Dodaj do ulubionych

Związki po rozwodzie

18.11.02, 11:28
Życie poukładało mi się w taki sposób, że właśnie jestem w trakcie rozwodu.
Związek trwał kilka lat i okazał się niewypałem. Dla tematu tego wątku,
przyczyny są nieistotne – powiedzmy, że nie poznaliśmy się zbyt dobrze i po
prostu „nie trafiliśmy” w siebie. Dwie połówki nie tego samego jabłka.
Przechodząc do rzeczy, już od jakiegoś czasu - gdy „woziłem” się z myślą o
rozwodzie - byłem przekonany, że potrzebuję przynajmniej dużo czasu, zanim
zaangażuję się w kolejny związek. „Niestety”, jeszcze nie mam w ręku
orzeczenia o rozwodzie, a już... hm, zakochałem się. Najlepsze jest to, że
zawsze byłem konsekwentny, wiedziałem czego chcę, dla świata doskonale
asertywny – jedynie do kobiety, którą kiedyś kochałem, miałem ogromną słabość.

Kiedy już wiedziałem, że nie będzie chleba z tej mąki, kiedy uświadomiłem
sobie że muszę się rozwieść, wiedziałem też, że długo nie znajdę się w nowym
związku, że będę ostrożny zanim ponownie ulokuję swoje uczucia w jakiejś
kobiecie. Doskonale wiedziałem też, jakie błędy popełniłem w swoim związku,
czego powinienem wystrzegać się na przyszłość, jakiego typu kobiety
potrzebuję, jakich cech nie toleruję, itd. – słowem, pełna analiza i full
control. „Niestety”, jeszcze nie mam w ręku orzeczenia o rozwodzie, a
już „wpadłem po uszy”. Co więcej, już łapię się na tym, że powtarzam niektóre
błędy, które popełniłem w poprzednim związku, ze zbyt dużym zaangażowaniem na
czele.

Zastanawiam się w związku z tym, jak to jest. Czy to jedynie kwestia „rozum
rozumem, a serce sercem”, czy też jest coś we mnie, co powoduje że nie
potrafię np. grać, zachować rezerwy – dystansu - wobec drugiego człowieka,
itd. We wszystkich innych sprawach – w szczególności w zawodowych - potrafię
być doskonale opanowany, zdecydowany, jak już wspomniałem, asertywny – na
pewno nie można nazwać mnie miękkim.

O co więc chodzi ?
Obserwuj wątek
    • Gość: Malwina Re: Związki po rozwodzie IP: *.w.club-internet.fr 18.11.02, 11:43
      odczekaj
      pomysl
      zostan z samym soba jakis czas
      analizuj

    • feria Re: Związki po rozwodzie 18.11.02, 23:38
      Jest rzeczą naturalną, że się angażujesz, jeśli się zakochałeś. Nie wiem, jak
      poważne są (były) błędy, o których piszesz - zaangażowanie nie jest samo w
      sobie naganne. Nie sądzę, że powinieneś uciec i przeczekać - może to właśnie
      ten związek? Nie staraj się tylko na siłę przekonywać siebie o tej "wiecznej
      trwałości". Z doświadczenia wiem, że takie "niespieszne" związki mogą się
      okazać na dłuższą metę silniejsze i dojrzalsze - ja też związałam się z
      człowiekiem po rozwodzie - i naprawdę staraliśmy się dać sobie czas. Czas - to
      jest słowo klucz... Twoja nowa miłość wcale nie musi być taka, jak Twoja
      (prawie) była żona - więc i nowych błędów (czytaj: problemów) nie da się
      uniknąć, ale zanim zaczniesz przerażony wycofywać się, upewnij się, czy
      błąd "tam", to też błąd "tu". A do tego trzeba więcej czasu i zrozumienia dla
      własnych lęków i potrzeb.
      Pozdrawiam ciepło,
      F.
    • feria Re: Związki po rozwodzie 18.11.02, 23:54
      A - jeszcze jedno - pełna kontrola to brzmi jak z filmów katastroficznych ;))
      Nie zapominaj się w szaleństwie, ale nie próbuj kontrolować fascynacji (jak to
      w ogóle brzmi...) i uczucia. Wiesz, czasem myślę, że tylko mężczyźnie (piszę to
      z uśmiechem na ustach) może przyjść do głowy pomysł, by "kontrolować" miłość -
      miłość trzeba pielęgnować :)) i uczyć się jej. Pomyśl o sobie jak o
      szczęściarzu, a nie obwiniaj się za to, że właśnie się zakochałeś!
      Dobrej nocy,
      F.
    • feria Re: Związki po rozwodzie 19.11.02, 00:25
      Nie, ja chyba dzisiaj nie pójdę spać. Zastanawiam się ciągle, jak opisać to, co
      myślę i przypomniał mi się "homo faber" Maxa Frischa - mały przyczynek do
      zrozumienia kwestii: wyboru-przeznaczenia-statystyki-przypadku-miłości.
      Nie przez przeoczenie statystyka jest w środku.
      F.
    • kwieto Re: Związki po rozwodzie 19.11.02, 07:15
      Musisz sie zdecydowac, czy chcesz kochac, czy kontrolowac - jedno z drugim sie
      wyklucza po prostu.
      Jakie sa te bledy ktore popelniasz? Bo jesli chcesz ostroznie wchodzic do tej
      wody ostroznie, badajac ja wpierw czubkami palcow - czy nie za zimna, czy nie
      za ciepla - to tak sie nie da.
      Sek w tym, ze trzeba wskoczyc, a JEDNOCZESNIE patrzec co sie dzieje i jakie sa
      wrazenia - i na nie reagowac.

      Moze da sie pracowac analizujac wpierw kazde posuniecie, zastanawiajac sie nad
      tym czy jest ono dobre. Ale zycie dzieje sie "w czasie rzeczywistym", nie da
      sie powiedziec: "poczekaj, to ja teraz sie zastanowie, i dam Ci pozniej
      odpowiedz". Musisz podejmowac decyzje w oparciu o informacje z danej chwili -
      nawet gdy masz tylko szczatkowe dane.
      Inaczej, czyli "na chlodno" sie po prostu nie da
      • yonker feria i kwieto 19.11.02, 09:49
        Trochę źle się zrozumieliśmy.
        Problem w tym, że ja właśnie stracilem kontrolę nad swoimi uczuciami w nowym
        związku.

        Pisząc o pełnej kontroli, miałem na myśli analizę swojego poprzedniego związku.
        Wydawało mi się, że w głowie rozebrałem go na czynniki pierwsze, wiem o nim
        wszystko - znam przyczyny krachu, wiem jakie popełniłem błędy, wiem jakie cechy
        mojej byłej kobiety spowodowały, że wszystko pękło we mnie, itd.
        Przeanalizowaem swój poprzedni związek niemal matematycznie i choć wewnątrz
        miałem "dość" kobiet, wiedzialem jak powinna być moja przyszła kobieta jeśli
        się pojawi - stąd napisałem o tej analizie i kontroli.

        Kobieta którą teraz kocham, nie do końca odpowiada tej mojej wizji, tylko że
        nic z tego nie wynika. Wizja jest w głowie - może zresztą zbyt wydumana, nie
        wiem, czy nie mdła z tego powodu - a miłość kilkanaście centymetrów niżej. Ale
        ok, nie mam rozterek z tego powodu - jeśli mam rozterki to z powodów opisanych
        w poście rozpoczynającym wątek.

        Pozdrawiam :)
      • Gość: inka-sama Re: Związki po rozwodzie IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 19.11.02, 11:16
        kwieto napisał:
        > Sek w tym, ze trzeba wskoczyc, a JEDNOCZESNIE patrzec co sie dzieje i jakie
        > sa wrazenia - i na nie reagowac.
        > Moze da sie pracowac analizujac wpierw kazde posuniecie, zastanawiajac sie
        nad
        > tym czy jest ono dobre. Ale zycie dzieje sie "w czasie rzeczywistym", nie da
        > sie powiedziec: "poczekaj, to ja teraz sie zastanowie, i dam Ci pozniej
        > odpowiedz". Musisz podejmowac decyzje w oparciu o informacje z danej chwili -
        > nawet gdy masz tylko szczatkowe dane.
        > Inaczej, czyli "na chlodno" sie po prostu nie da

        Wybacz Kwieto ale skakanie do nieznanej wody może się bardzo źle skończyć .
        Zwłaszcza jeśli to skok na główke... W sensie psychicznym tez...
        Co prawda koncepcja pełnej kontroli uczuć jest dla mnie dość utopijna i
        przerażajaca zarazem. Uważam że to niemożliwe zreszta.
        Swoja droga pakowanie się w kolejny związek zanim skończyło się poprzedni
        (choćby tylko formalnie) to nie jest dobry pomysł.
        • yonker Re: Związki po rozwodzie 19.11.02, 11:54
          Gość portalu: inka-sama napisał(a):

          > Swoja droga pakowanie się w kolejny związek zanim skończyło się poprzedni
          > (choćby tylko formalnie) to nie jest dobry pomysł.

          Owszem, na Twoim miejscu napisałbym toćka w toćkę to samo. Ale to tylko teoria.
    • wannia Re: Związki po rozwodzie 19.11.02, 11:13
      Zadziwia mnie, w jaki sposób o tym mówisz. "Przed chwilą" rozpadł się Twój
      kilkuletni związek, a Ty - wprawdzie nieco faktem zaskoczony, ale - spokojnie
      wchodzisz w następny. Rozwód jest zawsze dramatem, oczywiście niejednokrotnie w
      efekcie ulgą, ale zawsze dramatem i wymaga czasu, aby się z nim w sobieuporać.
      Poukładanie wszystkich spraw na nowo, oswojenie się z sytuacją, wyciszenie i
      złapanie harmonii wymaga czasu. Jeśli tak łatwo przyszło Ci zakochanie się w
      nowej partnerce, to albo nie dajesz sobie rady z samotnością i ona ma
      być "lekiem" na niezagojone jeszcze rany, a w efekcie okaże sie niewypałem, bo
      gdy "ostygniesz" miłość minie, albo nie traktujesz poważnie tzw. miłości.
      Trudno mi uwierzyć, że po takim kryzysie nagle spotykasz "właśnie tą" i
      momentalnie sie zakochujesz. Też jestem po rozstaniu i nie wyobrażam sobie
      siebie zakochanej nagle, choć emocje "porozstaniowe" już opadły. No, ale
      przecież każdy jest inny. Poczekaj, zastanów się, poanalizuj...
      • yonker Myślę, że masz rację 19.11.02, 11:52
        Sam zastanawiałem się nad tym. Niestety, to jest jakby poza mną. Też myślałem,
        czy aby ta nowa kobieta, nie jest jedynie "fartuszkiem", w który podświadomie
        chcę się "wypłakać". Doszedem jednak do wniosku, że raczej nie. Nie jestem
        typem człowieka, który lubi rozczulać się nad sobą. Generalnie, razi mnie taka
        postawa. Nie sądzę więc, abym akurat w tym przypadku zachował się inaczej -
        choćby nawet nie do końca uświadamiając to sobie.

        Rozpad mojego związku, to nie była sprawa jednej nocy. To proces który trwał
        kilka lat i niejedną noc nie przespałem bijąc się z myślami na ten temat.
        Miałem więc czas poukładać wszystko sobie w głowie. Fakt, że tuż przed
        podjęciem decyzji, niemal przyrzekałem sobie, że dam sobie conajmniej kilka
        lat "wolnego" od kobiet, ale - jak wspomniałem wyżej - nie miałem większego
        wpływu na to że zaangażowalem sie emocjonalnie w kogoś nowego. Po prostu stało
        się. Mniej lub bardziej przypadkowe spotkanie, jakaś rozmowa - jedna,
        druga, ... dziesiąta - i już byłem "w środku". Uwierz, że nie planowałem tego.
        • wannia Re: Myślę, że masz rację 19.11.02, 13:24
          > Nie jestem
          > typem człowieka, który lubi rozczulać się nad sobą. Generalnie, razi mnie
          taka
          > postawa. Nie sądzę więc, abym akurat w tym przypadku zachował się inaczej -
          > choćby nawet nie do końca uświadamiając to sobie.

          Nie chodziło mi o Twoje rozczulanie sie nad sobą itp. Mechanizm, o którym
          pisałam dotyczy ludzi, bez względu na to czy się nad soba rozczulają, czy nie.
          To po prostu ucieczka przed samotnością. Tego się nie planuje, to podświadome -
          jak sam zauważyłeś - ale niezwykle silne uczucie. I częściej dotyczy mężczyzn,
          niestety. Kobiety radzą sobie z samotnoscią znacznie lepiej moim zdaniem.
          Potrzeba kolejnej partnerki, opiekunki, kochanki... Zapełnienie pustej dziury
          po kimś...
          >
          > Rozpad mojego związku, to nie była sprawa jednej nocy. To proces który trwał
          > kilka lat i niejedną noc nie przespałem bijąc się z myślami na ten temat.

          Domyślam się, że decyzja o rozwodzie nie zapadła ad hoc. Rozstania przeważnie
          się ciagną, a przedtem jeszcze rozważa się to miesiącami. Zastanowił mnie fakt,
          że tak łatwo się zakochałeś po traumie rozstania (rozwód jest jednym z
          najbardziej depresjogennych wydarzeń wg psychologii), jakbyś potrafił jednym
          ostrym cięciem oddzielić przeszłość od teraźniejszości. Być może potrafisz i
          być może trafiłeś na tą "właściwą"? Tak czy inaczej polecam poczekać, pomyśleć
          i poanalizować...
          • Gość: Kim Re: Myślę, że masz rację IP: *.inetia.pl 19.11.02, 14:50
            Nie ma na to reguł.. Kiedy wyprowadzałam się od byłego męża, też myślałam, że
            długo nie będę chciała na nikogo patrzeć. Bałam się komukolwiek zaufać, nie
            chciałam "powtórki z rozrywki"...
            Po dwóch miesiącach poznałam mężczyznę, z którym jestem do dziś. I nie żałuję
            niczego, bo wiem, że życie nie zawsze daje nam możliwość poczekania, nie zawsze
            nawet jest to wskazane.
            Mój ukochany był ze mną przez ten smutny czas rozwodu, wspierał, usłyszałam
            tyle ciepłych słów wsparcia, czułam jego obecność. Niejednokrotnie mieliśmy
            okazję sprawdzić się w trudnych sytuacjach. Bo takie jest życie...
            Jeśli czujesz, że to może być to - nie miej "wydumanych" wątpliwości.
            Nie warto:-)
            Jak masz ochotę - pisz na priva: kim5@gazeta.pl
            • iwa_ja Nie ma jednego klucza do wszystkich! 19.11.02, 22:09
              Ktos tu napisał, że rozwód to głębokie przeżycie zamykajace hermetycznie serce
              i inne organy dla innych wzruszeń. Tak się złożyło, że antycypując rozwód (to
              nie chodzi o same postepowanie sądowe, raczej - proces rozkladu) pomyslałam
              sobie, że "klina-klinem". Ale nie był to inny partner. To było wyzwanie
              intelektualne, które wydawało mi sie powyzej moich mozliwości. Rozwód przezyłam
              w miarę bezboleśnie. Właśnie dlatego, że miałam ten inny stres. Ale i tak
              trzeba mi było jeszcze roku, żeby zauważyć tego kogoś, który jest ze mną już od
              7 lat (i chyba będzie do końca).
              Ergo: nie wierzę w głębokość uczuć, jeżeli zostały one zainicjowane na tej
              samej fali, w stresie. Czas, jak tu wielokrotnie podkreślano, czas...
    • Gość: Martyna Re: Związki po rozwodzie IP: *.proxy.aol.com 21.11.02, 02:32
      yonker napisał:

      > Życie poukładało mi się w taki sposób, że właśnie jestem w trakcie rozwodu.
      > Związek trwał kilka lat i okazał się niewypałem. Dla tematu tego wątku,
      > przyczyny są nieistotne – powiedzmy, że nie poznaliśmy się zbyt dobrze i
      > po
      > prostu „nie trafiliśmy” w siebie. Dwie połówki nie tego samego jabł
      > ka.
      > Przechodząc do rzeczy, już od jakiegoś czasu - gdy „woziłem” się z
      > myślą o
      > rozwodzie - byłem przekonany, że potrzebuję przynajmniej dużo czasu, zanim
      > zaangażuję się w kolejny związek. „Niestety”, jeszcze nie mam w ręk
      > u
      > orzeczenia o rozwodzie, a już... hm, zakochałem się. Najlepsze jest to, że
      > zawsze byłem konsekwentny, wiedziałem czego chcę, dla świata doskonale
      > asertywny – jedynie do kobiety, którą kiedyś kochałem, miałem ogromną sła
      > bość.
      >
      > Kiedy już wiedziałem, że nie będzie chleba z tej mąki, kiedy uświadomiłem
      > sobie że muszę się rozwieść, wiedziałem też, że długo nie znajdę się w nowym
      > związku, że będę ostrożny zanim ponownie ulokuję swoje uczucia w jakiejś
      > kobiecie. Doskonale wiedziałem też, jakie błędy popełniłem w swoim związku,
      > czego powinienem wystrzegać się na przyszłość, jakiego typu kobiety
      > potrzebuję, jakich cech nie toleruję, itd. – słowem, pełna analiza i full
      >
      > control. „Niestety”, jeszcze nie mam w ręku orzeczenia o rozwodzie,
      > a
      > już „wpadłem po uszy”. Co więcej, już łapię się na tym, że powtarza
      > m niektóre
      > błędy, które popełniłem w poprzednim związku, ze zbyt dużym zaangażowaniem na
      > czele.
      >
      > Zastanawiam się w związku z tym, jak to jest. Czy to jedynie kwestia „roz
      > um
      > rozumem, a serce sercem”, czy też jest coś we mnie, co powoduje że nie
      > potrafię np. grać, zachować rezerwy – dystansu - wobec drugiego człowiek
      > a,
      > itd. We wszystkich innych sprawach – w szczególności w zawodowych - potra
      > fię
      > być doskonale opanowany, zdecydowany, jak już wspomniałem, asertywny – na
      >
      > pewno nie można nazwać mnie miękkim.
      >
      > O co więc chodzi ?



      Hej Yonker!


      Rozumiem co czujesz bo ja wlasnie tak samo prawdopodobnie niedlugo zakoncze
      zwiazek rozwodem.
      Z drugiej strony czy Twoja szybkie i nagle zaangazowanie nie pojawilo sie z
      obawy przed samotnoscia lub moze jako wypelnienie pustki zyciowej i dziury w
      sercu. Piszesz , ze juz jestes za bardzo zaangazowany . Ale co Cie przyciaga do
      tej kobiety? co Cie w niej fascynuje ? czy nie jest to tylko zaiskrzenie ,
      pozadanie i wzajemna atrakcyjnosc?

      Nie podales za duzo szczegolow z Twoim poscie - nie wiem jakie bledy popelniasz
      ale wydaje mi sie , ze za dlugo nie znasz tej kobiety jej cech charakteru,
      osobowosci , idealow,pragnien, wartosci wiec co Ci sie w niej podoba? dlaczego
      sie zaangazowales i jak to rozumiec? kochasz ja czy jestes nia zafascynowany?


      Pozdrawiam
    • duszek_ Re: Związki po rozwodzie 22.11.02, 11:46
      Yonker, wielke dzieki Ci za ten watek!
      Jestem dokladnie w takiej samej jak Ty sytuacji, a w zasadzie juz troszke dalej.
      Przyznam, ze w trakcie czytania buzia otwierala mi sie coraz bardziej ze
      zdziwienia, bo mialem wrazenie, ze sa to moje wlasne, choc nigdy nie napisane
      slowa. Mam nadzieje, ze nie masz nic przeciwko temu, ze z udzielonych Ci
      komentarzy zrobie uzytek we wlasnym zakresie?:)
      Pozdrawiam
      D.
    • Gość: agnes38 Re: Związki po rozwodzie IP: *.siedlce.dialup.inetia.pl 10.12.02, 19:53
      yonker napisał:

      > Życie poukładało mi się w taki sposób, że właśnie jestem w trakcie rozwodu.
      Ja już jestem po.Przyczyna podobna.Cholernie Ci zazdroszczę,że jesteś zakochany.
    • Gość: Paul Re: Związki po rozwodzie IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 10.12.02, 21:06
      Powinienes troche popracowac nad ratowaniem poprzedniego zwiazku. Czy
      mieliscie z zona wspolna terapie dazaca do pojednania?
    • ponpon Re: Związki po rozwodzie 11.12.02, 15:14
      Jak bym widział siebie. Wypisz wymaluj robię dokładnie to samo, nawet z pracą.
      Jeszcze nie mam papieru. Pozew składamy po nowym roku by nie psuć sobie świąt.
      Wymalowałem sobie obraz "tej idealnej". Powiedziałem sobie, że mam czas by
      szukać i ... jestem już z kimś "przypadkowym" (po 6 m-cach od wyprowadzenia się
      żony). Wszystko rozwija się strasznie szybko, odpowiada mi to, jest super, ale
      boję się, że przyjdzie dzień na, jak to mówią na giełdzie, "realizację zysków".
    • Gość: samaka Re: Związki po rozwodzie IP: *.214.125.231.Dial1.Boston1.Level3.net 11.12.02, 17:07
      Milosci nie da sie "zatrzymac"
      Kiedys baaaardzo kochalam - od pierwszej chwili
      Po rozwodzie przez 7 lat nie moglam znalezc dla siebie miejsca, choc kandydaci
      byli, ale nie bylo.....milosci
      Az tu nagle, pewnego dnia, wciagu jednej chwili...zakochalam sie
      To znowu byl monent, chwila i juz wiedzialam
      Na szczescie tym razem to TEN - i jest moim calym swiatem, druga polowka mojego
      jablka

      Jesli gleboko w srodku czujesz, ze to TA, to nic nie pomoze, zadne analizy,
      zaden "rozum"...
      Zycze szczescia
      :-))
    • yonker Dzięki, wszystkim 12.12.02, 11:35
      Poczytałem sobie trochę i już się biorę za siebie ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka