elleves
08.01.06, 11:52
Witam.
Nie potrafie sie prozumiec ze swoimi rodzicami; nie mam tu na mysli
jakiegos buntu nastoletek czy roznicy pokolen, mysle ze juz poniekad mnie
te okreslenia nie dotycza; mam 22 lata , studiuj dziennie; pracuje i mieszkam
z rodzicami; od roku jestem z chlopakiem, ktorego moi rodzice nie akceptuja;
12 miesiecy trwa szopka - nie spotykamy sie u mnie w domu, on nigdy u mnie
nie byl, nie znaja go - ale neguja jego obecnosc w moim zyciu - czy to
logiczne??? W ogole nie rozmawiam z matka - gdy ja mam jakas sprawe - ona
jest zajeta; gdy ona czegos chce - akurat ja cos waznego robie; tak w
gruncie rzeczy wyglada nasza komunikacja, czasem tylko spyta sie o szkole i
to wszytko. Nie rozmawia ze mna tak jak winna rozmawiac matka z corka. Nie ma
meidzy anmi nawet cienia przyjacielskich relacji; w momencie gdy mam problem
czy nawet jakies klopoty w zwiazku - nie mam sie kogo poradzic - wiem, ze nie
moge liczyc na matke.
Czy taki uklad ma sens ??? Wiem, ze nie - ale zadaje to pyatnie by sie
upewnic.
Odkladam zarobione pieniadze; bede chciala po letniej sesji wyprowadzic sie z
domu; cos wynajac....gdyz obco czuje sie wsrod 4 scian, ktore powinnam
nazywac ,,domem", aler w moim mniemaniu ,,dom" tworza jego mieszkancy, cieplo
ktore oni wytwarzaja pomeidzy soba - ja tak o swoim ,,mieszkaniu" niestety
nie moge powiedzc.
Boje sie tylko co dalej.....