problem... prosze o rady

24.04.06, 13:55
Mam taki problem, byłem z dziewczyną przez dwa lata, miesiac temu rozstalismy
sie. Bylem w szoku, zwlaszcza ze od dawna planowalismy razem przyszlosc, a
ona zapewniala mnie ze nie wyobraza sobie zycia beze mnie. Powodem dla
ktorego zerwala bylo to, ze nie kocha mnie jak chlopaka, tylko bardziej jak
przyjaciela. Czula to juz od jakiegos czasu, miala nadzieje ze to sie zmieni,
ale niestety sie nie zmienilo. Zapewnila mnie tez ze nie znalazla sobie
nikogo innego, a takze ze moze kiedys jeszcze bedziemy razem.
Tzeba przyznac, ze miedzy nami czesto dochodzilo do jakichs sprzeczek, po
ktorych oboje bylismy zawiedzeni. Po zerwaniu nadal utrzymywalismy kontakt,
zwlaszcza przez gg, a to przez odleglosc miedzy nami. W trakcie rozmow pisala
mi takie rzeczy typu, ze chce zebym sie o nia staral itp. Podobno mamie
mowila ze chce byc nadal ze mna, tylko musimy zaczac dbac o nasz zwiazek.
Mielismy ze soba porozmawiac na zywo za tydzien o nas i wszystko sobie
wyjasnic, powiedziala tez zebym sie nie martwil, ze nie zrobi nic glupiego
przez ten tydzien, wiec myslalem ze po rozmowie znowu wrocimy do siebie.
Jednak pojawia sie problem, bo dowiedzialem sie ze jakis chlopak do niej sie
ciagle podwala, pisze, wysyla smsy itd i to od dosyc dawna, niestety tez
spotykaja sie codziennie w szkole bo chodza do tej samej klasy. Ona nie
wiedziala o tym, ze ja wiem, probowalem cos z niej wyciagnac, ale ona
wsciekala sie i mowila ze przez moja chora zazdrosc nic uda sie nam. W koncu
nie wytrzymalem i chcialem z nia zaczac ta nasza wazna rozmowe juz teraz na
gg i wszystko wyjasnic. Niestety powiedziala mi ze jej uczucia do mnie sie
nie zmienily i ciagle traktuje mnie jak przyjaciela. Zdenerwowany zaczalem
pisac o tym kolesiu, ona powiedziala ze nie wie czy go kocha, ale lubi
spedzac z nim czas itd, moze czuje nawet do niego cos co do mnie na poczatku.
Wtedy poklocilismy sie i od tamtej pory sie nie odzywamy.
Tego ze moze teraz z nim byc nie moglbym jej wybaczyc, ale powiedziala
podobno mamie ze nie bedzie z nim i jemu to samo powiedziala... jednak
odebralem jego wiadomosc do niej ktora napisal na nastepny dzien i to bylo w
stylu 'ide spac, kocham cie, papa' wiec ona swiadczy o tym ze sa ze soba...
Teraz sam juz nie wiem czego chce, nie potrafie jej zrozumiec. Chcialbym zeby
nam wyszlo, zebysmy sie zmienili, ale tego ze zwiazala sie z innym tak szybko
nie potrafilbym jej wybaczyc. A tego czy z nim jest czy nie, predko sie nie
dowiem, bo teraz nie odzywamy sie do siebie. Nie wiem czy powinienem z nia
porozmawiac jeszcze raz na zywo, czy napisac jej co mysle o nim i o niej i
skonczyc to raz na zawsze. Na pewno nie przewiduje takiej mozliwosci: ja-
przyjaciel, on-chlopak, czy odwrotnie. Albo ja bede dla niej kimś, a on
nikim, albo odwrotnie. Jezeli macie jakies rady, to chetnie przeczytam.
Pozdrawiam
    • paco_lopez Re: problem... prosze o rady 24.04.06, 14:06
      po co sie tak trudzisz ? Pewnie masz w tym jakiś cel. Wiem jaki - nie martw się.
      • oko_dangmy Re: problem... prosze o rady 24.04.06, 22:01
        Z boku to wygląda tak. Jest jej na rękę, że się teraz nie odzywacie. Nie musi
        wić się jak piskorz przed Tobą. Myślę,że nie powinieneś nic robić, bo wszystko
        zostało już zrobione a Ona i tak dopóki jest nim zauroczona - nie wróci w Twoje
        objęcia, więc to nie ma sensu. A zrobisz jak będziesz uważał. Powodzenia
        • backside1 Re: problem... prosze o rady 24.04.06, 22:22
          To nie jest do konca tak ze ona jest nim zauroczona, nie jestem tego pewien.
          Ona chyba sama nie wie czego chce. Ale jesli jest zauroczona i jej przejdzie to
          czy wybaczyc? Na razie nie robie nic, czas pokaze...
          • agunia_29 Re: problem... prosze o rady 24.04.06, 22:53
            Jesli nie wie czego chce i mówi ci że jesteś tylko przyjacielem to dla twojego
            dobra, wiem że łatwo mówić - trudniej zrobić, zerwać kontakt przynajmniej
            narazie i dać sobie czas. Nie siedzieć w domu, pokręcić się gdzie indziej,
            pójść gdzieś z przyjaciółmi może gdzieś indziej wypatrzysz tą jedyną. Wierz mi
            byłam 4 lata w toskycznym związku i też facet mi mówił że jestem przyjaciółką
            nic poza tym i tak wycierpiałam sporo i mnóstwo czasu straciłam. Co prawda
            teraz rzeczywiście jestesmy tylko przyjaciółmi bo wreszcie potrafimy nimi być.
            Powód jest prosty - mamy wkońcu innych pratnerów i kochamy ich ze wzajemnością.
            Dlatego powiedziałabym zerwać kontakt przynajmniej na jakiś czas i poczekać aż
            przyjdzie ta prawdziwa miłość która przychodzi zazwyczaj nieoczekiwanie :-)
            Powodzenia
    • jakison Re: problem... prosze o rady 24.04.06, 22:46
      Jestem w podobnej sytuacji. Moim zdaniem to to mówienie przez kobietę że już
      kogoś nie kocha jak chłopaka tylko jak przyjaciela wynika z jej strachu przed
      byciem samą, i że to jest taki sposób kobiety na rozstanie, a raczej na
      rozstawanie się dopóki ona nie znajdzie sobie kogoś innego. Niby jesteś w
      odwodzie, ale raczej nie masz na co liczyć. Dla faceta to wyniszczające -
      patrzeć jak kobieta którą kocha próbuje sobie ułożyć życie z innymi,
      jednocześnie dając jakąś nadzieję. (..) To tylko moje subiektywne zdanie, i
      życzę Wam jak najlepiej, ale obawiam się że może w tym co napisałem być sporo
      prawdy. Jeśli się mylę to niech mnie któraś kobieta poprawi..
      • agunia_29 Re: problem... prosze o rady 24.04.06, 22:59
        Dla faceta to wyniszczające -
        > patrzeć jak kobieta którą kocha próbuje sobie ułożyć życie z innymi,
        > jednocześnie dając jakąś nadzieję. (..)

        > Jeśli się mylę to niech mnie któraś kobieta poprawi


        Nie poprawie bo też tak uważam i na odwrót: dla kobiety też jest wyniszczające
        jak patrzy jak facet którego kocha układa sobie życie z inną
        • jakison Re: problem... prosze o rady 24.04.06, 23:05
          No dobra, dla obojga to jest wyniszczające, ale ja nie spotkałem faceta który
          mówiłby kobiecie: "a, bo ja cie teraz kocham nie jak kobietę tylko jak
          przyjaciółkę, i nie wiem - może się to zmieni, może znów cię pokocham jak
          przedtem, musimy poczekać" a w międzyczasie szuka sobie nowej partnerki, widząc
          że poprzednia się męczy. A kobiet takich spotkałem wiele, i facetów którzy po
          takim tekście nie wiedzieli co ze sobą zrobić. Mnie się wydaje że faceci jak
          zrywają to =zazwyczaj= robią to bez sciemniania i mają jakieś sensowne
          uzasadnienie. Wogóle nie rozumiem - jak komuś mówię że chcę z nim spędzić resztę
          życia, to pracuję nad tą resztą życia, i jakoś przechodzę przez złe i dobre
          okresy, a nie wyjeżdżam nagle że "bo ja cię inaczej teraz kocham, tak od 6
          miesięcy.."
          • agunia_29 Re: problem... prosze o rady 24.04.06, 23:25
            > No dobra, dla obojga to jest wyniszczające, ale ja nie spotkałem faceta który
            > mówiłby kobiecie: "a, bo ja cie teraz kocham nie jak kobietę tylko jak
            > przyjaciółkę, i nie wiem - może się to zmieni, może znów cię pokocham


            No widzisz a ja takiego znam i napewno jeden się taki uchował!! :-) ale gdzie
            to już nie powiem. W każdym razie nie jest to mój facet tylko kolega. A jak
            jest z resztą facetów to nie wiem ale patrząc na niektórych kolegów moich i
            znajomych to wielu jest facetów którzy nie wiedzą czego od życia chcą :-(
        • backside1 Re: problem... prosze o rady 24.04.06, 23:07
          Ok, czyli jezeli sobie uklada z nim zycie, to dac sobie z nia spokoj? A jesli
          nie to probowac?
          • jakison Re: problem... prosze o rady 24.04.06, 23:25
            kiedyś pewna dziewczyna powiedziała mi, że jak kobieta z kimś zerwie, to potem
            jest w 3 związkach nie mających większego znaczenia, a dopiero potem znowu szuka
            kogoś na dłużej. według mnie jak się znudzi tym, to będzie szukała następnego.
    • backside1 Re: problem... prosze o rady 25.04.06, 14:06
      Chyba sprobuje jeszcze raz, bo to pewnie moja wina, ze za malo sie staralem.
      Mam nadzieje ze nie jest z nim, czyli ze nie jest jeszcze za pozno. Moze macie
      jakies pomysly jak pokazac jej stopniowo ze zaczalem sie o nia starac. Na razie
      sie nie odzywamy, wiec pewnie propozycje typu wyjscie gdzies razem odpadaja. To
      musi byc stopniowe. Mam po swojej stronie jej siostre, wiec moze jakos to
      wykorzystac?
      • dees7 Re: problem... prosze o rady 25.04.06, 15:32
        Rób jak Ci serce dyktuje. Żadne rady na nic się tu zdadzą, bo Ty i tak zrobisz
        jak będziesz chciał. Dodam tylko swoje trzy grosze. Ja myślę, że oni są już
        razem o wiele bardziej i dalej niż Ty myślisz. Ktoś wyżej napisał, że jest jej
        na rękę to, że teraz nie macie kontaktu. I ja się z tą opinią zgadzam.
        Dziewczyny nie potrafią ZRYWAĆ. One po prostu proponują przyjaźń - a to jest
        jednoznaczne i znaczy dokładnie to samo. Uważam też, że o uczuciu zapewniają
        się wzajemnie ( nie tylko on jej wyznaje, co czuje). Spróbuj, skoro tak bardzo
        Ci zależy. Bo jeśli nie przekonasz się o tym sam to długo sobie będziesz to
        potem wyrzucał...
        • backside1 Re: problem... prosze o rady 25.04.06, 15:55
          Wlasnie sie dowiedzialem ze nie sa ze soba od naocznego swiadka ;> napisal ze
          sa dobrymi przyjaciolmi itd...
          • dees7 Re: problem... prosze o rady 25.04.06, 16:13
            mam świadomość, że taka właśnie opcja jest dla Ciebie do przyjęcia. Nie
            będziesz wiedział, dopóki sam się nie przekonasz. A tak nawiasem mówiąc...to
            świat się jednak zmienia...teraz przyjaciel żegna przyjaciółkę na dobranoc
            słowami "kocham Cię" ....(byłeś tego "naocznym świadkiem" prawda)? Walcz więc,
            bo w innym razie nigdy się nie dowiesz prawdy. Powodzenia :-)
            • backside1 Re: problem... prosze o rady 25.04.06, 17:14
              No bede walczyl, o prawde i o nia ;> ale macie jakies pomysly jaki teraz
              powinienem zrobic ruch?
              • dees7 Re: problem... prosze o rady 25.04.06, 18:14
                Najlepszy moim zdaniem byłby kontakt telefoniczny i to zupełnie
                niezobowiązujący. Ot - taki zwykły "koleżeński" telefon z pytaniem >co słychać<
                albo jakiś pretekst (może szukasz jakiejś książki, albo kontaktu do jakiegoś
                wspólnego znajomego?) Potem rozmowa potoczy się swoim tokiem. Myślę, że nie
                powinieneś się narzucać (kajać się i prosić), bo na litość jej nie weźmiesz.
                To tyle ja. Napisz potem jak się sprawy mają ;-)
                • backside1 Re: problem... prosze o rady 25.04.06, 18:35
                  Ja wymyslilem, ze moze podam przez jej siostre bukiet kwiatow, z liscikiem, w
                  ktorym napisze ze 4 linijki, z ktorych bedzie wynikalo ze moze nie wyszstko
                  jest jeszcze stracone, a ona go polozy na jej biurku podczas jej nieobecnosci.
                  Wtedy bym sie nie kontaktowal z nia. O jej rekacji dowiem sie od siostry. Moze
                  po tym sama do mnie zadzwoni...
                  • oko_dangmy Re: problem... prosze o rady 25.04.06, 18:57
                    Jej siostry bym w to nie angażował. Może mieć do niej pretensje, że knuje za
                    Jej plecami. Jak już to przez posłańca. No chyba, że siostra powie, że to
                    posłaniec właśnie przyniósł więc przyjęła
                    • backside1 Re: problem... prosze o rady 25.04.06, 19:14
                      No tak, nie mowilaby ze to ona ode mnie je wziela... A zrobic to juz w piatek
                      czy jeszcze czekac? Nie odzywamy sie od czwartku, wiec bylby ponad tydzien.
                      Czas moze dzialac na moja niekorzysc, bo ten koles moze cos zdzialac, ale moze
                      im dluzej tym bardziej za mna zateskni?
                      • oko_dangmy Re: problem... prosze o rady 25.04.06, 20:35
                        no weź przestań. Jak zrobisz i kiedy to zrobisz to już od Ciebie zależy.
                        Przecież nikt Ci tu nie powie : zrób to w piątek o 14-tej. Chciałeś porady to
                        Ci tu ją dajemy jak wiesz zupełnie bez przekonania... Ale o tym to przekonać
                        musisz się sam jak napisała moja przemówczyni. Nadzieja umiera ostatnia. Nie
                        trać jej więc. Cuda się zdarzają. A nóż uda Ci się ją wyrwać z ramion tej
                        dziwnej przyjaźni, przez którą znalazłeś się w obecnej sytuacji :/
                        • backside1 Re: problem... prosze o rady 25.04.06, 20:39
                          Ok, postaram sie. Dzieki
                  • agunia_29 Re: problem... prosze o rady 25.04.06, 23:18
                    Wiesz co, 10 lat temu jakies mialam faceta za którym nie byłam, nie podobał mi
                    się fizycznie. Dla mnie to był pierwszy "związek" i wydawało mi się że chłopak
                    jest dobry dlatego dałam szanse, wkońcu każdy próbuje a nie zawsze wychodzi.
                    Tak strasznie był za mną że jak z nim zerwałam bo zaczęło mnie jednak meczyć
                    bycie z kimś bez uczucia to zaczął własnie ciągle coś wymyslać, nachodzić mnie
                    z kwiatami,wydzwaniać do domu, pisać listy własnie z wyznaniami wielkimi i
                    szantazować mnie w nich że sie zabije jak z nim nie będe, stać pod klatką pół
                    dnia, wydzwaniać po koleżankach moich i gadać bzdury, znalazł nawet mojego
                    nowego faceta jakimś cudem i zaczął niszczyć mi związek.
                    Nie radze bo to jest upierdliwe i jeszcze bardziej obrzydza życie drugiej
                    osobie i tylko mozna kogoś znienawidzieć. Ja tej osoby nie chciałabym nawet
                    teraz spotkać bo jest skłonny zniszczyć mi życie nawet po 20 latach.
                    • agunia_29 Przepraszam, mała poprawka 25.04.06, 23:21
                      > Wiesz co, 10 lat temu jakies mialam faceta za którym nie byłam, nie podobał
                      mi się fizycznie.

                      POPRAWKA: Wiesz co, 10 lat temu jakies mialam faceta za którym byłam ale nie
                      podobał mi się fizycznie.
                    • agunia_29 Bez sensu, znowu pochrzaniłam :-( 25.04.06, 23:27
                      Tamto pierwsze zdanie było dobrze.
                      Miałam faceta którego tylko lubiłam i spotykałam się po koleżeńsku, nie
                      pociągał mnie fizycznie wogóle - tak to powinno właściwie brzmieć. Chyba już
                      śpiąca jestem i myle się. Sorki. Dobranoc
                      • backside1 Re: Bez sensu, znowu pochrzaniłam :-( 26.04.06, 09:13
                        No to chyba ten twoj komentarz jest apropo jego. To jego lubi, ale nie podoba
                        jej sie fizycznie, uwaza ze jest brzydki, wiec pewnie to nie moze byc milosc.
                        Ja sie jej zawsze podobalem, wiec dlatego moze warto probowac...
Pełna wersja