Pozdrawiam. Karo
        • dorota-r Re: POMOZCIE - jeszcze sie troche otworze.. 17.10.02, 13:10
          Pytanie "czego chcesz w życiu" nie znaczy czy chcesz być z nim czy nie.
          Jakiś czas temu miałam bardzo podobną sytuację (charaktery też podobne).
          Stwierdziłam, że się duszę, że on podcina mi skrzydła. On powiedział że sama
          sobie podcinam skrzydła! Przemyślałam to i stwierdziłam że bardzo się wzajemnie
          ograniczaliśmy, że nie było miejsca na indywidualne potrzeby. Teraz staramy się
          szanować oddzielne decyzje i pomysły. Czasem tylko jesteśmy dla siebie nawzajem
          rozsądkiem...
          Fajnie jest robić prawie wszystko razem ale nie można nikogo ani siebie samego
          do tego zmuszać. Musisz zrozumieć że oboje macie prawo do pewnej swobody. Nie
          możesz od niego wymagać, żeby robił to co Ty chcesz i na odwrót. Jeśli coś
          będziecie robić razem to z miłości do drugiego, żeby mu sprawić przyjemność
          (np. pójście czasem na imprezkę).
          Ktoś mi kiedyś powiedział że receptą na związek jest znalezienie wspólnego celu
          (może być mały), później następnego itd.
          My chcemy mieć swój dom. Oszczędzamy od trzech lat i właśnie kupujemy działkę.
          Staramy się nie ponosić specjalnych wyrzeczeń. Koszty ograniczamy jednak nie
          odmawiamy sobie urlopu w ogóle. Cel jest wspólny więc jakoże ja, moją własną
          decyzją zafundowałam sobie drogiego w utrzymaniu psa, mocno ograniczam inne
          wydatki. I tyle: złoty środek, cel uświęcający rezygnację z niektórych rzeczy,
          konsekwencja.
          Jedyne, nad czym musisz się zastanowić to czy to jest mężczyzna, z którym
          chcesz być. Nie możesz zostawić tego ciasteczka na później bo inny smakosz
          sprzątnie Ci je sprzed nosa, lub jak ciasteczko będzie za długo leżało to się
          zepsuje i już nie będzie Cię chciało.
          Jeśli myślisz o innych to pomyśl czy na nim na pewno Ci zależy?
          Jeśli stwierdzisz że to nie "ten" to nie wahaj się odejść. Co to 3 lata w
          porównaniu do całego życia?
    • Gość: Terry Re: POMOZCIE - odejsc czy zostac ? IP: proxy / 217.153.50.* 15.10.02, 16:39
      Gość portalu: smutaska napisał(a):

      >
      > Pomozcie,
      > planuje zwerwac z ukochanym mezczyzna, przekreslic niemal 3 letni zwiazek, po
      > prostu wiem, ze chociaz On jest wspanialym idealem mezczyzny, oddany, wierny,
      > szczery, uczynny itd... - to ja sie jakos dusze sie w tym zwiazku, czuje, ze
      > nie moge sie zrealizowac,

      A co chcesz realizować ? Taśmociąg ?

      > My zas mieszkamy razem jak malzenstwo, zyjemy jak 30
      > latkowie, tyle, ze ja chodze do szkoly on zas do pracy. Mam kochany dom,
      > czuje sie w nim pewnie i bezpiecznie, ale brak mi wlasnie pewnej swobody w
      > dzialaniu, tymbardziej, ze nie uklada nam sie czesto finansowo, a ja bym
      > wiele rzeczy inaczej zrobila. Nie wiem co robic... Moja rodzina Go uwielbia i
      > kazdy docenia, podobno na oko widac, jak jest mi oddany i zakochany, jak to
      > moja babcia powiedziala "zapatrzony jak w obrazek" i to od 3 lat nieustannie.
      > Prosze poradzcie, mam przekreslic te 3 lata, mezczyzne cudnego i oddanego, i
      > zaczac zyc niby swoim zyciem, ale za to jak pustym choc wesolym, czy warto ?
      > Czy jestem egoistka, a moze wystarcza niewielkie zmiany w codziennym zyciu
      > aby bylo lepiej ? Prosze poradzcie bo ja od miesiaca co wieczor rozmyslam co
      > dalej i nie wiem. Aha, dodam, ze czesto przed snem rozmyslam o innym
      > mezczyznie, jak flirtujemy, idziemy do lozka itd.. - czy to normalne, jestem
      > zla na siebie sama, ze jak tak moge.

      Jestes poprostu nie wyżyta. Rozpiera cię. Może musisz trochę po imprezach
      pochodzić ? Oczywiście bez "partnera" !

      > Mam nadzieje, ze ktos z Was mi doradzi cokolwiek, mam chaos w glowie, miotaja
      > mna rozne mysli. Czuje sie jak ptak we wspanialej klatce, rwacy sie do
      > niebezpiecznej wolnosci... Pozdrawiam :-((((

      Biedna !!! Partner ogranicza jej wolność. Całe szczęście, że nie
      sformalizowaliście związku. Wtedy to byłaby dla ciebie tragedia. Bo partnera to
      dmuchać. Najpierw skończ szkołę, potem sięę zastanóww a potem szukaj "partnera".

      >
      > p.s. dodam, ze choc wstepnie rozmawialismy, jeszcze nie podjelam decyzji.

      Tak, tak. Tu się decyduja wielkie rzeczy !
      >
    • Gość: asia przemyslec IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 15.10.02, 23:19
      Moja przyjaciolka byla w identycznej sytuacji- i ona byla z nim z litosci, a
      on na koncu, aby sie dowartosciowac, zdradzil ja i opisal ze szczegolami. Boli
      do dzis, a jej nie zostaly zadne mile wspomnienia. Lepiej odejsc u szczytu ,
      niz ciagnac na sile, az osiagnie to dno.
      Ale uwazaj tez, bo mozesz spotkac zlego goscia, ghdyz zafascynuje Cie
      jego "innosc". A wcale nie musi byc to cos lepszego...
      • Gość: zyczliwa Re: przemyslec IP: *.kim.pl / *.kim.net.pl 17.10.02, 13:40
        Smutaska, nie zwracaj uwagi na Terrego. Jeśli jesteś na tym forum po raz
        pierwszy nie wiesz jeszcze, że znany jest tutaj ze znęcania się. Ignoruj jego
        posty, a już na pewno nie bierz pod uwagę tego, co mówi.

        Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka