Gość: kwieto
IP: *.ipartners.pl
09.10.01, 23:21
Taki obrazek:
Wracam sobie do domu. stoje na przystanku. Obok mnie stoi sobie para. Ona chichoczac
dobiera sie do rozklekotanego rozkladu jazdy. Podchodze, protestuje - "nie wyrywaj
rozkladu, moze ktos inny tez moglby skorzystac" Ona - smiech. On - "ok. poradze sobie".
Odchodze na bok, slysze jak On przekonuje Ja - "zostaw, ja tez nie lubie, gdy nie ma
rozkladu" Slychac Jej chichot i darty papier. Rozklad zostaje wyrwany.
Pierwszy odruch - dzwonic na policje? ale czy policja bedzie zaprzatac sobie glowe takim
drobiazgiem?
Drugi odruch - zbluzgac, walnac piescia w nos, moze sie nauczy, wziac skads pistolet i
zastraszyc.
Trzeci odruch - smutek. Skoro trzeba za pomoca "przymusu bezposredniego", zastraszania,
wprowadzania terroru wymuszac od innych normalne zachowanie, to czy takie dzialania maja
wogole sens? Milosc do blizniego, szacunek do ludzi i rzeczy wprowadzany za pomoca palki?
Coraz czesciej mam ochote wyjechac z tego kraju. Widzialem miejsca, gdzie zyje sie
normalnie, i nie trzeba ludzi zniechecac do wandalizmu, bo go po prostu nie ma.
Smutno mi.