Dodaj do ulubionych

małżeństwo, dzieci

IP: *.warszawa.adsl.tpnet.pl 05.10.01, 15:42
Mam 29 lat. Jestem z moim facet od 6 lat. No i chcialabym stabilizacji, jasnych
sytuacji, dzieci. Mieszkamy razem 4 lata. Oczywiscie caly czas mam pytania
rodzinki kiedy slub, dzieci. Jakos to staram sie uspokajac zartami, ale
naprawde to sama chcialabym juz miec dzieci. No i tu "maly" problem. Moj
chlopak nie chce sie zenic, jak to On mowi, nie mowi kategorycznie ze nie i nie
mowi ze kiedys tak. Takie zawieszenie. Probowalam juz rozmawiac z Nim, mowilam,
ze moj zegar biologiczny tyka, ze branie pigułek moze mi zaszkodzic: moja
babcia zmarla na raka. On mowi, ze skoro nie moge to nie powinnam brac, ale
dalej nie ma mowy o dziecku. Wszystkie takie rozmowy kończą się moim płaczem,
bo ja nie potrafię spokojnie o tym rozmawiac. Czasami mam wszystkiego dosc i
najchetniej to bym sobie gdzies poszla i byla sama. Czasami mysle, ze moze
lepiej byc samej niz w takim zawieszeniu. Kiedy nie poruszam tematu dzieci jest
cudownie. Tylko potem przychodzi kilka smutnych dni, kiedy ogladam sie jak
wariatka, za kazda kobieta w ciazy, z wozkiem. Kilka dni, kiedy unikam jak
ognia kontaktu z malymi dziecmi, bo skonczyloby sie to placzem z mojej strony.
No i tak sobie zyje. A zegarek tyka...
Obserwuj wątek
    • Gość: M. Re: małżeństwo, dzieci IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.10.01, 16:38
      Nie wiem czy warto, czy nie warto mieszkać razem przed ślubem.
      Jedno jest dla mnie pewne: Twój facet BEZ ŚLUBU- czyli bez życiowej,poważnej,
      odpowiedzialnej decyzji dostaje wszystko : dom, "żonę"- i wszystko co najlepsze
      z tym związane. Jeszcze nasi dziadkowie i ojcowie by otrzymac wszystkie te
      dobrodziejstwa musieli się poważnie nagimnastykować ( powalczyc o
      kobiece "tak", zagwarantować nowej rodzinie jakiś byt itp.itd.)
      A natura ludzka jest jak woda- pod górkę nie chce płynąć. Stąd też i ociąganie
      się z ojcostwem. Bo niby po co się męczyć i wstawać w nocy.
      Pozdrawiam i życzę,żeby wreszcie było tak lub siak.
    • Gość: Anna26 Re: małżeństwo, dzieci IP: *.loc.gov 05.10.01, 16:51
      Ja mialam podobna sytuacje do b. Tylko u mnie chodzilo o malzenstwo a nie o dzieci. Mieszkalismy
      razem poltora roku i tez nie moglam zniesc zawieszenia. W koncu postawilam sprawe na ostrzu
      noza. Albo sie chajtamy albo ja spadam. Facet wahal sie przez nastepne 5 miesiecy, ale ja coraz
      bardziej stawalam sie nieznosna. W koncu powiedzialam mu, ze malzenstwo to jedyna forma
      zwiazku w jakiem mozemy byc razem. Inaczej mnie straci na zawsze. Facet wymiekl i sie osiwadczyl.
      Malo romantycznie w stylu: "jak nie ma trzeciej drogi, a Ty masz dosc kociej lapy, to niech bedzie slub.
      Slub byl. Cywilny, bo po takich przejsciach i zastosowanej przemocy symbolicznej nie mialabym
      czelnosci ciagnac goscia przed oltarz. Zyli dlugo i szczesliwie. Amen!

      Zaraz zostane tutaj pewnie zwywyana od wulgarnych zlych kobiet, ktore nie licza sie z ucczuciami
      innych ludzi czyl mezczyzn. Uprzedzajac pytania odpowiadam ze kazdy jak sobie posciele tak sie
      wyspi. Ja sobie zle poscielilam i zle slapalam. I musialam to naprawic dla samej siebie.
      Stosowalam malo romatyczne ale skuteczne metody. Dzisiaj obaoje jestesmy z mezem zadowoleni z
      naszego zwiazku.
      • kini Re: małżeństwo, dzieci 27.12.01, 15:30
        Gość portalu: Anna26 napisał(a):

        > Zaraz zostane tutaj pewnie zwywyana od wulgarnych zlych kobiet, ktore nie licza
        > sie z ucczuciami
        > innych ludzi czyl mezczyzn.

        A ja się z tobą zgadzam, Anno! Mało powiedziane - ja bym nawet nie zamieszkała z
        facetem przed ślubem. Po prostu widzę po niektórych koleżankach, że takie układy
        czasami przykro się kończą.
    • Gość: fnoll Re: małżeństwo, dzieci IP: *.ds.uj.edu.pl 05.10.01, 17:14
      ciekawe czego on chce od bycia z toba? tylko seksu, towarzystwa i milych
      warunkow zamieszkania?

      bo dla mnie jest naturalne, ze kobieta wybiera mezczyzne nie tylko jako
      towarzysza zabaw, wspollokatora, przyjaciela i kochanka, ale i jako przyszlego
      ojca swych dzieci i zabezpieczyciela ogniska domowego - i to samo w druga strone

      dla mnie dojrzala milosc do kobiety oznacza takze chec zalozenia z nia rodziny

      a jak sie ktos nie nadaje do tej roli - to odpada

      coz, w dobie hamburgerowego sukcesu nasze pierwotne instynkty jakos rdzewieja...

      moze by poszukac dla niego jakiejs konkurencji? ;-)

      pozdrawiam i zycze dobrej przyszlosci twoim genom ;-)
      • Gość: ELI Do Fnolla I B. IP: *.pde.philips.com 08.10.01, 15:33
        Podobaja mi sie wypowiedzi fnolla (i poczucie humoru ujawniajace sie przy
        licznych tematach). Tworzenie rodziny i dawanie milosci swoim dzieciom jest
        wielka radoscia, a dokuczliwosc porodu jedynie niedogodnoscia. Mysle ze
        malzenstwo i rodzina jest jedynym ukladem w ktorym mozna sie spelnic. Mam
        coreczke i oczekuje na drugie dziecko, drugie najwieksze szczescie w moim
        zyciu..i ty B nie pozwol sie tego pozbawic...fnoll musi byc swietnym ojcem,
        wiec gdzies tacy jednak sa(moj maz jest kolenym)...trzymam kciuki....!
        odwiedzam formu rzadko ale chetnie kiedys uslysze o twoim sukcesie...
        a moze chcesz pogadac bardziej prywatnie...ELI
    • Gość: FACET Moje zdanie IP: 157.25.130.* 05.10.01, 17:42
      Moim zdaniem źle to o nim świadczy - nie chce odpowiedzialności. Przed
      małżeństwem też się wahałem, ale potem było OK. I po ślubie zrozumiałem, że to
      właśnie przyjęcie na siebie odpowiedzialnści (o ile nie spotkasz kogoś kto
      wszystko ma w d...)

      Ale nie jest tak cudownie.

      Okazało się, że jak już doszło do ciąży (4 lata po ślubie) to cudowny związek
      prysnął i słyszę same pretensje, że z żony robię kurę domową ... Nie chce się
      rozpisywać.

      Wieć może jak z tym nie możesz mieć małżeństwa, stabilizacji i dzieci to choć
      jest to trudne, to życie z dzieckim + zły układ jest o wiele gorsze.

      Pozdrawiam
      • Gość: ELI DO FACTEA I DO B IP: *.pde.philips.com 08.10.01, 15:19
        Zło mniejsze jest lepsze od wiekszego-zgadzam sie, ale dlaczego nie dobro..?
        Cos kiepsciutko zachecasz autorke do zmiany istniejacego stanu rzeczy...
        To ze masz problemy nie znaczy ze nie warto pobierac sie...chetnie z toba
        podyskutuje...
        choc czasem wydaje sie ze byc z kims jest najwazniejsze- czesto dochodzi sie do
        wniosku ze to w jaki sposob zyjemy nie jest wcale mniej wazne...zycie w
        normalnej zdrowej rodzinie jest swietna sprawa ty tez na to zaslugujesz -
        powalcz o to....
        • Gość: FACET Re: DO FACTEA I DO B IP: 157.25.130.* 08.10.01, 18:05
          Gość portalu: ELI napisał(a):
          > To ze masz problemy nie znaczy ze nie warto pobierac sie...chetnie z toba
          > podyskutuje...

          Eli,
          niezborność mojej poprzedniej wypowiedzi polega częściowo na tym, że nie chcę
          zbyt dużo pisać o sobie.
          Chodzi mi jednak o to, że nie ufam ludziom, którzy nie chcą brać na siebie
          odpowiedzialności, a tym bardziej, że mam córkę i sam w sobie miałem takie
          elementy. Więc będę ją uczulał, żeby nie angażowała się w takich facetów co z
          kwiatka na kwiatek skaczą.

          W ogóle to pobierać się warto, tylko, że my ludzie nie jesteśmy monolitami i
          potem się może okazać (jak to się stało u mnie), że zmiana sytuacji życiowej
          prowadzi do kompletnej zmiany partnerów. Tam gdzie była zrozumienie i dążenie do
          wspólnego celu, jest brak zrozumienia i dążenie do różnych celów.

          Obawiam się, że na to to już nie da się zbyt wiele poradzić.

          W jednej z ostatnio czytanych książek natknąłem się na analizę rodzin
          tradycyjnych i nowoczesnych. I przecież przez wieki całe ludzie pobierali się i
          nie mieli żadnej możliwości rozstania. Żyli potem w tych małych piekiełkach,
          potęgowanych jeszcze przez rodziny wielopokoleniowe. Teraz wybór mamy wolny (w
          porównaniu) ale za to mamy rozpady małżeństw. I to jest cena (?) No bo może
          lepiej się rozstać i budować dobre relacje z dziećmi niż krzywdzić dzieci arktyką
          w domu? Ja się do tego drugiego przychylam, a i tak jest w pacie decyzyjnym.
          Wszystko jest źle, a ja nie umiem się ruszyć.

          Kłaniam się.

          P.S. Ostatnio wydaje mi się, że może się coś poprawia, ale może to tylko
          przyzwyczajenie do tej złej sytuacji?
          • Gość: ELI Re: DO FACTEA IP: *.pde.philips.com 09.10.01, 10:54
            Wyczuwam z twej strony pewien smutek....Na pewno jest on uzasadniony , ale moze
            nie powinienes patrzec na wszystko az tak pesymistycznie? Poniewaz sam piszesz
            o sobie niewiele nie chce sie wypowiadac na temat twojej sytuacji ale pozwole
            sobie podzielic sie z Toba swoja opinią. Zgadzam sie ze nie jestesmy monolitami
            ( nie wiem czy niestety czy na szczescie). Mysle ze najwiekszym problemem we
            wspolnym zyciu jest to ,ze rozpoczynajac je kochamy dana osobe taka jaka jest i
            wydaje sie nam to pelna miloscia. W pewnym sensie chcemy zeby tak zostalo
            zawsze... Ale sytuacja sie zmienia i my OBOJE sie zmeniamy... OBOJE...
            Moze stopniowo ,ale zmieniamy sie... po troszku kazdego dnia gubimy gdzies
            nieskrepowane zakochanie nie obarczone zadna odpowedzialnoscia ani poczuciem
            obowiazku..i otwieramy ktoregos dnia oczy pytajac sie gdzie jest ta swobodna ,
            spontaniczna , pogodna dziewczyna ...? gdzie jest ten otwarty, czuly i
            rozumiejacy facet...? okazuje sie ze zamiast niego jest ktos troche inny,
            bardziej obcy , nie calkiem taki jak sie chcialo...
            Drogi FACECIE! Chce zwrocic twoja uwage na pewien drobny szczegoł- tą
            dziewczyne, ktora teraz moze jest rozdraznioną i nerwowa matką, ktora być moze
            czepia się drobiazgow, ktora moze nie ma ochoty na seks tak czesto jak ty tego
            potrzebujesz ...tez mozna kochac- pomimo ze jest nieco inna i nieco mniej
            wspaniala niz kiedys...tez mozna sie z nia zaprzyjaznic i sporobowac
            zrozumiec.. i wiesz co prawdopodobnie bedziesz musial robic to jeszce nie raz -
            za 10 lat tez bedzie inna, ale tez bedziesz mogl ja kochac...
            Na poczatku jest to bardzo trudne i wydaje sie bezsensowne ,ale zobaczysz jaka
            to przyjemnosc bycia znowu kochanym, pomimo ze ty tez jestes inny niz tez
            ktorego ona pokochala... Z wzajemna wrogoscia i pretensjami, rozczarowaniem i
            zalem mozna wygrac.Mysle ze na poczatek mozna zaczac od zwyklej przyjazni..a
            naprawde WARTO!!! Przeciez macie juz tak wiele do stracenia!!!!
            Pozdrawiam slonecznie.
            • Gość: facet Eli IP: 157.25.130.* 09.10.01, 11:12
              Gość portalu: ELI napisał(a):
              > naprawde WARTO!!! Przeciez macie juz tak wiele do stracenia!!!!

              Dzięki Eli,
              a jeśli spojrzy się na to inaczej? A ile jeszcze stracę jak nadal będę w tym
              trwał? Jeśli parę lat prób nic nie dało? Bo był taki czas, że czułem, że tyle już
              jesteśmy razem, że nie warto tego tracić. Teraz zastanawiam się z kolei niby
              dlaczego to ma trwać nadal. Jaki jest tego sens?
              Mój największy kłopot to poczucie, że nie jestem lubiany właśnie taki jaki
              jestem. Po latach starań sprostania wysokim wymaganiom zmęczyłem się. Zmęczyłem
              się tym bardziej, że w porównaniu do wielu, wielu to nie mam się czego wstydzić.
              No i nie chce mi się więcej starać. To chyba trochę tak jak z wypaleniem
              zawodowym nauczycieli i psychologów.
              Kłaniam się
              • Gość: ELI Do FACETA IP: *.pde.philips.com 09.10.01, 12:19
                CZESC SMUTASKU! Ja nie mowie zeby w tym trwac, ja mowie zmien cos , zmien
                siebie , zmien ja - nie jestesmy przeciez monolitami, a to znaczy ze sie da.
                Rozumiem ze jestes zmeczony i zrezygnowany, poczucie ze nigdy nie spelnia sie
                stawianych przed toba oczekiwan jest podle. Nie chcialabym za bardzo wtracac
                sie w twoje sprawy,ale czy nie myslisz ze to moze jest twoj bład, sprobuj moze
                nie starac sie być takim jakim ona chce zebys byl(a przynajmniej nie od razu i
                nie mowie tu oczywiscie o kompletnie skrajnym olewaniu wszystkiego),moze trzeba
                ja pozbawic zludzen- nie bedziesz takim jak w jej marzeniach ale bedac takim
                jakim jestes tez zaslugujesz na kochanie...i jestes w stanie kochac ja ...
                (nie wiem czy nie zaplątalam tego za bardzo)...
                Po prostu: KOCHAJ ALBO RZUĆ!!! .............czyli KOCHAJ!!!
                Chciałabym zebys pamietal ze ona tez nie jest tak do konca zla.. moze nie umie
                sobie poradzic z akceptacja nowej sytuacji i szuka ratunku w niesustannych
                probach zmiany ciebie... probuje oczywiscie tylko domyslac sie pewnych rzeczy
                bycie odpowiedzialnym za dziecko zmienia przeciez prawie wszystko....nie
                oszukujmy sie - wszystko, czlowieka tez...i nie jest takie łatwe pogodne
                podejscie do tych zmian...to jest naprawde trudne..- ale nie niemożliwe!
                Sprobujcie jeszcze szczerze porozmawiac- naprawde szczerze, i nie staraj sie
                spelniac wciaz jej oczekiwan - moze w koncu zrozumie ze to nie jest sposob na
                rozwiazanie trudnosci...
                Jesli masz ochote jeszcze o tym porozmawiac napisz cos wiecej bo na razie pisze
                wszystko na wyczucie...
                tak czy inaczej trzymaj sie!
        • Gość: FACET Re: DO FACTEA I DO B IP: 157.25.130.* 08.10.01, 19:43
          Gość portalu: ELI napisał(a):
          > To ze masz problemy nie znaczy ze nie warto pobierac sie...chetnie z toba
          > podyskutuje...

          Eli,
          niezborność mojej poprzedniej wypowiedzi polega częściowo na tym, że nie chcę
          zbyt dużo pisać o sobie.
          Chodzi mi jednak o to, że nie ufam ludziom, którzy nie chcą brać na siebie
          odpowiedzialności, a tym bardziej, że mam córkę i sam w sobie miałem takie
          elementy. Więc będę ją uczulał, żeby nie angażowała się w takich facetów co z
          kwiatka na kwiatek skaczą.

          W ogóle to pobierać się warto, tylko, że my ludzie nie jesteśmy monolitami i
          potem się może okazać (jak to się stało u mnie), że zmiana sytuacji życiowej
          prowadzi do kompletnej zmiany partnerów. Tam gdzie była zrozumienie i dążenie do
          wspólnego celu, jest brak zrozumienia i dążenie do różnych celów.

          Obawiam się, że na to to już nie da się zbyt wiele poradzić.

          W jednej z ostatnio czytanych książek natknąłem się na analizę rodzin
          tradycyjnych i nowoczesnych. I przecież przez wieki całe ludzie pobierali się i
          nie mieli żadnej możliwości rozstania. Żyli potem w tych małych piekiełkach,
          potęgowanych jeszcze przez rodziny wielopokoleniowe. Teraz wybór mamy wolny (w
          porównaniu) ale za to mamy rozpady małżeństw. I to jest cena (?) No bo może
          lepiej się rozstać i budować dobre relacje z dziećmi niż krzywdzić dzieci arktyką
          w domu? Ja się do tego drugiego przychylam, a i tak jest w pacie decyzyjnym.
          Wszystko jest źle, a ja nie umiem się ruszyć.

          Kłaniam się.

          P.S. Ostatnio wydaje mi się, że może się coś poprawia, ale może to tylko
          przyzwyczajenie do tej złej sytuacji?
    • Gość: Izabela Re: małżeństwo, dzieci IP: *.chello.pl 05.10.01, 19:17
      Dlaczego tak bardzo zależy Ci na dzieciach?
    • Gość: Lady Re: małżeństwo, dzieci IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 05.10.01, 19:54
      Mam pytanie: zależy Ci na dzieciach czy na dzieciach z tym konkretnym facetem?
      Bo jeśli w grę wchodzi raczej pierwszy wariant, to ja na miejscu tego faceta
      czyłabym się jak - sorry za wyrażenie - rozpłodowiec. jeśli chodzi o to drugie -
      zwracam honor.

      Pozdrawiam.
      • Gość: Anna26 Re: małżeństwo, dzieci/Lady IP: *.loc.gov 05.10.01, 21:09
        Lady, Ty chyba niuwznie czytalas post b. Ona jest z tym facetem od 6 lat i mieszka z nim od 4. Gdyby
        jej tylko chodzilo o zapladnienie to zostawilaby go juz ze sto lat temu.
        Ztego co b. pisze wynika, ze ona chce tego wlasnie faceta, ale nie tylko jako partnera w zwiazku
        partnerskim. Ona go chce za meza i chce z nim miec dziceko.

        A gdy ktos pyta o co kobiecie dziecko to odpowiadam, ze wiekszosc kobiet tak ma ze chce miec
        dzieci. Czy to take dziwne ze 29-letnia b. czuje sie gotowa na dzidziusia. Nie udawajcie ludzie,
        zescie z Ksiezyca spadli. (A moze ja znowu jestem prostatcka, co?)
        • Gość: Izabela Re: małżeństwo, dzieci/Lady IP: *.chello.pl 06.10.01, 09:28
          Raczej nie chodzi mi o taką odpowiedż - "chcę bo chcę". Pytam się o to, bo nie
          rozumiem. Widziałam poród na filmie - to paskudne! Nie cierpię bólu, nie
          cierpię jak ktoś krzyczy i zalewa się potem. Nie chcę tego dla siebie i dla
          nikogo innego. Dla mnie to nie zrozumiałe. Chcę wiedzieć dlaczego kobiety
          pragną przez to przejść.
          • Gość: dike Re: małżeństwo, dzieci/Lady IP: *.icpnet.pl 06.10.01, 10:55
            Gość portalu: Izabela napisał(a):

            > Raczej nie chodzi mi o taką odpowiedż - "chcę bo chcę". Pytam się o to, bo nie
            > rozumiem. Widziałam poród na filmie - to paskudne! Nie cierpię bólu, nie
            > cierpię jak ktoś krzyczy i zalewa się potem. Nie chcę tego dla siebie i dla
            > nikogo innego. Dla mnie to nie zrozumiałe. Chcę wiedzieć dlaczego kobiety
            > pragną przez to przejść.

            Pewnie dlatego, że jest taki układ w człowieku, który od początku był ROZRODCZY,
            dopiero niedawno stał się dla niektórych ROZRYWKOWYM jedynie. Dzieci to podstawa
            trwania rodzaju ludzkiego, instynkt macierzyński przeważnie wszystkie kobiety
            posiadają.
            Pozdrawiam.
            • Gość: Izabela Re: małżeństwo, dzieci/Lady IP: *.chello.pl 06.10.01, 11:19
              Rozumiałabym, że można mieć instynkt macierzyński, gdyby nie trzeba było z tego
              powodu przejść przez piekło. Nadal nie rozumiem, dlaczego tak za wszelką cenę
              kobiety chcą urodzić. Czy nie prościej byłoby wziąć dziecko z sierocińca i
              pokochać jak swoje?
              • Gość: dike Do Izabeli IP: *.icpnet.pl 06.10.01, 11:38
                Gość portalu: Izabela napisał(a):

                > Rozumiałabym, że można mieć instynkt macierzyński, gdyby nie trzeba było z tego
                >
                > powodu przejść przez piekło. Nadal nie rozumiem, dlaczego tak za wszelką cenę
                > kobiety chcą urodzić. Czy nie prościej byłoby wziąć dziecko z sierocińca i
                > pokochać jak swoje?
                Oczywiście, że i tak można. (Chociaż i tak pozostaje pytanie, kto rodzi te dzieci
                z sierocińca...)
                Ale zapewniam Cię, że poród to nie piekło. Filmy są różne. Polecam
                powieść "Ziele na kraterze" Wańkowicza.
                Piekło (albo coś blisko) jest, gdy się urodzi i dziecko umrze po trzech dniach...
                Gdy wszystko jest OK, a tak jest najczęściej - zapomina się o wszelkim bólu itp.
                Ale chyba masz jeszcze sporo czasu, żeby to wszystko przemyśleć?...
                Pozdrawiam

                • Gość: Izabela Re: Do Izabeli IP: *.chello.pl 06.10.01, 12:05
                  Czy mam jeszcze sporo czasu? No nie wiem. Jestem tylko o rok młodsza od b.
                  Próbuję to zrozumieć. Nie wiem co kobietami kieruje. Obstaję przy tym, że poród
                  to piekło, a jeszcze jak wystąpią powikłania, cesarskie cięcie, krwotok.
                  Czasami kobiety umierają podczas porodu. Czy warto jest się narażać?
                  • Gość: dike Re: Do Izabeli IP: *.icpnet.pl 06.10.01, 12:15
                    Gość portalu: Izabela napisał(a):

                    > Czy mam jeszcze sporo czasu? No nie wiem. Jestem tylko o rok młodsza od b.
                    > Próbuję to zrozumieć. Nie wiem co kobietami kieruje. Obstaję przy tym, że poród
                    >
                    > to piekło, a jeszcze jak wystąpią powikłania, cesarskie cięcie, krwotok.
                    > Czasami kobiety umierają podczas porodu. Czy warto jest się narażać?
                    Czasami kobiety mają wypadki samochodowe, kończące się śmiercią. Czy boisz się
                    jechać samochodem?

                    • Gość: Izabela Re: Do Izabeli IP: *.chello.pl 06.10.01, 12:50
                      To co innego. Jazda samochodem nie boli, a poza tym nie mam wyboru - mam
                      chodzić pieszo? Uczestniczyłam kiedyś w wypadku - istna masakra. Na szczęście
                      nic mi się nie stało, ale ta połowa autokaru przede mną... coś strasznego!
                      Przez wiele lat bałam się jeżdzić autobusem. To było dawno temu. Świat jest
                      pełen cierpienia, które może dotknąć każdego z nas. Również dzieci nie są wolne
                      od cierpień. A skąd wiadomo czy dziecko urodzi się zdrowe?
                      • Gość: dike Re: Do Izabeli IP: *.icpnet.pl 06.10.01, 13:10
                        Myślę, że w całe nasze życie jest wpisany element ryzyka. Wiadomo na pewno, że
                        życie skończy się śmiercią. Kiedy? Nikt nie wie. Nawet samobójca nie ma 100%
                        pewności, że mu się "uda". Czy to oznacza, że trzeba się bać? Nie wiem.
                        Ale wiem, że dzieci to możliwość przetrwania tu, na ziemi naszej cząstki
                        materialnej -( w końcu krew z krwi, kość z kości...), ale także tego, co zdołamy
                        im z siebie dać w sensie duchowym.
                        Szczęśliwy dom, w którym śpi dziecko...
                        Ale jeśli ktoś traktuje dziecko jak przeszkodę, jeśli czas poświęcony na rozmowę
                        z nim uważa za stracony ( bo np mógłby go przeznaczyć na bycie z partnerem,
                        któego potem od czci odsądza na łamach forum...)no, to niech lepiej się nie
                        decyduje.
                        Pozdrawiam
                        • Gość: Izabela Re: Do Izabeli IP: *.chello.pl 06.10.01, 13:27
                          Dziecko potrzebuje uwagi i miłości obojga rodziców, nie tylko matki.
                          • Gość: dike Re: Do Izabeli IP: *.icpnet.pl 06.10.01, 13:48
                            Gość portalu: Izabela napisał(a):

                            > Dziecko potrzebuje uwagi i miłości obojga rodziców, nie tylko matki.
                            Oczywiście, że tak! Ale jak dotąd miałaś wątpliwości typu "dlaczego kobiety..."
                            Może faktycznie od tego trzeba zacząć: jeśli jest kobieta i mężczyzna, którzy są
                            razem, kochają się, to po pewnym czasie chcą się tą miłością podzielić jeszcze z
                            kimś takim, jak ich dziecko?
                            Tak tylko piszę, co myślę, nie jestem żadnym autorytetem, jakby ktoś chciał w tym
                            miejscu wykpić, zaprotestować, czy coś w tym rodzaju.
                            Chciałam tylko na koniec opisać to, co mnie się zdarzyło:
                            Gdy mój syn miał 5 lat zmarł mój Ojciec. Dostałam telegram -( wtedy nie mieliśmy
                            telefonu.) No, rozpłakałam się. Syn podszedł i pyta: Dlaczego płaczesz, mamusiu?
                            Ja: Dziadziuś umarł.
                            On: Mamusiu, nie płacz. Dziadziuś umarł, ale zobacz: ja żyję!



                            • Gość: Izabela Re: Do Izabeli IP: *.chello.pl 06.10.01, 14:07
                              Było to dla Ciebie pocieszenie - nie wątpię, ale masz przecież tę świadomość że
                              i Twój syn kiedyś umrze.
                              • Gość: fnoll Re: Izabelo, Izabelo IP: *.ds.uj.edu.pl 06.10.01, 15:29
                                mysle, ze nie dowiesz sie dlaczego kobiety chca miec dzieci, dopoki sama go nie
                                zapragniesz, nie zajdziesz w ciaze, nie urodzisz, niw wykarmisz itd. - owszem,
                                mozesz zebrac wiele barwnych opisow tego pragnienia, ale slowo to jednak nie
                                doswiadczenie, tak naprawde nie da sie nic sensownego powiedziec o temperaturze
                                rzeki, dopoki sie do niej nie wejdzie - jak mowi stare przyslowie

                                i tak jest z zyciem w ogole, teoria daje nam ogolne pojecie o istnieniu czegos,
                                ale dopiero praktyka rzeczywista wiedze

                                to co widzialas na filmach o porodzie jest zupelnie czyms innym jak sie oglada
                                majac skojarzenia z choroba, operacja czy wypadkiem (ta krew, pot i krzyk), a
                                zupelnie czyms innym jak sie przezywa po dziewieciu miesiacach ciazy,
                                dziesiatkach godzin przemyslen, przygotowan i narastania przeroznych uczuc

                                i za kazdym razem jest inaczej

                                pozdro :-)
                                • Gość: Izabela Re: fnoll, fnoll IP: *.chello.pl 06.10.01, 16:16
                                  Piszesz tak, jakbyś sam urodził.
                                  • Gość: fnoll Re: fnoll, fnoll IP: *.ds.uj.edu.pl 06.10.01, 17:16
                                    Gość portalu: Izabela napisał(a):

                                    > Piszesz tak, jakbyś sam urodził.

                                    :-))))))))))))))

                                    wiesz, jestem bardzo empatyczny ;-), a towarzyszylem swojej zonie we wszystkim -
                                    ale jasne, ze to co przedstawilem jest punktem widzenia towarzysza, taty i meza,
                                    a nie kobiety

                                    pozdro
              • Gość: JK A w tym sierocińcu to niby skąd są dzieci ? IP: 217.153.50.* 08.10.01, 13:34
                Co ty masz taki problem z rodzeniem ?
          • Gość: ona Re: małżeństwo, dzieci/Lady IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 08.10.01, 10:55
            Gość portalu: Izabela napisał(a):

            > Raczej nie chodzi mi o taką odpowiedż - "chcę bo chcę". Pytam się o to, bo nie
            > rozumiem. Widziałam poród na filmie - to paskudne! Nie cierpię bólu, nie
            > cierpię jak ktoś krzyczy i zalewa się potem. Nie chcę tego dla siebie i dla
            > nikogo innego. Dla mnie to nie zrozumiałe. Chcę wiedzieć dlaczego kobiety
            > pragną przez to przejść.

            wierz mi, to wcale nie jest tak jak na filmie.
            jak ogladasz pornosa, to wiesz, ze TAK wyglada sex, czy inaczej "kochanie sie"
            dwojaga ludzi, ktorzy darza sie uczuciem?... no wlasnie. z porodem jest podobnie.
            moze i boli, taka to juz fizjologia, ale da sie to przezyc i ZUPELNIE NIE JEST TO
            TAK jak na filmie.

            nie taki diabel straszny...
            a kobiety juz takie sa, chca bo chca, zwlaszcza jesli chodzi o dzieci. wszelkie
            patologie spowodowane sa roznymi fobiami, np. strachem przed bolem, jak w twoim
            przypadku. ale to tez mozna wyleczyc, trzeba tylko zachciec...

            pozdrawiam.
    • Gość: ewka Re: małżeństwo, dzieci IP: *.ipartners.pl 07.10.01, 22:40
      Cześć b i wszystkim innym!

      Jak przeczytałam Twój list, to poczułam się tak, jakbym sama go napisała. Tyle
      że ja mam 32 lata. I do wczoraj czekałam przez 6 lat i 4 lata wspólnego
      mieszkania na jakąś decyzję z jego strony. Z roku na rok było coraz gorzej, ze
      mną. Też płaczę jak widzę kobiety w ciązy, dzieci, reklamę bobo-fruitów,
      pampersów, szmponu, dzieci koleżanek, i słyszę pytania od znajmych: dlaczego
      tak sie ociągam. To nie jak. Wiesz, u mnie doszlo do paradoksalnej sytuacji,
      ponieważ przestaliśmy się ze sobą kochzć, gdyz ja podobno ciągle myślałam o
      dziecku. Bzdura.
      Ponieważ w mijej pracy mam kontakt z wieloma mężczyznami, pytałam ich o ich
      stosunek do dzieci. Prawie wszyscy mówili, że to coś pięknego i sama radość. W
      większości potwierdzają to ich żony. Że są wspaniałymi ojcami i że to one nie
      chcą już dzieci.
      Dlatego mam nadzieję, że mi sie też taki trafi.
      Pozdrawiam i życze zdecydowania.
      • Gość: b Re: małżeństwo, dzieci IP: *.warszawa.adsl.tpnet.pl 08.10.01, 10:30
        Dziękuję wszystkim za listy. Nie wiem co napisać. Ze wszystkich listów wynika,
        że powinnam podjąć decyzję. Próbowałam, kilka razy. Była nawet ustalona data
        naszego rozstania. Potem był płacz, wzajemne przepraszanie, słowa zrozumienia.
        Kiedyś dawno temu, kiedy jeszcze nie bylismy razem rozmawiałam z Jego Mamą. I
        Ona powiedziała mi, że On nie może się ożenić. Nigdy nie udało mi się
        dowiedzieć dlaczego. Dla skomplikowania sytuacji dodam jeszcze
        jeden "szczegół". Święta nie jestem. Dawno temu, powtórzę, kiedy jeszcze nie
        byliśmy razem - On był "świadkiem' tzn. wiedział o moim romansie z żonatym
        facetem. Wszystko dawno się skończyło, jeszcze przed Nim, ale może to to Go
        powstrzymuje, widział jaki numer potrafię wykręcić. Tylko to było 7 lat temu...
        No i tak sobie żyję, a zegar tyka... A widzę czasami, jak On bawi się z dziećmi
        naszych znajomych. I jest wtedy cudowny. Już rozmawialiśmy, że może najłatwiej
        byłoby "wpaść". Tylko, że to ja biorę pigułki i to ja muszę je odstawić. No i
        tak to.

        pozdrawiam
        B.
        • Gość: ona Re: małżeństwo, dzieci IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 08.10.01, 11:12
          droga b.

          radami, to wiadomo co jest wybrukowane, ale szczerze ci radze przestan tracic
          czas. a, niestety, to wlasnie robisz ze swoim obecnym "partnerem".
          masz racje, doszlas do momentu kiedy musisz podjac decycje. podejmij ja dla
          siebie, ale nie popelniaj podstawowewgo bledu kobiet i nie wciagaj w to
          swojego "partnera". tzn. na przyklad niech ci nie wpadnie do glowy 'wpasc'. w
          ten sposob tylko bedziesz go uzalezniasz, moze pobedzie z toba jeszcze jakis
          czas ale w koncu odejdzie, bo wedlug tego zo piszesz nie jest to face gotowy do
          stalego odpowiedzialnego zwiazku, ktorego uwienczeniem, uswieceniem,
          uwiecznieniem jest slub. malzenstwo nie jest niczym strasznym, tak jak
          posiadanie dzieci czy chec ich posiadania. jest to zupelnie naturalna potrzeba
          kazdego czlowieka. dojrzalego czlowieka. problem polega na tym, ze spotykajac
          drugiego czlowieka i wiazac sie z nim na ogol sie nie zastanawiamy nad tym, na
          ile ten wlasnie czlowiek jest dojrzaly. on nam sie PODOBA. podnieca, rozbawia,
          rozczula, rozochoca... wpadamy we wlasna pulapke.
          so, moim zdaniem powinnas mocno zastanowic sie nad tym czy chcesz dalej byc z
          tym czlowiekiem, takim jaki jest, i czekac na, tak naprawde, nie wiadomo co.
          miec nadzieje, ze kiedys sie cos zmieni. i tracic czas. on sie raczej tak
          szybko nie zmieni (bo to kwestia dojrzalosci i swiadomego wyboru), a ty
          bedziesz coraz bardziej sfrustrowana, bo na ile i jak dlugo mozna rezygnowac z
          siebie dla drugiego czlowieka?...

          na te pytania sama musisz sobie odpowiedziec. postaraj sie byc madra. i nie
          rezygnuj z siebie jesli nie warto.

          zycze ci wszystkiego najlepszego (obojetne co sie stanie, jesli bedzie DLA
          CIEBIE dobre), powodzenia!
    • Gość: JK Koszty nowoczesności IP: 217.153.50.* 08.10.01, 13:25
      Tak to niestety w życiu bywa: nie da się tylko przyjemnie. Jak się neguje pewne
      zasady, trudno oczekiwać ich przestrzegania u tzw.: partnera. Krótko: masz co
      chciałaś. A facet ? Jak postawisz sprawę ostro bardzo szybko się zmyje. Jednak
      tradycja, rodzina, mąż, żona, dzieci a nie new age. Tak przynajmniej z tego
      postu dla mnie wynika.
      • Gość: Anna26 Re: Koszty... IP: *.244.230.136.Dial1.Washington1.Level3.net 08.10.01, 14:42
        Jesli jego matka mowi :"On sie nigdy nie ozeni" to oznacza to: "Ja bym chciala,
        zeby sie jeszcze nie zenil. Ja tez w momencie, kiedy moj obecny maz nie chcial
        slubu poprosilam jego matke o pomoc. O swieta naiwnosci. Uslyszalam, ze bycie
        razem powinno wiecej dla mnie znaczyc niz malzenstwo. Aha, jeszcze poradzono
        mi pojscie z tym....do psychologa. Tutaj mam ochate brzydko zaklac.
        Oczywiscie nie poszlam do psychologa tylko kazalam kochajacemu mnie facetowi
        wyrosnac z krotkich majtek. I to musial dla mnie zrobic. I w sumie to, ze sie
        ze mna ozenil uwazam za najwiekszy znak jego dojarzalosci do partnerstwa. B.,
        co ci mowi przyszla tesciowa to nawet niech ci to kolo tylk nie lata. Mamusie
        nie chca zazwyczaj synkow tracic.

        Poza tym to, ze 7 lat temu mialas romans w ogole nie powinno byc brane pod
        uwage. 7 lat masz pokutowac za bledy mlodosci? Przeciez swojego chlopaka nie
        zdadzalas w czasie zwiazku z nim, co? A czy on cale zycie byl taki moralny?

        Poza tym to, ze nie chce sie z Toba ozenic moze oznaczac to, ze nie szanuje Cie
        na tyle by uczynic Cie sowja zona. I tego puszczac plazem nie powinnas. TWOJE
        POTRZEBY SA WAZNE W TYM ZWIAZKU.
        • Gość: orzeszek Re: do Izabeli IP: 192.168.252.* 08.10.01, 17:53
          Pewnie juz nie zagladasz na ten watek, ja po takim tlumaczeniu po co ma sie
          dzieci-pewnie bym sobie odpuscila.
          Jezeli jednak czytasz to-mysle podobnie do Ciebie. Pytam znajome, ktore licza
          mi lata-po co maja dzieci? A jeszcze bardziej ciekawa jestem dlaczego kobieta,
          ktora nie chce ich miec-jest tak bardzo obca, nierozumiana, ignorowana nawet.
          Padaja rozne argumenty: o przedluzaniu gatunku, dojrzalosci do..., instynkcie
          macierzynskim, hormonach, rodzinie i znajomych, normie spolecznej, o tym, ze
          dzieci sa slodkie, a jeszcze czesciej, ze zadaje glupie pytania-i jak zajde-to
          sie dowiem.
          Na cale szczescie nie jestem juz dzieckiem, wiec nie boje sie pytac i szukac
          dalej odpowiedzi. Ostatnio znalazlam ja w rozmowie z moja przyjaciolka, mama
          coreczki (wlasnie spodziewa sie drugiego dziecka). I wtedy oswiecilo mnie, ze
          pytajac o to dlaczego inni chca miec dzieci szukam odpowiedzi na pytanie-
          dlaczego mnie to nie kreci. Ja to nie inni-to wersja dla prostaczkow. A jesli
          czytasz to Izabelo, mysle o Tobie cieplo, wiele odwagi wymaga plywanie pod
          prad:)))))))))
    • Gość: Izabela Re: małżeństwo, dzieci IP: *.chello.pl 08.10.01, 18:28
      Moja matka powiedziała, że kiedy mnie rodziła nie cierpiała długo. Sam poród
      trwał 2,5 godziny, a tego najgorszego krytycznego bólu było tylko pół godziny.
      Z urodzeniem mojego brata było gorzej. Poród trwał bez piętnastu minut osiem
      godzin, w czym ból krytyczny trwał cztery godziny. Moja koleżanka natomiast
      wcale nie czuła bólu. Dostała dwa dobre zastrzyki. Kobiety różnie reagują.
      Jedne się modlą, inne klną, a jeszcze inne po prostu krzyczą. Wiem, że matki po
      porodzie zapominają o bólu i są szczęśliwe, ale nie wszystkie. Są i takie które
      dostają szoku poporodowego, który objawia się m.in. niechęcią do dziecka. Ja
      nie chcę mieć dzieci, ale nie dlatego że poród boli. Nie, to nie o to chodzi.
      Jest coś co mnie niepokoi. Myślę, że coś niedobrego dzieje się na świecie. Skąd
      wzięło się tyle bólu, i czemu ma to służyć. Czasami mam ochotę wyłączyć
      telewizję, przestać czytać, przestać patrzeć na to wszystko. Może jestem zbyt
      wrażliwa. Szkoda mi wszystkich cierpiących istot. Bywa, że rozpaczam nad całym
      światem. Na szczęście mam się też z czego cieszyć. A co trzyma mnie przy
      zdrowych zmysłach? Miłość do mojego dziadka (którego już nie ma na tym
      świecie), nadzieja, że odnajdę ukochanego, myśl, że jeszcze kiedyś będę się
      bawić ze swoją psiną, która odeszła w cierpieniach, to, że jest taki ktoś, kto
      mi stale powtarza, że jestem najlepszą ciocią na świecie, to, że mój brat jest
      dla mnie fajnym kumplem, i wiele innych rzeczy. Jednak to cierpienie... O co w
      tym wszystkim chodzi? Czy ktoś kto to wszystko stworzył chciał abyśmy
      cierpieli? Czy to jakiś okrutnik? Nie znajduję żadnej sensownej odpowiedzi,
      dlatego nie chcę mieć dziecka. Dając życie dziecku, skazałabym je na cierpienie
      i śmierć. Wiem, że bardzo mało ludzi myśli tak jak ja, i może dobrze. Gdyby
      każdy tak myślał to pewnie nie byłoby już ludzi na świecie, chociaż z drugiej
      strony, gdybym się nie urodziła to przecież nic by mnie to nie obchodziło, a
      tak jestem, i żyję ze świadomością, że kiedyś umrę. Nie zastanawiam się nad tym
      często, właściwie śmierć wcale mnie tak nie przeraża, są gorsze rzeczy. Może
      jak kiedyś szczęście i pokój zapanują na świecie, wtedy zacznę zastanawiać się
      czy nie byłoby fajnie mieć dzidziusia. Czy nie mam instynktu macierzyńskiego?
      Nie wiem. Myślę, że byłabym skłonna przygarnąć do siebie jakąś sierotkę, ale
      sama? nie - nie urodzę. Nie zrobię tego mojemu kochanemu, słodkiemu, nigdy nie
      spłodzonemu i nienarodzonemu dziecku. No! Chyba że będzie wpadka.
    • Gość: soso Tylko do b IP: 195.41.66.* 08.10.01, 18:57

      Wiele osob czyta Twoje opisy i widzi wlasne historíe. Jest tez kilka ciekawych
      watkow w ramach doradzania - np. 'rzuc go!' lub 'zaszachuj go!'.

      Ja napisze troche bolesnie ale moze potrafisz przelknac gorzkie slowa i moze
      znajdziesz cos do wlasnych przemyslen.

      Po pierwsze, wydaje mi sie, ze on rzeczywiscie nie dorosl do malzenstwa.
      Bawienie sie z cudzymi dziecmi o niczym nie swiadczy. Jak go zaszachujesz woz
      albo przewoz i on ulegnie to wierz mi, do konca zwiazku ta swiadomosc bedzie w
      nim tkwila - zrobilem tak bo ludzie tak robia, zenia sie. Ale to nie byl moj
      wybor. Ot, po prostu ona bardzo chciala a ja ja kochalem (albo przynajmniej tak
      mi sie wydawalo).

      Po drugie, w Tobie widac, jak bardzo zalezy Ci na stworzeniu rodziny i
      posiadaniu dzieci. Ale czy ta rodzina to bedzie on, dzieci i ty? Gdzies pod
      skora czuje, ze moze to takie Twoje wielkie marzenie, ktore bedzie jak
      fotografia do pokazywania znajomym - oto my, nasza rodzina, on, dzieci, ja. Ale
      czy wiesz, z kim chcesz sie zwiazac? Ten maly szczegol, ze matka powiedziala,
      ze on nie ozeni sie a Ty nie wiesz, co mogla miec na mysli daje wlasnie duzo do
      myslenia. To tak, jakbys nie wiedziala zupelnie podstawowych rzeczy o nim. Czy
      wy rozmawiajac dotykacie trudnych, moze nawet ciemnych stron waszego zycia?
      Wydaje mi sie, ze brakuje Tobie wlasnie takiego otwarcia na niego,
      zaakceptowania wszystkiego, takiego stosunku wzajemnego, kiedy to sie naprawde
      wie wszystko o partnerze, a przynajmniej tak podstawowe rzeczy jak co go gnebi
      jezeli nie chce sie zenic. Jezeli drecza cie takie pytania to znaczy, ze
      zaspokajacie sobie wzajemnie pewne potrzeby ale nie jest to te 100% pewnosci,
      ktore powinno sie miec wchodzac w ostateczny zwiazek. To naprawde nie wrozy
      dobrze. Mam takze wrazenie, ze i Ty nie mowisz mu otwarcie o swych
      pragnieniach, planach, takze co do niego (czy masz jakies oczekiwania z nim
      zwiazane poza oczywiscie tym, by zostal mezem i ojcem? jakies wspolne zrobienie
      czegos, male lub duze plany na wspolne przedsiewziecia, szalenstwa, cos poza
      dziecmi i fotografia meza w portfelu?). To nie jest wcale taka fikcja jak ktos
      juz tu napisal, ze on moze poczuc sie reproduktorem dobrych genow a nie
      wspanialym dopelnieniem waszej pary, na dobre i zle.

      Mam wrazenie jakbyscie sie dobrze nie znali mimo tego dlugiego mieszkania
      razem. Jakbyscie byli w cichej zmowie, ze nie nalezy pewnych rzeczy mowic bo
      moze cos sie rypnie. A wiec Ty zyjesz w nadziei na zrealizowanie swych planow -
      maz i dzieci no i moze bedzie fajnie. On w nadziei, ze wygodnie bedzie mu z
      Toba az moze do czasu jak trafi sie inna, nowa, lepsza. No i jak sie wprost nie
      nazywa tych odmiennych postaw to nie ma problemu i czas mija.
      Gorzej jak ty go przycisniesz i pozenicie sie a on mimo to zrealizuje swoj
      plan - no bo w koncu to Ty chcialas, no bo znalazla sie ta nowa i lepsza. I w
      ten sposob oboje dostaniecie to co chcieliscie a moze to czego nie chcieliscie?

      Wydaje mi sie, ze aby sie pobrac to trzeba miec te 100% pewnosci, ze sie tego
      chce a moze nawet 200%. Ze trzeba wiedziec, ze sie wiaze z osoba a nie, ze sie
      realizuje jakis plan zyciowy. To przez druga osobe mozna dopiero osiagnac
      szczescie i harmonie a nie poprzez jakies akty doprowadzic osoby do
      upragnionego stanu. To zla kolejnosc. Jak sie widzicie nawzajem, swe potrzeby i
      to jakimi jestescie, jak to wszystko wiecie, to latwo bedzie podjac decyzje. To
      tylko bardziej sie kocha druga osobe jezeli sie widzi, ze mozna spelnic jakies
      marzenia poprzez bycie razem. Ale wlasnie partner jest tym prapoczatkiem. Jak
      sie wpasowuje go w ramki fotografii rodzinnej bo dobrze wyglada na zdjeciu to
      moze byc roznie.

      Przepraszam, ze tak pesymistycznie. Chcialbym, by Wam sie udalo i byscie byli
      szczesliwi, gladko przechodzili wszystkie zakrety. Tak w koncu i moze byc bo
      nie wiem wiele o Was. Ale wlasnie ze wzgledu na to co napisalem powyzej widze
      Wasze szanse nie jak stuprocentowe. Duzo w tym loterii.

      Æ
    • Gość: ewka Re: małżeństwo, dzieci IP: *.ipartners.pl 08.10.01, 19:25
      To jeszcze raz ja - Ewka.
      Długo myślałam o tym co Ty napisałaś, b, oraz o tym co napisali pozostali a
      przede wszystkim ona. Ja chyba podjęłam decyzję. Teraz trudno ją będzie
      wprowadzić w życie. Cóż. Na szczęscie nie należę do osób słabych, ale to mimo
      wszystko jest jedna z trudniejszych decyzji w moim życiu. Jestem jedynaczką,
      nie wiem czy ma to jakieś znaczenie, ale do tej pory przez cały czas mówiłam,
      "rozumiem go, wiem co on czuje et." Ale teraz postanowiłam zpytać, co on
      rozumie, czy rozumie mnie. Jedyne odpowiedzi na moje pytaniato brak odpowiedzi
      lub znienawidzone przeze mnie "nie wiem, nie wiem kiedy". Mój ex-partner ma 40
      lat, więc naprawdę myślałam, że jest dojrzały, odpowiedzialny i wie czego chce.
      Niestety pomyliłam się. Ale postanowiłam być szczęśliwa. Sama (albo raczej bez
      niego, szkoda).
      Czuję się o wiele lepiej. Teraz wiem co to znaczy "kamień spadł mi z serca".
      Życzę Ci oraz Wszystkim takiego samego odkamieniania serca. EWKA
      • Gość: b Re: małżeństwo, dzieci IP: *.warszawa.adsl.tpnet.pl 09.10.01, 13:48
        dziękuję Soso za list. Dobre. I chyba zgodne z prawdą, dokładnie tak jest, że
        nie poruszamy pewnych tematów, dla "świętego spokoju". Tylko to taki spokój, co
        go niszczy każdy najmniejszy gest. I chyba wiem o czym pisze Ewka. czasami mam
        ochote rzucic wszystko i zaczac sama, przynajmniej bede wiedziala na czym
        stoje. Moze to glupio zabrzmi, ale czasami powstrzymuja mnie czysto materialne
        sprawy: mieszkanie (chyba na szczescie wynajete), a poza tym jak sie mieszka
        razem to ma sie troche wspolnych rzeczy: jak to wszystko podzielic, jak
        podzielic magnetofon, odkurzacz. Wiem, ze sprawy maja zupelnie inny wymiar, ale
        to niesamowicie trudne, bo przypominają sie wszystkie okolicznosci zakupu,
        dobre chwile, o ktorych trzeba bedzie zapomniec. Jestem blisko decyzji. Ale
        jeszcze nie na mecie. Koncze, bo pisze to wszystko w pracy i zaraz beda mnie
        wypytywac czemu sie rozplakalam. Do jutra.
        b
        • onnanohito B! Trzymaj się !!! 09.10.01, 14:01
          Tak mnie złości, tak bardzo mnie złości, że jest tyle wspaniałych kobiet, które
          są nieszczęśliwe ze swoimi mężczyznami, wierzą w nich, czekają, marzą, że się
          zmienią. Smutno mi. I wciąż baardzo dużo osób uważa, że lepszy taki niż żaden.
          Coś Wam opowiem. Mam taką koleżankę (nazwijmy ją M): mąż, dwójka dzieci. Lat
          30. Gdy spotkała swego obecnego - książę z bajki (tak to zwykle bywa). Ale ten
          mąż to jest tylko teoretycznie - remont - sama, zakup samochodu - sama, dzieci -
          sama, itd., itp. Jest bardzo nieszczęśliwa, ale ... gdy nasza wspólna
          koleżanka postanowiła zakończyć swój 6-cio letni związek (powody, jak u B) - M
          rzekła:"Znalazła sobie kogoś". Nie. "To niemożliwe". Ależ tak, M. Jest teraz
          sama, zostawiła swego "księcia", bo nie była z Nim szczęśliwa, bo chce itd. Co
          na to M? Wciąż nie wierzyła. BO PRZECIEŻ NAWET NAJGORSZY FACET LEPSZY NIŻ
          ŻADEN!!!

          Czy mnie rozumiecie?

          Smutno mi.

          B. Życzę Ci dużo siły.
          Trzymam za Ciebie (i za wszystkie kobiety mniej lub bardziej nieszczęśliwe w
          związkach)

          Pamiętajcie!!! TO MY JESTEŚMY NAJWAŻNIEJSZE.
          • Gość: soso Jeszcze do b. IP: 195.41.66.* 09.10.01, 14:40

            Skoro piszesz, ze jestes u progu decyzji to znaczy, ze jednak z tego zwiazku
            nic nie bedzie. I to wcale nie jest dziwne, ze myslisz o 'przyziemnych'
            sprawach. One tez sa czescia naszego zycia, te wszystkie odkurzacze, naczynia i
            problemy z mieszkaniem. Mimo to wydaje mi sie, ze im szybciej tym lepiej. I
            jeszcze jedno. Jak juz sie zdecydujesz to zobaczysz, ze pojawia sie argumenty
            przeciw. Np. on bedzie chcial bys wrocila (i by bylo jak przedtem na nowo),
            natrafisz na rozne przeszkody utrudniajace zycie itp. Ale wtedy jest tylko
            jedno dobre wyjscie - trzeba przec do przodu i trzymac sie swej drogi. Jak
            wrocisz to predzej czy pozniej zaczniesz odchodzic na nowo. Wiec lepiej raz a
            dobrze. Moze tez spotkasz jakas bratnia dusze i wtedy bedzie latwiej. Wiesz, ze
            zawsze jak czlowiek jest w tarapatach to pojawia sie bratnia dusza, i to
            przewaznie plci odmiennej. Glowa do gory i poszukaj w sobie te 100% pod
            tytulem 'odchodze'. No i trzymaj sie tego jezeli masz te 100% pewnosci.



            ø
            • Gość: b Re: Jeszcze do b. IP: *.warszawa.adsl.tpnet.pl 09.10.01, 15:06
              Gość portalu: soso napisał(a):

              >
              > Skoro piszesz, ze jestes u progu decyzji to znaczy, ze jednak z tego zwiazku
              > nic nie bedzie. I to wcale nie jest dziwne, ze myslisz o 'przyziemnych'
              > sprawach. One tez sa czescia naszego zycia, te wszystkie odkurzacze, naczynia i
              >
              > problemy z mieszkaniem. Mimo to wydaje mi sie, ze im szybciej tym lepiej. I
              > jeszcze jedno. Jak juz sie zdecydujesz to zobaczysz, ze pojawia sie argumenty
              > przeciw. Np. on bedzie chcial bys wrocila (i by bylo jak przedtem na nowo),
              > natrafisz na rozne przeszkody utrudniajace zycie itp. Ale wtedy jest tylko
              > jedno dobre wyjscie - trzeba przec do przodu i trzymac sie swej drogi. Jak
              > wrocisz to predzej czy pozniej zaczniesz odchodzic na nowo. Wiec lepiej raz a
              > dobrze. Moze tez spotkasz jakas bratnia dusze i wtedy bedzie latwiej. Wiesz, ze
              >
              > zawsze jak czlowiek jest w tarapatach to pojawia sie bratnia dusza, i to
              > przewaznie plci odmiennej. Glowa do gory i poszukaj w sobie te 100% pod
              > tytulem 'odchodze'. No i trzymaj sie tego jezeli masz te 100% pewnosci.
              >
              >
              >
              >

              Tylko ja nie mam tych 100% pewności, że chcę odejść... Osiołkowi w żłobie dano.

              b

      • Gość: ona Re: małżeństwo, dzieci IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 10.10.01, 10:34
        szczerze gratuluje!!!!

        wiem, ze na poczatku jest ciezko (przeszlam przez to calkiem niedawno, a nie
        chwalilam sie wczesniej, bo to nie ma sensu, ale sytuacja podoban 5 lat zwiazku-
        niezwiazku z obecnie 46-latkiem, ktory po tych 5 latach i byciu dla mojej corki
        ojcem ciagle sie zastanawial czy nas kocha czy nie, czy chce a nami byc, czy
        jednak woli 'wolnosc'. ja podjelam decyzje za niego - wybralam wolnosc. dla
        niego i dla nas.), ale to uczucie SPADNIETEGO KAMIENIA rekompensuje wszystko
        inne, prawda?...

        zycze jak najwiecej szczescia!!! i duzo usmiechow!
        • Gość: ona ona do Ewki IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 10.10.01, 10:38
          ten post powyzej, z gratulacjami, to dla Ciebie.
    • Gość: Malwina Re: małżeństwo, dzieci IP: *.abo.wanadoo.fr 09.10.01, 15:16
      przeczytalam caly watek i jakos dziwnie przyszly mi do glowy inne pytania. Dziwnie bo zazwyczaj
      jestem nogamy i rencamy w analizach i psychologiach, a tu nie !
      Zwlaszcza zdanie przyszlej niedoszlej tesciowej mnie uwiera : on nie MOZE sie ozenic.
      Wiec sobie mysle ze moze przyczyny sa konkretne : choroba genetyczna, bezplodnosc ? Wszystko to
      w niedomowieniach, owiniete rodzinna tajemnica.
      Dlaczego o tym mysle ? nie wiem. Ale wiem ze mam nosa.
      • Gość: rosol Re: małżeństwo, dzieci IP: 195.41.66.* 09.10.01, 15:45
        Z takim nosem, Malwinko, to ja moge napisac, ze on slubowal, ze najpier 3 glowy
        jednym cieciem zerwikaptura.
        • Gość: Malwina Re: małżeństwo, dzieci IP: *.abo.wanadoo.fr 09.10.01, 15:52
          macam sie po twarzy (wiem wiem- to glupi pomysl, mozna inaczej...) i stwierdzam ze nos jeszcze jest,
          natomiast gdy czytam twoj post to widze ze rozum mi szlag trafil. - nic nie rozumiem !
          pewnie jakies poczucie humoru trzeba miec a ze moje jest w powijakach ....oh, jak ciezko sie
          porozumiec, NIEPRAWDAZ ??????
          amicalement
          M.
          • Gość: soso Re: małżeństwo, dzieci IP: 195.41.66.* 09.10.01, 16:09
            Malwinko,

            O Boze, nie znasz tej bajki?! Longinus, Podbipieta zreszta, mogl sie hajtnac
            dopiero jak slubu dopelni, ze tym mieczem te glowy, no, wiesz juz? juz zarowka
            sie zajarza?
            • Gość: Anna26 Re: małżeństwo, dzieci IP: *.loc.gov 09.10.01, 17:05
              A moze chlopak b. jest zonaty z kims innym. I jeszcze nie rozwiedziony. Albo moze mamusi obiecal, ze dopiero
              po jej smierci.

              B. skoro nie masz pewnosci, ze chcesz odejsc to jak w takim razie widzisz Wasza przyszlosc. Chcesz
              kontynuowac to zawieszenie. Ty bedziesz ogladac sie nadal za babami w ciazy i milczec jak cierpietncia. Tak
              przezyjesz nastepne 4 lata. Wtedy moze on spotka kogos i zamieni cie na nowszy model. Albo moze wpadniesz
              i wtedy on laskawie Cie poslubi. Albo moze nie poslubi, ale bedzie dobrym ojcem.

              Ja Cie naprawde rozumiem, bo tez probowalalm odejsc. Na pewno kochasz swojego faceta bardziej niz
              siebie sama. Bardziej obchodzi cie jego komfort niz swoj wlasny. Ale czy to jest takie dobre. Sama tak
              czulam kiedys. I to wcale nie jest dobre tak kochac nie ogladajac sie na swoje potrzeby. Wiem jak trudno
              cos zmienic gdy sie jest zawieszonym. Kilka nieudanych prob odejscia tez mam na swym koncie. Dzien przed
              kazdym ustalonym odejsciem moj obecny maz deklarowal milosc, szlismy do lozka i jak tu bylo odejsc. W koncu
              jednak zawieszenie tak mi dalo w kosc, ze sie zaczelam pakowac. Mojego faceta bedziej przerazilo moje
              odejscie niz slub. Prawdopodobnie wg. soso moj zwiazek juz jest spalony na starcie. A ja mysle, ze nie... (Nota
              bene, soso ma naprawde duzo racji w swoich postach. Ja jednak uwazam, ze o szczescie trzeba czasem
              powalczyc.)

              Moze gdybys naprawde odeszla, to po tygodniu mialabys swojego faceta u nog, skamlacego "WROC!!! B!!!! Ja sie
              ochajtam i dzidziusia tez bedziemy mieli!!! Chyba w tej chwili Twoj facet powinien wybrac czy woli Ciebie jako
              zone czy brak Ciebie w swoim zyciu. I tak chyba nalezy na to patrzec, a nie przejmowac sie gadamii o wolach
              rozplodowych i tym co mowi tesciowa.
    • Gość: Izabela Re: małżeństwo, dzieci IP: *.chello.pl 09.10.01, 17:58
      Czy zdajesz sobie sprawę jak trudno w tym wieku znależć kogoś wyjątkowego? Oni
      wszyscy są już w szczęśliwych związkach. Jak myślisz, ile lat Ci zajmie
      znalezienie jednego z tych co się uchowali? A może jest ich tak mało, że nie
      uda Ci się nawet trafić na któregoś z nich. Jeśli te sześć lat nic dla Ciebie
      nie znaczy to odejdż, i nawet się nie oglądaj, ale jeśli coś znaczy to zostań z
      nim, tylko proszę, zacznijcie ze sobą rozmawiać.
      • Gość: Anna26 Re: małżeństwo, dzieci IP: *.loc.gov 09.10.01, 18:07
        Gość portalu: Izabela napisał(a):

        > Czy zdajesz sobie sprawę jak trudno w tym wieku znależć kogoś wyjątkowego? Oni
        > wszyscy są już w szczęśliwych związkach. Jak myślisz, ile lat Ci zajmie
        > znalezienie jednego z tych co się uchowali?
        >
        Ha!!!!Przy takim sposobie myslenia, nic dziwnego, ze tyle kobiet zostaje w malo satysfakcjonujacych
        zwiazkach. Najlepeij to z gory zalozyc, ze nikogo lepszego sie nie znajdzie i zoatac z facetem az JEMU sie
        znudzi.

        • Gość: orzeszek Re: małżeństwo, dzieci IP: 192.168.252.* 09.10.01, 18:29
          Pewnie mi sie oberwie od zwolenniczek szukania "tego lepszego", ale niestety
          nie jest tak, ze "one" sa ok, a tylko jakosc ich partnerow mozna stopniowac.
          Pewnie, ze kazdy nowy zwiazek to nowa szansa. Jednak czytalam kiedys badania
          nad rozwiedzionymi-w nowych zwiazkach. I wiecie, co wiekszosc twierdzila? Z
          czasem zalowali, ze tamto sie nie udalo, a problem jaki mieli w zwiazku nie
          znikal sam z siebie przy nowym partnerze, jesli i oni nie wzieli sobie porazki
          poprzedniego zwiazku do serca (i nie spojrzeli krytycznie rowniez na siebie
          samych).
          Nie lubie tego mowic, bo z natury jestem optymistka, ale za pewna bardzo madra
          terapeutka powtorze: nie mozna miec wszystkiego w jednym zwiazku. Zazwyczaj to
          znaczy, ze maz nie bedzie jednoczesnie najlepszym kumplem, albo kochankiem,
          albo, ze oprocz zony bedzie jeszcze potrzebowal kolesi od pilki noznej itd,
          itp. Moze byc tak, ze Twoj partner mimo, ze jest tak ogolnie akceptowalnym
          facetem (jestes przeciez z nim) nie nadaje sie na meza/ojca. A jesli tak, to
          lepiej go posluchac i poszukac innego, ktory sie nada. Ale i ten nie zaspokoi
          wszystkich potrzeb, bo czytaj jw...
        • Gość: Izabela Re: małżeństwo, dzieci IP: *.chello.pl 09.10.01, 18:46
          Gość portalu: Anna26 napisał(a):

          > >
          > Ha!!!!Przy takim sposobie myslenia, nic dziwnego, ze tyle kobiet zostaje w malo
          > satysfakcjonujacych
          > zwiazkach. Najlepeij to z gory zalozyc, ze nikogo lepszego sie nie znajdzie i
          > zoatac z facetem az JEMU sie
          > znudzi.
          >
          Dlaczego z góry zakładasz że JEMU się znudzi?
          • Gość: Anna26 Re: małżeństwo, dzieci IP: *.loc.gov 09.10.01, 19:05
            Dlaczego JEMU sie znudzi?
            Bo nie zanosi sie na to by b. sie znudzila. Poczytaj jej wypowiedzi.
            Zwiazek b. jest ustawiny tak by facet mial komfort. "On sie NIE MOZE ozenic" i juz. Nich ona sie lzami
            zalewa i oglada za babami w ciazy. Trudno, sama sie tak zaltwila, ze chce slubu i dziecka.
            Jestem przeciwniczka holubienia faceta, ktory nie spelnia podstawowych potrzb, ale jak juz jest to
            kobieta ma go trzymac recami i nogami. Po co?

            Ale moze masz racje moze jemu sie nie znudzi i za jakies 17 lat ozeni sie z nia. Jego matka nie
            doczeka wiec bedzie mogl.

            Oczywiscie, ze nie mozna miec wszystkiego w jednym zwiazku. Ale warto miec te podstawowe rzeczy.
            Ja osobiscie wolalabym byc sama niz zyc na kocia lape z malzenstwo-fobem.
            Ale b, to nei ja i ona sama wybierze zgodnie ze swoimi uczuciami.

            Czy naprawde lepiej juz byc z facetem z przyzwyczajenia niz realizowac swoje zycie jako samodzielna
            jednostka?


            • Gość: Izabela Re: małżeństwo, dzieci IP: *.chello.pl 09.10.01, 20:36
              Gość portalu: Anna26 napisał(a):

              >
              > Czy naprawde lepiej juz byc z facetem z przyzwyczajenia niz realizowac swoje zy
              > cie jako samodzielna
              > jednostka?
              >
              > Dlaczego sądzisz że to przyzwyczajenie? A może to miłość?

              • Gość: Anna26 Re: małżeństwo, dzieci IP: *.loc.gov 09.10.01, 20:54
                Ja nie mam watpliwosci, ze to JEST milosc ...PLUS przyzwyczajenie.
                Tak to z postow b. wyglda...
                Izabelo, czy Ty bys zostala z facetem, ktory nie chcialby Cie za zone?
                (Nie pytam o dzieci, bo wiem, ze ich nie chcesz.)

                A poza tym to mam juz dosyc zabieranie glosu w tej dyskusji. W przypadku opisanym przez b.
                widzialm siebie sprzed roku. I wiem jak to musi bolec gdy od trzyma w zawieszeniu nie mowi
                kategorycznie ze sie nie ozeni ale nie mowi ze tak.

                Koncze swoj udzial w tym watku. B. pozdrawiam i zycze jej by jej facet DOJRZAL, ZMADZRZAL i
                OZENIL sie z b. Lepszej chyba i bardziej cierpliwej kobiety nie znajdzie. Cokolwiek zrobisz b. jestem z
                Toba i bede o Tobie myslec cieplutko.

                Poza tym moze b. zamiast sluchac niedoszlej tesciowej powinnas dla odmiany posluchac wlasnej
                matki. Jesli Twoja matka jest choc troche podobna do mojej to powie b.: 'Jesli on sie nie chce zenic z
                moja piekna inteligentna corka ty chyba jest glupi albo po prostu corki tej niegodny. Taka dziewczyna
                jak Ty nie powinna wyplakiwac swych oczu dla kogos kto boi sie dorasnac."

                POZDRAWIAM I SPADAM< bo jestem tutaj zbyt aktywna.
                • Gość: Izabela Re: małżeństwo, dzieci IP: *.chello.pl 09.10.01, 21:57
                  Myślę, że powinniście ze sobą dużo rozmawiać, poruszać ważne tematy, poznać
                  wzajemnie swoje wnętrza, zaakceptować je, poznać swoje sekrety, swoje obawy i
                  marzenia. Rozmawiajcie o swoich uczuciach, i potrzebach. Ludzie muszą się
                  wpierw dobrze poznać zanim się pobiorą. Może bardzo Cię kocha, ale się boi, bo
                  dużo mówi się o tym, że po ślubie, a zwłaszcza po porodzie wszystko się
                  zmienia. Kończy się miłość, a zaczyna się bieganina. Mąż i żona zamiast ze sobą
                  żyją obok siebie, zaczynają się problemy, kłutnie. Nie wiem dlaczego, ale mam
                  takie dziwne przeczucie, że będzie dobrze.
                  • Gość: ewka Do: b, Izabeli i anny26 IP: *.ipartners.pl 09.10.01, 22:34
                    Dziewczyny, mowie to już od dwoch dni. Trzeba podjąc decyzję i wierzyć, ze
                    świat jest pełen fajnych facetów (i oczywiście odwrotnie, czemu zaprzecza
                    niedawno opublikowany sondaż Polityki pt. Bezżeństwo).
                    B! Podejmij decyzję i wierz w nią. Uwierz, że robisz dobrze. Myśl o sobie. I
                    wyobraź sobie siebie w tym związku za 10 lat z dzieckiem i niezadowlonym
                    facetem u Twego boku. Pomyśl, czy Twój partner jest tym, z którym chcesz sie
                    zestarzeć. To powiedziała mi kiedyś pewna starsza pani. Teraz ją rozumiem.
                    Wiem, wszyscy coś Ci radzą (tak jak mi moi przyjaciele) i każdy ma swoje
                    zdanie. Ja jednak zrobiłam coś okropnego. Wykonałam proces taki sądowy.
                    Powiedziałam w kilku słowach moim przyjaciołom (3 kobiety w tym 2 rozwódki i 2
                    mężczyzn, oboje szczęśliwi, pierwszy raz żonaci, z dziećmi)o moich rozterkach i
                    kazałam sobie doradzić. Werdykt był jednogłośny. Koniec. Przerażające?!
                    Pozdrawiam
                    • Gość: soso Re: Do: b, Izabeli i anny26 IP: 195.41.66.* 10.10.01, 08:52
                      Czytajac ostatnie posty wiem, ze wszyscy maja jakas tam swoja racje i trudno
                      jest wrozyc temu zwiazkowi - moze bedzie dobrze a moze nie. Anna26 przypomniala
                      mi o jednym, ktore moze mi umknelo w nawale emocji ale ktore jest bardzo wazne
                      w sprawie. Anna26 cos mowi o walce o zwiazek, o danie z siebie czegos.
                      Oczywiscie, w milosci trzeba dorzucic cos z siebie bo ona nie kwitnie ot tak.
                      Nie nazwalbym tego walka ale raczej codzienna ale i przyjemna praca. No i tu
                      wlasnie wylania sie problem. Czy on, partner b, chce wlozyc jakis wysilek w ten
                      zwiazek, zejsc z fotela, objac ja, przytulic, porozmawiac, popatrzec na nia z
                      uczuciem i zrobic cos, co wymaga wysilku - zwiazac sie na cale zycie, miec
                      dzieci, ciagnac razem ten woz codziennosci. Wszystko kosztuje nasza energie,
                      takze kwiaty, prezenty, zmywanie naczyn, praca w ogrodku czy zakupy. Kosztuje
                      rezygnacja z wlasnych planow by pozwolic zrealizowac plany partnera. Tych
                      wysilkow jest wiele. Procentuja one wspaniale, bo jest sie po prostu
                      szczesliwym. Ale czy partner b jest zdolny do zejscia z fotela? Wydaje sie, ze
                      nie. Jego przeraza odpowiedzialnosc i choc widzi lzy b to i tak wciaz
                      silniejsze jest cieplo fotela. Jezeli myslicie, ze to niemozliwe, by
                      zaspokojenie tak waznych oczekiwan moze ktos lekcewazyc i preferowac fotel to
                      patrzycie z punktu widzenia b. Dla niego sytuacja jest naturalna. On ma w rece
                      jakies usprawiedliwienia i lezy w tym fotelu odgrodzony od ewentualnego wysilku
                      garstka slow. On nie kocha! Tak to widze skoro nie potrafi wykrzesac w sobie
                      energii potrzebnej na bycie razem naprawde. I co bedzie, jak sie go zmusi do
                      malzenstwa? Bedzie gorzej. Dal bycia razem musi byc silna wola z obu stron.
                      Inaczej tylko wieksze bedzie rozczarownia i bol jak on kiedys odejdzie lub jak
                      taki stan bedzie drazyl zwiazek przez lat az dziewczyna sie zupelnie wypali i
                      zostanie zyciowym wrakiem. Nie zyczcie tego b. Nie zyczcie jej, by oszczednosci
                      swego zycia wydala na kupony niedzielnego totolotka.
    • Gość: Izabela Re: Do b... IP: *.chello.pl 10.10.01, 10:33
      Napisałaś, że kiedy nie rozmawiacie o dziecku jest cudownie, więc to na pewno
      musi być miłość. Nie wszyscy mężczyżni potrzebują miłości, rozumiesz? Myślę, że
      masz dużo szczęścia. Mieszkacie razem od czterech lat, dobrze wam ze sobą. To
      się nie zdarza często. Jak myślisz, ile lat zajmie Ci znalezienie kogoś, a ile
      lat sprawdzenie czy to ten właściwy. Bo widzisz, czasami, przez kilka lat jest
      dobrze, a potem wszystko się psuje. A u was? Jedyny problem po tylu latach to
      brak dziecka? Czy tak? Nie podejmuj decyzji zbyt pochopnie. Ja mam nadzieję, że
      się jakoś dogadacie.



      • Gość: b Re: Do b... IP: *.warszawa.adsl.tpnet.pl 10.10.01, 10:58
        Prawdę mówiac to ja też mam taką nadzieję. I chciałam dodać, że to nie jest
        tak, że On bierze. Powiedziałacym, że wręcz przeciwnie - to ja dużo więcej
        biorę niż daję, wyciskam z Niego soki - emocjonalne. Jak nie układało mi się w
        pracy - byłam przez kilka miesięcy bezrobotna - to On trzymał mnie za fraki i
        powtarzał, że będzie dobrze. zdopingował mnie do nauki pływania, nauki jazdy
        samochodem, do zaczęcia nauki francuskiego. W każdej chwili, kiedy jestem
        smutna momentalnie to wyczuwa, a jeżeli jestem smutna, bo znowu zobaczyłam małe
        dziecko to mówię 'to samo' i On wie, o co chodzi.
        Są pewne rzeczy w Jego psychice, których nie rozumiem, a On też nie do konca
        umie czy chce to wytłumaczyć.
        dzieki za listy. B
        • Gość: Ania Re: Do b... IP: *.grojec.sdi.tpnet.pl 27.12.01, 14:54
          I ja wtrącę swoje trzy grosze.Zostaw tego faceta zanim on zostawi Ciebie,Zrób
          to pierwasza będzie Cię nmiej bolało.Bo będzie to twoja decyzja.Po prostu facet
          nie jest gotowy a na siłę się nie da.Facet prawdopodobnie nie natrafił jeszcze
          na swoją kobietę.Jesteś tylko jego rezerwą dopuki nie znajdzie "czegoś
          lepszego",wybacz mi za moją brutalność,chciałabym się mylić.Ja coś takiego
          przeżyłam.To było okrutne.Potem poznałam mojego męża,i aby się zabezpieczyć
          postawiłam mu ultimatum.Pobraliśmy się,ale minęło już 12 lat a on wciąż
          dojrzewa,z każdym rokiem jest coraz lepiej,a on w roli męża i ojca czuje się
          lepiej.Dziś nie wiem czy postąpiłabym tak samo.Czy podjęłabym się nauki
          wchodzenia męża w dorosłość.Dużo mnie i jego to kosztowało.Jesteśmy dobrym
          małżeństwem,dogadujemy się,mamy trójkę dzieci.Ale wciąż mamy wrażenie że to
          wszystko nastąpiło za szybko.Nie było tego upragnionego wyczekiwania.U Ciebie
          to nastąpiło,u Twojego Partnera nie poczekaj może jeszcze trochę, a może już
          nieczekaj, nie wiem.Rozumiem twoje obawy,mijające lata,czas.Ale jeśli się
          bardzo męczysz w tym związku.Tylko Ty to musisz przeanalizować i
          zadecydować.Ale nie inwestuj w lokatę która Ci się nie zwrucinie mówiąc o czymś
          dla siebie.Trzymam kciuki Ania.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka