Gość: b
IP: *.warszawa.adsl.tpnet.pl
05.10.01, 15:42
Mam 29 lat. Jestem z moim facet od 6 lat. No i chcialabym stabilizacji, jasnych
sytuacji, dzieci. Mieszkamy razem 4 lata. Oczywiscie caly czas mam pytania
rodzinki kiedy slub, dzieci. Jakos to staram sie uspokajac zartami, ale
naprawde to sama chcialabym juz miec dzieci. No i tu "maly" problem. Moj
chlopak nie chce sie zenic, jak to On mowi, nie mowi kategorycznie ze nie i nie
mowi ze kiedys tak. Takie zawieszenie. Probowalam juz rozmawiac z Nim, mowilam,
ze moj zegar biologiczny tyka, ze branie pigułek moze mi zaszkodzic: moja
babcia zmarla na raka. On mowi, ze skoro nie moge to nie powinnam brac, ale
dalej nie ma mowy o dziecku. Wszystkie takie rozmowy kończą się moim płaczem,
bo ja nie potrafię spokojnie o tym rozmawiac. Czasami mam wszystkiego dosc i
najchetniej to bym sobie gdzies poszla i byla sama. Czasami mysle, ze moze
lepiej byc samej niz w takim zawieszeniu. Kiedy nie poruszam tematu dzieci jest
cudownie. Tylko potem przychodzi kilka smutnych dni, kiedy ogladam sie jak
wariatka, za kazda kobieta w ciazy, z wozkiem. Kilka dni, kiedy unikam jak
ognia kontaktu z malymi dziecmi, bo skonczyloby sie to placzem z mojej strony.
No i tak sobie zyje. A zegarek tyka...