Dodaj do ulubionych

cos sie psuje...

IP: 217.153.6.* 29.10.02, 15:52
...i juz nie jest tak na poczatku, czy stan zakochania to tylko chemia a
kiedy przestaje dzialac to co potem? On jest ostatnio jakis straszliwie
smutny, kocha bardzo ale juz jakos inaczej (wcale nie mniej). I tak mnie to
okropnie meczy i wszedzie szukam mojej winy, ja chyba za bardzo kocham...tak
nie mozna, ale gdybym byla w stanie to kochalabym jeszcze bardziej:-)
Obserwuj wątek
    • Gość: Margaret Re: cos sie psuje... IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 29.10.02, 15:54
      A pytałaś czemu taki smutny...?
      Ile czasu jesteście razem?
      • Gość: królewna_m Re: cos sie psuje... IP: 217.153.6.* 29.10.02, 16:05
        on udaje ze wszystko jest ok, ja to raczej wyczuwam, widze smutek w jego
        oczach. A jestesmy razem 4 m-ce - smiesznie krotko ale za to niesamowicie,
        niespokojnie i najlepiej na swiecie. I wiem ze to juz jest TO - na zawsze. Nie
        chce nikogo innego!!! Dlatego boje sie czegokolwiek spieprzyc...:-(
        • ziereal Re: cos sie psuje... 29.10.02, 16:12
          4 miesiące to rzeczwiście mało..za mało by to zakochanie od tak-zgineło.
          Zresztą, roznie to bywa. Ja jestem z kimś 5 miesiecy-i zakochani nadal jestesmy
          szalenczo..podobno po roku i 8 miesiacach ten stan mija..i dopiero wtedy można
          dowiedzieć sie-czy to jest miłośc..czy to jest;).. (co??..no właśnie?:)}.
          POrozmawiaj z nim królewno..i powiedz o swoich lękach, powiedz tez, że nie
          chcesz byc z nim, jezeli on nie pragnie tego tak jak Ty. Ty wiesz-że to TEN, a
          on..czy on już znalazł i szukać nie bedzie?. Powinnaś byc szczęsliwa -
          posiadając ta wiedzę, bo to dobrze się czuć bezpiecznie. NIe możesz życ w
          ciagłej obawie, że coś spieprzysz..zadręczysz się i będzie to
          kraykaturą "szczęsliwego bycia razem". Niech bedzie szczerze, przyjacielsko- i
          bez obaw. Jeżeli on nie czuje tego co Ty, nie zmusisz go do tego.
          POmyśl o tym.
        • Gość: baccar Re: cos sie psuje... IP: 213.231.15.* 30.10.02, 13:20
          Najlepiej dowiedz sie od niego prawdy, o co mu chodzi albo poprostu przeczekaj.
          Taki lekki dołek po 4 miesiącach bycia razem może sie zdarzyć, zdarza się też i
          po kilku latach razem. Ważne aby znaleźć prawdziwą przyczynę lub przynajmniej
          uświadomić sobie z dystansem, że oto mam focha, ale nie wiem o co, chociarz o
          ile znam sam siebie to w poniedziałek mi przejdzie i wszystko będzie ok.W
          zeszłym tygodziu sam chodziłem skrzywiony i naburmuszony i samemu mi z tym było
          ochydnie. Dzisiaj chociarz nie zmieniło sie nic w zasadzie jest mi dużo lepiej.
          Przeszło jak ta cholerna brzydka pogoda.
          • Gość: królewna_m Re: cos sie psuje... IP: 217.153.6.* 30.10.02, 14:27
            dowiedzialam sie prawdy: to idiotyczne ale chodzilo mu o łozko - ze ostatnio
            nie mamy dla siebie w ogole czasu, przynajmniej mowi mi w koncu wszystko,
            najwyzej jeden, dwa dni przemilczy - to tak a propos watku o szczerosci - ilez
            to rozwiazuje problemow - taka wlasnie szczera rozmowa i mowienie sobie o
            wszystkim. I wczoraj wieczorem wyjasnilismy sobie wszystko i juz bylo dobrze,i
            obudzilam sie taka szczesliwa, zakochana i zadowolona ze juz jest znowu tak
            cudownie... a dzisiaj wyplynela kolejna sprawa - znalazl zdjecia moje i mojego
            bylego chlopaka z wakacji, nie to zeby szukal specjalnie bo o to go nawet nie
            podejrzewam tylko zostawilam je w dosyc widocznym miejscu. Tylko ze to tylko i
            wylacznie przez moje roztargnienie, po prostu zapomnialam ich schowac, wywalic,
            zrobic z nimi cokolwiek. I znowu mam to samo: Caly dzien siedze i obwiniam
            sie....i juz mnie to zaczyna tak porzadnie męczyc, ze znowu cos zrobilam zle,
            ze znowu on jest dziwny, smutny, wsciekly, zazdrosny i juz sama nie wiem jaki,
            znowu udaje ze sie nie gniewa a staje taki zimny, obojetny...i znowu musze
            czekac az ze mna pogada a do czego czasu przepraszac i zapewniac o mojej
            milosci. To wszystko sprowadza sie do tego ze pojawiaja sie nagle jakies drobne
            sprawy ktore urastaja do rangi przestepstwa, jakiejs zbrodni, ktorej to ja
            jestem sprawczynia - i on sprawia ze tak sie czuje. A moze jest tak ze my
            kochamy sie za BARDZO i nie chcemy siebie stracic i dlatego chcemy zeby bylo
            jak najlepiej, stad jego wszystkie podejrzenia, moje obwinianie sie - zeby
            tylko BYC z nim??...Po tym co tu napisalam wyszlo na to ze on jest jakims
            znecajacym sie nade mna tyranem, ale wierzcie mi - nigdy nikt mnie tak nie
            kochal, nie dawal mi tyle czulosci i szczescia...ale jednoczesnie tyle bolu -
            bo jest mi z tym ciezko naprawde:-( No ale w koncu nikt chyba nie twierdzi ze
            milosc jest łatwa?
            • Gość: baccar Re: cos sie psuje... IP: 213.231.15.* 30.10.02, 14:49
              Jak pech to pech. Poprostu prawo serii. Ty wiesz jak ja sie czułem kiedy
              obejrzałem zdjecia mojej żony z jej byłym? Ale mówię ci to przechodzi. Paza tym
              krótko jesteście ze soba i to tym bardziej boli, a zdjęć nie wyrzucaj,
              najlepiej schowaj gdzieś i powiedz mu gdzie są, wtedy jeśli nie chce na pewno
              na nie nie trafi.
              • Gość: królewna_m Re: cos sie psuje... IP: 217.153.6.* 30.10.02, 15:01
                dzieki za rade baccar, ale w tym wlasnie tkwi problem - wlasnie ZA BARDZO sobie
                wyobrazam jak on moze sie teraz czuc i z tego powodu mam gigantycznego dola i
                potworne poczucie winy do ktorego powoli zaczynam sie przyzwyczajac i boje sie
                ze za pare dni znowu pojawi sie jakis problem i oczywiscie znowu z mojej WINY.
                Strach przed utrata mojego ukochanego paralizuje mnie:-(((
                • Gość: baccar Re: cos sie psuje... IP: 213.231.15.* 30.10.02, 15:51
                  Spróbuj więc zapytać go czy zdaje sobie sprawę, że te jego fochy strasznie źle
                  działają na twoje samopoczucie i że meczy cie poczucie winy, taka juz jesteś
                  pewnie, że lubisz martwić sie za innych. Może się wtedy rozchmurzy trochę, bo
                  chyba nie powinno być mu miło z tego powodu, że dołuje swoja dziewczynę. Niech
                  cię przynajmniej zapewni, że nie chowa urazy do ciebie, a tylko przez jakiś
                  czas nie potragfi sobie poradzić z emocjami jakie nawiedziły go w związku z
                  przeglądem starych zdjęć. a tak na marginesie to czy jest coś co on robi co w
                  tobie powoduje dąsy? Tak poprostu, bezpośrednio? Czy raczej ciągle jest tak, że
                  to on sie naburmusza a ty musisz sobie wyrzucać, że coś zrobiłaś nie tak.
                  Reasumując on zawsze OK ty zawsze do poprawki.
                  • Gość: królewna_m Re: cos sie psuje... IP: 217.153.6.* 30.10.02, 16:03
                    taaa...taka to ja juz wlasnie jestem....zawsze martwie sie o innych i chyba
                    niedowartosciowana jakas...ale takie rozmowy na temat moich stanow
                    spowodowanych poczuciem winy juz byly...nie raz....Ja tez sie potrafie na niego
                    porzadnie wkurzyc ale nie potrafie gniewac sie dlugo...dobra zwalam wszystko na
                    moje niskie poczucie wartosci:-(
            • dan111 Re: cos sie psuje... 30.10.02, 15:09
              > dowiedzialam sie prawdy: to idiotyczne ale chodzilo mu o łozko

              Gdy przeczytałem Twój pierwszy post już domyślałem się że o to chodzi.

              Facet przechodzi to samo co ja. Ja dokładnie tak samo reaguję na brak
              zainteresowania mojej partnerki mną, ale próbuję z tym walczyć. Niech zgadnę:
              on uwielbia łóżkowe harce, a dla Ciebie nie są one niezbędne do życia, a
              przynajmniej nie z taką częstotliwością.

              Jakie rozwiązanie? Szczera rozmowa. Ale najlepiej daj swojemu mężczyźnie dużą
              dawkę rozkoszy. Spróbuj go zaskoczyć czymś nowym, przejmij inicjatywę. Jeżeli
              go bardzo kochasz będzie to dla Ciebie też przyjemne, a rezultaty mogą przejść
              Twoje oczekiwania. Sama zobaczysz. Po prostu brakuje mu trochę ciepła i
              pieszczot, a sam nie chce Ci o tym mówić żebyś nie pomyślała że jest przesadnie
              napalony, bo zazwyczaj to od niego wychodzi inicjatywa. Jest trochę nieśmiały.

              Napisz mi czy to się potwierdza.

              Pozdrowienia
              • Gość: królewna_m Re: cos sie psuje... IP: 217.153.6.* 30.10.02, 15:28
                dan,prorokiem jakims jestes czy to moja wypowiedz taka prosta i malo
                skomplikowana?;-))) no ale w koncu jestes facetem to wiesz. Musze Ci przyznac
                po czesci racje, chociaz nie uwazam zeby to byl zasadniczy problem tego
                wszystkiego, ale rzeczywiscie w sprawach sexu moj chlopak ma "specyficzne"
                upodobania - przynajmniej dla przecietnych ludzi moga wydawac sie nieco dziwne,
                ale ja to calkowicie akceptuje, co tu ukrywac- hmm - nawet mi sie to podoba:-
                )). To nie jest tak ze ja go nigdy nie prowokuje, ze inicjatywa nigdy nie
                wychodzi ode mnie, chociaz zdecydowanie czesciej od niego to fakt. Ale wlasnie
                szczera rozmowa na ten temat (bo postanowilismy sobie mowic WSZYSTKO) wyjasnila
                calkowicie sytuacje i tak jak mowisz sam stwierdzil ze jest mu glupio o tym
                mowic i troche sie krepuje ale w koncu sie wygadal zreszta bardzo dobrze bo
                dalo mi to do myslenia i teraz bede starac sie bardziej. No ale jak widzisz
                znowu pojawil sie inny problemik....te nieszczesne zdjecia....jestem na siebie
                wciekla ze ich nie wywalilam!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                • Gość: MArgaret Re: cos sie psuje... IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 30.10.02, 15:50
                  Ee...nie martw sie zdjeciami :)) U mnie znacznie gorzej było, bo z mojej winy
                  jakąś rozmowę zobaczył (na gg..-nie bedę opisywac dokładnie sytuacji)..i cóz,
                  pocuzł sie potwornie. To była archiwalna rozmowa...-i gdybym ja zobaczyła coś
                  takiego w jego wykonaniu było by mi bardzo przykro.Taktez-on sie czuł..ale mu
                  przeszło. Grunt to zaufanie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka