dzioucha_z_lasu
20.04.06, 11:08
Z moim... powiedzmy - przyjacielem... doszliśmy do wniosku, że nasz związek
jest bez przyszłości. Ja mam męża, on jest wolny. Wiem, że nie mam prawa
zatrzymywać go przy sobie, że zasługuje na kogoś normalnego, bez zobowiązań,
bez problemów, zasługuje na to, żeby ułożyć sobie życie, wszystko to wiem.
Ale jest mi strasznie ciężko, kocham go, a moje małżeństwo się wali, nie wiem
jednak, ile to potrwa i niczego nie mogę mu obiecać. Mamy pozostać
przyjaciółmi.. heh... nie wiem, czy umiem... Od kilku dni wewnętrznie wyję z
bólu, nie potrafię sobie znaleźć miejsca, nie mogę spać... Nie zdawałam sobie
sprawy, jak bardzo mi na nim zależy. Ale nie mogę do niego wrócić i już nie
będzie tak jak było... Na zewnątrz muszę być jak zwykle uśmiechnięta i
zorganizowana, a tak na prawdę mam ochotę upić się do nieprzytomności i
płakać... Nie sądziłam, że coś takiego jeszcze mi się przytrafi.. Co zrobić,
żeby to tak nie bolało?