dostojka
14.12.05, 15:29
Było jak w ksiazce-niewiarygodnie pieknie-miłość,przyjaźń,pożądanie,czułość,
szczerość, nadzieje, plany - związek dwóch bratnich dusz-bez zobowiązań,
wymagań, obietnic-prawie ideał (jednak sie zdarza!).Milion "kocham
cię"powtarzanych do samego końca. Właśnie-do końca-bo jednak nastąpił. Kiedys
uczciwie przyznał, że podrywa go koleżanka z pracy (rozwódka)-tyle.Potem
nadal trwała idylla. Ufałam bez zastrzeżeń wobec ciągłych zapewnień o
miłości. Koleżanka okazała sie sprytniejsza niz myslałam i wygrała-zabrała mi
jego uczucie.On przyznał,że jest nia zainteresowany na tyle by odejść ode
mnie.Powiedział przepraszam,podobno przestał mnie kochać,popłakał się!!i
odszedł.No i to koniec bajki.Nie jestem w stanie wybaczyc choc on ma poczucie
winy-nie wróci -ale chce przebaczenia.Niedawno przychyliłabym mu nieba a
teraz kocham, nienawidzę i przeklinam w duchu.Okropne uczucie, ale upajam sie
nim. Chyba silniejsze od miłości tylko niestety-destrukcyjne dla mnie.
Zdecydowanie byłoby mi łatwiej gdyby tylko poszedł z nia do łóżka. Zdrada
fizyczna nie jest tak bolesna-to tylko seks