zwierciadlo.duszy
20.03.06, 17:14
Mam 47 lat i sama wychowuję syna, ucznia II klasy liceum. Zostanę babcią,
dziewczyna syna też jest w II liceum (ale w innym). Ja mam pracę do końca
maja, potem zostaniemy bez środków do życia. Co robić? Marzę, by syn i jego
dziewczyna skończyli normalnie szkołę, a potem niech syn myśli o pracy. On
jednak chyba myśli o pracy i o szkole wieczorowej. Kto go jednak przyjmie
do tej pracy, skoro nie ma żadnego zawodu? Do pracy fizycznej się nie nadaje,
bo ma astmę. Poradźcie mi, gdzie mógłby znaleźć pracę, która pozwoli mu na
utrzymanie przyszłej rodziny? Jest zdolnym humanistą, ma prezencję, ale jest
tak samo przestraszony obecną sytuacją jak ja. Ja to jestem kłębkiem nerwów,
choć zrobię wszystko, by im pomóc. Ale finansowo nie jestem w stanie im po-
móc. I tu się zaczyna mój dramat. Boję się, że dostanę zawału lub wylewu.
Jak wziąć się w garść? Gdzie szukać pomocy duchowej? O finansowej nie wspomnę.
Jeśli ktoś z Was był w podobnej sytuacji, podzielcie się proszę myślami.