smutna_23
15.02.06, 13:08
Właściwie to nie wiem od czego zacząć. Może od tego że sama czasem siebie nie
rozumiem. Pojawił się tu wcześniej wątek o braku akceptacji siebie. Ja też tak
mam i nie potrafie sobie z tym poradzić . Nigdy nie jestem z siebie
zadowolona, nigdy sie nie uśmiecham ,nie ufam ludziom nie wiem może mam jakąś
depresje. W dużej mierze obwiniam za to moich rodziców, że to przez ich
wychowanie z zasadami teraz nie moge dojść z sobą do porozumienia. Zawsze
starali sie mi wszysko wytłumaczyć co wolno a co nie jak mam postepowac a jak
miałam inne zdanie to ojciec robił mi 2 godzinny wykład co on na ten temat
sądzi i efekt był taki ze sie wycofywałam. Poprostu dom w którym było
wałkowanie tematu dopuki nie przeciągnęli mnie na swoją dobrą stronę. Może sie
mylę ale przyzwyczili mnie do tego że to oni podejmowali decyzje za mnie a
raczej nigdy nie było nawet mowy o tym żebym miała sama decydować. A jak
próbowałam to znowu pranie muzgu i po ich myśli. Może nie mam prawa zwalać
winy na roziców bo wiem że chcieli dla mnie jak najlepiej ale chyba sami nie
zdają sobie sprawy jak mnie skrzywdzli i jakie to ma konsekwencje dla mnie.
Mój partnet otwarł mi oczy na tą sytuacje w moim domu, na faworyzowanie mojej
starszej siostry i ogólnie dziwne zachowanie w moim domu. Zaczęłam dostrzegać
jak mój tata stara sie kierować wszystkim, zawsze jak miiał problem to byłam
kozłem ofiarnym, na mnie wyładowywał swoje frustracje czy to z pracy czy to z
powodu mamy czy siostry. Szukał byle pretekstu żeby ze mną zacząć kłutnie o
byle co. A ja stawiałam sie ze wszystkich sił żeby bronić mojego zdania. Im
bardziej sie stawiałam tym bardziej ostre słowa padały. Aż ciężko to opisać
.Ja niestety nie pozostawałam dłużna i nieraz mówiłam okropne rzeczy ale mój
ojciec jakby przez to nabierał sił jakby lubił te kłutnie i dalej, i męczył,
straszne. A potem słyszałam od mamy że jestem arogancka, beszczelna i wogóle
ale ona nigdy nie stanęła po mojej stronie tylko wychodziła jak widziała co
będzie sie działo. A sama jak z tatą rozmawiała to ja też próbował
podporzadkować to milkła udawała że nic się nie stało i wogóle wiecznie
sielanka. Tak sie nastawiłam anty do rodziców że juz mi nie zalezy na ich
wsparciu, bo i tak mi go nie potrafili dać. Teraz cokolwiek robie to ich
poprostu informuje a nie omawiam problemu. Poprostu wyrzucam ich z mojego
życia żeby móc zyc po swojemu. Nigdy w domu nie można było mieć własnego
zdania to bałam sie mieć je poza domem. W szkole nie miałam koleżanek bo
myślałam ze i tak mnie nie będą lubiły, sama unikałam ludzi. Wychodzenie do
knajpy było żle widziane u mnie w domu bo nalezy się uczyć, bo moje koleżanki
to panienki które szukają wrażen, dyskoteka to zlot napalonych facetów po 30,
którzy szukaja naiwnych małolat do macania itd. a oni chcą mnie chronić przed
złymi doswiadczeniami. To siedziałam w domu ,uczyłam sie było to jedyne moje
zajęcie. Na szczęście miałam mojego chłopaka. Dzięki niemu nie zwariowałam w
tym domu, ale jego ojciec też raczej nie do końca akceptował. A uwierzcie brak
akceptacji z jego strony to normalnie pogarda w oczacz, głosie, ignorancja w
rozmowie, gestach. Na tym forum chcę to wszystko z siebie wyrzycić, a jest
tego sporo, dziś dopiero wątek moich rodziców jako początek ale to nie jest
jeszcze sedno sprawy. Jeśli byliście lub jesteście w podobnej sytuacji
napiszcie jak sobie z tym radzicie, jakie macie sugestie i czy moze ja to
wszystko żle odbieram to tez jest możliwe bo chyba wogóle mam skrzywiony
odbiór rzeczywistości. Mam nadzieje że znajda sie tu życzliwe osoby, które
powaznie potraktuja ten post.Pozdrawiam.