maksymowicz1
10.05.06, 15:19
To ja.
Piszę tu, bo nie mam już siły...
Jestem po ciężkim małżeństwie, z którego wyszłam mocno pokiereszowana
psychicznie. Spotkałam faceta, kiedy byłam na zakręcie. Pomógł mi bardzo, dał
mi nadzieję na przyszłość, opiekował się mną, był wsparciem, źródłem siły,
najlepszym przyjacielem. Otoczył ciepłem moją córeczkę i dał jej poczucie
bezpieczeństwa.
Od 2 lat mieszkamy razem. On jest ciepły, czuły, pomocny... i, jak się
okazało, całkowicie nieporadny, ciamajdowaty
Role się odwróciły i to ja jestem teraz tą silną stroną.
Zawsze byłam przedsiębiorcza, mam rewelacyjną pracę, bardzo dobre zarobki,
kończę studia podypolomowe, robię karierę. On ma własną podupadającą firmę z
dochodami w wysokości 600 zl miesięcznie, jest więc na moim utrzymaniu.
Oczywiście, planuje zmienić pracę, po studiach będzie mógł nieźle zarabić
(jest informatykiem).
Kończy właśnie studia, ale nie spieszy mu się do obrony pracy magisterskiej.
To ja rozsyłam jego CV. Ja dbam o rachunki, wakacje, jedzenie, pranie, papier
toaletowy, pastę do zębów... Na mojej głowie jest wychowanie dziecka (w końcu
jest tylko moje...), zmiana opon w aucie, umowa z TPSą, wyczyszczenie balkonu
po zimie... wszystko, dosłownie wszystko.
Tłumaczę sobie, że nie wytrzymałabym z silnym władczym facetem, że On jest
taki kochający i czuły, taki plaster na nasze pokaleczone dusze, że kocham go
i ufam mu, ale... już nie mam siły. Nie chcę być silną babą. Chcę móc się na
Nim oprzeć, chcę mieć pewność, że jak się rozchoruję, to on zarobi na nasze
utrzymanie...
Co robić? Jak to zmienić? Pomózcie.
Kocham faceta, ale nie mam już siły...